Bursztynek na plaży

#11
Ethnenn nie przestawała co jakiś czas zamiatać piasku swoją kitą, tak że już zdążyła rozrysować gładki półksiężyc, na sypkim, złocistym piasku.
- Jak długo ? - zamyśliła się chwilę patrząc w niebo, jakby to pomogło jej posegregować fakty, po czym wróciła spojrzeniem na wilka - Poznałyśmy się kilka tygodni temu, gdy jesień wciąż dzielnie panowała, noce były chłodne, ale powietrze nie miało w sobie tyle mrozu. - jak zawsze ozdobiła zakończenie wypowiedzi, energicznym skinięciem głową. - Później też nasze drogi się skrzyżowały - dodała ogólną informacje, nie widząc powodów do zbytniego wdawania się w szczegóły. Basior wyglądał na sympatycznego, ale Eth rozmawiając z wieloma wilkami, nauczyła się nie podawać zbyt wielu informacji.
Granatowooki może nie wyglądał na uradowanego, ale ruda przyjęła jego słowa za pewnik. Skoro mówił, że się cieszył to czemu miało by być inaczej, tym bardziej, że jego sylwetka się rozluźniła, a wilk wyglądał na jakiegoś zestresowanego, więc i radość mógł wyrażać bardziej powściągliwie.
- Łzy duchów ... ciekawe ... - powtórzyła zainteresowana, wlepiając ślepia to w bursztyn to w chmurne oczy rozmówcy. Na porównanie znaleziska, do żywicy wilczyca pokiwała głową mrucząc w zamyśleniu, ożywiając się dopiero na pytanie skąd ma piękny kamień.
- Och ! Morze mi dało ! - odparła z pełną radością, spoglądając w górę na basiora, znów kilkukrotnie wachlując ogonem.
Patrzyła prosto w ślepia koloru deszczowego nieba, szukając jakichś dodatkowych informacji o samcu czy tym co kryło się w jego głowie. Nie mogła pojąć czemu wilk mający rodzinę wyglądał nie tylko jak zabiedzony bezdomny pies, ale był tak samo zestresowany, jakby go coś ścigało. Przecież wataha powinna dawać poczucie bezpieczeństwa. Powinna troszczyć się o swoich członków. Ruda zaś stanowczo zbyt często widywała typki zastraszone, podminowane, jakby wiecznie ktoś się ich czepiał, albo nie dbał o nich wystarczająco dobrze. Było to niepojęte dla sezamowej wadery. Niby z jej przeszłości drwiono i uważano, że była marna, ale przecież Eth zawsze czuła się kochana, nie raz mierzyła się ze śmiercią a mimo to strach nigdy jej nie towarzyszył. Oby wataha Lotara była inna, bo żółtooka miała zamiar przyłączyć się by mieć zastępstwo dla utraconej rodziny, w innym wypadku zapewne będzie musiała odejść, po raz kolejny, a to było by chyba zbyt bolesne.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Bursztynek na plaży

#12
Pokiwał powoli łbem dając tym samym znak, iż rozumie jej słowa. Więc Sura musiała spotkać tę samicę już po ich rozłące. Szczerze mówiąc dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak dawno nie widział się ze złotooką. Ostatnim razem spotkali się jeszcze w górach. Słowa wadery pozwoliły samcowi dobitnie uświadomić sobie, jak długo nie gościł na terenach swej watahy. Krótka wyprawa po zioła zmieniła się w długą wędrówkę po okolicy, podczas której oprócz uzupełnienia zapasów roślin zwiedził również sporą część krainy i poznał kilka nowych wilków. Nie żałował tego. Mimo wszystko dowiedział się nieco więcej. I choć czuł się nieco niepewnie nie będąc otoczonym przez Iskry coś wciąż odwodziło go od powrotu w góry. Być może po prostu obawiał się, że nie ma już do czego wracać.
Skinął kilkukrotnie głową, gdy wilczyca powtórzyła jego słowa, choć jednocześnie ponownie pogrążył się w zamyśleniu, próbując sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek słyszał coś więcej o owych błyszczących kamieniach. Niestety jedyne, co był sobie w stanie przypomnieć to tamte opowieści starego wilka i jego matki, które nie zawierały żadnych istotnych szczegółów, a jedynie potwierdzały, iż takowe kamienie istnieją. Kilkukrotnie powtórzył te historie w pamięci, starając się doszukać dodatkowych informacji, które mógłby przekazać rozmówczyni, lecz ich nie znalazł. Westchnął cicho, ponownie skupiając się na słowach samicy. Uniósł lekko brew w zdumieniu, gdy ta odpowiedziała na jego pytanie.
- Morze...? - powtórzył, poniekąd zaskoczony, mimowolnie przenosząc wzrok na falującą delikatnie wodę. Nikt nigdy nie wspominał, że błyszczące kamienie mogą kryć się na morskim dnie, a i również informacje o samym akwenie posiadał mocno ograniczone. Z drugiej jednak strony nie było w tym nic dziwnego. Morze było tak ogromne, że nie sposób go przepłynąć ani dosięgnąć jego dna, więc nigdy nie zostało zbadane. Nikt nie wiedział, co kryje się pod powierzchnią wody. W jego stronach utrzymywano, że były to przerażające potwory gotowe pożreć każdego, kto odważy się pływać w tym dziwnym jeziorze, lecz równie dobrze mogły się w nim kryć niewyobrażalne skarby. Bądź też i jedno i drugie. Skinął krótko głową, jednocześnie odnotowując w pamięci, iż podobne do znalezionej przez samicę błyskotki kryją się w morzu. Co prawda nie był pewien, do czego przyda mu się ta informacja, lecz w jego mniemaniu zawsze lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć.
- Interesujące - mruknął po chwili, znów przenosząc wzrok na samicę. Dostrzegł, że ta uważnie mu się przygląda, lecz na tę chwilę postanowił to zignorować.

Bursztynek na plaży

#13
- Acha - potwierdziła radośnie, podczas gdy ciemny samiec zerknął na spienioną wodę, jakby szukał odpowiedzi. - Interesujące i uciążliwe - dodała wesoło - Nie mogę iść gdy mówię i nie mogę mówić gdy idę, muszę wymyślić jakiś sposób by przechować ten Dar, bo długo nie da się tak funkcjonować - ogólnikowo przedstawiła basiorowi utrudnienia związane z noszeniem kamyka, jednocześnie mówiąc wesoło jakby opowiadała o czymś przyjemnym, nie zaś o ograniczeniach. - Ogólnie cała ta kraina jest wyjątkowo ciekawa, jak żadna w której bywałam wcześniej - prawiła dalej, jak zwykle pełna optymizmu, zupełnie nie przejmując się niezbyt euforycznym nastawieniem granatowookiego, wyrabiając normę entuzjazmu za ich dwoje.
- Trzeba by go jakoś nazwać - dodała po chwili lekko zamyślona, z wyrazem głębokiej zadumy na pysku, po raz pierwszy od dłuższego czasu uwalniając wilka od spojrzenia żółtych ślepi i kierując je na złoty kamień. Skoro żadne z nich nie miało pojęcia czym było znalezisko, należało nadać mu jakąś roboczą nazwę. - Och ! - nie myślała jednak zbyt długo, a ciszę znienacka przerwał okrzyk świadczący o nagłym olśnieniu rudej wadery, która zorientowała się, że z nowopoznanym wilkiem nie znają swoich imion. Śpiewaki były dziwne i tego zdania nie zmieniła i chyba nie zmieni, jeśli ona się nie przedstawiła, to żaden z nich pierwszy nie podał swego miana, ani też nie spytał o jej, co było dla sezamowej całkowitą abstrakcją. Przecież czy się chciało mieć przyjaciół czy wrogów, życie było dużo prostsze, jeśli się znało ich imiona. Dlaczego więc wilki starały się nie zdradzać nawet takich informacji, było dla Eth zagadką nie do pojęcia.
- Ethnenn - nadrobiła zaległości ponownie wlepiając wzrok w ciemne oblicze, z granatowymi oczyma.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Bursztynek na plaży

#14
Słuchał ją z pozornie obojętną miną, unosząc jedynie nieznacznie brwi, jakby jej słowa go zdziwiły. Co poniekąd było prawdą, bowiem zaskoczyło go, iż samica zdecydowała się wspomnieć o czymś tak oczywistym, jak to, że przenoszenie rzeczy w pysku utrudnia mowę. Westchnął nieznacznie, jednocześnie przyglądając się jej uważnie, mimowolnie zaczynając się zastanawiać w jaki to niby sposób inaczej transportować kamień. Z ziołami nie było takiego problemu - wystarczało wplątać ich łodygi w sierść. A kamień? Wątpił, by zaplątanie go w futro było dobrym pomysłem. Co prawda nigdy nie próbował, lecz to prawie pewne, że przyniesie to oczekiwany rezultat. Jego wzrok padł na jej obrożę i jeden z łuków brwiowych samca nagle uniósł się nieco wyżej. Mogłaby spróbować wetknąć za nią ów złocisty kamień. Choć nadal nie było gwarancji, że podczas biegu nie wypadnie. No i raczej nie wydawało się to zbytnio wygodne.
- No cóż, to nie zioła, w sierść tego raczej nie wplączesz. Ale możesz spróbować wetknąć go za tę dziwną... Rzecz, którą masz na szyi - zaproponował, nieco zażenowany faktem, że nie zna nazwy owej dziwnej ozdoby. Kiedy tylko wypowiedział to na głos, jego pomysł wydał się dwa razy głupszy, niż brzmiał początkowo, co wywołało w samcu ukłucie rozdrażnienia. Nie na krótko, bowiem po chwili jego miejsce zajęło zaskoczenie. Uświadomił sobie bowiem, że nie dość, że jeszcze stąd nie odszedł, to w dodatku nawet próbował jej pomóc. I nagle wydało mu się to zaskakujące.
Sapnął cicho.
- Ja osobiście nazwałbym to Łzą Słońca bądź Żywicznym Kamieniem - oznajmił obojętnie, gdy ta wspomniała coś o nazwie dziwnego kamienia. Było to pierwsze, co przyszło mu do głowy, gdy ponownie spojrzał na złocistą błyskotkę.
Skinął krótko łbem, gdy samica się przedstawiła, jednocześnie uświadamiając sobie, że sam tego nie uczynił. Nie było to zresztą nic nowego. Nie miał bowiem w zwyczaju pierwszy podawać swego miana. Nie był pewien jednak, czy przyczyną takiego zachowania była nadmierna ostrożność czy duma.
- Och, wybacz - rzucił krótko, ponownie skłoniwszy łeb. - Maelvius. Miło mi poznać.

Bursztynek na plaży

#15
Na Rudej najmniejszego wrażenia nie robiła obojętność basiora, czy jej nie dostrzegała czy ignorowała, tego nie wiedział nikt, jedyne co było pewne to niezmienna radość samicy. Teraz przyszła kolej na Maelviusa było powiedzieć coś oczywistego. No przecież, że nie wciśnie kamienia w sierść, gdyby było to możliwe, już dawno by to zrobiła. Jednak słuchała cierpliwie i ze swoim pogodnym uśmiechem, czekając rozwinięcia wypowiedzi. Spojrzała na bok szyi, robiąc niewielkiego zeza. Włożyć kamień za obrożę, to mogło by wyjść. Zastanawiała się jak by to technicznie skryć kamyk za pas skóry, podczas gdy Granatowooki mówił dalej.
- Łzą słońca ? Ale on jest przecież z morza - zdziwiła się sezamowa wadera, dla której wygląd zbieżny z ze złotym dyskiem, był zdecydowanie mniej istotny niż pochodzenie znaleziska - O Żywiczny Kamień, już lepiej - dodała. Nazwa była wciąż długawa, ale znacznie bardziej podobała się wilczycy. Po za tym nie chciała by sprawić wilkowi przykrości, odrzucając wszystkie nowe miana kamyka. Uznała więc, że na razie będzie używać tej nazwy, aż może kiedyś wpadnie jej lepsza.
- Ciebie również miło poznać - zamiotła piach, pogłębiając utworzone półkole, patrząc przyjaźnie na basiora. Rozmawiało się bardzo miło, ale powinna się powoli zbierać.
Złapała bursztynek w pyski i siadając zaczęła gmerać przy skórzanej ozdobie. Gimnastykowała się dłuższą chwilę, aż w końcu jęzorem wepchnęła bursztyn za obrożę. Poruszała trochę szyją, by sprawdzić czy nie wypadnie. Kamień trochę uwierał, ale był obły, bez ostrych rantów, więc szybko ułożył się trochę korzystniej, wciśnięty jednocześnie w gęstą sierść, która blokowała ewentualne wypadnięcie znaleziska.
-Chyba będzie dobrze - ucieszyła się Sezamowa i wstała by dodatkowo przetestować stabilność bursztynu w nowej skrytce.

Podeszła do kępki ziół, w której jeszcze nie tak dawno prowadził poszukiwania Maelvius. Mimo suchego otoczenia, rosły tu bardzo przydatne i lecznicze rośliny, które przydawały jej się dużo lepiej niż te trujące. Sprawnie, nie bojąc się otrucia, poodgryzała łodyżki aromatycznej lawendy. Przemieszczając się ostrożnie zerwała delikatnej melisy, by na koniec "upolować" jeszcze tymianek.
Po zbiorach wróciła w miejsce, gdzie przebywał wilk.
-To była przesympatyczna rozmowa, ale niestety będę musiała biec dalej - uśmiechnęła się przepraszająco, podczas gdy ogon zamiatał powietrze - Niedługo pewnie zacznie padać śnieg - dodała, jakby chciała się usprawiedliwić. - Jak spotkasz Surę, proszę pozdrów ją ode mnie, a Ciebie mam nadzieję, że jeszcze los pozwoli mi spotkać.
Zamerdała ogonem jeszcze raz, po czym powoli, minęła wilka, odwracając się jeszcze z uśmiechem, by ruszyć kłusem przez złocisty piasek. Powstrzymała się jednak od zabawy z falami, skupiając w pełni na podróży.

/ Z.t.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Bursztynek na plaży

#16
Obserwował poczynania samicy w milczeniu, nie komentując jej słów w żaden sposób. Nigdy nie należał do gadatliwych, co zazwyczaj wiązało się z tym, iż rozmowa z ciemnookim samcem zazwyczaj była niezwykle trudna. Część wilków uznałaby takie milczenie za wyjątkowo niegrzeczne, lecz jak wiadomo Maelviusa niewiele obchodziła ich opinia. Zwłaszcza, że teraz znów zdążył się zamyślić, zerkając w morze, toteż słowa samicy wpadały jednym jego uchem a wypadały drugim. Zadziwiające, jak wiele zdołał się dowiedzieć w ciągu jednego dnia. Po raz pierwszy ujrzał morze oraz jeden z błyszczących kamieni, o jakich wielokrotnie słyszał. Nagle zdał sobie sprawę z tego, że jeszcze wiele rzeczy nie widział i spora część owej krainy nadal stanowiła dla niego tajemnicę. Postanowił sobie, że powinien pozwiedzać jeszcze trochę, nim zdecyduje się wrócić w okolice górskich szczytów.
Dopiero, gdy samica ponownie znalazła się obok niego, zdołała zwrócić na siebie jego uwagę. Zerknął na nią pośpiesznie, nieco zaskoczony, bowiem nawet nie zauważył, iż wcześniej się oddaliła. Zapewne w poszukiwaniu ziół, bowiem dostrzegł świeże rośliny wplątane w jej sierść.
Wysłuchawszy jej słów, skinął głową, wzdychając. Z jakiegoś powodu wcale nie żałował, że to spotkanie doszło do skutku, choć jeszcze chwilę temu miał ochotę unikać przedstawicieli swego gatunku.
- Do widzenia. Niech los ci sprzyja - rzucił obojętnie, skinąwszy krótko łbem i nawet starając się, by pysk przyjął nieco łagodniejszy niż zazwyczaj wyraz. Obserwował ją, póki nie zniknęła z jego pola widzenia, po czym znów zerknął na morze. Zapatrzył się chwilę na falującą delikatnie wodę, lecz wkrótce owionął go chłodniejszy podmuch wiatru, prześlizgując się między kosmykami przerzedzonego futra na karku i budząc dreszcze, tym samym przywracając wilka do rzeczywistości. Westchnął, po czym powolnym krokiem ruszył przed siebie, ku linii drzew, zatrzymując się jedynie po drodze, by uszczknąć nieco tymianku z wcześniej upatrzonej kępki.

//zt.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron