Wyjąc do księżyca.

#11
Dziewczęta często mają słabe poczucie humoru. Gdy uskoczyła, powarkując drapieżnie, nie drgnąłem. Westchnąłem, rozczarowany łbiskiem kołysząc.
─ Dobrze, Moje Utrapienie. ─ Pojąłem, ugodowo przytaknąwszy głową. Uśmiechnąłem się pusto, na chwilę obecną okiełznawszy zaczepne zagrywki. Kontynuując, na pewno ją przegonię. Niech chociaż na czas mojego postoju dotrzyma mi towarzystwa. Później i tak każde z nas odbiegnie w kierunku swojego przeznaczenia i powołania, ja ─ snuć będę wątek mojej odysei, a ona co mogę wywnioskować po nikłym zapachu innych wilków ─ powróci do swojej watahy. Rozkoszowałem się bladym, jednakże majestatycznym blaskiem Luny, dumnie bytującej na mrocznym firmamencie.
─ Wasze stado liczy dużo członków? ─ Zagadnąłem, przerywając krępującą ciszę. Spojrzałem na nią, wzbiwszy delikatnie brew. Wyczekując odzewu odeń, chwiałem zwiewnie ogonem.
Obrazek

Wyjąc do księżyca.

#12
- Nienawidzę dotyku. Więc na niedaleką przyszłość, ostrzegam, nie rób tego więcej. - Zmarszczyła na chwilę nos, zła na siebie, że straciła panowanie nad sobą. Halo, nie pozwól się złamać, wiesz jak to się kończy. Spojrzała na niebo. - Swoją drogą, mów mi po prostu Sura. "Utrapienie" brzmi dennie. - spojrzała na niego, ze spokojem w oczach. Sztuka panowania nad emocjami była tym nad czym wciąż uczyła się panować. Wychodziło jej to coraz lepiej. Jednak gdy granice pękły, nie było łatwo wrócić do normalności. Pozostawała tylko złość, arogancja, oraz chęć taplania się w krwi napotkanych istot.
- Ile? - przekręciła łeb na bok, rozbawiona. - Ostatnio jak się widzieliśmy było nas trochę. Jednak wiesz jak to jest. Jedni przychodzą, inni... odchodzą. - uśmiechnęła się kącikiem pyska. - A Ty co, samotny wędrowiec z wyboru, czy przymusu?


Wyjąc do księżyca.

#13
Zaśmiałem się z lekką drwiną.
— Nie chciałem znów rozwścieczyć, ale racja, Sura brzmi o niebo lepiej. — Jednokrotnym skinieniem czarnej skroni zaaprobowałem jej słowa, zakonotowawszy miano samicy. Odstąpiłem od niej o krok, wyraziście wykonując stąpnięcie ażeby dziewczyna upewniła się o pojmaniu przeze mnie jej ostrzeżenia.
— A więc Sura i Krah. — Sapnąłem półszeptem, lekko wargi wbiwszy.
— Tsa, odchodzą... — Powtórzyłem, świadomy, że wilczyca zna inne pojęcie "odchodzenia" ze stada niźli ja. Z tego co przypuszczałem członkowie jej stada mieli wybór, ja, ani pozostali pobratymcy z mojego plemienia... byliśmy tego pozbawieni, ugodzeni surowym losem.
— W mojej sytuacji wiąże się jedno z drugim. — Odpowiedziałem na zagadnienie. — A więc przymuszony zostałem do takiego wyboru, który jednak podjąłem sam. Rozum to jak tylko chcesz.
Zabłysnąłem zawadiacko, pozostawiając samicy jej własne domysły, nie łuszcząc niemalże nic.
— Od dawna należysz do twojej watahy? — Dopowiedziałem po chwili, gładko idąc po powierzchni, oświetlonej metalicznym blaskiem księżyca. Wicherek był mroźniejszy niż przed paroma chwilami.
Obrazek

Wyjąc do księżyca.

#14
- Ohoho, jakiś Ty łaskawy, żeś mnie rozzłościć nie chciał. - spojrzała na basiora butnie, by zaśmiać się ponownie. Widać, że był kumaty, a ona nie chciała go do siebie zrazić, czy też wywołać spięcia między nimi. Noc była przyjemna i niech taka pozostanie.
-Krah i Sura. - zanuciła dźwięcznie, łapą trąciwszy kamyk, który poturlał się, by następnie zniknąć w trawie. Zastrzygła uchem, wciąż pozostawała czujna. Nie wiedziała wciąż, czy ich wycie kogoś nie sprowadzi dodatkowo. Miała jednak nadzieję, że obędzie się bez dodatkowych gości.
- Chyba wiem co masz na myśli. - Spojrzała na Czarnofutrego, a w jej oczach dało się dostrzec iskierki. - Ale patrząc na Ciebie, życie w samotności nie wychodzi Ci źle. - Oblizała blizny na pysku, uśmiechając się przy tym zadziornie.
Poczuła jak mróz lekko szczypie ją w delikatny nos. - Od niedawna. To nie jest moja rodzinna wataha. Do tej obecnej skierował mnie dość dziwny przypadek. - zastrzygła ponownie uchem.


Wyjąc do księżyca.

#15
Wzrokiem popędziłem za turlającym się kamykiem, następnie wejrzeniem powróciwszy na Surę. Na spostrzeżenie samicy zaśmiałem się, dumnie popiersie uwypuklając.
— Ano widzisz. Najwidoczniej taka moja natura, samotnego wilka. Jednak myślę, że nie każdy się do tego nadaje.
Zatonąłem w krótkiej zadumie, dopowiadając po chwili.
— Chociaż w sumie nie wiem. Może to po prostu kwestia przyzwyczajenia? Zresztą... — Zamachnąłem lekceważąco łapą. Posłyszawszy jej odpowiedzieć, brew moja poszybowała w górę. Ślepia pytająco wkłułem w dziewczynę.
— A co tym przypadkiem było? — Zagabnąłem. — O ile można wiedzieć! — Prędko dorzuciłem.
Obrazek

Wyjąc do księżyca.

#16
- Nie no, masz rację. Nie każdy poradzi sobie sam. Tak jak nie każdy nadaje się do watahy. Ja na przykład samotnej wędrówki nie przypłaciłam życiem. Choć fakt faktem, że byłam mocno poturbowana co dodatkowo utrudniało sprawę. - rzuciła luźnie. Po Krahu widać było, że umie o siebie zadbać. W pewnym sensie budziło to u Czarnej coś na kształt podziwu. Sama była jeszcze młoda, w dodatku nie znała się dobrze na ziołach. Samotność też nie była dla niej, lubiła kontakt z innymi i była tego świadoma. Umiała się odnaleźć w grupie i znać swoje miejsce.
Spojrzała na niego uśmiechając się. - Jak ci powiem, to uznasz mnie za wariatkę.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron