Muuaji

#1
Muuaji
Boski Pomiot, Zaraza, Zabójca, Wilk Krwawej Ziemi.

Wiek
9 lat.



Wygląd


Muuaji jeśli chodzi o futro nie wyróżnia się z tłumu. Szare, miejscami popielato-czarne lub białe włosie, które wydaje się brudne. W dotyku jest szorstkie, co pasuje idealnie do tego basiora. Gdzieniegdzie przerzedzone, na skutek walk, jak i wieku.
Kufę jak i łapy zdobią czerwone malunki, odwracające uwagę od blizn, którymi jest wręcz usiany. Wzory te tworzy za pomocą krwi, wierzy, że dzięki temu jest bezpośrednio połączony z Bóstwami. Oczy zaś są białe. Przywodzić mogą na myśl śnieg, który jest chłodny niczym jego serce. Z postury jest przeciętny, jednak dosyć smukły. Najładniejszą częścią jego ciała jednak jest puchaty ogon, którego góra wyścielona jest czernią, a dół szarościami przechodzącymi łagodnie w biel. Lewe ucho ma poszarpane, co jest pamiątką po jednej ze starych walk.

Charakter


Dodajmy arogancje z samolubnością oraz bezgranicznym oddaniem Bóstwom. Tak oto powstaje Muuaji. Jest on cynicznym basiorem, który nie dba o zdanie innych. Uważa się za lepszego w pewnym stopniu, ponieważ wierzy, że Bogowie do niego przemawiają. Dokładnie tak. Muuaji słyszy głosy, jednak jest to raczej wynik choroby psychicznej. Mimo to, basior smaruje się krwią, naznacza nią różne miejsca, oraz oddaje się dyskusjom z Siłami Wyższymi. Szaleństwo i agresja malują tą postać barwami czerwieni. Przyjaźń z nim jest możliwa, jednak mało komu się to udało. Tak szczerze? To jeszcze nikomu. Prędzej basior będzie szukał towarzysza do wspólnych krwawych rytuałów i uprzykrzania życia innym, niż kompana do życia.

Historia


Nie, nie był synem Alfy.
Jego wataha nie była najpotężniejsza w swojej krainie.

Wszystko zaczęło się pięknego słonecznego popołudnia. Matka Muuajiego zaczęła właśnie rodzić. Wataha składająca się z 3 basiorów i 3 wader, nie licząc samej brzemiennej, starali się pomóc jak mogli. Medyczka z ich stada doglądała rodzącej, jednak nie miała dobrych przeczuć. W głębi duszy czuła dziwny lęk, którego nie mogła w żaden sposób uzasadnić. Uważała go za irracjonalny.
Basior był ostatnim, który przyszedł na świat. Wraz z nim, uszło życie z jego matki. Dwójka jego rodzeństwa również nie przeżyła nocy. Był to bardzo smutny moment dla jego ojca jak i reszty. Jednak wiadomo- żyć trzeba dalej.
Miesiące mijały, a młody Muuaji rósł jak na drożdżach. Chłonął wiedzę o ziołach od medyczki, szkolił się w polowaniu z innymi członkami stada. Energia go zawsze wypełniała. Nie sposób było utrzymać go w jednym miejscu. Nawet podczas snu zdarzało mu się skomleć i wierzgać łapami.
Gdy 1,5 roku minęło od dnia jego narodzin, młody Muuaji poszedł jak co dzień o świcie do medyczki, której na imię było Zaraana. Miał jej coś do powiedzenia, a była jedyną osoba, której ufał.
Słyszę głosy bogów.. Każą mi zabijać
Zaraana kazała mu milczeć i nigdy o tym więcej nie wspominać. Bała się, że basior jest obłąkany, a wtedy zostałby zabity, albo wygnany. Nie chciała zadawać jeszcze większego bólu jego ojcu.
Po dwóch miesiącach głosy w głowie Muuajiego nasiliły się. Miał ciągłe wrażenie że ktoś szepcze mu do ucha, a jakaś siła wypełnia ciało energią. Wtedy oto zbił Zaraanę podczas jednej z wypraw po zioła. Rozszarpał krtań waderze, która nie była przygotowana na atak. Zapach posoki, uczucie jak spływa po pysku i szyi. Głosy wtedy ucichły. Tak! Zadowolił bogów! Zadowolił ich! Już wiedział co ma robić.
Odszedł bez słowa w swoją stronę. Został Boskim Pomiotem jak sam lubił się określać. To głosy wskazywały mu drogę. To one broniły go. Pomagały przeżyć.
Z latami, jego ciało zaczęły pokrywać różne blizny, czerwone malowidła oraz różnorakie pióra. Jego ulubionymi były te czarne, które w świetle mieniły się na niebiesko i zielono.

Wędrował tak i wędrował. Czas mijał. Gdy miał cztery lata spotkał na swojej drodze pewną waderę- Ve’nevri. Jej imię brzmiało szlachetniej od niego. Była w jego oczach piękna, a jej futra jak i jego- zdobiły malunki. Różniła się od wader, które do tej pory widział, czy uśmiercił. Postanowił dołączyć do jej watahy, a Bóstwa zdawały się być spokojniejsze. Widział jak wadera wzbogaca swoją wiedzę z zielarstwa. Czasami nawet prosił, by mu coś wytłumaczyła, choć jego wiedza była równie bogata. Chciał, by Ven czuła się potrzebna. Tak mu doradziły głosy.
W pewnym stopniu pokochał ją. Jednak miłość do Sił Wyższych zawsze była większa. To oni byli na pierwszym miejscu i ich wola.
Wszystko zmieniło się, gdy na świat przyszedł ich pierwszy miot. Byłby szczęśliwym ojcem, jednak jedno szczenię denerwowało Bóstwa. Keiran. Chciały, by ziemia zroszona została jego krwią. A zabić go miała jego matka. Tak! To miało je zadowolić i Muuaji o tym wiedział. Jednak wiadomo, kochał Ven na swój sposób. Wiedział, że sprawi jej to ból. Miał tylko nadzieję, że jest na tyle silna, by TO zrobić. To by oznaczało, że jest jego wybranką. Tą, którą Bóstwa jej przeznaczyły, by razem mogli spełniać ich wole.
Zaczął dawać waderze jasno do zrozumienia, że szczenię ma zniknąć. Powinno zdechnąć, a ona powinna odebrać życie, które dała. W watasze delikatnie wpajał reszcie, że Keiran jest za słaby, że będzie tylko utrapieniem. Robił to jednak na tyle umiejętnie, że niczego nie świadomi członkowie stada zaczynali w to wierzyć.
Pewnego dnia, Ven wróciła bez szczenięcia. Nie czuł od niej zapachu krwi, jednak nie dopytywał się wadery co konkretnie zrobiła. Głosy ucichły, co znaczyło, że spełniła jego wolę.
Niedługo po tych wydarzeniach głosy zaatakowały rozgniewane. Żądały ukaranie Ve’nevri, czego Muuaji nie rozumiał. Wzbraniał się przed ich wolą. Jednak głosy były na tyle głośne i męczące, że stał się oziębły dla swojej samicy. Spowodowało to też, że przez pewien czas zakręcił się przy pewnej białej waderze, której imienia nawet nie pamięta. Było zbędne. Chciał tylko odciągnąć myśli od tego co mu nakazywano. W końcu jednak się ugiął.
Potajemnie otruł Ve’nevri. Wadera w wyniku tego oślepła. Z początku chciał ją od siebie uzależnić, jednak z czasem, jej kalectwo go zaczęło brzydzić. Zaczął namawiać resztę, żeby ją porzucili, że będzie balastem. Nie obchodziło go to, że to ona wychowywała ich dzieci. Wierzył, że z jego krwią w ich żyłach dadzą sobie świetnie radę. Przecież Bogowie nad nimi czuwali.
Jego matactwa doprowadziły do wygnania wadery ze stada. Nocami prześladował go zapach szałwi i fioków, którymi tak subtelnie pachniała jego niegdyś ukochana. Może to było sumienie?
Jego kochana Evri odeszła. A on usypiał sumienie na uciechach z Białą waderą. Jednak, gdy dowiedział się, że będzie miał z nią młode, głosy w głowie karały go i gromiły. Wyzywały go od nieodpowiedzialnych, że daje życie na prawo i lewo. Za karę miał zabić i ją zaraz po porodzie, razem ze szczeniętami.
Zrobił to. Bez zawahania. Potajemnie, bez świadków. Zabrał Białą wraz ze szczeniętami daleko i zamordował z zimną krwią, po czym zniknął. Jego psychika została już kompletnie zniszczona, a poranione serce pokryła gruba warstwa lodu, do której dostępu bronił cynizm, złośliwość i Bogowie.

Począł wędrować, by zabijać i zadowalać znowu Bogów. Tak minęły 4 lata, aż dotarł do Konkordii. Ten 9-letni basior. Czuł, że tutaj będzie wiele darów, dla jego Stwórców.

Kariera

Pierwotna wataha > Samotnik > Wataha, w której był razem w Ve'nevri > Samotny wilk

Rodzina

Ve’nevri- Była partnerka, z którą ma dzieci. Jednak ich imiona są głęboko schowane w czeluściach jego umysłu.




Relacje

Pozytywne
- Burzowa Chmura
-
Neutralne
- Lecter
- Evrett
- Lokatt
-
Negatywne
- Ve’nevri- dawna miłość, matka jego pierwszych dzieci. Z biegiem czasu niechęć do wadery zmieniła się w zobojętnienie.
- Balor - mały, pyskaty, w dodatku wydaje się mieć wiecznie muchy w nosie

Początkowe rozdysponowanie statystyk (25 - dorosły, 15 - szczenię):
Atak: 0
Zręczność: 0
Magia: 25
Ostatnio zmieniony środa 21 gru 2016, 20:23 przez Muuaji, łącznie zmieniany 3 razy.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron