Płeć piękna i silniejsza

#21
Zarówno jej atak jak i basiora, nie powiodły się, jakby sam los starał się powstrzymać wilki od dalszego rozlewu krwi. Minęła ciemne cielsko, wyhamowując przez kilka kolejnych susów i na koniec powoli odwracając się w stronę swojego oponenta.
Nie zmieniła hardej postawy, ale też nie szykowała się do kolejnego ataku, zwyczajnie obserwując Różnookiego, starając się jednocześnie uporać z wątpliwościami. Otrzepała sierść, by pozbyć się łaskotania wywołanego sklejającą sierść krwią, by zaraz wrócić do pewnej siebie pozy. Jednocześnie nieświadomie przechyliła łeb, tworząc z butną aurą dość zabawny kontrast, sama czynność zaś świadczyła o głębokim zamyśleniu wilczycy.
"Powinna spytać Lotara" jakaś część umysłu wadery rozzłościła się na tę myśl. Już nie miała pana nad sobą, dlaczego więc miała by słuchać jakiegoś wilka ? Całe szczęście przeważał rozsądek Rudej. Przecież, nie chodziło o to by Złotooki wydawał rozkazy, Eth chciała go poprosić o radę, w końcu był wilkiem od urodzenia. Po za tym od samego początku basior wzbudził jej sympatię i szacunek, a biorąc pod uwagę, że był przewodnikiem watahy, najwyraźniej nie tylko jej. W tym momencie było to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie, jak bardzo by jej nie złościło. Już podjęła decyzję, gdy Kundel się odezwał, jeżąc buntowniczą część jej natury.
- Zaniechać ? Ja mam zaniechać walki ?! - odezwała się poirytowana - Napadasz mnie jak ostatni bandyta, ani "dzień dobry", ani "broń się". Rzucasz obelgami, bredzisz coś i oskarżasz pies wie o co, ale to ja mam przestać walczyć ? - dokończyła skrajnie oburzona, mrużąc oczy i marszcząc brwi. Krew z rany na głowie, korzystając z poruszenia na czole wilczycy, wytyczyła sobie nową drogę i zamiast spływać na kufę pomiędzy oczyma, złośliwie zalała ślepie samicy. Ethnnen zamrugała niezadowolona, kolejny raz strzepując łeb i ozdabiając ostre kamienie szkarłatnymi wykwitami, po czym szybko wróciła wzrokiem na basiora, z naburmuszoną miną.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Płeć piękna i silniejsza

#22
Widząc, że nie miała zamiaru zaatakować usiadł spokojnie. Wyszedł z tego o wiele lepiej niż ona, co zmuszało go do uznania, że to on wygrał. Jednakże nie zamierzał tego mówić na głos, by jej nie prowokować.
- Przepraszam... Miałem - chwilę słabości. - powiedział ze szczerze, ale w jego obojętnym tonie nie było słychać skruchy, którą w rzeczywistości odczuwał. Nie chciał jej się zbytnio zwierzać. Nie znał jej, ale przez ton swojego głosu nie wydawała się miłym osobnikiem. Zastanawiał się czy ludzie zasiali w niej ziarno nienawiści do swojej rasy. Powstrzymał chęć podejścia do niej i starcia krwi z jej oka, ale obawiał się ataku ze strony samicy i ponownego wszczęcia walki. Nie chciał ponownego rozlewu krwi, więc wolał nie psuć obecnego spokoju. Westchnął i zmęczony położył się na kamieniach.
- Uznajmy, że to było nieporozumienie. Chciałem być sam, byłem sfrustrowany i rozdrażniony. - nie wiedział czemu zaczął jej siebie usprawiedliwiać, ale czuł się jakoś zobowiązany do tego. - Lepiej usiądź i odpocznij, twoje rany nie wyglądają dobrze. - dodał z niejakimi wyrzutami sumienia, że się nie kontrolował i tak ją sponiewierał. W głębi duszy był na siebie za to zły.

Płeć piękna i silniejsza

#23
Ethnenn kiwnęła nieznacznie głową, dając znać, że przyjmuje przeprosiny, przy tym jednak zmrużyła lekko ślepia słuchając czarnego basiora i rozmyślając. Usiadł, więc nie powinien chwilowo stanowić zagrożenia, ale mimo to wadera bacznie mu się przyglądała, zastanawiając się, czy może zaufać temu wariatowi. Przestąpiła z łapy na łapę, jak to często czyniła, nie będąc pewną co robić dalej. W głowie miała mętlik. To była prawdziwa walka, nie ćwiczenia, nie umówiony pojedynek, a teraz rozmawiała z tym jegomościem, zamiast upuszczać sobie nawzajem krwi. Z pumą by przecież nie gadała. Więcej, jak już wilk się odezwał i przeprosił, nawet jeśli zrobił to wyjątkowo powściągliwie, to jakoś stopniowo traciła chęć do zamordowania Różnookiego. Jakie trudne było to wilcze życie ! Konieczność zapytania kogoś o radę to jedno, ale chwilowo Ruda sama nie wiedziała co chciałaby uczynić. Nigdy w życiu nie miała takich wątpliwości i aktualne rozterki bynajmniej nie podobały się waderze.
Basior odezwał się ponownie, na co oczywiście nie omieszkała odpowiedzieć.
- To czegoś się wydzierał - burknęła łagodniej niż na początku, ale wciąż lekko obrażona, teraz głównie dlatego, że pojedynek nie szedł tak jak powinien i z powodu swoich własnych wątpliwości - Czy wilki nie wyją by przywołać innych ?- pominęła fakt, ze już raz nabrała się na taki zew i zamiast uczyć się na błędach przybiegła, gnana ciekawością.
Gdy usłyszała, że powinna usiąść, najpierw jakaś część jej obruszyła się na potencjalny rozkaz, ale silniejsza okazała się ciekawość, którą w wilczycy wzbudziła jakby troska obcego. Co takiego dostrzegł, że kazał jej usiąść. Czuła tępe pulsowanie, zapowiadające ból, który pojawi się gdy tylko adrenalina zniknie z żył, ale nie było to coś, czego nie mogła by znieść. Klapnęła więc na zadzie, z gracją hipopotama, spoglądając na swój brzuch, jakby właśnie basior powiedział, że wyrósł jej tam ogon.
- Eee nie jest tak źle, przeżyję - odparła znacznie bardziej zrelaksowanym tonem i nawet uśmiechnęła się lekko w stronę nieznajomego.
No i ładnie, co teraz, przecież jak sobie z nim tak spokojnie rozmawia, to jak się dowie od Lotara, że nie ma nic złego w zabijaniu wilków, to przecież nie ruszy jego tropem ( normalnie tak by postąpiła). Zagubienie sezamowej, spowodowane niepewnością było dla niej większą tragedią niż odniesione rany. Świat dla wilczycy był zawsze czarno-biały, a teraz doszła jej cała gama szarości i nie miała zielonego pojęcia co począć.
Patrzyła przez chwilę na basiora, niewidocznie węsząc, starając się zabrać trochę informacji o tym osobniku. Wtedy jedna myśl tknęła Eth.
- A czy ty wiesz, że jesteś wilkiem ? - zapytała cicho, jakby zdradzała wielki sekret. Sama przecież przez długi czas nie wiedziała, więc może ten nieznajomy również żył w nieświadomości. Zapach miał na pewno wilczy, co do tego nie miała wątpliwości.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Płeć piękna i silniejsza

#24
Położył zmęczony pysk na łapach wyciągniętych przed siebie. Był zmęczony i co jakiś czas ból powodował, że jego ciałem targnął dreszcz. Mimo wszystko patrzył spokojnie na sezamową waderę, całą uwagę skupiając przede wszystkim na jej obroży, niemal ciasno przylegającej do gardła. Zastanawiał się czy jej ona czasem nie dusi, jednakże musiał przyznać, że całkiem ciekawy jest to element obrony. Ludzie nieźle to sobie wymyślili. Nie zdziwię się jeśli zobaczę wilka zakutego w zbroję. Nieco się uśmiechnął do swoich myśli, a po tym lekko otrzepał futro chrzęszcząc łańcuchem, którego ogniwa się o siebie obijały na jego szyi, wydając dźwięk niemal przy każdym ruchu basiora, a już na pewno przy tych gwałtownych. Dostrzegł jej nerwowe przebieranie łapami i to sprawiło, że stał się czujny, a jego mięśnie się napięły. Nie miał pewności czy wadera się zaraz na niego nie rzuci.
- Wilki wyją z różnych powodów. Wzywają tak partnerki podczas okresu godowego, porozumiewają się z rodziną na duże odległości, zwołują stado do walki lub polowania. Zdarza się też, że wyją po odniesionym zwycięstwie jakby chciały się tym podzielić z całym światem i potrafią w ten sposób pożegnać zmarłego członka grupy. - odpowiedział spokojnie patrząc na nią poważny. - Ja wyłem by rozładować się kłębiące we mnie napięcie. Wilki rozpoznają tonacje różniące od siebie wycia oznaczające poszczególne sygnały, więc zdziwiony jestem, że ty to odebrałaś, jako wezwanie. - wyjaśnił przekrzywiając nieco głowę. Dziwiło go, że ona była wilkiem i nie wiedziała tego. Zmusiło go to do zastanawiania się czy wadera od małego nie była wychowywana przez ludzi w przeciwieństwie do niego.
Lekko się do niej uśmiechnął gdy rozluźniona zbagatelizowała swój stan.
- Zagoi się jak na psie... - mruknął jakby do samego siebie. Kiedyś od jednego z ogarów usłyszał to sformułowanie. Wciąż nie wiedział o co z tym chodzi, ale akurat to określenie pasowało do ich oboje. Bo i sezamowa służyła ludziom i czarny musiał się ich słuchać. Długo jednak nie błądził myślami, gdzieś z dala od tego miejsca i czasu, bo zaraz do jego uszu doszło pytanie wadery.
- Wiem, że jestem wilkiem. Urodziłem się w lesie z dala od ludzi, otoczony wilkami. Dorastałem z nimi, uczyłem się polować i walczyć. - pokiwał głową na potwierdzenie własnych słów. - Jestem Testament. - przedstawił się, jak to mówią lepiej późno niż wcale. Choć nie podał jej imienia, które nadała mu jego matka, a to które otrzymał po schwytaniu i tresowaniu przez ludzi. Jego prawdziwe imię było zarezerwowane dla jego bliskich, a to że nie żyli oznaczało, że Allanira także nie było już na tym świecie, ponieważ umarł dawno temu razem z nimi, zabity kłami różnookiego basiora czarnego jak najczarniejsza otchłań, a imię jego Testament. Westchnął i nieco przybity patrzył na nią.

Płeć piękna i silniejsza

#25
Wolała nie mówić, że nie tylko dopiero niedawno nauczyła się wyć, a i wcześniej zdarzało jej się źle zinterpretować wycie swych braci. Zamiast tego zażartowała lekko, z każdą minutą zbliżając się do swojego standardowego i radosnego zachowania - No to rozładowywanie się wyszło chyba nawet lepiej niż zaplanowałeś - uśmiechnęła się pogodnie, zupełnie nie odpowiadając na kryjące się w wypowiedzi pytanie samca. No proszę a jednak się uczyła wilczego sposobu bycia, unikania odpowiedzi na niewygodnie pytanie, chyba nabrała po rozmowach z Surą. W sumie nie było to złe, po co mówić wszystkim wszem i wobec o swoich potknięciach.
Na użyte powiedzonko zaśmiała się swobodnie - Cóż, pewnie tak. - Po czym popatrzyła na samca, który chociaż wyglądał lepiej od niej, to jakimś cudem prezentował się gorzej. Widziała, jak drży co jakiś czas, no i sam fakt, że leżał markotnie, podczas gdy ona spokojnie mogła by ruszyć do kolejnej walki, ignorując nabyte obrażenia. Nie zastanawiała się nad faktem, że wilki raczej inaczej spoglądały na świat i swoje życie, chociażby bardziej je ceniąc.
Z ulgą usłyszała, że basior wie o swoim pochodzeniu. Doskonale pamiętała jak ciężko jej było uwierzyć, ze nie jest kim wierzyła, że była, a co dopiero komuś ten fakt tłumaczyć. Dlatego uspokojona, od razu wyraziła swoje myśli, wieńcząc wypowiedź kolejnym uśmiechem - To dobrze.
Chwilę później przekrzywiła głowę słysząc imię basiora - No to teraz, już chyba miło cię poznać - zamerdała lekko kitą, odpowiadając - Ethhnenn.
Spojrzała jeszcze raz na wilka od góry do dołu. Zdecydowanie marnie wyglądał.
Nie dość, że już nie miała ochoty go zabić, to jeszcze budził jej współczucie, obłęd jakiś. To tak jakby roztkliwiała się nad dzikiem, ale mleko zostało rozlane i nic nie mogło naprawić powstałego galimatiasu. Nie była pewna co smuciło samca, ale zaczęła go żałować, również i z powodu jego napaści, absurd, ale jednak. Przecież jeśli cierpiał tak bardzo, że rzucał się na kogoś bez większej przyczyny, to znaczy, że jakieś wydarzenia z życia musiały mu bardzo doskwierać. Po kolejnym dreszczu, spuściła czarnego z oczu, wkładając kufę w futro gdzieś poniżej obroży. Chwilę gmerała w sierści, aż znalazła to czego szukała. Wyłuskała pyskiem ususzony skrzyp i powoli, tak by nie wystraszyć Różnookiego, podeszła do niego i położyła roślinkę tuż przy jego nosie.
- Pomoże na ból - powiedziała cicho, z łagodnym wyrazem pyska, dodając po chwili - Przynajmniej na ten fizyczny.
Obróciła się jakby szukała sobie wygodniejszego miejsca i usiadła obok wilka, ale respektując jego przestrzeń osobistą. Tego się nauczyła, wilki zawsze zachowywały dystans, teraz by wypadało i zapamiętać, by nie biec na każde wycie.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Płeć piękna i silniejsza

#26
- Tylko do pewnego stopnia wyszło lepiej... - powiedział patrząc na jej rany, po chwili kładąc po sobie uszy i westchnął. Fakt był już spokojny, a po wcześniejszym spotkaniu z Wroną czuł się o niebo lepiej i mógł w spokoju usnąć, jednakże... Nie spodziewał się, że znów nieświadomy tego kogoś zaatakuje, nawet jeśli spowodowane to było szałem, który i tak szybko minął. - Nie chciałem nikogo skrzywdzić. - dodał, ale brzmiało to tak jakby nie mówił tylko o sezamowej i dało się to wyczuć w jego przybitym głosie. Po chwili wilk znów westchnął i się skrzywił. Przybędzie mu nowych blizn, jak tak dalej pójdzie to w końcu będzie wyglądał jak potwór, a nie tylko nim będzie przez to co kiedyś zrobił.
Uśmiechnął się lekko gdy także się przedstawiła i wyglądała na radosną mimo tego co się stało i tego, że przed chwilą walczyli na śmierć i życie. Zaskoczyła go kiedy zaczęła czegoś szukać w swojej sierści, a po chwili przyszła do niego z nieznaną mu rośliną. Zacisnął zęby i się podniósł z bólem. Pochylił pysk i przysunął roślinę do samicy by jej ją oddać. Wdzięczny był za chęć pomocy wadery, ale wydało mu się, że jej by się to bardziej przydało.
- Dziękuję, ale nie mogę tego przyjąć. Zachowaj ją dla siebie na teraz, albo zostaw na czarną godzinę. Jak już mówiłem, zagoi się jak na psie, którym chyba wciąż jestem, mimo powrotu do lasu. - uśmiechnął się lekko do niej, jednakże był to raczej smutny uśmiech. Po chwili podniósł z ziemi zad. - Miło było cię poznać, choć nie było to najlepsze "dzień dobry" z mojej strony, mam jednak nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz i następne obejdzie się bez walki. - kiwnął jej głową z uznaniem i się odwrócił odchodząc z tego miejsca w stronę lasu. Wypadało by coś zjeść i odpocząć by rany się szybciej goiły.

/z.t.

Płeć piękna i silniejsza

#27
Wysłuchała wilka, nie przerywając mu i nie próbując go na siłę pocieszać. Byli obcymi, więc takie gesty uznała za lekko nie na miejscu, kiwnęła tylko łagodnie głową, chcąc pokazać Testamentowi, że nie musi się dłużej tłumaczyć. Nie wykłócała się też o roślinkę, a cicho schowała ją z powrotem w sierści, wzruszając lekko ramionami i uśmiechając się do samca łagodnie. Jeżeli ten podarek wpędzał by go w jeszcze większe wyrzuty sumienia, to było by bezsensem zmuszać samca do jego przyjęcia.
- Dla mnie sprawa już jest zamknięta - odparła zgodnie z prawdą. Nie rozmawiała z nim tylko po to by następnym razem starać się go zabić. Może jeszcze nie uporządkowała myśli, ale basior dostał drugą szansę, czy Eth uznawała to za rozsądne czy nie - Tak długo jak nie zagrozisz moim bliskim, z mojej strony cię nic nie spotka - podczas rozmowy pogodna mina nie znikała z pyska wilczycy, jakby właśnie spotkali się beztrosko na łące, a nie toczyli bój.
-Bezpiecznej drogi - dodała spoglądając na odchodzącego basiora, po czym odwróciła się w przeciwnym kierunku i kłusem zbiegła na plażę. Najprostsza część była za nią. Teraz pytanie brzmiało, co robić dalej. Wracać by odszukać Przewodnika, czy powłóczyć się jeszcze nim zagoją się rany. Do tego jeszcze te wątpliwości i współczucie. Szkoda jej było Testamenta, ale jednocześnie rozsądek łowcy podpowiadał, że to krótka droga na drugą stronę. Oszczędzanie innych tylko z powodu sentymentów, prowadzi do zbierania wrogów, czekających na okazję do rewanżu. Koniecznie musiała opanować swoje wątpliwości, wrócić do Lotara, ustalić czy można zabijać wilki, a jeśli nie to dowiedzieć się jak bardzo można okaleczyć przeciwnika, by nie zostać znienawidzonym przez swoich i uniemożliwić ewentualną zemstę pokonanemu.
Oczywiście to nie zwykłe pojedynki na honorowych zasadach martwiły wilczycę, a te nieplanowane spotkania, z których według niej żywy powinien wychodzić tylko jeden, tak jak na polowaniu.

/ zt.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron