Moknąc na równinie

#81
Momentami brzmiała tak, jakby sama nie była wilkiem. Nie będzie w to wnikał. Sam nie wyjawiał w pełni swojej przeszłości i nie wymagał tego od innych. Tak długo, jak nie okazywali się przeszkodą, ich dawne dzieje nie były istotne.
Przestąpił z łapy na łapę, gdy zagwizdał chłodniejszy wiatr zwiastujący nadchodzącą noc, wprawiając w ruch zarówno liście, pomiędzy którymi się schował, jak i jego zaniedbane futro. Krzew ochraniał częściowo jego ciało przed zimnem, za co poczuł przypływ wdzięczności i dobrego humoru. Czasem miło było się zatrzymać i w spokoju popatrzeć jak świat pogrąża się w ciemnościach tuż przed jego błyszczącymi brązem ślepiami.
- Nie zawsze tak musi być. – Wymruczał niemal szeptem na jej słowa o zasadach, zaostrzających się wraz ze wzrostem stada. Nie wiedział, jak to było z tutejszymi watahami. Tam, gdzie się urodził, na nieszczęście zasady pozostawały takie same niezależnie od tego czy wilków była piątka, czy może cała dwudziestka albo i więcej. Taka praktyka mogła przyciągać do stada coraz to nowe rzesze chętnych, ale była przy tym bardzo ryzykowna. Wystarczy spojrzeć, jak on na tym wyszedł. Zapewne nie siedziałby tu i nie rozmawiał z Eth, gdyby jego rodzice rządzili żelazną ręką. Całkowita kontrola nad podwładnymi też nie malowała mu się jako najlepsze wyjście. Trudna sprawa. Między innymi dlatego on sam wolał wypełniać rozkazy, zamiast sprawować władzę. Dawało mu to spokój i nie musiał strzępić nerwów. A jeśli ktoś na górze popełnił błąd, zawsze mógł postarać się go naprawić samemu.
- Nie mam potrzeby, aby za kimkolwiek tęsknić. – „Już nie”, dodał w myślach. Była jedna osoba, którą chciałby jeszcze spotkać, nie mógł natomiast nazwać tego uczucia tęsknotą. Czuł tylko silną potrzebę doprowadzenia pewnych spraw do ich definitywnego końca, coś, czego nie udało mu się dokonać gdy miał na to szansę. Być może los da mu kiedyś drugą, a wtedy będzie mógł uwolnić się od przeszłości. Jeśli tęsknił za czymkolwiek, było to stadne życie, które wiódł od swoich narodzin. I istniała już tylko jedna osoba, która nie pozwalała mu o nim zapomnieć.
- Może to i lepiej. Przypuszczam, że w ten sposób jest łatwiej. – Odezwał się znowu. - Ty też nie jesteś stąd, prawda? Pewnie coś o tym wiesz. – Posłał samicy przelotne spojrzenie, zanim skierował je znów przed siebie, bawiąc się w wyłapywanie coraz to mniej widocznych kształtów.
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Moknąc na równinie

#82
- To skąd wtedy taka chmara wilków wie co ma robić ? - zdziwiła się ruda. Wizję miała jedną, albo porządek i rygor, albo stado wilków wyglądało by jak chorda gończych i nie była to ciekawie prezentująca się opcja. Tamte czy to polowały czy jadły wciąż się ze sobą biły, szarpały i przepychały, a wilczyca aż wzdrygnęła się na tę myśl. Bez sensu, jaki cel miała by taka grupa. To że dwunóg trzymał stanowczo zbyt liczną bandę półgłówków było jego głupotą, ale wilki szczyciły się swoją inteligencją, gardząc jednocześnie psami. Nie mogła tego pojąć, dla Ethnenn taka formacja nie wyglądała jak rodzina, jaką powinno w jej myślach być stado, a przypadkowa zbieranina łazęg, utrudniających sobie nawzajem wszystkie czynności.
Stado stanowiła z braćmi. Była ich razem czwórka i każdy znał swoje zadanie, bez rządzącego przewodnika. Polowali zwykle dwójkami, stanowiąc tym bardziej zgrane drużyny, ale gdyby było ich ośmioro, to logicznym dla wadery było wprowadzenie reżimu i wybranie leadera, inaczej nie obeszło by się bez komplikujących życie przepychanek między sobą. To co sprawdzało się na maleńkiej grupce nie mogło mieć racji bytu przy większej ilości członków, tym bardziej nie z grupą osobników o takich charakterach jakie mieli, a wilki jawiły się Eth jako znacznie bardziej chimeryczne i skore do zaczepki niż bracia i ona.
Zerknęła na samca, nie mówiąc nic więcej, albo stracił wszystkich, albo odszedł, a może nigdy nie miał nikogo. Taktownie milczała nie pytając dalej, kiwnąwszy jedynie głową, gdy uznał, że tak łatwiej mu żyć. W chwilach milczenia przeplatających dialog, myśli wadery snuły się bez porządku od przemyślenia do przemyślenia. Stwierdzenie "Może i łatwiej" doskonale też pasowało do samotniczego stylu życia, ale ją coraz częściej męczyła bezcelowość takiej egzystencji. Polowała gdy była głodna i wędrowała na przemian. Puki wszystko było nowe i dopiero poznawała okoliczne tereny włóczęga była zabawna, teraz zaś coraz częściej wkradała się monotonia i samotność. Mogła sobie radzić sama, ale nie było to coś co sprawiało by jej przyjemność. Rozmowa z Gryirem, coraz bardziej utwierdzała rudą w przekonaniu, że należało by zacząć szukać domu.
- Na zachodzie są wydmy i pustynia - zaczęła wilczyca, wskazując pyskiem słońce kryjące się za horyzontem - Zanim do nich dotarłam pokonałam długą drogę lasami i obrzeżami gór, także jestem bardzo nie stąd - uśmiechnęła się do samca.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Moknąc na równinie

#83
- Wtedy wilki mają za dużo wolnego czasu i przychodzą im do łbów różne głupoty. – Zaśmiał się krótko, odsłaniając białe kły. Oj tak, zbyt duża liczba wilków i brak dyscypliny sprzyjały przerostom ambicji. Wydawało mu się całkiem zabawne, jak chciwość czy głupota jednego osobnika może wpłynąć na całą grupę. Ale takie też były uroki stadnego życia. W przeciwieństwie do samotności nie było w nim miejsca na nudę, zawsze znalazło się coś, czym można by się zająć. Mniej lub bardziej otwarcie. Naprawdę widziałby tę samicę w watasze. Prawdopodobnie dobrze radziłaby sobie z utrzymywaniem porządku. Mógł podejrzewać, że ma jakieś doświadczenie w podobnych sytuacjach.
Spojrzał w kierunku zachodzącego słońca, przymrużając oczy aby nie zostać oślepionym przez ostatnie promienie słoneczne. A więc wadera przebyła długą drogę. Może nawet dłuższą niż on. Nigdy nie widział pustyni na własne oczy, słyszał jednak co nieco o takowych miejscach. Podobno było tam niezwykle gorąco i sucho. Niezbyt przyjazne tereny. Być może powinien w przyszłości się tam udać i przekonać się na własne oczy, czy zasłyszane historie były prawdziwe?
Co to mogło jednak znaczyć? W pobliżu jego rodzinnych obszarów nie było pustyń. Musiał powłóczyć się dalej niż początkowo przypuszczał. Kto wie, jak długą drogę przeszedł, zanim trafił do tego miejsca?
- Chciałbym móc powiedzieć, z której strony ja przybyłem. Wygląda jednak na to, że musiałem nieźle zbłądzić. Podróżowałem przez lasy, następnie przez rozlewisko i jeszcze więcej lasów... – Powiedział, rozglądając się dookoła w zamyśleniu, próbując ustalić właściwy kierunek, po czym uśmiechając się karcąco. – [/i]I znalazłem się tutaj. – [/i] Pokręcił łbem. Może powinien bardziej przywiązywać uwagę do kierunku, w jakim się porusza? Dotychczas nie czuł jednak takiej potrzeby. Nie zamierzał wracać na stare śmieci, więc po co mu znać drogę powrotną? Zaczynał już oswajać się z tym miejscem. W każdym razie nie wyglądało na to, by miał się tu nudzić.
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Moknąc na równinie

#84
- Czyli zapamiętam by szukać albo niezbyt licznych watah, albo przełknąć niewygody i znaleźć taką z ugruntowanym porządkiem - odpowiedziała z wesołym uśmiechem, na śmiech basiora. Uśmiech od razu poprawiała wygląd samca, nawet jeśli wciąż przypominał zabiedzonego bezdomnego,
Z kolei Ethnenn zaśmiała się na wzmiankę o błądzeniu - To takie zboczenie z ... jakby to nazwać ... poprzedniego życia - mówiła z przerwami, zastanawiając się nad doborem słów - Często będąc na obcym terenie, w ferworze walki w nie raz musiałam zakodować kierunek, by po wykonanym zadaniu umieć powrócić do punktu startu by spotkać się z moimi, jeśli się rozdzieliliśmy. Gorzej mam z trafianiem w zaplanowane miejsce, jakimś cudem zawsze po drodze znajdę coś ciekawego i ląduję gdzie indziej - zadrwiła ze swojej skłonności do włóczęgi.
- Tutaj wydaje się być dobrym miejscem na nowy początek - mówiąc to wadera przeniosła wzrok z Gryira na horyzont, który właśnie z delikatnych różów i fioletów przybierał barwę krwi, zapowiadając chłodną noc. Na myśli miała zaś całą krainę, bo z wiadomych przyczyn wilgotna i pełna błota równina, nie znajdowała się na szczycie ulubionych lokacji wilczycy.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Moknąc na równinie

#85
- Musiałaś wieść ciekawe życie. – Powiedział, unosząc powieki na jej wspomnienie. Mówiła całkiem ciekawe rzeczy. W jego przypadku nigdy nie miał problemów z powrotem do swoich. Głównie dzięki wyciu i zapachom. Przez moment zapomniał o tym, że dopiero niedawno Ethnenn się tego nauczyła. Jakie jeszcze umiejętności w sobie skrywała?
- Też mi się tak zdaje. Jest tu całkiem przyjemnie, widoki nie najgorsze... – Rozejrzał się raz jeszcze. Co prawda do tej pory nie przywiązywał zbytniej uwagi do otoczenia, to jednak teraz widok równiny skąpanej w wieczornej czerwieni działał na niego jakoś kojąco. A skoro mowa o kojącym działaniu, samiec przerwał na chwilkę swoją wypowiedź by niezgrabnie sięgnąć gdzieś pyskiem za siebie i wyjąć zebraną przez siebie miętę, którą zawiesił na jednej z gałązek, aby łatwiej wychwycić jej aromat bez szurania nosem o ziemię. – No i wygląda na to, że jest tu sporo wilków, z którymi można by się... pobawić. W tym czerwone. – Patrząc na zmieniający sie kolor niebios, raz jeszcze przypomniał sobie słowa Sury. Co to był za czerwony wilk? Sądząc po jej tonie nie zwiastował niczego dobrego. Ciekawe, czy grasował gdzieś tam na horyzoncie, idealnie wtapiając się w tło o tej porze dnia?
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Moknąc na równinie

#86
- Zależy pewnie z której strony patrzeć. Byłam psem myśliwskim - uznała, że powie Gryirowi prawdę, tak jak to zawsze czyniła, nawet jeśli nabywane ostatnio doświadczenie zalecało by powściągliwość. Jeśli czarny uzna, że mu to przeszkadza trudno, zasługiwał na możliwość wyboru z kim chce przebywać. - Z braćmi polowaliśmy na to co była zbyt niebezpieczne dla innych, więc ta część mojego życia była dość "wesoła", że tak to ujmę - prawdą było też, że nie wstydziła się swojego życia z przed wolności i nikt nie był w stanie tego zmienić. Jeśli zaś ktoś miał problem z przeszłością Ethnenn, to był to tylko i wyłącznie jego kłopot.
- Dla mnie prawdziwie ciekawie zrobiło się dopiero na wolności - uśmiechnęła się do basiora, czekając jego reakcji na właśnie zaserwowane nowiny.
Z ciekawością i rozbawieniem obserwowała jak samiec wiesza miętę na gałązkach. Miło było patrzeć jak ktoś jeszcze cieszy się takimi drobiazgami, jak na przykład poznawanie ziół, jednocześnie znów przytakując wilkowi. Gdy słońce zachodziło, nawet mokra równina wyglądała ładnie.
- Ha ! Mówiłam, że wykidajło - zaśmiała się wesoło, przekrzywiając łeb - Oj tak osóbek z którymi można się pobawić nie zabraknie - zgodziła się z samcem rozbawiona - Nie powiem, sama też chętnie bym cię kiedyś na jakiś sparing zaprosiła, żeby się przekonać co tak naprawdę kryje to czarne futerko - na pysku rudej pojawił się zaczepny uśmiech - Jeśli jednak planujesz większą rozróbę - uśmiech zrobił się jeszcze szerszy - To radzę trzymać się z dala od watahy, którą sobie wybiorę. Lubię cię i wolała bym cię nie mordować - kontynuowała żart, ale w dowcipnym tonie, wilczyca mówiła samą prawdę. Absolutnie ruda nie miała zamiaru grozić Gryirowi, straszyć go czy rzucać wyzwania, a zwyczajnie powiedziała to co myślała.
- Za czerwonym bym jednak za specjalnie nie goniła, jest w ogóle coś takiego jak czerwony wilk ?

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Moknąc na równinie

#87
Przekrzywił nieznacznie łeb. Psem myśliwskim? Co prawda osobiście nigdy się z nimi nie zetknął. Tak samo z ludźmi. Przestrzegano go jednak, by miał się na baczności jeśli dostrzeże kiedykolwiek tych drugich. Nigdy się to na szczęście nie zdarzyło.
Co natomiast sądził o tych „psach”? Z tego co o nich słyszał, całkiem sprawnie radziły sobie w polowaniach. Tropienie, ściganie, zabijanie... Prawdę powiedziawszy gdy słuchał tych rzeczy, nie czuł niechęci czy odrazy. Raczej ciekawość. Chęć ujrzenia ich w akcji. I być może wykorzystania tych nieznanych jego rodzajowi technik.
- Wilk, który był psem, powiadasz? Interesujące. Zapewne masz w zanadrzu niejedną sztuczkę, którą mogłabyś zaskoczyć nieświadomych. – Odpowiedział głosem, w który wmieszana była nutka podziwu. O ile waderze udałoby się połączyć styl życia psa trenowanego specjalnie do polowań, oraz „zwyczajnego” wilka, i złączyć je w jedną całość... Efekt mógłby naprawdę robić wrażenie. Nieważne w jaki sposób posiadła swoje umiejętności. Jeśli była dobra w tym co robi – byłaby cennym nabytkiem dla społeczności. Nigdy za wiele kompetentnych osób. Przynajmniej jeśli stali po jego stronie.
Na wspomnienie o sparingu spojrzał najpierw na Ethnenn, przejeżdżając wzrokiem po jej ciele, po czym przeniósł wzrok na swoje własne. – Znaczy, poza błotem, brudem i starymi ranami? Sam chciałbym wiedzieć. – Jego ślepia rozbłysły wieczornym światłem gdy skierował spojrzenie w oczy samicy. – W otwartym starciu pewnie nie pozostawiłabyś mi większych szans. Ale by do niego doszło, musiałabyś najpierw mnie dostrzec. – Uśmiechnął się, przekomarzając się odrobinkę, po czym spoważniał. – Kto wie, może znajdziemy to same stado? A jeśli nie, cóż, prawdopodobnie tego typu decyzje nie będą należeć do mnie. Wiedz tylko, że jeśli kiedyś do tego dojdzie... – Tu znów się uśmiechnął, nieco bardziej wyzywająco. – ... nie dam się zabić tak łatwo.
Raz jeszcze skupił swą uwagę na horyzoncie. Czy czerwony wilk rzeczywiście tam gdzieś był? Czy istniał i włóczył się gdzieś po tej krainie?
- Oboje mamy zamiar tu zostać. Prędzej czy później sami się przekonamy. – Odpowiedział zarówno sobie, jak i Ethnenn. Przyszłość była teraz jedną wielką niewiadomą. Ale to sprawiało, że wyczekiwał jej ze szczenięcą wręcz ciekawością.
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Moknąc na równinie

#88
Oczy wilczycy rozszerzyły się w reakcji na wypowiedź Gryira. Spodziewała się wielu możliwych opcji, ale swymi słowami czarny wilk zaskoczył Ethnenn jak mało kto.
- Chyba polubię cię jeszcze bardziej - odpowiedziała wesoło. Bynajmniej nie uradował jej komplement, nie przywiązywała do nich większej wagi, a pragmatyzm przebijający się w słowach basiora.
- Czyli jesteśmy umówieni, jak już odpoczniesz po podróży - puściła wilkowi oko - Bo właśnie tego niedostrzeżenia się obawiam - wciąż leżąc przebalansowała ciałem na boki, imitując rozgrzewanie mięśni przed walką.
Ze zwykłej rozmowy rozwinęła się całkiem ciekawa konwersacja, przy której Eth naprawdę miło spędzała czas i nie chodziło jedynie o żarty, ale o prawdę, którą były podszyte. Basior był pewny siebie, chociaż starał się wyglądać najnieszkodliwiej jak tylko potrafił, a skoro wciąż żył w tym wilczym, bezsprzecznie niebezpiecznym świecie, to o czymś to świadczyło i bynajmniej nie była to nieszkodliwość. Całość na tyle intrygowała waderę, że aż nie mogła się doczekać pojedynku z Gryirem.
- To całkiem kusząca wizja, znaczy się, to samo stado - zdecydowanie pasował jej ten jegomość i uznała, że mogli by się całkiem nieźle dogadać, po za tym uzupełniać nawzajem swoje mocne i słabsze strony, w walce taki duet potrafił nieźle namieszać. Na drugą część wypowiedzi uśmiechnęła się tylko, ani trochę nie wątpiąc w słowa czarnego wilka. Ba, potwierdził jedynie jej wnioski, że nie należy do potulnie czekających na wyrok. Rozmowa toczyła się przyjemnym, łagodnym tempem, gdy każde z nich co jakiś zatapiało się we własnych myślach. Tak i teraz wciąż uważnie słuchając basiora i dryfując jednocześnie pośród rozmyślań, mruknęła tylko na potwierdzenie, że faktycznie się przekonają na własnej skórze co kryła ta kraina. Chociaż do końca nie była pewna co o tym wszystkim myśleć. Nie była wierząca, znała parę imion dawnych bóstw i historii o nich, ale jeśli takowe spacerowały sobie po tych ziemiach, to jedną z rzeczy, których wolała by nie spotkać, byli właśnie Pradawni. Uciekła od nieprzyjemnych wizji patrząc uważnie w ślepia swojego rozmówcy - Nie należysz chyba do takich typków co to skaczą od watahy do watahy, mącąc by ugrać jak najwięcej dla siebie co kocie ?
Wiadomo, że Gryir mógł skłamać, ale chciała usłyszeć jego odpowiedź.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Moknąc na równinie

#89
Gdy odpocznie po podróży? Ta jeszcze się nie zakończyła, więc kto wie, kiedy to nastanie. No, chyba że samica planowała zatańczyć z nim już nazajutrz, może będzie się wtedy jeszcze wałęsał po tej okolicy, więc znalezienie go nie będzie stanowiło problemu. W każdym razie mała walka treningowa nie była najgorszym pomysłem. Zwykle nie był zbyt chętny do bitki, przynajmniej nie bez dobrego powodu, jednak ostatnie wydarzenia pokazały mu, że powinien zadbać o swoją sprawność na tym polu. Zwłaszcza teraz, gdy znalazł się na nieznanym terytorium, gdzie każdy mógł być wrogiem.
- Ugrać coś dla siebie... - Wymruczał, tak jakby z całą dostępną powagą rozważał te słowa. Sięgnął do pokładów swoich wspomnień, aby zaczerpnąć z nich odpowiedzi na to całkiem szczere pytanie. – Nie lubię skakać. – Odpowiedział bez żadnych wątpliwości. Bardziej zajmujące było podcinanie tych, którym zachciało się skakać. I o wiele bardziej pożyteczne. – Wolę raczej stać twardo na ziemi. Albo chociaż leżeć. Może popełzać trochę na sam koniec. Byle nie skakać. – Taka w końcu była jego natura. Jeśli coś zaczynał, wolał to doprowadzać do końca. Nie inaczej było z przynależnością do stada. Szkoda, że jego dawne przestało istnieć. Nie musiałby zadawać sobie trudu szukając nowego. Ale całe watahy też nie rozpadają się bez powodu. Tamto ciało nie potrafiło się dostosować do zachodzących w jego wnętrzu zmian. I to je zniszczyło. A on stał się tylko jego cząstką, szukającą sobie nowego ciała, by móc dalej wypełniać swoją rolę. Inaczej pozostałby bezużyteczny, by ostatecznie zgnić w samotności.
- Tak, pełzanie by mi starczyło. – Odwzajemnił spojrzenie Ethnenn z delikatnym rozbawieniem. Nie miał pewności czy zrozumie, o co mu właściwie chodzi. Mógł być jak ten pospolity robak, tarzać się w brudzie i chłonąć go, ale nie byłby zdolny przeskoczyć z rodzimej na nową ziemię. Przynajmniej dopóki ta nie została całkowicie spalona, obracając się w popiół.
Oczywiście było kilka różnic pomiędzy nim a robakiem, ale spodobała mu się wcześniejsza myśl i nie miał ochoty jej sobie teraz rujnować przez zbytnie myślenie.
"I'd give up all that I started
To pursue all that I wanted
I may arrive empty handed
But at least I will arrive"
~ David Gold

Moknąc na równinie

#90
Taki temat należało by traktować na serio, ale ciężko stwierdzić na ile ruda, swobodnie rozmawiając nawet o kwestiach życia czy śmierci potrafiła zachować powagę. Dla Ethnenn swobodne rozluźnienie było chyba jej formą. Przestawała się uśmiechać i żartować, tylko w pełnym skupieniu, a to nawet podczas polowania czy walki nie towarzyszyło jej cały czas, pojawiając się zwykle gdy ceną było życie lub honor. Nie mniej starała się utrzymać w miarę dojrzałą prezencję. Gdy jednak samiec uznał, że może pełzać, nie wytrzymała i parsknęła szczerym śmiechem, odzywając się dopiero, gdy złapała oddech uspokajając atak wesołości. Z takimi wilkami mogła przebywać, nie przewrażliwiony na swoim punkcie, po prostu normalny.
- No to właśnie awansowałeś Gryirze, dostając łatkę, zapowiadający się na kompana. Ty nie lubisz skakać, ja jestem za ciężka by to robić, coś z tej naszej znajomości może wyjść. Jeśli chcesz i nasze kierunki będą się pokrywać, przypilnuję by cię nikt nie nadepnął, a ty by mnie kto nie podciął i powstanie nam taka sympatyczna symbioza, podczas włóczęgi, puki nie znajdziemy domu lub nasze drogi się nie rozejdą, co ty na to ? - Mimo żartów wilczyca domyślała się o co mogło chodzić basiorowi. Nie będzie przecież drążyć dziury w brzuchu i dopytywać o każde słówko. Gryir wyglądał na takiego, co nawet w najcięższych chwilach z poczucia obowiązku zostanie z tymi których uzna za rodzinę i chyba właśnie to chciał przekazać swoimi metaforami. Ethnenn z kolei należała do tych, którzy walczą i giną ze "swoimi", mieli więc wspólny grunt, na którym będą budować przyszłe życie, czemu więc nie ułatwić sobie sprawy, przynajmniej przez chwilę podróżując razem.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron