Krwawe Zorze

#1
Uczestnicy: Fehu, Veasine, Lecter, Linera, Naudir (juz dorosły), Gawron, Deszczowa Jesień.
Miejsce: Jaskinia Niedźwiedzicy
Czas: Teraźniejszość
Dodatkowe informacje: Trwa ulewa.

Wędrowali w deszczu dłuższą chwilę. Długie futro całkowicie oklapło, a spore krople uderzały o kufę wilczycy, rozglądającej się za schronieniem dla ich dwójki. Ciągle w głowie miała spotkanie z Aileen, rolą Wojowniczki w tym wszystkim. Wierzyła że to wszystko było zaplanowane przez Bóstwo. Postanowiła więc poszukać kompanów. Kogoś, kto byłby silny, a w jego krwi płonąłby ogień. Potrzebowała stada, a wierzyła, że po tym co uczyniła dla Szkarłatnookiej, jej ojciec będzie czuwał nad poczynaniami Fehu. Radowało ją to, wiedziała, że los sprowadzi na jej drogę odpowiednich kompanów. Oczy zabłysnęły, a wzrok dostrzegł jaskinię.
Spojrzała na swojego bratanka. Ahh.. Wyrósł odkąd widziała go po raz ostatni. Jednak różnił się od niej, czy jej brata. Był smuklejszy, bardziej zniewieściały.. Obyś tylko w basiorach nie gustował. Pomyślała, starając nie skrzywić się na tą myśl. -Chyba mamy schronienie- zawołała poprzez wzmagający się szum deszczu. Weszła do Jaskini, otrzepując futro z wody. Prychnęła przy tym. Taka pogoda spowalniała ich. A może los chciał, by się tu znaleźli?
Ostatnio zmieniony poniedziałek 03 paź 2016, 15:16 przez Fehu, łącznie zmieniany 1 raz.


Krwawe Zorze

#2
Deszcz padał nieprzerwanie już od paru dni a na jej futrze nie było już nawet skrawka suchego futra. Robiła się już zmęczona ciągłą wędrówką w tym deszczu chciała wreszcie odpocząć. W końcu jej zielone oczy zauważyły jaskinie w której mogłaby się schować przed tą ulewą. Przy samej jaskinia zaczęła węszyć lecz przez wszechogarniający zapach mokrych roślin nie mogła niczego wyczuć. Weszła więc do jaskini otrzepując się z nadmiaru wody z czarnego jak bezgwiezdna noc futra. Rozejrzała się w końcu i zauważyła dwa inne wilki a dokładniej wilczyce i wilka. Cofnęła się pod jedną z stromych ścian chcąc znaleźć się w bezpiecznej odległości od parki wilków którym przypatrywała się z uwagą obserwując każdy ich ruch który mógłby oznaczać że chcą zaatakować. Skuliła się przy samej ścianie okręcając swój gruby ogon wokół łap chcąc uzyskać choć odrobinę ciepła.
Linera

Krwawe Zorze

#3
Od jakiegoś czasu Nieznajomy łapał się na zbyt częstym pałętaniu się w okolicy błękitnookiej, chodzeniu bok w bok i gapieniu się na sylwetkę rudej, śledząc mięśnie grające pod rdzawym futrem i wdzięk z jakim się poruszała, lekko, jakby płynęła. Zapamiętywał jej mimikę, błysk skrawków nieba zamkniętych w tęczówkach, ton i barwę głosu, uczył się Veasine na pamięć czego nigdy wcześniej nie robił. Nie podobało mu się to, ale nic nie mógł poradzić. Podążał więc o krok za nią, jak wielki, czarny, czerwonooki cień wpatrzony w tego, kto go rzuca. Z zamyślenia wyrwał go głos Fehu, dobiegający z oddali, zagłuszony deszczem, obcy.
- Słyszałaś? - zapytał, starając się odkleić uszy od kryzy co było mało przyjemne podczas nastającej ulewy, otrzepał hebanową sierść z nadmiaru wody. Starał się znaleźć źródło dźwięku, co było niemal niemożliwe w huku uderzających o podłoże kropel. Nieznajomy rozglądał się, gdy wśród krajobrazu dostrzegł niewyraźny, biały kształt, który zaraz zniknął. Z miejsca uznał za słuszne podążenie w tym kierunku, jakoś tak instynktownie.
- Chodź, sprawdzimy, coś widziałem. - znów domagał się towarzystwa błękitnookiej, znów zganił się za to w myślach. Rósł w nim dyskomfort i jednocześnie coś czego nie znał. Uczucie, którego nie był w stanie określić, ale które mówiło jasno, że miejsce czerwonookiego jest przy boku Veasine...

Krwawe Zorze

#4
Nie pamiętała kiedy ostatni raz była samotna, bo o dziwo wciąż towarzyszyła Gawronowi, choć nadal była wobec niego zimna i miała problem z tym by się przełamać czuła się przy nim dobrze i bezpiecznie. Głos Niebiańskiej nie był jednak równie zadowolony co samica, ciągle słyszała w głowie obelgi i fragmenty jej kazań. W kilka dni złamała wszystkie możliwe reguły panujące w jej starej watasze. Choć z jednej strony dumna, z drugiej wciąż miała wątpliwości co do zamiarów samca. Ponadto lubiła jak na nią patrzył, lubiła łapać jego wzrok i choć karciła go przy tym surowym spojrzeniem by chwilę później uśmiechać się nieśmiało tak by tego nie zauważył, niewinne ocieranie się o jego ciało też było praktykowane stanowczo zbyt często, ale nie mogła nad tym panować. Coś w nim było, coś co sprawiało, że czuła się dobrze.
Wyruszając w kolejną podróż nie spodziewali się takiego rozwoju sytuacji, choć wcześniej upalne słońce to teraz pogoda zostawiała dużo do życzenia, śliska droga utrudniała chodzenie, a siarczysty deszcz sprawiał, że to co było dalej niż na wyciągnięcie łapy stawało się niewidoczne. Choć wiele ulew w swoim życiu widziała, ta była jakaś dziwna. Inna. Niecodzienna. Napawała ją obawą. Rzadko kiedy okazywała strach, teraz jednak cały czas patrzyła za Gawronem, nie chciała by wilk nagle zniknął. – Czy słyszałam? Co miałam słyszeć? – była zamyślona, skupiona na deszczu i wyłączyła się na trochę, zapominając jednak o tym, że w każdej chwili ktoś może się pojawić. Niepewne spojrzenie wlepiła w basiora i podeszła bliżej wtulając się w jego sierść, niby tylko po to by móc przysunąć pysk do jego ucha. – Co słyszałeś? – powtórzyła pytanie i pokiwała łbem na boki. Deszcz sprawiał, że była cała mokra, irytowało ją to, w szczególności krople które drażniły jej pysk. Mimo wszystko nie odczuwała zimna, co było na plus, ale momentami przechodził ją dziwny dreszcz, co było bardzo nienaturalne. Spoglądała wtedy na Nieznajomego szukając w nim odpowiedzi. Tak samo było teraz, jego pytanie, jej konsternacja. Spojrzenie szukające wsparcia i karcące myśli w głowie. - Tak, chodźmy. – zawstydzenie zawsze wygrywało, spłoszona przyśpieszyła kroku i ruszyła w kierunku wskazanym przez samca. Nie wyobrażała sobie, że mogliby teraz się rozstać, że miałaby znowu być jednostką.
Obrazek

Krwawe Zorze

#5
Mimo, że z całego serca ubóstwiał naturę, to ta wydawała się od dłuższego czasu nie odwzajemniać jego uczuć. Nie dość, że rzęsisty deszcz padał od kilkunastu godzin, a przynajmniej tak mu się wydawało, to wszechobecna ciemność nie wspomagała go w dalszym wędrowaniu. Oczywiście, mógłby przystanąć pod pierwszym lepszym drzewem, lecz jego gałęzie z czasem poczęłyby uginać się od potężnej ilości deszczu. Ostrożnie wyciągał łapy, nie chcąc się pośliznąć i czegoś złamać, bądź wyrżnąć łbem w ziemię, co mogłoby doprowadzić do poważnego urazu. Jedynym plusem teraźniejszej pogody był zapach - wszędzie była ta sama, wilgotna woń wody zmieszanej z drzewami, dzięki czemu trudno było wywęszyć czarnego. Ale to działało i w drugą stronę; czarny nie był w stanie wywęszyć nikogo innego, a przynajmniej tych, którzy znajdowali się w dużej odległości. Nieustannie posuwał się do przodu, wierząc, że w końcu znajdzie schronienie, w którym przeczeka burzę. Jak na życzenie, po kilkunastu minutach, bądź godzinach, w takim deszczu czas tracił znaczenie, marszu na takowe natrafił. Czuł zmęczenie, które potęgowała mokra, ciężka od wody sierść. Już miał wejść, już miał zajrzeć... Ostrożności nigdy za wiele. Przystanął przy wejściu do groty, rozglądając się dookoła, lecz nie zdołał wypatrzeć żadnych sylwetek, a wszelakie dźwięki zostawały zagłuszone przez łoskot kropel deszczu. Szukał wilków, które także poszukiwały schronienia; nie spróbowałby żadnego zaatakować, a przynajmniej nie z własnej woli. Jedyne, czego teraz potrzebował to odpoczynek w suchym i zacisznym miejscu. Ostrożnym krokiem wkroczył do jaskini, bacznie się jej przyglądając. Przeszedłszy kilka kroków w głąb, ujrzał trzy wilki. Były to wadery, choć co do płci jednej z nich nie był do końca przekonany. Wytężył wzrok, chcąc je lepiej dostrzec; wolał nie ryzykować pojedynkiem poprzez naruszenie czyjejś własności. Jednocześnie także węszył w powietrzu, szukając silnego zapachu, który mógłby świadczyć o tym, że grota była zamieszkana. Do jego nozdrzy doleciał jedynie zapach deszczu i mokrej sierści. Ukłoniwszy się na przywitanie, strzepał z siebie możliwie jak największą ilość wody, jaka zagnieździła się w burej sierści. Poprawił niektóre zioła, które się poluzowały, po czym przybliżył się do szarej wadery o pysku pokrytymi bliznami. Zachował należytą odległość jednego skoku, by w razie czego być w gotowości do uniku.
- Najwyraźniej każde z nas potrzebuje schronienia - rzucił w powietrze - i chwili wytchnienia od tego cholernego deszczu. Mam nadzieję, że wam nie przeszkodziłem, za co z góry raczcie wybaczyć styranemu wędrowcowi - powiedział, by po chwili usiąść. Siad szybko zastąpiła pozycja leżąca. W duchu dziękował wszystkim bogom, jakich znał, za to, że odnalazł suche schronienie.
Why diagnose myself as a monster when you refuse to see the one growing inside you?

Obrazek

Voice I Theme
Be blind. Don't be brave.

Krwawe Zorze

#6
Stąpał lekko i z wdziękiem, jakby sunął po powierzchni. Nie martwił go deszcz, ba, wręcz przeciwnie! Było widać, że basior jest w dobrym humorze. Odkąd przestał zamartwiać się problemami i tym, co będzie jutro, stał się bardziej pewny siebie i... Szczęśliwszy. Wystarczyło tylko patrzeć z optymizmem w przyszłość i cieszyć się dniem. Był panem własnego losu, nikt nie miał prawa dyktować mu, jak ma postępować. Wiedział o tym dobrze.
Przyjrzał się dokładniej swojemu odbiciu w jednej z kałuż. Och, był naprawdę piękny. Urodziwy młodzieniec o delikatnej urodzie. Uważał to za ogromną zaletę. Każdy wiedział, czego można spodziewać się po poznaczonemu bliznami zabijace... A on na takiego nie wyglądał. Przypomniał bardziej zniewieściałego, tchórzliwego samca, który boi się walczyć. To dawało mu sporą przewagę. Miał większą szansę na udany atak z zaskoczenia, mógł swobodniej szpiegować... W końcu kto spodziewałby się zdrady ze strony takiej pizdy?
- Mi tam deszczyk nie przeszkadza - mruknął niewinnie w odpowiedzi.
Jednak ze względu na szacunek do Fehu nie oponował, choć przez chwilę się na tym zastanawiał. Otrzepał się dokładnie i wkroczył do jaskini w ślad za ciotką. Musiał przyznać, że miło było jednak znaleźć choć chwilowe schronienie przed deszczem. Ułożył się wygodnie, co przy jego długich nogach nie należało do najprostszych rzeczy i obdarzył badawczym spojrzeniem kulącą się w kącie samicę. Nawet nie zauważył, kiedy się tu pojawiła. Nie wydała mu się ona niebezpieczna czy intrygująca, dlatego też zignorował ją. Nie mógł jednak tak postąpić z drugim przybyszem. Zerknął na niego pytająco, ciekawy jego kolejnych ruchów. Tak, basior wydawał się ciekawszy niż ta pierwsza, a przy tym - groźniejszy.
- Na razie nie przeszkadzasz. Chyba że zaatakujesz. Bo w takim wypadku - lojalnie uprzedzam - zrobi się nieprzyjemnie - rzucił niedbale, uśmiechając się szelmowsko, jakby chciał przekazać, że nie ma nic złego na myśli.
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Krwawe Zorze

#7
Padało. Nadal. Jedna z łap Jesieni zanurzyła się w - jak się okazało - wyjątkowo głębokiej kałuży, która na pierwszy rzut oka wyglądała dość niepozornie. Wadera z trudem złapała równowagę i tylko cudem uniknęła kąpieli w mętnej wodzie. Chociaż właściwie, nie zrobiłoby to już większej różnicy - i tak była cała mokra. To wydarzenie, wyrwało ją z głębokiego zamyślenia, które od czasu do czasu dopadało ją w trakcie tej wędrówki. Rozejrzała się po okolicy chcąc dojrzeć dwójkę wilków za którymi podążała, lecz przez ulewę, ledwo była w stanie zobaczyć chociażby pobliski kamień, po zapachach też już nie było ani śladu. - Jasna cholera. Cóż, nie miała za bardzo wyjścia - ruszyła przed siebie z nadzieją, że nagle gdzieś nie skręcili. Poruszała się dość szybko, lecz starała się zwracać uwagę na najbliższe otoczenie.
Po jakimś czasie dotarła do sporej jaskini. W tego typu miejscach zazwyczaj można było spotkać niedźwiedzie, dlatego była zdania, że lepiej trzymać się od nich z daleka, lecz teraz, mogło się to okazać idealnym schronieniem przed ulewą. Podeszła ostrożnie, chcąc obadać to miejsce - gdy znalazła się już w odpowiednio niewielkiej odległości, do jej bladoróżowego nosa dotarły przytłumione wilcze zapachy - w tym dwa znajome, a kilka kroków później udało jej się dostrzec sylwetki wewnątrz groty. Weszła więc do środka, po czym otrzepała futro, które nasiąknęło wodą. Nie było tego wiele - ot jedna z niewielu zalet wyjątkowo krótkiej sierści. Za to zebrane już jakiś czas temu rośliny zwisały smętnie. Wydawałoby się, że zaraz wyplączą się i spadną na ziemię, lecz one, wbrew wszystkiemu, nadal jakimś cudem pozostawały na swoim miejscu - zapewne do czasu.
Brązowa rozejrzała się po wnętrzu jaskini. Znajdowały się tu cztery wilki. Czyżby to jacyś znajomi Fehu? Nie miała pewności. Na wszelki wypadek przywołała na pysk uśmiech i lekko skinęła łbem na powitanie. - Koszmarna pogoda. - mruknęła, przysiając. W zasadzie lubiła deszcz, ale podczas tak długiej wędrówki, zwyczajnie zaczęło się już robić zimno, a wiatr zdecydowanie nie pomagał. Na szczęście grota, skutecznie chroniła przed oboma tymi zjawiskami.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Krwawe Zorze

#8
Woda powoli spływała z ciała wojowniczki, znacząc jej kroki mokrym szlakiem. Spojrzała bardziej wgłąb węsząc, czy nie ma tu na pewno jakiegoś większego drapieżnika. Ku jej zadowoleniu, jaskinia od dawna musiała być opuszczona. Przez chwilę poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż jej grzbietu, jakby dziwny chłód wstąpił w jej ciało i grał pazurami na kościach wadery. Spojrzała ku wejściu, myśląc o Jesieni. Gdzie jesteś... Słysząc kroki myślała, że to ich towarzyszka, jednak w krótkim czasie jaskinia stawała się schroniskiem dla kolejnych drapieżników. Skąd ich tu tyle? W tym samym czasie? Czyżby Fenrir sprowadził na jej drogę odpowiednich kompanów? Oczy zabłyszczały pogodnie, mimo, że pysk pozostawał obojętny. Przysiadła na skalę, tak, że doskonale widziała każdego z przybyłych.
- Nie musicie się nas obawiać, nie szukamy zwady, chyba, że ktoś prosi się o parę ran. - Uśmiechnęła się kącikiem pyska, zeskakując na dół, by znaleźć się pomiędzy Linerą i Lecterem.- Widzę Fenrir nas wszystkich tu sprowadził.- rzuciła sucho, akcentując imię Bóstwa, a jej głos odbił się od ścian. Tak, na pewno tak było. -Swoją drogą, cóż za maniery. Rzadko spotykane w tych czasach.- Zlustrowała Noszącego Piętno wzrokiem, by następnie przyjrzeć się waderze o przecudnych, zielonych oczach. Czy nadawali się? Mruknęła cicho myśląc chwilę nad tym.
Spojrzała ku wejściu, gdzie pojawiła się Deszczowa Jesień. Fehu uśmiechnęła się delikatnie, zadowolona, że wadera się znalazła. -Nie zapowiada się na szybką poprawę. - zastrzygła uchem - Ciekawe czy kogoś jeszcze tu ulewa sprowadzi.


Krwawe Zorze

#9
Obserwowała inne wilki przez chwilę a gdy usłyszała że z pyska wilczycy padło słowo Fenrir coś w jej wnętrzu ucieszyło się jednak nie dała tego po sobie poznać.Wstała z swojego miejsca i otrzepała futro z resztek wody która nie zdążyła jeszcze z niej wyparować i usiadła na miejscu z dala od gromady wilków po czym zamkneła oczy na chwilę.Myślała przez chwilę nad zaistniałą sytuacją lecz w końcu zdecydawała co zrobić i otworzyła oczy w których nie było żadnych emocji. Tego chciała i nie odezwie się bo właśnie słowa prowadzą do konfliktów.
Ostatnio zmieniony piątek 14 paź 2016, 13:01 przez Linera, łącznie zmieniany 1 raz.
Linera

Krwawe Zorze

#10
Ruszyła w kierunku wskazanym przez Gawrona, deszcz utrudniał bieg, więc wolała truchtać co i tak było skomplikowane, bo twarde podłoże już dawno zdążyło się zmienić w błoto, które porywało samicze łapy. Nie przepadała za taką pogodą, ale nie mogła nic poradzić, parła przed siebie zerkając od czasu do czasu za Gawronem. Teraz i ona dostrzegała sylwetki w oddali, z jednej strony targała nią ciekawość z drugiej zaś niepewność. To jednak i tak było mało istotne, bo wilki skrywały się w sporej jaskini, Vea uznała, że powinni zaryzykować i też się tam zatrzymać, bo dłuższa wędrówka sprawi tylko kłopoty. - Proponuję tam wejść. - skinęła łebkiem w stronę schronienia i po kilku susach znalazła się w środku, z dala od ulewy. Otrzepała sierść z ciężkich kropel czując, że robi się jakby lżejsza. Błękitne tęczówki wciąż zaglądały za Nieznajomym, a na pysku królował uśmiech, lecz niedługo, szybko zniknął jak tylko ruda rozejrzała się po wnętrzu. Skrupulatnie lustrowała każdego wilka, nie miała ochoty na walkę, ale mimo wszystko była czujna. Machnęła kilkakrotnie kitą i uniosła pysk do góry odwracając spojrzenie od zebranych tutaj, nie sądziła, że mogłaby przeszkadzać, czy naruszać właśnie teren jakiejś watahy. Nie czuła też potrzeby przepraszania, czy pytania o zgodę. Zupełnie obojętna czekała na Gawrona, tylko on ją aktualnie interesował i tylko o niego się martwiła.
Obrazek

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron