Błądząc po mokradłach

#11
Spojrzał na jednego z kruków, utrzymując przez chwilę kontakt wzrokowy z pierzastym przyjacielem. Oh, naprawdę lubił te ptaszyska. Zwłaszcza od kiedy nauczył się lepiej panować nad sztuką panowania nad ich umysłami. Jego kluczem, było nawiązanie więzi z nimi. A że te istotki były ze sobą mocno związane społecznościowo - ułatwiły tylko Muuajiemu zadanie. Kruki zapamiętywały twarze, były inteligentne i potrafiły komunikować się między sobą. Co pozwoliło mu panować nad jedną grupą, która z automatu mogła pociągnąć do działania za sobą inne osobniki, obce wilkowi.
Słowa czarnego skierowane do wadery zdawał się puścić mimo uszu. Co za rozwydrzony szczeniak... pomyślał sobie łagodnie, uśmiechając się lekko do kruka, który odleciał, by być bliżej Wrony. Pilnujcie go, moje skarby, pilnujcie. oczy lekko zalśniły bladym światłem, a odór wilgoci już tak nie drażnił delikatnych nozdrzy. Przyzwyczajał się powoli. Skupił się teraz bardziej na woni Wadery. Miała stado. Więc musiała tu żyć zdecydowanie dłużej od niego, więc postanowił, że może od niej pozna miejsce pobytu jego byłej ukochanej. Nie miał jednak zamiaru kryć swoich zamiarów. Wiedział, że Evri nie ucieknie przed nim. Minęło tyle czasu...
- A ty byś chciał się spotkać z kimś, kto cię oślepił? - spojrzał na basiora, a na jego twarzy znów pojawił się obrzydliwy, lekko szaleńczy uśmieszek. Szeroki, powodujący, że kły były w całej okazałości ukazane obecnym tu towarzyszom dyskusji, a oczy lekko zmrużone. Przywrócił jednak normalny wyraz mordy po chwili, by spojrzeć spokojnie na Przywódczynię Cieni. -Za duży zbieg okoliczności. - Wstał na chwilę, tylko po to, by usiąść wygodniej. Zastrzygł uchem, zawieszając na chwilę gdzieś wzrok przed siebie. - Choć nie śmiem wątpić, że ta persona, uciekałaby ode mnie. - Spojrzał ponownie na Lokatt, z ponurą powagą na pysku - Szukam fiołkowookiej wadery, o dziwnych wzorach na futrze, ciemno-szare futro. - wyrecytował bez zawahania. Czy mu pomogą, czy nie - nie dbał o to. Chciał tylko, by jak najwięcej wilków mogło jej przekazać, że ją poszukuje.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Błądząc po mokradłach

#12
Samica wciąż grała na nerwach basiora, ale nie odzywając się, nie dała mu punktu zaczepienia. Chociaż z drugiej strony, tak dla zasady, ktoś mógłby jej spuścić lanie, zbyt wysoko łeb trzymała. Wrona jednak przemilczał wszystko tak jak i wadera, dla odmiany zwracając uwagę na kruka. Nie ruszając łbem powiódł wzrokiem, za siadającym przy nim ptaku i lekko się rozchmurzył. Gałąź była stosunkowo nisko. Jeden skok w górę, nawet nie musiałby się zbytnio wysilać. Kruk może i był wielkim ptakiem, ale wystarczyło by w skoku chwycić skrzydło i pogruchotać jego drobne kości, a później już tylko odgryźć łepek i po sprawie. Oczywiście, że czarny nie miał nic do samych kruków, to już wiemy, ale do śledzenia jego osoby już jak najbardziej tak. Posłał ptakowi kątem pyska wymowny uśmiech, informujący, że czeka na jeden jedyny ruch, który mu się nie spodoba, jednocześnie dokładnie zapamiętując lokalizację pierzastego i dopiero wrócił wzrokiem do wilków.
Na szczerą odpowiedź szamana, Balor nie odpowiedział nic, jedynie zaśmiał się swoim nieprzyjemnym głosem, nie ujawniając przyczyny wesołości. Na obliczu basiora na moment zagościł zwiastujący przemoc grymas, który w ułamkach sekund ustąpił miejsca, zwykłemu chłodnemu lustrowaniu otoczenia, z którego również nie sposób było wyczytać co roiło się w czarnej głowie. A działo się tam nie mało - "Od czego zacząć popaprańcu ? Najpierw musiałbyś dać radę mnie oślepić, a jeśli by ci się to jakimś cudem udało, dowiedział byś się, że to nie sprawiedliwość, a śmierć jest ślepa, bo z chęcią bym cię ponownie spotkał. Abstrahując od tego, co za tchórz poluje na kalekę" - perorował w myślach. Bladooki miał właśnie cudowną okazję zapisać się na Balorową czarną-listę oczekujących. Basior uznał samozwańczego władcę kruków, za godnego pogardy i zgonu wykolejeńca, nie zaatakował go jednak z prostej przyczyny. Nigdy nie chciało mu się robić za obrońcę uciśnionych, czemu tym razem miało by być inaczej. Kodeks, który sobie ustanowił był jedynymi zasadami, jakimi się kierował, nawet jeśli dla innych wilków były one niezrozumiałe, dla Wrony stały się świętością.
Na wszelki wypadek jednak, samiec wybrał rodzaj śmierci dla pomalowanego basiora - utopił by go w tutejszym błocie, by nie brudzić kłów. Doskonała śmierć dla kogoś kto lubi się babrać w cuchnących płynach.
- Czyli raczej szukasz szpicla - odparł, rechocząc ponownie, w odpowiedzi na słowa obu wilków, Tak jak poprzednim razem i teraz ciężko było ustalić co się kryło za uśmiechem.
"Nic dziwnego, swojego nosa najwyraźniej nie używasz " - komentował sam do siebie.
Czarny powoli dochodził do wniosku, że z tymi wilkami zabawy nie będzie, zaczął więc stopniowo się uspokajać. Może chociaż dowie się jak wyleźć z tych bagien. Oczywiście, że nie spyta, był wręcz pewien, że podali by mu zły kierunek, ale jak wychlapią informację niechcący, to jest szansa, że nie będą łgać.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Błądząc po mokradłach

#13
Jakiś czas kątem oka obserwowała czarnowłosego gbura, odruchowo starając się doszukać jakichkolwiek przejawów wrogości. Wiedziała, że przemilczając jego słowa nie dała mu powodu do złości, lecz takie uważne, choć ukradkowe przyglądanie się innym było jedynie starym nawykiem jeszcze z czasów swej długiej tułaczki. Upewniwszy się, iż młody basior nie ma zamiaru rzucić jej się do gardła zerknęła ponownie na najbliższego kruka, który wciąż natarczywie wbijał w nią spojrzenie, obserwując każdy ruch. Nawet mimo jej sympatii dla tych ptaków wywoływało to w niej mieszaninę nieprzyjemnych emocji, wśród których przeważało rosnące rozdrażnienie. Przez chwilę miała przemożną chęć przepłoszenia ptaszyska, lecz zdusiła ją w sobie.
Słysząc słowa padające z pyska szarego omal nie poszła w ślady drugiego basiora i również parsknęła śmiechem. Nieważne, czy to prawda i rzeczywiście pozbawiłeś kogoś wzroku, czy też próbujesz tylko w ten sposób nastraszyć tego gbura. W obu przypadkach wypowiadanie tego na głos było przejawem wyjątkowej głupoty, syknęła złośliwie w myślach. Nie obchodził jej los jego domniemanej ofiary, ani czy młodszy z basiorów odczyta to jako groźbę skierowaną bezpośrednio do niego i zakończy się to bójką. Po prostu wydało jej się to strasznie głupie i nieostrożne. Ale w sumie czego oczekiwać od jakiegoś obłąkanego szamana. Uśmiechnęła się złośliwie w duchu, zerkając to na jednego, to na drugiego basiora. Czarnowłosy przez chwilę wydawał się rozgniewany, lecz ów grymas szybko zniknął z jego oblicza, zastąpiony przez ponurą obojętność. Szary wciąż mówił. Wydawał się nie dostrzegać emocji młodszego samca.
Lokatt powoli zaczynało ogarniać znużenie wraz z irytacją. Rozmowa z tymi wilkami wydawała się bezcelowa. Jedynie marnowała czas na tych cuchnących bagnach, w towarzystwie jakiegoś starego dziwaka i gburowatego młodziana. Zaczynała żałować, że łapy poniosły ją akurat tutaj i rozważała nawet, czy nie odwrócić się i po prostu odejść, lecz wtem jej uwagę przykuły słowa szamana.
Opis poszukiwanej przez niego samicy pasował do jednego oblicza, którego nie chciała pamiętać. Mimowolnie przywołała je z pamięci, a wyraz malujący się na jej lica na chwilę spochmurniał, w bursztynowych ślepiach odbił się cień gniewu. Ve'nevri. Co prawda gdzieś głęboko w jej wnętrzu obudziły się wątpliwości, bowiem opis wadery nie był zbyt dokładny i mogło chodzić o kogoś zupełnie innego, lecz z drugiej strony, samiec zawarł w swym krótkim zdaniu większość charakterystycznych cech znachorki. W dodatku to jego głupie, nieostrożne wspomnienie o oślepieniu. Czyż Ve'nevri nie była ślepa? Zbyt wiele podobieństw jak na zbieg okoliczności.
- Być może jednak będę w stanie ci pomóc - syknęła cicho w kierunku szamana. Ale to ty musisz mnie przekonać, bym to zrobiła.
Skierowała ślepia bezpośrednio na starszego samca, niespokojnie zmieniając nieco swą pozycję na pniu drzewa. Myślała gorączkowo. Jeżeli ów samiec rzeczywiście oślepił Ve'nevri a teraz jej szuka... No cóż, wątpiła, by pragnął ją odszukać aby prosić o wybaczenie. W takim wypadku, byłaby to idealna okazja, by pozbyć się jednej przeszkody. Gdzieś na skraju świadomości wciąż kłębiły się niespokojne myśli. Za dużo zbiegów okoliczności. Co, jeżeli to wszystko to jakiś złożony podstęp? Krótka, alarmująca myśl przemknęła przez jej głowę, by zaraz zniknąć w rwącym potoku innych. Czuła, że to okazja, której nie może przepuścić. Idealny sposób na pozbycie się problemu w taki sposób, by nikt nie domyślił się, że ma z tym cokolwiek wspólnego. Samiec nie miał niczego wspólnego z Cieniami, za to prawdopodobnie żywił do niej osobistą urazę. Sama Ve'nevri nie będzie miała pojęcia, że pomogła mu ją odnaleźć. Jego obecność mogłaby też odwrócić uwagę starej od niej samej i dać jej chwilę czasu na obmyślenie zemsty.
Ukradkiem zerknęła na czarnego samca. No cóż, nie uśmiechało jej się rozmawiać o takich sprawach w jego obecności, w końcu nie wiadomo co mógłby uczynić z tymi informacjami. Póki ów jest w pobliżu lepiej zbyt wiele nie zdradzać.

Błądząc po mokradłach

#14
Nie zareagował na śmiech basiora. Miał to gdzieś. Nie widział sensu ukrywania swoich zamiarów, czy poczynań. Miał głęboko w poważaniu opinię innych wilków, chyba, że były mu do czegoś potrzebne. A że młokosa spisał na straty i uznał za nic nie znaczącego i niegroźnego, postanowił zwyczajnie zignorować to. - Szpicla? Może nie do końca bym to tak określił. - Wzruszył ramionami, zaszczycając na chwilę Czarnego swoim spojrzeniem. Jego oczy były dalej martwe, pozbawione radości, czy innych uczuć. Jedynie po pysku błąkał się blady uśmieszek.
Wtem, z ust wadery padło w końcu coś, co zainteresowało Szarego. Spojrzał na nią i wyprostował się lekko. - O proszę. Oczywiście, nic za darmo. - uśmiechnął się kąśliwie. - Czyżbyś ją znała? - Po reakcji wadery lekko sobie dopowiadał. Może ona też nienawidziła Ven? To by była idealna sytuacja, bo ułatwiłoby to mu zadanie. Ale najpierw informacje. A potem, odszuka Burzową Chmurę, by z nią załatwić tą sprawę. Wiedział, że nie odmówiłaby mu, widziałaby pewnie w tym zabawę. - Ale cóż, o takich sprawach może później porozmawiamy. - uśmiechnął się do niej, po czym skierował wzrok na basiora - A ty co taki pochmurny, młodzieniaszku?

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Błądząc po mokradłach

#15
- Jak byś gówna w kwiatki nie ubrał i tak pozostanie gównem - parsknął czarny na odpowiedź szamana, dość niechętnie zmieniając swoją idealną lokalizację. Zapowiadało się, że będzie musiał spędzić w tym miejscu chwilę czy dwie bez zapowiedzi akcji, więc dobrze by było znaleźć równie korzystne miejsce, w którym możliwie wygodnie i na sucho, posiedzi sobie nieruchomo, do pożytecznego wyczekania choćby zrąbka informacji, dodając pożyteczny odpoczynek, bo przyjemny to on raczej w tych warunkach i takim tłoku nie będzie. Wadera właśnie postanowiła odstawić swój własny cyrk w stylu wiem ale nie powiem, jakby go jakaś fiołkowooka w paski obchodziła. Za moment może jeszcze im oznajmi, że jest szlachcianka jakaś i hołd swojej osobie oddawać każe. Albo lepiej każe się płaszczyć temu pajacowi by mu udostępnić informacje. Pytanie tylko czy tak naprawdę coś wiedziała, czy do całego swojego jestestwa dodawała kolejny klocek o nazwie, a ja wiem więcej niż wy prostaczkowie.
Zerkając z profilu czarnym okiem, na dwójkę wilków przesunął się do drzewa, na którym siedział kruk. Miało miły, szeroki i solidny pień, a co ważniejsze było żywe, czyli po za mchem na sobie, nie było spróchniałe, rozłożystymi korzeniami dając dobre podparcie dla łap. To właśnie na tych korzeniach znalazł sobie wygodne miejsce, tak by wciąż mieć na oku wilki i kruki, a jednocześnie dać odsapnąć nogom. Wywołało to oczywiście kolejny nalot świetlików, które musiał z siebie strząsnąć, zanim usadowił się komfortowo. Wtem szaman postanowił dołączyć do kółka fanów sekretów, jakby czarny basior miał zaraz uprzedzić go w odnajdowaniu ślepej samicy. Zwyczajnie nie chciało mu się nic na to odpowiadać, jeśli mają ochotę dyskutować w tym zatęchłym miejscu do czasu aż sobie pójdzie, a w zasadzie o chwilę dłużej, bo przecież dopiero wtedy rozpoczną pertraktacje, ich sprawa. Skoro Balor usiadł znaczyło to, że najbliższą chwilę się stąd nie ruszy.
- Ja ? - zaskoczyło go pytanie wprost do jego osoby. Założył, że oba wilki będą udawać jakoby go tu nie było, ostentacyjnie ignorując jego obecność - A z czego kurna mam się cieszyć ? Siedzę w błocie, w otoczeniu świecących robali i dawno nie miałem komu pyska poprawić - nie miał zamiaru owijać w bawełnę. Skoro już go spytano, to czemu ma nie odpowiadać, albo cokolwiek upiększać. Pominął jedynie fakt, że to jego zwykle dominujący nastrój, a winny jest z grubsza cały świat. Chociaż kwestia pominięcia może być sporna, ciężko bowiem stwierdzić na ile Bal był tego świadom i udawał, że nie widzi problemu, lub nie uznawał tego za problem, a na ile nie zdawał sobie z tego faktu sprawy - Ale bez lęku, w tym miejscu nie będę sobie rozrywki urządzać - to już w końcu postanowił, a nie miał w zwyczaju zmieniać zdania - Starych i ułomnych nie biję, ale mogę się uśmiechnąć, jeśli to uspokoi twoją troskę o mój stan ducha - zakończył wypowiedź ukazując zęby, aż po ostatnie trzonowce. Uśmiech robił wrażenie trzeba przyznać, tylko wyglądał jakoś mało radośnie.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Błądząc po mokradłach

#16
Czyżby los właśnie się do niej uśmiechnął? Jeżeli staremu rzeczywiście chodzi o Ve'nevri i o ile rzeczywiście również pałał do niej nienawiścią ta sytuacja była dla niej jak najbardziej korzystna. Gdzieś w zakamarkach umysłu błąkała mu się myśl, że to wszystko może okazać się podstępem, może nawet i pułapką zastawioną na nią przez samą znachorkę, lecz z każdą chwilą wydawało jej się to coraz mniej prawdopodobne. Nie dlatego, iż uważała starą za zbyt głupią, aby uknuć takową intrygę. Po prostu nie wydawało jej się, by miała ona możliwość to wszystko zaplanować w tak krótkim czasie, odnaleźć wilka, który zgodził się odegrać swą rolę i w dodatku jakimś cudem dowiedzieć się, że akurat dzisiaj, tej nocy zapragnęła opuścić wysepkę i powłóczyć się właśnie po bagnach. Aby to wiedzieć ów wilk musiałby obserwować ją od dłuższego czasu, co nie było możliwe bez wkraczania na tereny Cieni. A chociaż ukrywać się przed czyimś wzrokiem można całkiem skutecznie przez chwilę, tak pozostać niezauważonym przez kilka dni na obcym terenie po którym nieustannie krąży sporo wilków wydawało się już niemożliwe. Zwłaszcza, że umazany krwią, cuchnący samiec nie wyglądał na kogoś, kto byłby w stanie skutecznie zamaskować swą obecność. Właśnie ów zapach, jak i fakt, iż tworząca czerwone wzory na sierści samca w niektórych miejscach wydawała się być już dawno zaschnięta ewidentnie wskazywał na to, że zdobią one jego ciało już od dłuższego czasu i nie sposób, by zostały one namalowane stosunkowo niedawno by w jakiś sposób ją zmylić. A szczerze wątpiła, by stara pragnęła się jej pozbyć jeszcze przed wydarzeniami na wydmach.
W taki oto sposób wykluczyła możliwość podstępu. Pozostawały zatem jeszcze dwie inne opcje - albo to wszystko było nieporozumieniem, albo rzeczywiście miała okazję pozbyć się znienawidzonej samicy raz na zawsze, bądź też przynajmniej skutecznie utrudnić jej życie. Oczywiście, o ile stary w istocie pragnął ją skrzywdzić.
Zdecydowanie potrzebowała więcej informacji, zanim cokolwiek zdecyduje. Lecz nierozsądnie wyjawiać cokolwiek w towarzystwie czarnego. Miejmy nadzieję, że wreszcie się znudzi i odejdzie, pomyślała, łypiąc kątem oka na młodszego z basiorów, by zaraz skierować spojrzenie na szamana.
- No cóż, nie jestem do końca pewna, czy chodzi ci o tę samą personę, lecz w istocie znam kogoś pasującego do tego opisu - przytaknęła. - Ciemnoszarą, fiołkowooką samicę o futrze przyozdobionym malunkami. Starą, niewidomą znachorkę. Przedstawiała się imieniem Ve'nevri - zakończyła, przy czym imię wadery wydobyło się z jej pyska w postaci przepełnionego jadem cichego syku. Oblicze wciąż wydawało się nieznośnie obojętne, lecz ślepia, wpatrzone w samca wyczekująco, w poszukiwaniu jakiegokolwiek potwierdzenia, mimowolnie stały się zimne niczym lód. Każde wspomnienie o uzdrowicielce budziło w niej nieprzyjemne wspomnienia, a cała ta złość, niechęć i poczucie upokorzenia, jakie czuła przez ową samicę wracały. Trudno było jej w takich warunkach utrzymywać na swym obliczu tą obojętną maskę.
Skinęła nieznacznie łbem, słysząc jego kolejne słowa, szczerze mówiąc całkiem mile zaskoczona, że wilk, którego wcześniej uznała za wyjątkowo nieostrożnego teraz wykazał się rozsądkiem na tyle, by nie zdradzić więcej szczegółów przy młodszym samcu. Odwróciła ku czarnemu wzrok, gdy szaman się do niego zwrócił, po czym w milczeniu wysłuchała jego odpowiedzi. Szczerze mówiąc ponownie wzbudziła w niej irytację, doszukała się bowiem w jego słowach obelgi. Czy tylko mi się wydaje, czy właśnie nazwałeś mnie ułomną? Ciemne ślepia zwęziły się nieco, lecz nic nie odpowiedziała, ponownie uznając, że wdawanie się w sprzeczki jest bezcelowe. Zwłaszcza teraz, gdy pragnęła jak najszybciej pozbyć się stąd tego irytującego bura. Odchrząknęła.
- Tak się składa, że przebywam w tych okolicach nieco dłużej i poniekąd już znam drogę - oznajmiła. - Idąc na południe od tego miejsca, mijając torfowisko w końcu dotrzesz do rzeki, za którą wznoszą się góry. A jeżeli ruszysz na zachód, w końcu dotrzesz do niewielkiego zagajnika, sąsiadującego z większą puszczą oraz wydmami.
Starała się, jak mogła, by nie zabrzmiało to jakby przepędzała samca. Celowo również nie wspomniała nic o znajdującym się na wschodzie jeziorze. Niezbyt podobała jej się wizja tego denerwującego typa kręcącego się w pobliżu.

Błądząc po mokradłach

#17
Imię wypowiedziane przez Lokatt uderzyło wręcz w uszy basiora, wywołując u niego paskudnie szeroki uśmiech. - Oh, dokładnie ta. - Z jego wyrazu pyska, tonu głosu, można było jasno wywnioskować, że nie miał dobrych zamiarów, co do znachorki. Ciekawiło go, jak zareaguje na jego widok. Czy go rozpozna, czy rzuci mu się do gardła. To wszystko było takie..fascynujące.
Spojrzał na basiora spokojnie - To wszystko wyjaśnia. No cóż, wędrówki po takich terenach do najprzyjemniejszych nigdy nie będą należały. - Rozluźnił się, a jego wzrok powędrował ku górze, wysłuchując słów, padających z pyska wadery. Zapamiętywał co mógł, wiedział albowiem, że wiedza ta, moze okazać się nadzwyczaj użyteczna.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Błądząc po mokradłach

#18
- Wreszcie oboje mówicie do rzeczy - oblicze czarnego basiora rozpogodziło się na tyle na ile pozwalało jego usposobienie. Przez chwilę wyglądało, jakby wilk chciał się położyć, ale tak naprawdę niczym wielki kot zaczął rozciągać mięśnie. Chwilę już odpoczął, mógł bez problemu ruszać dalej. Obawiał się, że będzie musiał spędzić tutaj więcej czasu, ale najwyraźniej szara wadera albo była bardzo domyślna, albo wyjątkowo jej się paliło do morderstwa ślepej. Wronie było bez różnicy, otrzymał całkiem sporo informacji o okolicznych terenach, nie potrzebował nic więcej. Ziewnął szeroko i powoli zaczął się zagłębiać w cieniu nocnego lasu. Wykonał raptem kilka kroków i o jego obecności informowały jedynie odbijające nikłe światło ślepia, gdy odwrócił łeb w stronę dwóch wilków lub przelatujące świetliki na moment rozjaśniające mrok, oświetlające zielonkawymi refleksami kruczoczarną sierść.
- Powodzenie w knuciu zabójstwa kaleki - sarknął krótko do obu szarych wilków, z pośród czerni, by zwrócić się jeszcze do wadery - Dzięki za informacje - skierował świecące oczy w jej stronę, które błysnęły drapieżnie, gdy nimi poruszył. Chwilę się zastanawiał, czy samicy należą się podziękowania. Tak naprawdę zyskiwali oboje, o ile ona nie więcej, ponieważ nie miał pewności co do prawdziwości podanych wskazówek, ale uznał, że to jedno zdanie nie zaboli aż tak bardzo. - Pamiętaj jednak, jeśli mnie okłamałaś, nie pomoże ci znalezienie jakiegoś idioty do wykonania mokrej roboty, a nasze spotkanie nie będzie tak miłe jak teraz - dodał chropowatym głosem i nie czekając odpowiedzi wilków, oddalił się bezszelestnym kłusem.

/ zt.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Błądząc po mokradłach

#19
Szary przytaknął, więc i ona skinęła krótko łbem. Samiec nawet nie ukrywał swoich intencji wobec uzdrowicielki, z czego Lokatt była zadowolona. Nie doszukała się również żadnych oznak kłamstwa, a nie podejrzewała by szary był tak świetnym aktorem i potrafił tak skutecznie je zamaskować. Bez wątpienia chciał skrzywdzić tę samicę, co jej oczywiście jak najbardziej było na rękę. Uśmiechnęła się w duchu, na zewnątrz jednakże utrzymując wciąż ten sam obojętny wyraz, gdy przenosiła wzrok na czarnego.
Nie odpowiedziała na żadne z jego słów, choć basior najwyraźniej postanowił jeszcze dodatkowo ją zirytować. O ile rzucone od niechcenia, przesycone sarkazmem i niewątpliwie pogardliwe słowa o morderstwie kaleki zbytnio jej nie ubodły, tak uczyniła to rzucona na odchodne groźba. Nie zdołał jej przestraszyć. W końcu nie miała powodów, by się bać. Przekazała mu prawdziwe informacje, przemilczając jedynie położenie jeziora, więc jeżeli czarny nie jest zbyt głupi by kierować się w określoną stronę w końcu opuści bagna. A nawet jeżeli mimo tego zapragnąłby ją odszukać przez większość czasu przebywała w otoczeniu Cieni, które zapewne stanęłyby w jej obronie, gdyby zaatakował. Zamiast tego jego słowa niebywale ją rozdrażniły. Bursztynowe ślepia zwęziły się do rozmiarów niewielkich szparek, a oblicze na chwilę wykrzywił gniewny grymas. Nie ruszyła się jednak z miejsca, żadne słowa, ani nawet warknięcie nie wydobyło się z jej gardzieli. Zamiast tego prychnęła pogardliwie, jednocześnie w myślach obrzucając czarnego obelgami. Zdecydowanie samiec, już na wstępie uznany przez nią za denerwującego gbura właśnie dodatkowo stracił w jej oczach.
Szybko się uspokoiła i poczekała chwilę, aż kroki złotookiego ucichną. Rozejrzała się jeszcze chwilę, by upewnić się, że naprawdę są sami, powęszyła w powietrzu, nasłuchiwała wszelkich dźwięków zakłócających ciszę. Jednakże niczego podejrzanego nie ujrzała, usłyszała, czy wyczuła. Wówczas odwróciła łeb ku szaremu, kierując na niego swe bursztynowe ślepia w którym gasły ostatnie gniewne iskierki.
- Teraz, gdy jesteśmy już sami, sądzę, że możemy przejść do sedna - powiedziała po chwili. Wstała, przeciągnęła się aby rozprostować ścierpnięte kończyny i powoli podeszła bliżej samca, siadając w niewielkiej odległości, z której bez problemów mógłby usłyszeć jej przyciszony głos. Zdecydowanie utrudniałoby to innym wilkom, które przypadkiem mogłyby zawędrować w te okolice podsłuchanie ich rozmowy. Miała nadzieję, że samiec nie będzie miał jej tego za złe.
- Słyszałam, jak Ve'nevri mówiła innemu wilkowi, gdzie ją znaleźć. Miałam również okazję osobiście przebywać w jej kryjówce. Mogę więc powiedzieć, że dobrze znam miejsca, gdzie ona często przebywa. Aczkolwiek, jak już wcześniej raczyłeś powiedzieć, nic za darmo.
Po wygłoszeniu tych kilku zdań półgłosem umilkła na chwilę, uważnie obserwując oblicze basiora. Zastanawiała się jednocześnie, jak wiele może mu zdradzić, na ile zaufać i jakich słów użyć, by jak najskuteczniej go przekonać. Po chwili kontynuowała. - Choć mam wrażenie, że moje interesy są niezwykle podobne do twoich. Nie będę ukrywać, że chętnie pozbyłabym się tej samicy, zanim zdąży ona na dobre pokrzyżować moje plany. A wydaje mi się, że i tobie zależy na jej krzywdzie - zamilkła na chwilę, by krótko się rozejrzeć nim ponownie skierowała wzrok na samca. - Proponuję prostą współpracę. Z wielu powodów nie jestem w stanie osobiście pozbyć się Ve'nevri, lecz jestem w stanie pomóc ci to uczynić i wynagrodzić to lepiej niż tylko zdradzając kilka informacji. Choć i te oczywiście są niezwykle cenne. Wymagam jedynie dyskrecji. Nie chcę, by ktokolwiek dowiedział się o tej rozmowie, czy był w stanie powiązać mnie z jej śmiercią - ponownie urwała, by potem wbić przenikliwe spojrzenie prosto w białe ślepia samca. - Jeżeli przyrzekniesz, że ta wadera zginie powiem ci co o niej wiem.

Błądząc po mokradłach

#20
Uśmiechnął się na słowa basiora. Niezbyt widocznie, ale jednak. Rozbawiło go to, że musiał zawsze dorzucić swoje pięć groszy. Ah, te dzieci. Odprowadził go wzrokiem, nie przejmując się jego groźbą do wadery. Wątpił, by ta kłamała. A nawet jeśli, nic go to nie interesowało. To nie był jego biznes.
Lokatt dosiadła się blisko, widocznie bała się nakrycia. Aż tak wstydziła się tego co chciała uczynić? Widocznie chciała zaszkodzić Ve'nevri, jednak widocznie nie chciała, by ktokolwiek o tym wiedział. Ciekawe.Spojrzał na sekundę do góry, na swoje kruki. Tak bardzo ich obecność pasowała samcowi. Białe tarcze powróciły jednak do przywódczyni Cieni. Wysłuchał jej, bez przerywania. Widać było, że jest w dość luźnej pozycji, a uszy chłonęły każdą informację, niczym gąbki.
Gdy skończyła, przytaknął jej spokojnie. - Nikt cię z tym nie powiąże, przecież, o to możesz być spokojna. - uśmiechnął się szeroko, szczerząc zębiska. - Przyrzekam ci, że ta wadera zginie. Interesuje mnie tylko gdzie ją znajdę oraz czy kogoś przy niej mogę zastać. Wiesz może, czy ma jakiś sojuszników? - spoważniał. Chciał wiedzieć po prostu, na ile wilków w jej otoczeniu musi się szykować. I tak zabierze ze sobą Burzową Chmurę . Spodoba jej się pomysł zarżnięcia Wyznawczyni Jelenia. - No i powiedz mi, co wiesz o jej odzyskaniu wzroku? - zmrużył ślepia niebezpiecznie.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron