Spotkanie Nikolaja i Maelviusa

#1
Uczestnicy: Nikolaj, Maelvius
Miejsce: Kamienna ścieżka
Czas: Przyszłość, po polowaniu na niedźwiedzia i zakończeniu bójki na Łagodnym zboczu.

Okryty czarną sierścią i paskudnymi bliznami kościsty basior kroczył przed siebie nieśpiesznie z głęboko zamyśloną miną, węsząc. Kręcił się po terenach przyległych do terytorium Iskier w poszukiwaniu leczniczych ziół, których ostatnio dość sporo zużył. Na razie trzymał się blisko terytorium Iskier, wśród górskich szczytów, lecz zdawał sobie sprawę z tego, iż niebawem będzie musiał udać się w dalszą podróż, by pozyskać rośliny rosnące zazwyczaj w zgoła odmiennym środowisku. Wolałby jednakże nieco odpocząć, nim ruszy w dłuższą drogę. Tymczasem włóczył się po górach, zbierając napotkane zioła i zwiedzając najbliższą okolicę. Wielu z tych miejsc do tej pory jeszcze nie było mu dane odwiedzić, więc budziły w granatowookim zainteresowanie.
Piął się w górę, ostrożnie stąpając po śliskich kamieniach, które czas ukształtował na podobieństwo stopni, co zdecydowanie ułatwiało wspinaczkę. Spomiędzy skał wyrastały kępki roślinności, smagane przez podmuchy chłodnego, górskiego wiatru. Kolejny podmuch przyniósł ze sobą woń tymianku, toteż samiec powoli ruszył w tamtą stronę, nawet zbytnio się nad tym nie zastanawiając. Po jego głowie krążyło bowiem mnóstwo myśli, co nie było dla niego żadną nowością. Tym razem jednak wydawały się dziwnie spokojne, mniej chaotyczne i burzliwe. Nie dręczyły go dziwne, zniekształcone wizje z przeszłości, pełne gniewu i nienawiści głosy milczały, umysł basiora pozostawał jasny i niczym nieskażony. Była to całkiem przyjemna odmiana po wielu miesiącach przepełnionych bólem i szaleństwem. Przyjemne uczucie, które wydawało się tak odległe, że aż całkiem obce. Nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatnim razem był tak spokojny.
Odnalazłszy kępkę tymianku pochylił się nad nią i ostrożnie zebrał nieco, zaraz wplątując zioła w sierść. Przez chwilę z zadowoleniem przyglądał się swym zbiorom, by później ruszyć ponownie przed siebie, z łbem zniżonym ku ziemi.

Spotkanie Nikolaja i Maelviusa

#2
Niewiele czasu minęło od starcia Nikołaja z rudą wiedźmą, tak bynajmniej zdawało się temu szaremu wilkowi, który wręcz na ostatkach sił szukał chłodniejszego miejsca, które uśmierzyło by chodź w części ból jakiego doświadczał. Był poraniony w wielu miejscach, zaschnięta posoka sklejała jego piękne grube futro sprawiając, że wyglądał jak półtora nieszczęścia, a wiele ran wciąż krwawiło sprawiając, że słabł.. Kolejne kroki stawiał niezwykle ostrożnie, łapy mu drżały, odmawiały posłuszeństwa do dalszej podróży i co gorsza, nie zapowiadało się na poprawę.. Czuł się teraz do reszty upuszczony przez tych, których uważał za przyjaciół.. Ian mówił, że wróci po niego, a jednak białego staruszka ani widu, ani słychu! Warknął wściekły sam na siebie, jak mógł tak pomyśleć? W końcu Ian mógł trafić na rudą.. ona mogła go zabić, nie wiedział nawet kiedy z jego gardła wydobył się żałosny pisk. Potrzebował pomocy, ale.. próżno szukać jej w górach, gdzie tak naprawdę jedyne co można spotkać to jakieś chwasty albo zbyt płochliwe kozice.
Przez swoje zamyślenie nad losem siwego źle postawił łapę na kamieniach i gruchnął na nie. Ból przybrał na sile, jakaś rana chyba ponownie się otworzyła, a on poczuł gorącą posokę spływającą między już i tak bardzo brudnym futrem.. Skapywała na kamień brudząc go swoją szkarłatną barwą, dając niezwykły, piękny, żywy kontrast dla szarych, czarnych kamieni. Były tu one od wielu wielu lat, zapewne widziały nie jedną śmierć.. ale czy widziały taką, która spowodowana była przez głupotę wspinającego? Zapewne tak.. Ulokował swój łeb w taki sposób, by jak najmniej bolała go szyja.. Całe ciało zdawało się pulsować, a on nie miał siły by podnieść się i iść dalej w poszukiwaniu.. właśnie, w poszukiwaniu czego? Śmierci w miejscu, gdzie nic go nie zje.. czy może nikt nie znajdzie? Jego oddech był stosunkowo płytki, gdyż każdy większy dawał tak wielki ból, że miał ochotę wyć.. Tak to tylko popiskiwał czasami, skomlał i jedyne co mógł zrobić to myśleć.
Jego myśli podążyły do jego brata, tego którego zostawił na śmierć. Może coś go zaatakowało i umierał w podobny sposób? Czekając aż krwi będzie tak mało, że zwyczajnie zaśnie..? A może został rozszarpany przez napastnika, zjedzony? Wolałby żeby tak było, chociaż nie musiałby cierpieć tak długo.. Zamknął oczy, zacisnął je wręcz.. nie zadręczały go wyrzuty sumienia od długiego czasu, a tu prosze! Znowu! A.. a co jeśli on zwyczajnie czekał na to, aż głód go zabije? Nie nie nie, na pewno nie.. Zaskomlał nieco głośniej, a że w górach dźwięk się niesie to i czarny mógł to usłyszeć. Pokulił łapę, która dotychczas leżała w nietypowym wygięciu, bliżej swojego ciała, brzucha... przestała go rwać, co odebrał z delikatną ulgą. Wiatr, który był tutaj zdecydowanie mocniejszy schładzał jego ciało.. ale to też nie dobrze, bo jeżeli przeżyje to może się wyziębić.. w końcu rany są naprawdę duże, a ciepło ucieka przez nie jak przez otwarte okno.
Kontakt gg: 50903969 - W razie jakbym zapominała odpisać.

Spotkanie Nikolaja i Maelviusa

#3
Krążył wśród skałek i zarośli skupiony na poszukiwaniu przydatnych ziół, niezbyt zwracając uwagę na otoczenie. Przynajmniej dopóki jego uszu nie podrażniło skomlenie dobiegające z dość bliskiej odległości. Wyprostował się czym prędzej, nieco zaniepokojony i rozejrzał nerwowo dookoła. Zdecydowanie nie powinien tak tracić czujności. Wówczas nietrudno się do niego podkraść i zaatakować z zaskoczenia, po czym zepchnąć z kamiennej ścieżki w dół, gdzie stoczyłby się po stromym, usianym ostrymi skalnymi odłamkami prawdopodobnie na pewną śmierć. Przez chwilę znów poczuł nieprzyjemne ukłucie lęku i cofnął się mimowolnie o krok, oddalając od przepaści, lecz zaraz uspokoił nieco, gdy wreszcie dostrzegł drugiego basiora. Nie trzeba było być geniuszem, by się domyślić, że nie stanowi on teraz zagrożenia. Wydawał się wyczerpany, a zlepiająca jasne futro posoka wskazywała niewątpliwie, iż jest ranny. Poza tym najwyraźniej nawet nie zdawał sobie sprawy z obecności czarnego.
Gdy tak wpatrywał się w leżącą nieopodal postać nagle uświadomił sobie coś, co zjeżyło mu sierść na karku. Nieznajomy do złudzenia przypominał jego samego, jeszcze tam, na pustkowiu. Ledwie o tym pomyślał, a od razu powróciły te wszystkie bolesne wspomnienia tak wyraźne, jakby przeżywał to na nowo. Niemalże znów czuł te wszystkie rany, suchą ziemię porośniętą kępkami pożółkłej trawy pod łapami i olbrzymie osłabienie, utrudniające mu stawianie kolejnych kroków. Zupełnie jakby ponownie wlókł się po jałowym pustkowiu, raz po raz potykając się o własne łapy, dysząc ciężko i próbując zmusić się do podążania po śladach brata, który bez uprzedzenia go opuścił. Nie miał siły, by wołać, ani tym bardziej zmusić się do biegu. Ale bał się, że bez pomocy nie przeżyje kolejnych dni.
Na szczęście się mylił. Nim kompletnie opadł z sił dotarł do niewielkiej sadzawki, małej i płytkiej, pełnej mulistej wody, lecz wystarczającej, by zaspokoić pragnienie. Przy brzegu rozrosła się bujniejsza roślinność, w tym kilka rodzajów ziół posiadających lecznicze właściwości, które niebawem wykorzystał do oczyszczenia swych ran. Miał na tyle szczęścia, że udało mu się nawet i odnaleźć niewielką opuszczoną norę, do której zaraz wpełznął, aby odpocząć.
W tych okolicach pozostał na jakiś czas, póki nie odzyskał sił na tyle, by być w stanie ruszyć w dalszą drogę. Przez kilka pierwszych dni głównie spał, budząc się jedynie po to, by zaspokoić pragnienie bądź zerwać nieco więcej ziół mających obniżyć gorączkę bądź posłużyć do odkażania poranionych części ciała. Gdy odzyskał nieco sił, zaczął polować na gryzonie. Nie był to nigdy syty posiłek i nigdy nie udawało mu się całkowicie zaspokoić głodu, lecz najwyraźniej wystarczyło do przeżycia.
Tamten okres wydawał mu się długotrwałym, niekończącym się koszmarem przepełnionym głodem, bólem, lękiem przed śmiercią i przytłaczającym uczuciem zdrady. Wygnanie, a potem sprzeniewierzenie się braci, którzy mieli podążać za nim stanowiły dla niego poważny cios. Wizja jego matki, w którą i on święcie wierzył teraz rozprysnęła się jak zwykła iluzja. Nic nie działo się tak, jak powinno.
Prawdopodobnie właśnie wówczas w umyśle basiora znów narodził się gniew, rozbudziły dziwne lęki i zalążek szaleństwa. Dziwnie koszmary, które często dręczyły go podczas kolejnych nocy spędzonych w tamtej jamie uznał za wizje zesłane przez duchy, przepowiednie przyszłości, ostrzeżenia, rady. W końcu, pewnego dnia poczuł potrzebę wyruszenia w podróż, święcie przekonany, że coś go wzywa. Nie ociągał się więc.
Teraz, przez tę krótką chwilę, kiedy tak stal nieruchomo ujrzał przed oczami to wszystko na nowo. W granatowych ślepiach błysnął dziwny gniew, po czym Maelvius gwałtownie parsknął, otrząsając się z irytacją i kłapiąc kilkukrotnie szczękami, jakby miało mu to pomóc odgonić wspomnienia. Oczy zwęziły się do wielkości niewielkich szparek, uważnie lustrując leżącego, po czym, po chwili wahania ruszył nieśpiesznie w jego kierunku.
Początkowo miał ochotę go tu zostawić, lecz potem znowu poczuł dziwny niepokój. Powinien się dowiedzieć, co go tak poraniło. Co, jeśli w pobliżu znajduje się niebezpieczeństwo, tuż na granicy terenów Iskier? Musiał się upewnić.
Zatrzymał się gwałtownie, gdyż nagle wydawało mu się, że zapach tego wilka jest mu dziwnie znajomy, lecz nie był pewien. W dużej mierze mieszał się z odorem krwi i woniami innych, nieznanych mu wilków. To ostatnie przykuło jego uwagę na tyle, że niemalże błyskawicznie zapomniał o tym dziwnym wrażeniu. Wilki! Ktoś na niego napadł! Jacyś agresywni obcy kręcący się po górach?!
- Kto ci to zrobił? - zapytał po chwili dość chłodno, podchodząc jeszcze bliżej. Zaczął powoli okrążać nieznajomego na tyle, na ile pozwalało mu na to ukształtowanie terenu, przyglądając się jego ranom.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron