Bursztynek na plaży

#1
Uczestnicy: Ethnenn, każdy jest mile widziany
Miejsce: Piaszczysta plaża
Czas: bliska przyszłość, trwa zima. Środek dnia
Informacje dodatkowe: lekko mroźny, ale pogodny i słoneczny dzień

Wreszcie wracała do domu, a w zasadzie szła ten dom zyskać. Zwiedziła co chciała, a nawet więcej. Widziała już rzekę, mokradła, góry, wielką równinę i wschodnie lasy. Poznała wiele wilków, wciąż nie do końca rozumiała ich logikę, ale sporo się nauczyła o swoim rodzaju. Sprawdziła swoje możliwości w życiu na własną łapę. Nawet uczestniczyła w grupowych łowach z innymi wilkami. Teraz z czystym sumieniem mogła wrócić odnaleźć Lotara. Po za tym wędrówka upewniła rudą waderę w postanowieniu, że chce wrócić w okolice złotego lasu. Poznając nowych znajomych jedni byli mili, inni niezbyt, ale zorientowała się, że jeśli do którejś z osób tęskniła, to był to właśnie złotooki basior o kamiennym obliczu. Czy rzeczywiście dlatego, że zachowaniem przypominał waderze dawną rodzinę, a może dlatego, że był pierwszym poznanym i wyjątkowo życzliwym, wilczyca sama nie była pewna, jedyne co mogła stwierdzić, to dziwny sentyment na myśl o kruczo-futrym. Dlatego też niedługo po upolowaniu dzika ruszyła w ostatnią podróż, lekko zbaczając na południe, by przy okazji powrotu przekonać się co leży w tamtym kierunku. Wiatr wiejący południowych stron pachniał dziwnie i intrygująco, musiała więc sprawdzić co kryło się za tą nietypową wonią.
Podróżowała równym swobodnym tempem, by jak najbardziej oszczędzać energię, do momentu, gdy sięgnęła wydm. Początki piasku przesypującego się między palcami zaniepokoiły waderę, ale zapach nasilał się, a Ethnenn była święcie przekonana, że pustynia pachniała inaczej, dlatego weszła na szczyt piaszczystego nasypu. Wtedy jej oczom ukazało się coś równie niesamowitego jak onegdaj przełęcz. Do uszu docierał szum wiatru i huk, który czasem donośnością dorównywał błyskawicom. Niepewnie zeszła na plażę, obserwując otoczenie. Szybko jednak początkowe obawy ustapiły miejsca fascynacji. Piasek pod łapami był zimny, ale taki miły w dotyku, a największa woda jaką w życiu widziała, falowała w tył i przód. Paradoksalnie bojąca się głębi i gromów wadera została oczarowana głośnym szumem i niekończącą się wodą. Podeszła nad sam brzeg, a wtedy nadchodząca fala podmyła lodowatą tonią wilcze łapy. Ethnenn szczeknęła odskakując po za zasięg fali, która i tak się już cofnęła, śmiejąc się jednocześnie jak dziecko.
- Zimna - rechotała sama do siebie, rozpoczynając zabawę, którą wszystkie dzieci kochają. Skradała się za cofającą się falą by z piskiem i śmiechem uciekać przed nią i nie dać się zmoczyć. Po chwili zaś, w euforii zaczęła galop wzdłuż nabrzeża, raz przeskakując fale innym razem uciekając i ścigając je. Przy tym wydawała z siebie tyle śmiechu, szczekania, warczenia i piszczenia co duża gromadka szczeniąt. Podróż połączona z przednią zabawą trwała dobrych naście minut bez przerwy, aż zmęczona wadera padła w piasku na brzuchu. Ułożyła się frontem do fal i obserwowała z pod półprzymkniętych oczu, ich uspokajające przypływy i odpływy. Odpoczywała tak dłuższą chwilę, uznając, że to duże jezioro stanie się jej ulubionym miejscem, gdy fala przyniosła coś co potoczyło się z powrotem za cofającą się wodą, na złoto odbijając promienie słoneczne. Zaciekawiona Eth zerwała się na równe łapy, próbując przyjrzeć się nowemu zjawisku, które cały czas próbowało uciec. Ścigała je chwilę z zapałem i gracją przerośniętego szczeniaka, próbując zatrzymać cudo przednimi łapami.
Gdy wreszcie jej się udało, zapatrzyła się z zachwytem w przyniesiony przez morze bursztyn. Jakie to było ładne. Jakby kamyk, ale taki przejrzysty i w takim pięknym kolorze. Złapała kamyk w pysk i zamerdała ogonem, dziękując falującemu jezioru za prezent i powoli, z bursztynem w pysku ruszyła dalej, co jakiś czas zmieniając spokojny kłus w zabawę z falami.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Bursztynek na plaży

