Bezpieczne schronienie

#1
Uczestnicy: Maelvius
Miejsce: Jaskinia niedźwiedzicy
Czas: Po wizycie na górskiej łące.
Informacje dodatkowe: Jest ciepły wieczór.

Idąc przed siebie w poszukiwaniu tymczasowej kryjówki dotarł do iglastego lasu. Dłuższy czas kluczył nieśpiesznie między drzewami, starając się trzymać cienia i utykając nieco na tylną łapę. Rozglądał się wokół uważnie, by nie przeoczyć żadnego istotnego szczegółu, póki nie odnalazł czerniejącej w ziemi, głębokiej dziury, która po bliższych oględzinach okazała się być wejściem do obszernej jaskini.
Wziął kilka głębszych wdechów, badając napływające z powietrzem rozmaite wonie. Wyczuł zapach rozmaitych zwierząt, w tym wilka i niedźwiedzia, lecz wydawały się być one na tyle zwietrzałe, że nie wzbudziły w nim niepokoju. Cokolwiek je tam pozostawiło, odeszło już dawno. Do wejścia wgłąb jaskini zachęcił go również cichy szmer wody przepływającej pod ziemią. Przynajmniej nie będzie musiał się stąd ruszać, by zaspokoić pragnienie.
Wszedłszy powoli do środka, skierował się wpierw do strumyka, nad którym się pochylił i wziął kilka łyków wody, by następnie zanurzyć resztę ciała. Chłodna woda przyniosła niemałą ulgę obolałym mięśniom, pozwoliła też odegnać zmęczenie. Przy okazji zmył z siebie resztki brudu, które zdążyły przylgnąć do jego sierści podczas podróży. Po dłuższej chwili wygramolił się na brzeg i otrzepał z nadmiaru wilgoci, kierując się zaraz w bardziej osłonięty kąt jaskini, gdzie przysiadł wśród licznych głazów. Tam dokończył toaletę, dokładnie wylizując sierść, poświęcając najwięcej uwagi swej poparzonej tylnej łapie.
Podczas oczyszczania tej kończyny, sięgnął do wplecionych we włosie na karku ziół, wyplątując znaleziony całkiem niedawno czarny bez. Ów czym prędzej wziął do pyska i zaczął przeżuwać, rozgniatając go powoli na papkę. Uzyskawszy odpowiednią w jego mniemaniu konsystencję, ponownie pochylił się nad poparzoną kończyną, by kilkoma ruchami języka rozprowadzić po niej delikatnie roztarte zioła. To powinno przyśpieszyć gojenie... Szkoda tylko, że nie mam więcej bzu, pomyślał, wzdychając, po czym plunął w bok, pozbywając się tym samym ostatnich resztek rośliny.
Odczekawszy kilka dłuższych chwil wyplątał z sierści jeszcze nieco mniszka lekarskiego oraz arniki górskiej. Odłożywszy tę drugą na bok, przystąpił do powolnego przeżuwania pozostałych roślin, by po chwili pozostałą w ten sposób papkę rozetrzeć na swędzących, pokrytych wysypką miejscach. Na koniec podobnie postąpił i z arniką, rozprowadzając ją po obolałych miejscach, delikatnie masując przy tym bolące mięśnie.
Wreszcie przesunął się nieco głębiej w kąt jaskini, układając się najwygodniej, jak tylko był w stanie. Westchnął ciężko i przymknął ślepia, w duchu licząc na to, że nikt go teraz tu nie znajdzie. Musiał odpocząć i odzyskać siły, nim ruszy w dalszą drogę.
Ostatnio zmieniony poniedziałek 11 wrz 2017, 15:15 przez Maelvius, łącznie zmieniany 1 raz.

Bezpieczne schronienie

#2
Choć samiec zwlekał z leczeniem to jego umiejętności medyczne były na tyle dobre, że Malevius z chorobami poradził sobie praktycznie od razu. Teraz ani poparzenie, ani wysypka, czy też bóle mięśni mu nie grożą. Może spać spokojnie.

/Maelvius jest zdrowy.

Bezpieczne schronienie

#3
Choć zdecydowanie sen pomógł mu odzyskać utracone siły, nie należał bynajmniej do spokojnych. Umysł basiora szybko wykreował niepokojące wizje pełne zniekształconych, lecz jednocześnie boleśnie znajomych oblicz wykrzywionych w szyderczych uśmiechach oraz tysięcy bladych ślepi niezidentyfikowanych stworzeń obserwujących go z cieni. Przez chwilę tuż po przebudzeniu wydawało mu się, że te same wyprane z wszelkich barw oczy przyglądają mu się z przeciwległego, ciemnego kąta jaskini.
Przez moment leżał nieruchomo, dysząc głośno i wpatrując się tępo w przestrzeń. Wkrótce jednak gwałtownie szarpnął kilkukrotnie łbem, a oblicze oszpecił wyraz obrzydzenia.
- Plugastwo... - wymamrotał do siebie, po czym splunął. Potrząsnąwszy uprzednio ponownie łbem podniósł się do siadu, rozglądając przez chwilę po wnętrzu groty. Następnie odwrócił się, by sprawdzić stan swojej łapy oraz uprzednio dotkniętej wysypką skóry. Na szczęście wyglądało na to, że zioła zastosowane zioła podziałały, gdyż wszelkie dokuczliwe objawy ustąpiły. Przejechał kilkukrotnie jęzorem po poparzonej uprzednio kończynie, oczyszczając naruszone miejsca z brudu, po czym wstał, przeciągając się przy tym, by rozprostować kończyny. Ziewnąwszy przeciągle, powolnym krokiem udał się ku wejściu do jaskini, by po chwili ją opuścić.

//zt.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron