Potok górski

#1
Źródło: Tapeciarnia




Bijące pośród górskich skał źródło jest zaczątkiem dla potoku płynącego przez liczne kamienne i żwirowe dolinki. Jego woda jest przejrzyście czysta i lodowata. Od czasu do czasu, w miejscach, gdzie podłoże tworzy większe zagłębienia, można spotkać niewielkie ławice ryb, płynących tu na tarło. Miejscami wody tego cieku są niebezpieczne, zwłaszcza dla mniejszych zwierząt, ze względu na olbrzymią prędkość, z jaką płyną.



Rośliny: lawenda, mięta, rauwolfia żmijowa, tojad mocny
Zwierzęta: ryby, niedźwiedź, bizon

Potok górski

#2
Nie musieli pokonać dużej odległości, by do ich uszu dotarł cichy szmer pochodzący od pobliskiego strumienia. Po wspięciu się kilka metrów w górę rozpostarł się przed nimi rozległy, różnorodny teren, porośnięty mniejszymi i większymi iglakami. Gdzieniegdzie dostrzec można było pojedyncze, liściaste drzewa, które z racji chłodnej pory roku utraciły swe liczne liście, a porywisty wiatr porwał je i rozrzucił we wszystkich kierunkach świata.
Rudzielec zadarł nos ku niebu i począł węszyć. Czułe nozdrza podrażniła słaba woń niedźwiedzi oraz nieco mocniejsza, a co za tym idzie - świeższa, należąca zapewne do jednego z większych roślinożerców. Srebrne ślepia zdołały dostrzec kilka ciekawych ziół, a jedno z nich szczególnie przykuło uwagę Mieszańca. Kita obdarzona długim włosiem poruszyła się. - Nawet truciznę tu mamy... - Wymruczał pod nosem, ale na tyle głośno, by towarzysze byli w stanie go usłyszeć. Mimo paskudnego uśmieszku zdobiącego jego pysk, wypowiedź Płomienia należała do tych żartobliwych i nie wymagała odpowiedzi. Iście psie uszy drgnęły, a księżyce dokładniej omiotły okolicę, nie chcąc przegapić niczego istotnego.
Ognisty dość powoli i topornie zbliżył się do dziko pędzącego strumienia, po czym pochylił się i posmakował krystalicznie czystej wody. Nie wypił jednak dużo, gdyż niesamowicie niska temperatura cieczy zmusiła go do zaprzestania oraz wzięcia głębokiego wdechu, w celu rozgrzania wychłodzonego podniebienia. Towarzyszył temu charakterystyczny dźwięk, który wydobył się z gardzieli basiora podczas wydychania nagromadzonego w płucach powietrza. Po zaprowadzeniu porządku ze swoim przemarzniętym jęzorem skierował kroki ku niedalekim skałom i pozostawił na nich swą woń. To samo uczynił z dużą liczbą drzew oraz granicami lokacji. Po zakończeniu tej przymusowej czynności zbliżył się do pozostałych członków stada i lęgnął na twardej ziemi. - Co zamierzacie teraz zrobić? - Zagadnął po chwili milczenia, upewniwszy się wcześniej, że nie zajmują się niczym istotnym. Bycie jedną z Iskier nie wiązało się z żadnymi obowiązkami, jedną z charakterystycznych dla nich zasad była pełna swoboda w postępowaniu. Nic dziwnego, że Płomień chciał dowiedzieć się czegoś więcej o wilkach, z którymi przyjdzie mu żyć niczym brat z bratem.

Potok górski

#3
Tak, jak uprzednio trzymał się raczej z tyłu, skupiając się dopływających do nich odgłosach i drobnych zmianach w otoczeniu. W normalnych okolicznościach cichy szmer płynącej gdzieś w pobliżu wody pewnie by zmęczonego już nieco basiora niemalże usypiał, lecz teraz chłodne, górskie powietrze owiewające go nieustannie skutecznie oddalało senność. Gdy wreszcie odnaleźli źródło owego odgłosu, Maelvius pozwolił sobie na pobieżne oględziny okolicy, krążąc przez chwilę dookoła, węsząc, nasłuchując i obserwując. Obwąchał kilka roślinek, rozpoznając trujący tojad niemalże w tym samym momencie, gdy Płomień o nim wspomniał. Skwitował jego uwagę krótkim, chrapliwym śmiechem.
Pokręcił się jeszcze przez chwilę, po czym zatrzymał się między osłaniającymi go od wiatru skałami nieopodal strumienia i usiadł, obserwując poczynania Płomienia. Po niecałej minucie postanowił zmienić pozycję na leżącą i nawet położył pysk na przednich łapach, póki ognistofutry nie wrócił i nie zadał kolejnego pytania. Wówczas powoli uniósł łeb, by na niego spojrzeć.
- Zależy, czy masz na myśli dalszą przyszłość, czy też najbliższe godziny. Bo w najbliższym czasie planuję jedynie się zdrzemnąć i być może zapolować na coś większego, niż ryba. - oznajmił, kończąc swą wypowiedź kolejnym chrapliwych rechotem.
Po tych słowach zamilkł na dobrą chwilę, zastanawiając się, co też rzeczywiście miałby w najbliższej przyszłości robić. Oczywiście celem nadrzędnym była poprawa swej marnej kondycji, nadszarpniętej przez głód i odniesione rany. Lecz teraz, gdy otaczały go inne wilki, wydawał się on znacznie bliższy osiągnięciu, niż wówczas, gdy jeszcze był sam. A co dalej...? Nie był pewien. Nie lubił podejmować pochopnych decyzji, zawsze musiał wpierw ułożyć sobie dokładny plan działania... A na tę chwilę takowego nie posiadał.
- Pasowałoby się rozejrzeć... - dorzucił po chwili. Owszem, rozejrzeć po okolicy by pasowało, wybadać nastawienie innych grup wilków, o ile takowe istniały, znaleźć odpowiednie miejsce do polowań, być może kogoś, kto mógłby zasilić szeregi ich watahy. Nic lepszego na dobrą sprawę nie przychodziło mu teraz do głowy.
Ostatnio zmieniony piątek 01 sty 2016, 22:00 przez Maelvius, łącznie zmieniany 1 raz.

Potok górski

#4
Srebrzysty pozwolił sobie na nieco powolniejszy chód niż kilka chwil temu, dając odpocząć swoim łapom po męczącej wspinaczce w górę. Niedługo po opuszczeniu skalnych półek usłyszał donośny odgłos płynącego górskiego potoku. Znalazłszy się w jego bezpośredniej okolicy poświęcił kilka chwil na rozejrzenie się po terenie, smakując występujące tu wonie, lustrując krajobraz. Było to rzeczywiście urocze miejsce. Woda płynąca w strumyku była przejrzysta i lodowata. Sylvan podszedł ku brzegowi wodnego cieku i zanurzył pysk w strumieniu. Kufę i wnętrze pyska wypełnił dojmujący chłód, ale woda była przepyszna. Dawno nie pił tak czystej. Nie dało się jej porównać z tym, co można było zastać w meandrujących, równinnych rzekach, pełnych mułu i innych resztek.
Zaspokoiwszy pragnienie dołączył do towarzyszy, kontynuując pozostawianie swojej woni na świeżo zdobytym terytorium, po czym usiadł, przysłuchując się rozmowie. Pytanie Płomienia było zdecydowanie trafione i na miejscu, Sylvan jednak nie był pewien, jak na nie odpowiedzieć. Czy wystarczy odpowiedź, że chciałby posnuć się po okolicy, rozpoznać krainę, zobaczyć, ile się da i może poznać kogoś ciekawego? Podświadomie czuł, że Rudy oczekiwał przydatności i gardził trutniami, a srebrny nie chciał wyjść na obiboka. Nie oznacza to, że z zamiłowania obibokiem nie był. Przeciwnie, lubił wykorzystywać innych i nie męczyć się zbytnio w życiu, a przy tym posiadać wiele opcji wyboru, jeśli sytuacja stawała się niewygodna. W obecności kogoś takiego, jak rudy basior, o tak dalece dziwnej i czarnej aurze osobowości, albo Revirell, która miała im przewodzić, trzeba było przynajmniej zachować pozory, żeby nie zbłaźnić się i nie zniechęcić do siebie innych już pierwszego dnia.
Wtedy do głowy wpadł mu niebanalny pomysł, dzięki któremu i on i wataha mogłyby zyskać.
- Mógłbym się rozejrzeć po okolicy.. I nie tylko po okolicy. Mógłbym powędrować dalej, poznać ziemie, a przy okazji wybadać jak się mają sprawy z innymi wilkami. Powinniśmy wiedzieć, jeśli znajdują się gdzieś w okolicy jakieś wrogie stada albo osobniki warte zwerbowania w nasze szeregi. - Tak, to mógł być dobry pomysł. Sylwan mógłby wtedy do woli wkradać się w łaski innych, i ułatwiając sobie życie znalazłszy kogoś, kto będzie na niego robił, i przy okazji wydobywając z innych jakieś informacje.

Potok górski

#5
Przez całą drogę dreptała bok w bok z Płomieniem, niby nierozłączny cień. Tyle tylko, że ów cień był strasznie ruchliwy i niemalże przez cały czas trajkotał, a to o zmieniającym się krajobrazie, wyrażając swój zachwyt górskimi pejzażami, a to komentując słowa oraz zachowanie towarzyszy, od czasu do czasu rzucając tekstem tak suchym, iż Rudzielec mógł poczuć się jak w rodzinnych stronach, gdzie ciężko było o choćby kroplę wody. Kwestię swojego przewodnictwa pomijała, najwyraźniej akceptując taki stan rzeczy, z resztą przyszywany wnuk całkiem szybko rozwiązał problem przywództwa… Co prawda inaczej to sobie wyobrażała, ale póki było skuteczne i dwójka nowopoznanych basiorów nie narzekała, było chyba całkiem dobrze. Truchtała więc lekko, z niewymuszoną gracją, kołysząc nieco wyżej zadartym ogonem. Rozglądała się przy tym z nieskrywanym zainteresowaniem, wodząc wzrokiem po nierównościach terenu, skalnych półkach i zmieniającej się roślinności. Jako medyk, przywiązywała ogromną wagę do ziół występujących w danej lokacji, toteż ucieszyła się, ujrzawszy zróżnicowane gatunki. Nie tylko te lecznicze.
Gdy podróż dobiegła końca, a część wschodniego pasma niosła wyraźną woń watahy, Kruczyca wskoczyła na jeden z większych kamieni, by obróciwszy się kilkukrotnie wokół własnej osi, pacnąć na zadzie. Moment tak siedziała, wodząc wzrokiem po samcach, nim wysunąwszy przed siebie przednie kończyny, zaległa. Jedno z małych uszu poruszyło się w odpowiedzi na pytanie Srebrnookiego i następujące po nim odpowiedzi basiorów. Czy ona miała jakieś plany? Och, chyba nie.
- Dobry pomysł, powinniśmy wiedzieć, czy mamy sąsiadów. Nowe osobniki też mile widziane, w końcu im nas więcej, tym większe szanse na utrzymanie terenów.I mniejsze na utrzymanie porządku w szeregach… Na tę myśl wadera nieznacznie zmarszczyła nos. Może i była – pomimo marnego wzrostu – zaprawiona w bojach, jednak obecna kondycja wciąż była daleka od tej z minionych lat. Ach, te czasy, kiedy była w stanie powalić niejednego samca…
- Ej, w ogóle to powinniśmy jakoś na siebie mówić. Wiecie, na swoją grupę, bo potem ktoś się zapyta: „No, to jak się nazywacie?”, a wy odpowiecie „Eee… Ładna pogoda”. Trochę tak… Ten, no, głupio. Może… Iskry? Czy coś. Cokolwiek. O, cokolwiek to też lepsza nazwa, niż jej brak. Jakieś propozycje? I jakieś... Zasady by się zdały. Tak, zasady. Nie będzie ich wiele. Nie, żebym przepadała za całkowitą dezorganizacją, ale daję wam wolną łapę. Wierzcie w co chcecie. Róbcie co chcecie. Tylko... Starajcie się nie wdawać w konflikty. Przynajmniej na razie. Jest nas wciąż zbyt mało, także spokojnie. I pamiętajcie, że jeśli ktoś tknie jednego z nas, to cała reszta dokona zemsty. Bo może nie widać, ale ja to mściwa jestem, tak. Zdrady też nie toleruję. Nie, żebym chciała was trzymać na siłę, ale jeżeli ktoś zniknie bez mojej zgody... – Paplała trochę bez ładu i składu, skrycie marząc o drzemce. Nawet nieświadomie zniżyła łeb, by ostatecznie ułożyć go pomiędzy przednimi łapami. Nie pozwoliła jednak porwać się Morfeuszowi, zachowując pełną świadomość i oczekując reakcji towarzyszy.

Potok górski

#6
- Pasowałoby. - Bąknął zniesmaczony, a ciężkie powieki z trudem utrzymywały się w górze. Srebrzyste ślepia skryły się pod delikatną, mleczną mgiełką, co sprawiło, że zwykle zaczepne, dość prowokujące spojrzenie prezentowało się teraz marnie, sprawiało wrażenie nieobecnego. - Świetnie. - Dodał na propozycję Sylvana, po czym księżyce zgasły. Oczy Płomienia pozostawały zamknięte zdecydowanie dłużej, niż powinny - widać było, iż ostatkami sił zmusza się do utrzymania przynajmniej częściowej świadomości. Odcinające się na tle ognistego futra srebrniki ukazały się ponownie dopiero po długiej oraz nieco zakręconej wypowiedzi Revirell. Ślamazarnie prześlizgnęły się po zebranych i zatrzymały na medyczce. Na obliczu Mieszańca zawitał drwiący uśmiech. - Wymyślmy jeszcze specjalne powitanie i pożegnanie, których nikt oprócz nas nie będzie rozumiał... - Mruczał pod nosem, a łeb powolutku, niby nie chcąc wzbudzać żadnych zastrzeżeń, opadał, by bezdźwięcznie wylądować na wyprostowanych łapach. Skryty za skałami nie odczuwał porywistego wiatru, który w wyższych partiach gór nie chciał przestać szaleć. Cichy świst, towarzyszący dzikiemu żywiołowi podziałał na wilka niczym narkoza. Nie minęła minuta, a wymęczony członek Iskier oddał się w objęcia Morfeusza, pozostawiając towarzyszów samym sobie.

Potok górski

#7
- Dobry pomysł - odrzekł krótko w odpowiedzi na propozycję Srebrzystego. - Im nas więcej tym jesteśmy silniejsi.
Po tych słowach ziewnął przeciągle, bowiem nie mógł się powstrzymać. Doprawdy, marzył o drzemce.
Czarnofutremu trudno byłoby sklecić cokolwiek sensownego, więc jedynie raz po raz przytakiwał słowom Revirell, szczerze mówiąc ledwie skupiając się na ich treści. Szmer pobliskiego strumienia i wiatr szumiący w koronach pobliskich drzew wywoływały u porządnie zmęczonego podróżą wilka senność, rosnącą z każdą chwilą. Zresztą, najwyraźniej nie tylko u niego, bowiem niedługo później dostrzegł, iż Płomień zapadł w sen. Najchętniej sam zrobiłby to samo, lecz na tę chwilę starał się jeszcze pozostać przytomnym. Choć coraz trudniej było mu mówić z sensem.
- Iskry to dobra nazwa. Mała iskra wywołuje pożar, który wkrótce obejmuje swym zasięgiem cały las... - mruknął półprzytomnie, nie przejmując się nawet, że być może niektórzy nie zrozumieli o co mu dokładnie chodzi. Nie pośpieszył z wyjaśnieniem, wydawało mu się to zajęciem zbyt męczącym na dobrą chwilę. Jednakże coś w jego głosie, gdy wypowiadał to zdanie wyraźnie świadczyło, iż oczyma wyobraźni widział siebie jako członka silnej watahy, przejmującej kolejne części krainy w swe władanie, jak pożar pochłania las.
Po tych słowach ziewnął ponownie, przymykając na chwilę granatowe ślepia, które za moment ponownie otworzył, z niemałym trudem.

Potok górski

#8
Srebrzysty zastrzygł uszami przyglądając się to Płomieniowi to Maelviusowi, w zasadzie nie mając nic przeciwko zostaniu jedną z "Iskier". Czarnooki dobrze zauważył - w takiej iskierce krył się potencjał, zbagatelizowanie jej mogło równać się z upadkiem i wplątaniem się w niemałe niebezpieczeństwo. Jednocześnie uśmiechnął się w duchu słysząc zapewnienia co do odpowiedzi na każdą krzywdę wyrządzoną danemu członkowi stada. Jak widać srebrny był ustawiony, miał plecy, kogoś, kto w razie czego pomoże mu jeśli wplącze się w coś kiepskiego. Nie oznacza to, że już naprzód planował to zrobić, no ale.. Wiadomo, jak to bywa w życiu. Nie wszystko się przewidzi.
Na wzmiankę o powitaniu i pożegnaniu fuknął tylko, nieco zażenowany i nieco rozbawiony - Tak, tylko tego nam brakuje - po czym cicho zachichotał. - Takie ceregiele od razu zwracają niepotrzebną uwagę.
Przeciągnął się. Tamci przysypiali, ale jemu nieśpieszno było jeszcze do snu. Odpoczął nad oazą, teraz jak ma gdzie wrócić i do kogo, może równie dobrze pozwiedzać, przydać się, albo znaleźć kogoś, kogo by mógł wykorzystać.
- Mogę rozumieć, że mam zgodę na przeszukanie okolicy? - zdecydował się w końcu zapytać. Od stania w miejscu powoli zaczęły go boleć łapy, a powietrzem na nizinach oddychało się zdecydowanie łatwiej, choć nie było równie czyste, jak tu.

Potok górski

#9
Widząc, że dwójka samców walczy z sennością, Sylwan zaś szykuje się do wymarszu, zmusiła się do uniesienia trójkątnego łba i szerszego rozwarcia księżycowych patrzałek. Skierowała spojrzenie ku Srebrzystemu, czujnie nastawiając uszu. Kąciki pyska drgnęły, minimalnie się unosząc.
- Pewnie. Nie potrzebujesz mojej zgody, by przeszukiwać okolicę, tylko postaraj się wrócić w jednym kawałku. Gdyby coś się stało, wołaj, o ile łapy nie poniosą cię zbyt daleko. Jestem medykiem, w razie potrzeby pomogę. – Powiedziawszy to, przesunęła wzrokiem po dwóch zalegających nieopodal sylwetkach. Jasnym było, że całkowita utrata czujności mogła się dla nich źle skończyć, Kruczyca postanowiła więc pełnić straż, dopóki towarzysze nie zregenerują sił. Jakby nie było, w przeciwieństwie do nich, wcześniej miała już okazję do odpoczynku i posilenia się, toteż potrzeba udania się do krainy Morfeusza nie nagliła.
- Śpijcie. Będę czuwać. – Dodała, widząc, że Mae wciąż stara się zachować przytomność. Och, może była nieco senna, ale jako przewodniczka miała pewne obowiązki. Między innymi, musiała dbać o resztą stada, nie chcąc przecież, aby osłabło. Ponadto wciąż daleko jej było do granicy zmęczenia, czego nie można było powiedzieć ani o Płomyku, ani o Maelviusie. Prawdopodobnie od kiedy dotarli do krainy, nie zmrużyli oka.

Potok górski

#10
Przez jakiś czas nowo powstała wataha mogła cieszyć się błogą ciszą. Jednak ten moment nie trwał długo. Wiatr zaczął wiać niespokojnie, wzmagając się na sile z sekundy na sekundę. Drzewa kołysały się nierównomiernie. Woda spływająca łagodnie zaczynała zalewać brzegi swojego koryta, gwałtownie porywając ze sobą patyki, mniejsze kamienie. Revirell oczywiście nie trudno było zauważyć zjawiska zwiastujące większą burzę lub wichurę. Jednak czujne oko mogło zauważyć, że... nie było żadnych chmur. Dodatkowo wiatr co chwila zmieniał kierunek, a przyglądając się w kierunku horyzontu, można było zauważyć, że inne tereny nie były dotknięte przez ten fenomen.
Mocny błysk i towarzyszący mu huk oślepił i ogłuszył Revirell na parę sekund. Kiedy otworzyła oczy, ciężko było jej ocenić co widzi przed sobą.
Biały jeleń, emanujący jasną poświatą. Wyglądał bardziej na wizję niż na żywego osobnika. Był większy od każdego jelenia, którego widzieli. Czerwone ślepia spoglądały prosto na zebraną watahę. Jego wejście było na tyle "subtelne", że spędził sen z powiek całemu stadu, przynajmniej oszczędził Revirell trud budzenia swoich towarzyszy.
Jego aura emanowała majestatem i potężna mocą. Każde stworzenie mimowolnie czuło się przytłoczone jego obecnością. Nie wywoływał lęku, bardziej wymuszał poddanie na innych samą swoją obecnością. Nawet kompletny laik, który nie zetknął się nigdy z magią, mógł czuć przytłaczającą siłę, którą ten osobnik posiadał.
- Witajcie, intruzi. - Jeleń który rozmawiał z wilkami? Nie. On mówił prosto do ich głów, bez potrzeby ruszenia mięśniem, dając jasny przekaz zebranym. - Przybyłem z wiadomością i ultimatum. Jesteście pierwszymi drapieżnikami, które założyły stado. Muszę dopilnować, żebyście wiedzieli jak się zachowywać w mojej krainie.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

cron