#2
Trzeba przyznać, że był w nie najlepszym nastroju.
Kontynuował swoje poszukiwania leczniczych ziół, postanawiając oddalić się od łańcucha górskiego i ruszyć na południe. Stąpał powoli, ostrożnie stawiając kościste łapy jakby starał się nie narobić zbytniego hałasu, a granatowe ślepia obrzucały okolicę ponurym spojrzeniem. W myślach wciąż analizował to, co stało się podczas polowania, lecz za każdym razem, gdy wracał do niego myślami targał nim gniew. Był zły na tego przeklętego niedźwiedzia, uciekającą z podkulonym ogonem Revirell, a wreszcie i siebie samego, gdy przypominał sobie tamten atak paniki. Teraz znów przypominał dawnego siebie, ponurego, zeszpeconego przez rozległe blizny basiora przemierzającego świat niczym cień i przepełnionego goryczą.
Po jakimś czasie poczuł, że podłoże pod jego łapami się zmienia. Twardy, zbity grunt ustąpił miejsca sypkiemu piaskowi. Początkowo skrzywił się, gdyś wydawało mu się, że znów zbliża się do pustyni. Miał nawet ochotę zawrócić, lecz wówczas zdał sobie sprawę z tego, że po pierwsze, o ile dobrze pamiętał, wydmy leżały na zachód od gór, nie na południe, a po drugie, powietrze pachniało tam inaczej. Zaintrygowany, przyśpieszył kroku, by czym prędzej wyłonić się spomiędzy zarośli i wyjść na otwartą przestrzeń. Poniekąd odciągnęło go to od ponurych myśli o kolejnej w jego życiu zdradzie i jej przyczynie.
Przystanął nieopodal, nie chcąc za bardzo wyłaniać się z cienia i rozejrzał się dookoła. Granatowe ślepia omiotły jasną, piaszczystą plażę i skierowały się ku ciemniejącej za nią, huczącej i falującej masie wody, zdającej się ciągnąć w nieskończoność. Zapatrzył się w nią na chwilę.
Nigdy wcześniej nie dane mu było widzieć morza, lecz swego czasu matka opowiadała mu o ogromnym, huczącym jeziorze, w którym woda niezdatna jest do picia, a pod powierzchnią którego czają się potwory gotowe pożreć każdego, kto ośmieli się wypłynąć zbyt daleko. Czy opowiadała o takim właśnie miejscu?
Przez dłuższą chwilę obserwował wodę, ciemne ślepia śledziły jej rytmiczne ruchy, uszy chłonęły donośny szum fal. Po jakimś czasie wydawało mu się, że ów dźwięk powoli się zmienia, staje się wyraźniejszy, coraz bardziej zrozumiały. Nagle wydawało mu się, że nie słyszy już wody, lecz tysiące licznych głosów, jednocześnie boleśnie znajomych i zupełnie obcych, układających się wpierw w lekki szept, później śpiew, by wreszcie przeobrazić się w potworne wycie. Granatowe ślepia rozszerzyły się dziko, uszy wtuliły w ciemną sierść na karku i Maelvius mimowolnie cofnął się o krok, obnażając końcówki kłów. I wówczas w mgnieniu oka wszystko wróciło do normy.
Wyprostował się gwałtownie i parsknął jakby z gniewem, odwracając oczy od morza i kierując je z powrotem na piasek. Wymamrotał coś gniewnie pod nosem, zakończywszy swe słowa przeciągłym syknięciem i ruszył przed siebie, znów wypatrując ziół. Dziwne, niepokojące przywidzenia znów zdarzały się coraz częściej, lecz dla niego były jedynie wizjami zesłanymi przez duchy, jego wyjątkowym darem, jakim raczono go obdarzyć. Zastanawiając się nad ich znaczeniem ruszył powoli, wkrótce napotykając na swej drodze melisę. Czym prędzej pochylił się, by zebrać zioła. Wkrótce potem wyczuł woń tymianku, więc skierował się w kierunku jego źródła, tak pochłonięty poszukiwaniem ziół i swymi myślami, że nawet nie zauważył drugiego wilka.

Bursztynek na plaży

#3
To była najciekawsza podróż jej życia. Tak tego wilczyca była pewna. To duże jezioro było niesamowite, a piasek w jego okolicy był znacznie wspanialszy niż wszystkie inne piaski, więcej, nigdy wcześniej takiego nie spotkała. Te wszystkie doznania całkowicie pochłonęły uwagę rudej, przez co mimo otwartej przestrzeni, przez długi czas nie zauważyła basiora, tak jak i on nie dostrzegał jej. Z powodu trzymanego w pysku bursztynu, miała znaczenie ograniczony wachlarz dźwięków, wciąż jednak mogła wesoło rechotać, co też niezmiennie co jakiś czas czyniła. Właśnie rzuciła się w kolejny galop zygzakiem, wzdłuż nabrzeża i plaży, gdy wreszcie spostrzegła ciemny wilczy kształt. Refleks sezamowej okazał się zaprawdę imponujący, gdyż wilk znajdował się dosłownie o kilka długości od niej. Nie wiele się zastanawiając, będąc w doskonałym nastroju podkłusowała do basiora, który zdawał się być równie rozkojarzony jak i ona. Gdy już zbliżyła się na odległość umożliwiającą rozmowę, brutalna prawda uderzyła w waderę. Jak mogła rozmawiać, mając kamień w pysku. Rozejrzała się zupełnie zagubiona. Wszędzie piasek, nie mogła przecież odłożyć złotego cuda, bo po pierwsze nie dajcie bogowie, by się w tym piachu zgubiło, a po drugie, jak potem taki zapiaszczony wziąć z powrotem do pyska. Jakoś zareagować musiała, więc spróbowała przywitać czarnego samca.
- Chekh ! - niestety z marnym efektem. Słysząc własne prawie-słowa, zmarszczyła czoło. przestępowała chwilę z łapy na łapę, z przepraszającą miną cały czas intensywnie kombinując i niestety nie znajdując rozwiązania. W końcu westchnąwszy wzruszyła ramionami i zwyczajnie zamerdała ogonem uśmiechając się szczerze.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Bursztynek na plaży

#4
Basior zamyślił się głęboko, z wolna zmierzając w swą stronę, kierowany wonią ziół. Nie zwracał uwagi na otoczenie, całkowicie automatycznie kierując się w stronę źródła zapachu, nawet zbytnio się na tym nie skupiając. Zastanawiał się bowiem nad znaczeniem tego, co miało miejsce dosłownie przed sekundą, gdy w jego głowie monotonny szum morskich fal zmienił się w niezrozumiałe słowa. Podobne majaki towarzyszyły mu od czasu do czasu, pojawiając się całkowicie znienacka i powiększając jeszcze chaos panujące we wnętrzu samca. Wielu uznałoby je za objaw szaleństwa, dla czarnego jednakże były wizjami zesłanymi mu przez duchy, które zapragnęły obdarzyć go niesamowitą mądrością już w chwili narodzin, umożliwiając poznanie świata ukrytego przed oczyma zwykłych śmiertelników. Tak uważała jego matka i wpoiła to przekonanie swemu synowi.
Jednakże prawdziwe znaczenie owych wizji zawsze było niejasne i należało samemu je odnaleźć. Umiejętność odgadnięcia co kryją te zbiorowiska chaotycznych obrazów i dźwięków pojawiających się przed oczyma niespodziewanie miała być ostatecznym dowodem mądrości obdarowanego. Dlatego też Maelvius tak głęboko pogrążył się w swych myślach, poszukując odpowiedzi, że na dobrą chwilę niemalże stracił kontakt z rzeczywistością.
Zorientował się, że ktoś zmierza w jego kierunku dopiero wówczas, gdy usłyszał całkiem blisko tupot czyiś łap. Zamarł wpół kroku, a granatowe ślepia rozszerzyły się dziko. Gdy rozglądał się wokół, szukając sprawcy zamieszania przez jego głowę przeleciały setki rozmaitych myśli, jedna bardziej niepokojąca od drugiej. Wreszcie jednak dostrzegł samicę zbliżającą się ku niemu bez cienia lęku, lecz również i nie wykazując oznak agresji. Podniosło go to niego na duchu, bowiem wyprostował się z godnością, wbijając w nią przenikliwe spojrzenie granatowych ślepi.
Uniósł jedną brew, gdy z pyska wadery wyrwał się jakiś nieokreślony odgłos, czy też przytłumione słowo. Zaskoczyło go to nieco, lecz jednocześnie wydało nieco zabawne, zwłaszcza iż ta wydawała się tym nieco zażenowana. Jednakże wciąż nie tracił czujności. Natrętny głos nadal pobrzmiewał w jego głowie, przypominając o tym, że w sercu każdego wilka czai się skłonność do zdrady, wszyscy mogą zapragnąć rzucić się na niego, jeżeli tylko odwróci się do nich plecami.
- Och, witam - mruknął cicho, nie odwracając od niej wzroku. Granatowe niczym nocne nieco ślepia prześlizgiwały się po jej sylwetce, starając się wyłapać każdy szczegół, mimowolnie szukając jej słabości. Wzrostem dorównywała jemu samemu, lecz w przeciwieństwie do basiora miała masywną, muskularną sylwetkę. Wyglądała na prawdziwy okaz zdrowia, on natomiast bardziej przypominał długi, chudy cień wznoszący się wysoko na kościstych łapach. Jego ślepia przez chwilę spoczęły na obroży i przez moment zajaśniało w nich coś pomiędzy zainteresowaniem a przestrachem. Wcześniej osobiście nie natknął się ani na ludzi, ani towarzyszące im psy, lecz po jego watasze krążyły opowieści o dziwnych, dwunogich łowcach i ich podobnych do wilków sługach całkowicie podległych ich woli. Był niemalże pewien, iż w tamtych historiach poddani dwunogów nosiły na szyjach dziwaczne ozdoby, widoczny znak oddania ich panom. Oczywiście wilki zawsze przedstawiały psy jako rasę niższą i głupszą od nich, a tajemnicze dwunogi stały się w ich oczach bezwzględnymi potworami.
Lecz stojąca przed nim samica zdecydowanie była wilczycą. Czyżby te stworzenia próbowały pojmać i zniewolić przedstawiciela wilczego rodu, lecz ten ich przechytrzył i uciekł?
Kamień dzierżony przez samicę zauważył na końcu. Zmarszczywszy czoło utkwił w nim spojrzenie z zaciekawieniem, bowiem nie wydawało mu się, by widział wcześniej coś podobnego.

Bursztynek na plaży

#5
Zupełny brak euforii ze strony ciemnego basiora nie zrażał Ethnenn w najmniejszym stopniu. W zasadzie jej entuzjazmu starczało nie tylko dla dwóch a i pewnie dla trzech normalnych wilków. Nie speszona też spojrzeniem chłodnych oczu, sama również przyjrzała się dokładnie samcowi, tak jak każdemu nowo napotkanemu. Żółte ślepia bezczelnie przesunęły się od łap po czubki uszu samca, zapamiętując szczegóły charakteryzujące nową w jej życiu personę. Na krótko spojrzała w niebo by wrócić do oczu wilka, które miały co prawda ciemniejszą głębszą barwę, ale przyjemnie skojarzyły się sezamowej z niebem. Bardzo jej się te oczy spodobały, a przy tym ruda zupełnie zignorowała lód i podejrzliwość od nich bijące, zwykłą swoją manierą skupiając się na pozytywach.
Jak wspaniale, nie dość, że miejsce było ciekawe, to jeszcze miała okazję poznać kolejnego wilka, nawet jeśli właśnie wracała do domu i wydawało by się, że przygoda się kończy. Wciąż jednak kwestia rozmowy pozostawała nie rozwiązana. Musiała jak najszybciej poradzić sobie z tym problemem, w końcu jak mogła się cieszyć ze spotkania, gdy nie da rady zamienić nawet słowa, istna tortura. Nie będąc w stanie zrobić nic więcej zamachała ponownie kitą, w odpowiedzi na powitanie basiora, uśmiechając się jednocześnie trochę głupkowato, bo jak można się normalnie uśmiechnąć, mając na wpół rozdziawiony pysk, cud, że się nie śliniła, bo to dopiero było by piorunujące wrażenie.
Jeszcze raz zaczęła się rozglądać, podczas gdy głowa intensywnie pracowała. Przez moment wydało jej się, że wpadła na rozwiązanie, grzebnęła łapą, starając się ubić piach, ale był stanowczo zbyt sypki i suchy, nie uzyskała więc żadnego efektu. Uszy wilczycy opadły na boki a ona sama westchnęła ciężko, patrząc na niebieskookiego wzrokiem nieszczęśliwego szczeniaka. Ledwie jednak minęło kilka następnych sekund, a oblicze wadery zmieniło się diametralnie. Uszy stanęły i ślepia błysnęły zawadiackim blaskiem, zwiastując obmyślenie planu. Spojrzała jeszcze raz na sylwetkę samca, przechylając głowę, tym razem jednak patrzyła w inny sposób niż za pierwszym razem, nie tyle zapamiętując samca, co oceniając ewentualne zagrożenie. Jeśli zrealizuje swój pomysł, będzie musiała się pogodzić z ewentualnym opóźnieniem gdyby musiała uciekać. Niestety tym razem, w przypadku ataku musiała by ratować się ucieczką, bo jak miała by walczyć z kamykiem w pysku, a oczywistym było, że nie ma zamiaru go porzucić.
Kiwnęła głową wyraźnie usatysfakcjonowana swoimi szacunkami i bez dalszej zwłoki położyła się na plaży, układając przednie łapy ściśle przy sobie, a na nich, z namaszczeniem umieszczając bursztyn. Poprawiła lokalizację swojego skarbu nosem, by mieć pewność, że nie spadnie i dopiero wróciła wzrokiem na oblicze wilka.
- Niesamowite jest to miejsce, może wiesz gdzie jesteśmy ? - zagaiła wesoło, leciutko zamiatając piasek kitą, uszczęśliwiona odzyskaniem mowy.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Bursztynek na plaży

#6
Milczał, obserwując poczynania samicy z całkowicie obojętną miną, nieruchomy, niczym ciemny kamień. W jego głowie mieszało się milion rozmaitych myśli, często sprzecznych ze sobą, łączących się w dziwną, chaotyczną całość, za którą sam nawet nie nadążał. Z kamiennym obliczem spoglądał na nią, w żaden sposób nie przerywając ani komentując tego, co robi, jedynie wbijając w nią uważne, nieco podejrzliwe spojrzenie. Nadmierna ostrożność kazała mu dokładnie obserwować jej ruchy i malujące się na jej licu emocje, wypatrując jakichkolwiek, choćby najmniejszych oznak agresji. Ponowna zdrada ze strony najbliższych znów obudziła w nim ową podejrzliwość i rozgoryczenie, które jak mogło się wydawać opuściły już go na zawsze. Gniew znów przybrał na sile, tląc się na dnie jego duszy niczym niewielki płomień, nieustannie, lecz skutecznie zatruwając jego umysł ponurymi, pełnymi niechęci myślami. Dlatego nieznajoma w jego oczach była potencjalnym wrogiem, któremu nie należy ufać.
Poczuł poniekąd ulgę, gdy ta wreszcie zaległa na piasku nieopodal, wyraźnie z tego faktu zadowolona. Na chwilę odwrócił wzrok od jej ślepi, znów skupiając się na tajemniczym kamieniu spoczywającym teraz na jej łapach. Wreszcie postanowił się poruszyć, przekrzywiając łeb minimalnie na bok i przyglądając się bursztynowi z zainteresowaniem. Nigdy wcześniej nie dane było mu widzieć podobnego kamienia, lecz zdecydowanie przypadł mu on do gustu. Przez chwilę przyglądał się, jak pięknie mieni się w promieniach słońca, które wydawały się przezeń przenikać. Ciepłe, brązowe i złociste barwy kojarzyły mu się po części z miodem, a po części ze spływającą czasami z iglastych drzew żywicą. Zastanawiał się, gdzie samicy dało znaleźć się taką błyskotkę, gdy ta ponownie wyrwała go z zamyślenia.
Mrugnął i ponownie przeniósł na nią wzrok, znów odnajdując jej ślepia. Miała przyjemny głos, całkowicie odmienny od jego własnego, nieodmiennie chrapliwego i pozbawionego jakichkolwiek emocji. Brzmiała wesoło. Odetchnął, uznając, że jej słowa to miła odmiana od stłumionych dźwięków, jakie wydawała z siebie przed chwilą. Przestąpił z łapy na łapę, po czym powoli usiadł.
- Owszem, jest przyjemnie - przytaknął krótko, kierując wzrok z powrotem ku falom. Tym razem nie szeptały, a szumiały jedynie przyjemnie. - Wydaje mi się, że znajdujemy się na brzegu olbrzymiego jeziora zwanego morzem. Choć mogę się mylić, w końcu żadnego wcześniej nie widziałem na oczy - oznajmił powoli, przez chwilę patrząc na horyzont, by później znów przenieść spojrzenie na rozmówczynię.

Bursztynek na plaży

#7
Czarny jeszcze przez pewien czas wydawał się niepewny tego co powinien zrobić, ale w końcu zdecydował się usiąść, napawając Eth kolejną dozą optymizmu.
- Morze ... - wymówiła wolno i dokładnie całe słowo, jakby je smakowała, jednocześnie wędrując wzrokiem za spojrzeniem samca, w stronę ciemnych fal. Morze zaś było spokojne i łagodne jak na tę porę roku, powoli rozciągało girlandy białej piany wzdłuż plaży, które niespiesznie, z kojącym szumem powracały do do macierzystej toni. Szmer chociaż głośny, przypominał wilczycy łagodną muzykę, a fale mimo regularnego przybywania i powrotów, różniły się od siebie i nie była wstanie znaleźć choćby dwóch takich samych. Wszystko było dla sezamowej wadery tak inne i nowe, że nie mogła się powstrzymać, by jeszcze raz z pełną radością powiedzieć - Morze - ciało wilczycy zareagowało mimowolnie, tak, że podniosła zad do góry, radośnie merdając ogonem i patrząc w stronę jeziora, z którym jeszcze chwilę temu tak wspaniale się bawiła. To będzie jedyna woda jaką polubi, o tak, to niesamowite miejsce zasługiwało na pełną sympatię. Nie mogła jednak całkowicie wstać, bo wtedy prezent od morza zsunął by się w piach. Momentalnie wystraszona tą okropną perspektywą, ponownie grzecznie klapnęła w piachu, z lekkim westchnięciem zawodu z powodu ruchowego ograniczenia. Straszne, albo nie mogła się ruszać, albo mówić.
Ha, zaprawdę nie tylko fajne, ale podstępne było to morze i zadziorne. Dało jej prezent, a teraz pewnie śmiało się w duchu z jej rozterek. Patrzyła na fale z bezczelnym błyskiem w oku i kłapnęła lekko zębami, jakby odpowiadała na sobie tylko słyszaną zaczepkę, by wrócić ślepiami do samca. O tak z morzem pobawi się jeszcze za chwilę, teraz był czas na nowe znajomości.
W miarę jak nos wilczycy przyzwyczajał się do woni basiora, zaczęła wyczuwać znajomą nutkę.
- Nie znasz ty przypadkiem Sury ? - zadając frapujące ją pytanie, szukała wzrokiem granatowych ślepi basiora, które były wcale nie brzydsze od tego morza.
Ethnenn mogła wręcz przysiąc, że czuła czarną wilczycę. Słabiutko i całość była zamaskowana intensywnym zapachem ziół i delikatnym innych wilków, ale czuła jej woń.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Bursztynek na plaży

#8
Ślepia basiora znów oderwały się od oblicza samicy, by powędrować w kierunku olbrzymiego akwenu. Było coś dziwnie uspokajającego w delikatnym szumie fal, co pozwoliło mu na chwilę zapomnieć o dręczących go lękach i oderwać myśli od ostatnich wydarzeń. Na dobrą chwilę zapatrzył się w dal, wdychając głęboko rześkie, morskie powietrze i pozwalając lekkiej bryzie mierzwić jego przerzedzoną sierść na karku. Było coś niezwykle pięknego w spokojnej, ciągnącej się aż po horyzont toni połyskującej lekko w promieniach słońca. Jednocześnie morze kryło w swych głębinach wiele tajemnic nieodkrytych jeszcze przez nikogo. Budziło to w czarnym rozmaite sprzeczne uczucia, w tym samym czasie koiło jego zmysły jak i napawało dodatkowym niepokojem. Niemniej, pozwoliło na chwilę zająć jego myśli czymś innym niż jedynie rozpamiętywanie zdrady swych najbliższych.
Przez chwilę granatowooki znów pogrążył się w zamyśleniu, niemalże zapominając o istnieniu wadery. Pozwolił swym myślom popłynąć w rozmaitych kierunkach, siedząc tak nieruchomo i wpatrując się gdzieś w dal. Dopiero gwałtowny ruch samicy przykuł jego uwagę na tyle, by znów na nią spojrzał. Przez ułamek sekundy znów poczuł ukłucie niepokoju, a w głowie pojawiła się alarmująca myśl, że próbuje się na niego rzucić. Drgnął gwałtownie, po czym błyskawicznie zerwał się na równe łapy, gotowy do ewentualnej obrony bądź ucieczki. Lecz wówczas spostrzegł, iż samica na nowo opada na piasek. Parsknął pod nosem, po czym przeciągnął się nieco, chcąc niejako zamaskować tym swoje zażenowanie, jednocześnie besztając się w myślach. Ostatnimi czasy zdecydowanie zbyt często pogrążał się w zamyśleniu podczas rozmowy. Kiedyś ten nawyk może przysporzyć mu sporo kłopotów.
Wyprostowawszy się ponownie zerknął na samicę obojętnie, by potem pokręcić się chwilę w miejscu i przysiąść kawałek dalej. Zauważywszy, iż podczas gwałtownego ruchu kępka zebranych wcześniej, wplątanych w sierść ziół nieco się obluzowała, więc pochylił się, by ją poprawić. I wówczas do jego uszu dotarło pytanie samicy, które zmusiło go do poderwania łba. Obrzucił ją zaskoczonym spojrzeniem, by po chwili nieco zmrużyć ślepia.
- Znasz Surę? - zapytał po chwili, wyraźnie tym faktem zaskoczony. W końcu czarna do tej pory nie wspominała nic o swoich znajomych, był więc przekonany, iż jedynymi wilkami, jakie znała w tej krainie były Iskry. - Owszem, należymy do tej samej watahy - dodał po chwili, odpowiadając na jej pytanie.

Bursztynek na plaży

#9
Uwadze rudej nie umknęło dziwne zachowanie basiora, chociaż zupełnie nie mogła zrozumieć jego przyczyny. Najpierw obserwowała go lekko przekrzywiając łeb, jakby to pomagało jej myśleć. Chwilkę później widząc jak wilk się odsuwa, Eth lekko zmarkotniała, uszy jej ciut oklapły i ślepia nabrały pytającego wyrazu, ale jedynie na moment, ponieważ czarny tym razem dziwnie zareagował na wzmiankę o Surze. Najpierw zszokowany, później się tak jakoś zmrużył, jakby Eth prowadziła przesłuchanie czy coś, ale mimo początkowych obiekcji sezamowej, że basior odmówi dalszej rozmowy, granotowooki odezwał się, chociaż wciąż lekko zaskoczony.
- O tak ! - odpowiedziała bardzo entuzjastycznie - Kilka razy spotkałyśmy się zupełnie przez przypadek - szurnęła lekko kitą, ponownie zagarniając piasek, z zadowoleniem wspominając spotkania z czarną wilczycą. W końcu to dzięki niej Eth umiała śpiewać, no i między innymi i od niej dowiedziała się o tutejszych Bogach, po za tym Sura była niesamowicie miła, więc jak ruda mogła by jej nie polubić.
- Jednej watahy ?! Ojejku, należysz do rodziny Sury, jeszcze bardziej ciesze się, że cię spotkałam - zamerdała raźno ogonem. Rzeczywiście ruda bardzo się cieszyła. Miało to wiele przyczyn, zwyczajnie cieszyła się, że znała bliskich swoich przyjaciół, a jasne jak słońce było, że Ethnenn, zaliczyła Surę do grona przyjaciół. Po za tym był to kolejny element układanki, pod tytułem tutejszy świat i żółtooka cieszyła się ze zdobytej wiedzy, która stopniowo malowała coraz bardziej szczegółowy obraz okolic i jej mieszkańców. Na koniec zaś cieszyła się, że nos jej nie zmylił.
- A wiesz może co to za kamień jest ? - zapytała po przerwie - Nigdy wcześniej takiego nie widziałam - mówiąc zapatrzyła się na lśniące, złociste cudo.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Bursztynek na plaży

#10
- Interesujące - skwitował krótko jej słowa o znajomości z Surą. - Od dawna się znacie? - dodał po chwili. Tym razem w jego pozbawionym emocji do tej pory głosie dało się wyczuć nutkę zaciekawienia. No cóż, nie dało się ukryć, że złotooka była jednym z najbliższych mu wilków. W końcu spędził z nią najwięcej czasu ze wszystkich członków swej watahy i zdążył się do niej mocno przywiązać. I nawet, jeżeli czasami w chwilach rozgoryczenia wyrzucał to sobie, widząc w tym oznakę naiwności i słabości, zdążył ją polubić.
- Również się cieszę - przytaknął, choć jego monotonny ton bynajmniej na to nie wskazywał. Nie dało się w nim doszukać ani krzty szczęścia, lecz również brakowało oznak jakichkolwiek innych emocji, które mogły wskazywać, iż czuje coś zgoła innego. Głos Maelviusa brzmiał jak zawsze - był obojętny, monotonny i nieco zachrypnięty. Szczerze mówiąc spotkanie z samicą ani go nie ucieszyło, ani też nie wywołało żadnych negatywnych emocji, pomijając początkową niepewność. Była mu obojętna. Lecz nieco zdziwiło go to, iż rzeczywiście wydawała się szczerze zadowolona. Jednocześnie poczuł się przez to nieco pewniej, więc rozluźnił się nieco, zmieniając lekko pozycję.
Granatowe ślepia powędrowały w dół, na spoczywający na jej łapach kamień, gdy ta o nim wspomniała. Przez chwilę milczał, zbijając weń uważne spojrzenie, podziwiając tańczące na gładkiej, przejrzystej powierzchni niezliczone złociste odblaski. Nigdy wcześniej nie było mu dane widzieć bursztynu tak samo, jak i po raz pierwszy w życiu dziś ujrzał morze. Tak samo, jak w przypadku akwenu, słyszał jedynie rozmaite historie. Gdy jeszcze był szczenięciem ktoś ze starszyzny postanowił uraczyć młode wilczki opowieścią o kamieniach połyskujących na słońcu niczym powierzchnia wody. Gdy zapytał później o to matkę, ta wyjaśniła mu, że to łzy duchów, które spadłszy na ziemię przybrały postać skalnych odłamków. Nikt jednak nie wspomniał o tym, jak się takowe nazywają, bądź gdzie je znaleźć.
- Słyszałem jedynie, że takie połyskujące w słońcu kamienie istnieją. Tam, skąd pochodzę utrzymywano, że to łzy duchów spadłe na ziemię, które spadłszy na ziemię stwardniały i zmieniły się w głazy - oznajmił powoli, nadal wbijając wzrok w bursztyn. - Nie sądziłem, że kiedykolwiek dane mi będzie takowy ujrzeć. Ciekawe. Przypomina miód leśnych pszczół bądź żywicę wypływającą z pnia sosny. Gdzie to znalazłaś? - zapytał, podnosząc dosyć gwałtownym ruchem głowę i wbijając wzrok w samicę.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron