Wąski potok

#51
Keiran, który jeszcze nim przywódczyni rozpoczęła swą mowę począł kręcić się niespokojnie, zniecierpliwiony przedłużającą się bezczynnością, wstał niemalże natychmiast. Jednakże gdy tylko stanął na równych łapach, jakby się zawahał. Zerknął na szarowłosą waderę, potem pozostałe wilki, marszcząc przy tym nieco czoło, jakby mocno się nad czymś zastanawiał. No cóż, szczerze powiedziawszy nigdy nie brał udziału w żadnym oficjalnym pogrzebie. Jakiekolwiek rytuały i uroczystości były mu całkowicie obce, jako, że jego opiekunka nigdy nie przykładała do nich wagi. Ją samą, gdy już opuściła tę świat, po prostu zostawił w dawnej norze, a wejście zasypał, by utrudnić padlinożercom dobranie się do wilczych zwłok. Żadnych przemów, skomplikowanych rytuałów. Jednakże najwyraźniej w watasze zazwyczaj było zgoła inaczej.
Wzruszył więc lekko barkami, westchnął i zebrawszy uprzednio leżące u jego stóp kłębowisko roślinności, piór i włosia, zbliżył się do brzegu strumyka, zatrzymując się tuż nad taflą wody. Schylił się, by delikatnie ułożyć rytualny bukiet na lekko falującej tafli, lecz wtem znieruchomiał i podniósł na nogo łeb, jakby sobie o czymś przypominając.
No tak, w końcu zapewne wszyscy oczekują od niego, że coś powie.
Odłożył ozdobę, rozglądając się niepewnie i odchrząknął. Nie miał talentu do wygłaszania porywających przemów, lecz nigdy dotąd nie sądził, że takowy mógłby mu się kiedykolwiek na coś przydać. Zamrugał, po czym chrząknął znowu, po czym zabrał głos. Brzmiał nieco niepewnie i dziwnie, jak na niego, ponuro.
- Melodia... Wiele w życiu wycierpiała. Wszystko, czego pragnęła, to na nowo odnaleźć miejsce, które mogłaby nazwać domem oraz wilki, które okazałyby jej choć trochę ciepła. Każdy z nas dał jej coś z tego w taki, czy inny sposób - urwał, przymknąwszy na chwilę ślepia. Momentalnie oczyma wyobraźni znów ujrzał oblicze zmarłej wilczycy. - Gdybym jej wtedy nie spotkał, pewnie nie byłoby mnie teraz w tym miejscu. Poszedłbym dalej i nigdy nie spotkał żadnego z was. Dziękuję za wszystko, Melodio. Żegnaj... C'Antilane.
Ułamek sekundy po wypowiedzeniu tych słów nagle przez łeb złocistego przemknęła pewna ulotna myśl. Czy ktokolwiek z obecnych w ogóle znał prawdziwe imię oszpeconej samicy? A jeżeli nie, to dlaczegóż postanowiła zdradzić je akurat jemu, i to już podczas ich pierwszej rozmowy, nim zdążyła mu całkowicie zaufać? Nieznacznie zmarszczył czoło, lecz postanowił odłożyć te rozważania na kiedy indziej. Zamiast tego ponownie się schylił, by dokończyć przerwanego dzieła.
Przez chwilę wpatrywał się w odpływający kłębek, jednocześnie przypominając sobie obietnicę, jaką złożył sobie całkiem niedawno. Będzie chronił te stado. Tak, jak obiecał chronić Melodię. Gdy Lokatt uniosła łeb, by ponownie zawyć, po chwili wahania przyłączył się do niej.

Wąski potok

#52
Podążała za Cieniami, coraz bardziej sfrustrowana obecną sytuacją. Każda minuta w towarzystwie Lokatt dłużyła się niemiłosiernie, nie wspominając już o dyskomforcie powodowanym przez obecność Thasis. Młoda wadera widocznie nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji i nie rozumiała, dlaczego matka wyjątkowo mało się do niej odzywa. Ve'nevri miała w tym przecież swój cel, nie miała jednak pojęcia, jak powinna jej to przekazać. Pozwoliła sobie na chwilowe przyspieszenie kroku, nie było bowiem w pobliżu nikogo, kto mógłby zorientować się, że to wszystko to jedynie wyśmienita przykrywka. Nozdrza wychwyciły znajomą woń córki, która z niewyjaśnionych przyczyn smętnie człapała na samym końcu. Teraz albo nigdy! Wyrwała się do przodu, mając świadomość, że podobna okazja może nigdy się nie zdarzyć.
- Thai - mruknęła cicho, dysząc ciężko po udanej próbie dogonienia Beżowej - przywódczyni mnie nienawidzi. Ukrywałam nasze relacje, żeby nie zaczęła się na tobie mścić. Wszystko było dla twojego dobra. Ciągle cię kocham, pamiętaj! Uważaj na siebie - wyszeptała.
Przystanęła na chwilę, pozwalając Thasis oddalić się znacznie. Jakieś dziwne uczucie skręciło jej żołądek. Była dumna z córki, zarazem bojąc się przeraźliwie o jej przyszłość. Jej widok otworzył stare rany, boleśnie uświadamiając, że teraz będą już zawsze skazane na rozłąkę. Musiała jednak poświęcić tą relację dla dobra całej krainy. Dla Jelenia.
Źle zrobiła. Po co angażowała się w ten cały pogrzeb? Po co dobrowolnie się tutaj udała? Żal spowodowany odejściem osoby, którą miała pod swoją opieką, dawno już minął. Śmierć Melodii w jasny sposób pokazała, kto stoi za dziwnymi zjawiskami w Oazie i to absolutnie wystarczało. Czasami ktoś musi zginąć, by inni mogli żyć, a Ve'nevri nie zamierzała dopuścić, żeby ktokolwiek jeszcze padł ofiarą Wilka.
Dotarła wreszcie na miejsce ceremonii, cudem się nie spóźniając. Usiadła z boku, ze spuszczoną głową, nie zamierzając specjalnie się wychylać. Nie przyłączyła się do wycia. Nie była członkiem stada i nie zamierzała przebywać z nim dłużej, niż byłoby to niezbędne. Zachowała też kamienną twarz podczas iście żałosnej, mającej rzekomo podbudować na duchu wątpiących członków watahy przemowy Lokatt, robiąc to tylko z szacunku do zmarłej.
Odnosiła niemiłe wrażenie, że suka próbuje zasugerować Cieniom, że Melodia cierpiała tylko przez spóźnioną pomoc znachorki. Gówno prawda. Po pierwsze, to nie zaciągnęłam ją na pustynię i umarlibyście wszyscy, gdybym tamtędy nie przechodziła. Po drugie nie wierzę. że żadne z was nie miało podstawowego doświadczenia w ziołach. A nawet jeśli - mogliście chociaż jej ulżyć, chłodząc rozpalone ciało wodą. Po trzecie... Uniosła łeb, kierując przenikliwe fiołkowe spojrzenie prosto na zdzirę. Ja wszystko wiem, Lokatt. Tu nigdy nie chodziło po prostu o Melodię. Zawsze liczyłaś się tylko i wyłącznie ty. Patrzyła się przez chwilę prosto w oczy, by wreszcie podjąć decyzję. Gdy suka zawyła po raz drugi, odczekała chwilę, by wreszcie odwrócić się i odejść bez słowa. Na myśl o pożegnaniu cisnęły się bowiem jej jedynie niecenzuralne słowa.
//z.t

Wąski potok

#53
Naerys spoglądała na ceremonię pustym wzrokiem. Złote oczka straciły na swoim zazwyczaj wszechobecnym blasku, nieobecna była w nich zwykle ciągle zadomiowiona w nich ciekawość i młodzieńcza buta, a czasem nawet chęć zaczepki. Nie. Oczy młodej wojowniczki były teraz przepełnione smutkiem z powodu odejścia towarzyszki. Mit o niezniszczalności jej i jej towarzyszy, jej obecnej rodziny, upadł z hukiem i roztrzaskał się na milion kawałków. Pierwsze zderzenie Naerys z realiami życia nie było przyjemnym, ale było chyba niezbędnym. W końcu ona sama równie dobrze mogła być tam na miejscu Melodii i zostać pokąsana. Och, z pewnością wymordowałaby wiele gadów i rozkrwawiła wiele głów, ale w ostatecznym rozrachunku efekt byłby taki sam. Jedno z nich musiało umrzeć, Śmierć musiała pochłonąć jednego z Cieni i wówczas padło właśnie na Melodię.
Obserwowała poczynania Keirana, i wysłuchawszy jego przemowy postanowiła również zbliżyć się do ciała, dotykając je po raz ostatni nosem, ostatni raz wdychając woń przyjaciółki, zapamiętując. Naerys chciała wyryć jej woń w swojej czaszce aby nigdy jej nie zapomnieć. Melodia miała żyć wiecznie w jej pamięci.
Kilka chwil potem i ona uniosła łeb i dołączyła do wysokiego śpiewu swoich towarzyszy, żegnając swoim wyciem Melodię.

Wąski potok

#54
Gdy osobliwy kłębek wpadł do wody, a Słonecznik zakończył już swoją przemowę, Thai przyszedł do głowy pewien pomysł. Spojrzała na zebrane niedawno nagietki z lekkim wahaniem, niepewna, czy w ogóle wypada robić coś takiego, lecz ostatecznie zebrała się na odwagę i wyplątała z sierści trzy sztuki. Podeszła nieco bliżej brzegu po czym nieśmiało, jeden po drugim, wrzuciła kwiaty do wody, pozwalając, aby je także porwał prąd rzeki. Przymknęła na chwilę oczy rozpamiętując zdarzenia z wydm oraz z zarośli paproci. Tak naprawdę każda z ich pokąsanej trójki mogła tak skończyć, każda miała na to szansę...
Westchnęła ciężko.
Młoda wadera starała się skupić całą swoją uwagę na ceremonii i zdusić żal oraz uczucie rozczarowania, które na nowo zagościły w jej sercu po wysłuchaniu matki. Nie, nie chodziło o Lokatt - chociaż w tej sprawie też nasunęło jej się kilka pytań. Przykładowo - dlaczego szara nie poinformowała jej wcześniej o tym, że ukrywa przed przywódczynią fakt, iż są spokrewnione? Thai, przed usłyszeniem tej rewelacji, nie miałaby raczej większych oporów przed przekazaniem Jaskółce że jest córką zielarki, gdyby tamta tylko zapytała - i co wtedy? To nie było jednak w tej chwili najważniejsze - beżową najbardziej zabolało to, że jej rodzicielka znowu odeszła - a przecież tak nalegała na rozmowę z nią, z Keiranem i na możliwość uczestnictwa w oficjalnym pożegnaniu Melodii, to miała być zapłata za uratowanie członków Cieni.
Fiołkowe oczy zaszkliły się lekko, lecz nie było to spowodowane przemową Lokatt czy nawet brata. Po prawdzie - ich słowa ledwo do niej docierały. Skierowała pysk w stronę nieba, a z jej gardła dobyło się przenikliwe wycie, dające upust wszystkim emocjom kłębiącym się w jej wnętrzu. Teraz nie musiała się powstrzymywać, nie było takiej potrzeby.
Kilka łez słynęło po jasnej sierści, gdy żegnała w ten sposób Zapomnianą Melodię... ale czy na pewno tylko ją?
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Wąski potok

#55
Bliźnięta ledwo odnajdywały się w tej, nowej dla nich, sytuacji. Rozumieli stratę i ból jaką wilki poniosły, jednak dla nich śmierć Melodii była naprawdę godna podziwu, można powiedzieć, że zginęła za nich wszystkich. Zmarła jako wojowniczka i dlatego w ich sercach płonęła duma z wadery. Wierzyli, że cokolwiek się stało z nią, jest teraz w miejscu o wiele lepszym, gdzie trafiają wilki, które zmarły w sposób heroiczny, lub w walce.
Jednak nic o tym nie powiedzieli. To była ich opinia i o tym wiedzieli, mimo, że może taka kwestia podniosłaby niektórych na duchu? Vune patrzyła sucho przed siebie, niby zamyślona. Jednak jej serca nie ściskał żal, czy ból. Emocje u niej były rozwinięte w małym stopniu, choć rozumiała co się dzieje. Zawyła jedynie, by wesprzeć resztę, a jej melodyjny głos zabrzmiał z chórem Cieni.
Kune zaś płonął wewnątrz. Jednak jego oko nie dostrzegało Resefa co nieco poprawiało samcowi humor. Nie pałał do tamtego sympatią i nawet nie miał zamiaru tego ukrywać. Spojrzał jedynie na Lokatt przemawiającą, następnie na Keirana i Thaisis. W tej dwójce ostatniej coś sprawiało, że wydawali mu się podobni na pewien sposób do siebie, jednak uznał to za zwykłe złudzenie. To zmęczenie, pomyślał, by następnie potężnym basowym wyciem przyłączyć się do reszty.

Wąski potok

#56
Odejście Ve'nevri ją ucieszyło, lecz z drugiej strony zdziwiła się, że ta zapragnęła oddalić się tak szybko. Czyżby zapomniała, czego żądała w zamian za pomoc Cieniom na pustyni? Pragnęła porozmawiać z Thaisis i Keiranem, a teraz odchodziła, nie uczyniwszy tego. Lokatt poniekąd poczuła ulgę. Obawiała się bowiem, jakich kłamstw znachorka mogła naopowiadać młodym wilkom, by nastawić je przeciwko niej. Na szczęście nie musiała się o to martwić. Choć nadal intrygowało ją, dlaczego zielarka zażądała rozmowy akurat z tymi osobnikami. Co ich łączyło? Musiała w taki, czy inny sposób się dowiedzieć, choć jeszcze nie wiedziała, jak to uczynić. Wątpiła, by oni sami zechcieli jej to zdradzić, jeżeli zwyczajnie zapyta. Wszak każdy z Cieni doskonale wiedział, że nie darzy ona Ve'nevri ciepłymi uczuciami. Być może ci, którzy utrzymywali bliższe kontakty ze znachorką mogliby bać się, iż przez to narażą się na niebezpieczeństwo, decydując się z tego powodu na ukrywanie swych relacji z samicą. Czy jednak rzeczywiście postanowiłaby się na nich mścić? Choć zraniona duma podpowiadała, że powinna, rozum całkowicie temu zaprzeczał. Postępowanie takie byłoby całkowicie nierozsądne i lekkomyślne - wszak czy nie dałaby tym samym Cieniom powodów do buntu?
Teraz jednakże nie miało to większego znaczenia. Samica odeszła, i Lokatt miała nadzieję nie móc oglądać jej na swych terenach już nigdy. Jednakże, zanim ta zdecydowała się oddalić, spojrzała jej prosto w oczy. Tak, spojrzała. Choć kontakt wzrokowy trwał zaledwie chwilę, póki Jaskółka ponownie nie uniosła łba, by zawyć, była przekonana, że przez ten krótki moment fiołkowe ślepia spoczęły dokładnie na jej obliczu. I choć oczy starej wciąż wyglądały na niewidzące, trudno było uznać to za zwykły przypadek. Zbyt dużym zbiegiem okoliczności byłoby, gdyby zielarce udało się przypadkiem zawiesić wzrok akurat na niej na krótką chwilę przed tym, jak ta odwróciła się demonstracyjnie i odeszła. Choć wciąż jakaś część umysłu bursztynowookiej zdawała sobie sprawę z tego, że wciąż może się mylić, ten jeden krótki moment poddał w wątpliwość wcześniejsze zachowanie starej. Być może samica jedynie odgrywała bezbronną kalekę, by ją zmylić. Całkiem sprytnie. Jednak dobry plan to nie wszystko, należy jeszcze być w stanie wcielić go w życie. A ty najwyraźniej nie byłaś, skoro zapomniałaś o swej roli choćby na krótką chwilę. Tylko skończony idiota decyduje się na zrzucenie maski, gdy nie jest pewien swej przewagi. A jeżeli wręcz przeciwnie, w tym momencie już poczułaś się wygrana, to świadczy o jeszcze większej głupocie, pomyślała ze złośliwą satysfakcją. Jednakże postanowiła trzymać się swego poprzedniego założenia, że będzie udawać głupią i ślepą, dać Ve'nevri uwierzyć, że dała się nabrać na jej żałosne sztuczki. Zachowała się więc tak, jakby nie dostrzegła spojrzenia starej.
Wysoka, ponura pieśń poniosła się po lesie, rozbrzmiewając donośnie wśród drzew, żegnając po raz ostatni znikający za zakrętem strumyka kłębek. Lokatt umilkła i poczekała, aż wilczy chór ucichnie, do tego czasu znów trwając w bezruchu i pozornej zadumie. W rzeczywistości ostatnie odkrycie, być może nawet przejrzenie planu znienawidzonej wadery znacznie poprawiło jej humor i nieco uspokoiło. Dobrze, że dostrzegła to w porę, nim zdążyła poczuć się zdecydowanie zbyt pewnie. Popełniłaby wtedy błąd, który mógłby ją kosztować wiele. Teraz, skoro zaczęła choćby podejrzewać, że samica być może rzeczywiście odzyskała wzrok, nawet mimowolnie będzie znacznie czujniejsza.
Gdy zapadła cisza, odwróciła się w stronę pozostałych i rozejrzała dookoła, unosząc przy tym nieco brwi w geście wyjątkowo autentycznego zdumienia.
- Och? - mruknęła, niby do siebie, lecz wystarczająco głośno, by pozostali usłyszeli. - Byłam przekonana, że nasza umowa z Ve'nevri zawierała jeszcze jeden warunek. Dlaczego zdecydowała się nas opuścić, całkowicie z niego rezygnując?
Starała się brzmieć na zaskoczoną tym faktem w sposób tak wiarygodny, by pozostali nie doszukali się w jej tonie ani krzty fałszu. Nie sugerowała niczego szczególnego, szczerze mówiąc nie obchodziło jej, co sobie pomyślą pozostałe Cienie. Jednakże liczyła, że w umyśle choćby jednego z obecnych tu wilków pojawią się wątpliwości. Być może ktoś pomyśli, iż stara zdecydowała się uciec ze strachu, bądź z powodu dręczących ją wyrzutów sumienia. A tych w końcu nie odczuwałaby bez powodu.
Westchnęła. - No nic, to jej sprawa. Byłam gotowa spełnić jej żądania - mruknęła obojętnym tonem, po czym ponownie zerknęła na Cienie. - Ten dzień dla każdego z nas był męczący, dlatego należy odłożyć ważne sprawy na potem. Wszyscy potrzebujemy odpoczynku, więc odpocznijcie. Niebawem należałoby się spotkać ponownie, omówić parę ważnych spraw, lecz zdecydowanie dziś na to nie czas. Teraz najważniejsze jest zregenerować siły - urwała na chwilę, by spojrzeć w niebo, które powoli zakrywały ciemne chmury. - Doprawdy, dzisiejszej nocy nie ujrzymy gwiazd - dodała ciszej, po czym ponownie powiodła wzrokiem po obliczach wilków. - Powiadomię was, gdy nadejdzie czas tego spotkania.
Po tych słowach ruszyła powoli z miejsca, w drogę powrotną na wysepkę. Pragnęła teraz jedynie odpoczynku. A potem? Zapewne uda się gdzieś z dala od Cieni, by przemyśleć w spokoju kilka spraw.
Odchodząc, ocierała się bokiem o mijane drzewa, naznaczając je na nowo swym zapachem. W końcu zniknęła swym podopiecznym z oczu.

//zt.

Wąski potok

#57
To wszystko przyprawiało złocistego o ból głowy. Działo się zbyt wiele. Za dużo naraz, kolejne wydarzenia następowały po sobie zbyt szybko. Nieprzyjemna mieszanina dręczących uczuć, jaką od dłuższego czasu odczuwał nadal kłębiła się w jego wnętrzu. Choć pierwszy szok i smutek wywołane wiadomością o śmierci Melodii powoli już ustępowały, złocistemu wciąż daleko było od zwykłej wesołości. W jego głowie krążyły pytania, na które nie potrafił nijak znaleźć odpowiedzi. Dlaczego wokół wciąż panowała tak napięta, trudna do zniesienia atmosfera? Czemu odnosił wrażenie, że Lokatt martwiło coś innego, niż śmierć Oszpeconej? Po co ta zielarka chciała z nim rozmawiać i dlaczego jednak tego nie uczyniła?
I przede wszystkim, czy postąpił słusznie, obiecując sobie, że będzie bronić tego stada? To samo obiecał Melodii i zawiódł w najgorszym możliwym momencie. Co, jeżeli teraz będzie tak samo?
Wysłuchawszy słów przywódczyni skinął sztywno łbem, wzdychając. Przynajmniej na tyle dobrze, że ta zdecydowała odłożyć ważniejsze sprawy na potem. Dziś kompletnie nie miał do tego głowy. Nie miałby najmniejszej ochoty dyskutować o tym, o czym nie ma pojęcia.
Odprowadził Lokatt wzrokiem. Zmierzała w stronę wyspy, on jednakże nie miał na to najmniejszej ochoty. Za to pragnął choć na chwilę zostać sam. Zerknął przelotnie na pozostałych członków stada, po czym powoli odwrócił się do nich zadem i odmaszerował w przeciwnym kierunku, ciężkim, powolnym krokiem, trzymając łeb na wysokości barków. Miał nadzieję, że pozostali uszanują to, że miał ochotę na chwilę samotności.

//zt.

Wąski potok

#58
A więc to koniec. Już po wszystkim. W pewnym sensie ciężko było jej w to uwierzyć. Zawiesiła fiołkowe ślepia na przywódczyni Cieni, uważnie słuchając gdy ta się odezwała.
"Byłam przekonana, że nasza umowa z Ve'nevri zawierała jeszcze jeden warunek. Dlaczego zdecydowała się nas opuścić, całkowicie z niego rezygnując?" - Thai też zadawała sobie to pytanie. Te wszystkie nadzieje, o normalnym życiu, o tym, że znowu mogliby być rodziną. Wszystko to zostało roztrzaskane w drobny mak. Nie łudziła się już, nie będzie tak pięknie jak to sobie wyobrażała. Jej matka wybrała inne życie, po raz kolejny zostawiając swoje pociechy bez żadnych wyjaśnień, bez powodu. Skoro tego właśnie chciała, beżowa nie miała zamiaru jej zatrzymywać. Wbrew własnym oczekiwaniom, ślepia Thaisis wcale nie zaszkliły się ponownie. Nie miała zamiaru rozpaczać. Była rozczarowana, lecz podeszła do tego chłodno, jakby gdzieś wewnątrz mimo wszystko tego właśnie się spodziewała. Lecz trwało to tylko przez chwilę. Towarzyszące jej uczucia zmieniały się jak w kalejdoskopie, przez złość aż po uczucie beznadziejności. Ostatecznie to właśnie to ostatnie pozostało z nią na dłużej. Uświadomiła sobie, że gdyby nie bliźnięta, koło których teraz siedziała, zostałaby tu całkiem sama. Oprócz nich nie miała już nikogo. Oczywiście był jeszcze Keiran, lecz ta sprawa na tą chwilę była zbyt skomplikowana.
Thai nie zastanawiając się długo, wcieliła w życie swoje wcześniejsze pragnienie i wcisnęła się pomiędzy dwójkę niemal identycznego rodzeństwa, opierając głowę na barku Vune i miziając nosem nosem futro Kune.
- Dziękuję, że jesteście. - powiedziała, obdarzając ich lekkim uśmiechem i zerkając to na jedno, to na drugie. Czuła, że powinna im to powiedzieć. Chciała, żeby wiedzieli ile znaczy dla niej ich obecność. W końcu jutro mogło zdarzyć się wszystko, a przez śmierć Melodii, oraz świadomość ile sama miała szczęścia wychodząc cało z wyprawy na wydmy, dotarło do niej jak kruche tak naprawdę jest wilcze życie.
Siedziała tak pomiędzy nimi, w międzyczasie, zmieniając bark na którym opierała łeb na ten samczy, gdy dostrzegła odchodzącego Słonecznika. Nagle zdała sobie sprawę, że teraz, gdy Ve'nevri już tu nie ma, to właśnie na niej spoczywał obowiązek poinformowania brata o więzach krwi jakie ich łączyły. Dobry nastrój, który zdążyła częściowo odzyskać, trwając pomiędzy dwoma najbliższymi jej aktualnie wilkami, prysł niemal całkowicie, ale taka okazja mogła się już nie powtórzyć. Odprowadziła złocistego spojrzeniem po czym niechętnie wygramoliła się ze swojej bezpiecznej, bezproblemowej przystani.
- Ja... m-muszę coś załatwić. - wyjaśniła jeszcze towarzyszom, zanim ruszyła w ślad za Keiranem. Nie chciała ich teraz zostawiać, lecz nie miała wyboru. Nie należało już dłużej odwlekać tej sprawy.
/zt
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Wąski potok

#59
Uroczystość dobiegała końca. Kune już trochę niespokojnie się wiercił, miał ochotę na polowanie. Wymienił porozumiewawcze spojrzenie z siostrą, gdy Thaisis zbliżyła się do nich. Obydwoje uśmiechnęli się do niej, gdy do uszu rodzeństwa dotarły jej słowa. Też cieszyli się z jej obecności, traktowali ją jak część rodziny i kogoś, kim muszą się opiekować. Nigdy wcześniej nie zacieśnili tak więzi z kimś kogo znają dosyć krótko. Jednak to był efekt tego jaka Fiołkowooka była. Niewinna i wzbudzała zaufanie. Była jakby niezroszona złem.
Vune liznęła ją w czoło, bardziej żartobliwie, jak szczeniaka. Gdy tamta odeszła, sami bez słowa zebrali się i udali w jednym kierunku.

//zt

Wąski potok

#60
Naerys skończyła swoją żałobną pieśń dopiero, kiedy ucichli wszyscy inni. Pustym wzrokiem obserwowała punkt na horyzoncie, gdzie jeszcze jej wyobraźnia zdawała jej się sugerować obecność punkciku, jakim był żałobny wianek i kłębki futra. A może i ciało jej przyjaciółki? Nie, nie powinna teraz o tym myśleć, ta rana była zbyt świeża, zbyt bolesna. Naerys potrzebowała spokoju i momentu na przetrawienie tego, co zaszło. Może poznanie kogoś nowego, wyjście poza tereny stada i rozejrzenie się po innych częściach krainy, krótka, niezobowiązująca rozmowa z kimś obcym podniosą ją na duchu i pomogą rozwiać czarne chmury, jakie zebrały się na jej horyzoncie?
Dokładnie wysłuchała słów Lokatt, stawiając na sztorc białe uszka. Będzie pamiętała o tym, aby pojawić się na jej zawołanie kiedy nadejdzie odpowiedni moment. Faktem było, iż dzisiaj to z pewnością nie zastąpi. Stado potrzebowało spokoju i czasu na powrót do normalności.
- Przybędę - odpowiedziała tylko przywódczyni, po czym wstała, obserwując jak inni powoli opuszczają to miejsce. Ona sama też nie miała tu już nic do roboty. Uznała, że mimo straty musi iść dalej, nie ważne, jak bardzo przeszłość byłaby bolesna.
Rzuciwszy ostatnie spojrzenie na miejsce pochówku C'Antilane odeszła stamtąd w zupełnie przypadkowo obranym kierunku.

z.t.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron