Randka w ciemno?

#1
Uczestnicy: Thaisis, Uranos, ~~
Miejsce: Dopływ rzeki, rozlewisko.
Czas: Niedaleka przyszłość, zbliża się wieczór.

Thaisis przemierzała rozlewisko, ostrożnie stawiając łapy na grząskim, zdradliwym podłożu. Nie chciała tu być - okoliczne tereny napawały ją dziwnym, trudnym do opisania uczuciem niepokoju. Co więcej, trwała tu niemal głucha cisza, przez co każde szurnięcie lub głośniejszy dźwięk sprawiały, że po grzbiecie fiołkowookiej przechodził nieprzyjemny dreszcz. Nie dało się nawet dosłyszeć śpiewu ptaków czy odgłosów obecności jakikolwiek zwierzyny. Jedynymi dźwiękami, które od czasu do czasu jej towarzyszyły, był szum wiatru oraz liści, którymi poruszał. Cóż, zapewne bardzo niewiele zwierząt gustowało w tego typu, ponurych miejscach. Nie jest to specjale dziwne - całości bowiem dopełniał drażniący swąd zbutwiałego drewna. Cały ten klimat działał na wyobraźnię - lecz niestety niekoniecznie w pozytywny sposób.
Beżowa właśnie przeskoczyła nad kłodą, która skutecznie blokowała jej drogę, lecz gdy wylądowała z powrotem na ziemi, przez błotnistą maź z trudem zdołała złapać ponownie równowagę. Odetchnęła głęboko przymykając chwilę oczy. - Jeszcze tyko trochę. Jeszcze tylko kawałek i będę mogła wrócić na wysepkę. - powtarzała w myślach niczym mantrę aby dodać sobie odwagi. Wtem jednak rozległ się trzask - cofnięte dotąd uszy szarawej, natychmiast powróciły do swojej normalnej pozycji, a fiołkowe oczy badały z przestrachem okolicę. Nic jednak nie dostrzegła - pustka, żadnej żywej duszy. Profilaktycznie uniosła nawet nos odrobinę wyżej, chcąc sprawdzić, czy coś się zmieniło przez ten moment, którzy zdążył upłynąć od wcześniejszego sprawdzania obecnych tu zapachów w ten właśnie sposób. Tym razem wiatr nie chciał jednak współpracować - co więcej, w ogóle go nie było.
- To tylko ... opadła jakaś gałąź ... - próbowała to sobie w jakiś sposób wytłumaczyć. Stała tak jeszcze przez chwilę, po czym ruszyła dalej, w stronę rośliny z fioletowym kwieciem. Niektórym wilkom zdarzało się mylić to trujące ziele, ze zwyczajnymi, niegroźnymi roślinami. Raz - o zgrozo, usłyszała nawet, że to przerośnięty storczyk. Ta niewiedza jednak szybko odbiła się na zdrowiu wilka, który wypowiedział tamte słowa. Westchnęła cicho wplątując zdobycz w swoją sierść, przy czym rzuciła jej się w oczy jedna intrygująca rzecz. Gdy już skończyła, postąpiła kilka kroków w stronę rosnącej nieopodal rośliny o żółto-czarnych kwiatach, przyglądając jej się uważnie. Miała wrażenie, że nie widzi jej po raz pierwszy, co więcej, ktoś jej już kiedyś o niej opowiadał. Za nic jednak nie potrafiła przypomnieć sobie w tej chwili żadnych konkretów...
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Randka w ciemno?

#2

No więc tak, poszedł tu bez wiedzy Sharan. I tak Malakai będzie zły. I tak, prawdopodobnie nie znajdzie drogi powrotnej, ale coś się wymyśli! Biegł radośnie synchronizując kolejne podskoki do nieprzyjemnych plaśnięć błotka. Plum, łapa, plum, łapa. Auć, gałąź. Rozglądał się na boki ignorując łopotanie uszu, które od czasu do czasu przysłaniały mu widok stykając się ze sobą. Jedno musiał przyznać, jakkolwiek by sobie nie wyobrażał że jest tu ślicznie i ładnie, to nie pachniało tu za dobrze. Ani trochę. Przypominało to zapach obiadku. Takiego obiadku z przed kilku... Tygodni. No, ale trudno. W myślach będzie wojownikiem, który walczy pośród nielubiących się myć brutali. Zbliżał się wieczór, ale ostatnie promienie słońca łaskawie ukazywały basiorkowi kolejne skarby rozlewiska. A było ich całkiem sporo! Jeden stanowił szczególnie imponujący okaz. Roślina opierała się o jeden z większych krzaków i miała intrygujące, żółte kwiaty przyozdobione fioletowymi żyłkami. Powąchał. Nie pachniało jakoś specjalnie dobrze. Ugryzł. Odrzuciło go na kilka kroków. Nie dobre zioło, a w dodatku od razu poczuł skutki swojego bezsensownego postępku. Jego spory żołądek wykonał radosny fikołek i po chwili Uranos miał wrażenie, że jego czekoladowe futerko zmieniło barwę na zielone. Sharan. Będzie. Zła. Pomyślał z początku, ale prawie natychmiast jego uwagę odwróciły inne kwiatki. Było ich taaaaak duuużo, a wszystkie mieniły się wielobarwnymi kolorami tęczy. Czy tęcza może być wielobarwna? Cóż, w oczach szczeniaka, zwłaszcza w umyśle przyprawionym szczyptą halucynogennej rośliny stanowiła istną ferię barw. Kołysał się na boki zadowolone z otaczającego go świata. Nagle nic już nie śmierdziało, a rozlewisko stało się najpiękniejszym miejscem na ziemi. Otaczały go przepiękne zioła, on sam był taki uroczy i... Zamarł. Zamrugał parę razy. Jeśli wcześniej bagienko było rajem, to teraz trafił do nieba. Oto za sporą kłodą stało wcielenie najpiękniejszej istoty pośród nieboskłonu. Wadera miała śnieżnobiałe futerko, idealnie kontrastujące z intensywnie fioletowymi ślepiami. Moja mfgsdf księżniczka! Ja jestem wojem, a to moja sdsdfasdrfg dama! Z rozpędem przeskoczył kilka mniejszych konarów by znaleźć się bliżej wybranki serca. Ostatniego niestety nie zauważył. Więc oto wilczek przyjął na kosmatą klatkę piersiową badyl, który skutecznie zastopował dalszy bieg. Na dodatek tracąc już kompletnie równowagę niekontrolowanie wysunął kark do przodu, po czym z kretesem zanurzył łeb w kałuży grząskiego błota.
-Hmpgff, księżsdfrtffniczko? – Kawałki gałęzi, błota oraz mrowienie języka utrudniały mu recytację ballady, ale przejawiał wyjątkową determinację do wygrzebania się z dołka. Za chwilę.
/Uranos zjada troszeńkę lulka czarnego. Dosłownie odrobinkę.

Randka w ciemno?

#3
Ile już dni szedł, stracił rachubę, wiedział jedynie, że pomału brakowało mu sił. Ile dni temu jadł, kto wie, jeszcze głodu nie czuł, z polowaniem zaczeka więc, aż zaburczy mu w brzuchu. Obity i cały w strupach, zresztą często się tak prezentował. Mimo ostatniego polowania na niedźwiedzia i pojedynku, nuda już zaczynała doskwierać czarnemu samcowi. Chociaż z drugiej strony tyle dobrego, że na tutejszych ziemiach, nie spotkał jeszcze żadnej watahy, która chciała by go przegonić. Tak walka z całą rodziną wilków była wyzwaniem, niestety zwykle był to sprawdzian ponad siły pojedynczego wilka, jaki więc sens miała zabawa, która z góry skazana była na porażkę ? Tak też zadowalał się monotonią, wykorzystując jej czas na wyleczenie obrażeń.
Szedł bezszelestnie, łapy stawiając rozważnie, tak by nie przerywać leśnego spokoju. Może nie była to najpiękniejsza okolica jakie ślepia Wrony miały okazję widzieć, wszędzie było błoto poprzeplatane kałużami i strugami wody, oraz zbutwiałym drewnem. Zdradliwe i grząskie podłoże łatwo osuwało się z pod łap, więc basior musiał iść dwa razy ostrożniej, by się nie zamoczyć, korzystając z kępek roślinności i mchów. Wyglądała jednak na cichą i nie uczęszczaną, czyli mogła by posłużyć jako przystań, ponieważ zmęczone łapy wyraźnie dopominały się wytchnienia. Gdy wychylił się zza kolejnego pnia posłyszał najpierw chlupot a później niezrozumiały bełkot, wypowiadany szczenięcym głosem. Rozejrzał się uważnie po okolicy, dostrzegając w pierwszej kolejności czekoladowego dzieciaka, chlapiącego się we wszechobecnym błocie, a następnie wyraźnie zestresowaną jasną waderę. Na obu czuć było inne wilki, ale z dwóch różnych grup. Usiadł sobie cichutko za pniem drzewa, wtapiając się w jego cień i obserwując osobliwe zajście. Może nietypowa grupka okazała by się ciekawą i jednocześnie nie męczącą rozrywką, doskonałą przerwą podczas monotonnej wędrówki. Jeśli nie, odejdzie niezauważony by znaleźć inne, odosobnione miejsce na odpoczynek.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Randka w ciemno?

#4
Mruczała coś cicho w zrozumiały jedynie dla niej sposób, analizując to co widzi. Gęsto ułożone liście, pokryte meszkiem z lepkich włosków, podobnie jak kwiaty... Wiesz to Thaisis, przecież to podstawy! - skarciła w myślach samą siebie, wpatrując się w ziele. W końcu jednak dała za wygraną, lecz mimo to postanowiła zebrać odrobinę - może później jej się przypomni, a z resztą nazwa nie jest najważniejsza - za to właściwości już jak najbardziej, a te mniej więcej kojarzyła. Poza tym, zawsze może zapytać Resefa, on na pewno będzie wiedział.
Zamyślona wadera, straciła czujność i dotarło to do niej dopiero gdy usłyszała głośne plaśnięcie nieopodal miejsca w którym się znajdowała. Spłoszona, aż lekko odskoczyła, wypuszczając zerwaną roślinę z pyska. Już gotowała się do ucieczki, gdy nagle kątem oka dostrzegła przyczynę całego zamieszania. W błocie, obok kłody, którą niedawno przeskoczyła, zaplątany w gałęzie leżał czekoladowy szczeniak bełkoczący coś, z czego beżowa ledwo zdołała odszyfrować jedynie słowo "księżniczka". Zaskoczona przekręciła lekko głowę na bok, aby po chwili rozejrzeć się po okolicy, szukając wzrokiem opiekuna tej małej pulchnej zguby, lecz po raz kolejny tego dnia, nie spostrzegła w okolicy nikogo innego. Początkowo nie była pewna co powinna teraz zrobić. Może to jakiś podstęp? Ostatecznie jednak zrobiła kilka kroków z stronę basiorka.
- Czy... - odetchnęła głęboko - Czy wszystko w porządku? - dokończyła cicho, przypatrując się malcowi. Być może coś mu się stało podczas upadku? I... mogłaby wykorzystać swoje umiejętności w praktyce! Początkowa ekscytacja niemal natychmiast przygasła - było jej wstyd, że mogłaby w jakikolwiek sposób cieszyć się z jego krzywdy. Zawiesiła na Uranosie fiołkowe ślepia wyczekując odpowiedzi.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Randka w ciemno?

#5

Miała takie śliczne oczy! Idealny kolor słoneczka zachodzącego nad polaną... No prawie. Uranos nigdy nie widział tak fioletowego słońca, ale był pewien że właśnie ten kolor był jego ulubionym. Z wrażenia zapomniał się otrzepać z błota, a kiedy jeszcze rozdziawił zdumiony pysk rugi brudnej wody prawie wlały mu się do kłapciatych uszu. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście kiedy wadera zapytała... Hmm, czekoladowy nie do końca słyszał co powiedziała, ale miał wrażenie że to brzmiało jak wyznanie miłości i propozycja wspólnego życia do koońca świata! Czy zostanie moją żonką brzmiało przecież całkiem podobnie do Czy wszystko w porządku, prawda? Radośnie podskoczył kilka razy, ochlapując breją Wybrankę, a następnie napiął mięśnie by wyglądać jak najefektywniej. Musi być jak Malakai! Kultura i szacunek ponad wszystko inne. Odchrząknął i nabrał powietrza w płuca by rozpocząć tyradę.
- Jam jest Uranos z Południa! – Zaczął nieudolnie imitując głęboki głos swojego opiekuna. – Przez długi dni wędrowałem jako wysłannik mego stada, aż w końcu natrafiłem na dumnych Sharan, oraz Malakaia. Wielkieeeeego Malakaia! Tak się złożyło, że uciekło im dziecko, w brew opinii innych nie miałem z tym nic wspólnego, jam przecie prawy wojownik! W każdym razie, zgodzili się oni przyjąć mnie pod swą opiekę i traktować jak własnego syna. Musisz wiedzieć, że to nie byle jaki zaszczyt być protegowanym Uzdrowicielki i Głównego Doradcy w sławetnej watasze Przebłysku Jutra! Spoczywa na mnie ogromna odpowiedzialność, przecież kiedyś ja też zostanę kimś BARDZO ważnym. Prawie jak Lotar! Ten to miał szczęście, tak zostać Przywódcą! W każdym razie... Co ja to mówiłem? A tak! Właśnie wyruszałem na... Polowanie. Kiedy spostrzegłem ciebie, o piękna niewiasto! Jesteś najśliczniejszą waderą jaką kiedykolwiek spotkałem, a widziałem ich... Sporo!
Trajkotałby tak pewnie jeszcze z pół dnia, zanim w końcu przyszło olśnienie. Uranos momentalnie umilkł przypatrując się Księżniczce. Musiał przezwyciężyć otumanienie umysłu, oraz szok spowodowany jej bezgraniczną urodą. Uśmiechnął się swoim najbardziej urokliwym, rozczulającym uśmiechem.
- A ty, to kto Piękna Pani? – Zapytał w końcu speszony swoim brakiem uprzejmości. Musiał być przecież taki jak Malakai!

Randka w ciemno?

#6
Balor siedział zlany z czernią rzucaną przez drzewo, z coraz większym może nie do końca zainteresowaniem, ale uspokajającym zdziwieniem. Wadera wydawała się pociesznie wręcz łagodna, zaś szczeniak w końcu podniósł się z błocka i wreszcie przemówił wilczym głosem. Może i wilczym, ale jakim, młody wyraźnie starał się zgrywać ważniaka a i tak było to olbrzymim niedopowiedzeniem. Prężył się i nawijał, jakby właśnie miał zamiar stanąć w konkury, co wykrzywiło Balorowy pysk, w grymas mającym być uśmiechem, ale jako, że naprawdę rzadko mu się to zdarzało, mina bynajmniej uśmiechu nie przypominała. Z każdym zdaniem czekoladowego malca, wesołość czarnego basiora rosła "Zaraz, zaraz, on chyba naprawdę ma zamiar smalić do niej cholewki" zaśmiał się cichuteńko w myślach, by niedługo później, zaraz po zdaniu o pięknej pani, nie wytrzymać i ryknąć niepohamowanym śmiechem.
Poprzez rechot zdradził swoją pozycję, wypadało by się więc ujawnić, takich podstaw dobrego wychowania nawet Wrona starał się przestrzegać. Dlatego wciąż rzężąc nieprzyjemnym rechotem, wyszedł zza drzewa, luźnym krokiem drapieżnika, z łbem na linii grzbietu, jak to miał w zwyczaju się przemieszczać, nie zależnie od swoich intencji.
Gdy zbliżył się do wadery i basiorka na odległość kilku długości, odezwał się ochryple, przerywając resztki śmiechu - Czy nikt wam nie mówił drobinki, że niebezpiecznie jest się włóczyć samemu po takich opustoszałych miejscach ?
Cóż Balor bynajmniej nie chciał straszyć obecnej dwójki, nie miał też na myśli siebie, jako zagrożenia. Chciał odpocząć, nie walczyć, a zresztą jak mógłby skrzywdzić dzieciaka i tą samicę, od której, chyba nie jeden szczeniak byłby waleczniejszy. Nie, Bal zwyczajnie starał się zagaić rozmowę, a to, że robił to wyjątkowo nieumiejętnie, głosem zabójcy, wyłaniając się z lasu niczym bandyta, serwując tekst, do którego bardzo łatwo można było sobie domyślić drugą część " bo w takich miejscach można spotkać mnie", to była część Wroniego "uroku". Ciężko stwierdzić, czy czarny samiec był jeszcze wstanie zachowywać się jak każdy normalny zsocjalizowany wilk, oraz która część z zachowań wynikała z ignorowania ogólnie przyjętych zasad, a która z życia w samotności od szczeniaka, każdego dnia będąc zmuszonym walczyć o życie.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Randka w ciemno?

#7
Przymknęła lekko oczy, chcąc uchronić je przed błotnistą mazią, która pofrunęła ku niej gdy malec zaczął radośnie podskakiwać aby chwilę później dumnie się wyprężyć. Cóż, przynajmniej miała pewność, że nic mu nie jest.Wysłuchała jego wzniosłej przemowy, nie kryjąc rozbawienia całą sytuacją. Jeśli nie poniosła go zbytnio dziecięca fantazja, mógł właśnie przekazać całkiem istotne informacje. Thai z racji tego, że jak do tej pory nie wytykała samotnie nosa poza tereny Cieni, nie mogła wiedzieć, że gdzieś w okolicy znajduje się jakakolwiek większa grupa, która może nazwać się pełnoprawną watahą. Niestety wymienione przez samczyka imiona niewiele jej mówiły, lecz starała się je zapamiętać. Najbardziej w głowie utkwiło jej imię ichniejszej uzdrowicielki - Sharan. Gdyby tylko to wszystko okazało się prawdą... może udałoby się jej zasięgnąć jakiejś rady od opiekunki Uranosa z Południa. Albo poprosić o naukę ... Wątpiła jednak, aby ktokolwiek chciał nauczać kogoś z obcego stada. Z drugiej jednak strony... nie musiała przecież dzielić się z informacją skąd jest.
Thai miała chęć potrząsnąć lekko głową aby odgonić od siebie wszystkie te abstrakcyjne myśli. Nie da się ukryć, że desperacko szukała możliwości na pozyskanie pożądanej od dawna wiedzy, lecz ten konkretny pomysł, który zaledwie przed chwila zrodził się w jej głowie, wydał jej się całkowicie przesadzony i nierealny
- Komplement otrzymany od tak uroczego i szlachetnego basiora to dla mnie wielki zaszczyt. Jestem także pod wrażeniem twojej opowieści. Muszę przyznać, że nie miałam jeszcze przyjemności usłyszeć nic o Twojej sławetnej watasze, lecz nie wątpię, że to istna potęga... - odezwała się wesoło do Uranosa, nieco teatralnym głosem, jednocześnie skłaniając lekko głowę - Zwą mnie Thaisis, dzielny wojowniku. Thaisis z ... wyspy Cieni. Powiadają, że... - urwała nagle, gdy do jej uszu, doszedł dziki rechot. Bynajmniej, nie śmiał się jej mały rozmówca, lecz ktoś kto znajdował się odrobinę dalej, jak się chwilę później okazało - za jednym z drzew. Gdy tylko fiołkowe ślepia dostrzegły czarną jak smoła sierść przybysza, przebiegł jej po plecach zimny dreszcz przerażenia. Czy to był on? Jej niedoszły oprawca? Jeszcze sobie nie odpuścił? Thai przez tyle czasu wzbraniała się przed samotnymi wyjściami, właśnie po to aby się na niego nie natknąć - najwidoczniej to było dobre posunięcie. Dlaczego zdecydowała się złamać własne zasady?!
Chciała zerwać się do ucieczki, tak jak zrobiła to tamtego feralnego dnia, lecz teraz nie mogła sobie na to pozwolić. Nie potrafiła zostawić tego szczeniaka, który z pewnością nie był jeszcze w stanie biec dostatecznie szybko, na pastwę kruczego samca. Chwileczkę... ten zapach... To z pewnością nie był Elodar, lecz nie zmieniało to faktu, że basior nadal wyglądał na wyjątkowo niebezpiecznego. Zrobiła drżący krok wprzód, zasłaniając szczenię ... i to w sumie było na tyle z jej planu.
- Jakiś problem? - rzuciła w końcu w odpowiedzi. Zawiesiła na przybyszu spojrzenie "zimnych" fiołkowych ślepi, starając się przy tym wszystkim brzmieć jak najbardziej beznamiętnie. Nie ciężko było jednak zauważyć, co tak naprawdę kryło się pod tą słabo wykreowaną maską.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Randka w ciemno?

#8

Była taka śliczna! Z fiołkowymi oczami i śnieżnobiałym futerkiem zauroczyła go kompletnie.
- Thaisis... – Wyszeptał to imię z taką czcią jak gdyby miałby je wymówić tylko ten jeden raz. Czuł się jak w jakimś pięknym śnie. Wszystko błyszczało i lśniło, a przed nim stała wadera idealna. Uranos musiał przyznać, że była ździebko... Duża, jak na jego standardy, ale chyba nie mogło to sprawić większego problemu w dalszym rozwoju sytuacji. Mógłby ją zaprowadzić do Sharan i mogliby się razem bawić. Pokazałby jej jamę i Malakaia jak robi tą wkurzoną minę kiedy coś przeskrobie. Właściwie to, to mogłoby być nudne. Robił ją prawie cały czas więc szybko można stracić zainteresowanie.
- Eeee, weź przestań. – Chrząknął zawstydzony tymi wszystkimi komplementami. Przynajmniej ona jedna dostrzegła jak bardzo starał się dobrze wypaść. A właśnie... Dopiero teraz do jego nozdrzy dopadły po kolei, coraz bardziej niepokojące zapachy. Najpierw mleczna wadera. Owszem, pachniała ładnie, ale obco. Uranos powoli łączył kolejne fakty. Taki zapach nie był charakterystyczny dla kogoś kto wędrował samotnie. Pasował on raczej do... Niego. Czyli do członka watahy. Skoro jednak nie spotkał wcześniej Księżniczki oznaczało to tylko jedno. Pochodzi ona z innej grupy. Kiedy w końcu to zrozumiał, nawet nie miał czasu na właściwą reakcję. Wadera przerwała rozmowę i dziwnie zasłoniła cały widok przed malcem.
- O, nie widziałaś go wcześniej? – Zapytał zaskoczony. Basior był duży i czarny, tak jak on. Schowany za drzewem stanowił dla Uranosa ewidentną różnicę między pniem. Był inteligentnym szczeniakiem! Umiał odróżnić wilka od rośliny!
- Spokojnie, na pewno nic nam nie zrobi. Jest czarny jak ja, więc to praktycznie brat! – Wyszeptał do ogona Thaisis mając nadzieję, że słowa te dotrą również do jej uszu. Już znacznie głośniej zwrócił się do nowopoznanego basiora.
- No cóż... Może i ktoś mi wspominał co nie co o włóczeniu się tu i ówdzie. Ale widzę, że nie ja jeden uznałem to za zbyteczne ostrzeżenie. Przecież ty też jesteś tu sam! – Uśmiechnął się, zadowolony ze swojego, jedynego w rodzaju toku rozumowania.

Randka w ciemno?

#9
Ledwie zdążył wyjść z ukrycia, grzecznie się przywitał, a tu proszę, wadera wyskoczyła przed szczeniaka jakby chciał ich pożreć. Zupełnie bezsensu, przecież Balor był w całkowicie przyjaznym nastroju, cóż nie wiedzieć czemu za każdym razem gdy miał jak najlepsze intencje traktowano go jakby był jakimś psychopatą. Westchnął głęboko i wciąż przyjaźnie, chociaż niezmiennie nieprzyjemnym głosem, w końcu taki już miał, odezwał się do wilczycy.
- Och mam mnóstwo problemów, ale do was nie mam nic - starał się uspokoić bojowo nastawioną srebrną samicę, która wydała mu się całkiem sympatyczna. Pewnie głównie dlatego, że odwaga wilczycy nie umknęła uwadze basiora. Tak widział, że była przerażona i dlatego zyskała szacunek czarnego. Nie sztuką było nie czuć lęku, prawdziwą odwagą było stanąć przeciw zagrożeniu mimo swoich słabości. Tym bardziej w obronie zupełnie obcego szczeniaka. Basiorek zaś okazał się dość spostrzegawczy, a przynajmniej był bardziej świadom otoczenia niż zbierająca zioła samica.
- Masz rację młody, ale chyba mnie nie zaatakujecie co ? - zaśmiał się ponownie, ale nie dlatego, że drwił z nieznajomych, a zwyczajnie mały wilczek był całkiem sprytny w swoim bezpośrednim toku rozumowania.
Nie zrażony oschłym powitaniem, podszedł do grupki w poszukiwaniu suchego gruntu. Miał serdecznie dość błota i wilgoci, które prześladowały go od dłuższego czasu. Udało mu się znaleźć skrawek zaraz obok samicy. Nie zastanawiając się więc podszedł do srebrnej i czekoladowego, by bez stresu usiąść sobie wygodnie obok nich.
- Zwiedzacie ? - zapytał, zerkając to na szczeniaka to na wilczycę.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Randka w ciemno?

#10
Słysząc komentarz, zza swojego ogona, odrobinę się zmieszała. Skupiona na młodziku, niemal całkowicie przestała zwracać uwagę na otoczenie oraz przeróżne zapachy, które jeszcze chwilę wcześniej uważnie badała. Niestety złapała się na tym już nie pierwszy raz, co zdołowało ją jeszcze bardziej - cóż, za późno. Teraz pozostało jej tylko po raz kolejny powziąć postanowienie, że nic takiego się już w przyszłości nie wydarzy... chociaż było to niestety dość mało prawdopodobne - mimo to miała zamiar próbować wyeliminować to aż do skutku, niezależnie od tego ile czasu i strachu będzie ją to kosztowało. O ile oczywiście, wcześniej przez to nie zginie, ale to już inna sprawa.
- Nigdy nie możesz mieć pewności, że nic Ci nie zrobi. - rzuciła cicho do malca, gdy ten po raz kolejny się odezwał. Z resztą, co miał do tego kolor sierści? Nigdy dotąd nie spotkała się z tak dziwnym i odrobinę naiwnym podejściem. To tylko szczeniak ... Zaraz, czy on powiedział, że też jest czarny? - zdusiła w sobie ochotę spojrzenia na malca, aby to dokładnie sprawdzić i nadal uparcie wpatrywała się w nowego przybysza. Ani na chwilę nie spuszczała dorosłego basiora z oka, a gdy przysiadł tuż obok niej, profilaktycznie odsunęła się odrobinę na bok, stając do niego przodem, aby w pełni móc go obserwować.
- Można tak powiedzieć. A T-ty? Chcesz czegoś? - Thaisis czuła się wyjątkowo niekomfortowo w towarzystwie obcego, potencjalnie niebezpiecznego samca, zaś Uranos najwidoczniej wręcz przeciwnie. Nie potrafiła tego zrozumieć w żaden sposób, lecz pomimo to ani jej się śniło zostawiać go tu z nim samego. Korzystając z okazji szybko zerknęła w stronę malca - nie, zdecydowanie nie czarny. Ten śliczny czekoladowy brąz za nic nie mógł się równać z ponurą czernią.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron