Skacząc z urwiska

#1
Uczestnicy: Gryir, Ethnenn, każdy kto chce wtrącić swoje trzy grosze też jest zaproszony.
Miejsce: Leśne urwisko
Czas: Przyszłość, po opuszczeniu równiny.
Dodatkowe informacje: Silne zachmurzenie, silny wiatr, silny mróz...

Szare chmury spowijały niebo roztaczające się nad lasem, całkowicie blokując ciepłą tarczę słońca i skrywając wszystko chłodnym całunem cienia. Na ziemię nie spadła ani jedna kropla wody, lecz pomimo tego okolica opanowana była przez mroźne powietrze, które na wskroś przeszyłoby każde stworzenie nieprzygotowane na takie warunki. Z daleka nie dało się wykryć śladów życia – wszyscy tutejsi mieszkańcy w postaci drobnych ssaków kryli się po norach, wnękach skalnych, czy każdym innym miejscu mogącym zapewnić im odrobinę ciepła, a przynajmniej osłonę przed świszczącymi podmuchami.
Na wystającym ponad rozrastający się poniżej las skalnym wzniesieniu można było dostrzec ruch nie przynależący do tego miejsca. Oto wątły, czarny wilk przemieszczał się powoli, przeskakując od drzewa do drzewa, chowając się przed wiejącym mu w pysk zimnem za rosnącymi z rzadka na płaskowyżu pniami. Co jakiś czas zatrzymywał się w miejscu, po czym zaczynał rozglądać się dookoła jakby czegoś bezskutecznie poszukiwał, lub wpatrywał się przed siebie, niby tracąc na kilka chwil kontakt z rzeczywistością. Następnie znów ruszał, przechodził kilka kroków do następnego drzewa, chował się za nim, czekał i znów ruszał, powtarzając wszystkie te czynności. Nie spieszył się, nie miał ku temu żadnych powodów. Właściwie to się ociągał, bo wtajemniczonemu nietrudno byłoby zauważyć, że kogoś brakuje.
- Wspaniała pogoda na wyprawę na wschód. – Wymamrotał, mrużąc oczy gdy silniejszy podmuch wysłał w nie jakieś śmieci, których pełno na porośniętych drzewami ziemiach, zmuszając wilka do odwrócenia łba. Wbrew pozorom jego futro było całkiem gęste, zimno więc nie doskwierało mu na tyle by musiał stąd uciekać z podkulonym ogonem. Falowało gwałtownie popychane silnym wiatrem, co nadawało mu nadzwyczaj porządny wygląd, a gdy szum na jakiś czas cichł, sierść uspokajała się razem z nim, pozostając w nietypowym dla siebie ładzie. W oddali basior dostrzegał znajdujące się przed nim urwisko – tam właśnie usiłował się dostać, aby rozejrzeć się z góry po okolicy. Nie tylko po to, aby lepiej zapamiętać tą krainę i co gdzie jest. Powodem była również zwyczajna ciekawość. Nigdy nie myślał o tym, że będzie mógł spojrzeć na świat, a przynajmniej na jego część, tak jak patrzą nań ptaki. Perspektywa dokonania tego popychała go do dalszego marszu i rozbudzała zainteresowanie.
Zanim jednak tam dojdzie musi wyjaśnić jedną sprawę. Zatrzymał się pod jednym z drzew i usiadł, używając jego pnia jak tarczy. Odwrócił się w kierunku, z którego przybył. Gdy wyruszał aby dotrzeć w to miejsce, ktoś szedł razem z nim. Teraz najwyraźniej ten ktoś został w tyle, a Gryir sam nawet nie wiedział, w którym momencie się to stało. Być może wtedy, kiedy bez zastanowienia zaczął wdrapywać się na płaskowyż. Na szczęście dostanie się na górę nie było trudne, przynajmniej z tamtej strony, od której przybyli. Jeżeli jego towarzyszka, którą chwilowo udało mu się zgubić, również zaczęła iśc pod górę, powinna niedługo go dogonić.
Czekając na nią spojrzał w niebo. Miało niepokojący, ciemny kolor. Wzrokiem śledził chmury, które z dużą szybkością przelatywały mu nad łbem, niczym dym ulatujący znad płonącego lasu. Dawno już nie widział niebios w takim stanie, a ostatnim razem skończyło się to olbrzymią ulewą i burzą z piorunami. Tym razem jednak jedynym grzmiącym elementem był szalejący wiatr, a ziemia była sucha jak piórko, choć przemarznięta i twarda. Nie potrafił ustalić pory dnia, albowiem nie dało się dostrzec słońca przez tą mroczną warstwę sunącego puchu, ale jakby miał zgadywać, powiedziałby że jest koło południa. Było to najciemniejsze południe jakie pamiętał od dawna.
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Skacząc z urwiska

#2
Nieprzyjemna pogoda nie dokuczała rudej w najmniejszym stopniu. Chłodne powietrze doskonale niosło zapachy, a silny wiatr dostarczał ich kilka razy więcej niż bezwietrzne otoczenie, dlatego wilczyca nie przejmowała się srogą aurą. Wolała co prawda łagodniejszą pogodę, ale była jak zwykle pozytywnie nastawiona. Po prostu przy silniejszych podmuchach mrużyła ślepia chroniąc je przed piachem, w pozostałych chwilach zaś węszyła zachłannie.
Rzeczywiście Gryir zgubił rudą waderę podczas wspinaczki, czy może wilczyca zgubiła się sama. Podążanie do celu w wydaniu Ethnenn może nie było dokładnie zygzakiem o którym żartowała, ale aż tak bardzo też od tego zygzaku nie odbiegało. O ile na równinie miała wszystko w zasięgu wzroku i węchu, nic nie miało okazji obudzić ciekawości samicy. Teraz gdy okolica się zmieniła, co chwila znajdowała coś interesującego. Raz zwęszyła coś za skałkami, innym razem za pobliskim drzewem i tak wadera co chwila zatapiała się gdzieś w pejzażu. Sezamowa starała się cały czas mieć Gryira w zasięgu wzroku i słuchu, ale w którymś momencie musiała się zagapić, bo właśnie zmuszona była galopować po wzniesieniu, starając się dogonić znajomego. Może to było wtedy, gdy zaczęła obserwować wiewiórkę ? Co zrobić, jak była taka ciekawa. W domu widywała rude wiewiórki, ale ta była prześlicznie czarna z białą krawatką. Widząc taką osobliwość Ethnenn wyłączyła się z reszty świata, całkowicie skupiając się na stworzonku. Zwierzątko najpierw buszowało w poszyciu, by spostrzegłszy wilka wskoczyć na pień i wyrażając stanowczo mało respektu dla drapieżnika, zatrzymując się metr nad ziemią. Czarny gryzoń okrążył szybkimi ruchami pień i ponownie zatrzymał się, patrząc na pysk wadery, która z wesołością odwzajemniała spojrzenie. Wiewiórka wyraźnie się zirytowała, gdyż następne kroki w górę, pokonywała niespiesznie, fukając i potupując, jakby mówiło, że to jego teren, nie mało rozbawiając wilczycę. Mimo bycia mięsożercą Eth nie miała w zwyczaju mordować małych zwierzątek, które nie były by wstanie zaspokoić jej głodu, zamiast tego wolała je obserwować. Stała tak jeszcze chwilę, by ze zwłoką ruszyć w dalszą drogę, dopiero w jej trakcie orientując się, że jest sama.
Tak, to musiało być wtedy, gdyż był to jedyny moment w pamięci wadery, gdy przestała się pilnować Gryira, a teraz musiała doścignąć towarzysza, który wyraźnie oddalił się spory kawałek bo zamiast czuć go w pobliżu, jego zapach dolatywał do nosa wilczycy z wiatrem.
W końcu wypadła, zza wzniesień na płaskowyż i wreszcie dostrzegła siedzącego pod drzewem basiora. Przyspieszyła, dopadając do samca cwałem, hamując dopiero kilka kroków przed nim
- Wcale się nie zgubiłam, cały czas byłam obok - zażartowała, łapiąc oddech po biegu - To będzie tu ? - Zapytała, jako, że ten cel wędrówki wybrał właśnie Gryir. Z opisów zapowiadało się ciekawie, czy rzeczywiście będzie warte wędrówki ? Oczywiście. Każde nowe doświadczenie było warte wędrowania w oczach wilczycy. Podróż była dla niej wartością samą w sobie.
- O spójrz - zmieniła temat, wskazując pyskiem rosnący nieopodal krzak - Pamiętam jak ciekawiła cię mięta - zaczęła iść, wciąż mówiąc - To jest trujący Cis - narwała go delikatnie zębami, przesuwając się powoli do kolejnej roślinki - To będzie Lulek czarny, też trucizna - wyjaśniła, ostrożnie zrywając zioło i przechodząc dalej - To zaś jest Tymianek. On bardzo dobrze leczy - tej roślinki też zerwała, chowając wszystkie znaleziska w sierści.
Po udanych zbiorach zwróciła łeb ponownie w stronę urwiska, czekając jednak dalszych kroków Gryira.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Skacząc z urwiska

#3
Przez chwilę obawiał się, czy wejście Ethnenn znowu będzie groziło kolizją, ale na szczęście tak się nie stało. Rozluźnił szykujące się do odskoku mięśnie i wstał na cztery łapy.
- Tak mi się wydaje. Jeśli chcesz możemy iść dalej, choć pewnie kiepsko się to skończy. Nie wiem jak ty, ale ja latać się nie uczyłem. – Odpowiedział zupełnie poważnie, widząc jednak, że coś przykuwa uwagę samicy ruszył razem z nią. Z chęcią wysłuchał jej wykładu na temat rosnących nad urwiskiem roślin, przyglądając się im uważnie. Szczególną uwagę przywiązał do tego, w jaki sposób zostają one zerwane.
- Mówisz, że to trucizna? Nie obawiasz się, że zrywając te rośliny sama skończysz otruta? – Nurtowało go to pytanie. Oczywiście, bardzo go korciło by samemu sobie zerwać kilka okazów – w końcu nie trudno było znaleźć dla nich zastosowanie. Gdyby dawniej miał wiedzę o działaniu takowych ziół i mógł je wykorzystać, bardzo wiele wydarzeń mogło się potoczyć zupełnie inaczej. Najbardziej zastanawiało go, jak to możliwe, że dopiero teraz się takich rzeczy dowiaduje. Dlaczego w jego stronach nigdy się o tym nie mówiło, a tu wydaje się to zupełnie naturalne? Doprawdy, jeśli jakiś nadrzędny byt pisał jego historię, to odwalił kiepską robotę.
Ale przecież on nie wierzy w takie rzeczy, pokręcił więc głową i zerwał trochę bardziej bezpiecznego ziela, które Eth nazwała tymiankiem. Trucizna mogła okazać się przydatna w niektórych sytuacjach, ale pomoc w leczeniu ran – to się zawsze przyda. Zdobytą roślinę wrzucił sobie między futro, gdzieś w pobliżu zbiorów mięty.
- Jak właściwie bezpiecznie zrywać taką truciznę? – Nie potrafił zdławić swojej chęci zerwania którejś z trujących roślinek, ale nie zamierzał przez to wyciągać sztywno łap. Skoro ma przy sobie kogoś z odpowiednią wiedzą, to czemu by tego nie wykorzystać i nie przyswoić jej trochę? Możliwe, że nigdy nie nadarzy się okazja do użycia trucizny, ale nie zaszkodzi być przygotowanym na taką ewentualność.
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Skacząc z urwiska

#4
Skupiona na dogonieniu towarzysza, a później na ziołach Ethnenn, jeszcze nie zdążyła się przyjrzeć urwisku, dlatego nie do końca zrozumiała pesymizm Gryira. Przecież zawsze było jakieś zejście, strome bo strome, ale musiało jakieś być. Dlatego tym bardziej uznała, że jak skończą koniecznie musi zerknąć na brzeg, który spostrzegła kilka metrów dalej i może zrozumie co samiec miał na myśli mówiąc o lataniu, nie mogło przecież być tak wysoko. W sumie chwilę już na nią czekał więc pewnie zdążył dokładnie zwiedzić okolicę, w przeciwieństwie do spóźnionej rudej, która miała zdecydowany zamiar za moment nadrobić te zaległości.
- Nawet silna trucizna - pokiwała poważnie głową, gdy basior zadał pytanie, szybko ją doganiając - Podstawa to się nie najeść trucizny. W wypadku gdy cała roślina jest trująca, nie odgryzam gałązki cisu, a ją odłamuję, o tak - delikatnie chwyciła w pysk małą gałązkę i pociągnęła, odłamując iglastą odnogę w miejscu, gdzie odrastała od grubszej gałęzi - Przy innych albo ułamuję łodygę, albo wręcz wyrywam całość z korzonkami, jeśli zioło jest malutkie - wyjaśniła, starając się wytłumaczyć Gryirowi to co robiła - Możesz sobie pomóc łapą, ale ważne by nie umazać się sokiem, nawet małą ilością, bo potem można zapomnieć, oblizać łapę po polowaniu i ambaras gotowy. Inna rzecz, że maleńkie ilości nie są wstanie zabić, a jedynie spowodują wymioty i złe samopoczucie. Musiał byś zjeść przynajmniej część rośliny by się zatruć. Chodzą też legendy, że niektórzy wojownicy, celowo spożywali niewielkie ilości trucizn, by się na nie uodpornić, ale nie wiem czy jest to prawdą czy bajką dla dzieci - zakończyła wypowiedź anegdotką z dzieciństwa - Nie wyglądasz na ciamajdę, powinieneś sobie poradzić - dodała pełna optymizmu - A jeśli nie wyjdzie za pierwszym razem, to jest to tak zwana edukacja wspomagana, masz dodatkową motywację by nie popełniać błędów następnym razem - zażartowała sezamowa wadera.
- To w twoim dawnym domu nie zbieraliście ziół ? - zapytała zaciekawiona równie mocno jak Gryir wcześniej. Czyżby w niektórych krainach ignorowano rośliny ? Ale jak wtedy leczyli rany ? Dawnej Eth i braciom ta wiedza nigdy się nie przydała, a i tak mama wpajała im informacje o bazowym zielichu, jak elementarz, nie odpuszczając najmniejszych pomyłek.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Skacząc z urwiska

#5
Odważył się i za przykładem wadery chwycił delikatnie gałązkę czarnego lulka, jak też wcześniej nazwała tę roślinkę. A wybrał ją dlatego, że spodobała mu się nazwa. Brzmiała lepiej niż „cis”, no i nie mógł zignorować sentymentu do „czarnej” barwy.
Następnie zerwał też trochę cisu, bo w końcu czymś musiał się różnić od lulka, a samca to bardzo zaciekawiło. Zrobił to bardzo ostrożnie, z równą obawą chowając trujące roślinki w swoim futrze, jak najdalej potrafił od miejsca, w którym złożona została uprzednio mięta i tymianek. Wolał się nie przekonać co się stanie jeśli potraktuje ranę tymiankiem nasączonym trucizną.
Przyszedł mu pomysł na stworzenie sobie na ciele powłoki złożonej z cisu i lulka czarnego, która w przypadku walki z innym wilkiem natychmiast truła by agresora, ale nie wiedział czy dało by się to wykonać, odstawił więc ideę do ponownego rozpatrzenia gdy znajdzie chwilę czasu.
- Jeżeli pierwszy błąd nie będzie ostatnim. – Odpowiedział, wpatrując się intensywnie w niepozorne roślinki porastające okolicę. Kto by przypuszczał, że mają taką niebezpieczną cechę. A kto wie jakie jeszcze zioła można tu znaleźć i jakie tajemnice skrywają. Może to i lepiej, że w jego stronach nie były one znane. A przynajmniej tak przypuszczał. Jeżeli żył tam ktoś posiadający wiedzę na ten temat, to Gryirowi nie dane było go spotkać.
- O, niektórzy zbierali zielsko jeśli kamienie były im zbyt twarde, aby mogli na nich zasnąć. Ale nic poza tym. Żadnych trucizn, żadnego leczenia. Pewnie nie będę potrafił sobie wyobrazić wracania do zdrowia dzięki roślinie dopóki sam tego nie spróbuję. Wiesz, dawniej jak odniosło się rany to albo było się dość wytrzymałym aby się wylizać, albo było po tobie... dobre czasy. – Pokiwał sobie twierdząco głową i spojrzał na Ethnenn z żartobliwym błyskiem w oku. O tak, tam skąd przybył nie było łatwo. Bardzo poważne rany potrafiły wykończyć nawet najsilniejszych. On miał na tyle szczęścia, że udało mu się uniknąć w życiu większych obrażeń.
Teraz jak o tym pomyślał, bardzo dobrze że nie znali właściwości tych ziół. Gdyby było inaczej, jego walka z Krukiem pewnie zakończyła by się dla niego mniej pomyślnie. Powinien podziękować swojej dawnej ignorancji, a zaraz potem jak najszybciej się z niej wyleczyć.
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Skacząc z urwiska

#6
Patrzyła uważnie jak Gryir zrywał zioła, ale nic nie budziło zastrzeżeń. Mimo iż samiec robił to po raz pierwszy w życiu, jego ruchy były wprawne i ostrożne, bynajmniej nie grożąc nieplanowanym zgonem. Uśmiechnęła się wesoło zarówno patrząc na działania basiora, miło było móc się odwdzięczyć, za pomoc w nauce wycia, oraz słysząc jego żarty. A w zasadzie wypowiedź, którą jako żart potraktowała.
- O ile nie będziesz sprawdzał prawdziwości legendy o uodparnianiu się na toksyny, myślę, że ci to nie grozi - stwierdziła fakt radośnie - Zapamiętaj ten zapach. Gdyby ktoś chciał cię otruć, będzie ci łatwiej rozpoznać podstęp - dodała poważnie kiwając głową. Jako myśliwskiego psa uczoną ją unikać trucizn używanych przez człowieka, a matka uczyła swoje młode unikać tych naturalnych, dlatego Eth uznała za stosowne napomknąć o tym Gryirowi. Lepiej powiedzieć coś o raz za dużo, niż uznać, że nie trzeba, a później żałować.
- Czyli co kraj to obyczaj - powiedziała lekko się zamyślając i potakując samcowi. Dopiero po chwili ruda ponownie przerwała ciszę - Mama zawsze powtarzała, że jest tyle sposobów by umrzeć, że nie musimy dodawać do tego ziół lub ich braku - uśmiechnęła się pogodnie - i gnębiła nas niesamowicie, zanim każde z nas nie znało zielich na wyrywki w środku nocy - zaśmiała się na wspomnienie, wcale nie żartując. Rodzina brytanów była troskliwa, ale potrafiła też być bezwzględna i nieziemsko upierdliwa, gdy się na coś uwzięła.
- To co mogę teraz zerknąć ? - popatrzyła na krawędź urwiska w zasięgu wzroku i na basiora, ale było to chyba bardziej oznajmienie zamiaru niż pytanie, ponieważ wadera wcale nie czekała na odpowiedź czarnego, w ciągu kilku sekund kłusując by zaspokoić ciekawość.
Im bliżej była końca płaskowyżu, tym szybciej truchtała, zamiast rozsądnie zwalniać, aż zatrzymała się nad samym urwiskiem. Przysiadła na zadzie, by utrzymać równowagę, przednimi łapami opierając się na samej krawędzi, tak, że kamyki posypały się w dół, gdy wilczyca zapuściła żurawia, szukając dna. Stwierdzenie, że spojrzała w dół, było by sporym niedomówieniem.
- Ale wysoko - zawołała radośnie, by za moment usłyszeć wtórujące jej echo - Ale fajnie ! - zaśmiała się zerkając w przepaść i na Gryira i ponawiając tę czynność kilkukrotnie, do wtóru z budzącym się radosnym śmiechem. Takiej stromej ściany jeszcze w swoim życiu nie widziała, tak jakby coś wielkiego odgryzło kawałek góry. Rzeczywiście nie dało by się zejść, chyba, że umiejąc latać. Zdecydowanie ta wycieczka jeszcze bardziej uradowała waderę, odkąd zobaczyła coś, co było dla niej całkowitą nowością.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron