W samotności

#1
Uczestnicy: Maelvius
Miejsce: Złocisty las
Czas: Niedługo po opuszczeniu Skalnych półek
Informacje dodatkowe: --

Biegł przed siebie, ścigając obcą waderę z wściekłym warkotem, pędząc niemalże na oślep, na wpół ogłuszony przez chór głosów rozbrzmiewających w jego głowie. Zabij ją! Chcesz znów poczuć smak krwi, ujrzeć cień przerażenia w czyiś oczach! Dlaczego okłamujesz samego siebie, wmawiając sobie, że wcale za tym nie tęsknisz?, syczały. Nie był w stanie określić, czy to, co rozbrzmiewało we wnętrzu jego czaszki było jedynie echem jego własnych myśli, czy też czymś zgoła innym.
W twoim wnętrzu nieustannie płonie ogień. Ogień gniewu, nienawiści. Możesz udawać, że nie istnieje, lecz nie jesteś w stanie całkowicie się go pozbyć. Ogień ten nie będzie przez cały czas niewielką iskierką, czy nikłym płomyczkiem. Z czasem przybierze na sile. Zmieni się w pożogę, gotową, by pochłonąć wszystko. Ciebie i każdego, kto znajdzie się w pobliżu!
Zaciskając mocniej szczęki gnał dalej, nie zwracając zbytnio na otoczenie. Nawet nie spostrzegł, że jego towarzysze gdzieś przepadli, tak samo jak i ścigany przez nich nieznajomy. Nie zważając na nic pędził przed siebie, wciąż z tym samym, na wpół wściekłym, a wpół oszalałym wyrazem pyska.
Dlaczego nie zabiłeś ich wszystkich? Czyż wszystko nie byłoby wtedy dużo łatwiejsze?
Zatrzymał się dopiero, gdy nie miał siły biec dalej. Wpierw zwolnił, by następnie zatrzymać się i zachwiać, po czym przysiadł na zadzie, dysząc ciężko. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że nie dość, iż znajduje się w nieznanej mu części puszczy, to jeszcze jest całkiem sam. Brak pozostałych wilków, ich widoku i zapachu był pierwszą rzeczą, na którą zwrócił uwagę. Niecodzienny krajobraz dostrzegł dopiero po chwili.
Zamrugał kilkukrotnie i nawet pochylił łeb, by przetrzeć ślepia łapą, jakby niepewny, czy to, co widzi przed sobą jest rzeczywistością, czy może kolejnym złudzeniem. Złote, iście jesienne liście w środku lata? Nie do pomyślenia. Jednakże, wizja nie zniknęła, więc równie dobrze mógł ją uznać za rzeczywistość.
Z wysiłkiem podniósł się na łapy, zmuszając do ruszenia kilka kroków do przodu i zniżenia łba. Zaczął węszyć, starając się wyłowić z mieszaniny zapachów niesionych przez wiatr znajome wonie. Być może wcale nie oddalił się aż tak bardzo od swych towarzyszy i zdoła jeszcze odszukać ich trop?
Niestety, nie wyczuwał niczego, co mogłoby świadczyć o obecności w pobliżu byłych Iskier. Wciąż jednak posuwał się do przodu, rozglądając się i węsząc. Choć nie chciał przyznać się do tego przed samym sobą, zdołał przywiązać się do tych wilków. Jedynym, co przez to zyskał, były jak na razie rozmaite zioła, które dostrzegł przeczesując leśne podłoże. W taki oto sposób samiec pozyskał nieco aloesu, następnie odszukał barwinek pospolity, lulek czarny oraz tymianek. Każdego z tych roślin nieco narwał, zaplątując je w sierść, po czym ruszył dalej, w poszukiwaniu śladów pozostałych wilków.

W samotności

#2
Przepadli. Dlaczego liczyłeś na coś więcej, niż chwilowe, złudne poczucie bezpieczeństwa?
Potrząsnął łbem, zatrzymując się ponownie, wykrzywiając wargi w gniewnym grymasie. Zdołał przeczesać już spory kawał tego niezwykłego, złocistego lasu, a nadal nie natknął się na żaden trop. Najprawdopodobniej pozostałych wilków tu nie było. Musieli podążyć w inną stronę. Może przepędziwszy intruza postanowili znów udać się w góry? Na znanym terenie łatwiej jest się odnaleźć, pomyślał, rozglądając się krótko.
Najlepszym rozwiązaniem zapewne byłby powrót tam, gdzie zaczął się ów szaleńczy bieg, na owych skalnych półkach. Tam nietrudno byłoby odnaleźć trop towarzyszy, wówczas mógłby po prostu ruszyć ich śladem. Czy naprawdę chcesz to robić? Przez resztę swego życia uganiać się za tą nieokrzesaną bandą? Czy po to przebyłeś tak długą drogę, by tu dotrzeć?
Znów potrząsnął łbem, tym razem gwałtowniej i gniewniej. Dziwne, natrętne myśli wciąż powracały, rozbrzmiewając co i rusz gdzieś w głębi jego głowy, budząc niejasną, nieprzyjemną mieszaninę sprzecznych uczuć. Nie był pewien, czy to jedynie wina zmęczenia, czy po prostu ostatnie wydarzenia sprawiły, że na nowo zaczął staczać się w głębię szaleństwa. Warknął, gdy w odpowiedzi na jego rozmyślania gdzieś w głębi umysłu rozbrzmiał złośliwy chichot.
Może matka nie miała racji... Może wcale nie posiadam żadnego szczególnego daru... Może po prostu jestem przeklęty...
Odwrócił się powoli, po czym równie nieśpiesznie, podążył przed siebie, udając się w drogę powrotną po własnych śladach.

//zt.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

cron