Koniec jest zarazem początkiem nowego

#1
Uczestnicy: Elyria, Jeleń
Miejsce: Świetlisty Gaj - Ścieżka Kapeluszników
Czas: Po ucieczce przed Wyznawcą i rozmowie z Quetro
Informacje dodatkowe: -

Bursztynowooka szukała szarej, fiołkowookiej samicy tak długo i dokładnie, jak tylko była w stanie. Jej wysiłki jednak spełzły na niczym, albowiem Ve'nevri nie pozostawiła po sobie najmniejszego śladu w Świetlistym Gaju, a woń samicy była już na tyle nikła i wywietrzała, że Elyria nie zdołała podążyć w żaden sposób jej tropem. Fioletowooka przepadła jak się zdawało na dobre, pozostawiając Elyrię znowu całkowicie zdaną na siebie, samotną i bezradną.
Och, czy zawsze musiało już tak być, że była ona za każdym razem tą niepotrzebną, tą zbędną, będącą piątym kołem u wozu i najzwyczajniejszą kulą u nogi u wszystkich innych, sprawniejszych od samej siebie osobników? Jej pierwotne poddaństwo wobec okrutnego losu stawało się coraz bardziej kwestionowalne, a w samej waderze rósł bunt przeciw takiemu stanowi rzeczy.
Nie chciała jednak dać za wygraną. Może i nie spotkała wyznawczyni przedziwnej religii, ale nie oznaczało to, że wszelkie szanse przepadły. Była przekonana, że jeśli ten bóg, o którym Ve'nevri wspominała, rzeczywiście istniał i miał moc, to odpowie jej w potrzebie.
Bursztynowooka zaczęła się modlić w ciszy i skupieniu, mając nadzieję na pojawienie się potężnej istoty, albo na jakiś znak od niej.

Koniec jest zarazem początkiem nowego

#2
Dla obserwatora stojącego z boku pierwsze minuty, albo kwadrans, dwa, czy nawet trzy kwadranse cichej modlitwy i skupienia okaleczonej samicy były spędzone zupełnie na darmo, a sama wadera straciła siły, czas i niepotrzebnie trwoniła tu swoje nadzieje i determinację. Rozpaczliwe, wciąż powtarzane przez wilczycę w jej umyśle słowa powoli i nieuniknienie jednak zaczęły docierać do źródła, jaźń jelenia bowiem wypełniała to miejsce tak silnie, że nic, co działo się w miejscu podświadomie wybranym wcześniej przez Ve'nevri, a tak naprawdę nie działającą samotnie, a zainspirowaną lekko wilczycę, nie mogło umknąć uwadze Białego. Jeleń bowiem żył nie tylko w eterycznej strefie, ale przepełniał też ciała żyjących tu zwierząt, roślin, a nawet drobnych mikroorganizmów tkwiących w glebie. Jeleń był tym miejscem, a ono było jeleniem.
Otaczające Elyrię kwiecie rozchyliło nieco swoje kwiatostany, a rosnące grzyby i inna roślinność zyskała podczas jej modlitwy na bujności, kiedy bóstwo, do którego się zwracała stawało się coraz bardziej fizycznie obecne, z wolna manifestując swoją obecność w przyrodzie. W końcu sam wiatr zdawał się lekko tańczyć i pachnieć świeżą roślinnością i wonią kwiatów, a to już nie mogło ujść uwadze modlącej się samicy.
Atmosfera jednak, pomimo wonnych zapachów i chętnej reakcji przyrody na powolne manifestowanie się Jelenia, wcale nie stała się bardziej pozytywna. Wręcz przeciwnie, w powietrzu czuć można było energię, wręcz zdradzającą irytację domniemaną bezczelnością samicy, która miała czelność przeszkodzić jeleniowi w tkwieniu w jego samotni gdzie bóstwo prawdopodobnie starało się naprawić szkody wyrządzone przez działanie Wyznawców Wilka jak i samego bóstwa, a także wkroczenie drapieżników do tego niegdyś pokojowego miejsca i pięknej oazy.
Kwiecię urosło i rozchyliło się jeszcze intensywniej tam, gdzie po kilku sekundach poczęły pojawiać się racice jaśniejącego bielą bóstwa, zaś ono same pojawiło się w pełnej krasie niedługo potem przed pogrążoną w modlitwie wilczycą. Jeleń parsknął cicho, wyrywając Elyrię ze skupienia i zmuszając ją do otwarcia oczu i skupienia jej uwagi na sylwetce boskiego.
- Jakim prawem ty, jedna z tych bezbożników, tych morderców żywiących się ciałami moich synów i córek, masz czelność i odwagę modlić się do mnie? Musisz być głupia albo zdesperowana, aby myśleć, że pomogę twojemu gatunkowi. - oblicze bóstwa jawnie zdradzało teraz rozdrażnienie, Jeleń tupnął kilka razy wzbijając kwiecistą woń i kurz w powietrze, dając upust swojemu zdenerwowaniu.
- Odejdź precz i pozostaw to miejsce, dopóki nie mam jeszcze ochoty brukać okolicy przemocą. - dokończyło bóstwo, spoglądając na Elyrię wyniośle.

Koniec jest zarazem początkiem nowego

#3
Ciche chrząknięcie zmanifestowanego bóstwa przeraziło samicę, która nie spodziewała się zupełnie fizycznego pojawienia się Jelenia. Usłyszenia jego głowu - tak, wzrokowych halucynacji - tak, ale nie fizycznej obecności bóstwa i fakt ten wprawił ją teraz w niemałe osłupienie.
Wadera aż zachłysnęła się powietrzem i nabawiła się chwilowych trudności z oddychaniem, manifestując swoje dostrzeżenie Jelenia kaszlem i rzężeniem, a jej świszczący oddech wcale nie ułatwiał zrozumienia jej słów.
Minęło kilka długich minut zanim okaleczona zdolna była do wykrzesania z siebie jakiegokolwiek słowa, jednocześnie odruchowo kładąc po sobie uszy i chowając ogon pod siebie, już z całkowitego przyzwyczajenia i słabości charakteru pokazując uległość przed wszystkim i wszystkimi.
- Ja.. Nie.. Masz rację, nie mam żadnego prawa. Ale Twoja wyznawczyni głosiła nowinę o Twoim dobru i łasce, a ja nie mogłam jej znaleźć, aby dowiedzieć się więcej.
Dalsze słowa Bóstwa przestraszyły samicę jeszcze bardziej, Elyria poczuła się jakby była przedmiotem jakiegoś procesu, a wyrok właśnie zapadł bez jej wiedzy ani wszelkich oczekiwań, a przecież nie po to tu przyszła i nie była niczemu winna.. Prawda?
- Nie jestem mordercą. To nie moja wina kim się urodziłam, ale od kiedy... otrzymałam te blizny, zostałam naznaczona przez los i nigdy już nie skrzywdziłam żadnego zwierzęcia. Żywiłam się ciałami umarłych, bo tylko to mi było dostępne, a zmarłym jest już wszystko jedno, gdyż ich dusza znajduje się już w lepszym miejscu, a ich ziemska powłoka nie jest im już potrzebna - starała się powiedzieć na swoją obronę dość odważnie jak na siebie samą. Nie była pewna co wstąpiło w nią powodując tak wielką chęć to wybronienia się z oskarżeń i wykazania przed Jeleniem swojej wartości, ale samica ciągnęła dalej, mając nadzieję na choć odrobinę szczęścia.
- Nie przychodzę prosić o pomoc i łaskę dla swoich krewnych, ani tym bardziej dla siebie.. Ja.. Ja chcę, aby w tym świecie zagościło dobro, chcę pomóc innym nie dla swojej własnej korzyści, ale dla dobra i równowagi tego miejsca - wytłumaczyła swoim zwyrodniałym, godnym pożałowania głosem, mając nadzieję na zostanie zrozumianą przez jaśniejący twór, który wciąż jeszcze przed nią stał, dopóki ten był w ogóle skory do jakiejkolwiek wymiany zdań.

Koniec jest zarazem początkiem nowego

#4
Upór samicy, która nie zechciała skorzystać z szansy, jaką wspaniałomyślnie Jeleń jej dał na odejście bez problemów i większych reperkusji z miejsca, które spodobało się jego wyznawcom i jemu samemu. Fakt, iż szara, pokryta bliznami na szyi samica wciąż pozostawała przed nim i bluźniła swoimi przyziemnymi słowami sprawiał, że bóstwo odczuwało jeszcze większą irytację, a jego cierpliwość topniała jak wiosenny śnieg.
Ledwie wadera zdołała skończyć swoją pożałowania godną przemowę Jeleń ponownie poruszył swoimi zgrabnymi kończynami rozgrzebując ziemię, jakby wręcz instynktownie szykując się na szarżę. Był w tym iście podobny do swoich ziemskich krewniaków, swoich synów i córek, które w bardzo podobny sposób zdradzały irytację. Musiały być stworzone ewidentnie na jego podobieństwo, choć wydawały się być mniej drażliwe i łatwiej akceptować pewne fakty.
- Zamilcz! - ryknął - Kierujesz się swoim prywatnym dobrem i nie potrafisz zrozumieć praw rządzących otaczającym cię światem, zaś pierwotne słowa mojej wyznawczyni zignorowałaś. Odrzuciłaś głoszoną przez nią prawdę, jakim więc prawem teraz wracasz do mnie z podkulonym ogonem?
Powietrze wokół niego stało się na tyle gęste od z trudem powstrzymywanych emocji boskiego, że już i tak dość okaleczona samica mogła poczuć, jak oddychanie przychodzi jej z jeszcze większym trudem, jakby ktoś odbierał jej tlen, wyrywając go z jej własnych płuc. Wiedział dosknale, że jeśli utrzyma on ten stan rzeczy, to przed oczami wilczycy zaczną się pojawiać mroczki. Jego oczy lśniły, kiedy zdecydował się sięgnąć do wspomnień wilka, nie siląc się przy tym na jakąkolwiek delikatność. Po kilku chwilach zatrzymał się, oglądając dokładnie pamięć tego, co zaszło kiedy jej towarzysz został zaatakowany przez wściekłego wilka. Wszelkie uczucia, jakie dwójka mogła żywić wobec siebie nie miały najmniejszego znaczenia dla Jelenia - całą swoją uwagę skupił na wściekłym czworonogu. Wtedy zrozumiał, co samica miała na myśli mówiąc o ochronie świata - jego świata - przed złem i o jakie zło chodziło. Z jakichś przyczyn ta zagubiona dusza czuła to samo co on, choć z o wiele mniejszą intensywnością, to, co było cierniem zgryzoty tkwiącym od dawien dawna w jego boku - mianowicie plugastwem i niszczącym wpływem Wilka na Konkordię.
Powietrze wokół samicy przestało gęstnieć, a po chwili atmosfera stała się na powrót znośna, tak, że samica na powrót mogła już oddychać normalnie.
- Powiedzmy.. że masz pewien potencjał. Podświadomie zrozumiałaś rzeczy, które wielu z twoich krewnych ignoruje albo co gorsza jest ich zupełnie nieświadoma. Zaimponowałaś mi.. - powiedział, zastanawiając się jednocześnie jak wykorzystać zaistniałą sytuację. - Ale w takim stanie nie nadajesz się do niczego - skwitował po chwili.
Bóstwo zbliżyło się do okaleczonej wadery, po czym pochyliło się aby dotknąć jej czoła swoim nosem. Otoczenie wilczycy zatonęło na chwilę w jaśniejącym, rażącym oczy blasku, który szybko rozmył się w powietrzu kiedy Jeleń zaprzestał kontaktu z ciałem wilczycy. Nic w jej aparycji nie uległo najmniejszej zmianę, wadera wciąż oddychała z trudem, a blizny na szyi były jej przekleństwem jak dawniej.
- Te blizny sprawiły, że jesteś tym, kim jesteś. Przypominają ci o twoim miejscu na świecie i nadają pokory, toteż nie odbiorę ci ich ani cię nie uleczę. Są darem od losu dzięki któremu nasze drogi się zeszły i stanowią powód, dla którego dałem ci szansę kroczyć ścieżką dobra, prawości i światła. Podzielę się z tobą cząstką mojej mocy w zamian za dozgonne posłuszeństwo i oddanie się mojej - naszej - sprawie. Zostaniesz moim posłannikiem na ziemi i narzędziem w walce z Wilkiem, którego jad skaził już część tych świętych ziem. A teraz idź.
Bóstwo mówiąc to powoli poczęło się rozpływać w powietrzu, aż rozmyło się i znikło całkowicie.
z.t.

Koniec jest zarazem początkiem nowego

#5
Samica zrozumiała tuż po zakończeniu swojej wypowiedzi jak wielki błąd popełniła. Głos bóstwa przepełniony był gniewem kiedy przemówił, nakazując jej milczenie. Wilczyca cofnęła się o kilka kroków a łapy drżały jej od furii jaśniejącego jelenia, powoli obawiąjąc się o swoje życie.
Jakby do wtóru z jej obawami powietrze wokół niej zaczęło gęstnieć, a każdy oddech stawał się coraz trudniejszy. Samica pracowała płucami, jej boki podnosiły się i opadały a pysk rozwarł się instynktownie, a sam Elyria czuła się jakby się dusiła. Cokolwiek miało miejsce, musiało mieć związek z furią Jelenia i Elyria nie miała wątpliwości, że jej życie jest w niebezpieczeństwie a dni mogą być wręcz policzone. W jej umyśle zaczęła narastać panika aby wybuchnąć w swoim apogeum, kiedy poczuła mackę obcego jestestwa, bezceremonialnie przeczecującą jej wspomnienia.
Przed oczy wystąpiły jej momenty z dzieciństwa i inne, o wiele mniej przyjemne wątki, które przeżyła lub była świadkiem, aby w końcu macka dobrała się do najświeższego wspomnienia raniącego jej serce, którym był widok wściekłego wilka atakującego Sinhardina - jej Sinhardina - jego błagania o to, aby samica uciekła i przytłaczające ją poczucie straty i bezradności. Chciała błagać Bóstwo aby porzuciło ten widok, ale nie miała sił przeciwstawić się Jeleniowi. Płuca piekły, domagały się nieznośnie powietrza a przed oczami zaczęły pojawiać się mroczki. Jeszcze chwilę, a jej łapy ugną się pod jej ciężarem i przestanie widzieć, osuwając się w błogi niebyt. Wtedy jednak coś w powietrzu zaczęło się zmieniać, tlen powoli wracał do jej płuc i oddychanie z minuty na minutę stawało się odrobinę łatwiejsze.
Kolejne słowa Jelenia zdawały się początkowo całkowicie niezrozumiałe, a szara wadera musiała kilkukrotnie je przetrawić w umyśle, aby ich treść i znaczenie do niej dotarły. Ledwie do tego doszło wilczyca poczuła dotyk na swoim czole i.. Nie potrafiła opisać tego, co zaszło potem. Przestała widzieć, to wiedziała na pewno, i nie była pewna, czy wzrok wróci czy była to forma kary za jej niepokorne zachowanie wobec bóstwa. Wewnątrz swojego ciała poczuła stróżkę energii która zamieniła się w strumień, a on w potok i rwącą rzekę, wypełniająca każdy zakątek jej jestestwa. Kiedy to uczucie stało się na tyle intensywne i nieznośne, już miało rozerwać jej ziemską powłokę na sztuki i pozostawić po sobie tylko zniszczone resztki, kiedy Boski przerwał kontakt i natężenie uczucia zaczęło stopniowo maleć, choć nie opuściło ciała Elyrii do końca. Czuła w sobie drobne pulsowanie, którego nie umiała wytłumaczyć. Potem stopniowo jej wzrok powrócił, samica zaś zdołała tylko zauważyć już niknącą sylwetkę Jelenia po której za chwilę pozostało tylko wspomnienie. W głowie wciąż dźwięczały jej słowa Świetlistego.
Samica spojrzała po sobie, ze smutkiem i rozczarowaniem widząc pozostawione na swojej szyi blizny, których tak nienawidziła, a które tak spodobały się Jeleniowi. Przecież uleczył Ve'nevri, więc czemu jej nie? Nie rozumiała, ale coś wewnątrz nie pozwalało jej wątpić w nieomylność Bóstwa i kazało uznać, iż ma on w tym swój zamysł.
Skoro nie podobał się mu jej stan, to może podarował jej coś innego, co pomogłoby jej w spełnieniu swojej misji? Nie potrafiła jednak tego w żaden sposób sprawdzić. Nie miała też pojęcia jak.
Ale miała cel. I zamierzała go zrealizować.

z.t.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron