Rzeczne meandry

#1
Źródło: JasonGillman


W swoim środkowym biegu główny ciek wodny krainy zwiększa szerokość swojego koryta, prędkość płynącej w nim wody maleje, a miast płynąć w prostej linii, rzeka zaczyna zakręcać i wić się poprzez nawadniane przez siebie ziemie. W wielu miejscach tworzy podmokłe obszary, nieco podobne do trzęsawiska na północy, oraz niewielkie starorzecza. Ziemie, dzięki tej działalności rzeki, są tu urodzajne, okolica jest domem dla różnorodnych gatunków roślin i zwierząt.



Rośliny: arnika górska, czarnuszka siewna, krwawnik, mięta, mniszek lekarski
Zwierzęta: jeleń, ryby, sarna

Rzeczne meandry

#2
Biały ptak wydawał się lecieć prawie bezszelestnie i bez wysiłku pośród drzew, dając się raz po raz dojrzeć podążającym za nim wilkom. Po jakimś czasie, kiedy sceneria się zmieniła, jasna wrona zdawała się coraz rzadziej wychylać się zza listowia, jakby powoli znikała. Nadszedł w końcu taki moment, że wilki nie mogły dojrzeć jej już wcale, dotarłszy w okolice rzecznych meandrów. W zamian mogły wyczuć wyraźną zmianę woni w powietrzu - można było odnieść wrażenie, że potok niesie ze sobą zapach wilków, nieco zwietrzały, jakby przebył sporą odległość, ale nie dało się go pomylić z niczym innym. Było jasne, że należał do innych wilków, nieznanych przez Melodię i Keirana osobników. Basior i wadera stanęli przed wyborem: podążyć w górę rzeki, czy skierować się w stronę gęstego centrum lasu, gdzie prawie na pewno spotkaliby jakieś życie? A może zdecydują się nie ufać dziwnemu ptakowi, i podążą zupełnie inną ścieżką?

Rzeczne meandry

#3
Długi czas przyglądała się przesiadującemu na gałęzi ptakowi, niby dając mu czas do namysłu i ułożenia w swym małym móżdżku zwięzłej oraz sensownej odpowiedzi. Nieprzerwanie bombardując go nieprzyjaznymi, wściekle seledynowymi piorunami, które, gdyby tylko mogły, wyskoczyłyby z orbit, poczęła zbliżać się ku niemu. Nie spieszyła się, nie chciała bowiem dopuścić możliwości wykonania gwałtownego ruchu, coby nie spłoszyć nieprzyjemnego intruza. Ten jednak wyraźnie zadowolony, postanowił poderwać się do góry i wykonawszy w powietrzu kilka fikołków, obrał konkretny kierunek. Melodia nie poruszyła się od razu, pozwalając sobie na moment kontentacji. Szmaragdy powoli omiotły najbliższą okolicę, by ostatecznie skupić się na obliczu towarzyszącego jej basiora. W ślepiach samicy malowało się szczere zdziwienie, a także doza zwątpienia we własne zdolności poznawcze. – Nigdy nie widziałam takiego zachowania wśród ptaków… - Wyszeptała, najwyraźniej nie chcąc zostać usłyszana przez odlatujących krzykaczy. Natłok myśli prędko utworzyły w umyśle czarnej gotujący się kocioł, który lada moment mógł wykipieć. Nieustanne wronie zaczepki, niepozwalające na zignorowanie przewodniczki stadka, zmuszały wilki do poczynienia pewnych kroków. Jednakże gdzieś głęboko C’Antilane czuła, iż decyzja została już za nich podjęta. I to wzbudzało w niej największy niepokój.
Po uprzednim poznaniu opinii Keirana oraz w razie konieczności podzieleniu się własnymi spostrzeżeniami, postanowiła ruszyć za szybującą wroną. Szła za nią, ale czyniła to niezwykle niechętnie i opieszale. Z premedytacją zwalniała kroku, by następnie pośpieszona przez „przewodnika” zwiększyć tempo. Zadarła pysk ku niebu, co pozwoliło potwierdzić dręczące ją wątpliwości – świetlista tarcza słońca nieubłaganie zbliżała się ku zachodowi, a to świadczyło tylko o tym, że pokonana przez nich droga nie należała do najkrótszych.
Zbliżywszy się do krętej rzeki, poczuła nagłe ukłucie w klatce piersiowej – Zapomnianą przebiła ostra szpilka zdenerwowania i stresu. Jasny kształt, jeszcze przed kilkoma chwilami unoszący się nad nimi, nagle zniknął, najwyraźniej pragnąc pozostawić ich samym sobie w nieznanej części krainy. Kryształy przeszukały pobliską przestrzeń powietrzną. Po zaakceptowaniu faktu, iż ptaszysko ich opuściło, magiczka wzięła głębszy wdech. – Dlaczego ta wrona zaprowadziła nas w to miejsce? – Wypowiedziała wątpliwości na głos, pozwalając Słonecznikowi na poznanie trapiących ją myśli. O jej nos obiła się zwietrzała woń innych wilków, ale Melodia nie na tym była w tej chwili skupiona – zignorowała je.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Rzeczne meandry

#4
- To nie jest normalne - oznajmił, obserwując wyczyny stadka wron. - Mam wrażenie, że to nie jest zwykły ptak. I sądzę... Że powinniśmy się za nim udać.
Najwyraźniej jego towarzyszka pomyślała o tym samym, bowiem po chwili ruszyła za jasnym osobnikiem, uważnie śledząc go wzrokiem. Nie pozostawało mu więc nic innego, jak pójść za nią.
Podążał niestrudzenie przed siebie, starając się nie stracić z oczu dziwacznego ptaszyska, które najwyraźniej postanowiło ich dwójkę dokądś poprowadzić. Utrzymując równe tempo tak, by wciąż podążać u boku Melodii, poruszał się naprzód, tak skupiony na odległym białym punkcie widocznym od czasu do czasu na tle drzew, że kilkukrotnie prawie się zderzył z jakimś drzewem czy zaplątał w zarośla. Nie był nawet pewien, ile czasu im zajęła ta podróż, lecz z pewnością nie należała ani do najkrótszych, ani do najprzyjemniejszych. Przez cały ten czas odczuwał jeszcze resztki irytacji, pomieszane z niejasnym niepokojem i zwykłą ciekawością. Nie za bardzo rozumiał, co się wokół nich dzieje i nie był pewien, co pocznie, gdy wreszcie się zatrzymają.
Stało się to po jakimś czasie, gdy to biała wrona całkowicie zniknęła im z oczu. Keiran zatrzymał się, rozglądając dookoła, wyraźnie zaskoczony, a dziwny niepokój nieco się wzmógł. Może i było to dziwne, ale teraz, bez tego dziwnego ptaszyska poczuł się... Samotny i bezradny. Trochę, jak szczenię, którego matka zbyt długo nie wraca z polowania. Potrząsnął lekko głową, chcąc się pozbyć tych dziwnych myśli.
Dotarła do niego woń wilków, lecz jej obecność jedynie zamajaczyła gdzieś na granicy jego świadomości. Zbyt był zajętym wyglądaniem wrony, która najwyraźniej rozpłynęła się w powietrzu. Zerknął na Zapomnianą.
- Nie mam pojęcia, ale... To wszystko jest takie dziwne. To musi coś znaczyć. Nie wiem, co, ale mam wrażenie, że spotkanie tego ptaka to nie przypadek. - odparł, wciąż rozglądając się i nasłuchując. - To nie jest tylko jakieś bezczelne ptaszysko, czuję to...
Nie potrafił określić, skąd brało się to przekonanie. Czy dlatego, iż ten osobnik wydawał się być dużo rozumniejszy niż jego pobratymcy? A może było to coś innego, co basior wyczuwał instynktownie, lecz nie był w stanie nawet opisać?
Zerknął w stronę, z której dobiegała woń wilków, a następnie spojrzał w drugą stronę, gdzie być może zniknęła wrona.

Rzeczne meandry

#5
Drake znajdował się w okolicy. Węszył. Podczas długich poszukiwań, to tajemnicze coś zaprowadziła go w tą okolicę. Niestety, to coś musiało przekroczyć rzekę, więc próba tropienia była z góry skazana na poraźkę. Mimo to przekroczył brzeg rzeki. Niechętnie, ale jednak. Po drugiej stronie, tak jak się spodziewał, niczego nie było. Zero śladów. Znowu udało mu się uciec. Za to w okolicy kręciło się inne wilki. Więc... są może drobne szansę, że wiedzą coś o tym. Problem w tym że woń nadciągała z dwóch stron. Tylko z jednej strony była jakby... intensywnijsza. Czyli pewnie tam jest ich więcej. Drake udał się w drugą stronę. Intensywność oznacza więcej wilków. Co prawda to coś wybiło całą jego rodzinę, jednak może spłoszyło się grupy. Węszył, coraz bardziej zbliżając się do... chyba dwóch wilków, ale tego nie był pewien. Gdy się zbliżył, zaczął się skradać. Po cichu przyglądał się parze wilków, wyczekując odpowiedniej chwili by się pokazać. W końcu nie wiadomo czy przeżyje to spotkanie.

Rzeczne meandry

#6
- Też tak uważam. - Wyszeptała po chwili milczenia, jakby bojąc się, że ktoś lub coś ich usłyszy. Słowa basiora wyswobodziły ją z dziwacznego transu, w który zapadła w trakcie wielogodzinnej podróży. Umysłem Melodii zawładnął marazm, jego praca ograniczała się do niezbędnego minimum. Myśli ucichły, pozwalając ich właścicielce niejako odpocząć, nie zamartwiać się na zapas. Dzięki temu podążanie za wroną nie stanowiło dla niej katorgi. Ot, bezrefleksyjnie szła za przewodniczką, a gdy ta zniknęła, w głowie samicy zapanował nieznośny chłód, ciężka cisza. Zapomniana odczuwała brak pewnego istotnego elementu, przez co kolejny raz poczuła nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej. Świadomość, iż nie wie, gdzie jest, przytłaczała ją, co było widoczne na obliczu wadery. Zdezorientowanie i zdenerwowanie nie spełzało z niego od dobrych kilku minut, a szmaragdowe oczęta zdawały się nie wiedzieć, na czym uwiesić spojrzenie.
Przystając w pobliżu Keirana, powoli, dokładnie rozejrzała się dookoła. Próbowała w jakiś sposób określić lokację, w której się znalazła. Badała, oceniała. Teraz też wyczuła słabą woń pochodzącą ze znajdującego się w pobliżu gęstego lasu. Kątem zdrowego oka dostrzegła, że nozdrza Słonecznika również podrażniły nieznajome zapachy. Czarny ogon przeciął powietrze. - Wilki. - Powiedziała z wyraźną nutką nadziei w głosie.
Naderwane ucho drgnęło, zaalarmowane. Nos C’Antilane wyłapał bowiem kolejną woń, tym razem zdecydowanie mocniejszą, świeżą. Postąpiła kilka kroków jej śladem. Ich pobratymiec musiał skryć się wśród zarośli, gdyż Oszpecona nie była w stanie go od razu dostrzec. - Nie chowaj się, proszę. - Zaświergotała śpiewnie, nie poruszywszy się z miejsca.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Rzeczne meandry

#7
Przez jakiś czas jeszcze rozglądał się po okolicy, wodząc oczyma po koronach pobliskich drzew, wciąż mając nikłą nadzieję, że dziwaczna wrona jeszcze powróci. Tak więc, zajęty dreptaniem w miejscu i próbami wypatrzenia wśród zieleni jasnego kształtu, z początku nie zwrócił uwagi na nasilającą się wilczą woń, odcinającą się wyraźnie na tle zwietrzałego zapachu niesionego przez rzekę. Dopiero, gdy wreszcie dał za wygraną, przyjmując do wiadomości, iż ptak zniknął na dobre, skupił się ponownie na pozostałych zmysłach i wówczas zwrócił uwagę na to, co dolatywało do jego nozdrzy. Zmrużył nieco ślepia i powiódł nimi po najbliższej okolicy, przybierając odruchowo czujną postawę. Niezbyt mu się podobało to, że ktokolwiek do nich podchodził, postanowił się ukrywać. Keiran zazwyczaj wobec obcych był ufny, nawet i za bardzo, lecz coś mu mówiło, iż skradanie się nie zwiastuje niczego dobrego. Albo ten ktoś się ich boi, choć w mniemaniu Słonecznika nie miał czego, albo szykuje do ataku.
Nie przerwał oględzin okolicy, gdy Melodia postanowiła zwrócić się bezpośrednio do tajemniczego osobnika, nie wyrzekł też ani słowa, skupiając się na wypatrywaniu. W razie potrzeby gotowy był bronić wadery. Tak, właśnie w takiej roli najlepiej siebie teraz widział, jako obrońcę Zapomnianej. Nie mógł pozwolić nikomu jej jeszcze bardziej skrzywdzić. I tak zły los okazał się wobec niej wystarczająco okrutny.
Jeżeli mógł pomóc tej skrzywdzonej istocie w jakikolwiek sposób, uczyni to.
Stał więc u boku C’Antilane, rozglądając się, nasłuchując i węsząc, czekając na dalszy rozwój wypadków.

Rzeczne meandry

#8
Drake, obserwując przez przysłowiową chwilę, uznał że chyba para nie jest nastawiona agresywnie. Zbierał się na odwagę, by wyjść z krzaków, gdy wadera się do niego zwróciła. Oczarowany pięknem jej głosu, wyszedł z zarośli
-wybaczcie że się ukrywałem-powiedział.- po prostu... nie chciałem wam przeszkadzać.-spróbował się usprawiedliwić. Przejrzał się uważnie obu wilkom. Wadera sprawiała wrażenie jakiejś weteranki, jakby miała za sobą wiele bitew. Basior natomiast sprawiał wrażenie inne, jakby był... nie dało się tego określić. Sprawiał wrażenie wilka cieszącego się życiem i wszystkim innym.
-Jestem Drake. Ponownie przepraszam was za skradanie się.-powiedział.

Rzeczne meandry

#9
Trudno było powiedzieć, że C’Antilane była weteranką. Jedna wojna, jeden atak, brak możliwości obrony z jej strony... Została jedynie naznaczona do końca życia przez nieznanego sprawcę. Nie chciała walczyć, nie chciała cierpieć, ale los zdecydował za nią. Niestety.
Szmaragdowe ślepia zdobiące oszpecone lico wypatrywały nieznajomego. Długie poszukiwania pobratymców, a potem nieszczęśliwe zagubienie napotkanego szczenięcia sprawiły, iż Melodia nie czuła się najlepiej. Teraz jednak rozpromieniła się, może nieco podekscytowała? Wreszcie mogli spotkać dorosłego przedstawiciela ich rasy, a nuż posiadał wiedzę i potrafił odpowiedzieć na dręczące ich pytania? Oczęta zaśmiały się, zatańczyły w nich błyszczące iskierki radości. Zerknęła na Keirana, chcąc po jego zachowaniu, wyrazie pyska i ewentualnych słowach poznać opinię samca na temat czekoladowego, który właśnie im się ukazał. Kamyczki przyjrzały się przybyszowi, po czym na moment skryły się pod wachlarzem kruczoczarnych rzęs. Pysk wadery zdobił delikatny uśmiech.
- Nie przeszkadzasz. - Odparła po chwili melodyjnie, a zieleń ponownie ujrzała światło dzienne. - Rozumiem, że ujrzawszy dwoje wilków, gdy samemu jest się w pojedynkę, może wzbudzić w samotnym wilku pewne wątpliwości. - Mówiła dalej, spoglądając w błękit zamknięty w soczewkach wilka. Spojrzenie Oszpeconej nie było wyzywające. Wilczyca miała w zwyczaju spoglądać rozmówcom prosto w oczy. - Możesz nazywać mnie Melodią. - Przedstawiła się w odpowiedzi na słowa Drake'a. Nie podała imienia swego towarzysza. Nie chciała narzucać mu swojej woli - nie miała pewności czy biszkoptowy zechce zdradzić swe miano, a jeśli tak, to w jaki sposób. - Jesteś z tych stron? - Zagadnęła, pragnąc dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Miała szczerą nadzieję, że odpowiedź będzie twierdząca.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Rzeczne meandry

#10
Gdy brązowy wilk wyłonił się zza krzewów, złociste ślepia Keirana czym prędzej obrzuciły go ciekawych spojrzeniem, od stóp aż po końcówki uszu. Słysząc jego słowa wyraźnie się rozluźnił, pozwalając sobie nawet i na posłanie nieznajomemu szerokiego uśmiechu, a ogon zakołysał się radośnie na boki. Mogło by się zdawać, że wszelkie ślady niepewności zniknęły gdy tylko usłyszał głos przybysza, co szczerze mówiąc nie odbiegało wcale zbyt daleko od prawdy, bowiem gdy się odezwał, uznał iż nie ma złych zamiarów. Czy w innym przypadku by przepraszał?
- Jestem Keiran - odparł po chwili, ponownie merdając ogonem, z szerokim uśmiechem na pysku. - Miło mi cię poznać.
Dalej pozwolił Melodii mówić, mimo iż miał ochotę obrzucić przybysza lawiną pytań. Większość z nich jednakże sprowadzała się w mniejszym, czy większym stopniu do tego, które zadała wadera. Zastanawiał się, czy brązowofutry wie więcej o tej krainie, jak długo tu przebywa i czy zechce podzielić się z nimi informacjami. Myślał też nad tym, czy może jest tu całkiem sam, czy też może ma towarzyszy. Albo i nawet jest członkiem jakiejś watahy, który akurat się oddalił?
Niemniej jednak, bardzo cieszył się ze spotkania innego wilka, odmiennego od Zapomnianej, do którego towarzystwa przybył oraz tego tajemniczego szczenięcia, które przepadło bez śladu. Pozwoliło mu to odgonić nieco niedorzeczne myśli, iż może są jedyną parą drapieżników w tych okolicach a te wszystkie ślady na które po drodze się natknęli to tylko złudzenie, iluzja lub wytwór jego wyobraźni. Był wdzięczny Drake'owi, że teraz postanowił się pojawić, gdy zniknęła ta tajemnicza wrona, przepędzając precz poczucie zagubienia i samotności, które ogarnęły go kiedy stracił z oczu jasnego ptaka.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

cron