Wśród mokradeł

#21
Maelvius obserwował tę scenę pozornie niewzruszony, choć w jego wnętrzu aż wrzało od rozmaitych emocji. Furia samicy wydała mu się jednocześnie zabawna, jak i niepokojąca. Jej zachowanie dobitnie świadczyło o niepoczytalności. Z jednej strony było wręcz śmieszne. Cis przypominała teraz szczeniaka, który ma pretensje do swego kolegi, który nie chce się bawić. Zabawne. Może i by się roześmiał, gdyby nie cień obawy, iż różnooka mogłaby rzucić się na niego, skoro jeszcze mało jej rozlewu krwi. A on zdecydowanie nie miał zamiaru marnować czasu i energii na niepotrzebne bójki.
Znieruchomiał więc na dłuższą chwilę, obserwując chudą waderę, choć jego głowę zaprzątał milion innych myśli. W czarnym łbie panował niemały chaos. W uszach wciąż pobrzmiewał ryk konającego jelenia, który przywoływał na oblicze czarnego cień uśmiechu. Rozbawiał również szereg natrętnych głosów w jego głowie, które rechotały złośliwie. Wśród nich znalazły się jednak i takie, które i w tej sytuacji postanowiły drwić sobie z granatowookiego basiora. Nazywasz ją wariatką, ale czy sam nie jesteś równie szalony? Jest dla ciebie szpetna? Hahaha, lepiej spójrz na siebie! Ośmielasz się nazywać inne wilki zdrajcami? Czy sam nie byłeś gotów zdradzić?
Warknął cicho pod nosem i otrząsnął się gwałtownie, jakby przylgnęło do niego coś obrzydliwego. Inne głosy postanowiły wziąć basiora w obronę, powtarzając w nieskończoność słowa matki o jego niezwykłości i szczególnym darze, jaki miał według niej odziedziczyć. Wybrany przez duchy, syknął jeden z nich. Lecz przeklęty przez bogów, dorzucił złośliwie inny.
Starając się ignorować chaos w jego umyśle, zbliżył się wreszcie do truchła jelenia i zatopił zęby w jego brzuchu, by zaraz potem rozszarpać go kilkoma szybkimi ruchami łba. Pożywiał się przez dłuższą chwilę we względnej ciszy, oczyma wciąż krążąc po okolicy. Ślepia co i rusz kierowały się ku samicy, która teraz znieruchomiała, wpatrując się w przestrzeń. Gdy powiódł za nią wzrokiem, wydawało mu się, że widzi jarzące się lekko oczy czegoś, co ukrywało się we mgle...
Muszę odpocząć, przemknęło mu przez myśl. Napełniwszy więc żołądek, podniósł się i ruszył powoli w kierunku Cis.
- To było interesujące spotkanie. I całkiem przyjemne polowanie. Mam nadzieję, że nie widzimy się po raz ostatni - mruknął, łypiąc na burą samicę. - Czas już na mnie. Powiadomię Ziębę, że jesteś w pobliżu - oznajmił, skinąwszy głową, po czym wyminąwszy Cis udał się w swoją stronę.

//zt.

Wśród mokradeł

#22
Wpatrzona w przestrzeń nawet nie wiedziała kiedy samiec ją opuścił. Gdy z zamyślenia wyrwała ją pękająca gałąź było już za późno. Leżała całkiem sama, skąpana w mroku i mgle. - Już sobie poszedł? Ojej, niefajnie. - ziewnęła po czym podeszła do jeleniego truchła. - [b]Tutaj koleżka też jakiś niezbyt żywy. [b] - po głośnym chichocie, który wyrwał się z jej gardzieli przystąpiła do posiłku. Cis zazwyczaj walczyła dla samej walki, jak jedzenia, ale dzisiaj wyjątkowo miała ochotę na dziczyznę.
Po zakończeniu posiłku ostatni raz spojrzała w miejsce, w którym, jak jej się wydawało, ktoś stał. Po czym baaardzo powoli ruszyła przed siebie w poszukiwaniu nowych przygód.

/zt.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron