Odpoczywając nad górskim jeziorem

#51
- Rozumiem - odparł, słysząc słowa Sury, nieco się przy tym rozchmurzając. Po czym wyraz jego pyska ponownie się zmienił, kiedy samiec zaczął się zastanawiać, ile może zdradzić obcej samicy. Zwłaszcza, że ta również pachniała innymi wilkami, co bez wątpienia świadczyło o tym, że jest członkiem jakiejś watahy. Nie chciał przez swoją nierozważność sprowadzić na Cienie niebezpieczeństwa. - Nazywamy się Szepczącymi Cieniami - oznajmił po chwili. Sama nazwa stada raczej nie była jakąś wielką tajemnicą, zwłaszcza, że mało kto poza nimi samymi wiedział cokolwiek o istnieniu watahy. Miał nadzieję, że tyle wystarczy żółtookiej.
Pokiwał kilkukrotnie łbem, słuchając słów wadery i starając się zapamiętać najważniejsze z nich. Słysząc pytanie, westchnął, najwyraźniej już nieco zmęczony ciągłym powtarzaniem o żmijach. Lecz, z drugiej strony, w jego mniemaniu każdy wilk powinien wiedzieć o niebezpieczeństwach, jakie czyhają na wydmach.
- A, bo ty nie słyszałaś - mruknął, momentalnie zmieniając ton na poważniejszy. - Lepiej nie zbliżać się do wydm. Aż roi się tam od jakiś przerośniętych węży, jadowitych, które na każdego od razu się rzucają.
Zainteresował się, gdy samice zaczęły rozmawiać o górach, starając się zapamiętać jak najwięcej.
- Przełęcz...? Dobrze wiedzieć - zerknął na Surę, marszcząc nieco czoło. Nie trzeba było być geniuszem, żeby zrozumieć, iż ta wolała, by trzymał się z dala od tamtego miejsca. Czyżby był to teren jej watahy...?
Skinął krótko głową, na znak, że rozumie, jednocześnie starając się zapamiętać ten szczegół.
- Nie szukam niczego konkretnego. Po prostu chciałem się rozejrzeć. Kiedyś już przechodziłem tamtędy i ta okolica wydała się całkiem ciekawa... Wiecie, że tam gdzieś jest miejsce, gdzie skały latają?! - wypalił nagle. - Tak, czy owak, przechodziłem tamtędy, ale dopiero teraz mam okazję rozejrzeć się dokładniej. Więc z niej korzystam.

Odpoczywając nad górskim jeziorem

#52
Słuchała wymiany zdań obu wilków z niezmiennym zainteresowaniem, gdy coś podkusiło ją by zerknąć w niebo. Nie mogła opanować zdziwienia, jak już było późno. "Eh, na miłej konwersacji zawsze czas mknął niczym wiatr" - wstała merdając lekko ogonem
- Wszystko czego się dowiaduje jest ciekawe i niesamowicie przyjemnie mi się z wami rozmawia, ale chyba najwyższy czas bym się zbierała - uśmiechnęła się przepraszająco. Nie chciała opuszczać ciekawej kompani, ale w powietrzu czuło się nadchodzącą zimę, a Eth naprawdę bardzo chciała wrócić przed zimą, tylko wciąż coś jej przeszkadzało.
Uśmiechnęła się jeszcze raz, zamiatając kitą - Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze, w równie miłych okolicznościach - przykucnęła lekko na łapach, wciąż wachlując ogonem i skinęła głową w stronę obu wilków - Sura, Keiran - odzywając się krótko na pożegnanie, po czym ruszyła żwawym kłusem wznawiając przerwaną wędrówkę.
Tak zdecydowanie powinna się uwijać, bo jak tak dalej pójdzie, to nigdy nie wróci, albo Złotooki zupełnie zapomni, że raz spotkał taką jedną, rudą wilczycę i będzie miał do tego pełne prawo. W końcu ile czasu można się włóczyć i namyślać.
Ruda szybko zniknęła wśród zarośli, zmotywowana przemyśleniami, przyspieszając jeszcze kroku.

/ zt.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Odpoczywając nad górskim jeziorem

#53
- Miło mi. Ja jestem z Iskier. - choć czy faktycznie dalej mogła tak mówić, nie wiedziała. Bez herszta rozpierzchną się pewnie szybko. Jednak póki co, robiła dobrą minę do złej gry. Wylała więc na swój pysk miły uśmiech, mimo, że na ułamek sekundy w jej oczach widać było smutek. Nie chciała zostać znowu sama. Była zdecydowanie typem wilka, który woli pracować w grupie niż samotnika. Miała więc nadzieję, że choć parę z członków jej stada pozostanie ze sobą blisko.
- Oh, węże? To rzeczywiście w stylu Wilka. Ale dobrze, że mi o tym powiedziałeś, będę unikać tego miejsca. - pokiwała głową na znak, że rozumie. Wysłuchała dalszej mowy Keirana, miała już odpowiedzieć, jednak Ethnenn ją wyprzedziła. Wadera położyła uszy do tyłu, lubiła Sezamową i szkoda jej było, że spotkanie z nią dobiega końca.
- No cóż, szerokiej drogi Ci życzę, obyśmy niedługo znowu na siebie wpadły. - machnęła kitą pogodnie na pożegnanie, by następnie skierować złote tarcze na basiora. Też był sympatyczny, biła od niego szczerość i ufność. Nie bagatelizowała go jako wojownika, czy łowcę, jednak widziała w nim dobro. - Chętnie z tobą tam powędruję, pozwiedzać, jeśli chcesz. - zaproponowała pogodnie.


Odpoczywając nad górskim jeziorem

#54
Dłuższą chwilę tkwił ze złocistymi ślepiami utkwionymi gdzieś w okolicy Sury. Nie, jego wzrok nie spoczywał bezpośrednio na obliczu samicy, w rzeczywistości patrzył gdzieś za nią, zastanawiając się, czy właśnie nie popełnia błędu. Żółtooka wydawała się miła, lecz należała do innego stada. Nie był pewien, na ile może jej ufać, ani też iloma informacjami się podzielić, by przypadkiem na zaszkodzić swym współplemieńcom. Nie mógł przecież wiedzieć o trudnej sytuacji Iskier. Gdyby był tego świadom, zapewne nie miałby teraz aż takich wątpliwości.
Z zamyślenia wyrwał go głos Ethnenn. Odwrócił powoli łeb, by zerknąć na samicę. Przez chwilę poczuł jakieś niezidentyfikowane, nieprzyjemne ukłucie w sercu, kiedy pomyślał, że być może po prostu znudził ją swoją gadaniną. Jednakże zaraz pocieszył się, że przecież nie to musiało być powodem jej odejścia. Może rzeczywiście miała wiele ważniejszych rzeczy na głowie. Skinął jej łbem, merdając przyjaźnie ogonem.
- Do zobaczenia. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy. I uważaj na siebie! - dorzucił za odchodzącą waderą. Nie, żeby sądził, iż ta nie jest w stanie o siebie zadbać, nic z tych rzeczy. Keiran po prostu mimowolnie wczuwał się w rolę obrońcy i martwiło go niezmiernie, że kogokolwiek mogła spotkać jakaś krzywda. Jak na razie nie miał bowiem powodów do nieufności ani nienawiści. Krzywdy, której doznał ze strony rodziców nie pamiętał, tak więc nie mógł chować do nich urazy. Dla złocistego każdy, kto nie rzuca się na niego bądź jego przyjaciół z zębami był przyjacielem, a ich należy chronić przed niebezpieczeństwem. Proste, lecz i nieco naiwne.
Przeniósł z powrotem spojrzenie na Surę, nie przestając wesoło wymachiwać ogonem. Ślepia, przypominające miniaturowe słońca, zalśniły.
- Wiesz, to całkiem niezły pomysł. Mimo wszystko lepiej znasz okolicę, skoro wiesz, gdzie można dostać po łbie - oznajmił żartobliwym tonem.

Odpoczywając nad górskim jeziorem

#55
Odprowadziwszy Sezamową wzrokiem, na lico Sury zawitał dość spokojny uśmiech, dość rzadko widywany u wadery. Z reguły była albo nadpobudliwie wesoła, albo poważna. Teraz jednak odczuwała w głębi siebie pustkę, chaos i... smutek. Mimo rozmów, w czarnej głowię ciągle toczyły się dyskusje i rozmyślania w kategorii: co dalej? Skupiła się jednak na Keiranie. Tak, tego teraz potrzebowała. Musiała zająć się czymś, by nie myśleć zbyt wiele. W dodatku w towarzystwie czuła się pewniej. Była młoda, nie miała pokaźnego doświadczenia. Nie była wojowniczką jak Zięba, ani nie znała się na ziołach jak Maelvius. Była dobra w bieganiu, rozmowach.... I tyle. Nie dostrzegała w sobie żadnych innych atutów. A może póki co po prostu nie miała okazji poznać ich?
Zaintrygowała ją wataha Złocistego. Musi go zapamiętać, biło od niego tyle dobra...

Machnęła pogodnie kitą, by następnie przeciągnąć się. Wzrok powędrował ku niebu. Niedługo miało się ściemniać. - Hm. Co nie znaczy, że nie wpadam nigdy w kłopoty. Chyba wręcz odwrotnie. - Uśmiechnęła się ponownie, na myśl przyszło jej pewne miejsce, które chciała ponownie zobaczyć. Skoro basior wie o wężach, wie już o Rogaczu i tak dalej... To mogą tam razem pójść. - Okey. Ty mi powiedziałeś o żmijach, ja ci pokażę coś, czego jeszcze nikomu nie pokazywałam. A nawet o czym nie mówiłam nikomu.. - zmarszczyła na chwilę brwi, porządkując myśli, bo zaczynał plątać się jej język. - Opowiem ci o tym po drodze. Pójdziemy nad źródło potoku, co ty na to? - uniosła brew, licząc, że ten się zgodzi.


Odpoczywając nad górskim jeziorem

#56
Cieszył się, jak szczeniak, co od razu dało się po nim poznać. Ogon kołysał się łagodnie, złote ślepia radośnie połyskiwały, a z pyska nie znikał uśmiech. Oj tak, zdecydowanie potrzebował tej niewielkiej wycieczki. Musiał oderwać się całkowicie od ostatnich wydarzeń, zająć umysł czymś innym. Porozmawiać z innymi wilkami. Kimś spoza Cieni. Z członkami swego stada nie potrafił gawędzić o niczym, wciąż dostrzegał w ich oczach cień smutku ilekroć na niego patrzyli. Nie mógł tego znieść.
Teraz jednak był gdzie indziej, w towarzystwie czarnofutrej samicy. Musiał przyznać, że Sura była całkiem miła i zdecydowanie przyjemnie mu się z nią rozmawiało. Nie widział żadnych przeszkód, by się z nią nie przejść. Być może inni, bardziej ostrożni i mniej ufni zastanowiliby się dwa razy, podejrzewając jakiś podstęp, lecz nie on.
Uśmiechnął się nieco szerzej.
- Mam coraz większe wrażenie, że w tej krainie nie da się nie wpadać w kłopoty - oznajmił wesołym tonem. - Nie znam nikogo, komu się to udało.
Było to prawdą. Każdy, kogo zdążył poznać przynajmniej raz wpakował się w jakieś tarapaty, mniej lub bardziej poważne. Parsknął, jakby rozbawiony, kiedy to sobie uświadomił. Zaraz jednak zastrzygł uszami z zaciekawieniem, przekrzywiając niego łeb i przyglądając się Surze uważniej. Wyszczerzył się promiennie.
- Więc mam czuć się wyróżniony, tak? - zapytał żartobliwym tonem i parsknął. - Prowadź zatem.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron