W oczekiwaniu na gwiazdy

#11
Spojrzał na Maelviusa, jednak będąc czujnym na to, co drugi basior poczyni. Bez cienia zawahania, przypomniał sobie jego sylwetkę z Przełęczy. Poczuł znowu gotujący się w nim gniew. Gdyby nie tamta suka... przeklnął w myślach Vernyhorę, która go wtedy zaatakowała. Ah, jak i Brima... Zapamiętał ich zapach i wygląd doskonale i nie zawaha się odpłacić za krzywdę.
- Życie lubi płatać figle. - uniósł brew, lustrując samca. Czuł w nim namiastkę swojego Pana, jakoby jakieś znamię... pewnie był to ślad po chorobie, jaką Granatowooki przebył, jednak Szaman tego nie wiedział. Spojrzał na chwilę na niebo. Westchnął cicho, wypuszczając kłąb pary z pyska. - To co się w tamtym miejscu zdarzyło, było bardzo nietypowym.. spotkaniem. - Spojrzał basiorowi w oczy, a w jego własnych widać było tańczące iskierki. Kruk zleciał z nieba, siadając na karku Szarego i kłapnął parę razy w stronę Czarnego.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

W oczekiwaniu na gwiazdy

#12
Wpatrywał się w jasnookiego samca uważnie, wciąż zachowując czujność. Nie mógł być pewien, czy ten nie chowa wobec niego jakiejś urazy przez to, co wydarzyło się w tamtej przełęczy. W końcu, gdyby nie pojawienie się najpierw Revirell, a w chwilę później wściekłej niedźwiedzicy, był gotów przepędzić stamtąd intruzów siłą. Szczerze powiedziawszy teraz ta cała awantura wydała mu się całkowicie bezsensowna. Wówczas wydawało mu się, że banda obcych wilków nieopodal granic ich terytorium stanowi zagrożenie dla watahy. Jednakże, gdyby wówczas wiedział, że miała się ona tak łatwo rozpaść, nie stawałby do walki.
Oprócz tego pozostawał jeszcze ten dziwny niepokój, jaki samiec w nim wywoływał. Coś w roztaczanej przez niego aurze było dla Maelviusa boleśnie znajome i bynajmniej nie budziło miłych skojarzeń. W mniemaniu czarnego nic nie działo się bez przyczyny, tak więc i to dziwne wrażenie miało jakieś uzasadnienie, nawet, jeżeli na chwilę obecną mu ono umykało. Na razie postrzegał to jedynie jako przestrogę, subtelne ostrzeżenie. Uważaj na niego.
- Nic nie dzieje się przypadkiem - odparł na słowa samca, unosząc pysk odrobinę wyżej. - Było nam dane spotkać się w takich, a nie innych okolicznościach z pewnej konkretnej przyczyny, nawet, jeżeli pozostaje ona ukryta przed naszymi oczyma i umysłami.
Zamilkł na chwilę, podobnie, jak i szaman, wbijając wzrok prosto w jego jasne ślepia. Dla odmiany, swoje przy tym nieco przymrużył. Stał nieruchomo, mierząc basiora wzrokiem, zignorował nawet jednego z kruków, który postanowił przysiąść na grzbiecie rozmówcy i kłapnąć na niego dziobem. Był to jedynie ostateczny dowód na to, że starszy samiec kontroluje ptactwo, co z kolei świadczyło o tym, iż podobnie jak on jest w stanie panować nad mocą, jaka przenika wszystko na tym świecie. Interesujące.
- Owszem, nietypowe to okoliczności spotkania i niewątpliwie niezbyt przyjemne. Jednakże tamte wydarzenia są już przeszłością - oznajmił, zabarwiając końcówkę swego zdania ledwo wyczuwalnym jadowitym syknięciem. Wzmianki o czymkolwiek, co miało coś wspólnego z jego dawną watahą nadal wywoływały w nim mieszaninę nieprzyjemnych uczuć, od gniewu aż po gorycz porażki.

W oczekiwaniu na gwiazdy

#13
Odwrócił wzrok od Maelviusa na chwilę, gdy do jego nozdrzy dostał się zapach melisy. Szybko zlokalizował zioło i zbliżył się, tym samym zmniejszając dystans między sobą, a jednym z dawnych Iskier. Kruk siedzący dotychczas na jego barku uleciał do góry, siadając na gałęzi nieopodal. Nie czuł zagrożenia, był czujny, jednak w razie czego jego mali przyjaciele pomogą mu. Nie dam się znowu zapędzić w kozi róg, a kąciki pyska wywinęły się na coś w kształcie uśmiechu, gdy ten zrywał z precyzją gałązki. Spojrzał kątem oczu na basiora, prostując się i stawiając uszy na sztorc. Ciemnofutry wydawał mu się dość rozsądnym wilkiem, co Muuaji uważał za rzadkość w tych czasach.

Szkarłat jego krwi, noc zaklęta w jego oczach.
To jest niczym wobec losu, który i na niego spadnie.


Głosy śpiewały spokojnie w głowie basiora, ukojone póki co niewielką dawką krwi. Szaman nigdy nie zastanawiał się, dlaczego akurat zabijanie dla przyjemności je uspokaja. Dlaczego zadawanie bólu innym zdejmuje z niego jego własny? Po tylu latach nie miało to znaczenia. Weszło mu to w krew, łącznie z dziwnymi tikami nerwowymi. Dolna powieka w prawym oku poczęła mu delikatnie drgać. Stanął frontem do basiora, gdy ten mówił o tym, że nic nie dzieje się bez przypadku. - Oh niewątpliwie tak jest. - mruknął lekko zachrypniętym głosem, a na pysk wypłynął szeroki i wąski uśmieszek, spod którego błyskały delikatnie pożółkłe kły. - Mam tylko nadzieję, że dwójka szczeniaków, które mnie zaatakowały, nie są ci nikim bliskim? - uniósł brew rechocząc cicho i gardłowo. Śmierć tamtej dwójki była na liście Muuajiego dosyć wysoko, głównie dlatego, że ten uraz był dosyć świeży.
- Oczywiście, że przeszłością. Jednak to co się tam wydarzyło ma swoje konsekwencje. No ale cóż, każdy z nas tam był w innym celu zapewne. - skwitował obserwując basiora uważniej. Chciał wyciągnąć jak najwięcej od niego.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

W oczekiwaniu na gwiazdy

#14
Nieruchomo i w kompletnym milczeniu obserwował, jak szary basior zbiera zioła. Z jakiegoś powodu nadal czuł się niepewnie, nawet, jeżeli starszy samiec ewidentnie nie miał zamiaru w żaden sposób go krzywdzić. Lecz no cóż, w mniemaniu czarnego wszystko mogło być jedynie podstępem i jednym wielkim kłamstwem, a szary mógł jedynie czekać na odpowiedni moment, pragnąc uśpić jego czujność. Postanowił więc nie spuszczać go z oczu.
Nie był w stanie jednoznacznie określić, co myśli o białookim, lecz z jakiegoś powodu ten wydawał mu się osobnikiem wyjątkowo nieprzewidywalnym i niezrównoważonym, co oczywiście nie budziło zaufania. Jednocześnie poniekąd go intrygował. Choć wyraźnie wyczuwalna aura nadal niesamowicie go drażniła, pragnął poznać tego przyczynę.
Wysłuchał jego słów w milczeniu, po czym prychnął, niby ironicznie, niby ze złości, gdy usłyszał jego pytanie. Nie musiał się zbyt długo zastanawiać, by domyślić się, o jakie wilki mu chodzi. Wszak przybywając wówczas w tamto miejsce zastał dwa osobniki szarpiące się z obecnym tu basiorem, które później podobnie, jak on sam, umknęły. Na pysku Maelviusa pojawił się nieznaczny uśmiech, jakby słowa Muuajiego go rozbawiły.
- Jedynymi osobnikami, które są mi bliskie są wilki, z którymi wówczas przybyłem - oznajmił spokojnie. - Tamta dwójka jet dla mnie jedynie kłopotliwymi intruzami. Więc, jeżeli pragniesz ich odnaleźć aby się zemścić, mnie to różnicy nie zrobi.
Przez chwilę milczał, ponownie zastanawiając się, o co właściwie wówczas poszło. O tę nieszczęsną sarnę? Jeżeli tak, to Mael śmiał posądzać walczących o wyjątkową głupotę - wszak ta kraina obfitowała wręcz w zwierzynę, nie było najmniejszej potrzeby walczyć o każdy nędzny kawał mięsa.
- Wszystko ma swoje konsekwencje - odparł krótko na ostatnie słowa szamana.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron