Moknąc na równinie

#1
Uczestnicy: Każdy
Miejsce: Podmokła równina
Czas: Bliska przyszłość (parę dni po spotkaniu Elyrii)
Informacje dodatkowe: Wczesny poranek

Samiec wydostał się z przeklętego, ciemnego boru i wyszedł na bardziej otwarte tereny, ciesząc oczy tym, że... No cóż, że w końcu widzi przed sobą dalej niż do następnego, zasłaniającego wszystko drzewa. Słońce zaczęło wznosić się nad horyzont całkiem niedawno, a basior mógł korzystać z promyczków, które przyjemnie wnikały w jego sierść. Nie mógł narzekać - jego futro dawało mu idealną ochronę przed zimnem, aczkolwiek trzeba cieszyć się z ładnej pogody, póki można.
Dotarł na podmokłą równinę i zadowolony skorzystał z okazji i zaczął pić czystą, słodką wodę. Życiodajny, zimny płyn przyjemnie zwilżył mu gardło. Wilk postanowił zrobić sobie małą przerwę i położył się. Poczuł oczywiście wilgoć, ale miał to gdzieś. Szybko wyschnie, a z ewentualnego błota się później wyczyści.
Jeśli dostatecznie długo ukrywasz się za zasłoną blefu i zasad,
ludzie zaniechają prób odkrycia, kim w rzeczywistości jesteś.
voice

Moknąc na równinie

#2
- Jeszcze trochę a zwiedzę cały świat - śmiała się sama do siebie wilczyca powoli idąc na przód. Wędrowała od kilku tygodni poznając Konkordię, przy okazji spotykając kilka ciekawych osobistości i niczym prawdziwa zielarka, do miana której nigdy nie pretendowała, zbierając wszystkie rośliny, które nawinęły się pod pysk. Tym razem idąc na południe dotarła do rozlewiska. Słońce dopiero co zagościło na niebie zapowiadając ładny i pogodny dzień. To był pozytywny aspekt dzisiejszej przygody. Na minus działał fakt, że znów wszędzie było mokro i błotniście, a Ethnenn powoli zaczynała się zastanawiać, czy jacyś bogowie się na nią nie uwzięli. Co prawda jak na razie była sucha i jedynie łapy pokrywało błoto, ale kto wie co los przyniesie jej za kilka kolejnych kroków.
Widząc znane i nieznane sobie rośliny rozpoczęła łupieżczą wędrówkę od kępy do kępy wyrywając kłami to co uznawała za potrzebne. Narwała skrzypu i mniszka, by chwilę później trafić na miętę, której orzeźwiający zapach bardzo lubiła. Na koniec wypatrzyła krwawnik, obok którego rosło coś, czego jeszcze nie znała. Nie będąc pewna z jaką rośliną ma do czynienia zebrała ją bardzo ostrożnie i skryła razem z resztą znalezisk. O gatunek i zastosowanie kiedyś kogoś spyta, może Lotara ... Jedno Ethnenn musiała przyznać, zioło-zbieractwo szło jej coraz sprawniej i już rzadko kiedy rozkopywała całą okolicę by wydostać jedną małą łodyżkę. Po wielu próbach nauczyła się gdzie chwytać kłami, by nie uszkadzając zioła, sprawnie wydostać je z ziemi.
Zakończywszy kolekcjonowanie roślin, ruszyła powoli nie obierając konkretnego kierunku, a zwyczajnie brnąc przed siebie, gdy coś zaczęło majaczyć w polu widzenia wadery. Z ciekawości postanowiła sprawdzić co to i po kilku krokach we wcześniejszej plamie rozpoznała wilczą sylwetkę. Po następnych kilu krokach, spostrzegła też kolor odpoczywającego.
No właśnie, przygoda zaczynała się przyjemnie, czyżby teraz miało się to zmienić, przeszło Eth przez myśl, gdy zobaczyła, że leżący wilk był szary. Po zapachu poznała, że ma do czynienia z basiorem. Sierść na grzbiecie wilczycy zjeżyła się, a ta przez chwilę walczyła sama ze sobą, czy nie zawrócić. Stwierdzenie, że srebrne wilki nie kojarzyły się Ethnenn zbyt dobrze, było by dość oględne. Może ich nie nienawidziła, ale miała dziwne wrażenie, że te czarne są milsze. Na korzyść nieznajomego działał jednak fakt, że był sam. - Cóż raz kozie śmierć, przecież nie można być od tak rasistką - wzięła głęboki spokojny wdech i powoli podeszła do samca
- Witaj - zaczęła lakonicznie, nie będąc pewna czego się spodziewać po obcym.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Moknąc na równinie

#3
Spokojnie rozglądał się po okolicy. Nie była zbytnio urodziwa, ale stanowiła miłą odmianę po długiej wędrówce przez las. Cieszył się, naprawdę cieszył, że ma szansę spojrzeć na jasne słońce, a nie jedynie żyć w cieniu. Taka zmiana była naprawdę przyjemna, chociaż samiec preferował miejsca ciemne. Dlaczego? Cóż, można powiedzieć, że w mroku pozostawał bardziej anonimowy. Nie wiadomo, co mu to dawało. Może w głębi serca osobnik czuł się zagrożony? Raczej nie, ale coś po prostu ciągnęło w ciemność.
Widział dookoła mnóstwo roślin, a jego węch podpowiadał mu, że duża część z nich to przydatne zioła, ale za bardzo spodobało mu się leżenie, by ruszyć zadek i zacząć je zbierać. Zrobi to później. Ma przecież mnóstwo czasu, nigdzie mu się nie spieszyło. Był dziś nadzwyczaj spokojny i miał nawet dobry, jak na niego, humor. Na jego obliczu malował się cień uśmiechu, wyrażającego zrelaksowanie i ogólne zadowolenie.
Nie mógł zbyt wiele powiedzieć o tej krainie, ale póki co stwierdzał jedynie, iż jest ona raczej spokojna. Dobre miejsce, żeby w końcu się osiąść. Samiec miał już parę ładnych lat na karku, dochodził do wieku, gdy należałoby się... Ustatkować. Z jego gardła wydobył się cichy, gardłowy śmiech. On i ustatkowanie! A w życiu!
Sielankę i rozważania przerwał mu czyjś głos. Basior natychmiast poderwał się, gotowy do obrony. Zamyślił się i dał się podejść. Nie słyszał zbliżającej się samicy. Zmierzył ją bacznym spojrzeniem, ale nie wyglądała, jakby miała się na niego rzucić. Sama sprawiała wrażenie, jakby uważała, że to on stanowi zagrożenie. Odetchnął głęboko i posadził swoje siedzenie na ziemi, a następnie rzucił wilczycy zirytowane spojrzenie.
- Nie mogłaś być trochę głośniej? Prawie zawału dostałem! - zaatakował ją. Nie brzmiał jakoś szczególnie groźnie, bardziej jak duże, dąsające się dziecko. W końcu wspominałam, że dzisiejszego dnia ma dobry humor.
Jeśli dostatecznie długo ukrywasz się za zasłoną blefu i zasad,
ludzie zaniechają prób odkrycia, kim w rzeczywistości jesteś.
voice

Moknąc na równinie

#4
Biegła szybko, niczym cień przecinając otoczenie. Sprintem sunęła za zającem, ciesząc się po prostu tą chwilą. Była poza domem, a głód lekko doskwierał, więc jakoś musiała zapełnić swoje wnętrzności. Czarne futro podskakiwało i uderzało o jej ciało w rytm jej ruchów, a z gardzieli wydobywał się warkot. Niekiedy ona, jak i jej ofiara zostawały spowolnione przez trochę miększe podłoże. Przemknęła pomiędzy dwoma wilkami, przecinając powietrze, ignorując kompletnie ich obecność. Skupiona była na małym, uszatym stworzonku. Czuła napięcie w jej mięśniach. TERAZ! Skoczyła, chwytając maleństwo w potężne szczęki. Zgrabnym ruchem skręciła mu kark, rozsyłając dookoła głuchy trzask. Uśmiechnęła się do siebie, oblizując pysk z krwi. Była niedaleko od dwóch obcych jej osobników, z 10 metrów. Przystanęła jedną łapą na martwym zającu, odwracając łeb w kierunku wilków. Ups.


Moknąc na równinie

#5
Zbliżyła się do samca ostrożnie, by w razie jego ataku mieć czas na reakcję, ale ten najwyraźniej pogrążony w swoich myślach zorientował się o jej obecności dopiero gdy się odezwała. Srebrny zerwał się na równe łapy, co prawda opanowując się szybko, ale oburzony tym jak go zaskoczyła, nie omieszkał wytknąć Ethnenn skradania się, siadając z obruszoną miną. Zastrzygła uchem, stwierdzając, że samiec zapowiadał się całkiem sympatycznie jak na srebrnego. Widząc rozluźnienie basiora, sama też się zrelaksowała, a nastroszoną sierść zastąpił przyjacielsko kołyszący się ogon.
- Absolutnie nie chciałam być przyczyną twojego zgonu srebrny śpiewaku - zaczęła wesoło, przechylając łeb z przyjaznym uśmiechem, wtedy z nikąd między z nimi przebiegł zając, a za nim w dzikim pędzie przemknęła czarna sylwetka, ochlapując stojących błotem z pod łap. Jak na tak otwartą przestrzeń powinna zobaczyć, albo chociaż usłyszeć gnających zanim znaleźli się tuż przed jej nosem. Najwyraźniej nie tylko samiec w tym towarzystwie miał tendencję do zagapienia się. Ruda zamarła z wrażenia w bezruchu, prężąc się na łapach, licząc, że wilk jedynie ich minie i pobiegnie dalej. Gdy jednak usłyszała chrupnięcie informujące o śmierci uszatego, obróciła się nieznacznie i powoli, tak by nie stracić samca z pola widzenia a jednocześnie mieć pogląd na to co planował zrobić czarny łowca, okazujący się być samicą.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Moknąc na równinie

#6
Zmrużył oczy, niby chcąc uśmiercić samicę na miejscu. Spoglądał tak na nią dłuższą chwilę, rozmyślając nad jej słowami. Nijak nie mógł wpaść na to, dlaczego został nazwany śpiewakiem. Cholera jasna, chyba nie miał piskliwego głosiku? Nie, na pewno nie... Pomyślał o swoim brzmieniu - miał głęboki, zachrypnięty głos, typowo męski... Niemożliwe, żeby wadera uznała go za zniewieściałego... Wystarczyło na niego spojrzeć! Samiec w pełnej krasie! Rosły, przystojny, z błyskiem w oku... Może trochę wyglądał jak kulka, ale to tylko pozory.
Przez całe te rozmyślania jego mina się nie zmieniła - wciąż mordował rozmówczynię spojrzeniem żmii. Niestety, nie wpadł samodzielnie na powód określenia go jako śpiewaka. Otworzył pysk, żeby zapytać, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. Wzruszył obojętnie barkami i odpuścił sobie ten temat. Postara się jej jeszcze jakoś odpłacić, ale to potem.
Nie zdążył nawet pomyśleć nad tematem do dalszej konwersacji, gdy zauważył gnającego prosto na nich królika, a za nim czarną postać. Co, do cholery...? Przeleciało mu przez myśl, a w tym czasie obie postaci rozdzieliły jego i samicę. Spoglądał za nimi zaintrygowany i zdziwiony. Szybko rozpoznał w ciemnej postaci wilka, a raczej wilczycę, która szybko dogoniła zwierza i skręciła mu kark. Basior przełknął ślinę, myśląc o delikatnym, króliczym mięsie i ciepłej krwi, obmywającej gardło... Z chęcią sam by coś przekąsił, najlepiej tego króliczka, ale nie należał do typów, które kradną innym pożywienie.
- Ani chwili spokoju... - burknął, a jego wzrok uciekł na chwilę w kierunku rudej wadery, która już zdążyła jego spokój zaburzyć.
Jego wzrok powędrował ponownie na czarną samicę, która właśnie spoglądała na nich z pyskiem umazianym krwią. Samiec mlasnął, nie potrafiąc się powstrzymać. Był głodny, a zapach świeżutkiego króliczka tylko drażnił jego nozdrza.
- Kultura nakazuje się dzielić! - zawołał do nieznajomej, stwierdzając, że nie ma co robić z siebie poważnego pana, a poza tym cisza tylko go irytowała. - No już, chodź tu! - dodał. Ale czy na pewno żartował? Na pewno nie było tego po nim widać - jego oblicze było śmiertelnie poważne, aczkolwiek ożywione, a ton naglący, odrobinę rozkazujący.
Jeśli dostatecznie długo ukrywasz się za zasłoną blefu i zasad,
ludzie zaniechają prób odkrycia, kim w rzeczywistości jesteś.
voice

Moknąc na równinie

#7
Krew skapywała jej z brody, a kita machała wesoło. Oh, ile radości sprawiało jej zabijanie maluczkich. Odwróciła się w stronę dwójki, tak, że mogli spokojnie zobaczyć jej poharatane przez los lico. Złote tęczówki wbiły się w Ethnenn, chwile zastanawiając się czy nie jest czasem basiorem, jednak po chwili zrozumiała, że ma przed sobą porządnie zbudowaną samicę, co zaintrygowało Surę. Musiała mieć spokojne młode lata, by być takiej postury.
Przeskoczyła wzrokiem na szarego, który postanowił się odezwać. - Spokój? W tej krainie spokój? Ciesz się, że wpadłam na was ja, a nie jedno z tych pokręconych bóstw.- parsknęła śmiechem. Tu ciągle się coś działo, jak nie wilk, to bóstwo, to jakieś inne dziwne anomalie, wliczając w to choroby-klątwy. Otrzepała czarne futro, dalej przytrzymując malutkie truchełko łapą, jednak nie za mocno, by nie ugrzęzło w niezbyt twardej glebie. - Kultura może i nakazuje się dzielić, ale najpierw wypadałoby sie zaznajomić z biesiadnikami. Tak to chętnie podzielę się zdobyczą, choć wszyscy się nią zbytnio nie najemy - wyszczerzyła przydługawe kły w uśmiechu. - Mam nadzieje, że nie przeszkodziłam wam w randce? - uniosła brew ku górze, przy czym zaśmiała się. Uszy postawiła nasłuchując, a węch począł szukać woni, czy nie ma tu czasem więcej wilków. Nie chciała ładować sie przecież na teren innej watahy, a nic nie wskazywało wcześniej, by na takowe wkroczyła, co ją lekko uspokoiło.


Moknąc na równinie

#8
Nie zrażała się do basiora, wciąż utrzymując radosną minę, ale najwyraźniej jednak miała rację. Szarzy w większości byli inni, jeśli nie agresywni to gderliwi, zupełnie nie wiedzieć czemu samiec chciał spojrzeniem wypalić dziurę w głowie Ethnenn, przecież grzecznie przyznała, że nie chciała go wystraszyć, a ten zamiast odpowiedzieć na powitanie to się napuszył, tylko po to by za chwilę żądać upolowanego przez czarną waderę królika, nawet się nie przywitawszy. A w ogóle to z jakiej gwiazdy się urwał, wszyscy przecież wiedzieli, że jeśli chciało się dostać lepszy kąsek, to najpierw trzeba było pokonać nie jednego brata, który ten kąsek miał, a jeszcze pozostałych dwóch, którzy równie mocno pragnęli smakołyka, nikt w świecie od tak nie oddaje obiadu, chyba, że sam już nie może zjeść więcej, ale zawsze w kolejce są inni głodni, no oczywiście prawo to nie dotyczyło matek karmiących szczenięta. Ale ani tu matki nie widać, ani szczeniaka, więc jeśli chciałeś się najeść gdy posiłek był skąpy, to masz dwa wyjścia. Pierwsze być bezczelnym i szybkim, naprawdę szybkim, bo zacznie cię ścigać banda głodnych brytanów, lub drugie, żebrać, spróbować zawsze było można, ale stawiać żądania ? Takie nierozsądne zachowanie nie mieściło się w logice Ethnenn, coś takiego kończyło się przygnieceniem do ziemi jakimś czarnym cielskiem, pośród drwin. Nie nigdy nie próbowała tej taktyki, ale kiedyś nowy członek ich stada, jakiś pupilek posokowiec tak. Zaśmiała się w myślach na to komiczne dla niej wspomnienie, by zaraz być wyrwaną z rozważań, absurdalną odpowiedzą wilczycy. "Chętnie się podzieli" zaiste śpiewaki to dziwne istoty, pokręciła łbem, by wrócić na ziemię.
- Rzeczywiście strasznie dużo na tych ziemiach śpiewaków włóczących się jak my, co i rusz poznaję jakiegoś nowego - odezwała się trochę do siebie, trochę do nowo spotkanych i radośnie zamerdała ogonem w stronę czarnej wadery. No właśnie czarna wilczyca, Ethnenn spuściła na chwilę z oczu srebrnego, wciąż uchem kontrolując jego ruchy. Nie dość, że wadera miała piękne lśniące futro, to w parze szło grzeczne uosobienie, potwierdzając Ethnennowy stereotyp "czarnego". Widoczne na obliczu wadery blizny ruda uznała za kolejny plus, no bo przecież jeśli wilczyca przeżyła, to musiała być dzielnym wojownikiem, a walczących żółtooka szanowała najbardziej. Wtedy krucza przybyszka powiedziała kolejną nonsensowną rzecz.
- Na randce ? - parsknęła śmiechem - Nie no w życiu, co ty - ze śmiechu przeszła w dziki rechot, aż musiała usiąść, by się nie przewrócić, postarała się jednak sprawnie stłumić objawy wesołości - Jestem Ethnenn - przedstawiła się obu wilkom, zamiatając kitą błoto - ale za króliczka podziękuję, jadłam niedawno, więcej będzie dla was - nastawiła radośnie uszy czekając odpowiedzi obu wilków.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Moknąc na równinie

#9
Ta wielka samica wciąż się cieszyła, merdała tym swoim ogonkiem, a wkrótce nowo-przybyła czarna wadera dołączyła do niej. On za to siedział jak cholerny, tłusty gbur. Tak to wyglądało. Miał jednak gdzieś, co one sobie o nim pomyślą. Kij im w oko.
Czarna odwróciła w ich stronę łeb, prezentując pokaźną liczbę blizn. No, jego kreseczki na pysku wyglądały "pedalsko", że tak to ujmę, przy jej zdobieniach. Kto śmiał tak załatwić samicę? Albo ktoś był bardzo psychiczny, albo to ona nieźle się naraziła. Nie wyglądała jednak na szukającą zaczepki, może więc jej dobry humorek kogoś zirytował zanadto? Kto wie, kto wie...
Zastrzygł uszami na wypowiedziane słowa, a w jego oczy wkradło się zainteresowanie, dające jego ślepiom pięknego blasku. Szybko jednak opanował się i stłumił emocje, nie pozwalając na poznanie się. Lubił tajemniczość i anonimowość.
- Bóstw? - zapytał z przekąsem.
Quetro zawsze był ciekaw świata i jego tajemnic, chociaż podchodził sceptycznie do niektórych spraw. Przykładem tego były siły nadprzyrodzone - nie wierzył w nie ani trochę, ale skądś musiały się wziąć te wszystkie wierzenia, prawda? Chciałby rozwikłać tę zagadkę, ale nie było łatwo. Bo jak można dowieść istnienia czegoś, czego nie widać?
Szczerze się zdziwił, gdy usłyszał, że samica podzieli się posiłkiem. Spodziewał się zmieszania go z błotem, a tu taka niespodzianka. Postanowił nagrodzić samicę za jej grzeczność, która przecież mogła wpędzić ją w niezłe tarapaty. Może stąd te blizny?
Sam miał parsknąć pogardliwie na wspomnienie o randce z tą wielką kupą mięcha obok, ale nie zdążył, bo owa kupa mięcha zaczęła szaleńczo rechotać. Rzucił jej zimne, odrobinę urażone spojrzenie. Spotkał tyle samic, które się do niego zalecały, a tu proszę... Ona miała czelność śmiać się mu prosto w pysk na sugestię, że są randce!
-A co, nie podobam ci się? - fuknął. Oj, jego ego zostało naruszone.
Stwierdził, że oleje waderę i tyle. Niech się wypcha. Pewnie lubiła samce postury ich czarnej towarzyszki, a sama pełniła w związku rolę obrońcy...
- Ja jestem Rahul - skłamał gładko, nie chcąc wyjawić swojego prawdziwego imienia. Nie drgnęła mu przy tym nawet powieka. - Chodź tu bliżej, bo nie chce mi się drzeć - dodał, ale uśmiechnął się. Krzywo, ale jednak.
Cóż, skoro nie poznają jego prawdziwego imienia to przynajmniej nie będą później rozpowiadać o nim głupot. Nie każdy zasłużył na znajomość jego miana, a Ethn na pewno nie.
Jeśli dostatecznie długo ukrywasz się za zasłoną blefu i zasad,
ludzie zaniechają prób odkrycia, kim w rzeczywistości jesteś.
voice

Moknąc na równinie

#10
-Ta, bóstw. Ale najwidoczniej tylko niektórych zaszczycili swoim przyjściem. - skrzywiła się na wspomnienie Wilka i Jelenia. Wzruszyła ramionami, gdy wadera poczęła się śmiać na wzmiankę o randce. Reakcja basiora rozbawiła Surę. Tak niewiele, a tak dużo już mogła wybadać z tego. - Męskie ego, straszna choroba. - powiedziała, przybierając poważniejszy wyraz pyska. Ciągła wesołość i szczerzenie się nie było jej ulubionym zajęciem. Poza tym, morda od tego bolała.
Różowym językiem przejechała po bliznach na pysku, a złote tarcze zlustrowały uważniej samca. Blizny, nie taka zła postura. Ujdzie. Westchnęła bardziej do siebie, wbijając na chwilę wzrok przed siebie, zawieszając wzrok gdzieś w przestrzeni. Imię wadery jej przypadło do gustu. - Ethnenn? Gdzieś już to imię słyszałam. - uśmiechnęla się kącikiem pyska, ledwo zauważalnie. Lecz gdy szaremu otworzyły się znowu wargi, zmarszczyła nos. - Rahul? - wypowiedziała jego "imię" z dziwnym akcentem, szybko przybierając znowu poważny wyraz. - Oryginalnie. Ja jestem Sura. Kultura wymaga, bym dygnęła przy tym, ale nie jestem zbytnio za przestrzeganiem etykiety. - Przekrzywiła mocno łeb, dopóki nie dało się słyszeć tępego trzasku jej kręgów szyjnych. Oh, trzeba będzie znaleźć lepsze miejsce do spania.
- Fakt, jeszcze nie daj boże, stracisz głos od tego "darcia się." - chwyciła ofiarę w paszczę, by przybliżyć się do dwójki. Gdy zbliżyła się jednak, na szyi Ethnenn dojrzała obrożę. Wypluła zająca wbijając w waderę chłodne spojrzenie. - Skąd to masz?


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron