Czasem słońce, czasem deszcz

#11
- Nie przepraszaj, nie ma przecież twojej winy. Ty się wystraszyłaś, ja się wystraszyłam, ogólnie śmiesznie wyszło - żartowała z przezabawnego według niej nieporozumienia. Skończywszy zdanie Eth obserwowała chwilę srebrną waderę, w ciszy zbierając informacje o nowej znajomej. Fiołkowooka pachniała kilkoma różnymi wilkami, czyli pewnie żyła w jakiejś tutejszej grupie. Dodatkowo w zapachu była nuta wiatru z tutejszych okolic, czyli musiała żyć gdzieś niedaleko. Nowo-poznana również milczała, ale Eth uznała, że wstrzyma się jeszcze chwilę z gadulstwem, widząc jak Thaisis pomalutku się ośmiela.
Milczeniem sezamowa chciała dać szarawej trochę przestrzeni, by swobodniej włączyła się do dyskusji. Nie musiała długo czekać, wyraźnie jakaś myśl zaświtała w umyśle Thai, która momentalnie się ożywiła.
- Niestety nie - nie mając wyboru ruda musiała rozwiać nadzieje Thaisis, chociaż bardzo by chciała odpowiedzieć twierdząco, widząc jak mająca nadejść odpowiedź na postawione pytanie interesowała rozmówczynię - Nawet nie wiem jak tu trafiłam - zamerdała kitą, próbując załagodzić możliwe rozczarowanie - W zasadzie to tym razem wiem - zrobiła zakłopotaną minę plącząc się odrobinę - Spotkałam tutaj takiego jednego wilka, zagadaliśmy się, potem każdy ruszył w swoją stronę, a po chwili przypomniałam sobie, że zapomniałam pozwiedzać, więc szybko wróciłam - sprostowała swoją historię ruda - Ale za pierwszym razem zupełnie nie wiem jak się tu znalazłam. Zaczęłam podróż wzdłuż rzeki, trochę szłam i tak jakoś wyszło. - opowiadała ze śmiechem
- Chwilowo nie mieszkam nigdzie, tak sobie chodzę poznając tą krainę - znów musiała rozczarować rozmówczynię - Ale ty chyba jesteś stąd ? - zapytała przyjaźnie.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Czasem słońce, czasem deszcz

#12
Beżowa postanowiła wziąć sobie do serca słowa rozmówczyni i w miarę możliwości nie myśleć już o okolicznościach niedawnego zajścia, zamiast tego poświęcając całą swoją uwagę aktualnej rozmowie. Jej przebieg jednak szybko ostudził zapał Thai, bo oto właśnie okazało się, że napotkana wadera raczej nie będzie w stanie pomóc w odnalezieniu nowego, obfitego w przydatne roślinki miejsca gdzieś blisko...
- Rozumiem... - westchnęła, spoglądając kątem oka na swoje ostatnie zbiory, które nadal leżały na kępce bladozielonej trawy. Jednak gdy Eth wspomniała o innym wilku napotkanym w tym miejscu, mimowolnie, po raz kolejny powróciła do niej wzrokiem. Co tutaj przyciąga te wszystkie osobniki? - wspomnienia, podrzuciły jej obrazy z poprzedniej wizyty na rozlewisku - wtedy też natknęła się na innych przedstawicieli swojego gatunku. Naprawdę nie potrafiła sobie wyobrazić, że może być tutaj coś godnego uwagi, oprócz ziół. Widziała tu tylko niebezpieczne bagna... i do tego ten okropny, wszechobecny zapach rozkładającego się drewna - brr.
- Emm... tak - odpowiedziała na pytanie, nieco zakłopotana. Miała wrażenie, że powinna skłamać, żeby nie narażać watahy, ale było już za późno. W końcu, nie miała zamiaru od razu zaciągać sezamowej na wysepkę, prawda? Samo zdradzenie informacji o tym, że gdzieś w pobliżu znajduje się jakaś grupa, nie musiało się okazać od razu tragiczne w skutkach. Tym bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że idąc w stronę jeziora, tamta z pewnością wyczułaby zapach stada... Z resztą, nie powiedziała przecież nic Cieniach! - Och, miała wrażenie, że za bardzo to wszystko roztrząsa.
Thai tak naprawdę nigdy nie musiała zastanawiać się nad tego typu sprawami. Co może zdradzić, co nie ... nie chciała niczego zepsuć, ani powiedzieć za dużo. Stad właśnie wzięły się wcześniejsze wątpliwości, nawet w tak pozornie błahej sprawie.
- Mieszkam niedaleko. - dodała, mając szczerą nadzieję, że rozmówczyni nie zechce poznać bardziej szczegółowych informacji.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Czasem słońce, czasem deszcz

#13
-Tak myślałam - uśmiechnęła się. - To dobrze, w razie potrzeby masz blisko do domu - zamerdała pociesznie kitą. - Bo wiesz, nie chcę Cię straszyć, ale różne typki się kręcą, a wyglądasz mi na kogoś, kto raczej woli unikać kłopotów.
Zdecydowanie nie chciała straszyć fiołkowookiej, ale wspominając o „Kwiatku”, którego spotkała, w umyśle rudej zapaliła się ostrzegawcza lampka. Niby całe spotkanie było dość konstruktywne, jeśli można to tak nazwać i zakończyło się szczęśliwie, czyli wszyscy przeżyli. Eth jednak obawiała się jak ciemny basior zareagował by na Thai. Miała niepokojące wrażenie, że dużo by zależało od jego kaprysu, lepiej więc by szarawa wiedziała, że bezpieczniej nie zapuszczać się za daleko samej.
- Czy pytałaś z jakiegoś konkretnego powodu, czy jestem stąd ? - przechyliła głowę patrząc na Thaisis, może będzie mogła w jakiś inny sposób pomóc. Po chwili Eth otrzepała lekko głowę, która wciąż była mokra. Przez wilgotne powietrze, zamoczona sierść nie specjalnie chciała wysychać.
W trakcie rozmowy, niebo poczęło zasnuwać się ciemnogranatowymi chmurami, a w tle dało się słyszeć cichutkie burczenie. Obu zmian jednak sezamowa nie zauważyła, zbyt zaaferowana rozmową z nowo-poznaną waderą.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Czasem słońce, czasem deszcz

#14
- Wiem o tym. Nie chciałam iść sama. Po prostu ... wszyscy byli zajęci ... - "A odważyłaś się kogokolwiek zapytać czy pójdzie z tobą?" - to znaczy... wyglądali na zajętych... - gdy wypowiedziała te słowa, jej uszy odchyliły się lekko do tyłu - Już raz natknęłam się na takich o których mówisz, a właściwie... to oni pod moją nieobecność przywłaszczyli sobie jamę w której wcześniej nocowałam. - sama nie była do końca pewna, dlaczego jej to opowiada. Ethnenn w końcu wiedziała już o potencjalnym niebezpieczeństwie, czyż nie? - Ledwo dałam radę wtedy uciec, do t-tej pory nie mam pojęcia jak mi się to udało... - wspomnienie niskiego warkotu czającego się w mroku Elodara nadal wywoływało u Thaisis dreszcze. Ciężko było jej sobie w tym momencie wyobrazić dźwięk bardziej przerażający od tamtego. Na swoje nieszczęście, właśnie w tym momencie dosłyszała odległe burczenie, zwiastujące zmianę pogody. Momentalnie obejrzała się za siebie, patrząc w stronę z której - jak jej się wydawało - dobiegł niepokojący odgłos. Szybko jednak pojęła swoją pomyłkę i biorąc głęboki, uspokajający oddech zwróciła się znów w stronę rozmówczyni, która najwyraźniej podczas swojej wędrówki, także spotkała grupę niedoszłych oprawców beżowej lub po prostu jakichś innych podejrzanych osobników. - Też się na kogoś takiego natknęłaś? - dopytała. Być może było tu takich więcej - musiała to wiedzieć.
Tym razem słysząc pytanie, nie zawahała się co do odpowiedzi. - Tak, myślałam, że może poleciłabyś mi jakieś miejsce do zbierania ziół, gdzieś tak w miarę blisko... - niemal od razu pożałowała swoich słów. Łatwo dało się z tego wszystkiego wywnioskować, że albo jest tu od niedawna, albo zwyczajnie nie zna okolicy w której mieszka, co, poza tym, że mogło wydać się odrobinę osobliwe, nie stawiało beżowej w dobrym położeniu, jeśli byłaby zmuszona do nagłej ucieczki. Westchnęła ciężko, zastanawiając się jak szybko przyjdzie jej zapłacić za tą nieostrożność. Starała się - to prawda, lecz rozmowa z tą konkretną waderą, szła jej trochę za swobodnie, co znacznie utrudniało utrzymywanie czegokolwiek w sekrecie.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Czasem słońce, czasem deszcz

#15
- Całe szczęście - uśmiechnęła się ruda, próbując dodać Thaisis trochę otuchy. Młoda wadera wyglądała na istotę, która strasznie się wszystkim przejmuje, więc Eth próbowała ją więc trochę zrelaksować, nawet jeśli opowiadanie o potencjalnie niebezpiecznych wilkach, nie było najlepszym sposobem. - Tak. Ten co prawda był jeden i też szukał ziół, ale mimo, że nie miał wsparcia, to chyba lepiej by było nie spotkać się z nim sam na sam. Uważaj na siebie więc i nie zastygaj w bezruchu, jak ktoś cię chce dopaść - puściła do szarawej oko - Tylko wiej ile sił w łapach - uśmiechnęła się pogodnie. Zupełnie nie chciała ubliżyć miłej fiołkowookiej waderze. Polubiła ją od pierwszego spotkania i zwyczajnie, nawet jeśli były dla siebie obce, to zaczęła troszczyć się o nią, tak jak to miała w zwyczaju gdy do kogoś czuła sympatię.
- Jeśli chcesz mogę ci potowarzyszyć i pokręcimy się po okolicy szukając zielska, a potem każda pójdzie ... - Nie zdążyła jednak skończyć swojej wypowiedzi, gdyż nadciągnęła ciemno granatowa chmura, z której w ułamkach sekund lunęło jak z cebra do wtóru grzmotu i przecinającej niebo błyskawicy.
- Aj ! - krzyknęła tylko sezamowa wadera, przypadając plackiem do ziemi, mimo ulewnego deszczu. Ruszyła się dopiero po chwili, by wcisnąć się w zdecydowanie za ciasną na niej dziuplę pod zwalonym drzewem. Z kryjówki wystawał trochę zad, ale głowa była bezpiecznie wtulona w mulistą niszę. Sama wilczyca zaś trzęsła się jak osika, podrygując na każdy kolejny huk gromu.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Czasem słońce, czasem deszcz

#16
Grzmoty, grzmoty i zapach stęchlizny. To wszystko wprawiało Muuajiego w trochę lepszy niż zazwyczaj humor. Kruki bacznie go pilnowały, służąc za jego małą świtę, czy jak sam żartował w myślach - gwardię. Samotna kropla spadła na kufę wilka, spływając szybko i chaotycznie, by po chwili zetknąć się z ziemią. Zostawiła po sobie tylko szlaczek na futrze. Jednak kropli przybywało, lekką sącząc się z nieba. Usłyszał z daleka rozmowę. Po tonach głosów, ich barwie, wywnioskował, że muszą być to dwie samice. Jako, że niezbyt miał co robić, a poszukiwania Ven dalej trwały, postanowił i tutaj spróbować czegoś się wywiedzieć. Następnie, stwierdził, że powinien zarżnąć jakąś istotkę, by ofiarować krew Wilkowi. Był wpatrzony w Bóstwo jak w obrazek. Widział w nim tego, który jest nieomylny i jego droga jest tą słuszną. Nic nie mogło zmienić jego zdania.
Przystanął między drzewami, skryty w cieniu i deszczu, wpatrując się w dwie samice. Jedna, była imponująco... masywna. Druga zaś, dziwnie znajoma. Ciężko to opisać, ale wydawałoby się, że już ją spotkał. Zmrużył więc oczy, które rozbłysły białym światłem na ułamek sekundy. - Kuruka - wyszeptał, a dwa kruki przeleciały między waderami, by następnie usiąść na gałęzi nieopodal, wpatrując się w każdą z osobna.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Czasem słońce, czasem deszcz

#17
Zaśmiała się słysząc porady Ethnenn. - Postaram się. - odpowiedziała pogodnie. Dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że to co wtedy odstawiła było skrajnie głupie, ale ciężko jej było przewidzieć swoją reakcję w takich sytuacjach. Właściwie, cieszyła się, że tym razem nie uciekła. Może i to wszystko kosztowało szarawą trochę nerwów, ale koniec końców zakończyło się dobrze, plus, zyskała nową znajomą, która dla odmiany nie chciała jej zagryźć ani przegonić. Słysząc propozycję, od razu wstała podekscytowana, a jej ogon zaczął się lekko kołysać. Nie dane było jej jednak odpowiedzieć - a sezamowej dokończyć, bo oto nagle lunął deszcz. Nie zrobiłoby to na Thai jakiegoś wielkiego wrażenia, gdyby nie niespodziewany grzmot, który dało się dosłyszeć zaledwie chwilę później. Wadera wzdrygnęła się, z przestrachem uginając nieco łapy, lecz już po chwili dotarło do niej co to właściwie było. Odetchnęła głęboko, spoglądając w niebo.
- Nawet nie zauważyłam kiedy się zachmurzyło. - stwierdziła, po chwili przenosząc wzrok na ubłoconą waderę, która... zniknęła. Dostrzegła ją nieco dalej, gdy wczołgiwała się do niewielkiej - chyba lisiej - jamy. Fiołkowooka przekrzywiła lekko głowę, przyglądając się jej przez chwilę z wyraźnie widocznym zaskoczeniem, aż w końcu podeszła bliżej. Przysiadła przy jamie, pochylając się nieco. - Wszystko w porządku? - zapytała, starając się zrobić to na tyle głośno aby zagrzebana w norze samica ją dosłyszała. Czyżby Eth bała się burzy? Kolejny, głośny grzmot na chwilę zagłuszył szum deszczu, a żółtooka rozmówczyni drgnęła gwałtownie w swojej kryjówce. Cóż, każdy czegoś się boi - akurat Thaisis aż za dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Burza sama w sobie wywoływała u niej jedynie lekki niepokój i zdecydowanie nie lubiła być w takiej sytuacji sama, lecz nie ciężko było bezpiecznie przeczekać taką pogodę. Zdecydowanie większą trwogę wzbudzały w niej obce wilki - to one zazwyczaj okazywały się największym zagrożeniem.
Szarawa, lekko trąciła nową znajomą nosem, chcąc dodać jej w ten sposób otuchy.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Czasem słońce, czasem deszcz

#18
Przez szum ulewy, grzmoty oraz ziemistą izolację dosłyszała głos Thaisis niby szept. Chciała odpowiedzieć, a w zasadzie odpowiedziała, ale z tych samych powodów dla których ledwo słyszała szarą waderę, dodając do nich jeszcze pysk wciśnięty w glebę, z zablokowanej cielskiem jamy wydobyły się jedynie różne intonacje dźwięku bu. Efekt lekko poirytował Ethnenn, jako, że nie dość, że zachowała się niezbyt ładnie, to jeszcze nie była w stanie wyjaśnić tego przyczyny. Chwilę później poczuła trącający ją nos. Czyżby Thaisis nie bała się burzy. Ruda wiedziała, że nie wszyscy lękają się grzmotów, tak jak ona, nie mniej jakoś głupio się przez to poczuła. Opisując wszystko jednym słowem, zafundowała sobie obciach jakich mało, przecież obie uznały, że nie jest tu zbyt bezpiecznie i trzeba się mieć na baczności, a teraz co, przezorna i wojownicza wadera postanowiła skryć się w norce, niebezpieczeństwom dając chyba do zrozumienia, że ma je pod ogonem, bo tył ewidentnie jej wystawał, czego dowodem był lejący nań i przemaczający go deszcz oraz dotyk fiołkowookiej. Wstyd, jakby matka ją zobaczyła, to nawet nie dostała by bury, a matula pokręciła by głową z litością. Trzeba by się wziąć w garść i może razem poszukać schronienia, a nie sterczeć jak ten kołek. Spróbowała się cofnąć, co okazało się trudniejsze do wykonania niż postanowienia. No ładnie, w panice wpadła do nory z rozpędu, klinując się w niej, a teraz musiała wyjść. Zaparła się tylnymi łapami o ziemię i ryjąc głębokie bruzdy w miękkim podłożu i poczęła szarpać się w tył wychodząc centymetr po centymetrze, aż była wstanie stanąć na tylnych łapach. Wtedy dopiero mogła wykorzystać całą siłę, wyrywając się z kryjówki. Udało jej się już po drugim pociągnięciu, co prawda przy tym znacznie zdemolowała wejście do nory, ale była wolna. Zadowolona z siebie ruda, stanęła ponownie przed Thaisis, z osypującym się z niej piachem, który namakał w deszczu tworząc kolejne strugi błota na sierści sezamowej.
- Będzie jak przestanie grzmieć - powiedziała cicho kładąc uszy i uginając lekko łapy, słysząc kolejny trzask, który rozszedł się gdzieś w pobliżu, rozcinając niebo jasną smugą.
- Poszukamy gdzieś kryjówki ?- pysk miała przepraszająco uśmiechnięty.
Po chwili, gdy tylko zapytała, Ethnenn kichnęła donośnie, pozbywając się resztek piachu z nosa i na powrót odzyskując węch. Wtedy do jej nozdrzy dotarł niepokojący zapach kogoś jeszcze, kogoś kogo chwilę temu tu nie było. Dziwna powtórka z historii, czyżby i tym razem niewinne spotkanie ? Jakoś nie specjalnie sezamowej chciało się uwierzyć w taki dziwny zbieg okoliczności. Mimo strachu przed burzą zjeżyła cały grzbiet, chwilowo odraczając czynną napaść, aby dać szansę jegomościowi na przywitanie się i lepiej dla niego, aby zrobił to szybko. Eth w zasadzie nigdy nie miała złego humoru, z wyjątkiem sytuacji gdy się bała. Bardzo nie lubiła się bać, bo wtedy czuła się słaba, czego oczywiście nie znosiła jak burzy i głębokiej wody. Zerknęła na pobliskie gałęzie, na których siedziały mokre ptaszyska, które dopiero teraz spostrzegła - kruki. Łypnęła na nie podejrzliwie, zastanawiając się co tu robiły, by po chwili wrócić wzrokiem w stronę z której dochodził zapach.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Czasem słońce, czasem deszcz

#19
Rozbawiło go zachowanie Rudej. Taka duże, masywna, a boi się burzy. Dziwne. Jednak ta druga... wciąż nie dawało mu spokoju to dziwne przeczucie. Powoli zaczynał mieć pewne domysły, ale nie chciał za szybko wydawac wyroku. Nie znosił się mylić. Ale czy to możliwe, by ona... Nie. Chociaż, z drugiej strony.

Nie ważne.

Dwie dusze tańczą nad ogniem, palą się w piekle... Wyszeptały głosy w głowie basiora, a ten mimowolnie spojrzał w niebo. Krople atakowały jego ciało, lekko spłukując szlaki na jego sierści, które pozostawały jednak dalej widoczne. Przesunął ślepia na wadery, które, teraz obydwie stały normalnie. Jedna chyba go wyczuła. Poczuł ukłucie zażenowania, że Fiołkowooka już dawno nie zorientowała się, że ktoś tu jest. Wybił jednak szybko z siebie to odczucie. Przecież to nie ONA, spokojnie, pomyślał.
Postanowił wyjść, spokojnym krokiem z zarośli, stając w bezpiecznej odległości. Białe ślepia, zdające się być w głębi martwe, spoczęły na dwóch samicach, bacznie obserwując ich ruchy. W razie czego, był gotów szybko zareagować. - Taka duża, a boi się grzmotów? - uniósł brew, gdy kolejny grzmot rozległ się dookoła, wzmocniony echem. Czuł jak woda spływa po piórach przyczepionych do jego sierści. Martwił się tylko w głębi duszy, by woda nie zalała jego ziół.

"Sza­leństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bar­dziej sza­lone, tym bar­dziej lo­giczne, tym bar­dziej wy­rafi­nowa­ne, tym bar­dziej wy­mow­ne, tym bar­dziej olśniewające. " ~George Bernard Shaw

Czasem słońce, czasem deszcz

#20
- Tak, poszukajmy... - zaczęła, pogodnym tonem, chcąc w jakiś sposób uspokoić nieco waderę, która dopiero co wygrzebała się z nory. Szarawa przez chwile zastanawiała się czy jej nie pomóc, ale zanim zdążyła podjąć decyzję, tamta była już na zewnątrz. Głos zamarł Thai w gardle, gdy tylko zorientowała się, że coś jest nie tak. Zawiesiła fiołkowe ślepia na zaroślach w stronę których patrzyła Ethnenn i to właśnie wtedy dotarło do niej, że w powietrzu da się wyczuć, odrobinę stłumiony deszczem, zapach innego wilka. Na chwilę ją zmroziło, lecz już moment później stanęła obok swojej nowej znajomej, starając się wyglądać na pewną siebie, co zdecydowanie nie było łatwym zadaniem. Woń wskazywała na to, że to tylko jeden wilk... jeden. Wciągnęła powietrze przez nos aby po sekundzie powoli je wypuścić. Jeden. A ich było dwie. Do jej umysłu dobijały się wspomnienia ze skupiska sekwoi, kiedy to razem z Vune i Kune stanęli naprzeciw Melodii i Naerys. Wtedy się nie bała... aż tak bardzo - teraz też powinna się wziąć w garść! Mimo tej myśli, po raz kolejny tego dnia, bardzo zatęskniła za bliźniętami.
Thaisis cały czas wpatrywała się w zarośla i idąc za przykładem Ethnenn, zjeżyła grzbiet. A co jeśli ten ktoś jest z sezamową, a to wszystko to tylko sprytna pułapka? Ucieknie. A przynajmniej spróbuje. Tego akurat była pewna. Ten nagły przypływ pewności siebie, jak zawsze nie trwał zbyt długo - tym razem ukrócił go widok samca wyłaniającego się z krzaków. Tak bardzo znajomego samca... Jeszcze to do niej do końca nie docierało, nie chciała dopuścić do siebie takiej możliwości. Bo i jak by to było możliwe? Nie, nie. Jednak ten głos, który sprawił, że momentalnie wykonała krok w tył, zapach... Oddech szarawej lekko przyspieszył, a ona sama nie była w stanie zrobić nic poza trwożnym przyglądaniem się przybyszowi. Fiołkowe ślepia wodziły po wzorach na jego sierści, piórach... i zatrzymały się na tych charakterystycznych białych oczach, których z pewnością nie mogłaby określić jako coś obcego. Tata?
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron