Wyjąc do księżyca.

#1
Uczestnicy: Krah i Sura.
Miejsce: Górska łąka.
Czas: Teraźniejszość.
Informacje dodatkowe: Chłodny wieczór.

Z wolna łazikowałem, dobrnąwszy na łąkę opierścienioną wzniesieniami. Wchłaniałem mroźny eter, wywołując przyjemny dygot wzdłużnie grzbietu. Chłód mnie nie przeganiał. Wyłącznie srebrzysty poblask umiłowanego księżyca oświecał błonie, zapewniając o bieżącej samotności, jeno z daleka pohukiwała sowa, nadając majestatyczności owej polanie. Zawędrowałem dalej, okryty wysoką trawą, która jeszcze nie zdążyła poschnąć mimo jesiennej pory. Ułożyłem się brzuchu, podpierając się prawym bokiem, nie chcąc podrażnić rany z lewej strony. Raz jeszcze wzionąłem sporej ilości powietrza, oczu mrużąc. Przyjemne orzeźwienie, upominające o zbliżaniu się zimowej pory, która wzniecała słodkie zadowolenie oraz szybsze stukotanie serca. Paszczę o wroniej barwie wzbiłem, ślepia zamykając. Byłem sam. Ukojenie? Z gardzieli ulotniłem wycie, zagłuszając sowią nutę, wilczą melodią ogarniając pobliskie tereny. Od dłuższego czasu nie napotkałem pobratymca, w głębi ducha, chcąc posłyszeć odzewu, hardo jednakże trwając w uznaniu o stałym osamotnieniu. Oczu z wolna otwierałem, stopniowo stłumiwszy donośne wycie.
Obrazek

Wyjąc do księżyca.

#2
Truchtała cicho po okolicy, chcąc zebrać myśli. Niedawny sparing i polowanie na niedźwiedzia sprawiły, że pragnęła teraz odrobiny odpoczynku, by móc sprowadzić swoją osobowość do porządku. Potrzebowała tego, inaczej obawiała się, że jej wredna natura agresorki zdominuję pokojową, logicznie myślącą część osobowości. Mogłoby to się skończyć źle, nieporozumieniem jedną z Iskier, albo gorzej- walką. Mogła też przypadkowo napotkaną osobę zbesztać, wplątując się w tarapaty. Choć w sumie, w większe wplątała ją Biała Łasica. W sumie była jednak wdzięczna losowi za to, że ta istota pojawiła się na jej drodze. Dzięki temu mogła poznać swoją obecną rodzinę.
"Ptaki cichną w nocy czerń
Bydło zasypia, gdy zapada zmierzch
I tylko ty nie śpisz duszko ma
Boisz się nocnic złych wietrzyc i zjaw
"
Zanuciła kołysankę, a wiatr smagnął krucze futro. Przystanęła na chwilę, gdy bystre złote oczy dostrzegły krwawnik. Podeszła, by zebrać parę sztuk, dla siebie, oraz dla Maelviusa. On będzie wiedział co z nimi zrobić. Gdy to zrobiła, zerwała łeb do góry słysząc... wycie. Bez zastanowienia odpowiedziała na to zawołanie, melodyjnym głosem, pozwalając, by echo niosło je przed siebie. Przez korony drzew, teraz tak łyse jej lico pełne szram oświetliły chłodne promienie księżyca, który zdawał się jakoś dziwnie smutny.
Ruszyła przed siebie biegiem, w kierunku z którego dobiegł dźwięk. Wiodła ją ciekawość, na kogo może się natknąć. Jej futro dalej było naznaczone krwią niedźwiedzia oraz jej własną, głównie w okolicach karku. Pewnie zostaną blizny. - pomyślała, a język oblizał te które zdobiły jej pysk.
Gdy dobiegła na skraj polany, jej nozdrze podrażnił zapach obcego wilka jak i krwi. Może jest ranny.. zastanowiła się chwilę po czym poczęła lustrować trawy, chcąc namierzyć źródło woni.


Wyjąc do księżyca.

#3
Naraz poderwałem się na równe łapy, szarpnąwszy cięcie na lewej kończynie. Uderzony nagłym odzewem, łypnąłem na księżyc skrzącymi się oczyma, jakoby on miał odpowiedzieć czy posłyszenie wycia było realne czy to jeno moja wyobraźnia, spragniona wymyślną tęsknotą wykreowała rozkoszny dźwięk. Wtem wilcza woń zawirowała w moich nozdrzach, upewniając o bytności wilka, jeszcze lepiej ─ samicy.
Rozentuzjazmowany, truchtem popędziłem za przybyłym zapachem, który nakreślił wąską linię, która prowadziła do nosiciela woni. Naraz zapomniałem o opornym przekonaniu, popierającym wyłączną samotność. Od czasu do czasu potrzebowałem gawędy, przecie inaczej zaczął bym wariować, imaginując nierealnych kompanów! Kilka susów w przód dobyłem do skraju polany, łypnąwszy na oddaloną o zaledwie dwa metry czarniawą samicę, której włosie w połysku luny łyskało odcieniem granatu. Była młodsza ode mnie, co wywnioskować mogłem po gładkim licu oraz lśniącym futrze, które pomimo obryzgania juchą, było w doskonałym stanie. Zanurzyłem wejrzenie w złotolitych ślepiach, zawadziwszy dyskretnym spojrzeniem również o widoczną ranę po prawej stronie jej pyskowia. Szybka dedukcja. Okrężnym, wolnym krokiem obszedłem ją, wnikliwie spoglądając na jej ruchy. Przystanąłem nagle, wzbiwszy wargę w górę, nakreśliwszy łobuzowaty uśmiech.
─ Miło, że panienka odpowiedziała.
Obrazek

Wyjąc do księżyca.

#4
Księżyc łagodnie i przyjemnie dla oka oświetlał wszystko dookoła. Długo nie musiała czekać. Basior sam się wyłonił z traw, stając nieopodal niej. Dobra budowa ciała, bujne, czarne futro i brązowe oczy, które lustrowały ją badawczo. Uniosła lekko kitę, wyraźnie zaciekawiona. Gdy okrążał ją, zwróciła uwagę, że lekko kulał na jedną z łap. Idealnie, w razie czego szybko ucieknę.. pomyślała, a jej mięśnie widocznie napięły się, w gotowości do ewentualnego biegu. Nie wiedziała co mogło obcemu przecież chodzić po głowie. Spojrzała na niego poważnie, a w złotych tęczówkach zdało się widać blask.
- Już dawno nie słyszałam samotnego zewu. - Odwzajemniła uśmiech, stojąc wyprostowana. Dalej jednak pozostawała czujna. Nie wiedziała też, czy czasem nie ma tu więcej wilków. - Oby tylko nie sprowadziło tu kogoś... niemiłego. - uśmiechnęła się zgryźliwie lekko. Nie chciała, by ich wycie skierowało tu obce osobniki, które mogłyby mieć niezbyt przyjemne zamiary. Rzuciła spojrzeniem na jego łapę. - Co ci się stało? Krew czuć z daleka. - spojrzała w jego oczy czekając na odpowiedź.


Wyjąc do księżyca.

#5
Spostrzegłem czujność samicy, która pomimo sympatycznej reakcji, spięła mięśnie. Dobrze przez życie nauczona zapewne, miała świadomość o ewentualnym niebezpieczeństwie, to się chwali. Mi często brakło tej przytomności.
─ Ja dawno nie zaznałem wrażliwości na mój skowyt. ─ Łba w podzięce uchyliłem, kare oblicze ustrajając szarmanckim błyśnięciem. Następnie barkiem wzruszyłem nieustraszony, mlasnąwszy pewnie.
─ Nie lękaj, wątpię aby kogokolwiek tutaj miało przywiać. Jest chłodno, nikomu nie w głowie utarczki. ─ Zastygnąłem w zamyśleniu na chwilę. ─ Chociaż nigdy nie wiadomo. Pomimo mroźnej pory Ciebie tutaj przygnało.
Zamachnąłem chwostem koliście. Gdy samica wspomniała o aromacie juchy, instynktownie spojrzałem na niedawno zastygłą ranę na łapie. Syknąłem lekceważąco.
─ Nah, to po prostu nieostrożność. Zapach krwi niedługo powinien zniknąć. Spostrzegawcza jesteś, perełko.
Głowiną czarną przytaknąłem, przyświadczając gestem wypowiedziane słowa. Wtórnie zamachnąłem ogonem, stawiając kroków kilka do przodu, przystanąwszy bliżej wilczycy.
─ Co Cię skłoniło do odpowiedzi? Czyżbyś zatroskała się o zbłąkaną duszyczkę? A może zapach krwi Cię przynęcił? Ciekaw jestem.
Uchem zastrzygłem, utrzymując szarmanckie wygięcie warg.
Obrazek

Wyjąc do księżyca.

#6
Oblizała ponownie blizny zdobiące jej pysk. Miała już to w nawyku. Świadomość, że one tam są, że szpecą jej lico zawsze jest w jej głowie. Czasami zastanawiała się, jakie pierwsze wrażenie wywołuje u innych, gdy widzą tak pokiereszowane lico.
- Może za cicho wyłeś? - zażartowała uśmiechając się. - Mało kto teraz odpowiada na samotne zawołanie. Może być to zgubne. - westchnęła. Przekrzywiła łeb lekko rozbawiona. - Na tych ziemiach nigdy nic nie wiadomo. Sama miałam okazje się o tym przekonać.. A mnie z reguły przywiewa tam, gdzie mogę zastać coś ciekawego. Taka moja dola. - zakołysała delikatnie kitą na boki.
Gdy ten się zbliżył, mógł poczuć od Sury woń jej watahy, innych wilków, a jej braci i sióstr. Na słowa o nieostrożności cmoknęła z dezaprobatą, po czym wyplątała z sierści jeden krwawnik i położyła przed basiorem. - Weź to w podarku. Jakby rana znów zaczęła krwawić, przeżuj to i rozprowadź na niej. Powinno zastopować krwawienie. - obserwowanie medyków nie poszło na marne. Zapamiętana wiedza jednak na coś się przydała.
Zastrzygła uchem, nie urywając kontaktu wzrokowego. Zamyśliła się na chwilę nad odpowiedzią. - W sumie, to sprowadziła mnie tu ciekawość. No i chciałam sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. - powiedziała spokojnie, a delikatny uśmiech nie schodził jej z pyska.


Wyjąc do księżyca.

#7
Zaśmiałem się krótkim dźwiękiem, zaszkliwszy kłami.
─ To mam nadzieję, że Cię nie zawiodę i również okażę się czymś ciekawym. ─ Posłałem w kierunku samicy oczko, a gdy spostrzegłem wysunięte w moim kierunku ziele, wzbiłem w zdezorientowaniu brwi. Dopiero jej słowa wyłuszczyły gest, byłem nieco zmieszany, zaskoczony manewrem wadery.
─ Dobre masz serduszko. ─ Stwierdziłem półszeptem, mrużąc lekko oczy. ─ Odpowiadasz na wycie, wręczasz leczące rośliny. Aż mi głupio, w chwili obecnej nie mam jak się odwdzięczyć. Jedynie mogę zaproponować swoje towarzystwo i ewentualny spacer. A los dalej niech zadecyduje.
Uchyliłem czoła, następnie delikatnie zamachnąwszy łbem, wskazując w kierunku rozprzestrzenionej rozlegle łąki, w srebrnym świetle niepełnego księżyca. Wręczony podarek przetkałem w gęste włosie wokół grzbietu, wszczynając następnie promenadę wolnym krokiem, niepewien czy samica przytaknie na moją propozycję.
─ Nie daj mi wyć samotnie. ─ Raz jeszcze zdublowałem czyn mrugnięcia, szerzej się uśmiechając.
Obrazek

Wyjąc do księżyca.

#8
Gdzieś daleko usłyszała skrzek wrony. Zima zbliżała się, a ten dźwięk zdecydowanie kojarzył się waderze z tą porą roku. Oblizała ponownie pysk wypuszczając następnie parę z nozdrzy. - No, póki co zawiedziona nie jestem. Ale trzymam za słowo. - zerknęła na niego kątem oka.
Ciekawiła ją reakcja basiora na krwawnik. Jednak jego zachowanie było takie jak przewidywała. Więc uznała jego intencję za szczere w pewnym stopniu, co spowodowało u niej szeroki uśmiech, który po chwili stłamsiła do jego mniejszej wersji.
Ukłoniła się teatralnie na propozycję spaceru. - Będę zaszczycona twoim towarzystwem. - machneła kitą rozbawiona tekstem o wyciu.


Wyjąc do księżyca.

#9
─ Ha! ─ Chełpliwie zarzuciłem łbiskiem, szczerząc paszczękę w dufnym uśmiechu. ─ Miła, młoda, urokliwa, troskliwa i do tego nie jest zawiedziona moim towarzystwem. Zasłużyłaś na kwiatka. Jak znajdę jakiegoś ładnego badylka, wręczę go Tobie.
Obiecałem, zdrowym bokiem otarłszy się delikatnie o barek samicy. Od młodzika problem miałem z rozpoznaniem się z czyjąś prywatnością, w szczególności wobec dziewcząt. Często naruszałem ich obszar, rządząc się przewodnią myślą, że “morda nie szklanka”.
Nieśpieszno dreptaliśmy, udeptując trawę, która z wolna wilgotniała od chłodnej mgiełki unoszącej się z podglebia. Zgładziłem niekomfortową ciszę naraz, głowinę czarną zwróciwszy w kierunku samiczki, której oczęta skrzyły się lustrze księżyca.
─ Chętnie poznam imię mojej towarzyszki, chyba, że wolisz pozostać tajemnicą trzymając mnie w słodkiej niewiedzy.
Raz jeszcze tknąłem bok dziewczyny, jednakże bardziej subtelnie niźli poprzednio. Nie chciałem jej przecież przepłoszyć! Opromieniłem pysk zalotnym uśmiechem, wślepiając się w czarniawo-granatowe oblicze wadery.
Obrazek

Wyjąc do księżyca.

#10
Wysłuchawszy całej wiązanki spojrzała na basiora przekrzywiając łeb. Cholernie dużo tych określeń. Jednak gdy ten ją dotknął, z gardzieli wydobył się warkot, a sierść na grzbiecie zjeżyła się, by po sekundzie opaść. Czyjś dotyk ją bolał, parzył. Nie była do tego przyzwyczajona, a jej skóra znała jedynie ból. Każdy nerw był aż nadto wrażliwy, więc najmniejsze muśnięcie skutkowało uczuciem jakby setki igieł wbijały się w jej ciało.
Szła obok niego, starając się zachować jak dla niej neutralną odległość. Spoufalanie się z obcym, w dodatku takim, który szybko bierze za nic przestrzeń osobistą po prostu nie pasowało do niej. Wolała go trzymać na pewien dystans, gdyż nie ufała mu w pełni. Jednak noc ta była przyjemna. Księżyc przyjemnie wszystko oświetlał, a mróz nie był aż tak dokuczliwy. Myśli znowu poczęły kłębić się w jej głowie. Czy nie za długo była za terenem watahy? Cholera jasna, nagle poszuła dziwne ukłucie stresu. Może powinna teraz już pójść? Hm, jeszcze chwilę. Przecież ją odnajdą w razie czego.
Gdy basior ponownie się o nią otarł, po zadaniu pytania, odskoczyła jak oparzona ukazując kły. - Jak tak dalej będziesz robił, to będziesz mógł nazywać mnie swoim Utrapieniem. - warknęła gardłowo, napięta.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron