Łąka nad jeziorem

#1
Źródło: imma


Sporych rozmiarów łąka znajdująca się z dala od piaszczystego i błotnistego wybrzeża, niemalże po przeciwnej stronie jeziora. Polana charakteryzuje się ubogością w różne gatunki roślin. Zdecydowanie dominują tutaj tereny trawiaste, nie przełamane jaskrawymi barwami kwiatów czy ziół. Lokacja posiada dostęp do zbiornika wodnego, jednakże zejście nie jest tak łagodne jak w innej części linii brzegowej. Żeby dostać się do chłodnej cieczy należy zeskoczyć z nieco wyżej położonej darni, wprost do akwenu.



Rośliny: bukwica zwyczajna, krwawnik, lulek czarny, ogórecznik lekarski
Zwierzęta: bizon, sarna, zając



Teren zajęty przez Szepczące Cienie

Łąka nad jeziorem

#2
Szedł miarowym krokiem z nosem praktycznie dotykającym ziemi - szukał ziół. Co prawda nie potrzebował ich w tym momencie jakoś szczególnie, lecz był przekonany, że nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać więc zawsze miał trochę przy sobie - można powiedzieć, że to coś w rodzaju nawyku. Niestety, całe zapasy, które jeszcze niedawno posiadał przepadły podczas wczorajszej wspinaczki. Przeklinał w duchu swoją nieuwagę i bezmyślność, które do tego doprowadziły.
Nagle zawiał chłodny wiatr, a do jego nosa dotarła cała gama różnorodnych zapachów. "Czy aby przypadkiem nie rośnie gdzieś tutaj krwawnik?" -pomyślał po czym uniósł łeb. Po lewej znajdowała się malownicza łąka, a po lewej jezioro. Wszystko to było otoczone dookoła ścianą drzew. Spojrzał z nadzieją w stronę zbiornika wodnego, bo po długiej wędrowce nieznacznie męczyło go pragnienie. Mlasnął tylko z niezadowoleniem. Nie było możliwości aby się tam dostać bez moczenia futra, a na to jak na razie nie miał ochoty, więc postanowił skupić się na najbardziej istotnym - jak dla niego - zadaniu. Omiótł wzrokiem łąkę i zobaczył królika uciekającego w popłochu do swojej nory. Uśmiechnął się tylko lekko, niezainteresowany przerażonym stworzeniem po czym zaczął swoje poszukiwania.
Po jakimś czasie przysiadł przy stromym, choć niewielkim zboczu z którego można było z łatwością zeskoczyć do jeziora i wpatrywał się w niezmąconą niczym taflę wody. Był trochę rozczarowany tym co udało mu się znaleźć. Był to tylko krwawnik rosnący w dość suchym miejscu, praktycznie na granicy z lasem. "No trudno, może następnym razem pójdzie lepiej..." - ta myśl nieco go ożywiła. Wpatrywał się z zainteresowaniem w przeciwległy brzeg a jego ogon nieznacznie poruszał się na boki.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Łąka nad jeziorem

#3
Młoda samica długi czas wędrowała w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca do ochłodzenia rozpalonego organizmu, który od wielu tygodni wołał o pomoc, o dłuższy odpoczynek. Po opuszczeniu jamy nieświadomie wyruszyła na wschód, wpierw przedzierając się poprzez gęste zarośla charakterystyczne dla puszczy, następnie kamieniste, nieprzyjemne podnóże straszliwych, ogromnych, wierzchołkami raniących białe obłoki gór, by wreszcie zahaczyć o śliskie, lekko obrzydliwe bagna. Co prawda, jej celem było zanurzenie się w pierwszym lepszym zbiorniku wodnym, ale nie była w stanie go odnaleźć - podróżowała wzdłuż rzeki, ale jej prąd był zbyt porywisty, by móc w spokoju wejść, zamoczyć się i brodzić przy brzegu. Uparcie podążała przed siebie, nie poddawała się. Nie mogła poddać się po tym, jak wraz z rodziną dotarła w te strony, by zacząć nowe, dostatnie życie. Widok tętniącej życiem krainy napawał Gwiazdę pewnego rodzaju szczęściem, radował rozerwane, zdradzone przez jej dom serduszko. Uważnie obserwowała każde żyjątko, każdą roślinkę, każdy głaz, toteż wędrówka nie dłużyła się jej ani nie dostarczała powodów do niezadowolenia.
Ominąwszy skaliste ziemie, odbiła nieco na północ, by dwóm galaktykom zamkniętym w ślepkach wilczycy ukazało się w oddali nadbrzeże dużego jeziora. Radośnie zaszczekała po psiemu, a następnie podskoczyła i przyśpieszyła, przechodząc z marszu do truchtu, z truchtu do sprintu. Nie uważała na swoje bezpieczeństwo - nie węszyła, nie nasłuchiwała. Biegła przed siebie i nie zatrzymując się, wskoczyła do akwenu. Po chwili pluskania zdała sobie sprawę, że po drodze minęła jakieś stworzenie, co sprawiło, iż oniemiała. Wyłączony mózg niespodziewanie zaczął pracować na pełnych obrotach, a oczy wodziły po okolicy. Namierzywszy brązowego basiora, uczepiły się go, a w kobaltowych spodkach wymalowało się widoczne przerażenie.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Łąka nad jeziorem

#4
Siedział tak przez dłuższy czas wsłuchując się w delikatny szum drzew oraz donośny śpiew ptaków, które najwyraźniej miały gniazdo gdzieś w pobliżu. Nagle jego ucho drgnęło, ale reszta ciała pozostała nieruchoma. Coś się zbliżało - dokładnie słyszał trzask łamanych gałązek, zaraz to coś miało wyłonić się z lasu, lecz basior nic sobie z tego faktu nie robił - było zbyt niewielkie, żeby stanowić jakiekolwiek zagrożenie - zamiast tego oddał się jednemu ze swoich ulubionych zajęć - analizował. Wiatr wiał w odwrotną stronę, więc miał okazję się popisać. "Co to może być? Sarna? Nie, to było zdecydowanie mniejsze ... Może ten nieszczęsny zając? No, już bardziej ..." Wsłuchał się w odgłosy wydawane przez biegnące stworzonko. Zaraz, czy aby przypadkiem chwilę wcześniej nie usłyszał czegoś w rodzaju szczeknięcia? Zaintrygowany odwrócił lekko łeb i właśnie w tym momencie dostrzegł młodą wilczycę wskakującą do jeziora, miało to miejsce nie dalej niż metr od niego lecz mimo to zdawała się go nie zauważać. Przyglądał się w milczeniu jej pociesznej zabawie, przez którą na nieskazitelnej dotąd tafli wody pojawiły się mniejsze lub większe fale. "Najwyraźniej okolica jest zamieszkała." Wydało mu się to trochę dziwne biorąc pod uwagę to, że nie natrafił na nikogo po drodze tutaj, ale z drugiej strony mogło to być spowodowanie roztargnieniem, które ostatnimi czasy dopadało go coraz częściej. Nie chciał wkraczać na niczyje terytorium, więc postanowił, że niedługo wybierze się w dalszą drogę, na zachód. Rozmyślał tak przez chwilę aż zorientował się, że nowy gość też na niego patrzy. Tak, co do tego nie było żadnych wątpliwości, mała zamarła i wpatrywała się w niego z wyraźnym przerażeniem. Cóż, nie miał zamiaru robić jej krzywdy, nie widział w tym sensu.
- Ładne wejście. - skwitował krótko, spokojnym głosem w którym można było dosłyszeć lekką nutkę uprzejmego rozbawienia spowodowaną tym, że zobaczyła go dopiero teraz.
- Spokojnie, nie przeszkadzaj sobie. - Dodał po chwili i rozłożył się na miękkim materacu z trawy. Odwrócił wzrok nie chcąc jej niepotrzebnie denerwować. Przyszło mu to z lekkim trudem, bowiem niezwykłe oczy małej wadery zdążyły już przykuć jego uwagę. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widział, nawet mimo długich lat spędzonych w podróży.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Łąka nad jeziorem

#5
Nie zareagowała na spokojny głos. Z przerażenia zapomniała, że po oddaleniu się od brzegu powinna poruszać łapami, coby nie zacząć zanurzać się, a kolejno tonąć. Nie czując lądu, poczęła lekko panikować, co okazywała poprzez szamotanie się i tworzenie dookoła swego ciała wzburzonych fal. Krzyk ugrzązł jej w gardle, gdy z trudem utrzymywała się na powierzchni. Zdołała jeszcze wziąć głęboki wdech oraz skryć kobalty pod powiekami, nim zniknęła w krystalicznych odmętach.
O dziwo, całkowite zanurzenie się otrzeźwiło sparaliżowany ze strachu umysł, a ten nakazał Gwieździe walczyć. Spod długich rzęs wyłoniło się dwoje ciemnych ślepi i szybko odszukało najbliższy brzeg. Burza chyżo ruszyła przed siebie, docierając do niego, po czym powoli wygramoliła się na ląd. Niemrawo postąpiła kilka kroków dalej, wypluwając resztki cieczy, która dostała się do jamy ustnej. Zgarbiona sylwetka zaczęła otrzepywać się, a futro stanęło dęba, co nadało samicy komicznego wyrazu.
Znajdowała się w dużej odległości od początkowego miejsca, z którego wskoczyła do akwenu, ale nie ruszała się. Odwróciła się jedynie w stronę nieznajomego i wysoko wyciągnęła szyję. - Jesteś stąd?! - Krzyknęła głośno. Córka Sharan i Malakaia szczyciła się bardzo donośnym, jak na młody wiek hardym głosem, co w dużej mierze ułatwiało komunikację na odległość. Nie dało się jej zagłuszyć.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Łąka nad jeziorem

#6
Ponownie przeniósł wzrok na małą, przyglądając się jej zmaganiom, przez chwile zastanawiał się nawet nad niewielką pomocą, ale właśnie w tym momencie zniknęła mu z oczu, a na powierzchni wody można było dostrzec wypływające pęcherzyki powietrza. "Poszła na dno." - wpatrywał się jeszcze przez chwilę w to miejsce z lekkim żalem. W końcu nieczęsto spotyka się kogoś o tak wyjątkowych oczach. Zanim jednak zdążył ruszyć się choćby o centymetr, spostrzegł ruch ładne parę metrów od siebie. "A jednak nie." - jakimś cudem udało jej się wydostać na brzeg i właśnie otrzepywała się z wody. Uśmiechnął się mimowolnie widząc stan sierści młodej wadery, która nagle skierowała łebek w jego stronę i zadała pytanie - cóż, trochę go to zaskoczyło, nie sądził, bowiem, że zdecyduje się do niego odezwać. Dzieliła ich dość duża odległość - miał wrażenie, że mimo wszystko mała woli zachować w miarę bezpieczny dystans - lecz to nie przeszkodziło basiorowi w zrozumieniu tego co mówiła, prawdopodobnie, dałby radę to usłyszeć nawet ktoś na drugim końcu jeziora ... ale to tylko teoria.
- Nie. - odpowiedział krótko, jednocześnie zastanawiając się, jak to możliwe, że takie małe stworzonko mogło mieć tak donośny głos. "Czyli sama też nie jest stąd." - przeszło mu przez myśl.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Łąka nad jeziorem

#7
Nieznośne krople wpływały do uszu, co niezwykle drażniło samicę. Ponownie otrzepała się, tym razem dłużej i dokładnie. Nie chciała być zmuszona do tej czynności po raz trzeci. Lekko rozmyte spojrzenie prędko, wręcz natychmiast powróciło do nieznajomego. Z trudem usłyszała cichą, według niej, odpowiedź. Przekrzywiła delikatnie łeb. - A widziałeś tu kogoś innego?! - Wrzasnęła ponownie, po czym zamilkła. Rozejrzała się dookoła, niby oceniając swoją sytuację, a kolejno powróciła do brązowego. Kobalty wodziły po odległej postaci, lekko poirytowane, że tak mało mogą dostrzec. Burza powoli ruszyła przed siebie, znacznie skracając dzielący ich dystans. Cały czas zachowywała czujność, obserwowała poczynania Evretta, znajdowała się we względnie bezpiecznej odległości, która była niczym, gdyby samiec postanowił ją zaatakować. Bo co półroczne szczenię mogłoby począć, gdyby rosły basior rzucił się na nie z kłami? Nie miała żadnych szans. Wiedziała o tym, ale nie potrafiła zapobiec ewentualnemu atakowi, nie potrafiła zapewnić sobie idealnej drogi ucieczki. Nieznacznie, starając się, aby bury nie zauważył (co jednak nie wyszło), zbliżyła się ku zaroślom, coby mieć ułatwioną ewakuację. A nuż zgubi go w gęstym lesie okalającym tutejszą lokację. - Masz tu dom? - Zadała kolejne pytanie, tym razem ciszej, bo i sytuacja nie wymagała specjalnych środków.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Łąka nad jeziorem

#8
- Nie licząc Ciebie, nie widziałem tu nikogo. - "Może się zgubiła? Albo po prostu chce mieć pewność, że nie natknie się na nikogo więcej ... chociaż co do tego, nigdy tak naprawdę nie można być całkowicie pewnym." - rozmyślał, analizując pytania zadane przez młodą waderę, starając się wychwycić jak najwięcej informacji - z czystej ciekawości. Ogon brązowego powoli zaczął zamiatać trawę, lecz on sam pozostał w tej samej pozycji co wcześniej - obserwował. Mała powoli zaczęła zmniejszać dzielącą ich odległość, niby przypadkiem, coraz bardziej zbliżając się do pobliskich zarośli. Było dla niego jasne, że próbuje zapewnić sobie ewentualną drogę ucieczki, gotowa dać susa w krzaki, jeśli tylko zaszłaby taka potrzeba.
- Ani tu, ani nigdzie indziej. - uśmiechnął się lekko - przechodziłem tędy i postanowiłem, że zrobię sobie postój. Chciałem też uzupełnić zapasy ziół - wskazał na trzy, jeszcze zielone łodyżki krwawnika wplecione w sierść, które wyraźnie odcinały się od niej, dzięki bardzo niewielkim, choć licznym białym kwiatom. - Miałem nadzieję, że znajdę chociaż nagietek, ale niestety ta łąka nie obfituje w tego typu rośliny. - widać było, że jest wyraźnie niezadowolony z tego powodu, chciał jak najszybciej uzupełnić braki w ekwipunku - Przydałoby się też trochę rumianku, lawendy ...albo chociaż skrzypu i aloesu na ... - zamilkł i westchnął. "Za dużo gadam." Jeśli chodzi o zioła mógł mówić praktycznie bez przerwy, przy okazji zapominając o całym świecie, oczywiście jeśli tylko ktoś chciałby wysłuchać jego wywodów. Było to dla niego czymś w rodzaju pasji oraz sposobu na przetrwanie w skrajnych sytuacjach.
- A Ty? Przyszłaś popływać? - zaśmiał się, starając aby zabrzmiało to w miarę uprzejmie.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Łąka nad jeziorem

#9
- To niedobrze. - Mruknęła z niezadowoleniem na negatywną odpowiedź basiora. Lekko spochmurniała, ale prędko skupiła swą uwagę na głosie wydobywającym się z pyska Evretta, co w mig poprawiło jej humor. Z zaciekawieniem przyjrzała się ziołom wplecionym w jego futro. - I nosisz je tak cały czas pod nosem? Przecież to nawet nie pachnie ładnie i tylko przeszkadza. - Skomentowała z lekką odrazą w głosie. - A co jak wypadnie? Wtedy wszystko stracone i trzeba szukać na nowo. - Fuknęła, jakby sama właśnie zagubiła swój mały skarb i była bardzo zła z tego powodu.
Rozejrzała się, niby chcąc potwierdzić wcześniejsze słowa burego dotyczące znajomości z innymi przedstawicielami ich rasy. Nie dostrzegła nikogo, ale cały czas nie mogła mieć pewności czy mówi prawdę. - Skąd wiedziałeś?! - Zapytała zdziwiona w odpowiedzi na ostatnią wypowiedź żółtookiego, prędko obrzucając go własnym spojrzeniem, wyraźnie pobudzona "odkryciem" samca. Kobaltowe soczewki błysnęły, uszka drgnęły, mięśnie napięły, a ogon ze świstem przeciął pełne wilgoci powietrze. Wnet ślepia uciekły gdzieś w bok, jakby waderka na chwilę się zamyśliła. - Teraz się kąpałam, ale wcześniej przyszłam tu z mamą, tatą, rodzeństwem i wujkiem Lotarem. Po drodze wzięliśmy też ze sobą Vasiję. - Powiedziała bezceremonialnie, zupełnie nie przejmując się, że taka wylewność nie należy do najlepszych cech. Zwłaszcza wobec obcych osobników o nieznanych zamiarach. Mimo dotychczasowych przeżyć, trudnego dzieciństwa, podczas którego jej rodzina cierpiała głodem i znajdowała się na skraju życia i śmierci, Gwiazda wciąż pozostawała nierozważnym, nieznającym wielu zasad rządzących normalnym światem szczeniątkiem. Co miała potwierdzić kolejna propozycja. - Może chcesz ich poznać?
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Łąka nad jeziorem

#10
- Do zapachu można się przyzwyczaić, uwierz mi. Poza tym, wcale nie jest taki tragiczny. - Mimo swoich słów, odwrócił łeb i przykładając nos do swojego futra wziął głęboki wdech - nie czuł nic dziwnego. "A może po prostu przestałem to zauważać?" - pomyślał po czym przeniósł spojrzenie z powrotem na Burzę. - Ale masz rację co do tego, że czasem może wypaść. Wczoraj ... no, powiedzmy, że trochę się zagapiłem ... i straciłem wszystko co wcześniej zebrałem. - westchnął ciężko. Nadal nie mógł odżałować straconych zapasów. Na ale cóż, teraz nie miał już co z tym zrobić. Została mu tylko możliwość obwiniania swojej osoby o to niedopatrzenie. Nagle ucho samca drgnęło, zaalarmowane odgłosem małych łapek stąpających po trawiastym podłożu. Był to zając, który najwyraźniej zapomniał już o wcześniejszym strachu i teraz wychylił się ze swojej nory, a w jego ślady poszło też kilka innych. Teraz, całkowicie niewzruszone obecnością dwóch przedstawicieli wilczej rasy, buszowały wśród zarośli. Najwyraźniej nie zdawały sobie sprawy z potencjalnego zagrożenia. Bury basior znów przeniósł spojrzenie na małą. Trochę zaskoczyła go jej wylewność - przecież jeszcze przed chwilą patrzyła na niego nieufnie. Zdziwił się jeszcze bardziej słysząc ostatnie słowa. Pokręcił łbem z lekkim rozbawieniem.
- Nie jestem pewien, czy byliby zadowoleni ze spotkania. - odpowiedział w końcu - Poza tym, tak jak mówiłem, muszę znaleźć świeże zioła. - "Ach, te priorytety ... to chyba podchodzi już trochę pod uzależnienie ..." - ta myśl rozbawiła go jeszcze bardziej, lecz starał się nie dać tego po sobie poznać, przenosząc wzrok na długouchego, który bezceremonialnie przemknął obok.
- Co jest z tymi zającami ...? - Mruknął, bardziej sam do siebie.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

cron