Razu pewnego, na przełęczy

#21
Zaśmiała się z układności samca. Z jednej strony zawadiaka włóczykij, z drugiej sprawiał wrażenie całkiem towarzyskiego i znacznie mniej niezależnego niż mógłby się wydać na początku. Zdecydowanie łatwo i przyjemnie było spędzać z nim czas. Ethnenn wstała ponownie się przeciągając i zerknęła na spacerującego Kraha, szukając wzrokiem ciemnych ślepi.
- Myślę jeszcze pozwiedzać, bo okolica jawi się ciekawie, dopiero potem ruszę w dalszą drogę - stanęła prosto na przeciw wdzięczącego się basiora.
- Nie mam nic przeciw robieniu rekonesansu w towarzystwie tak sympatycznego bruneta - machnęła kitą przyjaźnie, po czym ruszyła powoli na skraj by jeszcze raz obejrzeć dokładnie okolicę. Ciepłe promienie głaskały wilgotną od rosy sierść, zwiastując kolejny piękny dzień pełen możliwości. Ruda nigdzie się nie spieszyła, nie miała też jakiejś szczególnej potrzeby szybko żegnać się z Krahem.
- Zobaczymy co jest na drugim szczycie ? - zapytała wciąż patrząc na górę na przeciwko, chwilę temu pełną cieni, teraz tonącą w słońcu

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Razu pewnego, na przełęczy

#22
Zadowolony decyzją dziewczyny, obdarowałem ją łobuzowatym uśmiechem. Czernią oczu podążałem za spokojnie kroczącą Ethnenn, sam stojąc w miejscu, reagując dopiero przy posłyszeniu jej propozycji. Dostąpiłem prężnym ruchem do niej, bokiem potarłszy o jej bok.
— A więc ruszajmy, iskierko. — Przytaknąłem na jej sugestię, wszczynając wolną włóczęgę. Drugi szczyt był znacząco wyższy, ostrym wierzchołkiem dźgając białe obłoki. Biała pokrywa posłana była obszerniej niźli w przełęczy lub na skalnej półce, gdzie spoczywaliśmy. Ścieżyny były kręte, węższe i zapewne śliskie od chłodniejszej atmosfery. Ale przecież chcieliśmy kłopotów.
Oddalaliśmy się z wolna, schodząc ku dole, gdyż wspinaczkę na szczyt musieliśmy wszcząć od innego punktu, który znajdował się niżej. Boczne alternatywy były zbyt strome, że nawet najbardziej wygimnastykowany koziorożec popełniłby omyłkę.
— Jak się spało? — Zagabnąłem, zastygły kark rozkurczając kołysaniem łba na boczne strony, wreszcie odczuwając komfort. Wnet uszu na sztorc ustawiłem, gdy do nozdrzy dobył ten sam zapach niebezpieczeństwo co o świcie. Zatrzymałem się instynktownie, węsząc dociekliwie, jednakże przy drugim wzionięciu woń zniknęła. Co jest? Spojrzałem na Ethnenn, lekceważąco zamachnąwszy łbem.
— Coś mi się uroiło, nieważne. — Sprostowałem prędko, zastanawiając się nad wywołaniem tych omam. Podczas mrugnięcia mimo iż trwało sekundę, złośliwa wyobraźnia przywołała przeszły koszmar. Znowu stałem przed truchłami moich bliskich, czując swąd i świeżo rozbryzganą juchę. Dlaczego teraz pamiętam? Ignorować hardo próbowałem przytargane widmo przeszłości.
— Zanim dotrzemy na szczyt minie pół dnia. — Smacznie zaobserwowałem, mając nadzieję, że dziewczyny nie przepłoszy ten fakt. — Będzie też niebezpiecznie, droga wydaje się być zdradliwa.
Nosem wskazałem na wijącą się przed nami drożynę w górę, gdy pierwszy krok postawiliśmy na wąskiej ścieżce.
— Chyba, że moja Bogini się boi i rezygnuje. — Podsyciłem, żmijowym błyskiem na nią spoglądając.
Obrazek

Razu pewnego, na przełęczy

#23
Dokładnie zmierzyła okolicę wzrokiem, wypatrując ciekawszych miejsc czy ważniejszych punktów, dlatego też poczęła schodzić ze szczytu, lekko opóźniona w stosunku do Kraha. Wciąż znajdował się on w zasięgu słuchu i wzroku, ale Ruda samica ociągała się trochę przez ciągłe rozglądanie się. Początkowo pozostając w tyle, zrównała się z basiorem dopiero gdy zadał pytanie.
- Dziękuję, bardzo dobrze, całkiem wygodna z ciebie poduszka - zażartowała, by zauważyć, że coś rozproszyło uwagę samca. Nie czuła ani nie słyszała nic niepokojącego, podczas gdy jego wyraźnie coś trapiło. Ethnenn obserwowała chwilę basiora na przemian z otoczeniem, szukając przyczyny jego zbystrzenia, ale subtelnie tak by nie zauważył zmiany w jej zachowaniu. Ten jednak po chwili uznał, do czego się zresztą przyznał, że coś mu się przewidziało.
- Ciekawe wycieczki nie mogą trwać pięciu minut - odparła niezrażona wizją długiego marszu. Nie miała przecież ani konkretnego celu, ani terminów, droga wzywała, ale do wędrowca należała decyzja o tempie i kierunku podróży.
- A czegóż miała bym się bać, tego pagóreczka, czy ciebie - przybrała zadziorną minę odpowiadającą basiorowym zaczepkom.
Mimo jednak beztroskiej powierzchowności, zachowała trochę większą, niż zwykle czujność. Jeśli samiec się czegoś obawiał i coś mu groziło, wolała być na to przygotowana.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Razu pewnego, na przełęczy

#24
— Potrafię być bardzo użyteczny nocą. — Zaśmiałem się, kłów oblizawszy, kończąc chichot łobuzowatym błyśnięciem.
Przytaknięciem pyska zgodziłem się z dziewczyną, dokładając kilka słów.
— Ale najgorsze, że co dobre szybko się kończy. — Niezadowolony wykrzywiłem wargi, syknąwszy marudnie. Odpowiedź na jej odzywkę rozpocząłem śmiechem.
— Hah, i jedno i drugie może być niebezpieczne, Bogini. — Tyłem zawadziłem o jej tył, zderzywszy nasze uda. — Chodźmy szukać kłopotów. — Zamruczałem rozkosznie, cofnąwszy się, tym sposobem znajdując się za tyłem Ethnenn. Paszczęką podważyłem lekko jej ogon, puszczając ją przodem.
— Jak coś będę asekurować Cię. — Poinformowałem, czekając na pierwsze kroki dziewczyny.
Obrazek

Razu pewnego, na przełęczy

#25
- Zbyt wiele zastosowań, po za tą poduszką, to dla ciebie nie widzę - uniosła brew, szczerząc zęby w złośliwym uśmieszku, chwilę później kiwając głową na dalszą wypowiedź basiora, by zaraz dodać pogodnie - Tym bardziej cieszmy się chwilą
Była typową optymistką, przyzwyczajona do życia chwilą i nieoglądania się wstecz.
- No tak górom należy się doza respektu - puściła wilkowi oko, zarówno na szturchnięcie, jak i na jego słowa o niebezpieczeństwie i poszukiwaniu kłopotów. Polowania w górach, zawsze należały do najtrudniejszych, nigdy jednak jej to nie zniechęcało, czemu miała by bać się teraz.
- Ciebie zaś chyba bać się muszę, gdybyś się potknął, wtedy runiemy razem w dół - zadrwiła z Kraha, trzepnąwszy go lekko ogonem w nos, gdy ten snuł się za jej plecami.
- Ach ci mężczyźni, dzielnie asekurować mnie będzie, będąc na tyłach, gdy niebezpieczeństw spodziewać możemy się raczej od frontu - Teatralnie westchnęła i wesołym krokiem ruszyła przed siebie. Drobne kamyki przesuwały się z chrzęstem pod łapami i poruszone krokami wilczycy zsuwały się w dół zbocza. Nie patrzyła pod nogi, a wiecznie rozglądała się wokół chcąc dostrzec jak najwięcej interesujących rzeczy, jednocześnie na przemian kątem oka i uszami obserwując poczynania ciemnookiego. Gdy zbliżyli się do niższych partii góry, poza kamieniami zbocze usiane było niewielkimi drzewami i krzewinkami, a pośród ich gałęzi tętniło życie. Ptaki ćwierkały, szeleszcząc wesoło, zaś na kamieniach wygrzewały się jaszczurki.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Razu pewnego, na przełęczy

#26
Kłem chwost Ethnenn ukąsiłem, gdy cios wymierzała, chwilę przytrzymując ogon bury w czarnych szczęk ścisku. Pukielki rudawe w paszczy mej, drażniąco w podniebienie łechtały, przymusiwszy do zluźnienia chwytu. Ogon jej wyswobodziłem spomiędzy moich zębisk.
— Nie bierz mnie za takiego gamajdę! — Dopędziłem kroku, pyskowie na równi z jej biodrem zatrzymując. Kufą karą kulszę trąciłem, zburzywszy lekko balans jej, jednakże nie obaliwszy ciałka dziewczęcia. Psotnie zaskrzyłem uśmiechem, skronie uchyliwszy delikatnie w bok.
— Nie lękaj się upadku, Bogini. — Na tyły zawróciłem, pozbawiony miejsca przez zwężenie się drożyny stromej. Wielkości gruzu skałki skruszone, w dół się osuwały, lądując roztłuczone na doliny dnie twardym. Ostrożnie wymijałem przeszkody drobne, gawędząc dalej.
— Lepiej doszukuj się zagorkiń. Według legend pewnych krainy te boginki skrywają się w górskich pustkowiach i potrafią być wyjątkowo nieprzyjemne.
Łbiskiem kręcąc, zaśmiałem się, wieńcząc ostrzeżenie odnośnie wspomnianych wił, wyimaginowanych przez pradawnych.
— Widząc kogoś taką urodą jak Bogini, mogą być nieco zawistne. — Dopowiedziałem żartobliwie, wspinając się hardo wzwyż. Pazury wrażałem stalowo w kamienną posadzkę, rozłupawszy szponami nieznacząco jej powierzchnię. Brudnoszary pył wzniecany stąpnięciami na pazurach osadzał się, momentami paląc złośliwie w oczy.
Obrazek

Razu pewnego, na przełęczy

#27
Na lekko obruszoną reakcję Kraha zaśmiała się tylko, by kontynuować niewzruszenie marsz i przekomarzankę z samcem.
- Rusałek i wił to chyba nie mi się należy obawiać. W swym kaprysie mogą nad złośliwość, upodobania swoje postawić, a z tego co wiem to raczej w młodych chłopcach gustują, więc ty uważaj Brunecie, byś się gdzieś w zgubny pląs nie uwikłał - żartowała z zaczepiającym ją co chwila czarnym basiorem. Ciemnooki był jedyny w swym rodzaju, zadziorny i pocieszny niby szczeniak, będąc jednocześnie doświadczonym włóczęgą. Połączenie takie pomagało oderwać się rudej od monotonii codzienności, działając wyjątkowo kojąco w porównaniu z ciągłym uważaniem na swoje zachowanie, podczas spotkań z przedstawicielami wilczego rodzaju. Tak, wbrew pozorom Ethnenn starała się kontrolować podczas spotkań z wilkami, nawet jeśli one tego jakoś nie dostrzegały.
Schodziła przeciwną stroną niż wspinali się na szczyt, by cały czas mieć w polu widzenia cel wędrówki. Dopiero dotarłszy w niższą część stoku, na który wspinali się minionego dnia, wilczyca dostrzegła wąski przesmyk, którym można by przedostać się na wcześniej wypatrzoną przez Kraha stromą ścieżynę prowadzącą w górę bliźniaczego wierchu. Kpić sobie mogli do woli, ale należało uczciwie przyznać, że wczorajszy spacerek był dziecinną igraszką, w porównaniu z szykującą się właśnie wspinaczką. Wilczyca zatrzymała się na chwilę w milczeniu, dokładnie oceniając wzrokiem drogę, którą właśnie mieli zamiar podążać.
Pierwszy etap, po za znacznie ostrzejszym kątem dążącym w stronę nieba, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Raz gęściej, raz rzadziej rosnące drzewa oraz większe głazy przecinały stok, mogąc w razie potrzeby stanowić doskonałe oparcie lub asekurację podczas wędrówki. Na tym odcinku, nie potrzebowali drogi, można było kluczyć pomiędzy tymi przeszkodami, wybierając co wygodniejsze fragmenty trasy. Ciekawie zaczynało się robić dopiero wyżej, gdzie drzewa już nie dawały sobie rady, a i krzewinek było z każdym metrem coraz mniej. Tam zdecydowanie lepiej było by skorzystać z wydeptanego szlaku. Dróżka była jednak wąska i kręta, pokryta jeszcze większą ilością gruzu i luźnych kamieni, niż ta którą tu dotarli. Tam zaś gdzie pozbawiona była osuwisk, porastały ją mchy i porosty, które chętnie łudziły tych nieostrożnych, swoją puszystą zielenią i żółcią, naprawdę stanowiąc śliskie i bardziej podstępne podłoże niż w miarę przewidywalne kamienie. To zaś był jedynie niewielki przedsmak utrudnień.
Górski trakt co jakiś czas po za samym zakręcaniem, potrafił urwać się w najmniej oczekiwanym momencie, by na nowo rozpocząć wicie się dalszą smugą dopiero gdzieś wyżej na jakiejś skalnej półce, lub zostać rozerwany przez głęboką pionową rozpadlinę, stanowiąc przeszkody, które ominęła by niejedna kozica. Wszystko to udało się Ethnenn dostrzec z dołu, a ile niebezpiecznych niespodzianek czekało z ujawnieniem się, na moment gdy będą na trasie, tego mogła się jedynie domyślać.
- Będzie ciekawie, ruszajmy - skończywszy ocenę i plan podróży, szepnęła zadziornie, trochę do Kraha, trochę do siebie, po czym z werwą ruszyła przez przesmyk. Jedno trzeba było przyznać, lęk wysokości nie wpisywał się w słabości Ethnenn, gdyż przemknęła z lekkością niepasującą do jej gabarytu, równym i szybkim kłusem, po wąskim nadziemnym dukcie, stawiając łapy rzędem za sobą, gdyż w innym wypadku natrafiła by nie na podłoże, a powietrze. Kamienie z nieprzyjemnymi chrupnięciami co chwila leciały w dół, zupełnie nie zaprzątając uwagi sezamowej, która będąc już po drugiej stronie odwróciła się wesoło, wzrokiem szukając jak radzi sobie jej towarzysz.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron