Walpurga i Sura urządzają babskie spotkanie

#1
Uczestnicy: Sura, Walpurga
Miejsce: Gwieździsta Polana
Czas: Jakiś czas po polowaniu na Niedźwiedzia w potoku
Informacje dodatkowe: Gwieździsta noc.

Wadera leżała na środku polany, na samotnym kamieniu, wpatrując się w gwieździste niebo. Darzyła to miejsce sympatią. To tu spotkała dziwną łasice, która to sprowadziła ją do Iskier, gdy te miały akurat niezapowiedzianą wizytę Jelenia. Chłodne jesienne powietrze mierzwiło jej futro, szczypiąc zimnem w delikatny nos. Woń niedźwiedzia powoli wietrzała z niej, ustępując jej własnemu zapachowi, watahy i terenów które przebyła. Nie bała się wędrować samotnie. Była szybka, zwinna, co pozwalało jej szybko uciec w razie czego. Siła nie była jej atutem, jednak ostatni czas, polowania, sparingi wzmocniły ją, czego była świadoma. Jej organizm nie doświadczał juz głodu, jak za czasu, gdy tułała się po różnych krainach, posilając się drobnymi gryzoniami, czy padliną w najgorszym wypadku.
Poczęła analizować swoje życie, drogę, którą przebyła, by znaleźć się w tym miejscu. Wspominała matkę, siostrę i brata. Śmierć tych dwóch pierwszych, w tak... niegodny sposób. Skrzywiła się na samą myśl. Także ojciec.. Alfa, którego wataha została brutalnie rozbita. Zmarł walcząc do końca, a ona sama uciekła, z poharataną mordą i rozczłonkowaną dumą i pewnością siebie. Kim ona była wtedy? Można powiedzieć, że była tchórzem, czy że kierowała się wolą przetrwania?
Cóż to był fakt. Uparcie trzymała się życia. Wędrówki, głód, choroba.. Wszystko to przetrwała. Każda trudność jednak budowała ją. Wzmacniała. Jednak wiedziała, że nie jest niezniszczalna, przez co dalej pozostawała ostrożna. Wiedziała, że za duża pewność siebie sprowadzi na nią ten sam los, który spotkał jej rodzimą watahę. Westchnęła, wypuszczając z pyska parę, która uniosła się do nieba, znikając za chwilę.


Walpurga i Sura urządzają babskie spotkanie

#2

Nie do końca wiedziała co skłoniło ją do tej idiotycznej przechadzki. Głupiej bo nie powinna się od nich oddalać, nie do póki nie uznają ją za swoją. Nie mogła się jednak powstrzymać, potrzebowała chwili oddechu, a aksamitne niebo tylko kusiło swoją przejrzystością. Walpurga wolała nie odchodzić zbyt daleko od centrum terenów Iskier, więc przeszedłszy kilkanaście metrów wzdłuż niewyraźnej ścieżki dalej podążała tropem gwiazd na nieboskłonie. Wybierała te największe, świecące najjaśniej. To one bowiem były tymi najsilniejszymi, których blask przetrwał aż do ziemi. Tak jak ona sama przetrwała wszystko by dotrzeć tutaj. Wolała nic nie zapeszać, wiedziała iż jeszcze długa droga do poznania przed nią samą, ale też przed całą bandą nim w pełni uznają ją za swoją. Jeśli uznają... Walpurga z przyjemnością wsłuchiwała się w trzask gałązek pod łapami, idealny akompaniament do nocnego grania innych istot zamieszkujących las. Nie musiała obawiać się ani wykrycia, ani niebezpieczeństwa. Wspaniałe uczucie, móc chociaż przez chwilę pomyśleć o czymś innym prócz, czy uda jej się przetrwać kolejną godzinę. Czasami wspomnieniami wybiegała poza granicę gór, którą przekroczyła w gruncie rzeczy całkiem niedawno. Chociaż mech i podszyt stanowiły zgoła dobry zamiennik brakowało jej trzasku śniegu, jego oślepiającej bieli, oraz tej lodowatej atmosfery czystości. Nikt nie mówił, że zimno ma być przyjemne. Ma być prawdziwe, czasami aż do bólu. Dla szarej było również przejrzyste jak niewiele rzeczy w jej życiu. Proste jak pień drzewa. Zebranie się silniejszego wiatru oznaczało podwiewanie futra i oszroniony ogon, wtedy musiała szukać schronienia. Najczęściej w opuszczonych norach, czy jaskiniach, jeśli los był tego dnia odrobinę łaskawszy może nawet pod szczęśliwie nieprzeciekającymi koronami drzew... Ciepło było kompletnie inną bajką. Bajką, którą nie do końca poznała. W końcu na Północy rzadko kiedy świeciło słońce, co dopiero obdarzało wilki autentycznym ciepłem, a nie zdradzieckim kłuciem odbijającej się bieli.
Sъvariti nawet nie spostrzegła kiedy wolnym truchtem dotarła do przeuroczej polany. Tak bardzo zajęło ją wpatrywanie się w górę, że nawet nie spostrzegła iż nie jest tu sama. na podłużnym kamieniu ustawionym centralnie pośród okręgu traw leżał wilk podobny w swej ciemności do cienia. Zmrużyła oczy, jednocześnie podchodząc bliżej. Nie była pewna jak zareagować na przebywającego tu gościa, ale na pewno był on jednym z uczestników bitki w potoku. Zatrzymała się w bezpiecznej odległości rozważając dwie opcje: wycofanie się inną drogą, bądź zaczęcie rozmowy z nieznajomym.


Walpurga i Sura urządzają babskie spotkanie

#3
Wiatr targał futro wadery, niosąc za sobą chłód zbliżającej się powoli zimy. Czuła jak wszystko wokół zapada powoli w sen, by na wiosnę ponownie rozkwitnąć życiem, ciesząc oko każdej istoty. Przymknęła na chwilę złociste oczy, a język przejechał po bliznach na kufie. Ah, tak bardzo marzyła o śnie. Nie przepadała za zimą. Kojarzyła jej się z głodem.
Do jej uszu dotarły hałasy. Ktoś się zbliża.. pomyślała, a nozdrza podrażnił zapach. Skądś go znała, jednak na obecną chwilę nie potrafiła skojarzyć, gdzie napotkała tego osobnika. Nie zmartwiona, poczęła nucić melodyjnym głosem.

"Wiatr kołysze w locie ćmy.
Wilki śpią mocno, że aż strach..
I tylko ty nie śpisz duszko ma.
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw."

Zmrużyła oczy, gdy wyczuła, że intruz stoi blisko niej. Spojrzała na obca sylwetkę, otwierając oczy, który zdawały się błysnąć. Wstała dumnie i cicho, jak to miała w zwyczaju. Z gardzieli wydobył się ostrzegawczy warkot. Uszy postawione na sztorc i ogon wskazywały jednak, że nie miała wrogich zamiarów. Była jedynie uważna. Nie wiedziała co kryje się w odmętach umysłu Walpurgi. Jednak zapach i jego znajomość drażniły Surę. Niemożność przypomnienia sobie, gdzie się wcześniej spotkały, wprawiała ją w dyskomfort. - Skądś cie znam. - mruknęła, patrząc z góry na nowoprzybyłą Mięśnie Czarnej spięły się gotowe do ewentualnej ucieczki.


Walpurga i Sura urządzają babskie spotkanie

#4

Zamarła w bezruchu kiedy przez ciszę nocy przebiły się delikatne dźwięki melodii. Nigdy nie słyszała żeby jakakolwiek wilczyca robiła coś podobnego, chociaż też niewiele wilczyc w ogóle znała. Ta, która stanęła przed nią dumnie była jednym z wilków obecnych podczas kazi przy potoku. Walpurga przekrzywiła łeb w ciszy analizując słowa piosnki. Nie mogła powstrzymać natychmiastowego połączenia tego z jej matką, kimkolwiek była. Wyobrażała sobie jak śpiewa jej niczym normalna wadera opiekująca się własnym szczenięciem. Chociaż słowa zwrotki nie tryskały szczęściem były o wiele bardziej interesujące niż przeciętny wierszyk. W pewien sposób mogła się z nimi utożsamiać. Wspomnienia z dzieciństwa uderzyły nagle i niespokojnie. Poczuła smaganie biczy ze śniegu na futrze, oraz chłód ziemi pod łapami. Była taka mała, ale mimo to pamiętała każdy szczegół, każdy grymas na twarzy Jarluba. Zniechęcenie, rozczarowanie, odraza. Przymiotników do określania jego reakcji nie brakowało. Brnęła przez zaspy ślepo zapatrzona w gigantyczną sylwetkę ojca, który przewodził kolumnie. Całe zdarzenie działo się niedługi czas przed jej wygnaniem, pamiętała dość wyraźnie jak jako ostatnia zamykała korowód, przed nią szli tylko starzy. Wtedy dopiero zaczynała sobie zdawać sprawę z beznadziejności własnego położenia. Dotychczas nie przejmowała się tak bardzo popychaniem przez innych młodzików, drwina, albo kompletnym ignorowaniem. Była dzieckiem, praktycznie wszystko stanowiło okazję do zabawy. I znów myśli pokierowały Sъvariti w stronę Egoja. Był wtedy dużo młodszy, ale i tak wędrował wraz z pozostałymi dziadami. Możliwe, że nawet od czasu do czasu obracał łeb by zorientować się czy wciąż za nimi idzie. Teraz Walpurga widziała jak żałosny widok stanowiły jej odzywki, ale wtedy każdy akt zainteresowania jej istotą był rzeczą na miarę cudu. Mimo iż czuła się okropnie przemęczona zdołała przyspieszyć i dorównać mu kroku w swoim grubym, szczenięcym futrze. Egoj początkowo ignorował jej towarzystwo, ale nawet ślepy spostrzegłby niepokój w oczach basiora. Miarkę przebrała właściwie z własnej winy. Ciężką dysząc ze zmęczenia radośnie szczeknęła po czym zadała staremu proste pytanie:
- Ale jestem zziajana. Kiedy staniemy, dziadku?
Mimowolnie spięła mięśnie kiedy każde wspomnienie wracało do jej głowy. Powiedziała to cicho, ale i tak wszyscy w około zamarli. Egoj nie miał wyboru. Chociaż... Miał wybór. Natychmiast się poprawiła. Nie musiał tego robić, mógł zwyczajnie odejść, mogli to zrobić razem. Jak w chwili wydarzenia poczuła mierzwiące ciepło na policzku, dokładnie w miejscu gdzie zadał cios.
Gdyby nie krótkie słowa Sury, najpewniej pomyślałaby że warknięcie jest częścią jawy z przeszłości. Osłupiała wpatrywała się w nią próbując sklecić odpowiedź.
- Ww... Widziałaś mnie nad potokiem, pomogłam wam w polowaniu. – W końcu wyrzuciła z trudem.


Walpurga i Sura urządzają babskie spotkanie

#5
Analizowała powoli wonie jakie ją otaczały. Czy ta, która stała przed nią była aby na pewno tu sama? Uważaj... Nie była na terenie Iskier, więc musiała zachować neutralność. Poczuła jak chłodne, ostre powietrze drapnęło ją w gardziel. Coraz zimniej robiło się, co dało się odczuć choćby patrząc na niebo. Słońce świeciło inaczej, jego promienie były ostre, przecinając powietrze, rażąc. Na jej rodzimych ziemiach zima nigdy nie była zbyt ciężka. Sprawny wilk mógł zawsze jakimś cudem przetrwać. W ich watasze zawsze jednak był głód w ten okres. Każda ofiara była dzielona. Najsilniejsi mieli najwięcej, a najsłabsi dostawali marne ochłapy, co z czasem eliminowało słabe jednostki. Potem nadchodziła wiosna, gdzie łatwo było o nieszczęście. Jej matka i siostra przez to przecież zginęły. Były nierozważne. Na tą myśl oczy wadery błysnęły, odganiając chmurę wspominek, która poczęła majaczyć przed jej oczami, przysłaniając widok na obecną sytuację. Różowy język oblizał blizny na pysku, po czym niczym cień ześlizgnęła się z głazu, by w ułamku sekundy znaleźć się niebezpiecznie blisko Walpurgi. Lubiła stawiać obce wilki w dziwnych sytuacjach, sprawdzać ich. Jej towarzyszka mogła teraz zobaczyć dokładnie blizny, którymi była usiana prawa strona łba Sury.
-Oh, rzeczywiście. Pamiętam. - wyszczerzyła przydługawe kły w uśmieszku. - Cudowne miejsce, prawda? - zapytała obcą, kierując swój wzrok ponownie na gwiazdy. - Tylko trzeba uważać na białą łasice. - zarechotała.


Walpurga i Sura urządzają babskie spotkanie

#6

- Białą łasicę? – Czarna dezorientowała Walpurgę swoim pewnym uśmiechem i aurą samodzielności. Nie wydawała się nawet trochę przejęta jej nagłym wtargnięciem w miejsce odpoczynku. Wręcz przeciwnie, przyjęła to tak jak gdyby spodziewała się wizyty szarej. Walpurga musiała jednak powściągnąć zdziwienie. Chodziło o zdobycie poważania, a teraz nadeszła na to najlepsza okazja. Przypomniała sobie całą lawinę zdarzeń w potoku, atak niedźwiedzia i ucieczkę Revirell oraz jej podopiecznej. Na pewno wszystkich to dotknęło, bardziej niż mogłaby sobie wyobrażać, zwłaszcza że Iskry wydawały się ze sobą związane. Czego tu się zresztą dziwić? Tworzyli społeczność jakiej ona nigdy dotąd nie uświadczyła. Byli rodziną. Skojarzyła moment kiedy Sura rzuciła się na pomoc drugiemu krukowi – Maelviusowi. Wydawali się bliskimi przyjaciółmi, widać jak waderę przestraszyła jego niecodzienna reakcja. Westchnęła cicho na myśl o kimś z kim mogłaby dzielić chociaż część swoich przemyśleń. Być może dlatego nie miała ich zbyt wiele. Nie miała komu się wyrazić, brakowało jej przyjaciół, powierników. Tak na prawdę brakowało jej kogokolwiek od kogo mogłaby nauczyć się jak żyć pośród osób nastawionych do niej jeśli nie przyjaźnie to przynajmniej neutralnie. Cóż... Z pewnością nie miało to być najłatwiejszym zadaniem. Przekonała się o tym na własnej skórze po ostatnich próbach rozmów z członkami bandy. Miała przecież całkiem dużo do powiedzenia jeśli tylko wiedziała o co chodzi. Nie lubiła strzępić języka niepotrzebnie, a i w gawędzeniu nie należała do grona mistrzów. Walpurga była... Szlachetna w swej prostocie. Szczera do bólu, ale nieprzewidywalna zarazem. Może to stanowiło jej największą wadę i zaletę? Była prawdziwa jak nikt inny i to właśnie wyróżniało ją pośród reszty uparcie skrywających swe sekrety najgłębiej jak się dało.


Walpurga i Sura urządzają babskie spotkanie

#7
- Tak, biała łasica. - Przechyliła łeb lekko na łeb, uśmiechając się lekko łobuzersko. - Ale cóż, te krainy są pełne dziwnych istot i zjawisk. Sama kiedyś się pewnie przekonasz. - Uśmiechnęła się kątem pyska. Oby tylko przybyła nie musiała tego doświadczyć tak mocno jak Sura i Maelvius. Bez pomocy Oriona pewnie skończyliby jako obiad dla robali. Nie rozmyślała nad tym dalej, to było bezsensowne, zwłaszcza, że przeanalizowała już chyba każdy szczegół tamtych zdarzeń. Ciekawiło ją jednak co ujrzała przy źródle. Kiedyś będzie musiała znowu się tam wybrać, ale na pewno nie sama.
- Masz jakieś imię, Nieznajoma? - zagaiła luźno, sadzając zad, na lekko zmarzniętej ziemi. Nie była nastawiona negatywnie. W sumie, dobrze, że mogła do kogoś w końcu otworzyć pysk. Walpurga w końcu z nimi walczyła z niedźwiedziem i nie uciekła jak co niektórzy. W oczach Sury zasłużyła więc na choć odrobinę milsze postępowanie ze swojej strony, niż inne obce wilki. Odstawiła więc na obecną chwilę swoje gierki psychologiczne, pozwalając waderze czuć się w miarę swobodnie w swoim towarzystwie.


Walpurga i Sura urządzają babskie spotkanie

#8

Odetchnęła z ulgą kiedy wadera znów usiadła spokojnie. Jej poprzednia reakcja całkowicie zdezorientowała Walpurgę. To chyba typowe u nich. Dotąd każdy spotkany wilk zachowywał się całkowicie nieprzewidywalnie. Dezorientowało ją to i sprawiało, że za każdym razem martwiła się jak wypadnie. Przez całe swoje życie nie rozmawiała przecież z nikim za wiele, a teraz tyle zależy od gadaniny. Tak właściwie, to wszystko od tego zależy. Czy tu zostanie, czy będzie miała po co, a może ruszy w dalszą tułaczkę przez drogę, która sama pewnie nie wiedziała gdzie się kończy.
Spróbowała zebrać wszystkie informacje jakie mogła sobie przypomnieć o siedzącej. Na pewno widziała ją w potoku, Walpurga była też prawie pewna iż wadera mogła być tą którą miał na myśli Maelvius, podczas rozmowy na łące. Świetnie, kolejny wilk przed którym musi uważać na to co mówi.
- Walpurga. Tak na mnie mówili. Oczywiście, kiedy jeszcze chcieli do mnie mówić. A ty to?
Musiała być ostrożne, nie naciskać na tematy, które mogły wywołać nieprzyjemne sprzeczki. Sama przecież widziała co stało się przy potoku z ich przywódczynią. Wszyscy wydawali się tym bardzo przybici. Szarej wydawało się to dosyć niezrozumiałe. Nie była sobie w stanie wyobrazić dobrego dowódcy, który uciekł z pola walki, u Ratborów to się nie zdarzyło nigdy. Ten kto ma władzę nigdy nie ucieka, a umiera jako ostatni. Zazwyczaj.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron