Błądząc po mokradłach

#21
Wysłuchała słów basiora i krótko skinęła łbem, obserwując go uważnie. Mimowolnie wciąż wypatrywała oznak nieszczerości, lecz takowych nie ujrzała. Co prawda jakaś część jej umysłu wciąż nie była przekonana co do tego pomysłu, mimo to jednak już zdecydowała. To spotkanie było idealną okazją, by to wszystko zakończyć. Już wcześniej, siedząc tu samotnie wśród próchniejących drzew, moczarów i świetlików zdecydowała, że potrzebne jest jej wsparcie kogoś spoza stada, kto pomógł by jej pozbyć się starej uzdrowicielki, lecz kogo Ve'nevri nie mogłaby w jakikolwiek sposób z nią powiązać. A teraz los zsyłał jej tego osobnika, jak na zawołanie. Owszem, wciąż było to nieco ryzykowne, jednak musiała zaryzykować i zaufać szamanowi.
- Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia - oznajmiła po chwili. - Znasz może las na zachód od tego miejsca, podmokły gaj opanowany przez barwne grzyby? Ostatnio widziałam ją w tych okolicach, wśród zarośli paproci. Słyszałam również jak mówiła innemu wilkowi, by szukał jej na wrzosowisku. Całkiem więc możliwe, że nadal tam przebywa, oczywiście o ile nie zdecydowała się zmienić kryjówki od tego czasu - mówiła wciąż tym samym, beznamiętnym tonem. - Ostatnio gdy miałam okazję ją widzieć była sama. Nie jestem pewna, czy ktokolwiek jej towarzyszy, nie niosła ze sobą woni nikogo innego. Co prawda wiem o trzech wilkach, które mogłyby utrzymywać z nią kontakt. Należą do mojego stada - mruknęła, po raz pierwszy uświadamiając samcowi, że jest przywódcą watahy.
A więc jednak odzyskała wzrok, przemknęło jej przez myśl, po czym naraz targnęła nią złość na znachorkę. Stara wiedźma nie była głupia udając w jej obecności ślepą staruszkę. Chciała ją zmylić, sprawić, by poczuła się bezpieczniejsza. Odgrywała nieporadnego kalekę, a być może jednocześnie uważnie obserwowała otoczenie, zapamiętując wszelkie szczegóły, oblicza innych wilków, wyszukując ich słabe punkty... Kto wie, do jakich wniosków doszła. Teraz poczuła niejaką ulgę, że i sama postanowiła spróbować wprowadzić samicę w błąd. Nadal istniała możliwość, iż zdołała zmylić waderę.
Swoją drogą ciekawe, skąd o tym wiesz, pomyślała po chwili, wbijając wzrok w oblicze samca i mrużąc lekko ślepia. Oczywiście, była możliwość, że sam wcześniej natknął się na znachorkę i zauważył różnicę w jej zachowaniu, bądź też miał sprzymierzeńców, którzy zdobyli dla niego te informacje. Zdecydowanie powinna się tego dowiedzieć.
- A więc naprawdę odzyskała wzrok. Interesujące. Czyżby w obecności innych nie odgrywała biednej ślepej staruszki? - zapytała jadowitym tonem, by w chwilę potem odchrząknąć i ciągnąć dalej. - Tak, czy owak, to długa i dosyć skomplikowana historia, lecz opowiem ją w dużym skrócie. Ve'nevri dołączyła do mojego stada, by służyć nam jako uzdrowicielka, lecz wkrótce potem postanowiła je opuścić - gdybym wówczas jej na to nie pozwoliła, wszystko potoczyłoby się inaczej, dopowiedziała w myślach, a w jej oczach błysnął dziwny chłód. - Stało się to tuż po pewnym niezwykle dziwnym wydarzeniu. Otóż, choć to pewnie zabrzmi niedorzecznie, zostaliśmy zaatakowani przez dziwną, nadnaturalną istotę przyjmującą postać jelenia, która podawała się za wysłannika bóstwa mającego za zadanie się nas pozbyć. Jednakże mu się nie powiodło. Pokonaliśmy go - umilkła na chwilę, by rozejrzeć się dookoła i zerknąć na kruki. Czuła się nieswojo opowiadając to wszystko, co w jej mniemaniu brzmiało niedorzecznie, mimo iż było prawdziwe. Miała jednakże dziwne wrażenie, że szaman w to uwierzy. - Gdy Ve'nevri prosiła mnie o pozwolenie by odejść wspomniała, że coś wydarzyło się gdy tamten jeleń konał. Mówiła, iż na chwilę odzyskała wzrok i dlatego pragnęła odnaleźć jego stwórcę, tamto bóstwo. Wówczas wątpiłam, że jej się powiedzie, pozwoliłam jej odejść licząc na to, że zginie bez opieki. Lecz jeśli rzeczywiście odzyskała wzrok może to oznaczać tylko jedno - odnalazła to, czego szukała.

Błądząc po mokradłach

#22
Ogon szurnął smętnie po ziemi, gdy jeden z kruków zleciał na dół, siadając na głowie basiora, jakby ciekawy o czym wilki dyskutują. Białe tęczówki powędrowały do ptaszyska, widocznie rozbawione poczynaniem pierzastego kompana. Ptak machnął po chwili jednak skrzydłami, by odlecieć, zostawiając psowate w spokoju. Oczy Szamana spoczęły ponownie na przywódczyni Cieni. Oh, jakże ona musiała nienawidzić Evri, skoro tak szybko poczęła wyjawiać mu tajemnice. Było mu to na łapę.

Słuchał jej uważnie. Nie umykało mu żadne słowo, czy westchnięcie jakie by uczyniła. Postawił uszy w sztorc, a oczy niebezpiecznie zalśniły. - Hm, niedawno tam byłem. I poza dwójką basiorów, którą tam napotkałem nie wyczułem jej woni. - Spojrzał z lekkiego ukosa na waderę, jakby analizując to. Może nauczyła się w końcu zmieniać kryjówki? Skoro miała wrogów, to nie powinno go dziwić. - Dla pewności pozostaje mi sprawdzić to miejsce jeszcze raz. - powiedział lekko obojętnie. Było to oczywiste, jednak nie mógł się powstrzymać przed wypowiedzeniem tego na głos. Kwestia tego, że miał do czynienia z Alfą, wywołała lekki uśmieszek na jego pysku.

Oto ona, przywódczyni watahy, samotna na mokradłach, tak łatwa do zabicia. Skryta między spróchniałymi konarami. Może chciała zwalczyć swoje własne demony w odosobnieniu? Władza niszczyła z czasem, jeśli nieumiejętnie się ją sprawowało.

Zabijmy ją. Jej krew niech załagodzi nasz głód...

Głosy szeptały i podjudzały, jednak basior tłamsił je. Nie chciał teraz rozlewu krwi. Działał z głową. Nie mógł pozwolić sobie na nierozwagę. Nie teraz. - No dobrze. Twoi podopieczni utrzymują kontakt z waderą, której śmierci pragniesz? To ciekawe. Nie boisz się buntu? - Zmrużył oczy, a na pysku pojawił się ten obślizgły uśmieszek. Ciekawiło go jednak, kim oni są, że akurat z nimi Fiołkowooka utrzymywałaby kontakt.

Wysłuchiwał dalszej części wypowiedzi wadery. Gdy ta jednak poczęła mówić o Jeleniu, na jego pysku widać było gniew i wściekłość. Oczy wściekle iskrzyły sie, jakby w środku tańczyły płomienie, gotowe pochłonąć i zniszczyć wszystko co napotkają na swej drodze. Wierzył w jej słowa. Może inne wilki uznałyby ją za wariatkę, jednak on wiedział, że to jest realne. - Więc moje obawy co do niej się potwierdziły. Co przypieczętowało dodatkowo wyrok. - Mruknął bardziej do siebie, niźli do samicy. Ven miała powiązanie z Bóstwem, co automatycznie skazywało ją na śmierć w jego oczach. Inaczej być nie mogło, taka była wola jego Pana.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Błądząc po mokradłach

#23
Poczuła ukłucie irytacji, gdy basior stwierdził, iż był ostatnio w okolicy i nie natknął się na Ve'nevri. Czyżby stara zmieniła kryjówkę? Do tej pory szara była zadowolona z faktu, iż mniej więcej wiedziała, gdzie ukrywa się samica. Przez chwilę w jej głowie pojawiła się myśl, że być może nawet ta krótka wzmianka o wrzosowiskach wypowiedziana do Resefa na wysepce miała na celu jedynie wprowadzić Cienie w błąd, jeżeli rozkazałaby jej szukać. Z drugiej jednak strony, samiec nie określił jednoznacznie kiedy przebywał w tamtych okolicach. Równie dobrze mógł się tam pojawić gdy Ve'nevri była jeszcze na wysepce. Skinęła więc krótko głową.
- Mogła też udać się na poszukiwanie ziół - dodała po chwili. Stara przecież miała przy sobie imponującą ilość leczniczych roślin, całkiem możliwe, że po prostu opuściła na chwilę swą kryjówkę, by poszukać nowych gatunków nie występujących w tamtych okolicach.
Kolejne słowa basiora, w połączeniu z uśmieszkiem błąkającym się na jego wargach wywołały u niej mieszaninę złości i niepokoju. Przez chwilę pomyślała, że być może popełniła błąd, zdradzając szamanowi, że jest przywódczynią watahy. Lecz z drugiej strony, oznaczało to dla niego tylko tyle, że miała więcej możliwości odwdzięczenia się mu za pomoc. A także ukarania, jeżeli postanowi złamać swą obietnicę.
Czy bała się zdrady? Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie. Ve'nevri nie kryła niechęci do szarej, więc miała ona podstawy, by podejrzewać ją o knucie przeciwko niej. Inna sprawa, czy znachorka byłaby w stanie przekonać innych do swoich racji. W końcu jak do tej pory Lokatt nie skrzywdziła nikogo, starała się też ukrywać swe prawdziwe uczucia względem zielarki. Owszem, wszystkie wilki wiedziały, że czuje do niej niechęć, lecz nie sądziła, by widziały w tym coś dziwnego, skoro ta postanowiła opuścić stado. Nikt jednakże nie wiedział, iż pragnie jej śmierci. Słowa wypowiedziane tam, w paprociowych zaroślach, pod wpływem gniewu i strachu o własne życie nie świadczyły o niczym. Wilki zazwyczaj mówią różne rzeczy pod wpływem emocji. Natomiast Ve'nevri wcale się z niczym nie kryła, otwarcie wyrażając wszystko, co czuła wobec niej, nie powstrzymując się nawet od złośliwych uwag czy gróźb. Dlatego też, czy gdyby starała się nakłonić innych do buntu, nie uznano by jej słów za stek kłamstw?
Oczywiście, nie było pewności. Lecz nie miała zamiaru wyjawiać swych wątpliwości szamanowi. Gdyby to uczyniła, stałaby się w jego oczach słaba. A to mogłoby skłonić go do niedotrzymania swej obietnicy. Uśmiechnęła się więc złośliwie.
- Nie wykluczam tego, że może próbować knuć za moimi plecami. Lecz któż jest bardziej wiarygodny w oczach wilka, ten, kto opuścił jego stado, czy przywódca, który dał im bezpieczny dom? - zapytała obojętnym tonem. Znów przeniosła wzrok na kruki, siedzące nieopodal, jakby przysłuchujące się im rozmowie. Wówczas nagle zdała sobie sprawę z tego, że nie ma pojęcia co łączy Ve'nevri z Thaisis i Keiranem. W przypadku Resefa było to dość jasne, lecz wydawało się, że stara znała pozostałą dwójkę od dawna. Szamana również coś z nią łączyło, więc może coś wiedział? Ponownie przeniosła wzrok na samca. - Niemniej, jak mówiłam, trzy wilki. Jeden jest uzdrowicielem i poznali się niedawno. Całkiem możliwe, że rozmawiali wyłącznie o ziołach, lecz jak wiadomo, należy być ostrożnym. To czarny basior podszyty bielą. Jednakże wydaje się, że pozostałą dwójkę znała jeszcze przed dołączeniem do stada. Nie podróżowali razem, lecz coś ewidentnie ich łączy. Oboje są młodzi, w tym samym wieku. Samica jest szara, drobna, o fioletowych ślepiach. Samiec wysoki i mocno umięśniony, żółtooki, w jego umaszczeniu dominują odcienie złota i brązu. On nie okazuje nijak, że zna Ve'nevri, lecz szara zbytnio się z tym nie kryje.
Obserwowała go przez chwilę. Lekko zdziwiła się, widząc jego reakcję na wzmiankę o Jeleniu, lecz odeszło to w niepamięć gdy ów wypowiedział swe ostatnie słowa. Skinęła więc krótko głową, jednocześnie powtórnie zmieniając nieco pozycję, by rozruszać kończyny.

Błądząc po mokradłach

#24
- Możliwe - skwitował krótko. W tamtym miejscu czuł dziwną energię. taką, która zdawała się dawać mu do zrozumienia, że jest tam niechciany. Skoro Evri coś kombinowała z Rogatym, to może dlatego tak się czuł? Powstrzymał się, by nie prychnąć pogardliwie na myśl o niej. Choć mała cząstka serca wciąż do niej lgnęła, reszta ciała odrzucała ją. Chciałi jej śmierci.

On, głosy, Wilk.

Usłyszał gdzieś w tyle trzaśnięcie gałęzi, na co powoli odwrócił łeb w tamtym kierunku, by chwilę przyjrzeć się, czy coś nie nadchodzi. Jednak gdy upewnił się, że są sami, ponownie wrócił wzrokiem do samicy. Jeszcze raz zlustrował ją wzrokiem. Cóż ciekawe czym ona zachęciła wilki do współpracy ze sobą? Cóż, Evri chyba wiedziała co robi, skoro odeszła od nich. Zastrzygł uchem na kolejne słowa wadery i pokręcił głową. - Nie doceniasz Ve'nevri. - Po jego licu przemknął uśmieszek. - A jeśli w sercach twoich podopiecznych będzie choć ziarnko wątpliwości, zawsze jest szansa, że zostanie to wykorzystane. I mówię to z własnego doświadczenia. - Ziewnął, przypominając sobie, jak przysłużył się do wygnania szarej. Nie było to aż tak trudne. Retoryka, dobre argumenty i tak naprawdę, nawet dowodów nie potrzeba. Wystarczy, że jakoś się wyczeka dobrej okazji.
Gdy wymianiała domniemanych znajomych jego byłej miłości, dopiero na dwa ostatnie opisy jego oczy zalśniły. Czy to możliwe? Czyżby jego córka spotkała ją? A ten drugi.... Jakim cudem przeżył? Poczuł ukłucie złości w sercu, które musiał zamaskować ponownie. Oh, rozprawi się z tym szczeniakiem później. Najwidoczniej Ven nawet tego nie potrafiła załatwić porządnie. - Dwójkę z nich może kojarzę. Dobrze wiedzieć. - Pokiwał głową. - Dobrze byłoby też, bym wiedział gdzie stacjonujecie, bym przypadkiem nie dorwał jej na Twoim terenie.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Błądząc po mokradłach

#25
Milczała, zastanawiając się jednocześnie, gdzie stara uzdrowicielka mogłaby znaleźć nową kryjówkę. Jeżeli nie postradała do końca zmysłów bądź nie była wyjątkowo bezczelna powinna raczej trzymać się z daleka od jeziora. Lecz nic nie wiadomo.
Słowa basiora wydawały się echem jej własnych myśli, co obudziła w niej ponownie irytację. Nigdy nie uważała Ve'nevri za głupią. O nie, była pewna, że stara jest całkiem sprytna i niewątpliwie zdolna by przekonać kogoś do swoich racji. Lokatt nie była do końca pewna, czy nie udałoby się jej nastawić Cienie przeciwko niej. To zależy od tych wilków, czy uwierzyłyby w to, co im naopowiada. A także po części i od niej samej, musiała bowiem uczynić wszystko, by słowa znachorki wydały się w ich oczach jedynie stekiem kłamstw, próbą oczernienia ich przywódczyni bądź zemsty za to, w jaki sposób została pożegnana gdy odchodziła ze stada. Jeżeli ktoś pragnie kogoś nienawidzić, będzie nienawidził. Grunt by sprawić, aby obrócił się przeciwko odpowiedniej osobie.
Szara nie była w stu procentach pewna swego sukcesu, targały ją wątpliwości i nieustannie dręczył niepokój, że straci wszystko to, co zyskała. Wciąż w swej głowie układała wszelkie możliwe scenariusze i starała się przewidzieć, co może pójść nie tak, lecz przez cały czas miała wrażenie, że w jej planie wciąż jest wiele dziur, których nie dostrzega. Zacisnęła mocniej szczęki.
- Uwierz mi, że jestem tego świadoma. Niektórym można wmówić wszystko, a sama Ve'nevri zdecydowanie nie jest głupia - urwała, by zerknąć w kierunku z którego dobiegł dźwięk łamanej gałązki. Przez jakiś czas wpatrywała się w ciemność, jakby oczekiwała, iż w końcu wyłoni się z niej inny wilk. Gdy jednakże nic takiego się nie stało, ponownie zwróciła bursztynowe ślepia ku samcowi, a na czarnych wargach zatańczył paskudny uśmieszek. - Z tego właśnie powodu pragnę pozbyć się jej jak najszybciej - dodała cicho.
Uniosła zaraz brwi, słysząc iż basior znał dwójkę z wymienionych wilków. Nie umknął jej ten dziwny blask, który rozświetlił ślepia samca i przez chwilę wydawało jej się, że widzi w nich gniew. Założę się, że chodzi mu o Thaisis i Keirana. A więc znali ich oboje. Pożałowała, że ten nie zdradził jej więcej szczegółów, lecz postanowiła nie wypytywać. Zamiast tego odetchnęła głęboko, powstrzymując się przed skrzywieniem gdy do jej nozdrzy dotarł odór gnijących roślin oraz woń śmierci roztaczana przez samca obok. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że powinna postarać się zmyć go z siebie zanim wróci na wyspę.
- Na wschód od tego miejsca płynie niewielka rzeka, łącząca się później z większą, przepływającą przez tę krainę. Znajduje się tam rozległe jezioro. Zajmujemy tamtejsze tereny - oświadczyła po chwili wahania. Uznała w końcu, że jeśli samiec pojawi się w tamtych stronach zapewne zostanie przepędzony przez Cienie, uznany za niechcianego intruza, a wątpiła by przyjdzie mu do głowy przedzierać się na wyspę. Wolałaby jednak, by trzymał się od tego miejsca z daleka.

Błądząc po mokradłach

#26
- I słusznie. Zwłaszcza, że są rzeczy, o których możesz nawet nie śnić, droga Alfo. - uniósł delikatnie brwi. Wstał, by rozprostować kończyny. Pora było powoli się zbierać stąd. Zebrał wystarczająco informacji, ba, nawet więcej niż się spodziewał.
Spojrzał na nią, gdy tłumaczyła mu gdzie stacjonują. - Cudownie, wiem zatem gdzie nie wędrować. - Uśmiechnął się ponownie, paskudnie, w swój obleśny sposób. - Nie chcemy przecież, by ktoś cię z tym powiązał. - oblizał mordę, spojrzawszy na jednego z kruków.
-Na mnie już pora, zajmę się naszą kochaną znachorką. - Spojrzał na nią ze spokojem w tęczówkach. - Uważaj tylko. W tej krainie, to nie wilki rozdają karty. Dzieją się tu rzeczy, których nie będziesz w stanie pojąć umysłem. - Odwrócił się i odszedł znikając w gęstwinach. Za nimi poleciały kruki.

//zt.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Błądząc po mokradłach

#27
Milczała, przytakując jedynie od czasu do czasu słowom samca. W jej głowie mieszały się rozmaite myśli dotyczące wszystkiego, co do tej pory usłyszała. Analizowała słowa samca, próbując je uporządkować, doszukać się w nich głębszego sensu. Szaman zdradził jej niewiele informacji, lecz była niemalże pewna, że nie ma dobrych zamiarów wobec znachorki. Nadal do końca mu nie ufała, rozważała możliwość jego zdrady, aczkolwiek uspokajała ją myśl, że współpraca bardziej się staremu opłacała. W końcu oboje mieli ten sam cel.
Skinęła mu krótko głową w kompletnym milczeniu, po czym odprowadziła basiora wzrokiem, gdy ten się oddalał. Zerknęła na odlatujące kruki, rozważając jego ostatnie słowa. Owszem, była świadoma tego, iż wokół dzieje się wiele dziwnych rzeczy, których nie sposób pojąć, jak również doskonale wiedziała, jakie zagrożenie ze sobą niosą. Wcześniej, zanim przybyła do tej niezwykłej krainy uważała wszelkie opowieści o magii i niezrozumiałych zjawiskach jedynie za bajki opowiadane przez starców by zabawiać szczenięta a bóstwa dla niej nie istniały. Jednakże tutaj szybko przekonała się jak bardzo się myliła. Nie mogła trzymać się uparcie swych dawnych przekonań, skoro widziała to wszystko na własne oczy. Zaakceptowała istnienie sił nadprzyrodzonych, lecz patrzyła na nie w podobny sposób, jak na wilki. Oceniała, czy mogą być dla niej przydatne, czy nie, godne zaufania bądź też mogą stanowić potencjalne zagrożenie. Bóstwa, o których mówił tamten jeleń zaliczyła do ostatniej kategorii, podobnie zresztą jak węże na pustyni, które, jeżeli wierzyć słowom Ve'nevri były dziełem jednego z nich. Sama magia może okazać się przydatna, jeżeli pozna się sposób, by ją kontrolować.
Odczekała chwilę, aż samiec całkowicie zniknie między zaroślami, a głosy kruków umilkną. Wówczas wstała, przeciągając się by rozprostować kończyny. W głębi duszy czuła satysfakcję, nieco przytłumioną przez lekki niepokój. Z jednej strony z tej rozmowy mogło wyniknąć dla niej wiele dobrego, lecz z drugiej może też przyczynić się do jej klęski. Poniekąd była zadowolona, że nie zdradziła mu swego imienia. Im mniej wilków dowie się, że to ona udzieliła mu informacji, tym lepiej.
Rozejrzała się wokół dość krótko, po czym wreszcie zeskoczyła z pnia i ruszyła ostrożnie przed siebie, w kierunku terenów Cieni.

//zt.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron