Spotkanie we mgle

#1
Uczestnicy: Zięba, Fehu, Ethnenn, ...
Miejsce: Martwe drzewa
Czas: niedaleka przyszłość / około miesiąca od rozpoczęcia wędrówki
Informacje dodatkowe: słońce chyli się ku zachodowi, nieubłaganie zbliża się zmierzch.

Wieczorna mgła powoli podnosiła się znad bagniska, siwymi smugami wędrując nad wodą i powalonymi pniami drzew. Niby słońce jeszcze nie ustąpiło miejsca nocy, ale tu jego ostatnie ciepłe promienie nie wiedzieć czemu nie docierały. Wieczorny chłód przejmował władzę nad otoczeniem, jednocześnie nie dając ani krzty wytchnienia od panującej wilgoci. Całości dopełniała wszechogarniająca, martwa cisza, przerywana sporadycznie przez odgłosy zagubionych gryzoni lub trzask i skrzypienia drzewnych trucheł zapadających się głębiej w moczary, które niesione echem po powierzchni wody, zdawały się hukiem pośród dojmującego milczenia.
Ethnenn kontynuowała swoją wycieczkę krajoznawczą po Konkordii, połączoną ze zbieraniem zielarskich pamiątek z różnych miejsc. W życiu by nie pomyślała, że z takim zapałem będzie kolekcjonować zielska. Po tym jednak, jak kilkukrotnie musiała leczyć rany za ich pomocą zaczęła przywiązywać większą uwagę do posiadanych zapasów. Na wolności nie było weterynarza i chociaż szczerze nie znosiła tego dziada, to musiała przyznać, że bywał przydatny. Jak widać mądry wilk po szkodzie, docenić potrafi to czego już nie ma.
Tym razem ruda zapuściła się w co najmniej osobliwe miejsce i po raz pierwszy wędrowała cicho i ostrożnie, starając się nie zakłócać spokoju lasu, który zdawał się obserwować nieproszonego gościa i samą swoją energią jeżył jej sierść na grzbiecie. Jednak mimo prób, wilczyca co i rusz ześlizgiwała się z jakiegoś pnia z donośnym chlupotem, który niósł się upiornym echem po całych bagnach.
Kilka metrów od siebie wypatrzyła lulek. Łapa za łapą przeszła po jednym z pni do roślinki i wyrwała ją z pomiędzy traw i mchów rosnących pośród próchna. Idąc dalej, po prawie stałym gruncie, znalazła tojad, który zerwała równie ostrożnie i oba znaleziska skryła w sierści. "W sumie to na kij mi one" rozmyślała idąc powoli przed siebie, zstępując na kolejny z pni. Nie znała się na truciznach i nie miała ambicji zostać trucicielem "No chyba, że zgubię się gdzieś w tym lesie i zamiast umrzeć śmiercią głodową popełnię samobójstwo" żartowała w myślach wilczyca, wcale jednak nie było jej do śmiechu, co najlepiej było widać, gdy rozległ się kolejny przeraźliwy trzask a wystraszona nagłym dźwiękiem bura, cała zjeżona podskoczyła w powietrze.
Lądowanie było jednak znacznie bardziej widowiskowe. Zbutwiały pień nie wytrzymał ciężaru spadającej wadery, strzaskał się w grube drzazgi i razem z Ethnenn runął w błoto z plaśnięciem. Podniosła się ciężko cała uwalana brunatną breją, trzepiąc się i klnąc w niebogłosy, mając chwilowo w głębokim poważaniu spokój zmarłego lasu. Co podła woda i błoto tutejszego świata miały do jej podróżowania, że zawsze musiała skończyć w kałuży ?!
Ostatnio zmieniony czwartek 24 lis 2016, 11:09 przez Ethnenn, łącznie zmieniany 1 raz.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Spotkanie we mgle

#2
Nieśpiesznie kroczyła przed siebie, zważając na każdy krok. Nie chciała, by ją wykryto. Od dłuższego czasu śledziła nibywilka z dziwnym ustrojstwem wokół szyi, co więcej – czerpała z tego dziwną przyjemność. Z początku sądziła, że to zagubiony pies, potem jednak doszła do wniosku, że to obrzydliwa mieszanka obu gatunków, wychowana przez ludzi. Nie widziała ich na własne oczy, ale słyszała opowieści i to jej wystarczało. Zresztą – pochodzenie przybyszki nie miała większego znaczenia, kiedy ta śmierdziała człowiekiem i miała coś owinięte wokół szyi. Nie pasowała tu, a Zięba nie miała oporów przed przegonieniem jej. W końcu czyniła jej przysługę – była delikatna i dawała szansę na ucieczkę, zanim coś zdążyłoby ją dorwać, zabić i zeżreć.
Może jednak się myliła? Może obca została porwana przez ludzi i teraz zdołała uciec? Może nie powinna oceniać jej tak pochopnie? Westchnęła cicho, postanawiając dać nieznajomej jeszcze jedną szansę. Wtem jednak rozległ się głośny trzask, spowodowany zresztą przez nią samą. Zamyślona, nastąpiła na spróchniały konar, który postanowił złamać się głośno. Głupia, głupia, GŁUPIA. Zbeształa samą siebie w myślach, niezadowolona z małej wpadki. Z drugiej strony – niechcący dostała potwierdzenie, że obca dzikim wilkiem nie jest. Jej reakcja nie pozostawiała złudzeń – normalny samotnik tak się nie zachowywał.
Bura postanowiła kuć żelazo póki gorące, skoro i tak nie uniknie wykrycia. Zawyła donośnie, wskakując zgrabnie na zmurszały pień. Wyszczerzyła się upiornie, lustrując obcą przenikliwym, ale pobłażliwym spojrzeniem. Oblizała kiełki, przez chwilę nic nie mówiąc i czekając na reakcję wadery.
- Las to nie miejsce dla ciebie, kundlu. Zmykaj z powrotem do swojego człowieka – odezwała się wreszcie chrapliwie.

Spotkanie we mgle

#3
Jeszcze nie zdążyła się uporać z wyjściem z błota, w którym znajdowała się akurat po pierś, gdy usłyszała agresywne wycie, by za moment spostrzec, wskakującą na pobliską kłodę, właścicielkę głosu. Ethnenn zdarła łeb patrząc niezbyt poruszona, na przybyłą waderę. Po pierwsze obca zdradziła się wyciem, a po drugie, żółtooka wilczyca bardziej bała się głębokiej wody niż czworonogów. Cichy las i moczary przerażały waderę, która miała poczucie, że te podstępne twory przyrody chcą ją potajemnie utopić, natomiast z żywymi istotami zawsze można było walczyć. Obca samica najwyraźniej starała się wyglądać strasznie, ale jakoś wrażenie nie przedarło się przez horror mokrych doświadczeń, do umysłu rudej.
- O tak, dzień dobry, ciebie też miło poznać - fuknęła obserwując Ziębę kątem oka i gramoląc się jednocześnie na ten sam pień na którym stała obca. Nie było to łatwe, ale wczepiła się mocno pazurami w drewno i z szarpnięciem wybiła się z błota, za pierwszym podejściem lądując ciężko naprzeciw burej wilczycy. Miała tylko cichą nadzieję, że to drzewo wytrzyma, chociaż z drugiej strony, jakby obca skąpała się w błocie, to Eth by się wcale nie pogniewała. Na samą myśl o takiej nauczce dla opryskliwej jednostki, pysk rudej rozciągnął się w beztroskim uśmiechu. Kto to słyszał witać się słowami "spadaj" jak tak to, zdaniem Ethnenn, obca mogła sobie darować konwersację, zamiast psuć innym humor.
- Po za tym a co twój ten las, hę ? - popatrzyła bezczelnie, nie tracąc uśmiechu - Nie sądzę. Więc nie masz prawa zabronić mi tu przebywać, a tak się składa, że uczę się wolności i nigdzie się nie wybieram, chyba, że sama o tym zdecyduję - dla dobitnego potwierdzenia swojego zdania wytrzepała się energicznie, obryzgując śmierdzącym błotem wszystko wokół.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Spotkanie we mgle

#4
Z lekkim, prześmiewczym uśmieszkiem obserwowała poczynania wadery. Każdy jej kolejny ruch uświadamiał Burej, jak bardzo nieprzystosowane są udomowione wilki. Zero instynktu, zero pokory. Gdyby obca przyjrzała się nieco staranniej, z pewnością dostrzegłaby liczne blizny Zięby, świadczące o jej zaprawieniu w walce, ale ona nawet nie zwróciła na to uwagi. Takie ignorowanie potencjalnego wroga prędzej czy później nie kończyło się dobrze. Na szczęście dla Eth, Dzierzba nie była dzisiaj w nastroju do nadmiernego okazywania dominacji czy brutalnego bronienia swojego honoru. Przez chwilę chciała zaatakować i dać nieznajomej nauczkę, jednak jakoś wyjątkowo jej się nie chciało. Przesadnie pewna siebie, nie dopuszczała do siebie innego wyniku ewentualnej walki.
- Nie pyskuj, malutka - odwarknęła pobłażliwie, nie uznając wadery za większe zagrożenie.
Obca była irytująca, bardzo irytująca, a przy tym dziecinna i zabawna. Ziębę bawiły jej odruchy, dziwne skurcze pyska i robienie ze zwyczajnej dla wilka rzeczy wielkiego osiągnięcia. Poza tym mówiła bez ładu i składu. O co jej do cholery chodziło? Bura zmarszczyła nos, próbując zrozumieć intencje Eth, jednak nie dało to większego rezultatu.
- Czy twój człowiek oprócz bezwzględnego posłuszeństwa nie nauczył cię jeszcze dbania o własną skórę? A może zabrał ci nawet resztki instynktu samozachowawczego? - spytała złośliwie, wyraźnie poddenerwowana.
Nie zareagowała, kiedy błoto splamiło jej futro. Nie dbała o własny wygląd, poza tym otrzepywanie się w tym momencie uznała za wyjątkowo szczeniackie. Nie potrzebowała zniżać się do poziomu samicy, by jej celnie dogryźć.
- Nie, nie mój las. Ale wiesz co? Nie poradzisz sobie. Wychowali cię ludzie, nawet ciągle nosisz to coś wokół szyi. Nie przetrwasz, skarbie. Nie powalisz jelenia, nie wiesz, kiedy można walczyć, a kiedy trzeba brać nogi za pas. Zabije cię pierwsza lepsza alpha, której teren naruszysz albo kapryśny samotnik, do którego zbytnio się zbliżysz lub zdechniesz z głodu. Wracaj do swojego ciepłego domu, mieszańcu, dopóki jeszcze ty jesteś ciepła - oznajmiła dobitnie, jeżąc z wolna futro.

Spotkanie we mgle

#5
Na słowa "malutka" Ethnenn podniosła jedną brew i wyprostowała się na pełną swoją wysokość, zerkając na wilczycę z góry, która wciąż nawet nie raczyła się przedstawić, a przecież nawet przed walką w dobrym guście jest podać swoje miano. Wbrew pozorom wadera, zdążyła się przypatrzeć obcej, a ta nie zrobiła na rudej jakiegoś piorunującego wrażenia.
"Pies który szczeka, nie gryzie" to krótkie zdanie było kwintesencją opinii, którą zdążyła sobie wyrobić Ethnenn. Zrzęda miała blizny ? I co z tego, ktoś regularnie mógł spuszczać jej łomot. Była pewna siebie ? Niech będzie, najwyraźniej dzieciakowi nikt odpowiedniego lania nie zafundował, bo to, że obca była młodsza, Ethnenn wyczuła w zapachu. Bura pachniała jak ledwie dojrzała samica. Sumując wszystko, niespecjalnie przejmowała się powarkiwaniem młodej, uznając, że prawdziwie niebezpiecznym wojownikiem był ten, który już nie musiał udowadniać wszem i wobec swojej siły. Ziewnęła szeroko informując burą o swoim nastawieniu, do pogadanek o instynkcie samozachowawczym.
- Co wy się wszyscy tej obroży czepiacie ? Śpiewaki kompleks jakiś mają czy co ? - spytała bez większych emocji, gdy w myślach powoli kiełkował podział. Czarne wilki są miłe, bure i szare nie, może mają jakiś genetyczny defekt umysłów albo coś w tym stylu... Gdybając sobie, otaksowała zrzędę spojrzeniem od łap po czubki uszu - Co ci przeszkadza mój najwyraźniej nieunikniony i rychły zgon, ujmie ci czegoś O Wszechmocna ? - rzadko kiedy Ethnenn siliła się na złośliwości, ale teraz obca wadera, zaczynała grać na cierpliwości rudej. Normalnie zaproponowała by pojedynek, ale hałaśliwa maruda niespecjalnie wydawała się rudej warta zachodu, pokory niech uczy ją kto inny, ona miała ostatnio przesyt potyczek i chciała sobie najzwyczajniej w świecie spokojnie pozwiedzać. Pech chciał, że trafiła do jakiegoś obmierzłego, zdechłego lasu, gdzie wszystko było mokre i cuchnące, z którego musiała się teraz wydostać i nie specjalnie wiedziała jak, to jeszcze jakby dzień był nie dość niemiły, spotkała paskudną i gderliwą wilczycę, która najwyraźniej za cel obrała sobie jej zgnębienie.
"O żeby tobie się zimno nie zrobiło" wpadło żółtookiej gdzieś w trakcie wywodu Zięby i wtedy od złośliwej myśli, zaświtał w rudym łbie całkiem osobliwy plan. Wymacała poduszkami łap podłoże, badając je dokładnie, by się przypadkiem nie pośliznąć, była by to wtopa, w przenośni i literalnie. Po czym mocno wybiła się w górę i runęła z impetem na pień, na którym obie stały.
Ostatnio zmieniony czwartek 24 lis 2016, 11:10 przez Ethnenn, łącznie zmieniany 1 raz.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Spotkanie we mgle

#6
Wojowniczka przechadzała się po okolicy. Chciała zebrać myśli, oraz poznać lepiej te tereny. Musiała zadbać przecież o siebie, Naudira i Deszczową, co wiązało się ze znalezieniem schronienia na dłuższą metę, chociaż to miejsce nie przypadło jej do gustu. Było bezpłciowe.
Szła więc cicho, lecz pewnie. Zachodzące słońce sprawiało, ze powietrze robilo się przyjemnie chłodnawe, co wprawiło ją w lepszy nastrój. Kątem ucha usłyszała rozmowę. Przystanęła więc, nasłuchując. Słyszała tylko dwa glosy, a dyskusja zapowiadała się ciekawie. Podeszła więc bliżej, nie kryjąc swej obecności. Nie czuła takiej potrzeby. Przystaneła w pewnej odległości obserwując obydwie wadery z lekkim rozbawieniem. Gdy jednak na szyi jednej z nich dostrzegła jakas dziwną rzecz, mina jej zrzędła przybierając poważny wyraz. Przypomniały jej się istoty, o których opowiadała jej matka. Braly wilki do siebie i zmuszały do zabijania wolnych jednostek. Czy to był jeden z pojmanych wilków? W takim razie co tu robi? Stała tak przez chwile, czekając czy moze dyskutantki nie rzucą się na siebie.


Spotkanie we mgle

#7
Wylądowała na kłodzie z łoskotem. Nie dane jej było jednak zobaczyć końcowego efektu, gdyż w trakcie podskoku wyczuła innego wilka, dlatego jeszcze w powietrzu odwróciła łeb w stronę, z której doleciał do niej zapach, jedynie słuchem pilnując czy bura nic nie planuje. Nie usłyszała jednak nic, po za własnym uderzeniem o pień. Ani chlupotu, ani warczenia, zupełnie nic. Zszokowana wróciła ślepiami tam gdzie jeszcze chwilę temu stała zrzęda, ale wadera zniknęła. "No i dobrze" - pomyślała ruda - "Wcale nie była miła, to nie marnujemy nawzajem swojego czasu" - uznała Ethnenn, po czym przypominając sobie o drugim wilku stojącym w krzakach, odwróciła się szybko w stronę gdzie spostrzegła srebrny kształt.
- Dzień dobry - zawołała niepewnie bujając ogonem. Nie miała pewności, jak będzie reagowała druga wadera, jakby nie było miała szare futro, które nie wróżyło według jej aktualnych teorii nic dobrego.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Spotkanie we mgle

#8
Gdy jedna z wader odeszła, brew Szarej uniosła się jedynie ku górze. Dziwne, pomyślała przez chwilę. Jednak nie analizowała tego jakoś dogłębnie, gdyż wiedziała, że wilki z Południa bywają dziwne. W każdym razie w jej mniemaniu. U nich to było trochę prostsze - albo kogoś się atakowało, albo zaznajamiało. Jednak odchodzenie bez słowa było domeną głównie szczeniąt, które nie zawsze zgadzały się z zasadami czy hierarchią. Było to jednak dobre dla nich, bo starano się w nich pielęgnować chęć walki o swoje. Tak wyrastali na wojowników, którzy znali swoje miejsce w szeregu, ale chcieli się doskonalić. Byli chordami, które napadały na inne watahy, zabijając słabych i przygarniając innych do siebie, tworząc tak silne grupy. Mieli bogatą kulturę, wierzenia... Oh, jakże jej Wojownicze serce tęskniło momentami za tymi śnieżnymi i surowymi terenami. Wszystko rozwiązywała dyplomacja, umiejętność retoryki. W ostateczności siła. Do matactw poważniejszych uciekali się tylko ci, których muskulatura nie pozwalała na wygrywanie walk. Z reguły byli to szamani lub medycy. Tych jednak mało znała. Byli jednak cenieni.

Szamani zawsze mogli sprowadzić przychylność Bogów na watahę, składając ofiary. A medycy, wiadomo, potrzebni do leczenia ran, po kolejnych walkach. Jednak musieli się wykazywać, zwłaszcza w poszukiwaniach ziół - ich było bardzo mało. Każda sztuka była na wagę złota. No i byli zwiadowcy. Szybcy, zwinni. Od nich często zależało, czy napaść się uda. jednak teraz, to już nie miało znaczenia. Była tylko ona, Naudir i Deszczowa...

Spojrzała na Sezamową Wilczycę, postanawiając podejść bliżej. Nie czuła zagrożenia, choć postura drugiej wadery była imponująca. Po raz pierwszy chyba ujrzała kogoś w tych stronach, kto wyglądał pokaźnie. - Witaj. - Powiedziała spokojnie, wręcz przyjaźnie, co często się jej nie zdarzało. Ciekawiło ją jednak to coś na szyi samicy. Czy to rzeczywiście łączyło ją z tymi istotami, do których strach został w niej zaszczyty za małego? Powiodła wzrokiem w kierunku, w którym Bura odeszła. - Myślałam, że jeszcze chwila i się rzucicie na siebie. - zaśmiała się lekko, unosząc jeden kącik pyska w coś na kształt uśmiechu.


Spotkanie we mgle

#9
Eth rozluźniła się po nie przyjemnym spotkaniu, widząc jak srebrna zbliża się na razie nie wykazując złych zamiarów, na co zamerdała przyjaźnie, nie ruszając się jednak z miejsca. Chwilowo skupiła całą uwagę na nowej waderze, nie mogła więc pilnować swoich kroków, a bez tego niechybnie "wróciła" by do bajora. Z każdym krokiem szarej wilczycy, ruda mogła jej się coraz lepiej przyjrzeć i zaskoczona własnym osądem uznała, że jak na nielubiany kolor srebrna była ładna, śliczna wręcz. Szła dostojnym pewnym siebie krokiem, słusznych rozmiarów, świadczących o sile, przyozdobiona bliznami i to jakimi, takimi najlepszego gatunku.
Z wrażenia zepchnęła na bok uprzedzenia kolorystyczne, z radością czekając rozmowy. Ba gdyby bura zaczekała chwilę, miała by okazje zobaczyć jak się zachowuje prawdziwy wojownik.
Ethnenn przechyliła głowę, krótko analizując słowa wilczycy, po czym odezwała się całkiem przekonana do swojego zdania - Faktycznie z boku spotkanie mogło tak się zapowiadać, ale nie było najmniejszego ryzyka. Ci co dużo jazgoczą, nie mają dość odwagi, by oko w oko stanąć w szranki, a ja nie muszę sobie nic udowadniać, a na pewno nie bijąc słabszych - dobitnie wyraziła swoją opinię. Cóż wciąż oddychała, a to przy życiu jakie wiodła znaczyło tylko jedno, nie spotkała silniejszego od siebie, dlaczego więc miała by uznawać siebie za słabą. Nie sezamek był całkowicie świadom swoich zalet, czasem może nawet zbyt ich pewien, całe szczęście dla otoczenia, że Eth potrafiła tez przyznawać się do swoich słabości i z nich zdawała sobie sprawę na równi mocno co z przymiotów. - Ale miałam nadzieję, że spadnie z tej kłody do wody - zażartowała na koniec, uśmiechając się promiennie.
- Ethnenn - skinęła głową w stronę szarej wilczycy.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Spotkanie we mgle

#10
Sezamowa była doprawdy imponującej postury. Dodatkowo, obroża dodawała niesamowitego smaczku w całości. Te kolce... na pewno nadawały się świetnie do obrony. Niejeden idiota mógł przecież pokaleczyć o to podniebienie, chcąc zacisnąć szczęki na karku czy szyi. Jednak wiedziała, że wilk nie byłby w stanie czegoś takiego stworzyć. Bogowie też by takiego podarunku nie uczynili. Oni jedynie zsyłali zwierzynę do upolowania, bądź zioła. Odganiali złą pogodę, bądź zrzucali na wilki srogie katastrofy, jako karę.
Przystanęła przy waderze, a jej wzrok powędrował na jeziorko za jej łapami. Poczuła nieprzyjemny dreszcz, który przeszedł po jej grzbiecie, niczym powiew chłodnego, Północnego wiatru. - Głośne szczekanie jest domeną szczeniąt i awanturników. Jednak tych drugich lepiej nie lekceważyć. - Uśmiechnęła się spokojnie. - Nigdy nie wiadomo, co takowy potrafi, lub czy nie ma towarzyszy nieopodal. - Zastrzygła uchem, jeszcze raz kierując wzrok w miejsce gdzie odeszła Bura. - A niech Fenrir będzie mi świadkiem, że widziałam już paru Południowców, którzy wątli byli ciałem, lecz walczyli niczym bestie. - Oblizała pysk, po czym usiadła, widząc, że Sezamowa nastawiona jest pozytywnie i nie wykazywała oznak wrogości.
Na żart zaśmiała się pogodnie i pokiwała głową. - Wtedy byłoby wesoło. - Wstała, ukłoniła się następnie, cofając prawą przednią łapę do tyłu. - Fehu.- wyprostowała się dumnie. Długie futro dodawało jej rozmiarów, sprawiając, że wyglądała jak najprawdziwszy Północny Wojownik.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron