Polowanie na dzika

#1
Uczestnicy: Gryir, Quetro, Ethnenn
Miejsce: Skupisko sekwoi
Czas: Bezpośredni ciąg wydarzeń po spotkaniu na podmokłej równinie
Informacje dodatkowe: Zbliża się południe, dzień słoneczny, bezchmurne niebo

Kłusowała od dłuższego czasu kierując się na wschód, w stronę widocznych na horyzoncie lasów, gdzie według niej najlepiej by szukać ofiary na przyszły posiłek. Odkąd rudej zaczęło burczeć w brzuchu a Rahul i Gryir postanowili przyłączyć się do łowów, zamarzył się jej obiad, którego od dłuższego czasu nie miała okazji jeść.
W trakcie biegu Ethnenn rozmyślała intensywnie, co jakiś czas kątem oka zerkając na towarzyszących jej samców, analizując ich wspólne szanse w odniesieniu sukcesu w polowaniu. W swojej zuchwałości wadera nie zastanawiała się nad swoimi możliwościami, obawy koncentrując na nowych znajomych. W rozważaniach żółtookiej wilczycy, by wygrać dwóch basiorów musiało zastąpić jej brata i nie miała pewności czy dadzą radę. Drugim elementem budzącym wątpliwości samicy, było polowanie z kimś obcym, to czy zgrają się na tyle by skutecznie ubić obiad no i nie dać się wypatroszyć jego szablami.
Drzewa stopniowo stawały się coraz wyższe i większe, a poszycie coraz rzadsze i bardziej przejrzyste. Zapach wilgotnej i gnijącej ściółki ustąpił miejsca aromatowi igliwia, by z czasem wraz z zapuszczaniem się w głąb lasu zwykłe iglaki ustąpiły miejsca sekwojom. Nie uszli daleko, a pnie stały się tak szerokie, że przewyższały długość wilczego grzbietu, tworząc bajeczne rzędy rdzawo-korych kolumn.
- Hoo ale wielkie drzewa ... - wyrwało się waderze, która cały czas kłusując gapiła się intensywnie w górę, intensywnie rozglądając się po czubkach otaczających ich drzew. Jakim cudem się nie przewróciła, ciężko by stwierdzić, albo miała dużo szczęścia i oby wciąż dopisywało ono rudej podczas polowania, albo była mniejszą łamagą niż można by stwierdzić podczas obserwacji niektórych jej podróży.
Lekkie kroki skierowała na jedną z wydeptanych przez zwierzęta ścieżek, by pochwycić znajomą i zwiastującą pyszny posiłek woń. Nie lubiła rogacizny, same nogi i podroby, mięsa niewiele. Niedźwiedzi cuchnął paskudnie i mięso miało taki sam obmierzły smak, do tego było łykowate. Ptactwo nie zaprzątało głowy Eth nawet na chwilę, bo trzeba by je obierać z piór klejących się do pyska. Ku swej niezmierzonej radości czuła dzika. Zerknęła jeszcze raz na swych towarzyszy. Cóż nie ma wyjścia, muszą dać radę. Nucąc pod nosem truchtała wesolutko, podrygując prawie jak kucyk w cyrku, aż zwęszony trop stał się świeży.
- Dzik - powiedziała szczęśliwie, zatrzymując się w pół kroku i odwracając się do towarzyszy wachlując kitą. Czekała na potwierdzenie wyboru i z ich strony i ustalenie dalszego planu działań.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Polowanie na dzika

#2
Truchtał przy boku Etki, pozwalając jej prowadzić. A niech dziewczę ma tą satysfakcję, chyba to lubiła. Przywództwo. Quetro aka Rahul zerknął na nią kątem oka. Aha. Zdecydowanie wyglądała na taką, co lubi się rządzić. Nie mógł się zdecydować - kręci go to, czy irytuje?
Łeb trzymał odrobinę niżej, niż leciała linia jego kręgosłupa. Uważnie stawiał łapy, nie tracąc na prędkości. Wybijał równy rytm, niczym dobrze zajeżdżony rumak. Intensywnie pracował nosem, nie chcąc przegapić żadnego tropu. Sam nie za bardzo zastanawiał się nad szansą powodzenia ich polowania. On i Ethnenn jakoś dadzą sobie radę, a ten czarny cienias pomoże zagonić ofiarę. Przyda się przynajmniej do czegoś.
Zignorował komentarz wadery odnośnie drzew. Nie interesowały go. Chciał znaleźć jedzenie, bo już od dłuższego czasu jest głodny. Tyle czekać na jakiś posiłek... Cholera, musi zacząć częściej polować, bo marnie z nim będzie. Wyjdzie z wprawy i wtedy co? Będzie liczył na pomoc innych? W życiu! Prędzej zdechnie z głodu.
Zatrzymał się równo z samicą, również czując tę satysfakcjonującą woń, a następnie podniósł swoje wielkie łapsko i delikatnie zdzieliła Rudą po głowie.
- Przymknij się, bo go spłoszysz! - warknął przyciszonym głosem, patrząc na towarzyszkę z rozdrażnieniem. Na basiora nawet nie spojrzał, oczywiście.
Nic więcej nie powiedział, bo i po co? Nie ma się nad czym zastanawiać, a zdanie Gryira jakoś mało go obchodziło. Dlatego ruszył powoli w kierunku źródła zapachu, ostrożnie stawiając kroki, coby nie narobić hałasu. Zapach zwierzyny wywołał ścisk w jego żołądku, a samiec z trudem powstrzymał się prze mlaśnięciem. Los zwierza już został policzony. Ciekawe tylko jak bardzo oberwie ich trójka?
Jeśli dostatecznie długo ukrywasz się za zasłoną blefu i zasad,
ludzie zaniechają prób odkrycia, kim w rzeczywistości jesteś.
voice

Polowanie na dzika

#3
Długo. Za długo. Zbyt wiele czasu minęło od chwili, gdy polował jeszcze z innymi wilkami. Już od kilku miesięcy zmuszony był do samotnych łowów i niechętnie przyznawał, że przyzwyczaił się już do takiego stylu życia. Spoglądał przed siebie na prowadzącą ich grupkę waderę, idąc za nią pewnym krokiem i zastanawiając się, czy nie stracił w tym okresie samotności czegoś ważnego, co mogłoby ułatwić im zadanie. Upewnienie się czy wszystko z nim w porządku było jednym z powodów, dla którego postanowił przyłączyć się do polowania.
Miał to również być dobry trening. Jeśli ma zamiar w przyszłości dołączyć do jakiegoś stada, powinien odświeżyć swoje umiejętności łowieckie, przynajmniej w grupie. Była to więc sytuacja idealna. Napełni żołądek, przypomni sobie co i jak, i może uda mu się polepszyć trochę stosunki z miejscowymi. Ryzyko co prawda istniało, ale korzyści jakie mogły z tego wypłynąć z nawiązką rekompensowały tą odrobinę zagrożenia. Zresztą, nigdy specjalnie nie przejmował się swoim zdrowiem. Będzie co ma być.
Jak sobie poradzą jego tymczasowi kompani? Sam miał doświadczenie, zdobywane już od jakiegoś czasu w jego dawnym stadzie, choć od tamtego okresu jego umiejętności mogły trochę zardzewieć. Ale co z resztą? Que Que Que Rahul miał co prawda warunki fizyczne do takich spraw, pewnie niejedno zwierzę zdołałby powalić samodzielnie. Z drugiej strony duża masa nie szła zwykle w parze z nadzwyczajną wytrzymałością czy też szybkością. Podejrzewał więc, że zadanie zagonienia zwierzyny we właściwym kierunku spadnie na niego, lub na Ethnenn.
Samica też robiła wrażenie dość silniej. Patrząc z boku można by pomyśleć, że ktoś tu bardzo nie pasuje. „Zabiedzony” wygląd Gryira nie zdradzał wszystkich jego możliwości, więc prawdopodobnie kogoś dzisiaj zaskoczy, jeżeli jego przeczucie co do zdania pozostałej dwójki na jego temat było trafne.
Podobnie jak wadera, pochwycił trop dziczyzny. Czy taka miała być ich zdobycz? Nie najłatwiejsza do zabicia, ale znał kilka sztuczek, które mogą dać im przewagę. Sam od dawna nie jadł tak pokaźnej zwierzyny, naturalnie więc w jego oku pojawił się błysk, a na pysku wymalował się lekki, szyderczy uśmieszek. To będzie zabawniejsze niż przypuszczał.
- O ile jest jadalne to mi wszystko jedno, co wybierzecie. Choć zgodzę się, że im większy, tym lepszy. – Odpowiedział samicy, która najwyraźniej bardzo się ucieszyła z obecności świniaka. Sam nie był zbyt wybredny, mięso to w końcu mięso. Jest jak powietrze, które musisz pochłaniać, żeby móc dalej żyć. Jedyną różnicą był fakt, że na powietrze nie musiałeś zapracować.
Przystanął obok Ethnenn, nie zrównując się jednak z jej pyskiem. Nie lubił przyjmować pozycji lidera, zawsze więc upewniał się, że nie jest na przedzie, pozostając zawsze gdzieś za prowadzącym grupę. Inni niech się martwią wydawaniem poleceń i podejmowaniem decyzji, on po prostu będzie wykonywał swoją robotę i zrobi to cholernie dobrze. No, pod warunkiem, że nie zapomniał jak się współpracuje. A jak może się udać współpraca trzem wilkom, które prawdopodobnie dopiero się poznały, a już na pewno sobie nie ufały? Nigdy nie zadawał sobie tego pytania, ale wygląda na to, że dziś pozna na nie odpowiedź. Może nawet wyjdzie z tego cało?
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Polowanie na dzika

#4
Na szczęście dla Rahula, wilczyca miała doskonałą samokontrolę i za protekcjonalne klepnięcie po łbie uraczyła basiora jedynie uśmiechem ukazującym pełen garnitur zębów.
- Do dzika mamy dobre tysiąc metrów, wiem co robię - głos miała sympatyczny, ale oczy wadery jasno mówiły, że jeszcze jeden taki numer i to nie dzik zostanie dzisiejszą ofiarą, a zamiast niego jeden srebrny samiec będzie musiał sobie radzić na trzech łapach. Ona tu grzecznie zapytała, by ustalić czy chłopaki nie boją się potencjalnie niebezpiecznej świni, nie zaczęli jeszcze podchodów, a ten śmiał traktować ją jak szczeniaka. Tym jednym drobiazgiem Rahul nagrabił sobie za dwóch.
Za to z zadowoleniem kiwnęła głową Gryirowi, nie lubiła rozkazywać, ale lubiła tych, którym ego nie przeszkadzało we współpracy.
- Odetnę go od frontu i spróbuję zatrzymać, w razie gdyby mądrala go spłoszył. Mogę na ciebie liczyć, że będziesz trzecim wierzchołkiem trójkąta ? Uniknęli byśmy wtedy bezsensownego latania po lesie za prosiakiem na jego warunkach - Założyła, że czarny basior będzie bardziej godny zaufania, niż Rahul-samosia, dlatego podzieliła się z nim taktyką mając nadzieję, że w między czasie srebrny się dostosuje, albo chociaż nie będzie utrudniał, po czym zaplanowała własne kroki, naginając zwyczaje do nowej sytuacji.
Ruszyła szybkim i bezszelestnym galopem, którego ciężko by się spodziewać po tak dużym wilku. Nie trącając nawet jednej gałązki i nie tracąc jednocześnie prędkości, obiegła dużym kołem źródło zapachu - malutkie stadko dzików. Gdy nosem upewniła się co do lokalizacji ofiary, rozpoczęła cichutkie podchody w ich pobliże, pilnując by ustawiać się pod wiatr. Stawiała krok i zamierała na przemian, w ten sposób zbliżając się do stadka na odległość kilku susów i znieruchomiała obserwując zarówno dziki jak i otoczenie, wybierając właściwego osobnika, szukając wzrokiem i węchem swoich dzisiejszych partnerów. Jak dla niej dobry był by duży odyniec na brzegu stada. Ruda wybrała go z uwagi na spore rozmiary, w sam raz na obiad dla trzech i lokalizację na uboczu ułatwiającą atak, na gabaryt nie wróżący łatwego polowania, nie zwracała uwagi. Orientacyjny plan już miała, teraz cierpliwie wyczekiwała działań pozostałych.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Polowanie na dzika

#5
Uśmiechnął się słodko do koleżanki. Oj, nadawałaby się na przywódcę. Większość wilków uciekałaby przed jej spojrzeniem, a jednocześnie nie musiała się długo starać o respekt. Basior szanował ją, aczkolwiek zamierzał traktować po swojemu i na równi.
Nie odszedł daleko, dlatego słyszał waderę. Rzucił jej potępiające spojrzenie, gdy zasugerowała, że miałby spłoszyć zwierza, ale oczka błyszczały mu z rozbawieniem. Nic nie powiedział. Nie lubił, gdy ktoś nim rządził, ale nie zamierzał psuć wszystkim łowów. Aktualnie liczył się dla niego fakt, że będzie miał co jeść i nic więcej. Dlatego spokojnie przystał na jej plan.
Samica miała do przebiegnięcia dość spory kawałek, dlatego na początku spokojnie sobie truchtał, by zająć swoją pozycję. Dopiero po chwili przyspieszył, bezszelestnie biegnąc i oddalając się trochę od Gryira. Cóż, nie było wyjścia. Musiał zaufać kompanom. Z krzaków obserwował stadko dzików, również dostrzegłszy sporych rozmiarów osobnika z brzegu. Wlepił w niego spojrzenie i przyczaił się, gotów do biegu. Nie ustalili jednak, kto ma zaganiać i teraz pojawił się malutki problem. Na rozmowę nie ma co liczyć, bo spłoszą zwierzęta. Trzeba po prostu się jakoś zgrać. Nie ma wyjścia.
Jeśli dostatecznie długo ukrywasz się za zasłoną blefu i zasad,
ludzie zaniechają prób odkrycia, kim w rzeczywistości jesteś.
voice

Polowanie na dzika

#6
- Jasne – Rzekł krótko w odpowiedzi, przypatrując się następnie jak oddala się „przywódczyni”. Masywny samiec też już ruszył na pozycję, więc chyba i na niego przyszła pora. Zatoczył dość spory łuk podchodząc do gromadki dzików z niekrytej przez nikogo strony, tak by nie ryzykować wykrycia. Poruszał się umiarkowanie wolno i ostrożnie, uważając na kierunek wiatru i dźwięki. Przy okazji dokładnie wybadał wzrokiem otoczenie. Może zauważy coś, co mogłoby się przydać gdy już rozpocznie się akcja? Jakiś dół, do którego można by zagonić zwierzynę i ograniczyć w ten sposób jej ruchy? Może gdzieś drzewa rosły gęściej i uniemożliwiłyby niezgrabnemu dzikowi manewrowanie, podczas gdy on mógłby wykorzystać swą zwinność? Należało wykorzystać wszystkie dostępne środki.
W końcu dotarł na pozycję, ustawiając się tak, by móc jak najłatwiej skierować ofiarę przynajmniej ku jednemu z pozostałej dwójki wilków. Zapewne upatrzyli sobie najtłustszą sztukę, i słusznie, martwiła go jednak reszta stada świniaków. Dziki bywają agresywne. Miał nadzieję, że uda się je zaskoczyć na tyle, aby zapomniały o ewentualnym ataku.
Następnie zaczął się zastanawiać, co dalej. Zwyczajnie w świecie zapomniał spytać się o coś tak podstawowego jak to, kto ma zainicjować atak. Mógłby wyskoczyć z zarośli, za którymi się przyczaił i spróbować zmusić dzika do biegu w kierunku kolejnego drapieżnika. Tylko czy udałoby mu się osiągnąć zamierzony cel, czy może sprowokowałby w ten sposób wieprze do ataku? I czy samodzielnie zdołałby oddzielić tą jedną sztukę od reszty? Wątpił w to. Tu potrzeba przynajmniej pary wilków, tak by jeden mógł kontrolować resztę grupy. Dwójka wzbudziła by też większą trwogę niż jeden, dość mizernie wyglądający samiec.
Czekał więc, zastanawiając się, czy pozostali dojdą do tych samych wniosków, czy może ruszą od razu. Jeżeli któryś z wilków postanowi rozpocząć atak, ruszy mu na pomoc i zagoni dzika we właściwym kierunku. Gdyby tak się nie stało, sam zacznie zabawę, licząc na pomoc pozostałych.
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Polowanie na dzika

#7
Pobliskie sekwoje doprawdy robiły wrażenie, mimo, że nie raz widział je już podczas swojego życia. Brązowy basior przechadzał się pomiędzy nimi, co jakiś czas przystając aby zebrać co ciekawsze zioła. Początkowe zainteresowanie ogromnymi drzewami wyparowało niemal natychmiast gdy tylko dojrzał pierwszą leczniczą roślinkę, którą był zaopatrzony w liczne małe kwiatki, krwawnik. Z biegiem czasu, jego kolekcję zdążył zasilić także fioletowy tojad, a Evrett, niemal całkowicie zatracił się w swoich poszukiwaniach. Zapewne trwałyby one jeszcze długo, gdyby w pewnym momencie nie trafił na intrygujący trop. Dziki. Od dawna chodziło mu już po głowie polowanie... lecz czy akurat to zwierzę byłoby dobrym wyborem, tym bardziej w pojedynkę? Na pewno walka okazałaby się ciężka, lecz... czuł, że potrzebuje jakiegoś wyzwania. W końcu dzik to nie niedźwiedź. - przeszło mu przez myśl, gdy przypomniał sobie, jak ostatnio zaproponował pewnej trójce polowanie właśnie na tego zwierza, a ostatecznie skończyło się na dzikim misiu. Westchnął, ruszając za w miarę świeżymi śladami, zarówno w postaci zapachu, jak i trudnej do przeoczenia, zrytej ziemi.
Stadko, które napotkał najwyraźniej bawiło się w najlepsze, na tą chwilę w żadnym stopniu nieświadome obecności wilczego drapieżnika. Żółtooki natomiast, przyczajony w pobliskich zaroślach, wypatrywał dogodnej ofiary. Na uboczu dzikiej grupy znajdował się jedynie spory samiec, który jednak nie był celem, na który chciałby porwać się samotnie. Postanowił wiec chwilę odczekać, a nuż, jakiś inny osobnik postanowi odrobinę się oddalić. Kilka razy miał wrażenie, że jedna z samic zdecyduje się na ten krok, lecz niestety po zrobieniu zaledwie kilku, wracała w poprzednie miejsce - odnosił wrażenie, że coś ją zaniepokoiło. Mijały minuty, a brązowy, coraz częściej spoglądał w stronę odrzuconego wcześniej odyńca, który nadal grzebał w ściółce ładnych kilka metrów od reszty swoich pobratymców. Cóż. Niech będzie. Podkradanie się bliżej według niego nie miałoby w tym przypadku sensu, ze względu na to, że mógłby nieumyślnie spłoszyć dzika, a chciał uzyskać efekt zaskoczenia. Z resztą, nie znajdował się on wcale tak daleko. Basior zerwał się więc z miejsca, ruszając w stronę swojego celu.
Dopiero w tym momencie zorientował się, że coś jest nie tak... czyżby nie był jedynym wilkiem w tym miejscu?
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Polowanie na dzika

#8
Plan był doskonały i opracowany w każdym szczególe, z wyjątkiem jednego, jak dać sygnał do ataku. Polując z braćmi byli zgrani do tego stopnia, że nie musieli nic ustalać, działali instynktownie prawie jakby czytali sobie w myślach. Ruda nie polowała tym razem z braćmi i właśnie ten drobiazg dał o sobie znać. Upewniła się co do lokalizacji sprzymierzeńców, ale co dalej.
Los i tym razem uśmiechnął się do wilczycy, która mogła by czekać z podjęciem ataku do następnej wiosny, pozostawiając pierwszy krok dwóm samcom. Znikąd pojawił się jakiś obcy bury kształt, który przypuścił szturm na upatrzonego wcześniej przez Eth odyńca. Nie zastanawiając się dłużej by nie stracić obiadu, srebrny zapewne zaczął by marudzić, bo jak się okazywało był znacznie bardziej gderliwy na głodniaka niż z pełnym brzuchem, wyskoczyła ze swojej kryjówki. Pełnym pędem rzuciła się w stronę zwierzyny, by w kilku susach znaleźć się przy jego łbie. W planach miała usadzić bestię w miejscu do czasu, aż Gryir i Rahul dołączą się do akcji.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Polowanie na dzika

#9
Już zaczął się zastanawiać nad ruszeniem na zwierza, coby przynajmniej coś się działo, gdy z krzaków wyleciał wilk. Basior myślał, że to Etka, ale szybko okazało się, że nie. Nie rozmyślał długo. Nie miał a zamiaru nikomu oddać obiadu. Wyskoczył z krzaków i pognał prosto w kierunku zwierzyny, ale w taki sposób, żeby w razie czego odciąć mu drogę ucieczki. Dołączy do tego Gryir i o ile stadko się nie wkurzy, a spłoszy to ich cel nie ma jak uciekać. Tylko co zrobią z obcym samcem?
Dopadł odyńca niedługo po Rudej. Nie kierował się do głowy, bo to nie miało sensu. Za cel obrał sobie zad, atakując nieco z boku. Zwierzak był już zajęty z dwóch stron, a trzecią pewnie zajmie Gryir. Póki co planem Quetro było odebranie zwierzynie szansy ucieczki i możliwie jak największe zranienie go, żeby w razie draki utrudnić mu poruszanie się.

//wybaczcie, nie mam głowy teraz do pisania logicznych postów
Jeśli dostatecznie długo ukrywasz się za zasłoną blefu i zasad,
ludzie zaniechają prób odkrycia, kim w rzeczywistości jesteś.
voice

Polowanie na dzika

#10
Czekał na jakikolwiek znak, przygotowując się już do tego, że go nie otrzyma i będzie musiał sam wystartować pierwszy. I właśnie wtedy w stronę stadka rzucił się samiec. Problem był tylko jeden – to nie był ten samiec, którego się spodziewał. Właściwie to pierwszy raz widział tego osobnika na oczy i nie miał zielonego pojęcia, skąd on się tu wziął.
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Pojawienie się nieznajomego stworzyło dobrą okazję do ataku, no i dodatkowa paszcza nie zaszkodzi w polowaniu na takiego zwierza. Oczywiście o ile brązowy samiec nie uzna tego za próbę kradzieży, ale tym może przejmować się później.
Wystrzelił z za krzaków najprędzej jak potrafił i od razu rzucił się w kierunku zwierzyny, żądnym krwi spojrzeniem namierzając cel. Łowy się zaczęły, czas poważnie zabrać się do roboty. Pozostali również opuścili swoje kryjówki i przypuścili atak. Nie zamierzał pozostać biernym.
Przypuszczał, że próba powalenia dzika może okazać się trudnym zadaniem dopóki ten nie będzie zmęczony, nawet przy ich liczebności. Biegł więc tak, aby zrównać się z bokiem ofiary i z tamtego miejsca przystąpić do ataku, nie na jego grzbiet czy łeb, lecz na jego nogi. Gdyby udało się je zranić, ucieczką ich przyszłego posiłku nie musieliby się martwić. Ponadto, rozpędzony dzik nie radzi sobie dobrze z nagłymi zwrotami, utrzymując się więc obok jego zadu nie ryzykował nagłego ataku, może poza przypadkowym kopnięciem. Plan był więc prosty, krótkimi, szybkimi ukąszeniami rozszarpać kończyny zwierzaka. Nie zamierzał chwytać go na dłużej, nie dopóki jest w pełni sił. Lepiej stopniowo go osłabiać aż te go opuszczą. Pomysł więc miał, czy się on powiedzie, dopiero się o tym przekona.
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron