"Ja tu tylko po zioła"

#1
Uczestnicy: Każdy chętny.
Miejsce: Wydmy, niecka.
Czas: Po opuszczeniu ukrytego przejścia, jakiś czas przed dotarciem do ścieżki kapeluszników, zbliża się południe.

Łapy brązowego, w miarę oddalania się od tych bardziej zielonych terenów coraz bardziej zapadały się w suchym, pustynnym podłożu. Prawdopodobnie miało to związek z tym, że w międzyczasie znacznie zwolnił, przechodząc z szybkiego marszu, do powolnego brnięcia wprzód. Nie przepadał za piaszczystymi terenami ... no, chyba że mowa o plażach, to już inna sprawa. Podróż w takich warunkach, na dłuższą metę, nawet dla niego nie brzmiała zbyt zachęcająco, lecz nie po to tu przybył. W swojej przenośnej kolekcji roślin, miał już praktycznie wszystko co mogło okazać się w jakiś sposób przydatnie - wszystko oprócz aloesu, a jak powszechnie wiadomo największe prawdopodobieństwo znalezienia tej właśnie rośliny, ma się w miejscach wyjątkowo suchych. A więc lepszego niż to nie mógł sobie wymarzyć. Natrafił na nie dzięki swojej ostatniej wizycie w wysokich trawach. To właśnie z tamtej polany, umiejscowionej praktycznie na samym skraju puszczy, rozciągał się malowniczy widok na bezkresne piaski wydm.
Basior nie miał w planach odchodzić jakoś szczególnie daleko, lecz gdy natrafił na to sporych rozmiarów zagłębienie, nieco skorygował dotychczasowe plany - nie zaszkodzi w końcu trochę pozwiedzać. Niecka sama w sobie wyglądała dość intrygująco, a poza tym istniało spore prawdopodobieństwo, że znajdzie tam to po co tu przyszedł. Piaszczyste zbocze prowadzące w dół, miejscami było dość strome więc basior ruszył wzdłuż niego szukając łagodniejszego zejścia. Jednocześnie chciał też pobieżnie rzucić okiem, na to co znajdowało się na dole, a ta krótka przechadzka wzdłuż krawędzi, była idealną okazją aby to właśnie zrobić.
Gdy już odnalazł miejsce, w którym jedyną opcją dostania się na dół, nie było sturlanie się tam, bez zastanowienia z niego skorzystał. Z góry udało mu się dostrzec kilka zielonych plamek, wyraźnie odcinających się od żółci wszechobecnego piasku, więc od razu skierował się w tamtą stronę. Kilka sztuk podobnej kaktusowi rośliny, której szukał rosło obok niewielkiego skupiska mysich norek. Parę małych, szarych, puchatych gryzoni, które wylegiwały się w cieniu tego ziela, zbiegło gdy tylko bury podszedł wystarczająco blisko. Jego jednak interesowały teraz jedynie mięsiste liście, które ochoczo zaczął zbierać.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

"Ja tu tylko po zioła"

#2

Nigdy nie przypuszczała, że ponowna wędrówka przez pustynne piaski przyniesie jej taką ulgę. Nie dało się słyszeć niczego prócz kojącego szumu wiatru i chrzęstu żwiru pod jej łapami. Przechadzała się spokojnie po włościach Wilka i czuła się całkowicie bezpieczna. Fakt iż nad tymi ziemiami czuwało Krwawe Bóstwo, prawdopodobnie inne wilki przysporzyłby jedynie o zawrót głowy i natychmiastową ucieczkę. Fiołkowookiej, natomiast pozwalało jej to na spokój w duchu i chwilę wytchnienia. Musiała być jednak ostrożna. O ile nie miała wątpliwości co do potęgi Wilka, o tyle wolała żeby nie usłyszał jej wewnętrznych dywagacji. Po błogosławieństwu Khaleesi zauważyła zmiany nie tylko w swojej magicznej mocy, ale też we własnym jestestwie. Możliwe iż moc bóstwa działała tak na każdego Wyznawcę, podkreślając jego naturalne walory i cechy. Biała wadera zawsze stanowiłą istotę niezwykle uczuciową. Teraz jednak swoje emocje mogła odczuwać ze zdwojoną siłą. Emanowała nimi wręcz na pobliskie otoczenie, a nie żadko miała też wrażenie iż czuje aurę swoich towarzyszy. Niepokoiło to waderę, ale jednocześnie fascynowało. Czemu moc Krwawego Pana niesie ze sobą tak duże wątpliwości? To pytanie za nic nie chciało wyjść z jej głowy. Kiedy znalazła Szkarłatnooką, Khal czuła się zagubiona i niepewna własnego przeznaczenia. Teraz, kiedy przynajmniej ono stanowiło rzecz pewną znalazła pewnego rodzaju ulgę. Na odpowiedź czekało jeszcze wiele rzeczy, ale przynajmniej jednego mogła się kiedyś spodziewać. Śmierci. Na drogę przed nią rzucał cień sporej wielkości głaz. U jego podnórzy dostrzegła niewielkie skupisko aloesu i tymianku. Z zadowoleniem wyrwała po kilka okazów obu roślin i wplotła je w sierść na karku. Już miała wymijać kamień kiedy w oddali zamajaczył jej znajomy kształt. Niebezpieczny kształt. Inny wilk.

"Ja tu tylko po zioła"

#3
Gdy tylko zakończył zbiory aloesu, ruszył dalej, płosząc kolejne dwie strachliwe, pustynne myszy. W zasięgu wzroku samca, nie znajdowało się praktycznie nic co wydałoby mu się jakoś wyjątkowo interesujące - piasek i małe norki, zamieszkane zapewne przez gryzonie, które przed chwilą przepłoszył. Najbardziej obiecujący z tego wszystkiego wydawał się sporych rozmiarów głaz odrobinę przysłaniający widok na dalszą część niecki. To właśnie w jego stronę zmierzał, obmyślając przy okazji dalszy plan swojej podróży, gdy zza kamienia wyjrzało coś białego, wyraźnie odcinając się na tle żółtego piasku. Basior zwolnił odrobinę, zwiększając nieco czujność, lecz mimo wszystko nie miał najmniejszego zamiaru zmienić kierunku marszu. Ciekawiło go kogo takiego również przywiało na to koszmarne pustkowie. Zmodyfikował jednak nieco swoją trasę, robiąc delikatne półkole, tak, aby już z większej odległości być w stanie dojrzeć całą sylwetkę obcego. Jak się okazało - był to wilk o wyjątkowo drobnej budowie. Z tej odległości w oczy basiorowi rzucał się głównie ogon, a właściwie jego zabliźniona część. Ciekaw był co też mogło doprowadzić go do takiego stanu.
- Witaj. - rzucił pogodnie już z daleka, chcąc zaanonsować swoje przybycie odpowiednio wcześnie. W powietrzu unosił się zapach świeżo zerwanego tymianku, oraz innych trochę bardziej przysuszonych ziół, zmieszanych z wonią, którą nie do końca był w stanie zidentyfikować. - Jak zbiory? - dodał, gdy znalazł się już trochę bliżej, rzucając jednocześnie okiem na miejsce gdzie z pewnością jeszcze kilka chwil wcześniej rósł tymianek. Może nie był to najlepszy z możliwych sposobów rozpoczęcia rozmowy, ale w tej konkretnej chwili nic innego nie przyszło mu do głowy.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

"Ja tu tylko po zioła"

#4

Przyglądała się basiorowi z rezerwą, ostrożnie stawiając kolejne kroki. Był naprawdę duży, z obfitą złotą grzywą i zmierzwioną sierścią zaopatrzoną w różnorakie gatunki zioła. Bursztynowe ślepia przyglądały się waderze dosyć przyjaźnie, ale w gruncie rzeczy nie mogła być tego pewna. Zmarszczyła brwi na dźwięk tego prostego pytania. Tak dawno nie spotkała osoby, która by ją nie zaatakowała lub nie miała być zaatakowana przez nią samą. Zwlekała z odpowiedzią nasłuchując szumu wiatru między gładkimi skałami kanionu. Jeśli miał przyjaciół przy sobie, zapewne już byłaby otoczona. Na szczęście wyglądało na to iż nikt dodatkowy nie miał się tu pojawić. Odetchnęła z ulgą pod nosem. Khal nie miała ochoty na kolejne przygody, a głównym celem powrotu na wydmy był właśnie odpoczynek. Cieszyła się, że mogła wrócić na znajome ziemie i znów delektować się promieniami słońca oblepiającymi jej białe futro. Czuła się jak w domu, a przecież będąc w domu ma się przewagę. Nieważne czy przeciwnik wydaje się pięć razy większy i silniejszy.
- Tutaj nigdy nie były szczególne. – Zauważyła rozglądając się mimochodem po piaskowym pustkowiu.
Wciąż ostrzegawczo strzygła uszami, gotowa w każdej chwili rzucić się do ucieczki. Pewności dodawał też fakt, że gdzieś wśród wyschniętych krzewów czaiły się oddane Wilkowi węże, gotowe natychmiastowo zapewnić jej bezpieczeństwo.

"Ja tu tylko po zioła"

#5
- Cóż, trudno się dziwić. - stwierdził omiatając spojrzeniem nieckę w której aktualnie się znajdowali - Jakby nie patrzeć, otoczenie nie sprzyja zbytnio rozwojowi roślinności. - żółte ślepia skierowały się w stronę resztek tymianku, pozostawionych przez samicę. Nie wydawała się nimi zainteresowana, więc założył, że zebrała już potrzebną jej ilość. Pochylił się i zręcznym ruchem zerwał kilka zielonych łodyżek aby po chwili podnieść łeb i wciąż trzymając je w pysku posłał białej szelmowski uśmiech. Ze słów Zrodzonej z Burzy dało się wywnioskować, że nie przebywa w tych okolicach pierwszy raz. Być może więc będzie wiedziała gdzie udać się aby natrafić na nieco więcej cennego aloesu po który tutaj przybył? Samiec wplątał znalezisko w sierść na karku, zaraz obok pęczka nagietków i ponownie spojrzał na waderę. - Jesteś stąd? - Zapytał, mimo, że przez swoją sierść nie wyglądała na wilka z natury zamieszkującego tego typu tereny. W sumie, czasem zastanawiał się jakby to było żyć w otoczeniu takiej ilości piasku oraz słońca przed którym miejscami ciężko się tu schronić. Z pewnością dało się do tego wszystkiego przyzwyczaić, lecz on sam zdecydowanie preferował bardziej zielone tereny. - Wpadłem po aloes, ale w większości miejsc w których zakładałbym, że mogę go znaleźć aż roi się od żmii. Mają jakiś okres godowy, czy coś? - nigdy nie spędzał na pustynnych terenach zbyt wiele czasu, dlatego też średnio orientował się czy zachowanie tych gadów jest normalne. Być może po prostu w tym konkretnym czasie, o tej porze roku zawsze urządzają takie zgromadzenia? Nie miał pojęcia. Co prawda wydało mu się to odrobinę dziwne, lecz nie przejął się tym jakoś szczególnie. Teraz jednak nadarzyła się idealna okazja aby dowiedzieć się czegoś więcej i zdecydowanie nie chciał jej przepuścić.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron