Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#11

Obnażył ją. I to w brutalny, oczywisty sposób. Kiedy ktoś inny zawarł całe jej dotychczasowe życie w jednym zdaniu poczuła jak żałośnie ta cała historia brzmi. Sama by sobie nie uwierzyła, ale sądząc po reakcji Maelviusa ten ochoczo przystał na jej wersję zdarzeń. Cały czas, na nowo szokowało ją zachowanie basiora. Raz rzucał się na boki niczym rozwścieczony niedźwiedź, innym razem spokojnie wsłuchiwał w opowieści. Wilk – Zagadka. Tak samo nieoczywisty był ten okrzyk. Podświadomie wadera zdawała sobie sprawę iż to nie o jej zdrajców chodziło. Zabawny, kruczy wilk. Tyle w sobie ukrywał, a tak łatwo uzewnętrzniał emocje.
- Naprawdę interesuje cię moja historia? Czy raczej sam fakt, że ją opowiadam? Wydajesz się być myślami w innym miejscu, czasem całkiem blisko, czasem bardzo daleko w przeszłości. Coś mi mówi iż nie jestem jedynym gawędziarzem na tej łące.
Siedzieli całkiem blisko siebie, a ona wystarczająco dużo już nagadała o sobie. Może nawet za dużo jak na pierwsze spotkanie. Ugniotła łapami trawę przed sobą, a później przekornie ułożyła łeb między nimi. Spojrzała w górę na kompana mimowolnie skupiając wzrok na podłużnej bliźnie zdobiącej kark basiora. W chwili ciszy pozwoliła sobie na dyskretną obserwację jego kruchej postury. Wysoki, ale bardzo delikatny, przypominał ducha ukrywającego się w koronach drzew, jeśli tylko takowe istnieją. Podłużne rany zasłonięte gdzieniegdzie futrem i te głębokie, granatowe ślepia... Walpurga dopiero teraz zdała sobie sprawę, że dla wielu wydawałby się nieprzewidywalnym zagrożeniem i to w dodatku zagrożeniem o aparycji groźnej zjawy. Ciekawe, dlaczego w jej oczach wydawał się przyjazny. Szaleństwo w szaleństwie? Być może Maelvius nie zdawał sobie sprawy, że właśnie w tej chwili zdobył sobie nowego przychylnego mu osobnika. Sъvariti nie miała do końca pewności, czy zwyczajnie brakowało jej towarzystwa, czy może ekscytował ją sam fakt iż rozmawiała z samcem. Taka miła odmiana od tego co spotykała dotychczas stanowiła ożywcze doświadczenie, ale jednocześnie napawała strachem przed przysłoniętym odbiorem rzeczywistości. Może teraz kruczy wydawał jej się dobrym rozmówcą, obawiała się jednak że z czasem zauważy niedociągnięcia jakie miała przed nosem. A może zwyczajnie przesadzasz? Może się... Boisz?
Wzdrygnęła lekko na myśl o haniebnej emocji. Ratborowie nauczyli ją więcej niż gotowa była przyznać, a nie stanowiło to absolutnie żadnego powodu do dumy. Oby tylko reszta ich instynktów nie dosięgnęła jaźni wadery. Nigdy. Nie pozwolę na to za żadne skarby. Tak, było to odrobinę żałosne i tandetne, ale Walpurga jak każda młoda wilczyca lubiła od czasu do czasu pomyśleć o przyszłości, rodzinie, czy nadziei na którekolwiek z powyższych marzeń. Mogła to robić, prawda. Czy jednak cokolwiek z tego miało się spełnić? Tutaj, na tych nieodkrytych ziemiach? Przy tych nieodkrytych wilkach i ich skrytych charakterach?


Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#12
Chwilę potrwało, nim udało mu się uciszyć chór chaotycznych głosów w jego głowie. Zamilkły, lecz z pewnością nie na zawsze. Odkąd pierwszy raz pojawiły się w trawionym gorączką i osłabionym umyśle samca wtedy na pustkowiu miały prawdopodobnie towarzyszyć mu już przez całe życie, odzywając się całkowicie niespodziewanie. Raz szeptały, innym razem wrzeszczały bądź żałośnie skowyczały. Pojawiały się znikąd, by podsycić gniew bądź wzbudzić niepokój, a potem znikały. Czasem przypominające głosy braci lub matki, czasami zupełnie obce. Oznaka czającego się w zakamarkach umysłu szaleństwa, choć sam Maelvius ich w ten sposób nie postrzegał. Dla niego były darem.
Milczał chwilę, ociągając się z odpowiedzią na pytanie wadery. Nie, nie miał ochoty opowiadać o swej przeszłości. Skoro członkowie jego stada nigdy jej nie poznali, tym bardziej obca wilczyca nie miała się dowiedzieć. Wciąż nie mógł zrozumieć, dlaczego ona zdecydowała mu się opowiedzieć swą historię. Dlatego słysząc jej pytanie uniósł jeden z łuków brwiowych, po czym wyszczerzył nieco pożółkłe zębiska w lekkim uśmiechu.
- Mówiąc szczerze jestem ciekaw, co skłoniło cię do podzielenia się ze mną swoją historią - powiedział zgodnie z prawdą. - Nieczęsto spotyka się wilki, które uznają za stosowne tak czynić już przy pierwszym spotkaniu - dodał bezbarwnym tonem pozbawionym emocji. Starał się nie dać po sobie poznać, iż uważa takie zachowanie za wysoce nieostrożne. - Choć i sama historia jest interesująca. Z chęcią dowiedziałbym się, na czym polega owa wyjątkowość, o której wspominałaś.
Utkwił świdrujące spojrzenie w obliczu samicy, przyglądając się jej przez krótką chwilę. Dopiero teraz w pełni dostrzegł, jak bardzo się od siebie różnią. Miał przed sobą wilczycę o postawnej, silnej sylwetce, przewyższającej wzrostem niejednego samca. Jasne futro naznaczone brązowawymi plamkami miała zadbane, miękkie i połyskujące, nieskalane. Każdy jej ruch był energiczny i pewny. Emanowała siłą i pięknem. Na wielu z pewnością robiło to wrażenie, lecz w nim, w którym większość uczuć już dawno strawił płomień ponurej nienawiści, wzbudzało jedynie dziwną gorycz. Kojarzyła się z dniami, które odeszły w zapomnienie. Dawną, bezpowrotnie utraconą siłą, jego misternym planem udaremnionym zanim zdążył go zrealizować.
Tym razem nie pozwolił sobie na ucieczkę w bolesne wspomnienia, skupiając się na wypowiadanych przez siebie słowach.
- Jeżeli szukasz gawędziarza, to niestety źle trafiłaś - rzucił z krzywym uśmiechem. - Wiele istot nosi piętno swej przeszłości. Wisi ona nad ich głowami niczym cień, czai się w zakamarkach umysłu, czekając na odpowiednią chwilę, by je dopaść i ugodzić w najczulsze miejsce. Grunt to nie popełniać tych samych błędów.
Właśnie dlatego ci nie ufam, dodał w myślach. Nie mógł pozwolić, by ktoś ponownie zawiódł jego zaufanie. Westchnął.
- Jak trafiłaś w te okolice? - zmienił nagle temat, odwracając na chwilę wzrok od wadery, by spojrzeć na pobliskie szczyty.

Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#13

- Masz rację, wiele z nas skrywa swoje dawne występki w cieniu niepamięci – stwierdziła lekko zawstydzona. Walpurga nie mogła sobie wybaczyć jak nieporadnie wychodziła w porównaniu do jej nowego znajomego. Na każde jej zdanie odpowiadał trafniejszą odpowiedzią niż mogła sobie wyobrazić. Cała ta nowa sytuacja... Może trafiła na zbyt wymagającego rozmówcę? Nie przywykła w końcu do tak absorbujących rozmów, nie przywykła do rozmów w ogóle. No właśnie, jak się tutaj znalazła? Kolejna odpowiedź, ale tym razem na pytanie kruczoczarnego, musiała przynajmniej połowicznie zadowolić waderę. Nie wypadało się raz po raz ośmieszać, zwłaszcza przed takim wilkiem. Basior imponował jej swoją skrytością, oraz oczywistym intelektem. Miała wrażenie, że określenie „dawne występki” nie oddawało nawet części jego starych dziejów. Oczywiście nie liczyła iż kiedykolwiek je pozna. Teraz wypadałoby mieć jedynie nadzieję na akceptację bandy, a przynajmniej jej części. Coś jednak było w tym spotkaniu dziwnie fascynującego. Albo zwyczajnie nieobyta pośród innych wilków wadera wyobrażała sobie sceny wiecznej przyjaźni po kilkunastominutowej rozmowie. Oby tylko druga wersja nie była prawdziwsza od pierwszej.
- Ja... Uciekłam z mojego domu. Jeśli tak można nazwać to miejsce za górami, daleko na północ. Nie było rajem, chyba że lubujesz się w zimnie, śniegu i skałach. Ja na przykład uwielbiam ten chłód, z tym że emanują nim również tamtejsi mieszkańcy. – Podobnie do granotowookiego zwróciła swoje spojrzenie w kierunku okrytych lekkim puchem szczytów. – Kiedy twoje futro pokrywa się drobnymi kruszynkami lodu, a pod łapami skrzypi śnieg można poczuć prawdziwe życie. Czujesz je, bo przez nieustające bicze wiatru widzisz jak z ciebie uchodzi. Do następnej skały, albo skrycia się pośród świerków. Wbijając kły w futro renifera moment jego śmierci jest ulotną chwilą szczęścia. To tragiczne, że odchodzi, ale to ty potrzebujesz mięsa by przeżyć. Odbierasz życie, by przeżyć.
Sama nie zauważyła kiedy poniosły ją własne przemyślenia. Wpatrywała się w bezruchu na dalekie góry, jej opiekunki.
- To niesamowite, nasza rasa. Dostaliśmy od Bogów wspaniały dar. Dar odbierania życia. Niektórzy nie traktują zabijania poważnie. To nie rozrywka, ale brzemię. Skoro masz moc i możliwość zabijania nie robisz tego pochopnie. Dary są po to by traktować je wyjątkowo. Jeśli przestaniesz czuć moment gdy zabijasz kolejne stworzenie staniesz się pusty. Niektórzy nazywają to Niepokonaniem. Na przykład Ratborowie. Dlatego właśnie odeszłam z Północy.
W chwili kiedy wypowiedziała ostatnie zdanie, Walpurga ponownie zdała sobie sprawę z tego jak daleko odbiegła od tematu. Nic nie mogła na to poradzić. Myślała zbyt prosto, zbyt jednotorowo. Kiedy wspominała góry, natychmiastowo widziała przed oczami starego Egoja, jego zimne, martwe ciało. Zgubiło go Niepokonanie. Zwyczajnie zdał sobie sprawę zbyt późno. Niepokonanie nie istnieje.


Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#14
Skinął krótko łbem, ciesząc się w duchu, że tym razem postąpiła zgodnie z jego wolą i nie zechciała drążyć tematu jego przeszłości, zamiast tego ochoczo podejmując kolejny temat. Odetchnął głębiej, zmieniając nieco pozycję na wygodniejszą, bowiem od długiego bezruchu zaczęły mu nieco drętwieć kończyny, odruchowo rozejrzał się wokół, po czym znów wbił wzrok w swej rozmówczyni, słuchając wypowiadanych przez nią zdań. Musiał przyznać, że miała talent do opowiadania. Ubierała tą historię w barwne słowa, malując nimi realistyczny obraz. Przyjemnie się jej słuchało. Być może dlatego, że było w tym coś z opowiadań jego matki, które choć dużo bardziej chaotyczne, nierzadko krwawe, mroczne i owiane tajemnicą, dla niego były najpiękniejszą baśnią kołyszącą go do snu. Ledwie o tym pomyślał a jego ponure oblicze jakby nieco się rozświetliło, lecz tylko na chwilę, by zaraz ponownie wrócić do pierwotnego wyrazu, jakby słońce zniknęło za ciężkimi chmurami. Znów bowiem gdzieś w głębi jego niespokojnego umysłu pojawiła się jedna myśl, burząca krótki moment spokoju, zakłócająca wspomnienia z beztroskich szczenięcych dni. Co się stało z matką kiedy odszedłem...?
Był niemalże pewien, że ją zabili. Kto? Ktoś. Jego bracia, inni członkowie byłego stada. Plugawe, żałosne istoty owładnięte strachem i gniewem, może zazdrością, że nigdy nie będą w stanie zrozumieć świata tak dogłębnie, jak była w stanie stara szamanka i jej syn. W końcu oni nie posiadali owego szczególnego daru. Nie czuli tak mocnej więzi ze światem niewidocznym dla oczu.
Odegnał od siebie natrętne myśli, skupiając się bardziej na słowach wadery, besztając się w duchu za to, że ponownie podczas tej rozmowy cofnął się myślami w przeszłość. Westchnął, jakby zniecierpliwiony, przysłuchując się jednocześnie opowieści samicy. Choć wydawało się, że odbiega od tematu coraz bardziej i bardziej, wszystko układało się w jedną całość. Maelvius rozumiał. A jej słowa mimo wszystko wciąż wywoływały lawinę chaotycznych myśli, gotowych pobiec w różne strony, by zaraz zniknąć, zastąpione przez nowe.
Dar odbierania życia. Od jakiegoś czasu ledwie poczuł smak posoki na podniebieniu a głosy w jego głowie szalały. Jedyne, co wtedy czuł to wściekłość i palącą niczym ogień nienawiść do całego świata. Był w stanie myśleć tylko o zadawaniu bólu. Lecz jednocześnie wciąż odczuwał niezmierną satysfakcję gdy widział, jak przeciwnik krwawi, słyszał jego bolesny skowyt bądź czuł, jak pada na ziemię. Czy czuł się niepokonany? Już nie. Niegdyś, jeszcze przed wygnaniem był przekonany, że nikt i nic nie stanie mu na drodze. Wtedy czuł się bezkarny. Wszelkie prawa go nie dotyczyły, wręcz przeciwnie, to on je ustalał. Każda decyzja była słuszna. Lecz wówczas w ciągu zaledwie kilku dni wszystko się odmieniło, idealny świat runął a on został sam. Dopiero wówczas zdał sobie sprawę z tego, jak wiele niebezpieczeństw czyha na świecie. Zdrada czai się w sercach wszystkich stworzeń i tylko czeka na odpowiedni moment. Wtedy zorientował się, jak bardzo się mylił.
Powoli pokiwał łbem, przytakując słowom samicy.
- Rozumiem - odezwał się cicho. - Ci, którzy przekonani o własnej sile zapominają o niebezpieczeństwach zazwyczaj źle kończą - mruknął. Dlatego też teraz jesteś wrakiem dawnego siebie, jedynie słabym cieniem o ciele pokrytym bliznami, syknęło coś w jego głowie, brzmiąc jak złączone głosy jego braci. Prawa strona oblicza czarnego drgnęła nerwowo, jakby miał zamiar obnażyć kły, lecz tego nie uczynił. Zamiast tego jedynie na nowo nieco spochmurniał.
- Tak, czy owak, mniemam, że po prostu ruszyłaś przed siebie a łapy przyniosły cię tutaj - powiedział po chwili. - No cóż, nie można się zresztą temu dziwić. Ta kraina w istocie jest wyjątkowa, cóż w tym dziwnego, że przyciąga tutaj liczne zabłąkane dusze.

Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#15

Obawiała się chyba, że nie spostrzeże nadmiaru słów. Nie zauważy kiedy powie mu za wiele, wyjawi coś niepotrzebnego, lub wręcz przeciwnie, ważnego. W tej krainie nie mogła być pewna niczego, dotąd zresztą tak było. Pierwszy raz od bardzo dawno mogła w końcu nieśmiało zacząć przypuszczać, iż coś może się zmienić. Spojrzała na kruka by po chwili wahania zadać nurtujące ją pytanie.
- A jak ty tutaj trafiłeś? Przypuszczam, że było to już spory kawałek czasu temu. – Zaraz potem odwróciła szybko wzrok. – Zrozumiem jeśli nie zamierzasz odpowiedzieć, nie każdy chce cię tym dzielić z nieznajomym. – Nie powinna zadawać takich pytań, prawie go nie znała. Ale... Chciała się tego dowiedzieć. Z wielu powodów. Po pierwsze ciekawił ją ten samotny basior. Walpurgę nurtowała ta aura tajemnicy, jego zagadkowość i łatwość z jaką potrafił bronić własnych sekretów, wielu sekretów z tego co zdążyła zauważyć. Po drugiego, chciała się czegoś dowiedzieć o grupie. Iskry. Dumna nazwa ze swoimi groźnymi braćmi i siostrami w ogniu.
Postanowiła dać mu czas do namysłu, a jednocześnie rozprostować łapy. Ruszyła przed siebie wolnym spacerem rozkoszując się mroźnym porankiem. Polana nie wydawała się już tak zdradziecko piękna. Do wadery docierała powoli surowość otoczenia, rosa na mleczach i mokra trawa pod łapami. Na pysku czuła delikatne promienie słońca muskające najpierw jej uszy, potem policzki i szyję, w miarę jak szła dalej. Było to dziwne uczucie, to samo od momentu kiedy się tu pojawiła, ale mimo to wciąż niekomfortowe. Nie musiała uciekać, brodzić po czubek ogona w śniegu, ani chować zwłok pod zaspami. Na tej ziemi obowiązywały inne zasady, na innych warunkach. Może kiedyś się przyzwyczai, ale jak? Zadrżała z zadowoleniem kiedy zawiał delikatny wietrzyk. Aksamitne futro podniosło się wraz z powiewem, dając jej ułudną lekkość piórka, przynajmniej na moment. Wolała nie spoglądać za siebie. Czy on idzie wraz z nią? Czy wciąż ma ochotę na rozmowę? A może dojrzał okazję do szybkiego ulotnienia się z niezręcznej sytuacji? Jedno trzeba było wyznać jeśli chodzi o relacje między wilkami. Zdradzić znacznie łatwiej było niż nawiązać przyjaźń. Ale czy na pewno? Tak właściwie, gdyby nie udało się tutaj, mogłaby ruszyć dalej. Gdzieś indziej, w inne góry. Raczej nie całkowicie na południe, tam nie dałaby rady. Szczyty, wzgórza – tu się urodziła, tylko tu mogłaby się jeszcze kiedykolwiek poczuć szczęśliwa. Uśmiechnęła się pod nosem. Zimny klimat, zimne dusze. To chyba cecha charakterystyczna wszystkich wilków w takich okolicach. Nie chcą się otworzyć bo i po co? Rzadko zdarzają się takie, które poznały smak życia z zaufanymi współtowarzyszami. Te tutaj chyba to wiedzą, chyba właśnie dlatego tak nieufnie podchodzą do innych. Każdy zgrzyt między ciasnymi więzami przyjaźni odczują na własnej skórze. A nowy członek niesie ze sobą nowe problemy.


Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#16
Milczał, gdy usłyszał jej kolejne słowa, stojąc nieruchomo niczym niewzruszony głaz. Samicę najwyraźniej ciekawiła jego własna historia, bądź też po prostu pragnęła by odwdzięczył się za informacje, jakie sama mu zdradziła. Nie było w tym przecież niczego dziwnego. Zdziwiłby się raczej, gdyby opowiedziała mu o swej przeszłości nie zadając żadnych pytań o jego własną. Prosta wymiana informacji. Z drugiej jednak strony podobało mu się, iż Walpurga nie była nachalna, pozwalała mu to przemilczeć, jeżeli tak woli. Tylko od niego zależało, czy zechce mówić, czy nie.
Gdy odwróciła się i ruszyła przed siebie czarny jeszcze chwilę stał nieruchomo, obserwując ją kątem oka. Potem odwrócił łeb, zerkając na górujące nad okolicą szczyty, jakby rozważał, czy teraz nie odejść, wracając na tereny swej watahy. Szybko jednakże porzucił tę myśl, gdy z niechęcią uświadomił sobie, co tam zastanie. Zapewne nikt z Iskier nie był jeszcze w stanie otrząsnąć się po ostatnich wydarzeniach, nie wiedząc, co dalej robić. O ile ta grupa wilków nie zdecyduje się na nowo rozejść, zrywając jakiekolwiek więzy jakie łączyły ich ze swymi braćmi, czekały ich teraz niespokojne czasy. Aktualnie są osłabieni, skupieni na swoich problemach, zapewne wkrótce również podzielani między sobą, gdy kilkoro z nich zapragnie zająć miejsce dawnej przywódczyni. Maelvius nie mógł zdecydować, czy weźmie udział w tej walce. Podobny plan już raz zakończył się dla niego bolesną klęską. Tym razem musiał to wszystko przemyśleć.
Nie, zdecydowanie nie był jeszcze gotów, by wrócić.
Wstał więc, przeciągając zaraz ścierpnięte kończyny i ruszył w ślad za samicą. Poniekąd ucieszyło go, że ta postanowiła się przejść, bowiem siedzenie w bezruchu zaczynało nieco go nużyć. Milcząc dogonił Walpurgę, podążając dalej u jej boku. Zastanawiał się, czy powinien zdradzić jej nieco informacji o nim samym, a jeżeli już to jak wiele. Z jednej strony pragnął zachować dla siebie jak najwięcej, lecz z drugiej czuł dziwną potrzebę, by zaspokoić jej ciekawość. Sekrety skrywane zbyt długo w końcu zaczynają ciążyć niczym głazy.
Spędził kilka minut na rozmyślaniu, rozważaniu wszelkich opcji i układaniu w głowie tego, co chce powiedzieć zanim wreszcie postanowił znów się odezwać.
- Owszem, jestem tu już od dłuższego czasu - oznajmił po chwili. - Wędrowałem długo, zanim natknąłem się na tę dziwną krainę i od razu wiedziałem, że jest ona tym skrawkiem lądu, o którym śniłem będąc na piaszczystym pustkowiu. Nie wiedziałem wówczas, że okaże się tak niezwykła - urwał na chwilę, by wziąć głęboki wdech i jeszcze raz poukładać sobie wszystko w głowie. Nie chciał zdradzać zbyt wiele. Zdecydował się przedstawić ogólnie powód swego przybycia w te strony, nie wdając się jednakże zbytnio w szczegóły, przemilczając wiele kwestii, o których wolał nie wspominać. - A powód, dlaczego wówczas wędrowałem jest prosty. Byłem zmuszony opuścić moją dawną watahę. Moi dotychczasowi towarzysze szybko zdecydowali się mnie opuścić, więc nie pozostało mi nic innego jak ruszyć przed siebie.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron