Ścieżka kapeluszników

#61
Niedźwiedź? Cóż, nie spodziewał się, że Valak miał na myśli coś aż tak dużego. Sama jego wypowiedź natomiast wywarła na brązowym odwrotny od zamierzonego efekt. Nie czuł jakiejś wyjątkowej potrzeby udowodnienia komukolwiek swojej odwagi, tym bardziej w taki sposób, który kojarzył mu się głównie z grupkami krnąbrnych młodych wilków w których każdy chciałby pokazać jaki to jest niesamowity. Żółtooki nie próbował nawet ukryć lekkiego grymasu niezadowolenia, który jednak szybko zniknął z jego pyska. Bogowie? Jak dotąd miał styczność jedynie z jednym tworem, podającego się za syna samego stwórcy z którego słów wynikało, że ten pomiata całym wilczym gatunkiem. - "I nic dziwnego, w końcu to jeleń".
Ponad to pomagał już ostatnio powalić niedźwiedzia, podobnie z resztą jak obecna tu Burzowa Chmura. Biały Szaman z tego co pamiętał, zniknął wtedy niemal od razu, lecz ciężko było stwierdzić, czy umknął w obawie, przed złodziejami czy chwilę później, przed niedźwiedzią szarżą. Wtedy wilków, które rzuciły się na drapieżnika było ponad dwa razy więcej, wątpił więc, aby ich czwórka zdołała pokonać podobne zwierzę, a nawet jeśli, na pewno nie obyłoby się bez poważnych obrażeń czy nawet ofiar.
- Jeśli już, na coś tak dużego wypadałoby chyba ruszyć odrobinę większą grupą niż nasza. - Rzucił w końcu. Propozycja Zrodzonego z Łez wydawała się mu wyjątkowo nierozsądna, lecz mimo to znał samego siebie zbyt dobrze i wiedział, że zapewne jeśli pozostała dwójka wyrazi zgodę, bez zastanowienia ruszy razem z nimi.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Ścieżka kapeluszników

#62
Burzowa już snuła kuszące wizje powalenia i skosztowania dzika, niemalże czując smak posoki i świeżego mięsa, kiedy Lecter rzucił kolejną, dużo bardziej interesującą w jej oczach propozycję. Oblizała pysk po raz ostatni i zerknęła na basiora zaciekawiona, utkwiwszy stalowoszare ślepia w jego obliczu. Na wzmiankę o niedźwiedziu zajaśniał w nich charakterystyczny błysk ekscytacji, a na ogon ponownie zakołysał się wesoło. Wyraz pyska Evretta nie uszedł jej uwadze, lecz niewiele sobie z niego robiła. Owszem, była świadoma, iż takie polowanie wiąże się z ryzykiem, ale to właśnie dzięki temu stawało się ono ciekawsze, stanowiło kolejną niebezpieczną przygodę, które samica tak uwielbiała. W jej rodzimej watasze zagrożenie wisiało nad ich łbami niemalże nieustannie, trzeba było więc nauczyć się stawiać czoło niebezpieczeństwom, zamiast ich unikać, bowiem wiązałoby się to z życiem w nieustannym strachu. Być może podejście burej wiązało się właśnie z tymi wpojonymi od szczenięcia zachowaniami. Bądź też winą za jej lekkomyślność i brawurę można było obarczyć niedojrzałość. Tak, czy owak samica wychodziła z założenia, iż dużo lepsze jest krótkie, lecz ciekawe i pełne przygód życie niźli długie i nudne. Dlatego też tak często lekceważyła zagrożenia.
- A ja myślę, że można spróbować - oznajmiła po chwili, a na pysku wykwitł jej zadziorny uśmieszek. - A nuż nam się powiedzie. Zresztą... Kto wie, czy po drodze nie natkniemy się na inną grupkę samotników, która być może zechce nas wspomóc w polowaniu skuszona wizją uczty? - dodała, patrząc na każdego z basiorów po kolei. A nawet jeśli nie, to zawsze można się w odpowiedniej chwili wycofać, przeszło jej przez myśl. Po sekundzie uświadomiła sobie, że któreś z nich mogłoby zostać ranne i nie być w stanie uciec, lecz nie przejmowała się tym zbytnio. W jej dawnym stadzie w końcu nierzadko pozostawiano zranionych czy chorych na pastwę losu, by ratować własną skórę i nikt nikomu nie miał tego za złe. W końcu ich głównym celem było jedynie przeżycie.

Ścieżka kapeluszników

#63
Stał, pozwalając reszcie wypowiedzieć na głos swoje, jakże mądre myśli. Wysłuchiwał uważnie słów Lectera, gdyż to na niego tak gwałtownie reagują głosy w jego głowie. Odczuwa przyjemność z zabijania, lubi adrenalinę. W zestawieniu z jego kulturą, oraz sposobem noszenia się daje ciekawą, aczkolwiek sprzeczną wizje. Z pozoru łagodny basior może być ukrytym psychopatą, mieć mocne skrzywienie na psychice, co nie uszło uwadze Muuajiego. Chciał na siłę udowodnić, że jest silny. Walczyć z niedźwiedziem, który równie dobrze, mógłby każdego z nich rozpruć, a z wilczych flaków zrobić sobie biżuterię. Na tę myśl Szary zamaskował uśmiech, który przemknął po jego mordzie.
Spojrzał na Evretta i Burzowa Chmure, wsłuchując się w ich argumenty. Zmarszczył nos, wbijając srebrne tęczówki przed siebie. Dla wilków obok, mógł wyglądać na zamyślonego, jakby w jego głowie toczyła sie wojna myśli. Niczym potężny mędrzec komplentujący nad sensem ich egzystencji.
Jednak pozory te myliły, a Muuaji wpatrywał się w smętny listek, który ponuro zwisał z gałęzi. Gdy jednak poczuł, że cisza trwa dosyć długo, spojrzał na resztę ponownie, a jęzor leniwie oblizał kufę.
- Aż taką masz potrzebę udowadniania innym swojej siły?- Zwrócił się wpierw do Valaka, by skierować wzrok na Burzową. - Ostatnia grupa, którą napotkałem spowodowała spore zamieszanie. - uśmiechnął się kącikiem pyska. Otrzepał futro i przeciagnął się. Dawno nie polował na niedźwiedzia. Samotny tryb życia po prostu wyrzucał nawet tą opcje poza skalę jego możliwości. - Jeśli wierzycie, że czwórka wilków temu podoła, można iść. - wzruszył ramionami. Było mu obojętne, czy ktoś zdechnie podczas starcia, czy nie.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Ścieżka kapeluszników

#64
Zaraz po dotarciu do krainy Chemukh postanowiła jako za cel obrać sobie poznawanie wszystkich terenów i ziem. Wolała po prostu wiedzieć, gdzie przyszło jej żyć. W końcu zamierza zamieszkać tu na stałe. Jako pierwszy postanowiła odwiedzić Świetlisty Gaj, miała też nadzieję spotkać tu jakąś zwierzynę na potencjalny posiłek. Nie wiedziała jeszcze jaj dobrze trafiła...
Jej czarne futro śmigało między zaroślami i krzakami, by dotrzeć gdzieś w bardziej bezpieczne miejsce. Zależało jej na jak najszybszym namierzeniu ofiary w postaci jakiegoś zająca, lub sarny. Nie liczyła na nic większego, w końcu jest sama i nie ma za bardzo jak upolować, schwytać i zabić większego przeciwnika. Chemukh szła zupełnie nie przejmując się tym co może stanąć jej na drodze i co może spotkać. Mogło to się skończyć fatalnie, ale taka już była. Sunęła przez krzaki węsząc za czymś jadalnym. Poruszała się jak zazwyczaj, z pełną gracja i finezją. Co jakiś czas jej srebrne oczyska rozglądały się po okolicy i starały zbadać otoczenie wzrokiem. Uszy miała nastawione wysoko, więc przy okazji nasłuchiwała jakiś odgłosów, szelestów czy innego typu dźwięków, które mogły by świadczyć o przebywaniu w okolicy łatwego posiłku. Co prawda szła z wiatrem i za dużo wyczuć nie była w stanie. Gdyby zatrzymywała się częściej dostrzegłaby na swojej drodze cztery nieznane jej jeszcze sylwetki. Wilcze sylwetki.
Beztrosko maszerując zatrzymała się w pewnym momencie i podniosła odrobinę łeb. To co dostrzegła wywarło na niej nie małe wrażenie. Trafiła na ową grupę wilków, które najwidoczniej również szukały czegoś na ząb. Z początku Chemukh podniosła wysoko łeb i spojrzała w stronę nieznajomych. Zrobiła trzy kroki w tył, tak na wszelki wypadek i podkuliła ogon, obcy mieli przewagę liczebną, a ona mogła im teraz w tym momencie naruszyć stadny teren lub przerwać ważną czynność stadną. Była gotowa do ewentualnej ucieczki bądź uniku przed atakiem.
- ...nie chciałam. -wyszeptała cichutko i nastroszyła sierść na grzbiecie. Nie do końca wiedziała jak ma się zachować. Nie znała ich, a oni nie znali jej. Wszystko mogło się w tym momencie zdarzyć. W każdym razie nie była pewna niczego i nikogo.

Ścieżka kapeluszników

#65
W ciszy wyczekiwał odpowiedzi towarzyszy. Początkowy grymas, goszczący na pysku Evretta szybko się zmył, jakoby brązowawy próbował ukryć swoje niezadowolenie, lecz wcale nie musiał tego robić - jeżeli nie zgadzał się z czyjąś opinią, powinien był to wyrazić, a nie ukrywać swoje emocje. Niczym tchórz. pomyślał, przyglądając się mu. Czyżby bał się, że sami sobie nie poradzą z niedźwiedziem? Silne sylwetki jakie każdy z nich posiadał, świadczyły o pewnego rodzaju doświadczeniu w walce. Oczywiście, pod grubą, wilczą sierścią któregoś z nich mogły kryć się fałdy tłuszczu pochłaniające mięśnie; wszakże Noszący piętno nie zaglądał nikomu ze gromadzonych pod włosie. Kąciki ust Valaka drgnęły, usłyszawszy ton Burzowej. Zerknął na nią, a jego oczom ukazał się zadziorny uśmieszek wadery. A jednak ona dała się podpuścić "przemową" , dzięki której czarny był w stanie rozpoznać, kto jest bardziej naiwny, a kto nie. Ba, wszystko, co robił zawsze służyło do rozgryzienia nieznajomych, do zdarcia z nich maski, jaką przybrali, by potem ukrócić ich żałosny żywot na tej ziemi. Mimo że, nie potępiał bycia fałszywcem - co wskazywało na posiadanie sprytu przez takowego - denerwowało go, że ktoś próbuje nim być, a nie ma o tym zielonego pojęcia. Na razie nie układało się najgorzej - jeden głos niepewności, jeden głos zgody. Wtem odezwał się i szarawy, w pewnym sensie intrygujący burego szaman. Ach, jakże zawiódł Lectera! Jakiż to zawód mu sprawił! Marwtwooki z nadzieją wyczekiwał, by usłyszeć od niego coś mądrego, świadczącego o jego majestacie, jego wiedzy i mistycyzmie. Lecz na przekór, wydawać by się mogło, że nawet na złość, z gardła obcego wylała się bezmyślna kpina, która kiedyś miałaby szansę uderzyć w ego basiora, ale po wielu minionych latach wyrósł z myślenia o idealnym herosie jako o tym "najodważniejszym". Gardził heroizmem, uważając, że tylko głupcy oraz dzieci kierują się głosem serca. Niejeden umarł, chcąc pochwalić się lwim sercem siedzącym w jego piersi - nie mam nic przeciwko, by im podobni skończyli tym samym losem, najlepiej konając w męczarniach. Za głupotę trzeba płacić. rzekł kiedyś. Najwyraźniej społeczeństwo nigdy nie pozbędzie się niepotrzebnych jednostek, które jedynie je osłabiają. Sam naskoczyłby na szarawego, rozszarpując jego gardło, wgryzając się w jego brzuch, by wyrwać wnętrzności, wykąpać się w posoce, ale postanowił, by jeszcze się wstrzymać - może szaman nie przemyślał swoich słów? A nawet jeżeli specjalnie obraził majestat Kanibala nowiu, ze śmiercią z jego łap zmierzy się później. Najważniejszym jest teraz wyruszenie na polowanie.
- Obawiam się, że błędnie odebrałeś cel mojej wypowiedzi. Śmiem wątpić, czy nawet ją wysłuchałeś, bowiem sam wydajesz się być nieobecny duchem, a gdy powracasz, raczysz moją osobę kpiną? Najwyraźniej to ty, drogi nieznajomy, posiadasz niespełnione potrzeby - powiedział spokojnie, bez krztyny kąśliwości. A niechaj odbierze to za zniewagę za zniewagę, za wymianę ognia. Skoro miał czelność spróbować zaatakować, musi także się obronić. Ciekaw, jak mu to wyjdzie. pomyślał. Wtem, do jego uszu doleciał szelest, dość regularny. Kolejni przybysze? W zaistniałej sytuacji, idealnie się ułożyło. Im więcej skorych do zabicia niedźwiedzia, tym lepiej. Zawiódł się, gdy z chaszczy wyskoczyła ciemniejsza od niego wadera. Nie wyglądała na młodzika - przejaśnienia w okolicach jej pyska dodawały jej lat. Dobrze, bardzo dobrze - wyższa wiekiem z pewnością miała doświadczenie w walce. Skinął jej łbem na przywitanie, po czym zaśmiał się w duchu z jej zakłopotania. Przerażenie wydawało się ją okiełznać, objąć swoimi mackami, przez co zdołała jedynie wyszeptać kilka słów i nastroszyć sierść.
- Nie musisz się nas obawiać, pani - zwrócił się do niej pogodnie, wlepiając w nią brązowe ślepia. Uniósł kąciki ust w cień uśmiechu. Czy powinien owijać w bawełnę, czy raczej od razu przejść do konkretów? Z każdą minioną minutą głód coraz bardziej mu ciążył. - Nie zadamy ci niepotrzebnego i bezpodstawnego bólu, a przynajmniej ja tego nie zrobię - skończył, przyglądając się. Tym razem nie on będzie ciągnął dialog z ciemną waderą. Przez chwilę w łbie pojawiła mu się myśl, że obydwie są w jakimś stopniu spokrewnione - tamta, na polanie, i ta wyskakująca z krzaków. Obydwie czarne, posiadające wyróżniające się ślepia. Niewykluczone, że przybyła w obronie swojej młodszej, bezmyślnej siostry. To się jeszcze okaże.
Why diagnose myself as a monster when you refuse to see the one growing inside you?

Obrazek

Voice I Theme
Be blind. Don't be brave.

Ścieżka kapeluszników

#66
Jakoś specjalnie dobrze nie czuła się wśród tego ugrupowania, chciała z nimi zostać, ale nie widziała żadnego zainteresowania jej osobą ze strony przebywających tu stworzeń. Obróciła się więc energicznie o 360 stopni, zarzuciła ogonem i dumnie weszła w zarośla, z których jakąś dobrą chwilę temu się wyłoniła. Gdy znikła nieznajomym z oczu zaczęła biec przed siebie, byleby zaznać chwili spokoju i wytchnienia, nie ważne gdzie.


z/t
//wychodzę, bo słabo z odpisami ;c

Ścieżka kapeluszników

#67
W milczeniu przysłuchiwał się opiniom wygłaszanym przez pozostałą dwójkę starając się wyobrazić sobie jak mogłoby przebiec to polowanie. Szczerze wątpił, że uda im się ot tak natknąć na inną grupę, która chętnie pomogłaby w polowaniu na zwierza. Prawdopodobieństw było zbyt niewielkie. A jeśli zaatakowaliby sami? Kto padłby pierwszy? Przyglądał się przez chwile każdemu z tu obecnych... może Szaman? Chociaż, wilki mu podobne zazwyczaj znały różne podejrzane sztuczki, pozwalające wywinąć się śmierci. Lecz jeśli nie tamten to w takim razie - Burzowa, Valak, a może on sam? Ciężko było w tym momencie odpowiedzieć na to pytanie, głównie ze względu na fakt, iż praktycznie nie znał pozostałej trójki, nie wiedział na co tak naprawdę ich stać. Jako-takie pojęcie miał jedynie o umiejętnościach Chmury, zdobyte dzięki poprzedniemu polowaniu. Cóż, w tym wypadku najlepszym wyjściem było więc odstawienie bezsensownych rozmyślań na bok, co też niemal natychmiast uczynił.
Dosłyszawszy wymianę zdań pomiędzy szarym a Zrodzonym z Łez w pewnym sensie ciężko było mu się nie zgodzić z tym pierwszym. Evrett odebrał słowa brązowookiego w bardzo podobny sposób. Chociaż teraz, gdy zaczął głębiej się nad tym zastanawiać, doszedł do wniosku, że w wypowiedzi tamtego rzeczywiście nie było nic o udowadnianiu swojej siły czy odwagi. Chodziło bardziej o coś w rodzaju... specyficznej rozrywki? Nie, to nie do końca to. Niektóre wilki nie potrafią obyć się bez adrenaliny, zwyczajne rozwiązania są dal nich zbyt proste, zbyt nudne - czyżby czarny był właśnie kimś takim? Wątpił w to.
Dalszą analizę przerwał mu niesiony z wiatrem zapach kolejnego wilka, który już po chwili ukazał się jego przenikliwym żółtym ślepiom. Wadera na początku wydawała się ich nie zauważać, lecz ten stan nie trwał długo. Szarobiałe oczy, które sprawiły, że zerknął na chwilę w stronę Muuajia, który był posiadaczem podobnych tęczówek, zdradzały niepewność, podobnie z resztą jak cała postawa samicy. Nagle, mimo uspokajających słów Kanibala kruczoczarna postanowiła opuścić zgromadzenie, bez słowa uciekając przez pobliskie zarośla. W tym momencie jemu także skojarzyła się z zielonooką, która nie tak dawno polowała tu na sarnę aby później umknąć w podobny sposób. Być może były ze sobą w jakimś stopniu związane? Cóż, raczej nie uda się już zdobyć odpowiedzi na to pytanie.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Ścieżka kapeluszników

#68
Wbił białe ślepia w Valaka, przekrzywiając mocno łeb, aż dało się słyszeć strzelające kręgi szyjne. - Kpina? Oh nie. Pytam z ciekawości, gdyż wydałeś mowę motywującą, skłaniającą do działania.- wyprostował łeb - Wysłuchałem każdego słowa, dokładnie. Jesteś dobrym mówcą, wiesz jak wzbudzić w niektórych konkretne uczucia, potrzeby. - uśmiechnął się łagodnie. - A co do moich potrzeb, to fakt, mam parę niespełnionych. Jednak kultura osobista nie pozwala mi mówić o tym na głos. - W jego głosie czuć było lekkie rozbawienie . Oh, na myśl od razu przyszła mu Evri. Chętnie wydrapałby jej cudowne fiołkowe oczy, zjadając je, by potem omamić ją w mroku. Odwrócił gwałtownie łeb, gdy usłyszał kolejnego osobnika. Jednak ten, a raczej ta zniknęła równie szybko co się pojawiła. Zignorował ten fakt, jakoby nic się nie stało. Spojrzał na resztę kontynuując - Jeśli jednak chcecie, możemy śmiało się udać na niedźwiedzia. Jeżeli twierdzicie, że jest nas wystarczająco, to dla mnie żaden problem. Dawno nie kosztowałem tego mięsa.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Ścieżka kapeluszników

#69
Początkowo przysłuchiwała się wymianie zdań dwóch samców z ciekawością, licząc iż wydarzenia przyjmą jakiś ciekawszy obrót, lecz się zawiodła. W głębi ducha liczyła na poważniejszą awanturę, lecz oba basiory szybko zakończyły swą sprzeczkę. Nieznacznie westchnęła, nieco zawiedziona i potoczyła wzrokiem dookoła, spoglądając na okoliczne drzewa, jakby w nadziei na to, że tam odnajdzie coś bardziej interesującego. W gruncie rzeczy zaczęła się już nieco nudzić. O ile wcześniej uważała to spotkanie za całkiem ciekawe, teraz gdy Lecter wystąpił z propozycją czegoś o wiele bardziej ekscytującego rozmowa znacznie straciła w jej oczach. Niecierpliwiła się więc, czując narastającą ochotę, by znów wyruszyć, podróżować i walczyć.
Jej uwagę przykuła kolejna czarna wadera, która wyłoniła się z zarośli, lecz nie zdążyła nawet zbyt dokładniej się jej przyjrzeć. Zagadnięta przez Valaka nie zadała sobie trudu by nawet odpowiedzieć na jego słowa, a jedynie zdecydowała się wycofać. Burzowa nie mogła powstrzymać wpół poirytowanego, wpół rozbawionego parsknięcia. Podobnie, jak i jej towarzysze powiązała ją z drugą kruczą samicą, która zniknęła równie szybko. Czyżby wydawali się w oczach innych tak przerażający, że obawiali się spędzić w ich towarzystwie więcej czasu? Niegdyś pewnie wydałoby jej się to nawet zabawne, lecz teraz nieco denerwowało. Miała bowiem ochotę namówić więcej przypadkowych wilków na przyłączenie się do polowania, co z pewnością uczyniłoby je łatwiejszym i mniej niebezpiecznym.

Ścieżka kapeluszników

#70
Z irytacją przyglądał się jak nowoprzybyła odchodziła od ich grupki. Nie dość, że nawet nie zadała sobie trudu, by odpowiedzieć na powitanie czy nawet rzucić najprostsze słowa pożegnania, to jeszcze opuściła ich z dumą, jakoby pokazywała, że na nią nie zasługują. Och, na wszystkie piekła! Jakaś to strata, że siedzą tu inne wilki; gdyby nie one, już by się do niej zakradał, by potem ją uśmiercić, by rozerwać i smakować mięso, złamać kości, delektować się cierpieniem, które sama na siebie nałożyła poprzez swoje zachowanie. Zerknął na Evretta, lecz wtem usłyszał głos szarego basiora. Na przekór wszystkiemu, co wcześniej o nim myślał, potrafił sklecić parę porządnych, w miarę rozwiniętych zdań, co świadczyć mogło, ze jego myśli nie są spaczone tym czy innym rodzajem szaleństwa. Ba, wydawać by się mogło, ze nie jest wcale taki głupi - zrozumiał główny cel wypowiedzi Valaka wraz z motywami. Nieco uniósł kąciki ust na wzmiankę o niespełnionych żądzach. Nie jesteś sam. pomyślał w duchu, wlepiając ślepia w naznaczonego krwistymi wzorami. Miał nadzieję, że w jakimś sposób uda mu się odczytać tę myśl burego, który wciąż pałał niezwykłą ciekawością do jego osoby. Czy on także prowadzi swoje własne żniwa? Czy pozbawia nieudaczników oddechu, czy sprawia, że otrzymują należyte cierpienie? Wspaniale by było, gdyby na wszystkie te pytania odpowiedź brzmiałaby: tak. Pomyśl tylko, dwaj nieskażeni, niosący zbawienie światu, niczym żniwiarze ścinając grzeszników.
- Schlebiasz mi swą dedukcją, nieznajomy - rzekł, nie odrywając od niego martwych, przez chwilę błyszczących ślepi. Po krótkiej chwili oderwał wzrok i rozejrzał się po pozostałych. Rozpoznał, że każdy z nich się niecierpliwi, podobnie jak i on; nie mógł się doczekać smaku krwi w pysku, poczuć przypływ adrenaliny i rozruszać kości. - Każde z nas wydaje się wyczekiwać starcia z niedźwiedziem, więc nie każmy już dłużej na nie wyczekiwać - na chwilę przerwał, ukradkiem spoglądając w niebo, jakoby pokazywał mu, że wyrusza na polowanie, na odebranie kolejnego żywota. Ileż ich już zebrał? Dawno przestał liczyć, uznając, że nie powinien w tym szukać ani uciechy, ani rozpaczy. W końcu to jego misja - wyrwanie słabych chwastów przeszkadzających mu w życiu. - Ruszajmy na łowy - dodał, ruszając powolnym krokiem w kierunku zarośli, krocząc śród niebieskawych grzybów. Pomyślałbyś: to przecie cień! Ale nie, to tylko on, Noszący piętno.

// z.t.
Why diagnose myself as a monster when you refuse to see the one growing inside you?

Obrazek

Voice I Theme
Be blind. Don't be brave.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

cron