Wędrując w mroku

#1
Uczestnicy: Nox, Lokatt
Miejsce: Czarnodrzew
Czas: Jakiś czas po spotkaniu z Resefem.
Informacje dodatkowe: Pogodny wieczór.

Czyżby samotne, nocne wędrówki zaczynały wchodzić jej w krew? Znów była poza bezpiecznymi, znanymi jej terenami wokół jeziora, pozbawiona ochrony członków swej watahy. Zdecydowanie nie było to zbyt rozsądne i jakaś część umysłu szarej nieustannie wyrzucała jej głupotę i nieostrożność. Uspokajała ją, co jakiś czas przystając i uważnie wieloma zmysłami badając otoczenie, by upewnić się, czy nie jest obserwowana. Trzymała się przy tym cienia, kryjąc w większych zaroślach i gęstszych lasach, boleśnie świadoma, jak wyraźnie jej jasne futro odznaczałoby się na tle pogrążonej w mroku okolicy, mieniąc się delikatnie w świetle księżyca.
Tym razem nie udała się w stronę mokradeł, podążając na wschód od znanego jej wodnego zbiornika, chcąc zbadać rosnące tam lasy. Do tej pory nie postawiła jeszcze łapy na tych terenach - podróżując zazwyczaj obierała drogę właśnie przez bagna, która, choć trudniejsza i niebezpieczna, pozwoliła uniknąć zagrożenia ze strony innych wilków. Te bowiem zazwyczaj niechętnie zapuszczały się na podmokłe tereny. Jednakże, należało obadać przyległe do terytorium Cieni ziemię. Kiedyś z pewnością wyznaczę wilki specjalnie do tego zadania, przemknęło jej przez myśl, gdy stawiała kolejne kroki.
Nim się spostrzegła znalazła się w gęstszym i dużo ciemniejszym lesie. Drzewa rosły jedno obok drugiego, a ich korony rozrosły się na tyle, by ograniczyć dostęp światła. Blask księżyca nie docierał do leśnego runa, co Lokatt w sumie było na łapę - pozwalało to, na równi ze znikomym ruchem powietrza, ukryć choć trochę swą obecność. Mimo to wciąż pozostawała czujna. Atmosfera w tym miejscu nie należała do przyjemnych.
Idąc przed siebie nagle nadepnęła na coś twardego. Zerknąwszy w dół ujrzała leżącą pod jednym z drzew, wyschniętą już czaszkę należącą do jakiegoś niewielkiego zwierzęcia. Schyliła nieco łeb, by obojętnie obwąchać znalezisko.

Wędrując w mroku

#2
Nox biegła przez las tak szybko jak tylko pozwalały jej zesztywniałe łapy i pusty żołądek. Tempo już dosyć mocno dawało jej się we znaki, w końcu biegła od ponad piętnastu minut. Obniżony łeb, urwany oddech i ta cholerna przednia prawa łapa, która paliła ja żywym ogniem. Zaklęła pod nosem, złorzecząc na swoje starcze kalectwo.
Podczas tak pięknej, gwieździstej nocy najchętniej by się położyła gdzieś pod drzewem i dała się zabrać do świata wielkich łowów. Nie wszystko jednak było tak proste.
Najpierw usłyszała w swojej głowie wycie, którego nie potrafiła zidentyfikować, a później pojawiły się jeszcze te cholerne ponaglające ją szepty.
Warknęła gardłowo że złością. Głosy się nasillały za każdym razem gdy trochę zwalniała by zorientować się w terenie.
W jednej chwili wszystko rozbłysło jak w trakcie burzy. Wiatr zawył głośno, niemal ogłuszajac Nox. Wadera zachwiała sie, cudem tylko utrzymując równowagę. Odbiła się mocno i wylądowała przy największym drzewie. Cały świat pulsował jej w płucach.
W jednej chwili jednak wszystko zawirowało, umilkło i przed Nox pojawiła się obca wadera. Nie miała pojęcia kim ona jest, jednak instynkt podpowiedział jej pochylić nisko głowę z pokorą.

Wędrując w mroku

#3
Nagle do jej uszu dobiegł odgłos kroków gdzieś całkiem blisko. Zanim się spostrzegła, ujrzała zbliżającą się ku niej czarną sylwetkę. Na chwilę zawładnął ją niepokój, w głowie zaczęły kłębić się niespokojne myśli. Ten wilk musiał śledzić ją od dłuższego czasu, czekając na odpowiednią chwilę, gdy oddali się wystarczająco od swych terenów, by móc ją dopaść. Być może Ve'nevri znalazła sobie sprzymierzeńca. Skusiła go jakimiś żałosnymi obietnicami i kazała się mnie pozbyć. Zmarnowała kilka cennych sekund na wyrzucaniu sobie, że to jej wina, wszak udawanie się na samotne przechadzki jest nierozsądne. Dlatego też nie miała czasu, by rzucić się do ucieczki. Zamiast tego zmieniła pozycję na nieco dogodniejszą do obrony, uginając lekko łapy i strosząc futro. Białe zęby błysnęły w półmroku, a z gardła wydobyło się warknięcie. Nie mam zamiaru po prostu się poddać i pozwolić ci dokończyć dzieła.
Jednakże potencjalny napastnik zamiast zaatakować zatrzymał się nagle, spojrzawszy na nią, jakby ujrzał ją pierwszy raz w życiu, po czym skulił się, zniżając pokornie głowę. Widząc to, Lokatt poczuła najpierw zdumienie, które w chwilę później ustąpiło miejsca satysfakcji. Natychmiast wyprostowała się dumnie, unosząc wysoko łeb i ogon, spoglądając na drugiego wilka z góry.
Dopiero teraz dostrzegła, iż ma przed sobą dużo od niej starszą, wychudzoną waderę, tak więc osobnika, który z żaden sposób nie mógł jej zagrozić, przynajmniej fizycznie. Zaczynam popadać w paranoję, pomyślała z niesmakiem, wyrzucając sobie wcześniejszą gwałtowną reakcję. Obrzuciła waderę kolejnym uważnym spojrzeniem, zanim zdecydowała się odezwać.
- Zawsze wypadasz na każdego tak znienacka? Nie mogę powiedzieć, by było to rozsądne - mruknęła dość chłodno, nie siląc się na powitanie.

Wędrując w mroku

#4
Słysząc ostrzegawcze warknięcie czarna wadera zawachała się i zrobiła pół kroku do tyłu. Ostatnia rzeczą na jaką miała ochotę, było mieszanie się w jakieś konflikty.
"Nie jesteś mądrą waderą, Nox. Przez tyle lat nie wyzbyłaś się konformizmu w stosunku do tych cholernych widziadeł. Jesteś pieskiem gotowym lecieć na każde skinienie losu..." - samica ubliżała sobie w myślach tuląc uszy i nerwowo bujajac ogonem na boki. Była tak zaskoczona spotkaniem, do którego postanowił poprowadzić ją los, że w gwałtownym odruchu pokory wobec silniejszej wadery miała ochotę wywrócić się brzuchem do góry u jej stóp. W ostatniej trzeźwej myśli, jednak zganiła się za taką uległość wobec nieomylności gwiazd. Nox jednak wiedziała, że losu trzeba słuchać. Z doświadczenia znała kary jakie spotykają nieposłuszne wilki.
Z cichym, żałosnym skamlnięciem przypomniała sobie swoją ostatnią próbę zachowania autonomii.
- Na każdego? - Wadera jakby sama się przez chwilę zastanowiła.
- Nie - Nox zrobiła nienaturalnie brzmiącą przerwę i spojrzała swojej rozmówczyni prosto w oczy.
- Duchy mnie tu przyprowadziły - przyznała z rozbrającą szczerością i przejęciem.

Wędrując w mroku

#5
Obserwowała samicę uważnie, ani na chwilę nie spuszczając jej z oka. Co prawda uznała już, iż ta nie stanowi dla niej żadnego zagrożenia, lecz wciąż wolała być czujna. Nie wiedziała, dlaczego wadera podbiegła do niej tak nagle, a teraz zachowywała się, jakby wcześniej nawet jej nie zauważyła. Owszem, mogła niedowidzieć, w jej wieku nie byłoby to nic dziwnego, lecz Lokatt była pewna, iż jej woń była doskonale wyczuwalna. Jakaś część jej umysłu nadal dopatrywała się w tym wszystkim złożonego podstępu. Być może stara samica miała jedynie odwrócić jej uwagę, a gdzieś w ciemnościach kryły się inne wilki, czekając na odpowiedni moment do ataku? Przestań. Nie wszyscy pragną twojej śmierci, a niemożliwe jest, by Ve'nevri zdołała w tak krótkim czasie namówić kilka wilków do pomocy i to wszystko dokładnie zaplanować. Już pomijając fakt, iż musiałaby wiedzieć, że akurat dzisiaj będę tędy przechodzić, zbeształa się w myślach.
Czarna zdradzała oznaki niepewności, a nawet i strachu, co w sumie było całkiem uzasadnione. Gdy odezwała się ponownie, jej słowa całkowicie zbiły ją z tropu.
- Duchy...? - powtórzyła powątpiewająco. Niegdyś nie wierzyła w tego typu historie, uznając je za zwykłe bujdy bądź przywidzenia szaleńców. Jednakże to, czego była świadkiem w tej krainie zdołało zachwiać jej światopoglądem, niszcząc dotychczasowe przekonanie. Na własne oczy widziała jelenia posługującego się wilczą mową, który podawał się za sługę boga, a pokonany rozpłynął się w powietrzu oraz była świadkiem dziwnych wydarzeń na pustyni - inwazji węży, zorzy na niebie i niepokojącej zmiany, jaką przeszły tamte tereny. Wystarczyło to do zaakceptowania, że rzeczy niezwykłe się zdarzają.
Z drugiej jednak strony, wciąż była możliwość, iż wspomniane przez starą duchy były jedynie wytworem jej wyobraźni. To z kolei tłumaczyłoby jej postępowanie.

Wędrując w mroku

#6
Czarnej waderze nerwowo zadrgała warga i przestapiła z łapy na łapę. Ogon miarowo kołysał się, a jej boki ciągle falowały nieprzyzwyczajone do takich dystansow.
Chociaż oczy Nox były uważnie wbite w sylwetkę mniejszej wadery zdawały się pozostawać jakieś zamglone, nie widzące. Stała więc wyprostowana, nie zdradzajac wcześniejszych oznak uległości. Łeb miała wysoko podniesiony, a uszy skierowane w stronę rozmówczyni. Gwiazdy w przedziwnie nienaturalny sposób odbijały się w dużych oczach czarnej.
- Młode Serce Nocy. Zrodzona wśród chaosu. - Gardłowy pomruk wyrwał się z jej pyska, lecz działo się to zupełnie mimo jej woli. Oblizała pysk, zrobiła dwa kroki w miejscu i zaśmiała się patrząc w korony drzew.
- Nie zdajesz sobie sprawy, młoda przywódczyni, jak zadania są Ci przeznaczone jeszcze na tym świecie... - to zdanie Nox już niemal wyszeptała. Usiadła na wilgotnej ziemi i owinęła łapy ogonem.
- Dzisiaj jest wyjątkowo silny układ gwiazd - rzuciła wyjaśniająco.

Wędrując w mroku

#7
Słowa padające z pyska nieznajomej całkowicie ją zszokowały. Bursztynowe ślepia rozwarły się nieco szerzej, podczas, gdy sierść mimowolnie na powrót się nastroszyła. Lokatt poczuła, jak po grzbiecie przechodzi jej nieprzyjemny dreszcz.
Wpatrywała się w samicę nieruchomo, bardzo się starając, by na jej obliczu nie pojawił się strach. Skąd mogła wiedzieć...? Jakaś część jej umysłu nadal starała się doszukać w tym wszystkim podstępu. Wszak Ve'nevri, która na chwilę obecną była dla niej głównym podejrzanym, doskonale wiedziała, że jest przywódcą stada, całkiem możliwe, że zdołała również usłyszeć kiedy przedstawiła Cieniom swój nowy tytuł. Mogła polecić starszej waderze je powtórzyć, sprawić, by uwierzyła, iż ta posiada jakieś szczególne zdolności, dostrzegła płynące z tego korzyści i zabrała na wyspę, gdzie tamta zbierałaby dla znachorki informacje. I byłaby skłonna się ku tej teorii przychylić, gdyby nie jedno zdanie, które większa wilczyca wypowiedziała. Zrodzona wśród chaosu. Czy te słowa nie opisywały idealnie okoliczności, w jakich wadera przyszła na świat? To nie może być przypadek...
Gdy ta wspomniała o gwiazdach, samica mimowolnie spojrzała w górę, ku migoczącym na nieboskłonie niewielkich punkcikach. Czy właśnie w nich szukać należy prawdy? Niegdyś zbeształaby się w duchu za podobną niedorzeczność, lecz coraz bardziej przekonywała się, że czasami to, co brzmi nieprawdopodobnie wcale nie musi być bujdą.
Wróciła spojrzeniem do nieznajomej.
- Kim jesteś? I czego chcesz? - zadała dwa krótkie, lecz niesamowicie istotne w jej mniemaniu pytania. Wszak nic na tym świecie nie jest całkowicie za darmo, a Lokatt miała wrażenie, iż stara nie przybyła tu przypadkiem.

Wędrując w mroku

#8
Uważnie lustrowała ślepiami każdą zmianę w postawie wadery. Szara wilczyca stała w mroku, blask nieba odbijał się tylko w jej oczach. Nox zrobiła dwa powolne kroki na przód. Oderwała utkwiony przez ostatnie kilka minut wzrok od księżyca i spojrzała z bliska w oczy Lokatt.
- Powiedz mi, młode Serce Nocy, dlaczego Ty jesteś dla nich taka ważna? - zapytała cicho, jednak ewidentnie było to pytanie retoryczne. Czarna wilczyca doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że młodsza nie zna odpowiedzi na to pytanie.
Nox zasępiła się. Omiotła spojrzeniem korony drzew i powyginane cienie jakie rzucały gałęzie. Wymamrotała coś pod nosem niezrozumiale i ponownie przeniosła wzrok ku swojej rozmówczyni. Zaśmiała się cicho i dźwięcznie.
- Duchy przodków chcą żebym zapewniła Ci komunikację ze światem Wielkich Łowów. Dlatego tak mnie do Ciebie gnali - ostatnie zdanie dodała w zamysleniu prawie szeptem. Powoli wszytko zaczynało się układać w jej głowie i jej niepokój malał.

Wędrując w mroku

#9
Czarna stała teraz na tyle blisko, że Lokatt mogła ujrzeć własne odbicie w jej ślepiach. Jasna sierść pokrywająca zgrabną kufę zdawała się jaśnieć w ciemności, podczas, gdy oczy zmieniły się w ciemne otchłanie, od czasu do czasu błyskając jedynie w świetle księżyca. Wychodzące z ich kącików, charakterystyczne ciemne pręgi w tym nikłym oświetleniu jeszcze bardziej przywodziły na myśl smoliste łzy cieknące w dół jej oblicza. Szara bardzo się starała zdusić w sobie odruch cofnięcia się o krok, starała się nawet nie mrugać.
Trudno było opisać, co teraz działo się w jej głowie. Najpewniej uznałaby tę samicę za obłąkaną i zostawiła ją w spokoju, nie tracąc swego czasu na niewnoszące niczego dyskusje. Lecz to jedno, krótkie zdanie wypowiedziane przez starszą waderę całkowicie wytrąciło szarą z równowagi. Nie było żadnego sposobu, by ta dowiedziała się czegokolwiek o jej przeszłości, a prawdopodobieństwo, że po prostu odgadła przez przypadek było znikome. Ponadto, samica zaczynała powoli wierzyć w siły nadprzyrodzone. Jeżeli istniały bóstwa, to dlaczego nie duchy...?
Jednakże dlaczego zależało im tak bardzo na jej losie, że postawiły na jej drodze samicę, która miała zapewnić jej kontakt ze światem umarłych...? Tego nie wiedziała. Chociaż... Może i na taki zaszczyt zapracowała, uchodząc z życiem z miejsca będącego piekłem na ziemi, przeżywając samotnie wśród nieprzyjaciół i przechodząc diametralną przemianę, stając się silna? Być może pisane mi było wówczas zginąć, lecz oszukałam śmierć? Niegdyś zbeształaby się w duchu za podobne niedorzeczności, lecz najwyraźniej nawet jej światopogląd stopniowo się zmieniał.
- Nie wiem, dlaczego duchom miałoby tak zależeć na kontakcie ze mną - odparła po chwili. Jeśli duchy rzeczywiście pozwoliły jej z taką łatwością odkryć to, co ukrywam przed wszystkimi... Czyż nie oznacza to, że znają one wszystkie zazdrośnie strzeżone przez wilki tajemnice? To akurat mogłoby okazać się jej przydatne z wiadomych względów.
Jednakże to wymagałoby przyjęcia wychudzonej starej wadery do watahy... A czy takowa była im potrzebna?

Wędrując w mroku

#10
Lokatt nie wiedziała nawet kiedy opowiadaniom Nox zaczął towarzyszyć wiatr. Najpierw delikatnie przeczesywał futro, po chwili jednak mroźny docierał aż do wnętrza Jaskółkowego ciała. Zaczęło się niewinnie od drgania warg i dreszczy, teraz jednak samica zaczynała tracić czucie w kończynach, a zawroty głowy stawały się coraz silniejsze. By zaradzić hipotermii Lokatt musiała ochronić się w jakiś sposób przed wiatrem i w miarę możliwości ogrzać inaczej może to dla niej zakończyć się tragicznie.

/Lokatt obniżyła się temperatura ciała

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron