Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#1
Uczestnicy: Maelvius, Walpurga
Miejsce: Górska łąka, Pasmo zachodnie, Łańcuch górski
Czas: Niedługo po ostatnich wydarzeniach w potoku górskim.
Informacje dodatkowe: -

Czuła się tak dobrze w górach, tak znajomo, nawet pośród tych obcych wilków. Wiedziała, że to nie te same ośnieżone ostępy, nie ta sama zimna ziemia pod łapami, ale kiedy przymknęła oczy... Walpurga skrzywiła się próbując porównać otaczający ją krajobraz do tego w jej wspomnieniach. Nigdy nie była dobra w tego typu sprawach. Ciężko jej było patrzeć na świat kolorowo, dostrzegać jego cuda i być świadkiem życia natury. Nie potrafiła tego dokładnie określić, ale widziała co widziała, bez żadnego koloryzowania. Słyszała o takich, co uwielbiali prawić frazesy o kwiatku, o bitwie, o tym, o śmym. Ona nigdy by tak nie potrafiła. Czuła i pamiętała tylko to co mogła zobaczyć na własne oczy. Przykładowo świetnie pamiętała pazury niedźwiedzia, wesoło mącące ułożenie futra na jej karku. W końcu zapach i smak posoki wciąż jeszcze wyraźnie kreślił się na podniebieniu. Natomiast jeśli ktoś kazałby opisać jej wygląd niedźwiedzia... Duży, groźny i na szczęście martwy. Tak dywagując wadera przekroczyła granicę kamienistych terenów, wkraczając na idylliczną łąkę. Aż zaniemówiła z zaskoczenia. Takich widoków w rodzinnych górach nie było. Zwyczajnie szłaby dalej i dalej poprzez gołą ziemię, a tu takie zaskoczenie. Spokojnie, cicho. Wiatr świstał gdzieś powyżej niecki, na zielony padołek docierały jedynie leciutkie podmuchy bryzy. Sielanka. Pomyślała z przekąsem. Brakuje tu tylko kilku zwłok i kałuży krwi. Córka Jarluba przekrzywiła głowę, ponownie próbując wyobrazić sobie wcześniej wykreowaną scenę. Na szczęście, w pole jej wzroku wpadło coś znacznie ciekawszego, a i mniej brutalnego. Oto na przeciwległym skraju połaci traw wędrowała ciemna postać. Kierowana ciekawością wadera nieświadomie skierowała swe kroki w jego stronę, wciąż pozostając w bezpiecznej odległości. Tak, teraz zyskała pewność że na polanie towarzyszył jej jeden z członków współoprawców miodożercy. W niczym nie przypominał ratborskich basiorów. Owszem rysy miał kanciaste, wyraziste niczym pochopnie wyciosane w kamieniu, ale posturą daleko odstawał od rodzinnych osiłków. Rodzinni osiłkowie byli również skończonymi idiotami. Wybrzmiał kpiący głos w głowie wadery. Gdzieś w głębi serca tknęło ją pragnienie by ten nie okazał się podobny. Potrzebowała w końcu kogoś kto mógłby jej pomóc pośród nowego towarzystwa. Obawiała się jednak, że nie tyle różnice w pochodzeniu, co charakter staną na drodze do poznania. Nigdy nie była dobra w okazywaniu uczuć, być może i dlatego że nigdy nie miała komu je pokazywać. Teraz wolałaby zamienić dobry cios na przekonującą gadkę, ale zamiast tego postanowiła przybrać swoją jak najbardziej przekonującą, przyjacielską postawę i dołączyć do czarnego. Oby tylko zauważył starania szarej.


Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#2
Pobieżnie oczyściwszy swą szorstką, gdzieniegdzie skołtunioną sierść ze śladów posoki ruszył ku niżej położonym terenom, by wkrótce opuścić tereny należące do watahy. Ciemne włosie, choć pozornie oczyszczone, wciąż przesiąknięte były wonią niedźwiedzia, gdyż samemu Maelviusowi niezbyt się śpieszyło, by się jej pozbyć. Póki całkowicie nie wywietrzeje, będzie mu towarzyszyć, ostrzegając potencjalnych napastników, iż ten osobnik stoczył niedawno walkę z tym silnym zwierzęciem i przeżył. Nie dało się ukryć, iż napełniało to samca dumą.
Nie znalazł się w okolicy bez powodu. Szukał ziół, których ostatnio zaczęło mu brakować przez ostatnie wydarzenia. Był świadomy, iż roślin leczniczych nigdy a wiele, zwłaszcza teraz, gdy oficjalnie został uznany przez swych współbraci medykiem i teraz do jego obowiązków należało również dbanie o zdrowie pozostałych wilków. A te konkretne wilki zdecydowanie cechowało zamiłowanie do bitki, co oczywiście wiązało się z większym ryzykiem zranienia.
Chłodny powiew wiatru owionął ciało samca, mierzwiąc ciemne włosie i wywołując lekki dreszcz, gdy zimne jęzory dosięgły miejsc pozbawionych owłosienia, naznaczonych zamiast tego szpetnymi bliznami. Przyniósł ze sobą delikatną woń lawendy, więc basior automatycznie skręcił, kierując się w stronę, gdzie jak mu się wydawało, znajdowało się to ziele. Charakterystyczny zapach przywołał wspomnienie matki, zawsze pachnącej roślinnością i przypomniał o tych wszystkich chwilach, jakie spędzili razem. Zaledwie kilkumiesięczne, czarne szczenię podszyte bielą leżało tuż obok większej, łudząco podobnej do niego samicy, przytulone do jej boku, grzejąc się w cieple ciała wadery i wlepiając zaciekawione, granatowe ślepia w jej oblicze. Mówiła. Opowiadała długo, aż słońce zaszło za horyzont. Do tej pory pamiętał te wszystkie historie o krążących po świecie duchach, zjawach przybierających postacie zdeformowanych zwierząt i żywiących się wilczymi snami. Zazwyczaj przychodziły i znikały niezauważenie, lecz czasami decydowały się objawić wyjątkowym osobnikom, nawiedzając je w dziwnych, niezrozumiałych wizjach i obdarzając mocą oraz mądrością, jaką nie mogła się poszczycić żadna inna istota stąpająca po ziemi. Jego matka była takim wybrańcem. I on również.
W oddaleniu od samicy i jej ulubionego młodego, skulone w kącie nory kuliły się dwa inne szczenięta o podobnych rysach lecz znacznie mniejsze, widocznie słabsze, o mniej wyrazistych barwach zdobiących ich grzbiety. Lekko wilgotne, połyskujące w półmroku oczy wpatrywały się w matkę i spoczywającego obok niej młodego samca z fascynacją i szacunkiem bliskim czci.
Kto by pomyślał, że tych dwoje w przeszłości okaże się zdrajcami...
Z gardzieli Maelviusa wydarł się cichy warkot, gdy tylko przypomniał sobie o braciach. Jedna z kościstych łap uderzyła gwałtownie o podłoże, pazury rozorały ziemię. Jeżeli kiedykolwiek poczuję smród jednego z tych parszywych szczurów przysięgam, że nie spocznę póki go nie dopadnę i nie wypruję mu flaków, pomyślał z nienawiścią.
Jak na zawołanie kierunek wiatru gwałtownie się zmienił, niosąc ze sobą wyraźną woń wilka. Czarny zesztywniał, włosie na karku nastroszyło się, a granatowe oczy powiodły po okolicy błędnym wzrokiem w którym odbijała się mieszanina niepokoju, gniewu i szaleństwa. Przez krotką chwilę wydawało mu się, że rzeczywiście w pobliżu znalazł się jeden z jego przeklętych braci. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że woń jest mu kompletnie nieznana, a w dodatku dostrzeżony wkrótce osobnik jest sporych rozmiarów, jasnowłosą samicą.
Dostrzegłszy to nieco się uspokoił, lecz cień podejrzliwości nadal pozostał. Nieznajomy tak blisko granic jego watahy zawsze wzbudzał niepokój. Przystanął jednak i wyprostował się na całą wysokość, mrużąc nieco ślepia i przyglądając się zbliżającej się waderze. Milczał uparcie, lustrując ją od stóp do głów, zatrzymując na dłuższą chwilę wzrok na znamieniu widniejącym na jej głowie.

Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#3

Nie wydawała się mu imponować swoją postawą. Mierzyli się wzrokiem przez naprawdę długą chwilę. Idealna okazja do przyjrzenia się basiorowi dokładniej. Był mniejszy od niej, co nie stanowiło szczególną nowość. Futro miał zmierzwione całkowicie niepodobne do szarego aksamitu Walpurgi. Dodatkowo przez kępy sierści przebłyskiwały wielokształtne blizny. Piękne. Przemknęło jej przez myśl. Mimo początkowego braku przekonania wadera powoli zaczynała dochodzić do wniosku, że zbyt pochopnie oceniła wilka. Nie wiadomo czemu na wspomnienie o zasklepionych ranach pomyślała o Egoju. Stary dziad, który nie zrobił dla niej zbyt wiele, a jednak... Błysk wspomnienia przeniósł ją do momentu zakopywania zwłok u podnóża pagórka. Wtedy nie czuła nic, ale teraz mogłaby tą dziwną atmosferę nazwać... Tęsknotą? Potrząsnęła łbem. Ratborowie nie znali takiego słowa. Gdyby wiedzieli co to za uczucie, Walpurga nigdy nie znalazłaby się w swojej obecnej pozycji. W nowym świecie, otoczona nieznanymi jej osobami. Ze spokojem obserwowała jak samiec obnażył kły, po czym wykonała kolejne kilka kroków w jego stronę.
- Spokojnie, nie mam złych zamiarów. Pamiętasz mnie? Pomogłam w zabiciu niedźwiedzia. Mam na imię Walpurga. – Wadera nie do końca chciała ujawniać swoje imię, ale uznała iż jest to niewielki wkład, w zamian za który jakoś będzie w stanie zacząć rozmowę. Jeśli planowała tu zostać na dłużej, a taką miała nadzieję, wolała zdobyć sobie sojuszników pośród tej specyficznej grupy. Tak bardzo przypominali Ratborów w swojej gwałtowności. Bili, mówili i poruszali się prawie tak samo. Oczywiście istniało też wiele różnic, między innymi do bandy mogły dołączyć wilczyce. Miła odmiana w traktowaniu płci przeciwnej nie tylko jako przedmiot służący do rozrodu. Wszyscy zachowywali się jak jedna wielka, dzika rodzina – nie zawsze dla siebie miła, ale prawdziwa. Onieśmielało ją to i wytrącało z równowagi. Nie była przyzwyczajona do takich zachowań, sama rozmowa sprawiała jej trud. Ale... Zależało jej, zależało na tych dziwnych, niespotykanych wilkach, które właściwie ledwo co poznała. Chciała by poznali wartość Sъvariti, docenili ją i przyjęli jako swoją. Zszokowana własnymi myślami nie mogła jednak zrobić nic innego, jak tylko przyznać sobie rację. Potrzebowała przyjaciół bardziej niż gotowa była przyznać przed samą sobą.


Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#4
Granatowe ślepia zmrużyły się jeszcze bardziej w podejrzliwym geście, gdy ta się odezwała. Nieznacznie uniósł pysk i pociągnął nosem, wdychając niesioną przez wiatr woń samicy. Owszem, po chwili zastanowienia wydało mu się, że gdzieś wcześniej już ją wyczuł. Zmarszczywszy czoło skupił się, by przywołać w pamięci niedawne polowanie. Wówczas jego umysłem zawładnął gniew i głód, pragnienie przelewania krwi i zadawania bólu. Nie skupiał się zbytnio na otoczeniu, lecz był przekonany, że dostrzegł wśród walczącego tłumu obce sylwetki. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że jedną z nich była jasnowłosa, imponującej postury samica, której nigdy wcześniej nie widział. Aż do teraz. Nie miał bowiem wątpliwości, że stojąca przed nim wadera jest tym samym wilkiem.
- Tak, chyba cię pamiętam - mruknął po chwili, nie odwracając od niej wzroku.
Schował kły, a futro na karku przygładziło się nieco, lecz podejrzliwe spojrzenie nie zmieniło swego wyrazu. Nie był pewien, czy może ufać komuś, kto bez skrupułów wdziera się na terytorium obcej watahy. Co prawda jej zachowanie nie świadczyło o tym, by była ona szpiegiem obcego stada, lecz zatruty rozmaitymi lękami umysł Maelviusa podsuwał mu milion różnych innych możliwości. Część z nich dla wielu wydałaby się całkowicie irracjonalna, ale nie dla niego. Był bowiem przekonany o tym, że zdrada czai się w każdym cieniu i zakamarkach umysłu wszystkich wilków.
Obserwował, jak się do niego zbliża, starając się wyczytać cokolwiek z jej oblicza. Nie dostrzegł przejawów agresji, lecz coś nadal uparcie mu mówiło, że to może być podstęp. Miał również nieprzyjemne wrażenie, iż miałaby nad nim znaczną przewagę w walce. Co prawda wciąż znajdował się stosunkowo blisko granic stadnych terenów i być może ktoś mógłby usłyszeć jego wołanie i przyjść mu z pomocą. Wolał jednakże nie ryzykować.
Przez chwilę wahał się, czy powinien zdradzić jej swe imię, lecz w końcu się zdecydował, gdy przez myśl przeszło mu, iż być może mógłby się wiele od niej dowiedzieć. Skinął łbem.
- Maelvius - przedstawił się krótko. - Nie miej mi za złe mego zachowania. Ostrożność jest konieczna. Zwłaszcza wobec wilków, które nie widzą niczego złego w naruszaniu terytorium watahy - dodał wypranym z emocji głosem, obserwując Walpurgę uważnie.

Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#5

Z niewiadomych powodów wzmianka o ostrożności rozbawiła ją. Szybko jednak humor opuścił Walpurgę na myśl co z takim nieszczęśnikiem zrobiliby Ratborowie. A by go zmiażdżyli. Paroma ciosami i kilkoma ruchami szczęk. Szarej nie pozostały też obojętne delikatne zmiany na pysku Maelviusa. Swoją drogą miał ciekawe, egzotyczne imię. Wydawało się dziwnie delikatne w porównaniu do jego kanciastej persony. Płynęło podczas wymawiania. Maelvius. Nie Boghdan, Anas, Kirk, Lojek, albo wszelkie odmiany Jona. W każdym razie basior reagował na każde jej słowo inaczej. Raz wyglądał na złego, raz zdenerwowanego. Prawie jak gdyby miał w głowie tysiące głosów, a każdy mówił mu coś innego. Sъvariti nie miała nigdy takich problemów. Umysł wadery stanowił nieskazitelną czystkę, tak jak ostępy śniegu pośród rodzinnych gór. Myślała głośno i wyraźnie, znała swą wartość a w niej wszystkie słabości.
- Muszę przyznać ci rację. W moich stronach takie zachowanie byłoby niedopuszczalne. Dlatego cieszę się, że zawędrowałam dostatecznie daleko od tamtego miejsca.
Skrzywiła się na myśl o Jarlubie. Nie miała ochoty drążyć tematu, w ogóle wolałaby ograniczyć mówienie o sobie. Rozglądając się po bokach jej wzrok przykuła aromatyczna roślina niedaleko której się zatrzymali. Podeszła bliżej jednocześnie zmniejszając dystans między nią a basiorem. Nie wiedziała czy robi dobrze, tak na prawdę nie miała pojęcia czy cokolwiek w tym spotkaniu robiła wedle zasad zdobywania sprzymierzeńców. Nigdy takowych nie miała, zwłaszcza wśród samców. Niepokojąca była myśl iż jej starania w miarę możliwości, spełzłby na niczym gdyż Maelvius obawiałby się ataku zza pleców. Węch koił duszący aromat fioletowego zioła. Urwała parę sztuk wplatając ją w sierść naokoło uszu. Niestety porównując jej kolekcję z dobytkiem czarnego wianek z suchych kwiatków zdawał się być jedynie zbędną ozdobą. Przez ułamek sekundy straciła poczucie czasu wpatrując się z podziwem w jego zbiory. To jest to!
- Jesteś medykiem? Znasz działalność wszystkich tych roślin? – Pośród wplecionych między krucze włosie rozpoznała miętę, oraz przywiędłe mlecze. Ciekawość wzięła górę nad normami zachowania. Walpruga jedyne co o zioła wiedziała nauczyła się z własnego doświadczenia. Nałożyć i obserwować. Piecze, ale goi – dobrze. Piecze i piecze – źle.


Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#6
Nie spuszczał granatowych, wciąż zwężonych do rozmiarów niewielkich szparek ślepi z oblicza samicy, wpatrując się w nią tak intensywnie, jakby próbował przeniknąć powłokę jej ciała, sięgnąć duszy i wydrzeć z niej wszelkie sekrety. Wyraz zdobiący jego lico pozostawał niezmienny, nieodgadniony, więc trudno było się domyślić, jakie miał powody, by obserwować jasnowłosą tak intensywnie. Równie dobrze mogła nim kierować ciekawość jak i nieufność, a także i mieszanina obydwu.
Nieznacznie uniósł łuk brwiowy, jakby w geście umiarkowanego zainteresowania, gdy usłyszał jej odpowiedź. Ta krótka wzmianka znów przywołała lawinę bolesnych wspomnień o jego wygnaniu, tułaczce i nieprzebaczonej nigdy zdradzie ze strony swych rodzonych braci. Przepędzenie go z rodzimej watahy było w mniemaniu czarnego niesprawiedliwym wyrokiem wydanym z zazdrości bądź lęku przed jego siłą. Nie widział bowiem niczego złego w popełnionych przez niego czynach, które przyczyniły się do takiej decyzji przywódcy stada.
Ledwie przez głowę przemknęła ta myśl, w jego oczach dało się dostrzec drobną, niemal niedostrzegalną iskierkę gniewu. Zapłonęła, niby gwiazda na ciemnogranatowym niebie, by zaraz po chwili zgasnąć. Tak, jakby jej nigdy tam nie było.
Ślepia rozwarły się nieco szerzej, gdy po raz kolejny obrzucił waderę uważnym spojrzeniem, zastanawiając się nad jej słowami. Czyżby i ona musiała z jakiegoś powodu uciekać? Co prawda nie wyglądała na tak osłabioną i mizerną jak on, gdy po raz pierwszy stanął u granic tej krainy, lecz mogła po prostu mieć dużo więcej szczęścia niż czarny. Jednakże, dlaczego musiała uciekać? Grymas na jej pysku potwierdził, że o jakimkolwiek miejscu mówiła, nie wiązało się ono z miłymi wspomnieniami.Trzeba przyznać, że go to zaciekawiło.
- Niektóre miejsca należy opuścić najszybciej, jak to możliwe. Inne są idealne, by zostać na dłużej - mruknął dość tajemniczo. Jego głos nadal był chrapliwy, zachrypnięty, choć już dużo przyjemniejszy dla ucha niż gdy po raz pierwszy zawitał w Konkordii. Najwyraźniej miało tak już zostać. - Mogę zapewnić, iż ta kraina z pewnością należy do tych drugich.
Aczkolwiek jest ona wystarczająco rozległa, by nie musieć się gnieździć wśród gór w sąsiedztwie watahy i naruszać ich terytorium, dodał kwaśno w myślach, obserwując, jak Walpurga powoli się zbliża. Odruchowo nieznacznie się spiął, jakby oczekiwał, że wadera zaatakuje, lecz jedynie na chwilę. Dostrzegłszy, iż zainteresowała się kępą ziół, odetchnął głęboko, rozluźniając mięśnie. Nie ruszył się jednak z miejsca, obserwując uważnie, jak samica zbiera lawendę. Robiła to niezbyt starannie, co nie świadczyło o wielkiej wprawie. Gdy skończyła, łypnąwszy na nią krótko postanowił pójść w jej ślady i również urwać nieco pachnącego ziela. W końcu po to tutaj przybył. Wplątawszy świeże gałązki tuż obok kilku nieco już przywiędłych wyprostował się, zdychając. I dopiero wówczas zdał sobie sprawę z tego, że samica od dobrej chwili milczy, wpatrując się w rośliny wplątane w jego futro. Gdy usłyszał jej pytanie na jego pysku zajaśniało coś pomiędzy uśmiechem a nieokreślonym, szaleńczym wyszczerzeniem kłów, ni to gniewnym, ni radosnym.
- Owszem, jestem - odparł mimo pozornie zadowolonej miny wciąż tym samym bezbarwnym głosem. - Oczywiście, że znam ich właściwości. Nierozsądnym byłoby zbierać coś, czego się nie zna - dodał.
Podejrzewał, że teraz Walpurga zada mu pytanie o lecznicze zastosowanie owych roślin. Czy chciał na nie odpowiadać? Właściwie było mu to obojętne. Zresztą, jeżeli samica wydaje się być tak zainteresowana ziołami, być może dzięki temu będzie w stanie zdobyć jej zaufanie na tyle, by móc wyciągnąć od niej ciekawe informacje?

Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#7

Nie miała pojęcia dlaczego, czy to była kwestia duszącego zapachu kwiatów, czy jej zmęczenia ciągłą gotowością do walki, staniem na straży własnego życia, ale basior wydawał się na prawdę dobrym kompanem. Przynajmniej jedynym na jakiego w tej chwili mogła sobie pozwolić. Martwiła ją tylko ta tajemniczość. Za żadne skarby nie była w stanie rozszyfrować jego tonu głosu, tych przemyślanych ruchów. Przy nim czuła się jak coś oczywistego, każdą emocję łatwo dało się wyczytać z jej miny. Dotychczas uznawała to jako powód do dumy, nigdy nie musiała niczego ukrywać, a szczerość traktowała jako najwyższą cnotę. Mimo wszystkiego co szczerość jej zrobiła. Maelvius wydawała się działać na zupełnie innych zasadach gry. Każde słowo emanowało ostrożnością i skrupulatnością w ocenie otoczenia. On planował co chce zrobić, ona to po prostu robiła. Kiedy uzmysłowiła sobie tą prostą zależności jednocześnie wpadł jej do głowy całkowicie inny wniosek. Na pozór oczywisty, ale w jej głowie całkowicie nie do pomyślenia. Wcześniej zawsze widziała tylko swoją historię. Postrzegać ją jako tragedię było uproszczeniem, ale Walpurga nienawidziła analizować wcześniejszych wydarzeń z jej życia. Dopiero teraz, obecność basiora, praktycznie jej nieznanego uświadomiło Sъvariti, że nie tylko ona może skrywać w cieniu własnego umysłu przeszłość jaką została naznaczona. Proste, ale jak adekwatne do sytuacji. Co prawda od początku zdawała sobie sprawę, że jeśli miała w zamiarach zostanie tu na dłużej opowiedzenie własnej genezy pochodzenia, oraz poprzedzających przybycie na tereny Iskier wydarzeń stanowiło rzecz nieuniknioną. Walpurga sama obawiała się tego dnia, mimo iż prawdopodobnie i tak nadejdzie on szybciej niż chciałaby. Jak wtedy zareagują? Czy ktokolwiek pochodzi z owych stron i słyszał o Walce Wojen? Teraz wataha wydawała się silna i niepokonana, ale właściwie srebrnofutra nie znała jej pełnej historii. Może Iskry miały jakieś wspólne zatarczki, albo przynajmniej kojarzyły Ratborów? Nie było to niemożliwe w opinii Walpurgii, a to przyprawiało ją jedynie o niekontrolowane dreszcze. Gdyby dowiedzieli się z innego źródła jak zareagowaliby na obecność wygnańca we własnych szeregach. Dotychczas Sъvariti mogła im się wydawać tajemnicza, silna, może nawet do pewnego stopnia groźna, ale jeśli uznają ją za uciekinierkę nic nie zagwarantuje jej przeżycia. W głębi duszy miała nadzieję, że przeszłość nie będzie się liczyć. Skoro każdy miał coś do ukrycia, może lepiej by było gdyby sekrety pozostały uśpione w cieniu? Spoglądała w milczeniu to na Maelviusa, to na zioła przez niego zebrane. Być może powinna się do nich jakoś odnieść, ale pech chciał by przemyślenia całkowicie odebrał zainteresowanie zielarstwem. Znów nie miała pojęcia jak zareagować, a ulotna chwila pewności sytuacji minęła, jak się wydaje bezpowrotnie. Westchnęła cicho. Nie nadawała się do sprytnych gierek, po prostu nie potrafiła skrywać tego co myślała. Uniosła łeb zrezygnowana.
- Pytaj, jeśli chcesz czegoś się dowiedzieć. Gdyby Ratborowie mnie tu dopadli, lepiej by wszyscy wiedzieli z kim mają do czynienia.
Wokoło dało się słyszeć jedynie cichy szmer wiatru, chłodno otaczającego ją woalką zimna. Oby i tym razem szczerość ją nie zawiodła, a Maelvius potraktował wyznanie jako wyciągnięcie dłoni na znak pokoju, a nie kolejny podejrzliwy chwyt. Sъvariti z przykrością zdawała sobie sprawę iż obie opcje były niezwykle prawdopodobne.


Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#8
Nieco zaskoczyło go zachowanie wadery. Spodziewał się podjęcia tematu ziół, zadania przez nią kilku pytań, prośby o podzielenia się wiedzą, lecz to nie nastąpiło. Gdzieś w głębi duszy poczuł lekkie ukłucie trudnej do wytłumaczenia irytacji. Zawsze takową odczuwał, gdy nie wszystko toczyło się tak, jak przewidywał. Miał nadzieję na wymianę informacjami, z jego strony dotyczącymi leczniczych właściwości roślin, z jej wyjaśnienie dlaczego zdecydowała się wkroczyć na ich tereny i dołączyć do polowania. Dawałoby to poczucie, że kontroluje całą sytuację. Lecz wadera postąpiła inaczej. Przez krotką chwilę w granatowych ślepiach basiora odbił się niesamowity chłód, który jednakże zaraz zniknął wraz z kolejnym mrugnięciem.
Milczał przez chwilę, analizując jej słowa. Ratborowie. Nigdy nie słyszał tego miana, lecz nietrudno było wywnioskować, że to przed nimi uciekała. Zapewne naraziła się komuś i teraz nad jej głową zawisł wyrok. Podążała przed siebie, byle dalej, nie myśląc o niczym więcej, niż tylko zgubić swych prześladowców. Wreszcie, przemierzając kolejne ziemie dotarła tutaj.
Co jednak skłoniło ją do wkroczenia na tereny Iskier?
Być może szukała schronienia. Stada, które ją przyjmie i zapewni bezpieczeństwo, obroni gdyby ścigające ją wilki dotarły i tutaj po jej śladach. Maelvius nie do końca był pewien, czy powinni jej takiego schronienia udzielać. Z jednej strony, była zdrowa i silna, z pewnością dobrze radziła sobie w walce. Zawsze to parę dodatkowych kłów. Lecz nikt nie gwarantował, że będzie wobec nich lojalna. Istniała też możliwość, iż sprowadzi na ich głowy kłopoty, jeżeli jej prześladowcy ją odnajdą.
Czy potrzebują ich więcej, niż mieli do tej pory?
- Lawenda, którą zebrałaś przed chwilą jest pomocna przy wszelkiego rodzaju zatruciach i niestrawnościach. A także przydaje się do odkażania ran - wychrypiał po chwili, głównie po to, by przerwać milczenie. Oderwał na chwilę wzrok od wadery, przezwyciężając dziwny lęk przed takim gestem. Coś nadal uparcie mu szeptało, że może zaatakować, gdy odwróci łeb. Obdarzył przeciągłym spojrzeniem okolicę dookoła, wciągając w płuca rześkie górskie powietrze, by zaraz potem je wypuścić. Powolnym ruchem zasiadł, nieco się przy tym garbiąc, po czym wrócił spojrzeniem do Walpurgi.
Zaskoczyło go, że nie waha się przed tak szybkim zdradzeniem swych tajemnic. On sam postąpiłby zgoła inaczej. Wszak do tej pory nikt spośród Iskier nie poznał jego sekretów. Żadnemu z tych wilków, których cenił wyżej niż rodzonych braci nie opowiedział o swej przeszłości, haniebnym pochodzeniu, wygnaniu z watahy ani tym, jak porzucono do na śmierć. Nie wiedział bowiem, jak mogliby zareagować. Czy nie wykorzystaliby tego przeciwko niemu. A ona, samica, którą ledwo poznał, była skłonna opowiedzieć równie obcemu jej basiorowi swoją historię. Dlaczego? Czy aż tak desperacko poszukiwała schronienia? Czy może planowała naopowiadać mu stek kłamstw jedynie po to, by usprawiedliwić swoje wtargnięcie bądź wkupić w łaski górskiej watahy?
Z drugiej strony, czy ma to jakieś znaczenie?
Ponownie zmrużył ślepia.
- Ratborowie? - powtórzył po chwili ciszy. - Kim są? Szukają cię?

Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#9

Obserwowała uważnie zachowanie Maelviusa, z trudem odczytywała kolejne zmiany emocji oraz prawdopodobną rozmowę jaką prowadził ze swoim wewnętrznym ”ja”. Lekko uśmiechnęła się na wzmiankę o lawendzie, przykrywkę do analizy sytuacji. Była prostolinijna, ale nie była głupia. Widziała co ją otacza i jak się zachowuje. Odrobinę ulżyło jej kiedy basior z wahaniem spoczął na ziemi. Dał jej szansę. Teraz ona będzie musiała dać ją sobie. Tylko czy jest sens? Czemu obcemu ma tłumaczyć własne życie, to co ją spotkało? Bo sama tego potrzebuje? Bo tego chce? Czy może po prostu próbuje stworzyć usprawiedliwienie, przyjemną maskę ogłady pod którą schowa krew, łzy i cierpienie. Znów chwilę tkwiła w milczeniu, ale ani na moment jej to nie przeszkadzało. Obserwowała niebieskie oczy kruczoczarnego, jego dziwną posturę, jednocześnie straszną i dumną. W końcu usiadła tak by mieć jego ślepia na wysokości swoich, wciąż pozostając w dosyć sporej odległości. Nie bała się ryzyka, nie bała się odrzucenia. Była z Ratborów – oni nie boją się niczego.
- Nazywam się Walpurga, ale nie tak opisywano mnie w rodzinnych stronach. Byłam dzieckiem Jarluba, wodza klanu wilków niezwyciężonych, pełnych siły. Nieustraszonych. Oni... – Zastanowiła się przez chwilę nad doborem słów. Wyżynali? Nie... Zabijali, mordowali? Za proste. Odbierali życie wszystkim na swojej drodze. – Na Twagora, nie była dobra w tym całym opowiadaniu. Zmarszczyła brwi by zebrać chociaż odrobinę skupienia. Może powinna zacząć od innej strony. – Kiedy spotkają się dwa wilki. Wadera i basior, może się zdarzyć że poczują coś do siebie. Nie w zwykły sposób gdy poznajesz nowego. Kiedy dotknie on swoją obecnością taką część jestestwa, o którą sam się nie podejrzewałeś. Niektórzy nazywają to miłością, a jak być może wiesz, miłość daje siłę. Ratborowie więc jej pożądali, jak wszystkiego co pozwala zwiększyć potęgę.
Zawsze zastanawiała się nad tym jak wyglądała matka. Musiała być szara jak ona, ale nie w posty mdły sposób, tylko idealnie srebrna niczym aksamit. Westchnęła z zażenowania swoim rozrzewnieniem. Wolała nie zanudzać Maelviusa, ale też i nie pominąć koniecznych szczegółów.
- Nie wiem czy wiesz, ale miłość niesie ze sobą odpowiedzialność, czasami też nadzieję. W moim przypadku przyniosła tylko śmierć. Ciężarne wadery nie przydają się do za wielu rzeczy. Zwłaszcza jeśli miast dziedzica spuścizny, powiją na świat trzy wilczyce naznaczone przez bóstwo. Zazwyczaj po wszystkim giną szybko, bez bólu większego od porodu. Ta jedna, musiała jeszcze patrzeć na śmierć własnych dzieci, prócz tego jednego – wyjątkowego spośród wyjątkowych.
Uniosła łeb do góry, zatapiając się w bezchmurnym niebie. Ton jej głosu nie zwiastował żadnych emocjonalnych wybuchów. Z zadowoleniem kontrolowała jego barwę, wyciszała momenty załamania. Była dumna ze swojej kontroli zewnętrznej, chociaż wewnątrz czuła tylko chaos. Ponownie zwróciła się w stronę kruczego basiora.
- Mnie.


Walpurga wącha kwiatki z Maelviusem

#10
Czarnowłosy słuchał jej z milczeniu, siedząc w całkowitym bezruchu i wciąż wbijając w oblicze wadery świdrujące spojrzenie. Jedynie unoszące się i opadające boki basiora i od czasu do czasu mrugnięcie ciemnych ślepi wskazywało na to, że Walpurga ma przed sobą żywego wilka a nie jedynie ciemny kamień. Uważnie wsłuchiwał się w każde jej słowo, dokładnie je analizując. Częściowo zaciekawiony, lecz głównie starał się wychwycić najistotniejsze informacje, by upewnić się czy rzeczywiście coś zagraża jemu samemu czy też całemu stadu. Wciąż jednak nie rozumiał, dlaczego zdecydowała mu się to wszystko opowiedzieć. On sam nigdy nie czuł potrzeby podzielenia się z kimkolwiek swymi sekretami, wręcz przeciwnie, uważał to za niepotrzebne i nierozsądne. Jakaś część jego umysłu wciąż krzyczała, że to wszystko może okazać się podstępem, lecz zdecydował się jak na razie ją ignorować. Postanowił słuchać.
Cała historia, choć w mniemaniu Maelviusa opowiedziana w sposób odrobinę zbyt zagmatwany, wydawała się jasna i prosta. A może nawet i całkiem wiarygodna. Zaś sam ród, o którym wspomniała, wydawał mu się dziką zgrają barbarzyńców gotowych bez chwili wahania wypowiedzieć wojnę każdemu, kto ośmieli im się sprzeciwić. Poniekąd wzbudzało to w samcu niepokój. W końcu takie osobniki mogły okazać się wyjątkowo zaciekłymi wrogami.
Był bowiem niemalże przekonany o tym, że Walpurga poszukuje bezpiecznego schronienia, jak i również stada, które gotowe by było jej takowe zapewnić. Prawdopodobnie widziała Iskry jako właśnie taką watahę. Czy nie wiązało się to jednakże z niebezpieczeństwem? I czy mogliby Walpurdze zaufać?
Jedno ucho Maelviusa drgnęło, gdy usłyszał jej ostatnie słowa. Cóż miałoby sprawić, że była taka wyjątkowa? Nie miał pojęcia, lecz mimowolnie przypomniało mu to jego własną historię. Matka, której bezgranicznie wierzył niejednokrotnie zapewniała go przecież, że również jest wyjątkowy. Posiadał dar.
W mgnieniu oka w jego umyśle pojawiła się na chwilę jedna myśl, by potem zniknąć. Czy może to właśnie przez to został wygnany? Być może inne wilki, zazdroszcząc jego daru, zapragnęli się go pozbyć, a zachowanie obojgu braci nie było przypadkowe? To wszystko mogło być jednym wielkim spiskiem. A pozostałe basiory miały pozbyć się czarnego tam, na pustkowiu. Być może nawet wrócili do stada, sądząc, że im się powiodło i teraz żyją tam w spokoju przekonani o jego śmierci.
Co się stało z matką po tym, jak odszedłem?
Krótka myśl ponownie pojawiła się znikąd, wzbudzając wpierw strach, a potem niesamowity, palący gniew. Miał ochotę zawyć z wściekłości, przeklinając swych braci i całe to zapchlone stado. Jednakże zamiast tego jedynie ponownie przeorał pazurami ziemię i prychnął.
- Głupcy, brudni zdrajcy! - warknął pod nosem pod adresem tych wszystkich znienawidzonych wilków, lecz dla Walpurgi równie dobrze mógłby mieć na myśli jej ród. Maelvius schylił łeb, wbijając wściekłe spojrzenie w ziemię, po czym odetchnął kilkukrotnie głębiej i gdy przeniósł wzrok z powrotem na samicę, wściekłość zniknęła z jego oczu. - Głupia zazdrość często popycha do czynów, których prędzej czy później przyjdzie czas pożałować - dorzucił po chwili. - Śmierć w końcu dosięgnie wszystkich tych zdrajców.
Wyszczerzył nagle zębiska w szaleńczym uśmiechu, który jednakże zniknął po chwili, ustępując miejsca zwykłej obojętności. Zmienił nieco pozycję, jakby wcale nie przejmując się swym dziwnym zachowaniem.
- To niebywale interesujące - rzucił spokojnie. - Więc przybyłaś do tej krainy uciekając od przeszłości.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron