Coś wisi w powietrzu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#1
Uczestnicy: Cis i Krah.
Miejsce: Podziemne jezioro.
Czas: Przyszłość.
Informacje dodatkowe: Baaaardzo chłodny poranek.

Trzęsła się, najzwyczajniej w świecie było jej zimno. Skulona postać niewielkimi krokami pokonywała kolejne kilometry nie bacząc na okoliczności. Noc choć zdawała się być jedyną przyjaciółką Cis zawiodła ją bez odrobiny litości, bowiem wraz z zajściem słońca spadł na nią cały żal nieboskłonu w postaci znacznej wielkości kropel deszczu. Pech chciał, że wędrowała po pustkowiu, nie miała szans na ukrycie się, parła dzielnie walcząc z przemokniętą, ciężką sierścią. Sylwetka wadery zostawiała dużo do życzenia przy suchym futrze, zatem jak paskudnie musiała wyglądać z pozlepianymi kłakami? Ciska była jednak ostatnim wilkiem który to by się martwił o wygląd, ba! Miała teraz znacznie większy problem, otóż nachodził baaaardzo chłodny poranek. Bura sierść z chwili na chwilę stawała się coraz bardziej biała, okolica też nie wyglądała za przyjaźnie. Górskie tereny, pojedyncze drzewa i surowe, acz delikatnie rumieniące się niebo w oddali czy to mogło wróżyć coś dobrego? Samica pokręciła łbem na boki starając się zwalczyć uparty szron, im bardziej jednak z nim walczyła, tym bardziej dostrzegała jego obecność, przecież każdy jej krok sprawiał, że siwizna skrzypiała pod łapą. Bladoróżowy jęzor zwilżył czarny węgielek zdobiący czubek pyska, a różnokolorowe ślepia powiodły bacznie po okolicy. Gdzie mam iść? Tylko ta jedna myśl zalewała łebek burej, siadła więc raptownie na glebie i stęknęła pod nosem. - To chyba jakieś kpiny.. - mlasnęła niezadowolona po czym skierowała wzrok na parę wydobywającą się z jej pyska, w końcu nie potrzebowała dużo by się dobrze bawić, gorzej, że dzisiaj nie miała czasu na zabawę, jeżeli nie znajdzie schronienia to jej marna tusza tylko stanie się dodatkowym kłopotem. Zerwała się więc z gleby i ruszyła przed siebie z przepełnionym szaleństwem uśmiechem na pysku.
Trwało to krótko, a mięśnie i tak zdążyły się rozgrzać Cis poczuła znaczą ulgę i przede wszystkim trochę ciepła, niespodziankom jednak nie było końca, dziwne drzewo majaczące w oddali skłoniło waderę do wykonania jeszcze kilku kroków i była to niezwykle dobra decyzja, bowiem tuż obok wielkiego pnia dostrzegła znacznej wielkości przejście, bez chwili namysłu wcisnęła się między skały. Niczym szczeniak z szeroko otwartymi ślepiami podziwiała miejsce które odkryła i o dziwo nie wyczuwała tu woni innych wilków, co bardzo ją uradowało. Z dala od szronu, deszczu, wiatru, otulona z każdej strony co prawda chłodnym kamieniem, ale i to było lepsze niż tamta pusta przestrzeń. Samica wyciągnęła łapy oddając się rozkoszy rozciągania. Po porannej rozgrzewce truchcikiem dotarła do wielkiego podziemnego jeziora. Z wielką zachłannością chłeptała wodę, czując zimny strumień spływający wzdłuż przełyku uniosła kąciki warg w uśmiechu. Im słońce było wyżej, tym jaśniej się robiło w nowym schronie Cis, szpary w skałkach pozwalały pojedynczym snopom światła zakłócać ciemność nastrojowego akwenu. Znudzony Słabeusz opadł na glebę, a zdeformowane uszko kiwnęło z aprobatą. Należał jej się odpoczynek, oj należał. Cielsko rozłożyła tuż przy krawędzi jeziora, różnokolorowe ślepia zaś wodziły za równie kolorowymi rybami, kita od czasu do czasu wykonywała bliżej nieokreślone ruchy, a przednia kończyna lekko zanurzona w wodzie przeganiała uparte wodne stworzenia. Polowanie na niedźwiedzia, w którym brała niedawno udział pozwoliło jej najeść się do syta, więc postanowiła zostawić ryby w spokoju. Przymknęła oczy oddając się wspomnieniom. Brakowało jej towarzystwa, ewidentnie brakowało.
Ostatnio zmieniony piątek 11 lis 2016, 18:15 przez Cis, łącznie zmieniany 1 raz.

Coś wisi w powietrzu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#2
Gnałem śpiesznie, rączym susem uskoczywszy przed sztychem łopaty rozjuszonego łosia. Charknął gniewliwie gdy chybił, a ja zaś złośliwym rechotem rozbrzmiałem, czarniawe pyszczadło rozjaśniwszy psotnym uśmiechem. Przebieżkę kontynuowałem poprzez mokradła, łapska unurzawszy w błocie aż po łokcie i uda. Ażeby łosia rozgniewać bardziej, zwalniałem napawając go nadzieją na traf, a gdy zamachnął łopatami szaleńczo w przód rzucałem się pozostawiając olbrzyma w tyle. Wreszcie znużony drażnieniem jeleniowatego, umknąłem w boczne ścieżki.
Wstąpiłem na oszronioną drożynę, która wiodła poprzez suszki. Mgła wznosiła się, rozpłomieniona mdławym promieniem wschodzącego słońca. Wdechu nabrałem, płuca wypełniając mroźną, rzeźwą wonią. Tułałem się bez obranego celu, pozwalając ażeby duchy losu poprowadziły mnie. Na zajęczaka wyczekiwałem, wreszcie nagrodzony truchełkiem. Podziękowałem krainie o datek, kontynuując włóczęgę, w pysku dzierżąc drobny korpus. Wtem, uszu na sztorc postawiłem, przystanąwszy. Zaintrygowany aromatem jakże mi znanym, kroczyłem uniesiony zapachem. Dobrnąłem do wnętrza jaskini, w której dźwiękiem odbijało się pluskanie jeziorka. Nieopodal zoczyłem drzemiącą waderę, toteż bezdźwięcznie do niej dobyłem, zrzuciwszy z pyskowia szaraka. Gdyby samica zbudziła się, błysnąłbym przelotnie zadziornym uśmieszkiem, następnie w pozycję bojową wskakując. Zacząłbym warczeć, kołysząc energicznie ogonem. Wreszcie zaśmiałbym się, głową przecząco kręcąc.
─ Założę się, że będziesz próbowała mnie stąd przegonić. ─ Brew wzniósłbym, oblicze ukraszając pewną siebie miną.
Jednakże gdyby sen miałaby głębszy, nie zbudziwszy się, przykucnąłbym naprzeciw, natarczywie weń oczu wkłuwając. Lecz powątpiewałem, że wadera będzie w stanie trwać w śnie, gdyż zapewne zmysł szepnie jej o mojej obecności. Wyczekiwałem.
Obrazek

Coś wisi w powietrzu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#3
Ekscytacja związana ze wspomnieniami, które toczyły walkę o uwagę w głowie samicy nie pozwalały jej na drzemkę, ziewnęła tylko i wciąż z zamkniętymi ślepiami nasłuchiwała dźwięków, które wydawała woda mącona jej burą kończyną. Kilka minut w tym otoczeniu pozwoliło waderze wypocząć jak i odzyskać trochę utraconego ciepła, od czasu do czasu niechętnie otwierała ślepia by przyjrzeć się niecodziennym barwom ryb. W pewnym momencie zwróciła uwagę na hałas, ktoś nadchodził.. Zakłócić jej spokój, a może jednak wykurzyć ją z własnego legowiska? Cis jednak postanowiła nie zrywać się z miejsca, raz to nie chciało jej się, a dwa? Taaaak, w ogóle jej się nie chciało. Mimo wszystko poczuła jak mięśnie zaczęły się spinać, a po plecach przebiegł znajomy dreszcz ekscytacji. Walkę miała we krwi, nawet jako najsłabsza z rodzeństwa gotowa była walczyć nawet na śmierć i życie, byleby tylko się zabawić. Chwilę później ktoś stał u jej boku, z zapachu była w stanie wywnioskować, że to samiec. Wciąż leżąc przeniosła obojętne spojrzenie najpierw na truchło, następnie zaś na właściciela martwego futrzaka po czym szeroko się uśmiechnęła ukazując białe kły. - Z czymś takim do damy? I co ja mam z tym zrobić? - ociężale zebrała się z gleby i usiadła na wprost obcego, uśmiech świadczący o jej nienormalności był przyklejony do pyska, a i ona sama prezentowała go w wielką dumą. Niepewnie zerkała na kupkę futra od czasu do czasu trącając ją wątłą kończyną. - Nie popisałeś się dziadku, marny prezent. - niespodziewanie wybuchnęła piskliwym śmiechem. - Weź.. weź to, bo tu umrę.. ale ze śmiechu! - ciężko jej było cokolwiek mówić, bowiem zaczynała się aż dusić z rozbawienia. Nagle jednak raptownie przerwała i pochyliła łeb przyglądając się samcowi uważnie, oceniała swoje szanse, od czasu do czasu przechyliła pysk na bok, albo kiwnęła z uznaniem. - Faktycznie, zając to szczyt Twoich możliwości dziadku. - skwitowała swoją wypowiedź szerokim uśmiechem po czym zerwała się z gleby i machając kitą na boki uniosła brew pytająco. - Hęę? Co Ty robisz? - Cis miała wieeelki problem z ocenianiem, kto jest przeciwnikiem dla niej, a kogo jednak powinna unikać, tak i było w tym przypadku, choć czarnowłosy był ewidentnie mocnym przeciwnikiem do burej to nie docierało, była bowiem pewna, że i tak go pokona, nawet się już szykowała do ataku, gdy jednak wilk się zaśmiał, znowu uniosła pytająco brew i pokiwała pyszczkiem na boki. - Ziiiiimno tam! Nawet najgorszego wroga bym nie posłała na ten ziąb. Chociaż ja nawet nie mam wrogów, kurde, hm. No nieważne. Weź to futerko i możesz tu zostać. Pozwalam. Ja. Jako ja. Sama. Tak. - dumnie wypięła pierś uważając się za panią tego miejsca, w końcu basior nic nie wspominał o tym, że się wprosiła.

Coś wisi w powietrzu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#4
Zauważyła mnie, reagując prędko. Zadziorność samicy naraz wznieciła moją intrygę. Mimo suchotniczej budowy, nie lękała się. Czarną głowiną bujnąłem przecząco w odpowiedzi na jej słówka.
─ Ho, nie-nie, damo. ─ Zdublowałem kołysanie paszczą. ─ Tym zajączkiem nakarmisz mnie. ─ Wyławiałem kolejne jej docinki, brew wzbiwszy. Podczas gdy wadera dworowała ze mnie, ja wnikliwie ślepiłem jej odmienną krasę. Szczególnie heterochromia oczu oraz różnobarwne umaszczenie wzbudzały ciekawość. Koloryt budził skojarzenie leśnej ściółki usłanej świeżo opadłym liśćmi podczas jesiennej pory, taka kolorowa. Przemilczałem jej prześmiewki, jeno oczyma wywróciwszy, jednakoż w głębi tłumiąc śmiech. Miała gadane! Gdy dostałem pozwolenie na bytowanie w tym miejscu, łba nisko uchyliłem w podzięce.
─ Oh, jaka łaskawa dama! ─ Wzniosłem przesadnie głos, po chwili karku prostując. Podrzuciłem truchło szaraka, chapsnąwszy je kłami gdy upadało. Krew delikatnie splamiła moje wargi gdy docisnąłem szczęk. Odstąpiłem kilka kroków od wilczycy, ułożywszy się obszernie na suchej powierzchni, oddalonej znacząco od wody. Zająca kąsałem wolno, bez ustanku zerkając na samicę.
─ Na pewno nie chcesz? Spokojnie, nie jest zatru... ─ Zacząłem przyciężkawo kaszlać, krztusząc się. Wnet łeb bezwładnie opuściwszy. Aktorzyna pierwsza klasa! Chwilę trwałem w bezruchu, jęzor wyściubiwszy. Raz, dwa... Gwałtownie kufę wzniosłem.
─ Żarcik. ─ Zakasłałem śmiechem, kłami żądląc dalej mięsiwo. ─ Powinnaś coś zjeść. Z takim ciętym jęzorkiem to przydałoby się, ażeby dama nabrała masy.
Łyknąłem jeszcze trzy kęsy, pozostawiając resztę zwłok.
─ Mogę naruszyć strefę intymności? ─ Zarechotałem cicho. ─ Niech dama mnie źle nie zrozumie!
Nie wyczekując nawet na odzew od niej, doskoczyłem bliżej wadery, na grzbiecie się ułożywszy. Nigdy nie miałem problemu z komfortem. Jestem dość... bezczelny? Bezpośredni?
─ Kojarzysz może co to za lokalizacja? W sumie nie mam już orientu co, gdzie i jak. Życie włóczęgi.
Przednie łapy rozkurczyłem do przodu, pazurem zahaczając niechcący-chcący o bok samicy.
─ Oh, nie! Tylko mnie nie pogryźć. ─ Prowokowałem, z dziecinnym akcentem i z wolna wymawiając "błaganie".
Obrazek

Coś wisi w powietrzu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#5
Z wielkim rozczarowaniem zauważyła, że nic nie rosło w tej jaskini, znacznie ograniczona ilość światła niewątpliwie była problemem tego miejsca, a mimo wszystko czuła się tu dobrze, nawet obecność basiora jej nie przeszkadzała. Sama w końcu chwilę temu marzyła o towarzystwie. W dodatku samiec ewidentnie podłapał temat i chyba miał nadzieję, że odgryzając się zniechęci Cis, efekt był jednak odwrotny. Bura była gotowa do walki na słowa, wyszczerzyła więc kły w zadziornym uśmiechu i rzuciła. - Stary, niedołężny to i zającem którego ledwo złapał trzeba go karmić. - wywróciła ślepiami, wciąż się radując. Jakby prowokacja skończyła się walką to w ogóle byłaby w niebie, ale (o dziwo!) dzisiaj nie miała ochoty się bić, dzisiaj było jej zimno i potrzebowała ciepła, odpoczynku, a nie jeszcze dodatkowych problemów. Mimo wszystko przy zaczepkach chętnie zostanie, ostatecznie jak będzie furczał to go najwyżej nauczy kultury, acz była to ostateczna ostateczność. - Jeść nie chce, ale daj się przyjrzeć, bo pewnie fartem martwego znalazłeś, taki stary dziad jak Ty prędzej padłby z wycieńczenia, niż złapał zająca. - pokiwała twierdząco pyszczkiem, po czym odeszła do swojej części jaskini, wredny uśmieszek nie opuszczał jej pyska ani na moment. - Z resztą jestem świeżo po polowaniu, co prawda nawet się z Tobą nie równam, moją ofiarą był w końcu... Niedźwiedź. - ostatnie słowo mocno zaakcentowała, po czym wlepiła ślepia w wilka oczekując jego reakcji, aczkolwiek tego, że będzie udawał, że umarł się nie spodziewała. Z szeroko otwartymi oczami obserwowała teatrzyk wilka po czym wybuchnęła śmiechem. - No dziadku, na łeb to Ci siadło i to konkretnie. - lubiła wytykać starszym wilkom ich wiek, czuła się wtedy znacznie młodsza i po prostu była to fajna zabawa. Szczególnie jak ów starzec się wściekał. Ku zaskoczeniu Cis ten tutaj chyba lubił być poniżany, bo przyszedł i się ułożył obok wadery. - Uuu, co tak śmierdzi? - jako, że wilk leżał na grzbiecie podsunęła pysk pomiędzy jego przednie łapy pociągając nosem. - Hmm, a więc tak pachnie starość. - odsunęła się ze śmiechem od samca i położyła obok niego, gdy ten dalej ją zaczepiał uniosła pysk by na niego spojrzeć. - Odważny jesteś, żeby Ci tylko nie stanęła.. pikawa z emocji. - wystawiła bladoróżowy jęzor w geście prześmiewczym i ułożyła ponownie łeb na skrzyżowanych przednich kończynach. - Nic nie wiem o tej krainie w sumie. - faktycznie, wyruszyła w poszukiwaniu rodzeństwa, a sprawa się jednak pogmatwała i samica błądzi. - Jak Ci na imię tak w ogóle? - wymamrotała przyglądając się rybom.

Coś wisi w powietrzu. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#6
Przekręciłem się, ułożywszy się na brzuchu. Młódka brnęła hardo, dworując ze mnie z energią. Zajadła zawodniczka, nie ma co! Złośliwości lawina nie miała kresu, nieprzerywanie kpinkowała, ale przecież to prowokowało najlepiej do dalszego gaworzenia. Zachowaniem zatrzymałem się na etapie podrośniętego szczenięcia, gdy tylko utarczki i słowne afery we łbie, więc przecie nie mogłem pozostawić jej uszczypliwości bez odzewu!
— Oh, maleńka, chyba żaden samiec nie był w stanie Cię zaspokoić. Pewnie chuć ogarnia to i jęzor cięty. — Brwiami wzruszyłem, rechocząc zgryźliwie. Ucho moje drgało za każdym razem gdy wspominała o "moim podeszłym wieku". Prychnąłem lekceważąco, wzbiwszy czarniawą paszczę.
— Śmiej się, śmiej! Zobaczymy co zrobisz gdy obudzisz się, a ja będę leżał trupem! — Łypnąłem na nią naraz, zastygnąwszy w namyśle. Po upłynięciu kilku minut, mlasnąłem zniechęcony, dorzuciwszy następnie.
— W sumie z twoją znieczulicą najprawdopodobniej nawet by Cię to nie wzruszyło. — Uśmiechnąłem się rozkosznie, zamachnąwszy ogonem. Uszy na sztorc wzbiłem posłyszawszy jej pytanie odnośnie mojego miana. Pomruk zadumy wydobył się z mojego gardła, zmrużyłem lekko ślepia.
— O no proszę! Ktoś tu ma ochotę na zgłębienie naszych relacji. Chcesz znać moje imię, poważny krok. Ale jak już dama pyta to odpowiem bo jeszcze jakieś szczeniackie ujadanie o moim podeszłym wieku się zacznie. Brrr~!
Podniosłem się mozolnie, do samicy zbliżywszy się wtórnie. Natrętnie naruszałem jej strefę bez ustanku, ułożywszy się obok, ciała nasze zetknąwszy. Mój błąd, gdyż dostąpiłem do niej od złej strony. Podczas gdy układałem się, lewą łapą zatarłem o jej bok, podrażniwszy nabytą kilka dni temu, ranę. Syknąłem krótko. Świetnie, kolejny powód do wyśmiewania się z mojego wieku! To jak wrzucić się w łowczy potrzask! Pysk zwróciłem w jej kierunku, kły obnażywszy w zawadiackiej minie. Zacząłem naprędce, nie dając jej szansy na kąśliwy komentarz względem mojego zasyczenia.
— Krah jestem. — Łba uchyliłem, następnie wzruszywszy paszczą. — A dama jak się zwie?
Nasza forma zapoznawcza była rzadka, niecodziennie przecież gawędę, relację rozpoczyna się wzajemnym szydzeniem. Tak, szczeniackie zachowanie, ale czy tak nie jest ciekawiej?
Obrazek

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron