Misiu! Wybieramy Cię!

#1
Uczestnicy: Veasine, Naudir, Balor, Cis, Lecter, Burzowa Chmura, Evrett, Chemukh, Muuaji.
Miejsce: Bór sosnowy.
Czas: Przyszłość.
Informacje dodatkowe: Brak.

Dlaczego, dlaczego, dlaczego, dlaczego? Ona też to słyszała, ale nie ruszyła za dźwiękiem, dlaczego Gawron to zrobił? Czyżby popełniła jakiś błąd? Czyżby to był tylko przypadek, który wykorzystał na swoją korzyć, by od niej odejść, opuścić ją? Ogromna fala pytań zalała umysł Rudej, a ślepia w kolorze letniego nieba straciły swój blask. Wlokła się posępnie zupełnie nie zwracając uwagi na otoczenie, dopiero co odzyskała radość i wiarę w siebie, a teraz została znowu sama. Bezczelnie przeżuta, a następnie wypluta. Mimo wszystko nie rozumiała jednego.. Dlaczego wciąż za nim tęskniła? Czemu nie miała mu nic za złe? Czemu wszystko mu wybaczyła? Musiała przestać o tym myśleć, musiała oddać się innemu zajęciu.. Grymas pełen złości wstąpił na pysk wadery, było zabójczo urodziwa i zabójczo wściekła. - Zaczęło się na polowaniu, tak i się zakończy. - wspomnienia krążyły po jej łbie w głównej mierze przedstawiając Gawrona, Veasine zamknęła ślepia i zaczęła krzyczeć najgłośniej jak umiała, po wszystkim opadł bezwiednie na glebę łkając. Potrzebowała dłuższej chwili by wyczuć znajomą woń. W okolicy było zwierzę, a więc był to znak, że najwyższa pora zakończyć to co łączyło ją z Nieznajomym. Błękitne ślepia błysnęły, a Vea z nosem przy glebie poczęła iść za tropem niedźwiedzia. Była na tyle zdeterminowana, że nie pomyślała o tym, że sama musi stawić mu czoła.
Obrazek

Misiu! Wybieramy Cię!

#2
Balor włóczył się bez celu po nieznanej krainie od kilku dni. Nie był głodny, nie dawno jadł. Nie brakowało mu towarzystwa innych wilków, nigdy nie tęsknił. Szedł, bo cóż innego mógłby robić. Jedyne co dokuczało czarnemu wilkowi to śmiertelna nuda. Z braku wyzwań, świerzbiły go wszystkie mięśnie i krew gotowała się w żyłach. Biegł by, gdyby to pomogło, choćby jednak najszybszym cwałem gnał przed siebie, choćby padał z wycieńczenia, ta część jego istoty nie chciała się zmęczyć, ba nie chciała się nawet uspokoić. Krew przestawała w nim wrzeć tylko gdy walczył, przez chwilę odczuwał spokój, wreszcie czuł że żył i że jego marny bezsensowny byt może ma jakiś cel. Teraz zaś panowała pustka i nieznośna potrzeba działania.
Snuł się, to brnąc prosto przed siebie, to klucząc, gdy natrafił na świeży trop wilczycy. Z braku ciekawszych zajęć basior zaczął iść jej śladem. Była sama, czuł na niej inne wilki, ale nie należała do watahy. Raźnym krokiem zbliżył się na tyle by mieć obcą w zasięgu wzroku, nie ujawniając się. Ruda była przybita i w całym swym smutku nudna do bólu, aż Wrona chciał zawyć z wściekłości, porzucając wędrówkę za waderą, wtedy jednak śledzona się ożywiła a i do jego nozdrzy dotarł zapach, który zwietrzyła samica - niedźwiedź. Podążyła tropem, a czarny w ciszy ruszył w krok za nią. "No może jednak wyjdzie z tego coś ciekawego" - uśmiechnął się pod nosem.
Samica albo była dość odważna by zadrzeć z wielkim drapieżnikiem w pojedynkę (Balor nie nazwał by jej głupią, bo sam też bez zastanowienia pakował by się jeden na jednego) ale nie wyglądała mu na taką, za to emanowała desperacją. "Samobójczyni" - zmarszczył nos, "a co ja kurna, książę-basior na ratunek damie skoczę", nie miał takiego zamiaru.
Basior walczył w myślach czy jednak nie porzucić tropu, ale jednocześnie miał nadzieję, że może wreszcie coś się będzie działo. Prawie warknął z frustracji, ale się szybko się opanował, by nie zdradzić swojej obecności, wiatr był korzystny, wilczyca była zaaferowana czym innym. Zadecydował.
Podąży jej tropem, jeśli będzie się szykowała jakaś zabawa, to się rozerwie, jeśli będzie trącić nudą to się ulotni i tyle, nic nie tracił i tak nie szedł w żadnym konkretnym kierunku.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Misiu! Wybieramy Cię!

#3
Zgrabna, okryta brązami, beżami i śnieżną bielą mignęła między drzewami raz, potem drugi. Poruszała się energicznie, lecz jednocześnie tak cicho, że wielu mogłoby ją uznać jedynie za złudzenie. Od czasu do czasu przystawała, by wznieść kształtny łeb w górę bądź skierować na dół, ku ziemi. Węszyła chwilę, a szare ślepia przeczesywały leśną ziemię w poszukiwaniu interesujących ją śladów, po czym ruszała znów w dalszą drogę.
Trop niedźwiedzia poprowadził ją do gęstego, sosnowego lasu, w którym już wcześniej dane było jej przebywać. To tutaj natknęła się na Muuajiego. Teraz podążał gdzieś za nią, wraz z pozostałymi, tak samo jak ona podążając za świeżą, mocną wonią przybierającą na intensywności z każdym krokiem. Samica podążała o kilka kroków przed nimi, nie mogąc się przed tym powstrzymać. Była podekscytowana myślą o kolejnej przygodzie, lecz teraz owa ekscytacja była nieco przytłumiona przez skupienie. Wbrew temu, czego zapewne oczekiwaliby jej towarzysze wnioskując z poprzedniego zachowania wadery, teraz wydawała się zaskakująco spokojna i opanowana. Zupełnie jakby nagle gdzieś zniknęła ta bezczelna, nieokrzesana wadera o mentalności zuchwałego podrostka i nagle zastąpiła ją zgoła inna, bardziej dojrzała i doświadczona. Dziwne, nagłe zmiany nastroju, dojrzałość mieszająca się ze szczenięcą naiwnością, szalone, brawurowe pomysły - wszystko to było nierozerwalną częścią tej nieprzewidywalnej persony. Razem tworzyło skomplikowaną mieszankę, nieokiełznany chaos. Burzę.
Ponownie przystanęła, gdy wiatr przyniósł ze sobą mieszający się z wonią niedźwiedzia zapach wilków. Był świeży, jakby dopiero co ktoś tędy przechodził. Zaintrygowana Chmura zmarszczyła brwi i rozejrzała się wokół. Wpierw zerknęła do tyłu, na swych towarzyszy, a następnie powiodła wzrokiem po najbliższej okolicy. Wpierw dostrzegła podążającą przed siebie rudą waderę, a w chwilę później śledzącego ją czarnego basiora. Przez dłuższą chwilę zamarła, uważnie obserwując nieznajomych, przyglądając się im intensywnie. Zorientowanie się, że oboje również podążają tropem niedźwiedzia nie zajęło zbyt wiele czasu.
Uśmiechnęła się w duchu. Zawsze to kilka dodatkowych kłów. Nie mieli co prawda pewności, jak zareagują widząc większą grupę wilków włączających się do polowania, lecz w mniemaniu Burzowej byliby głupcami, gdyby nie skorzystali z niespodziewanego wsparcia w walce z tak potężnym zwierzem. Szaleńcza iskierka błysnęła w srebrzystych ślepiach, by zaraz zniknąć. Zerknęła szybko do tyłu, by spojrzeć po swych towarzyszach, po czym ponownie ruszyła z miejsca, wędrując śladem niedźwiedzia. Tym razem zboczyła jednak nieco w zarośla, starając się poruszać pod wiatr i pozostać jak najdłużej niewykrytą zarówno przez obce wilki, jak i ich wypatrzoną ofiarę.

Misiu! Wybieramy Cię!

#4
Podążanie za Burzową było iście irytujące. Przywodziło na myśl chodzenie za szczeniakiem, który podążał chaotycznie, co chwile skręcając. Darzył jednak waderę pewną sympatią, która u niego objawiała się po prostu tym, że nie miał jej w dupie, a jej śmierć nie bawiłaby go zbytnio. Chyba było to po prostu wywołane długim brakiem towarzystwa. Albo instynkt ojcowski dopiero się w nim obudził.

Jeden krrrah! Drugi krrrah! Czuć obok wielki straaach!

Głosy w głowie basiora miały dobry humor. Nie darły się w setkach obcych mu języków, dodatkowo nawet ból głowy ustąpił. Szedł więc spokojnie patrząc na waderę. Gdy ta się zatrzymała patrząc w jakimś kierunku przystanął obok. Dwa wilki.. dodatkowo czuć było niedźwiedzia. Jak cudownie.. Spojrzał na Evretta i Lectera, czekając czy skomentują ten fakt jakoś. Gdy poczuł jednak, że ich kompanka ruszyła dalej, postanowił zrobić to samo. Rzucił tylko wzrokiem na jedną z gałęzi, na której siedziała wrona. Idealnie.
Czuł woń niedźwiedzia coraz mocniej. Zdawała się wręcz wżerać w nozdrza, przyjemnie je drażniąc. Poruszał się cicho, starając się nie rzucać w oczy.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Misiu! Wybieramy Cię!

#5
Przemierzali kolejne tereny w poszukiwaniu niedźwiedziej ofiary już od jakiegoś czasu, zostawiając daleko za sobą ścieżkę kapeluszników oraz pozostałe tereny tamtejszego gaju. Początkowo odrobinę żałował, że aż tak bardzo oddalają się od tamtego miejsca, miał bowiem zamiar sprawdzić dokąd prowadzi szklak utworzony przez turkusowe kapelusze, a tak, powrót w tamte strony potrwa znacznie dłużej niż gdyby wszyscy ostatecznie przystali na dzika. W miarę upływu czasu jednak wszystkie wątpliwości powoli zaczęły się zacierać, a basior po prostu dodał kolejny punkt na swojej liście miejsc które w przyszłości miał zamiar ponownie odwiedzić. Aby tylko nie skończyło się tak jak z tą podmokłą równiną. - przeszło mu przez myśl, podczas gdy przystanął na chwilę aby zaopatrzyć się w lawendę, której fioletowy kolor skutecznie odcinał się na tle dominujących w borze brązów i zieleni. Nadeszła jesień, robiło się coraz zimniej - zapewne więc tajemnicza żółta roślina, którą miał zamiar obadać, niedługo zginie, o ile już tak się nie stało. Cóż, przynajmniej ten tu cis, po który właśnie się schylał, jak na razie trzymał się całkiem dobrze.
Westchnął ciężko, gdy udało mu się wpleść znalezione zioła w brązową sierść, tuż znalezionego po drodze czosnku, po czym ruszył w stronę ich niewielkiej grupy. Został bowiem odrobinę z tyłu chcąc zebrać roślinę - tym bardziej cenną ze względu na nadchodzącą walkę, która z pewnością nie będzie należała do łatwych. Niedźwiedzi trop, którym podążali już od jakiegoś czasu stawał się coraz silniejszy - ofiara z pewnością znajdowała się nieopodal. Wtem jednak do jego nosa dotarły dwa inne zapachy - śladem niedźwiedzia podążały dwa inne wilki. - Życie im nie miłe? - rzucił, tak, aby dosłyszeli go tylko ci z którymi tu przybył. Nie było możliwości aby obcy przeoczyli ślad większego drapieżnika, więc co mogło nimi kierować? Na tą chwilę do głowy nie przychodziło mu nic innego poza "chęcią pożegnania się ze swym marnym żywotem". Z tej odległości nie był w stanie dostrzec postaci Veasine i Balora wśród zarośli, lecz jednak zachowanie Burzy oraz Muuajia, którzy znajdowali się odrobinę dalej, było dość jednoznaczne. Podążył za znajomą dwójką czujne obserwując otoczenie.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Misiu! Wybieramy Cię!

#6
Wraz z Evrettem przystanął, by zebrać zioła. Nie mógł przepuścić, by jakieś z nich stracić - nigdy nie wiadomo, kiedy się przydadzą. Jak to ktoś mu kiedyś powiedział Nie znasz dnia ani godziny. Szli już od pewnego czasu, więc mała przerwa dobrze wpłynie na jego organizm. Mimo że, nie odczuwał zmęczenia, bo szli niewygórowanym tempem, a żadne z nich nie narzucało większej prędkości, to zdawał sobie sprawę, że postój nie zaszkodzi. Schylił się po cis oraz lawendę, by wpleść je obok dopiero co zerwanego czosnku. Skończywszy, dołączył do swoich towarzyszy, rozglądając się po pobliskim lesie. Był przepełniony brzozami, za którymi Lecter niezwykle przepadał. Uważał je za uosobienie harmonii, wszakże czerń i biel, którą posiadały, wydawały się nawzajem wypełniać, jak dobro i zło, yin i yang. Ostrożnie stawiał łapy, by nie złamać jakiejś gałęzi, która mogłaby spłoszyć niedźwiedzia lub by nie zranić opuszek poprzez nadepnięcie na ostry kamień. Woń ich celu z każdym przemierzonym metrem nasilała się, wdzierała się w nozdrza, dominując nad innymi, delikatnymi zapachami. Bury jednak nie dał się zwieść naturze, próbującej coś zatuszować, nie chcąc pozwolić Noszącemu piętno czegoś odkryć, czegoś się dowidzieć. Szybko poruszając nosem, wziął nim kilka głębokich haustów powietrza i odnalazł swoją zgubę! W pobliskiej okolicy przebywały dwa wilki. Zerknął na brązowawego, zgadzając się z jego słowami. Poniekąd się im poszczęściło - zyskali kolejnych kompanów do walki.
- Jeżeli celowo sami chcą się na niego rzucić, z pewnością nim umrą zmęczą niedźwiedzia i ułatwią nam zadanie - powiedział cicho. W jego głosie dało się wyczuć smutek, że będą musieli się mniej wysilić, ale także i radość z tego samego powodu. Dwa zupełnie inne, a jednak uzupełniające się uczucia. Gdyby był bóstwem, z pewnością zamieszkałby w tym miejscu.
Why diagnose myself as a monster when you refuse to see the one growing inside you?

Obrazek

Voice I Theme
Be blind. Don't be brave.

Misiu! Wybieramy Cię!

#7
Grupa nieznajomych wilków podążających tropem niedźwiedzia z chwili na chwilę coraz bardziej się powiększała; co prawda nie byli jeszcze widoczni, lecz ich wonie dało się z łatwością wyczuć w powietrzu. Może razem z Chmurą, Muuajiem oraz Lecterem nieświadomie mieli zamiar wtargnąć w łowieckie plany jakiejś watahy? Było to bardzo prawdopodobne i przede wszystkim - zważywszy na ilość przeciwników - wyjątkowo niebezpiecznie, nawet dla ich czwórki. Dalsze brnięcie w tą sytuację wydawało się po prostu czystą głupotą, dlatego też opuścili ten teren, zanim ktokolwiek zorientował się, że w ogóle tu byli. Po drodze Evrett zdążył dorwać się jeszcze do kolejnego skupiska świeżej lawendy i czosnku.
//zt + Burzowa Chmura, Muuaji
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron