Wśród mokradeł

#1
Uczestnicy: Cis, Maelvius
Miejsce: Szkieletory
Czas: Jakiś czas od wydarzeń ze Skalnych półek, kilka dni po treningu z Lyvarris.
Informacje dodatkowe: --

Krążył nieśpiesznie po okolicy, snując się między dawno już uschniętymi drzewami niczym posępny cień. Tym zapewne byłby dla mniej uważnych obserwatorów, którzy mieliby okazję go teraz dostrzec, częściowo skrytego przez wszechobecną mgłę. Kluczył wśród martwych pni pozornie bez celu, od czasu do czasu przystając i rozglądając się po najbliższej okolicy. Czasami węszył chwilę w powietrzu, innym razem wypatrywał czegoś pod swymi stopami. Następnie ruszał dalej.
Nie przybył tutaj w żadnym konkretnym celu. Ot, potrzebował chwili odpoczynku, samotności, włóczył się więc po kolejnych zakamarkach krainy pogrążony w niekoniecznie wesołych myślach. W głowie basiora nadal panował niemały chaos. Raz za razem odzywały się w niej kolejne, natarczywe szepty, dręcząc i denerwując, podsycając tlący się wciąż gdzieś w jego wnętrzu gniew i przywołując przykre wspomnienia. Kilkukrotnie bliski był bezmyślnej furii, lecz starał się odepchnąć od siebie tę nieprzyjemną mieszaninę rozmaitych uczuć, skupiając się na czymś innym. Pragnąc zająć się czymkolwiek, szukał ziół, zbierając je wszędzie, gdzie tylko się udał. Zawsze się przydadzą, a przy okazji mógł skupić myśli na czymkolwiek innym, niż to, co działo się w jego wnętrzu. Tutaj, klucząc tak między martwymi drzewami odnalazł skrzyp i pokrzywę, które niezwłocznie zerwał.
Poszukując roślin natknął się również na coś zgoła innego, lecz niemniej interesującego. Dostrzegł bowiem całkiem świeży trop samotnego jelenia, który przechodził tędy całkiem niedawno. Najwyraźniej z jakiegoś powodu odłączył się od swego stada i teraz błądził po tych niegościnnych okolicach.
Basior bezwiednie ruszył za śladami, stawiając nieśpiesznie łapę za łapą, kierując się za wonią zwierzyny z łbem nisko zwieszonym przy ziemi. Nie był jeszcze specjalnie głodny, lecz nie dało się ukryć, iż od ostatniego porządnego posiłku minęło sporo czasu. Zresztą, prócz napełnienia żołądka, polowanie pozwoliłoby mu wyładować nieustannie podsycany przykrymi wspomnieniami gniew na innej żywej istocie, czego samiec uczynić do tej pory nie miał okazji. Śledził więc zagubionego jelenia niczym ponura zjawa kryjąca się w cieniu, podążając za nim w ciszy, czekając na odpowiednią chwilę, by posmakować jego krwi.

Wśród mokradeł

#2
- O! MÓJ! SŁODKI! LOSIE! - skrzekliwy głos rozdarł panującą ciszę, zrywając na równe łapy niejedno stworzenie skryte wśród martwych drzew. - Ale tu jest, kurna, ładnie! - rozglądając się po okolicy, z oczami szczenięcia, podziwiała każdy jeden pień, czy większą gałąź. Była jak wilcze dziecko pierwszy raz wypuszczone z nory. Ciekawska i roztrzepana. Dorosła samica, a biegała od lewej do prawej, rozganiając mgłę i psując cały poważny nastrój tu panujący. Czemu? Ciężko stwierdzić czy była to wina dzieciństwa spędzonego w legowisku, ze względu na słabe zdrowie, czy może psychiki. Jedno było pewne. Daleko było Cis do dorosłości.
Człapała machając ogonem na boki, co rusz warcząc na korzenie przez który prawie by się wywróciła. Im gęstsza mgła się stawała, tym bardziej Chudzina stawiała na ciszę i opanowanie. Co jak co nie była samobójcą, czasem przejawiała jakiś rozsądek... Tak w każdym razie mogłoby się wydawać. Prawda była jednak całkiem inna. Samica milczała, bo truchtała przed nią jaszczurka, która (o zgrozo!) miała tylko pół ogona! - Jaszczurko...- wymamrotała, by po chwili podnieść pysk do góry. Różnokolorowe ślepia szkliły się od łez. - Och jaszczurko, gdzie Twój ogon?- kolejne słowa samicy leciały w eter, a odpowiedzi jak nie było, tak nie ma. Przykładając łapę do kufy zaszlochała dwa razy, by później wybuchnąć śmiechem i tą samą kończyną, którą chwilę wcześniej ocierała łzy, zdeptać gada. Doskwierała jej samotność, oj doskwierała. Od czasu rozstania z Elyrią i Sinem była zupełnie sama. Nie żeby źle się czuła w swoim towarzystwie, ale fakt brakowało jej rozmowy, czy chociaż samej obecności drugiego wilka. - Wiesz Cis, wydaje mi się, że coś tu pachnie znajomo. Tak Cis, masz rację, też to czuję. Co to może być?! Och, właśnie się nad tym zastanawiam Cis, czyżby to pachniało kolacją?! Oby Cis, po Twoim ostatnim nieudolnym polowaniu miło by było teraz coś faktycznie zjeść. No wiesz co Cis?! Obrażasz mnie teraz! - bura dziarsko dreptała doszukując się źródła zapachu. Faktycznie, jej ostatnia próba z sarną była, delikatnie mówiąc, słaba. Szybko jednak woni jelenia zaczęła towarzyszyć inna i Ciska dałaby sobie łapę uciąć, że przez chwilę przypominała ona Ziębę. A, że co jak co, Chudzina kochała tą głupią krowę to pędem rzuciła się w stronę wilczego zapachu, zupełnie ignorując roślinożernego. Mgła przysłaniała jej widok, woń też coraz bardziej odbiegała od tej siostry, ale bura nie poddawała się. Z rozbiegu skoczyła na basiora wtulając pysk w jego sierść. - Zięba, Zięba, Ziębunia! Myślałam, że już Cię.. co do cholery?! - odskoczyła krzywiąc się okrutnie, po czym zmierzyła samca wzrokiem, w którym złość aż się tliła. - Co mnie tu Pan się za siostrę podaje? Toż to zboczeniec! Polowanie mi przerywa i jeszcze o... ob...OBMACAĆ próbuje! - nie kryjąc swojego rozczarowania, kręciła pyskiem na boki. Po chwili ciszy jednak zachichotała i trąciła samca łapą w bark. - Pihihih, żartowałam! A teraz czas kontynuować polowanie! - wadera raptownie się odwróciła by przylgnąć nosem do gleby i wolnym krokiem iść za zapachem ofiary. - Och! A zanim pójdę to tylko mi jeszcze Pan powiedz... Sypiasz z moją siostrą, że tak nią pachniesz? - odwróciła się prezentując zżółkłe kły w czymś na wzór uśmiechu.

Wśród mokradeł

#3
Coś tu się niedawno wydarzyło, ale gęsta mgła, która spowijała okolicę ukryła TO przed wilkami. Zapewne nikt nie zwróciłby uwagi, w końcu skupieni na zapachu jelenia nie interesowali się niczym innym, jak posiłkiem. Niestety pech był dzisiaj po stronie granatowookiego, bowiem nierozsądne i głośne zachowanie Cis sprawiło, że samiec zrobił krok w tył, och jakże bolesny krok! Tuż za jego łapą znalazł się pień wypalony prawie do cna. Prawie. Wczorajsza burza zostawiła po sobie pamiątkę w postaci płonącego drzewa i choć deszcz ugasił pożar, na tyle na ile mógł, to nie zrobił tego dokładnie. O tym właśnie przekonał się Maelvius, dotykając kończyną rozżarzonego konara nabawiając się poparzenia. Nic przyjemnego, jednak wilk jako medyk powinien szybko się z tym uporać za pomocą ogórecznika lekarskiego, bądź czarnego bzu.

/Maelvius ma poparzoną łapę.

Wśród mokradeł

#4
Coś się zbliżało, czy te skrzekliwe wrzaski i chichoty rozbrzmiewające, jak mu się zdawało, coraz bliżej, w rzeczywistości odzywały się jedynie w jego głowie? Trudno powiedzieć. Czasem niełatwo było mu się zorientować, co było prawdą, a co jedynie wytworem jego skrzywionego umysłu. Przystanął więc, wydając z siebie ciche warknięcie i otrząsnął się gwałtownie, jakby liczył na to, że pomoże to przegnać głosy. Na chwilę nawet umilkły. Lecz kilka sekund później jakaś sylwetka wyłoniła się z mgły z wrzaskiem, tylko po to, by zderzyć się następnie z czarnym samcem.
Przez chwilę nie za bardzo wiedział, co się dzieje. Uderzyło w niego coś niesamowicie kościstego, co następnie zaczęło wywrzaskiwać coś piskliwym głosem. Z potoku słów wyłowił kilkukrotnie imię Zięby. Był to pierwsza myśl, kiedy już otrząsnął się z chwilowego osłupienia. Następnie dotarł do niego ostry ból promieniujący od strony jednej z tylnych łap, którą nieopatrznie cofnął gdy nieznajoma wadera na niego wpadła. Syknął i czym prędzej odskoczył, zerkając do tyłu jedynie po to, by ujrzeć pogorzelisko.
- Jasna cholera - warknął przez zaciśnięte zęby, po czym, ignorując trajkoczącą wilczycę wykręcił tułów, by zerknąć na swoją poparzoną łapę. Wyprostował się i rozglądał przez chwilę dookoła, poszukując ziół, które mogłyby ulżyć mu w bólu i pomóc uporać się z poparzeniem. Niestety, na chwilę obecną niczego nie zauważył, dlatego też musiał ograniczyć się jedynie do przemycia owego miejsca chłodną wodą, której odrobina zebrała się na liściach pobliskich roślin. Warknąwszy pod nosem skupił wzrok na hałaśliwym przybyszu, a jego obojętne do tej pory oblicze wykrzywił wściekły grymas.
- Patrz, co narobiłaś, idiotko! - warknął wściekle, obnażając kły. - Kim ty do cholery jesteś?
Przez dłuższą chwilę mierzył samicę poirytowanym wzrokiem, obserwując jej dalsze poczynania. Chuda samica zdecydowanie miała coś nie tak z głową. Basior westchnął. Że też los musiał zesłać mu akurat taką irytującą wariatkę. Przez chwilę rozważył odejście bez słowa, bądź rzucenie się tej dziwaczce do gardła, by wyładować na niej swój gniew, lecz od pierwszego pomysłu odwiodła go woń jelenia, a od drugiego słowa ciemnowłosego chudzielca o Ziębie. Czy rzeczywiście się znały? Jeżeli tak, płomiennooka samica nie byłaby zadowolona, gdyby ją skrzywdził, a jemu nie uśmiechało się czynić ze swych sojuszników wrogów.
Wzdychając ponownie i mamrocząc coś ze złością pod nosem ruszył za nią, wbijając w samicę lodowate spojrzenie. Lekko utykał, starając się oszczędzać poparzoną łapę.
Gdy jednak usłyszał jej pytanie nie mógł się powstrzymać przed rozbawionym prychnięciem i wyszczerzeniem pożółkłych kłów w szaleńczym uśmiechu.
-Nie mam w zwyczaju opowiadać o moim prywatnym życiu osobnikom, które nawet nie raczyły się przedstawić - oznajmił jadowitym tonem. - Jednakże jeżeli tak cię to interesuje, to nie. Jedynie należymy do jednego stada - po wypowiedzeniu tych słów uśmiech na pysku samca momentalnie zniknął, a lewa powieka nieznacznie drgnęła. Należeliśmy, sprostował się w myślach. - Naprawdę jesteś jej siostrą? Jakoś nie widzę podobieństwa - zauważył po chwili nie kryjąc jadowitej nutki, obrzucając wychudzoną sylwetkę samicy krytycznym spojrzeniem, choć sam prawdopodobnie prezentował się niewiele lepiej.

Wśród mokradeł

#5
Przez cały okres rozmowy, a właściwie monologu, samiec wydawał się waderze jakiś spowolniony. Jak żółw, czy ślimak. Jego ruchy wydawały się niezgodne ze słowami i odwrotnie. Dla Cis było to, co najmniej, fascynujące. Wlepiała w basiora szeroko otwarte, różnokolorowe ślepia, nie ukrywając uznania wobec jego osoby. - Pan się nie męczy, jak Pan tak wszystko powoli? - Cis jednak szybko straciła zainteresowanie spowolnieniem granatowookiego, nie przejmując się za bardzo tym czy wilk odpowie i czy w ogóle wie o co jej chodzi. Jej nowym obiektem fascynacji była spalona sierść na kończynie basiora. Samica podskoczyła kilkakrotnie by przysunąć pysk do żarzącego się jeszcze pnia. - ON Pana dotknął i zranił, ja to bym mu wyj... ekhm. UDERZYŁA GO! - kiwając zawzięcie pyszczkiem na znak potwierdzenia, później zaś zaczęła warczeć na pogorzelisko, szykując się do walki o dobro nowego kolegi. Gdy jednak wilk postanowił zrzucić winę na samicę, ta wyprostowała się gwałtownie by doskoczyć do wilka i położyć łapę na jego czole. - Jak to ja, jak nie ja? Przecież to nie ja parzę, tylko o to to... - wskazała drugą łapą na pozostałość pnia, po czym radośnie się uśmiechnęła. - Jestem Cis. - zdjęła kończynę z głowy samca i odeszła kilka kroków, wciąż się szczerząc. - Jestem siostrą Zięby, nie widzisz podobieństwa? - przechyliła delikatnie łeb na bok, by za chwilę nerwowo nim pokiwać na boki. - W sumie, nic dziwnego! W końcu Zięba jest taka.. fuuu. Jestem tą ładniejszą siostrą, ale i tak nie sposób nas pomylić. Poczekaj. Udowodnię! - chuderlawa samiczka zgarbiła się, jeszcze mocniej pochyliła łeb i zjeżyła sierść, by wydawać się nieco grubszą. Aby upodobnić się do siostry wywinęła wargi wystawiając lekko kły, po czym zrobiła groźny, a raczej głupkowaty wyraz pyska. Zwieńczeniem całego przedstawienia był groźny warkot wraz z splunięciem w bok. - Chcesz w zęby, kochasiu? Jestem groźna i straszna, a poza biciem nic innego nie potrafię! - celowe charczenie sprawiło, że wadera poczuła drapanie w gardle i musiała przerwać swoje przedstawienie, na rzecz odkaszlnięcia. - No mniej więcej tak to wygląda. I co jesteśmy siostrami nie? Ona to ta bardziej nudna i nerwowa, no, ale co zrobisz? Nie każdy może być taki jak ja. - mówiła już swoim, niewiele lepszym, głosem, wracając do normalnej postury. - Należycie do jednego stada? To pewnie Kura i Babcia tak samo. - zamyśliła się, by po chwili krzyknąć. - A nie! To była Sura! I ta druga, eee. No jak jej, Rewirelel? Rewiłel? Rewitrel? No mniejsza! W każdym razie one też pachniały jak Zięba. A może Zięba jak Wy? - wadera położyła się na moment na glebie, nerwowo machając kitą. Widać, że temat zapachu musiał być dla niej wyjątkowo trudny. Jednak nim ktokolwiek zdążyłby podejść do samicy i spytać o co chodzi, ona już biegła w stronę jelenia chichocząc jak szczeniak. - Idziesz, idziesz? Chodź, bo ucieknie! - krzyczała nie zwracając uwagi na to, że jak tak dalej pójdzie to zaraz obejdzie się smakiem.

Wśród mokradeł

#6
Trajkotanie samicy nadal go drażniło, lecz im dłużej słuchał tego jazgotu, tym bardziej się do niego przyzwyczajał. Po jakiejś chwili był nawet w stanie wyłapać z tej paplaniny jakieś istotniejsze informacje. Choć, oczywiście zdecydowana większość wypowiedzi chudzielca była w jego oczach jedynie pozbawionym najmniejszego sensu bełkotem.
Warknął, gdy łapa wylądowała na jego czole i obnażył pożółkłe kły we wściekłym grymasie. Postanowił jednak nie tracić czasu na wyjaśnianie tej dziwaczce o co mu chodziło i w jaki sposób poparzenie to jej wina, bo pewnie i tak niewiele by z tego zrozumiała. Kłapnął szczęką w momencie, gdy wadera zabrała kończynę i otrząsnął lekko, by po chwili znów skupić wzrok na wilczycy. Cis, tak? Uniósł jedną brew, obrzucając ją uważnym spojrzeniem od stóp do głów, zapamiętując sobie jej imię. Nawet, jeżeli miał nadzieję, że spotykają się po raz ostatni.
Nie mógł jednak nie parsknąć krótkim śmiechem, gdy Cis odegrała swoje małe przedstawienie. Mina, która w założeniu miała udawać groźny grymas w oczach samca wydawała się bardziej komiczna, a całość prezentowała się wręcz żałośnie. Niemniej, stanowiło całkiem zabawną karykaturę Zięby.
Ruszył do przodu, początkowo starając się ignorować obecność samicy, nie słuchając więcej jej paplaniny i skupiając na śladach jelenia. Jednakże, gdy wspomniała dobrze znane mu imiona, podniósł łeb, by po chwili na nią spojrzeć.
- Spotkałaś je obie? Kiedy to było? - zapytał po chwili. Nie był pewien, czy Cis będzie w stanie udzielić jakiejkolwiek konkretnej odpowiedzi, lecz spróbować zawsze warto. Ciekawiło go, co porabia teraz Sura, oraz, czy Revirell, wobec której nadal chował urazę za jej ucieczkę, nadal przebywa w tej krainie.
- Ucieknie też, jeżeli się nie przymkniesz - burknął, kończąc swą wypowiedź ciężkim westchnięciem. Granatowooki mimo nieustannie chowanego w sobie gniewu zazwyczaj starał się zachowywać pozory obojętności, lecz teraz uznał, że dla kogoś pokroju Cis nie musi się o to martwić.
Dwójka wilków nieuchronnie zbliżała się do błądzącego po okolicy jelenia, który kluczył gdzieś między martwymi drzewami.

Wśród mokradeł

#7
Zięba zawsze była na piedestale, wszystko wygrywała, każdy chciał się z nią zadawać, zawsze była lepsza. Ciężko stwierdzić czy było tak naprawdę, czy tylko w oczach Cis, mimo wszystko bura zawsze uważała siostrę za autorytet. Dlatego też teraz nie potrafiła zrozumieć dlaczego ze wszystkich wilków na świecie, Zębunia musiała za towarzyszy wybrać takich nudziarzy? Ostatnie spotkanie z częścią jej stada okazało się totalną klapą, a i teraz ten granatowooki nie wydawał się zbyt zabawowy. Ziewając ze znudzenia szła za wilkiem dopatrując się śladów po jeleniu, gdyby nie głód już dawno by sobie stąd poszła. Cis była stworzona do zabaw, a nie powolnego umierania. Gdy już myślała, że ta rozmowa przyniesie tylko rozczarowanie, padły słowa, które sprawiły, że aż zdeformowane ucho samicy drgnęło. Jedno stado, a wychodzi na to, że dawno się nie widzieli. Może i Chudzina nie wyglądała, ale była dość rozgarnięta i potrafiła szybko, i dobrze wyciągać wnioski. Jeszcze nie do końca wiedziała, co tak naprawdę jej daje ta wiedza, ale mogła się przydać. Szczególnie, że wadera najbardziej bała się ośmieszenie przed siostrą, dlatego też nie miałaby żadnych przeciwwskazań by ukrócić życie granatowookiego gdyby ten miał ochotę oczernić Cis przed pomarańczowooką. To, że dawno nie widział Zięby działało na jego niekorzyść, w końcu nikt by nie podejrzewał celowego zamachu na jego życie, skoro od dawna nie było go przy stadzie. Zbyt długa cisza wyrwała Chudzinę z zamyślenia, więc od razu wzięła się za odpowiedź. - To już było dawno, bardzo dziwna sytuacja z resztą. Babcia też nie wierzyła w to, że jestem siostrą Zięby, a tu proszę! -wyszczerzyła kły w uśmiechu, po czym przywarła nosem do gleby na kolejne słowa wilka. - No już już się zamykam, wilku. - czas leciał, a Cis wciąż nie znała imienia towarzysza, zajęta polowaniem jednak nie wpadła na to by o nie spytać, szczególnie teraz kiedy jeleń był w zasięgu wzroku. Napinając mięśnie wyrwała przed siebie groźnie kłapiąc paszczą. Jej styl walki był raczej chaotyczny, dlatego zamiast obrać konkretne miejsce ataku, chciała po prostu ofiarę złapać.

Wśród mokradeł

#8
Z trudem powstrzymał się od ciężkiego westchnięcia. Tak, jak myślał, chuda samica nie była w stanie dokładnie określić czasu swego ostatniego spotkania z członkami Iskier. Dowiedział się jedynie, że takowe miało miejsce, a sama ta informacja na niewiele mu się zdała. Obserwował chwilę chudzinę uważnie, jakby zastanawiając się, czy jeszcze coś powiedzieć. Nie miał pojęcia, co chodzi jej po głowie i szczerze mówiąc nie próbował się nawet domyślać. Podobnie, jak i sama Cis, dawno by stąd odszedł, gdyby nie głód i unosząca się w okolicy, kusząca woń jelenia przybierająca na intensywności z każdym ich krokiem. Roztrzepana samica może nie była dla niego wymarzonym towarzyszem, lecz zawsze to kilka dodatkowych zębów, które uczyni powalenie zwierzyny łatwiejszym.
- Zwą mnie Maelvius - rzucił zdawkowym tonem, gdy samica zwróciła się do niego per "wilku". Może i sama nie pytała, a czarnemu niezbyt zależało na dobrych stosunkach z tą dziwaczką, lecz z drugiej stron, nie widział powodu, dla którego nie miałby zdradzić jej swego miana. Wątpił, by ona sama uznała je za wystarczająco znaczące, by zapamiętać.
Znieruchomiał na chwilę, gdy zbliżyli się na wystarczającą odległość, by dokładnie ujrzeć pasącego się nieopodal jelenia. Nie zdążył jednak odezwać się do Cis ani słowem, bowiem ta za chwilę już ruszyła hałaśliwie do ataku. Warknął pod nosem i sam zerwał się do biegu, ruszając w stronę samotnego roślinożercy. Kątem oka obserwował towarzyszkę i zorientowawszy się, co planuje, sam obrał za cel przeciwny niż ona bok zwierzęcia.

Wśród mokradeł

#9
Polowanie w towarzystwie dodało samicy trochę woli walki, co za tym idzie również siły. Czy pomoże jej to w polowaniu? Zależy jak z tego skorzysta.

/ Cis otrzymuje +1 do cechy ataku. (26 zamiast 25 pktów.)

Samiec musiał jak najszybciej zmotywować i pogonić towarzyszkę do owocnego polowania. Czemu? Otóż polowanie jeszcze się dobrze nie zaczęło, a Mael już teraz mógł odczuć piekący ból w kończynach, które aż błagały o chwilę odpoczynku. Jeśli wilk w porę nie użyje arniki, czy kopytnika to będzie musiał długo dochodzić do siebie z pomocą czarnego bzu.

/ Maelvius ma bóle mięśni.

Wśród mokradeł

#10
Pościg

Cis
Wynik rzutu: 8
Powodzenie

Maelvius
Wynik rzutu: 2
Niepowodzenie

Pościg powodzi się.

W szaleństwie Cis była jakaś metoda, hałaśliwy atak obrócił się na jej korzyść. Zdezorientowany jeleń zdecydował się na ucieczkę w stronę Maelviusa, gdy jednak go ujrzał już było za późno, bo samicze kły wbijały się w bok rogacza szybko kończąc pościg.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron