Razu pewnego, na przełęczy

#11
- W takim razie i ja na to liczę - odparła z łagodnym uśmiechem, adekwatnym do tonu Kraha, jakby chciała mu dodać otuchy, gdy podświadomie czuła, że nie był to wygodny dla samca temat. W głowie Ethnenn utkała się myśl, że samiec wyraźnie przed czymś uciekał. Prawdopodobnie nie dosłownie unikał pogoni, co starał się uciec od minionych dni. Nie śmiała by jednak pytać, nie była też dość ciekawska, w końcu każdy miał mniejsze lub większe demony przeszłości i koszmary budzące go w nocy, kim więc była, by wchodzić z pazurami w cudze życie. Dlatego też i nie zastanawiała się długo nad wypowiedzą i niedopowiedzeniami ciemnookiego, akceptując tę wersję Kraha, którą basior jej pokazywał. Też tym weselej powitała zmianę tematu i powrót samca do nonszalanckiej postawy.
- No proszę, to mi się klejnot wśród kłopotów skrył. Rzadko kiedy ktoś zna dawne bóstwa - Ethnenn odezwała się wesoło, nie kryjąc uznania wobec wiedzy Kraha, gdyż znajomość dawnych władców okazała się miłą niespodzianką dla wilczycy. Lekko rozbawiona, zignorowała wolny okrąg samca, a gdy basior ulokował się u jej boku powiodła wzrokiem na horyzont, który zaczynał się mienić odcieniami pomarańczu i złota. Nawet nie wiedziała kiedy ten czas minął i słońce zbliżyło się do do końca swoich rządów, feerią barw rozświetlając kamienne stoki.
- Z przyjemnością - przytaknęła patrząc w ciemne ślepia, łobuzersko rzucające wyzwanie światu. Oczywiście, że się zgodziła. Niedługo pewnie pożegnają się i każde ruszy swoją drogą, czemu więc nie pocieszyć się miłym towarzystwem podczas wędrówki w tej malowniczej okolicy. Otarła się swoim barkiem o czarną łopatkę Kraha, wyprzedzając go o jakieś dwa kroki, po czym lekko odwracając głowę łypnęła zawadiacko kątem oka, obserwując basiora.
- Prowadź więc.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Razu pewnego, na przełęczy

#12
Gdy otarła się o mnie powiodłem łakomym spojrzeniem za jej kształtem. Ochoczość wadery i zgodzenie się na moją propozycję roznamiętniły uczucie wspólnej wędrówki i zasmakowania przygody, kłopotów.
— Tutaj z tyłu mam dobry widok. — Wzruszyłem figlarnie brwiami, szczerząc złośliwie paszczękę, wiedząc, że dziewczyna pochwyci żart. Za chwilę jednakże doskoczyłem do przodu, równając krok z Ethnenn. Puszystym chwostem musnąłem ją, następnie owinąwszy nasze ogony w krótkim tańcu, aby za chwilę rozłączyć chwosty. Nie spojrzałem na nią, hardo mierząc wejrzeniem panoramę dłużącą się przed nami, jednakże uśmiechałem się podstępnie niczym chytre lisisko.
— A więc, Ethnenn, wiewióreczko. — Zacząłem mruczeniem, przeniósłszy na nią ślepia. — Jak myślisz gdzie powinniśmy się udać?
Przystanąłem, rozglądając się koliście. Przed nami wiły się trzy drożyny — dwie z nich dosyć proste, mało wyboiste, za to trzecia kręta, wodzona w górę. Za chwilę podszczypnąłem jej grzywę, zaraz nad obrożą, ruszając w kierunku ścieżyny trzeciej, tym sposobem decydując przed Ethnenn. Wędrowałem u jej boku, spoglądając jak karmazyn nieba spowija krainę.
— Mam nadzieję, że nigdzie Ci nie śpieszno, moja Bogini. Chciałbym jeszcze spędzić nieco czasu z Tobą.
Zaskomlałem z teatralnym przejęciem, pokładając uszy. Oczęta czarniawe zalśniły błagalnie. Każdemu dobrze znany manewr szczenięcych oczu.
Obrazek

Razu pewnego, na przełęczy

#13
Parsknęła na żart basiora, w przerysowany sposób wywracając ślepiami.
Ten jednak szybko zrównał się z waderą i wędrowali spokojnie, bok w bok, ciesząc się beztroska chwilą. Czas mijał jakby gdzieś z boku, a otaczające ich górskie grzbiety zdawały się otulać podróżników niby dwie dłonie, chroniąc ich przed otaczającym światem. W miarę jak wilki się przemieszczały, góry zdawały się być coraz wyższe, zamykając ich w uścisku, który mimo swojego majestatu wydawał się być przyjazny błąkającym się włóczęgom.
Gdy dotarli do rozdroży, oblicze basiora rozjaśnił uśmiech godny najprzedniejszego rozrabiaki. Niby Krah spytał ją o drogę, by potem samemu wybrać tę stromą, krętą i prowadzącą na samą górę, jakby czytając w myślach wadery.
Czego basior by nie uczynił, bawił wilczycę, która co i rusz znajdowała nowe epitety dla bruneta, aktualnie na czoło wybiło się bezczelny aktor-manipulant, najpierw śmiał skubnąć ją w kark, wskazując upatrzoną ścieżkę, niby bos jakiś, by potem przybierać minę proszącego szczenięcia. „Osz ty poczekaj” żartobliwie pomyślała wilczyca, zobaczymy czy tylko w słowach jesteś mocny. Szukała w głowie jakiejś ciekawej opcji i wtedy Ethnenn olśniło.
- Puki księżyc nie zajdzie nigdzie się nie spieszę - powiedziała słodko, jak na nią samą zdecydowanie zbyt słodko - No może tylko na górę - dodała z nienacka, wybijając się z miejsca by przeskoczyć samca. Musnęła grzbiet basiora łapami, przelatując nad nim i pognała w górę ścieżki, lukając z nad barku czy Krah da radę galopować po tak trudnej trasie, w końcu wiedziała, że lekko utykał na tylna łapę.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Razu pewnego, na przełęczy

#14
Energicznie łbem kołysałem przecząco, nie zgadzając się na odpowiedź Ethnenn.
— Bogini Księżyca opuści mnie akurat wtedy kiedy lśnić powinna najbardziej, ho nie-nie! — Raz jeszcze pokręciłem skronią.
— W nocy dzieje się najwięcej! — Dopowiedziałem ciszej, wiedząc o dwuznaczności mojej wypowiedzi, jednakże nie łuszcząc jej znaczenia. Uchyliłem łba gdy spostrzegłem rączy sus samicy, goniąc za nią prędko spojrzeniem. Zaśmiałem się pod nosem, kłem zabłysnąwszy, ruszając cwałem za umykającą śmigle samicą. Nie uciekniesz mi, złośnico. Przyśpieszyłem, znacząco nadganiając uciekającą rudą, wreszcie kłem usiłując o pochwycenie jej falującego w biegu ogona, jednakże chybiłem. Zebrałem sił więcej, śpieszniej biegnąc, ażeby wyrównać pęd dziewczyny. Wreszcie dobiegając na równię z nią, bokiem otarłem o jej bok, bez ustanku gnając. Ponowiłem czyn, wreszcie zręcznie wygiąwszy się tak aby Ethnenn spowolnić, później pociągnąwszy ją w moim kierunku. Upadłem pierwszy, jej ciężar przyjmując na swoje ciało. Zaśmiałem się poweselały, utrzymując jej ciałko na moim boku, w ten sposób amortyzując jej bolące zderzenie z ziemią. Dopiero po chwili dotarł do mnie mój błąd gdyż opadłem na zranioną łapę, czując teraz szczypiący ból. Mimo wszystko zignorowałem dokuczliwy ból, spoglądając łobuzersko na nią.
— Świadomość, że możesz mi umknąć i stać się nieosiągalna sprawia, że lubię Cię jeszcze bardziej, Bogini.
Podparłem się okaleczoną łapą, sprawiając, że Ethnenn miała łatwiej żeby wstać.
Obrazek

Razu pewnego, na przełęczy

#15
Słońce powoli kryło się za linią drzew na horyzoncie, będąc już znacznie poniżej górskich grzbietów. Niebo wciąż przetykane ognistymi pomarańczami i różami okrywało się nocnym granatem, uwidaczniając pierwsze lśniące punkciki gwiazd. Pędziła wąską drożyną, mocno orząc pazurami niepewne kamieniste podłoże. Trasa była ciężka i niebezpieczna, dwójce drapieżników to jednak nie przeszkadzało. Ethnenn początkowo rozważała ulgowe potraktowanie Kraha, ten jednak wyraźnie zmotywowany, wcale nie przejmował się kulawizną, rwąc raźno za nią. Ba nie tylko ścigając się, ale w swej arogancji, starając się złapać wilczycę. Szalona gonitwa trwała dobrą chwilę, gdy w końcu basior uzyskał oczekiwany efekt. Sprytnie podciął rudą waderę, w pędzie upadku pociągając ją na siebie. Akcja faktycznie zaskoczyła wilczycę, ale też gdy zorientowała się co się właśnie dzieje, nie walczyła, by nie ukrzywdzić samca. Rąbnęli z impetem na kamienie, dobrze, że od upadku w dół zbocza, chroniła ich skalna ściana, bo rozpędem wywrotki, przywitali by matkę ziemię pewnie po raz ostatni.
- Rozbójnik rycerski do bólu, swojego - zadrwiła wilczyca, tłumiąc śmiech i uspokajając oddech po forsownym biegu. Zgramoliła się z czarnego cielska, chwytając jednocześnie Kraha, niczym szczeniaka za skórę na karku, ciągnąc delikatnie i w ten sposób pomagając mu wstać.
- Choć łobuzie, zanim przegapimy najpiękniejszy widok tej nocy - na szczyt zostało im raptem kilka metrów i jeśli by się pospieszyli, mieli by najlepszy widok w okolicy, na srebrnego księcia nocy obejmującego władanie nad krainą na następne godziny. Teraz mówiła całkiem poważnie, bez żartów, ponieważ widok ukazującego się na niebie księżyca w pełni, zapierał wilczycy dech i za wszelką cenę chciała to zobaczyć. Wdrapała się ostatni kawałek, licząc, że Krah podąży za nią i stanęła oczarowana. Na tej wysokości, zdawało się jakby mogli dotknąć jasnej tarczy, ta zaś jawiła się być znacznie większą niż gdy była widziana z ziemi. Nie drgnęła, wpatrzona magiczny blask, gdy chłodny wiatr delikatnie zawodził, smagając wilczą sierść.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Razu pewnego, na przełęczy

#16
Poczułem lekkie ukłucie na grzbiecie, podnosząc się przy pomocy Ethnenn. Otrzepałem się, sczyściwszy sierść z osadzonego na niej piachu oraz drobnych kamyków. Posłusznie i rześko ruszyłem na grzbiet góry, który rozpłomieniony był srebrem księżyca. Połysk był intensywny, skrzący się na tle granatu nieba, który udekorowany był migoczącymi gwiazdami, rozrzuconymi po całej pościeli nocnej. Ethnenn na szczyt dobrnęła pierwsza, stojąc po samym środku kolistego srebra. Wyglądała zjawiskowo. Nimfa nocna, której oblicze olśniewało bardziej niźli wzbity księżyc. Z wolna doszedłem do niej, ułożywszy się na skalnej ziemi. Mroźny wicherek spowił moje włosie, jednakże nie wzbudziwszy najmniejszego drgnięcia gdyż do zimna byłem przystosowany.
— Ten widok od zawsze mnie uspokajał. — Szepnąłem, czarność ślepi wkłuwszy w srebrzysty księżyc. — A będąc w towarzystwie Bogini tego zjawiska jest jeszcze bardziej satysfakcjonująca.
Dopowiedziałem, wzrokiem opatuliwszy teraz samicę.
Obrazek

Razu pewnego, na przełęczy

#17
Nawet nie patrząc wyczuła jak Krah dołączył do niej na grani. Przez chwilkę trwali w milczeniu, gdy basior odezwał się szeptem, jakby nie chcąc zakłócić niesamowitej nocy. Skinęła czarnemu głową. Ona co prawda ilekroć patrzyła na księżyc czuła niewysłowioną tęsknotę, jakąś dziwną pustkę. Nie musiała jednak opowiadać o tym ani negować słów nowego znajomego, tym bardziej, że tutejszy księżyc zdawał się być innym niż ten w jej dawnym domu. Dziś patrzyła w srebrne światło, które w oczach rudej wilczycy wyglądało, jakby wyciągało do niej swoje ramiona, niby witając Ethnenn po długiej rozłące.
- Raczej jej nędzną namiastkę - odparła szczerze na drugą część wypowiedzi basiora, to co wpadło jej do głowy. Nie mówiła z żalem czy rozgoryczeniem, a zwyczajnie spokojnie stwierdzała fakt - Wyobrażasz sobie, że tyle czasu żyłam w niewiedzy, podczas, gdy coś tak niesamowitego, nie zmąconego było tu przez cały czas - uśmiechnęła się łagodnie do wilka, kładąc się przy jego boku. Oparła łeb na przednich łapach, przymykając oczy, ciągle patrząc na księżyc. O dziwo po raz pierwszy nie czuła tęsknoty, podczas gdy dziwny wewnętrzny niepokój towarzyszył jej od zawsze, coś szarpało jej duszę, coś jakby wołając w nieznane i zew który usłyszała podczas feralnego polowania, był jedynie ucieleśnieniem wewnętrznego głosu, ostatnią kroplą przepełniającą puchar. Tego wieczora wreszcie, patrząc na księżyc, rzeczywiście czuła spokój. Otoczyła ogonem tylne łapy, wtulając łeb w czarną sierść Krahowego boku i zamknęła oczy. Pełnia dała wilczycy wewnętrzny pokój, czarne futro przypominało poczucie bezpieczeństwa z czasów dzieciństwa, było jak wspomnienie domu. Nie liczyło się, że czarny wilk w niczym nie przypominał jej braci i że zapach był nie ten. Zatopiła się na chwilę w tej krótkiej ułudzie, zapominając o zmartwieniach jutrzejszego dnia, który nie wiadomo jaką walkę mógł przynieść. Po kilku głębokich oddechach zasnęła niewzruszonym snem zmęczonego szczenięcia, oczywiście bez szczekania i machania łapami, za to lekko pochrapując.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Razu pewnego, na przełęczy

#18
Poczułem emanujące z bocznej strony ciepło, które promieniowało od Rudej, gdy ułożyła się nieopodal mnie, niemalże muskając ciałem moje ciało. Czernią spojrzałem na nią, spostrzegłszy iż ułożyła burą paszczkę na wyścibionych, przednich łapach. Wejrzenie miała senne, a gdy utuliła chwostem swoje nóżki, wiedziałem, że pokłada się do snu. Nieoczekiwanie pyszczek wtuliła we mnie, oczy zamknąwszy. Spoglądałem na nią z zarysem lekkiego uśmiechu, urzeczony słodyczą i teraz bezbronnością samicy. Poczułem ciepło w samym środku serca, które wywołane było szybkim zaufaniem Ethnenn. Od wieków nie odczułem tak błogiego czułości, jaką doświadczyłem podczas tych kilku godzin od napotkania wilczycy. Ja zaś nie posnąłem prędko, opromieniony srebrem, obserwowałem krainę, czuwałem — zlękniony tym, że ktoś może odebrać mi beztroski stan.
Drzemałem dopiero o świcie, zbudziwszy się mimo wszystko przed Boginią. Z wolna wzniosłem się z leżu, ostrożnie wykonując każdy ruch ażeby nie zbudziwszy śpiącej dziewczyny. Zbliżyłem się krawędzi góry, łypnąwszy oczyma koliście. Lekki szron osadził się po krainie, migocząc w subtelnym świetle Słońca. Wzionąłem chłodny, poranny eter, węsząc ostrzegającą woń. Zdublowałem czyn, jednakże zapach zniknął. Może to paranoja? Kilka jeszcze razy usiłowałem wychwycić woń, jednakże nieefektownie. Przodem zwróciłem się do samicy, zbliżywszy kilka kroków. Nie miałem sumienia jej budzić, toteż z powrotem ułożyłem się u jej boku, wyczekując.
Obrazek

Razu pewnego, na przełęczy

#19
Słyszała jak Krah wstał, wraz z budzącym się słońcem, ale nie drgnęła, obserwując go z pod przymkniętych powiek, ciekawa dalszych poczynań wilka. Ten jednak wrócił na swoje miejsce, cierpliwie czekając jej przebudzenia. Kilka chwil jeszcze poleżała, dając czas ciału by powróciło z krainy marzeń. Dawno nie spała tak dobrze, postanowiła więc jeszcze trochę pocieszyć się relaksem. Słońce poczęło wspinać się ponad korony drzew, gdy zdecydowała, że jest gotowa otworzyć ślepia. Mrugnęła kilka razy by do ostatka rozproszyć sen, który mimo długiego czasu na odejście, wciąż jeszcze plątał się przy waderze. Ziewnęła głośno i przeciągnęła się dokładnie, napinając mięśnie zastałe od spania na kamieniach i chłodnej górskiej nocy, po czym usiadła na przeciw Kraha. Widok i za dania był niesamowity. W dole piękna dolina skrząca się rosą w jasnych promieniach słońca i bliźniaczy szczyt na przeciw, który wciąż jeszcze w dużej mierze był okryty wędrującymi cieniami.
- Dzień dobry - przywitała go swoim standardowym uśmiechem - Byłam przekonana, że nocą się ulotnisz - zażartowała. Faktycznie zastanawiała się, obserwując basiora czy czarny odejdzie, czy może zostanie, okazało się, że postanowił pozostać.
- Jakie plany masz na dziś ? - zagaiła, czas jej było ruszać w dalszą drogę, ale cóż szkodziło jeszcze moment pogadać

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Razu pewnego, na przełęczy

#20
Spostrzegłszy zbudzoną dziewczynę, promiennie uśmiechnąłem się, mrugnąwszy doń oczkiem. Posłyszawszy jej podejrzenie o moim, nocnym umknięciu zaśmiałem się nerwowo.
— Też tak myślałem. — Przyznałem się z zagryzioną wargą, śmiejąc się potulnie. — Ale twój urok zmienił moje zdanie.
To prawda, Ethnenn mnie przynęcała swoją osobą, mimo żelaznej reguły, tutaj nagiąłem zasady, w podświadomości wiedząc, że jeżeli i dzisiejszej nocy będziemy razem to rankiem jej nie opuszczę. Te dziwne uczucie beztroski, czułem się jak w domu, mimo, że samica nie przypominała mi nikogo z przeszłości. Ta lekkość w rozmowie, żadnych barier.
— Mam nadzieję, że takie jak twoje. — Odpowiedziałem, obchodząc dziewczynę tak samo jak wczorajszego południa. Zatrzymałem się naraz, łba przekrzywiwszy w boczną stronę.
— Chyba, że to już ten czas żeby się pożegnać. Ty decydujesz Bogini. Daj mi Cię chociaż gdzieś odprowadzić, bo nie nasyciłem się jeszcze twoją obecnością.
Lekko kołysałem barkami niczym w porywie spokojnej melodii.
Obrazek

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron