Czasem słońce, czasem deszcz

#1
Uczestnicy: Resef, Ethnenn, każdy chętny
Miejsce: Rozlewisko
Czas: bliska przyszłość, niedługo po pojedynku z Lecterem, ranek
Informacje dodatkowe: słoneczna pogoda, bezchmurne niebo, ale duchota zwiastuje burzę

Słońce dopiero zdążyło wznieść się ponad soczyście zieloną linię drzew, a już robiło się nieznośnie ciepło. W osłoniętej od wiatru okolicy zawsze panował specyficzny mikroklimat, ale dziś duszne, parne powietrze było trudniejsze do zniesienia niż zwykle i zwiastowało rychłe załamanie pogody. Nawet jeśli niebo starało się temu przeczyć czystym i bezchmurnym błękitem, nadejście burzy było tylko kwestią czasu. Jeśli wśród nieruchomego powietrza zawiał wiatr, był jedynie nikłym zefirkiem, który dawał nadzieję na chwilę oddechu, by momentalnie cichnąc pozostawić pragnienie chłodniejszego powiewu wśród duchoty.
Ethnenn wbiegła wyciągniętym kłusem z lasu wprost w błoto, nawet nie hamując. Długą drogę pokonała równym, niezmiennym tempem, teraz witając rozlewisko z ulgą. Zmęczonymi od biegu łapami z radością czuła lepkie zimno błota, przelewającego się między poduszkami, a każdy krok, głębiej zanurzający ją w chłodzie budził coraz większą radość wadery. Zatrzymała się dopiero gdy stanęła w najgłębszym miejscu, na jakie się odważyła, gdzie woda opływała bure ciało po łokcie.
Od wielu dni planowała wrócić nad rozlewisko, by dokładnie zwiedzić okolicę. Ostatnim razem gdy bura tu była, spotkanie intrygującego ciemnego wilka, przyćmiło wszystkie inne plany i w ostatecznym rozrachunku zwyczajnie zapomniała rozejrzeć się po tej części krainy, która od niedawna stała się domem wilczycy.
Po wysiłku jednak, najpierw pragnęła się schłodzić, bieg ją wyczerpał, a ciepła słoneczna pogoda dodała swoje parę groszy i jedyne o czym marzyła wilczyca to była woda, która nawet nagrzana przez słońce, wciąż była zimniejsza od otoczenia.
Przykucała na łapach, nurzając brzuch i grzbiet w przyjemnie chłodzącej toni, pijąc jednocześnie. Dopiero gdy wreszcie zaspokoiła pragnienie i odsapnęła, rozejrzała się po otoczeniu. Nic się nie zmieniło od ostatniego razu, dużo wody, jeszcze więcej błota i bardzo bujna roślinność wszelkiej wielkości i rodzaju. Na skraju lasu buszował zupełnie niespeszony obecnością większego drapieżnika lis. Ptaki świergotały tak głośno i tak radośnie, że wilczyca aż popatrzyła w górę, zdziwiona, że też im się chce tak śpiewać w taki ukrop. Rozglądając się ciekawsko dookoła, wadera zaczęła spacer wzdłuż czegoś na kształt brzegu. Po kilku krokach ruda rozluźniła się i przypominając wielkiego szczeniaka, radośnie rozchlapywała błotnistą wodę, truchtając i węsząc to z wiatrem to z ziemi czy traw. Zatrzymywała się nasłuchując, by po chwili ruszyć ponownie. Okolica podobała się Eth coraz bardziej w miarę jak jej kroki stawały się coraz pewniejsze w grząskim podmokłym terenie.
Właśnie kłusowała żwawo, długim korytem wypełnionym wodą, gdy nagle grunt z pod łap beztroskiej samicy zniknął i ta zapadła się w wodę aż po samą brodę, tak gwałtownie, że szczeknęła z zaskoczenia. Trafiła na głębszą groblę, zalaną i niewidoczną przez mętną toń.
Spanikowana histerycznie młóciła łapami próbując zawrócić. Szło jej to wyjątkowo opornie i mozolnie, przez chaotyczne i nerwowe a tym samym nieefektywne wiosłowanie. Instynktownie umiała pływać jak większość zwierząt, ale nie musiała tego lubić, ani nie musiała być w tym dobra, po prostu cudem udawało się rudej nie iść na dno. Mokra do ostatniego włosa, bo co nie zamoczyło się wpadając do wody, to zostało zalane podczas rozpaczliwego rozchlapywania wody łapami, dotarła wreszcie do miejsca, gdzie miała oparcie, a stamtąd mając przesyt wilgoci, poczęła gramolić się na suchą część ziemi, po stromym zboczu, podmywanym przez podnoszącą się okresowo wodę.
Ponieważ zestresowana chciała wydostać się na brzeg jak najszybciej, robiła to zbyt bezładnie i nie uważnie, przez co kilkukrotnie namoknięta skarpa osuwała się wraz z samicą, która wpadała na powrót w wodę i błoto.
Gdy wreszcie osiągnęła swój cel i wygramoliła się na ląd, była nie tylko mokra ale i ubłocona jak nieboskie stworzenie. Otrzepała kilkukrotnie futro, co niewiele dało, po czym usiadła rozzłoszczona warcząc cicho na podłą i zdradliwą wodę, która chciała ją tak podstępnie utopić.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Czasem słońce, czasem deszcz

#2
Sama nie dowierzała, że postanowiła wrócić w to okropne miejsce ... ale cóż, skoro chciała zostać uzdrowicielką potrzebowała ziół, a tutaj - jak zdołała przekonać się podczas swojej ostatniej wizyty - było ich całkiem sporo. Krwawnik, skrzyp, nagietek - och, była tak zadowolona ze swoich zbiorów! Teraz także, trzymała w pysku bukiet z tych właśnie roślin, przemierzając kolejne metry w poszukiwaniu tojadu. Po prawdzie okolica wcale nie wydawała jej się już aż tak straszna, jak wcześniej. Może to dlatego, że teraz trwał poranek, a wtedy zbliżał się wieczór... dzisiaj nawet dało się dosłyszeć radosne świergotanie ptaków!
Gdzież się podział ten tojad, przecież rósł gdzieś tutaj... Dostrzegłszy znajomą kłodę, przy której błoto wyschło niemal całkowicie, ponownie przez nią przeskoczyła, a jej fiołkowym oczom ukazała się poszukiwana roślinka. Postanowiła nie wyrywać jej całkowicie, zerwać jedynie kilka łodyżek, żeby nie odebrać sobie znajomego źródła tego ziela. Jeśli odrośnie będzie mogła tu wrócić za jakiś czas i znowu uzupełnić swoje zapasy - taki przynajmniej był plan. Nagle do jej uszu dotarł podejrzany szelest liści, a wadera zamarła, nasłuchując. Jej nos także pracował niemal nieustannie... lis. Uśmiechnęła się gdy dotarło do niej, że to tylko on. Była nawet w stanie dostrzec rude ciałko tego właśnie zwierzątka, buszujące w gąszczu nieopodal. Wadera z rozbawieniem ruszyła w jego stronę.
- Przestraszyłeś mnie rudzielcu. - rzuciła wesoło, na tyle na ile była w stanie zrobić to z ziołami w pyszczku, jednocześnie patrząc jak spłoszone stworzenie umyka gdzieś wgłąb lasu. Zatrzymała się i wiodła za nim wzrokiem dopóki nie zniknęło jej z oczu po czym odetchnęła głęboko. Czuła kojący zapach ziół, lasu, zbiegłego lisa ... i wilka. Wszystkie obawy w jednej chwili powróciły ze zdwojoną siłą. Dlaczego znowu przyszła tu sama? Dlaczego była aż tak głupia?! Przecież Vune i Kune na pewno zgodziliby się potowarzyszyć jej w przechadzce... albo chociaż jedno z nich... albo Keiran! Teraz było już za późno, mleko zostało wylane, musiała dowiedzieć się gdzie ten wilk teraz jest, jak może niepostrzeżenie się wymknąć i... Właśnie w tej chwili usłyszała szczeknięcie, plusk wody... Beżowa przywarła do ziemi, kompletnie ignorując fakt iż brudzi swoje jasne futro błotnistą mazią... Czy ktoś tam pływa? Bała się wstać aby to sprawdzić. Nie chciała tego sprawdzać, chciała stąd uciec, jak najdalej, najlepiej na wysepkę, do bliźniaków. Była jednak w stanie jedynie wsłuchiwać się w kakofonię plusków niczym sparaliżowana. Jeszcze do tego doszedł ten warkot - przestraszona położyła uszy, chcąc zniknąć.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Czasem słońce, czasem deszcz

#3
Ethnenn siedziała dosłownie kilka sekund, wściekając się na podstępną toń, gdy do nosa wilczycy dotarł zapach obcego wilka. Zerwała się na równe łapy węsząc w poszukiwaniu nieznajomego, ruszając jedynie głową, by szelestem nie zdradzać swojej lokalizacji. W lesie po za zwykłymi odgłosami nie było znać niczyjej obecności. Ptaki ćwierkały nie spłoszone, jak zwykły to robić i tak jak robiły to przez cały pobyt samicy na rozlewisku. Życie toczyło się swoim niezmąconym rytmem. Obcy był jednak blisko, wadera czuła go wyraźnie, nawet bardzo wyraźnie, a to mogło znaczyć tylko jedno, czaił się gdzieś w krzakach, obserwując każdy jej ruch, kiedy ona zajęta ratowaniem swojego życia z topieli, przez co nie spostrzegła jego nadejścia. Ruda chciała, czy wręcz uważała, że musi jak najszybciej odnaleźć tego śpiewaka, nim on wykorzystując przewagę zaatakuje.
Zatoczyła łbem drugie koło, wietrząc, całkowicie upewniając się co do kierunku w którym powinna szukać ukrytego wilka.
Zmrużyła ślepia, intensywnie wypatrując dokładniejszej lokalizacji poszukiwanego. Wtedy dosłownie na ułamek sekundy, między liśćmi i zaroślami mignął przebłysk srebrnej sierści. Nie myśląc i nie zwlekając dłużej rzuciła się pełnym pędem w stronę, gdzie wypatrzyła wilka. Skacząc nad zwalonymi gałęziami czy kłodami i rozpychając, bądź łamiąc po drodze wszystko to czego nie musiała pokonywać skokiem. Tym brutalnym i dynamicznym sposobem w mgnieniu oka dopadła zaczajonego agresora, a w zasadzie domniemanego wrogiego osobnika, gdyż ów podejrzany leżał przytulony do ziemi, przestraszony nie na żarty, udając, że go tu nie ma.
- O - wyrwało się Ethnenn, gdy gwałtownie hamowała przed nie takim wilkiem jakiego się spodziewała. Stanęła cała ociekająca wodą i błotem, nad srebrną waderą, nieśmiało przy tym merdając ogonem. Cóż nie było to najlepsze przywitanie jakie ruda mogła zaprezentować, ale zawsze można było próbować naprawić pierwsze wrażnie.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Czasem słońce, czasem deszcz

#4
Zamknęła oczy starając się uspokoić przyspieszony oddech, któremu wtórowało szybko kołaczące serce. - Weź się w garść, musisz stąd uciekać... - powtarzała sobie w myślach, próbując zmusić sparaliżowane mięśnie do współpracy, lecz w tej chwili na niewiele się to zdawało. Nie była w stanie wykonać nawet najmniejszego ruchu - jedynie jej uszy wciąż pracowały.
Nagle w okół zrobiło się niemal całkowicie cicho - nie słyszała już ani powarkiwania, ani plusków wody... czyżby nieznajomy zdążył sobie pójść? Mimo takiego prawdopodobieństwa, nadal pozostawała w tej samej pozycji, uważnie nasłuchując. Chciała mieć całkowitą pewność, że obcy wilk nie czai się gdzieś w zaroślach nieopodal. Właśnie w tamtym momencie przyszło jej do głowy coś wyjątkowo istotnego, coś co sprawiło, że po jej grzbiecie przebiegł zimny, nieprzyjemny dreszcz - skoro ona z taką łatwością wyczuła tamtego wilka, istniało duże prawdopodobieństwo, że on także zdołał zauważyć jej obecność. - Co teraz, co teraz? Nie miała pojęcia. Najbezpieczniejszym i jednocześnie najmniej ryzykownym wyjściem wydawało jej się pozostanie w tym konkretnym miejscu, bo w końcu "na pewno już sobie poszedł". Błąd - przekonała się o tym zaledwie kilka sekund później, kiedy cisze gwałtownie przerwał trzask łamanych gałązek. Gdy tylko przez pobliski gąszcz przedarł się spory sezamowy wilk, Thais gwałtownie zerwała się do pozycji siedzącej wydając z siebie cichy pisk. Wiedziała, że nie powinna tak siedzieć - przecież teraz tamta ma ją podaną na tacy - lecz strach sparaliżował pokryte szarawą sierścią ciało. Potrafiła jedynie wpatrywać się swoimi fiołkowymi ślepiami w przybyłą, ubłoconą samicę. Nadal ściskała w zębach bukiet ziół.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Czasem słońce, czasem deszcz

#5
" No to się popisałam " to była główna myśl kołacząca się po głowie Eth. Cóż ruda trochę nad interpretowała sytuację, przypuszczając prawie-atak, na zagrożenie. Wadera założyła, że jeśli ktoś się czai, to ma wrogie zamiary. W tym wypadku "ktoś" się czaił, ale najwyraźniej ze strachu. Jeszcze wchodziła w grę opcja, że był to skrytobójcą, a strach opanował go z powodu wykrycia jego podstępnych zamiarów, ale ta wersja nie przemawiała zbytnio do optymistycznej wilczycy.
Wtórując srebrnej waderze, Eth klapnęła na zadzie, witając się jednocześnie.
- Cześć - zaserwowała swój zwykły uśmiech, który po dzisiejszych przebojach, przebijał się z pod warstw błota, podczas gdy spływająca z samicy mulista woda poczęła tworzyć i powiększać kałużę pod siedzącą sezamową. Do kompletu zamerdała energicznie ogonem, by lepiej uwidocznić swoje pokojowe zamiary, który niczym pędzel rozsmarował na ziemi półkoliste mazy, sama wilczyca zaś w między czasie przechyliła łeb, by lepiej przyjrzeć się nowo spotkanej wilczycy. Najmocniej uwagę Ethnenn przykuły filetowe oczy srebrnej wilczycy, później zaś jej zaskoczona aparycja, ziołami zbytnio się nie zainteresowała, ale chciała jak najszybciej naprawić złe wrażenie, które mogła wywrzeć takim bezpodstawnym natarciem.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Czasem słońce, czasem deszcz

#6
Cześć? Tak po prostu? Nagłe przywitanie, oraz ogólna postawa sezamowej, odrobinę zbiły z tropu fiołkowooką. Czyżby nie miała złych zamiarów? Albo po prostu dobrze się maskuje, i spróbuje zaatakować później, gdy szarawa nie będzie się niczego spodziewać... nie. Nie było w tym żadnej logiki - w końcu gdyby tamta chciała jej coś zrobić, mogłaby to uczynić od razu, bez najmniejszego problemu i żadnej potrzeby czajenia się, zważywszy nie tylko na beznadziejną pozycję w jakiej obca ją zastała, ale przede wszystkim na rozmiary tamtej, które były godne niejednego basiora. Thai sądziła, że to jej matka wyróżniała się wzrostem, ale to było nic w porównaniu z siedzącą teraz przed nią złotooką samicą.
- Cz..cześć. - Zdołała z siebie cicho wykrztusić. Dopiero w tym momencie zdała sobie sprawę, że nadal trzyma w pysku zebrane zioła... odłożyć je czy tego nie robić? Kolejna ciężka decyzja. Jeśli chciałaby zamienić kilka słów z Eth, wypadałoby odłożyć bukiet, lecz co gdy będzie musiała jednak nagle ratować się ucieczką? Nie chciała w końcu stracić tego co zebrała, a wplatanie tego wszystkiego w sierść zajęłoby zbyt dużo czasu i jednocześnie nie mogłaby obserwować ruchów nieznajomej, która właśnie usiadła przed nią z uśmiechem. Najwidoczniej nie miała zamiaru sobie pójść. Thai nie była pewna czy bura oczekuje od niej, że powie coś jeszcze... z resztą nie miała nawet pojęcia co mogłoby to w takim przypadku być. Jej serce nadal urządzało sobie w środku mały wyścig, chociaż trzeba przyznać, że nie był on już aż tak intensywny jak chwilę wcześniej.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Czasem słońce, czasem deszcz

#7
No i psia dupa, zupełne nic. Srebrna samica zamarła, ledwo wydusiwszy z siebie powitanie, podczas gdy Eth starała się naprawić swoje wejście bagiennego potwora. Cóż, ruda była całkowicie przekonana, że to nie wina jej szarży, a bardziej tego jak wygląda. No bo przecież, nawet jeśli ktoś pojawiał się znienacka, ale był miły, grzeczny i merdał ogonem, to wiadomo, że nie chciał ci zrobić krzywdy prawda ?
- Nie bój się - przypadła do ziemi kładąc się przed srebrną waderą, łeb układając całkiem płasko na ziemi, przez co musiała patrzeć w górę by widzieć pysk samicy, w międzyczasie wciąż energicznie machając kitą - Wiem, że jestem trochę brudna - w tym wypadku "trochę" było delikatnie rzecz ujmując niedopowiedzeniem - Ale miałam mały wypadek i tak właśnie się skończył, pod błotem jestem całkiem normalnym wilkiem - zaśmiała się wadera, praktycznie już nie pamiętając jak chwilę temu wściekała się na wodę, gdyż zwyczajnie nie potrafiła się długo złościć, chyba, że ktoś trafił na jej czarną listę, ale to byłaby inna historia.
Na chwilę skupiła wzrok na trzymanej przez fiołkowooką wiązce ziół.
- Zioła zbierasz ? - pytanie miało na celu jedynie rozwinąć konwersację, bo Eth może była prostoduszna, ale nie ślepa ani głupia, po prostu chciała jakoś „oswoić” jąkającą się wilczycę.
- Dużo ich tu - znów machnęła kitą uśmiechając się promiennie - Nie zabiorę ci ich, mam swoje, uzbierałam wcześniej taką kiść, że jeszcze chwila, a chcąc mnie znaleźć, zamiast węszyć wilka trzeba będzie szukać łąki. Ethnenn jestem - uniosła lekko zad, przyjmując psią pozę zapraszającą do zabawy.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Czasem słońce, czasem deszcz

#8
Thais w dalszym ciągu przypatrywała się obcej waderze, niepewna co tak naprawdę powinna teraz zrobić, gdy tamta nagle postanowiła położyć się na ziemi. Szarawa spojrzała w dół nie bardzo rozumiejąc, lecz gdzieś w głębi, instynktownie odebrała przekaz. "Nie bój się"... zadziałało. No, przynajmniej częściowo. Cofnięte uszy powróciły do swojej normalnej pozycji, teraz ukazując nawet zaciekawienie. Ostatecznie zdecydowała się odłożyć swoje zbiory na niewielką wysepkę zielono-żółtej trawy, którą z każdej strony otaczało morze ziemistej mazi. Cały czas jednak obserwowała przy tym obcą, nie miała zamiaru pozwolić sobie ani na chwilę rozkoja... W tym właśnie momencie słowa ubłoconej samicy sprawiły, że straciła zainteresowanie wszystkim innym. - Ooch, wypadek? Tutaj? To pewnie byłaś Ty tam w wodzie prawda? Słyszałam pluski. Nic Ci nie jest? - wyrzuciła z siebie, niemal całkowicie zapominając o paraliżującym strachu - Tak, zbierałam zioła a później usłyszałam ten plusk i trochę się przestraszyłam. Nie potrzebujesz pomocy? - wstała przyglądając jej się uważnie. Sezamowa nie wyglądała na ranną ani nic w tym rodzaju, ale Thai uznała, że nie zaszkodzi zapytać. Z resztą, pod warstwą błota zawsze mogło się coś kryć, teraz nie była w stanie tego stwierdzić. Dopadły ją także wyrzuty sumienia - czemu nie pobiegła na pomoc? Aż za dobrze znała odpowiedź na to pytanie. - To prawda, całkiem ich tu sporo. Właśnie dla tego tutaj przychodzę... mimo, że to strasznie niepokojące miejsce... - ostatnią część zdania powiedziała nieco ciszej, spoglądając podejrzliwie na pobliskie zarośla, po chwili jednak ponownie przeniosła fioletowe ślepia na Ethnenn. - Ethnenn... och, przecież też wypada się przedstawić! - Mam na imię... Thaisis. - dzięki pozycji, w której aktualnie znajdowała się sezamowa, skojarzyła się ona Thai z jej bratem. Zawsze był taki pogodny, mimo wszystkich przeciwności losu. I do tego ten charakterystyczny błysk w oczach... Beżowa uśmiechnęła się lekko. Nikt nie wykonał przed nią czegoś takiego od czasu zniknięcia Słonecznika. Właściwie... kusiło ją, żeby odpowiedzieć tą samą, zapraszającą do zabawy pozycją, lecz jednocześnie czuła się odrobinę nieswojo. Nie była jeszcze na to gotowa.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Czasem słońce, czasem deszcz

#9
Ethnenn obserwowała jak wadera o fiołkowych oczach rozluźnia się troszkę, co ją ucieszyło, nie chciała jej przecież tak wystraszyć.
- Dokładnie, to byłam ja. Ty się przestraszyłaś ? - ze szczerą wesołością opowiadała ruda, licząc, że żarty dodadzą srebrnej jeszcze trochę odwagi.
- Szłam sobie zupełnie spokojnie, jak gdyby nigdy nic, a tu nagle grunt z pod łap mi się gdzieś rozpłynął i wpadłam po uszy w wodę. Ledwie udało mi się wydostać, to poczułam obcego wilka. Pomyślałam, że ani chybi się czaisz, żeby się na mnie rzucić, korzystając z mojego rozproszenia. - kontynuowała z uśmiechem ruda, ponieważ cała sytuacja aktualnie nieźle ją bawiła - Postanowiłam więc uprzedzić twój niecny zamiar - zakończyła opowieść krótkim śmiechem.
- Dziękuję, odkąd jestem na lądzie, już nic mi nie dolega, no muszę trochę obeschnąć to błoto ze mnie opadnie - żartobliwie pociągnęła dialog, przyjaznym tonem, zupełnie nie podszytym złośliwością, czy drwiną, chyba, że z samej siebie.
- Powiem ci, że mi się okolica nawet podobała, jest całkiem interesująca, ale tutejsza woda jest tak podstępna, że chyba znielubię to miejsce. Miło cię poznać Thaisis - uśmiechnęła się przyjaźnie.
Zostawiając nieprzyjemne doświadczenie za sobą, Eth swoim zwyczajem cieszyła się chwilą. Świadoma otoczenia, nie czuła w nim niebezpieczeństw, Thaisis również nie brała pod tę kategorię. Sezamowa uznała, ze stworzenie wygląda na pokojowe, a nawet jeśli fiołkowooka chciała by coś zakombinować, to zdradziły by ją obawy i rozterki, dlatego też Eth zachowywała się jakby właśnie znalazła się na wczasach. Chociaż w zasadzie, w głowie wilczycy, samo życie jawiło się jednymi wielkimi wczasami, czasem przecinanymi niewielkimi komplikacjami. Uspokojona zarówno spokojniejszym zachowaniem Thaisis, jak i emanującym bezpieczeństwem lasem, powróciła do wygodniejszej pozycji. Klapnęła na brzuchu, tylne łapy wyrzucając gdzieś w bok i unosząc głowę by móc wygodniej patrzeć na rozmówczynię.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Czasem słońce, czasem deszcz

#10
- Ojej, bardzo przepraszam. - powiedziała z przejęciem, odrobinę zawstydzona po wysłuchaniu historii niedawnych wydarzeń z perspektywy Ethnenn. - Nie chciałam, żeby tak to wyglądało. - dodała. Z zaskoczeniem zanotowała jednak, że rozmówczyni się uśmiecha, więc chyba nie miała o to pretensji... prawda? Tak zakładała i trochę jej dzięki temu ulżyło.
Beżowa w milczeniu przysłuchiwała się dalszej części wypowiedzi sezamowej, notując w pamięci, aby nie zbliżać się zbytnio do tutejszej wody. Nie, żeby miała zamiar tu pływać - wręcz przeciwnie, lecz teraz z pewnością będzie jeszcze bardziej ostrożna. Jeśli chodzi o jakiekolwiek kąpiele najlepszym miejscem wydawała jej się stadna wysepka - płytko i bezpiecznie... no przynajmniej w niektórych miejscach.
- Ciebie też miło poznać, Ethnenn. - uśmiechnęła się lekko. Nowopoznana wadera, w gruncie rzeczy wydawała się całkiem sympatyczna, lecz mimo to, zanim Thai z powrotem klapnęła na ziemię, profilaktycznie, wykonała krok w tył. Siedząc tak, zawiesiła spojrzenie na żółtookiej, przez chwilę nie wiedząc co powiedzieć.
Chwileczkę...
- Znasz okoliczne tereny? - rzuciła nagle, a jej ogon wykonał kilka niewielkich ruchów na boki, jeszcze bardziej pokrywając się przy tym błotem. - A może mieszkasz gdzieś w okolicy? - ciekawość wzięła górę i zwyczajnie nie mogła powstrzymać się przed zadaniem tego pytania. Jeśli na którekolwiek z nich sezamowa odpowiedziałaby twierdząco, istniało prawdopodobieństwo, że wie, gdzie jeszcze znajduje się jakieś dobre miejsce, aby poszukać leczniczych roślin! Byłoby wspaniale! Może szarawa nie musiałaby pytać, gdyby sama kiedykolwiek odważyła się pozwiedzać okolicę, chociażby tą najbliższą, ale cóż... To był drugi raz, kiedy samotnie zdecydowała się wytknąć nos poza stadne tereny i drugi raz przyszła w to samo miejsce, drugi od czasu dołączenia do Cieni wraz z Vune i Kune. Jak ten czas szybko zleciał...
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron