Cisza przed burzą

#1
Uczestnicy: Favreel, Burzowa Chmura
Miejsce: Zdradliwy klif
Czas: Jakiś czas po wydarzeniach z kamienistego nadbrzeża
Informacje dodatkowe: Niebo częściowo zasłonięte ciemnymi chmurami, zanosi się na deszcz.

Bura samica kroczyła ostrożnie po nierównym terenie, nieśpiesznie stawiając kolejne kroki w zagłębieniach skały. Wielobarwne futro było nieco wilgotne, wadera bowiem postanowiła po drodze wykąpać się w morzu, pozbywając się tym samym ostatnich resztek posoki zlepiającej gdzieniegdzie włosie samicy. Co prawda brud sam w sobie jej nie przeszkadzał, lecz krew ofiary należała tylko i wyłącznie do Wilka, nie powinna więc pozwolić, by plamiła ona jej ciało.
W tej okolicy znalazła się przypadkiem. Postanowiła swym zwyczajem oddalić się nieco od swych towarzyszy i przespacerować się wzdłuż wybrzeża, by rozejrzeć się nieco po okolicy. Nie sądziła, by później miała problemy z odnalezieniem pozostałych. Odniosła wrażenie, że łapy same zaprowadziłyby ją z powrotem do nich.
Znalazłszy w końcu miejsce, gdzie mogła sobie bezpiecznie przycupnąć, usiadła, wdychając owiewające ją świeże, morskie powietrze. Była spokojna, rozluźniona. Niemalże szczęśliwa. Odnalazłam już swoje przeznaczenie, pomyślała, kierując wzrok ku morzu, a czarne wargi wykrzywiły się w lekkim uśmieszku. Na horyzoncie gromadziły się chmury, ciężkie i równie szare, jak jej ślepia. Zwiastowały burzę. Być może wielu uznałoby to za pierwsze oznaki szaleństwa, lecz Burzowa widziała w tym jasny znak, iż wypełnia się to, co powiedziała wówczas, zabijając rudą samicę. Krwawy Świt przeminął, nadchodzi nowy dzień. A rozpocznie się on burzą.
Zachichotała cicho, podnosząc łeb ku niebu. Przez chwilę miała ochotę zawyć, pozwalając, by pieśń zwiastująca przyszłe zwycięstwo poniosła się echem po okolicy, lecz zrezygnowała. Zamiast tego poprzestała na obserwacji przepływających powyżej, ciemnych chmur z każdą chwilę zasłaniających coraz większą połać nieboskłonu.

Cisza przed burzą

#2
Szedł, szedł, szedł. Niemalże bez przerwy szedł. Okolica przepełniona była zapachami wilków, a on na żadnego nie mógł trafić, życie w samotności doskwierało mu coraz mocniej, a i tak nie mógł nic zrobić. Nie pamiętał nawet ile czasu minęło od walki z Czarnym. Czemu ten czas tak leciał? Przez chwilę szczeniak miał wrażenie, że to wszystko wina jego charakteru, gdyby był inny może tamta dwójka by go przygarnęła. Albo żyłby teraz w jakimś stadzie, otoczony kompanami. Z drugiej strony gardził sobą za te słabość, która go ogarnia. Był dumny, był dzielny tyle przeszedł i nie potrzebował gówno wartego towarzystwa jakichś kundli. Sam sobie był panem, sam sobie rządził. A stado? Stado równało się z podporządkowaniem. Fav nie był typem, który lubił komuś ulegać, kimś kto lubił być zależny. Więc dlaczego wciąż usilnie szukał przyjaciela? Czemu na każdy odgłos pękającej gałęzi, czy byle szelest reagował uśmiechem na pysku gotowy serdecznie powitać nowego współtowarzysza?
Lekko zagryzając wargę wpatrywał się w glebę, do ślepi cisnęły mu się łzy przez co ledwo widział, jednak nawet to nie przeszkadzało mu w kontynuowaniu podróży. Dopiero zmiana terenu wyrwała go z zamyślenia i zmusiła do podniesienia pyska. Jak to się stało, że znalazł się nad morzem? Nie miał pojęcia, ale było tu co najmniej pięknie. Nie ukrywając zachwytu przetarł łapą piekące od łez oczęta i biegiem ruszył w kierunku wody. Najpierw planował się wykapać, ale widząc nadchodzący deszcz zwątpił. Przechylając delikatnie łeb szukał alternatywy, która napatoczyła się szybciej niż myślał. Klif. Duuuży klif, niebezpieczny. Klif z idealnym widokiem na morze, jak i burzowe niebo. Cień uśmiechu przebiegł po beżowym pysku, a łapy same prowadziły w stronę idealnego punktu widokowego.
Początkowo miał problem by wejść na samą górę, powierzchnia była nierówna co zmuszało Favreela do wielkiego skupienia, nie chciał bowiem wylądować w morzu, czy też skończyć ze złamanymi kończynami. Po, nieco męczącej, wędrówce dotarł na szczyt, a jego oczom ukazała się ONA. Samica, wilk z krwi i kości, towarzystwo. Modły wysłuchane. Kapryśny samczyk najpierw chciał zignorować waderę, by ukazać swoją wyższość. Ostatecznie jednak stał u jej boku dziko szczerząc. Jaką nieodpowiedzialnością była ta jego odwaga? Kto wie.
Obrazek

Cisza przed burzą

#3
Początkowo nie zwracała uwagi na otoczenie, skupiona na ciemniejącym z każdą chwilą niebie. Nieczęsto traciła czas na podziwianie widoków, lecz teraz, widok gęstych, deszczowych chmur wiszących nisko nad jej głową jakby za chwilę miały runąć w trudny do wyjaśnienia sposób ją urzekł. Gdzieś z tyłu głowy zaświtała myśl, że niedługo powinna się stąd zbierać i poszukać jakiegoś schronienia, jeżeli nie chce kompletnie przemoknąć, lecz na chwilę obecną nie miała na to ochoty. Mogłaby tak siedzieć, przyglądając się, jak błękit powoli ustępuje ponurym szarościom.
Jednakże nie było jej to dane, bowiem w chwilę później do jej uszu dotarł cichy dźwięk zbliżających się kroków. Cokolwiek to było, kroczyło po nierównej powierzchni raczej nieporadnie, strącając od czasu do czasu pojedyncze kamienie. Byłaby gotowa zignorować te dźwięki, gdyby nie fakt, iż ewidentnie się ku niej zbliżały, a wraz z kolejnymi podmuchami wiatru docierała do niej woń, którą jednoznacznie rozpoznała jako zapach wilka.
Zainteresowana, opuściła głowę, a następnie rozejrzała się wokół z zaciekawieniem. Po chwili zlokalizowała kremowo - szarego podrostka, który stał nieopodal, patrząc na nią z szerokim uśmiechem.
Bura uniosła brew, obrzucając samczyka badawczym spojrzeniem od stóp do głów. Szare ślepia prześlizgnęły się po jego sylwetce, zatrzymując się wreszcie na jego czekoladowych oczach. Wyglądał szczerze mówiąc dość nietypowo. Może nawet interesująco.
Co tu robił, sam jeden, bez żadnej opieki? Mógł się zgubić, mógł też zwyczajnie oddalić się od swojej rodziny w poszukiwaniu przygód bądź też po prostu na złość starszym. Czy ona wszakże nie robiła tego wielokrotnie, gdy była w jego wieku? Zauważyła, że nie wyczuwała domieszki zapachu innych osobników w woni samca, co mogłoby znaczyć, że jest sam od dłuższego czasu.
Skłamałaby, mówiąc, iż nie przemknęło jej przez myśl, by po prostu zabić szczeniaka. Ostatnie wydarzenia uświadomiły jej, jak dobrze bawi się, mordując. Mogłaby rzucić się mu do gardła, tu i teraz, a jego martwe ciało wrzucić do wzburzonego morza. Jednakże szybko porzuciła ten pomysł. Nie mogła zabijać bez potrzeby. Jej przeznaczeniem było nieść śmierć, lecz powinna czynić to w imię Wilka.
Schyliła więc łeb, uśmiechając się przy tym szeroko, przyglądając się uważnie samczykowi.
- Co tu robisz? Zgubiłeś się? - zapytała bez niepotrzebnych wstępów.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron