Samotny zwiad

#1
Uczestnicy: Lokatt
Miejsce: Miraż
Czas: Jakiś czas po rozmowie z Muuajim, kilka godzin przed spotkaniem z Resefem.
Informacje dodatkowe: Wschód słońca.

To, co wydarzyło się na bagnach zdecydowanie poprawiło samicy humor. Choć nadal nie mogła mieć pewności, czy może całkowicie zaufać napotkanemu tam szamanowi, co do jego uczuć względem Ve'nevri większych wątpliwości nie miała. Można być doskonałym aktorem, wybitnym kłamcą i oszustem. Ukrywanie swych emocji pod rozmaitymi maskami nie było jej obce. Jednakże jest jedna rzecz, na którą zazwyczaj nie ma się zbytnio wpływu. Wilcze ślepia mają tendencję do zdradzania swych właścicieli, ukazywania ich prawdziwych intencji. A w oczach szarego dostrzegła taką samą nienawiść, o której ją zapewniał.
Mówiąc szczerze nawet nie obchodziło jej zbytnio, czy samiec rzeczywiście zabije znachorkę. Gdyby to uczynił, zdecydowanie cała ta nieciekawa sytuacja rozwiązałaby się w niezwykle łatwy sposób. Jednakże nawet, gdyby mu się to nie udało, z pewnością zdoła odwrócić od niej uwagę wadery, sprawić, by ta zajęła się czymś innym niż knuciem przeciwko niej. Wówczas wystarczyłoby jedynie zlokalizować jej kryjówkę i poczekać na odpowiedni moment. Wtedy zlikwidowanie problemu byłoby jedynie kwestią czasu. Lokatt nie miała bowiem najmniejszego zamiaru darować Ve'nevri życia, nawet, jeśli ta całkiem niedawno uratowała jej własne. I nie, nie chodziło jedynie o zemstę za urażoną dumę. Znachorka posiadała informacje o stadzie, które mogłoby mu zaszkodzić, gdyby dotarły do niewłaściwych uszu. Tę sprawę na chwilę obecną mogła częściowo zostawić, skupiając się na czymś innym. Powinna czym prędzej wrócić na tereny Cieni i zająć się swym stadem, które teraz nie przypominało jeszcze watahy, którą by sobie wymarzyła. Ale to potem.
Nim to zrobi, musiała sprawdzić jeszcze jedno.
Powrót w te okolice nie był ani łatwy, ani przyjemny. Wręcz przeciwnie, wspomnienie całkiem niedawnego ataku jadowitych węży wywoływało u niej dreszcze, a każdy szmer sprawiał, iż sierść na karku lekko się jeżyła. Jednakże należało sprawdzić, jak daleko sięga ta zaraza. Musiała się upewnić, że te przeklęte gady nadal oblegają nieurodzajne piaski, zamiast przemieszczać się w głąb krainy. Lepiej być pewnym, że któregoś dnia nie zastanie się niemiłej niespodzianki w postaci jednego z nich czającego się w pobliskich zaroślach.
Oczywiście, że mogła po prostu kogoś tu wysłać, lecz czy naprawdę ktokolwiek z Cieni zechciałby wracać w te strony? Zmuszenia groźbą czy rozkazem nie wchodziło w grę, bowiem mogłoby to zasiać w sercach członków stada ziarenko niepokoju, które mogłoby stopniowo rosnąć, aż ktoś wreszcie wywoła bunt. To ostatnie, czego teraz potrzebowała. Dlatego, mimo swej niechęci i lęku, postanowiła zbadać obrzeża piaszczystego pustkowia, wyglądając jakichkolwiek oznak, iż węże opuściły swą dotychczasową kryjówkę.
W ten sposób dotarła w to miejsce.

Samotny zwiad

#2
Rozejrzała się krótko. Wokół nie było niczego szczególnie interesującego. Ot, wszędzie piasek, gdzieniegdzie jakieś marne kępki roślinności. Na szczęście również ani śladu żmii. Nie natknęła się na gady przemierzając granice nieurodzajnego pustkowia, jak również nie wyczuła ich zapachu, czy też dopatrzyła się charakterystycznych, podłużnych śladów pełznięcia po piasku. To zdecydowanie dobre wieści - węże nadal pozostawały ukryte wgłębi pustyni, a więc po prostu należało unikać tego miejsca aby nie zostać pokąsanym. Wyprawa w to miejsce niosła ze sobą poniekąd korzyści - przynajmniej była pewna, iż nie natkną się na jadowite gady na własnym terenie. Poniekąd zastanawiało ją, dlaczego węże nie zdecydowały się jeszcze na wyruszenie ku bardziej żyznym ziemiom, gdzie z pewnością więcej miałyby pożywienia. Czyżby coś je powstrzymywało...?
Przysiadła na chwilę, by dać odpocząć zmęczonym łapom. Oczywiście z niezwykłą, być może nawet nadmierną ostrożnością, upewniając się uprzednio, że nic nie kryje się w piasku. Siedząc tak wodziła powoli wzrokiem po okolicy, przyglądając się kępom roślinności. Wśród nich dostrzegła znane jej zioła, melisę i rumianek. Ponownie powtórzyła sobie w myślach odległe słowa swej ciotki, przypominając sobie ich właściwości. Przydadzą się, zdecydowała po chwili, podnosząc się i przystępując do zrywania ziół, jednocześnie ponownie obiecując sobie, że musi w końcu dowiedzieć się czegoś więcej na temat tutejszej roślinności.
Podczas pozyskiwania roślin dostrzegła również inną, całkowicie sobie nieznaną. Mięsiste liście posiadały liczne, drobne kolce. Roślina pachniała całkiem przyjemnie i wyglądała dość niecodziennie. Choć Lokatt nie miała pojęcia czym jest, postanowiła zebrać odrobinę, by później zapytać o to swego nowego medyka. Oczywiście ostrożnie, kto wie, czy to nie było trujące.
Odpocząwszy nieco i zakończywszy zbiory rozejrzała się jeszcze raz, po czym odwróciła się i ruszyła w drogę powrotną.
Ta wyprawa zdecydowanie przyniosła więcej korzyści, niż się spodziewała.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron