O ziołach i nie tylko

#1
Uczestnicy: Lokatt, Resef
Miejsce: Rozlewisko
Czas: Kilka godzin po powrocie Lokatt z Wydm.
Informacje dodatkowe: Pogodny poranek.

Po kilku godzinach drogi wreszcie znalazła się z powrotem w pobliżu znanego jej jeziora. Jako, że wracając obrała nieco okrężną drogę, znalazła się koniec końców w innej części otaczających akwen terenów, w której do tej pory nie miała okazji przebywać. Nie, żeby tego żałowała - okolica bowiem nie należała do przyjemnych. Pod łapami rozpościerały się kałuże błota, a w gęstym od oparów powietrzu unosił się odór butwiejącego drewna, nieprzyjemnie drażniąc nozdrza samicy. Gdyby nie połyskliwa toń jeziora migocząca gdzieś pomiędzy liśćmi okolicznych drzew mogłaby dojść do wniosku, że przypadkiem znów zawędrowała w okolice mokradeł.
Nie miała ochoty zabawić tu zbyt długo, lecz zmęczenie po męczącej wędrówce zmusiło ją, by gdzieś na chwilę spocząć. Obrała sobie jeden z większych zwalonych pni leżący nieopodal, który wyglądał jeszcze na stosunkowo stabilny. Wskoczyła nań i pokręciła się tam chwilę, by wreszcie ułożyć się wygodnie na porastającym go mchu. Był miękki i wygodny - samicy więc nagle przyszło do głowy, by wymościć nim odkrytą niedawno przez siebie kamienną wnękę na wysepce, służącą jej za schronienie. Z pewnością spanie na posłaniu z mchu byłoby wygodniejsze niż na gołej skale.
Smród szybko przestał jej przeszkadzać, kiedy skupiła się na czymś zgoła innym. Owszem, wyprawa była męcząca, lecz przynajmniej przyniosła jej pewne korzyści. Najpierw spotkanie z Muuajim, który może okazać się w przyszłości niezwykle przydatnym sojusznikiem. Następnie tam, na wydmach, przekonała się, że węże najwyraźniej nie mają zamiaru przemieszczać się wgłąb krainy, przynajmniej na razie. Poprawiało to zdecydowanie humor szarej, uspokajając dręczące ją od ostatnich dni myśli. Być może jeszcze nic nie jest stracone i w końcu wszystko zacznie układać się według planu.
Leżała, lecz głowę wciąż miała uniesioną. Bursztynowe ślepia w nieskończoność prześlizgiwały się po otoczeniu, uszy obracały w stronę każdego dźwięku. Nie była senna, zresztą, nie mogła sobie pozwolić na drzemkę w takim miejscu, gdzie była całkowicie nieosłoniona. Zamiast tego oddała się znów rozmyślaniom, w nieskończoność snując kolejne plany.

O ziołach i nie tylko

#2
Jako, że samcowi zależało na zostaniu uzdrowicielem Cieni nie mógł sobie pozwolić na braki w zbiorach ziół, dodatkowo okolice wokół wysepki wciąż były mu obce, a jeśli teraz miały to też być poniekąd jego tereny wypadało wiedzieć co się na nich znajduje i czego można się spodziewać. Wolnym, acz sprężystym krokiem pokonywał kolejne odległości starając się zapamiętać jak najwięcej. Pogoda, sprzyjała takiej podróży, chłodny, acz pogodny poranek sprawiał, że basior nawet nie odczuwał zmęczenia. Z czasem teren z płaskiego zaczął coraz bardziej schodzić w dół, zwalniając kroku przyglądał się rozlewisku ku któremu coraz bardziej się zbliżał. Nauki ze starą opiekunką pozwoliły Resefowi już teraz ocenić czego może się spodziewać. Raz, że sama wiedza, którą mu Isztar przekazała była znacząca, a dwa bardzo wyczulony węch samca pomiędzy wonią zbutwiałego drewna potrafił wydobyć tą na której mu aktualnie zależało. Woń różnorakich ziół. Res uśmiechnął się pod nosem i próbując w głowie rozpoznać poszczególne rośliny zadowolony szedł przed siebie. Nie trzeba było długo czekać, by do jego nozdrzy dotarł kolejny, znajomy zapach. Po kilku krokach, niekoniecznie łatwych, bowiem bujna roślinność jak i powalone pnie zostawiały dużo do życzenia, basior dotarł do Lokatt. Czuł się trochę źle z tym, że zdecydował się przeszkodzić samicy w odpoczynku, niemniej jego uzdrowicielska dusza nie pozwalała na obojętne przejście obok, niemalże, wylęgarni ziół. Wodząc ślepiami po roślinach z radością kiwał pyskiem, w końcu prawie wszystkie zielska rozpoznał z samego zapachu. Nie chcąc jednak wyjść na niekulturalnego nim przeszedł do zbierania skinął pyskiem w kierunku wadery z przepraszającym uśmiechem. - Wybacz, że przeszkadzam, jednak nie mogłem przejść obok ignorując tak dorodne okazy ziół. Szybko uczynię swoją powinność, po czym opuszczę teren, by nie zakłócać dłużej Twojego spokoju. - swoje słowa skwitował lekkim ukłonem, by następnie wolnym krokiem zbliżyć się ku kępce krwawnika.

O ziołach i nie tylko

#3
Nie wyczuła samca, wiatr bowiem wiał w przeciwną stronę, lecz usłyszała, gdy przedzierał się przez zarośla. Wpierw ku źródłom odgłosów skierowało się jedno z uszu, a następnie cały łeb. Przy czym odwróciła się może trochę nazbyt gwałtownie, za co zaraz skarciła się w duchu. Przecież powinna sprawiać wrażenie pewnej siebie i opanowanej.
Poczuła ulgę, gdy dostrzegła znajomą sylwetkę, lecz nijak nie dała po sobie tego poznać. Obserwowała Resefa w milczeniu, jak ten powoli się do niej zbliża. Nie zdążyła jeszcze poznać samca, nie darzyła go więc jeszcze tak mocnym zaufaniem, jak wilki, z którymi spędziła ostatnie miesiące. Owszem, przyjęła go do stada zamiast przepędzić precz bądź też raczej rozkazać go zabić, bowiem sytuacja z Ve'nevri nauczyła ją, że puszczanie wolno wilków posiadających pewne informacje o stadzie nie jest rozsądna. Lecz uczyniła to głównie dlatego, że ten był doświadczonym uzdrowicielem, a od czasu odejścia fiołkowookiej stadu takiego brakowało. Był potrzebny. Lokatt miała nadzieję, że przynajmniej on jej nie zawiedzie.
Na słowa Resefa odpowiedziała krótkim skinieniem łba, siląc się przy tym na lekki, niemal niedostrzegalny uśmiech.
- Nie przepraszaj. I tak niebawem miałam wracać na wyspę - oznajmiła uprzejmym, choć nadal wypranym ze zbędnych emocji tonem.
Zamilkła na chwilę i nie ruszając się z miejsca obserwowała, jak basior zbiera zioła. Krwawnik, zatrzymuje krwawienie, przemknęło jej przez myśl, gdy zawiesiła wzrok na trzymanej przez samca roślinie. I w tym właśnie momencie uświadomiła sobie, jak duże ma szczęście, iż czarny basior postanowił przyjść akurat tutaj. Pragnęła w końcu dowiedzieć się czegoś więcej na temat ziół, a ów tę wiedzę niewątpliwie posiadał. Zresztą, nawet i wcześniej, na wyspie obiecał jej nieco nauczyć, gdy nadarzy się okazja.
Podniosła się więc powoli, przeciągnąwszy nieśpiesznie i otrzepała futro z rozmaitych śmieci, które zdążyły się do niego przyczepić. Następnie zgrabnie zeskoczyła z pnia, lądując tuż obok Resefa, uważając przy tym, by nie zadeptać rosnących w pobliżu ziół. Uśmiechnęła się lekko do samca.
- Choć skoro oboje mamy chwilę czasu, miałabym do ciebie pewną prośbę - odezwała się po chwili. - Nie będę ukrywać, że moja wiedza o ziołach jest dość mocno ograniczona. Nie znam wielu ich gatunków, ani niczego prócz podstawowe ich zastosowanie. Zastanawiam się, czy nie mógłbyś nauczyć mnie o nich nieco więcej.
Zamilkła, przypatrując się uważnie wilkowi. Wątpiła, by teraz odmówił. Po pierwsze, obiecał jej już to na wyspie, po drugie, zapewne będzie chciał wkupić się w łaski przywódczyni stada, do którego niedawno dołączył.

O ziołach i nie tylko

#4
Kusiło go by zerknąć na samicę, chciał się jej przyjrzeć, poznać każdą bliznę i każdą zmianę umaszczenia na jej ciele, co jak co był wzrokowcem oraz perfekcjonistą, uwielbiał patrzeć i zapamiętywać bez większego celu, ot po prostu, taka natura. Wiedział jednak kiedy należy się wstrzymać, nawet gdy ciekawość ledwo dawała trzymać się w ryzach. Ponadto samica była wyższa rangą, a samiec to uznawał bezsprzecznie, nawet gdyby był silniejszy nie odważyłby się zbuntować, w końcu czymś sobie ta wadera musiała zasłużyć na obecny stołek. Nie rozmyślając jednak dłużej cmoknął pod nosem wciąż przypatrując się kępce krwawnika, długo jednak nie wytrzymał, bo wadera stała tuż obok, wilk uniósł pysk wlepiając ślepia w Lokatt, kąciki warg lekko się uniosły. - Co racja to racja. Bardzo chętnie przekażę Ci swoją wiedzę. Niemniej pozwolę sobie na na złożenie Ci pewnej propozycji.. Ja przekażę Ci tyle na ile pozwoli nam czas, a w zamian za to odpowiesz mi na dwa pytania. Zgoda? - wyraz pyska miał niesamowicie poważny, złote tęczówki ani na chwilę nie uciekały od ślepi Serca Nocy, po krótkiej chwili jednak wilk nie wytrzymał i zaśmiał się gardłowo. - Wybacz, wybacz. - rzucił machając łapą w przepraszającym geście. - Rzecz jasna nie mam prawa oczekiwać od Ciebie nic w zamian, w końcu jestem tylko zwykłym uzdrowicielem. Przepraszam, że pozwoliłem sobie na tak bezczelne zachowanie. Przekażę Ci swoją wiedzę mimo wszystko. - swoją wypowiedź skwitował krótkim uśmiechem po czym wzrok zatopił w krwawniku, chciał wybrać najdorodniejsze okazy, więc z pomocą łapy przebierał w roślinach. Z tylu głowy wciąż jednak krążyła myśl by samica pociągnęła temat nurtujących go pytań. - Szczerze powiedziawszy nie przepadam za doustnym stosowaniem ziół, w końcu nigdy nie wiadomo czy coś nie wygląda podobnie jak standardowe zioło, a jest trujące, prawda? Tylko sprawdzone zioła stosuję na wewnętrzne dolegliwości. Ten tutaj krwawnik pasuję do opatrywania ran idealnie. - mruczał jakby do siebie przerywając tylko po to by skubnąć trochę zioła i wplątać je w sierść - Natomiast ten tutaj lulek jak i tojad są trujące, choć oba mają też zastosowania w leczeniu. Głupie prawda? By Cię wyleczyć muszą nieco osłabić. - uwielbiał mówić o ziołach, mógł to robić godzinami, przerywając tylko na chwilę by zwilżyć gardło. Trujących roślin też trochę skubnął, po czym zgrabnym skokiem dopadł kępkę nagietku i skrzypu. - Nagietek do stosowania wewnętrznego, skrzyp wolę używać na zewnątrz. W końcu wiadomo, że zastosowane bezpośrednio działa szybciej na ranę, jak w chwili gdy musi przejść przez żołądek. - cień uśmiechu przebiegł po jego pysku gdy przypomniał sobie białą samiczkę z wysepki. - Jeśli mówię zbyt ogólnikowo pytaj. Na tym się wychowałem, więc dla mnie to rutyna. Czasem ciężko mi się dostosować. A zadawanie pytań to nie wstyd, prawda? Szczególnie gdy mają poszerzyć naszą wiedzę. - po swoim ostatnim zdaniu uniósł pysk ku górze, jego głos był nad wyraz przyciszony, a zachowanie dziwne i nienormalnie spokojne. Czuł się tu idealnie. Po opuszczeniu pyska zaopatrzył się o zioła które chwilę wcześniej omawiał i przeniósł wzrok na Lokatt czekając na konkretne pytania.

O ziołach i nie tylko

#5
Spotkanie z nowym członkiem watahy, któremu Lokatt jeszcze nie ufała wymagało ostrożności, jednak z jakiegoś powodu wadera odczuwała potrzebę mówienia tylko tego co było zgodne z prawdą. Ciężko było stwierdzić czy to jego osoba miała taki wpływ na Serce Nocy, czy jakaś wewnętrzna potrzeba, ale jedno było pewne... Samica musiała znacznie uważać na to co mówi, by nie przekazać Resefowi zbyt dużo informacji.

/Lokatt czuje potrzebę mówienia wyłącznie prawdy

O ziołach i nie tylko

#6
Obserwowała samca kątem oka. Widziała, jak bacznie się jej przygląda, lecz nie raziło jej to w żaden sposób. Ot, zwykła ciekawość. Sama robiła to samo, starając się zapamiętać najistotniejsze detale jego wyglądu, choć zdecydowała się czynić to bardziej dyskretnie. Nie chciała, by samiec zrozumiał jej zachowanie opacznie, wynikłyby z tego jedynie problemy.
Miała nadzieję, że Resef nie zapyta, dlaczego nagle zapragnęła uczyć się więcej o ziołach, bądź też zainteresuje, dlaczego do tej pory wiedziała o nich tak niewiele. Nie miała ochoty opowiadać ani o powodach, jakie nią kierowały, ani przeszłości, której się wstydziła. W normalnych okolicznościach zapewne wymyśliłaby jakąś wiarygodną historię, lecz dziś z niewiadomych powodów żadna nie przychodziła jej do głowy. W dodatku wizja okłamania uzdrowiciela w jakiś dziwny sposób ją odrzucała. Zdecydowała się wyjątkowo być z nim szczera - choć oczywiście zapewne zdradzi mu jedynie ten informacje, które nie mogły jej nijak zaszkodzić. W końcu nie ufała mu jeszcze w stu procentach.
Uniosła jedną brew w geście lekkiego zdziwienia, gdy samiec przedstawił jej swoją ofertę. Początkowo takie stawianie warunków nieco ją zirytowało. W końcu to ona była przywódcą tego stada, tak więc miała prawo żądać od swych podwładnych czego sobie zapragnie. Jednakże późniejsze słowa basiora nieco ją uspokoiły, nim z jej pyska zdążyły się wydostać cisnące się nań, ostre słowa.
Zastanowiła się chwilę. Owszem, mogła zignorować jego słowa, w końcu ten zapewnił, iż mimo wszystko podzieli się z nią swoją wiedzą. Lecz wówczas nie zdobyłaby zaufania basiora, co było rzeczą kluczową w zaistniałej sytuacji. Wiedziała, że Ve'nevri nie zaatakuje ją bezpośrednio, choć wnioskując z jej zachowania zapewne nieraz miała na to ochotę. Tym samym wydałaby na siebie wyrok. Stara wiedźma mogła zaszkodzić Cieniom w dwojaki sposób. Sprzedać posiadane informacje bądź podburzyć członków stada przeciwko niej. Co prawda na chwilę obecną wataha nie miała wrogów. Lokatt wiedziała o istnieniu stada gdzieś w puszczy, lecz wątpiła, by tamci mieli jakiekolwiek pojęcie o wilkach zamieszkujących tereny nad jeziorem. Nie mogła być pewna, jakie tamta wataha ma plany i intencje, jednakże na chwilę obecną ich atak był mało prawdopodobny. Prędzej spodziewałaby się knucia przeciwko niej samej i prób wywołania buntu. Tego ostatniego można uniknąć, jeżeli jej podopieczni będą jej ufać. A ukrywanie tego, co nie jest konieczne zdecydowanie jej w tym nie pomoże. Powinna odpowiedzieć na pytania basiora... Oczywiście z pominięciem kilku niewygodnych szczegółów.
- Och, oczywiście. Wszak na tym świecie nic nie jest za darmo, prawda? - odrzekła, jakby nieco rozbawiona, siląc się na uśmiech. - Myślę, że odpowiedzenie na te pytania jest wystarczającą ceną za zdobycie wiedzy, więc to uczynię. Oczywiście, jeżeli będę znać odpowiedzi.
Następnie umilkła, zbliżając się nieco bardziej do basiora i słuchając go uważnie. Podążała za nim, gdy się poruszał, pochylając się nad omawianymi przez niego ziołami, starając się zapamiętać ich wygląd i zapach, a także odnotować w głowie słowa samca. Nad trującymi roślinami spędziła nieco więcej czasu, by dokładnie się im przyjrzeć. Nie chciała wszak dopuścić do pomyłki w późniejszych czasach.
Na razie nie zbierała ziół, badając je jedynie uważnie, zapamiętując to, co mówił basior. Całe szczęście, że pamięć miała całkiem dobrą i zazwyczaj szybko przyswajała nowe informacje.
Gdy ten spojrzał na nią wyczekująco, umilkła na chwilę, by się zastanowić. Powtórzyła jeszcze raz zasłyszane przed chwilą słowa, jak i nauki swej ciotki, zanim zdecydowała się ponownie zabrać głos.
- Nagietek i skrzyp stosuje się na krwawiące rany, to wiem. A nagietek? Przy jakich chorobach znajduje zastosowanie? - zapytała, nie potrafiąc sobie przypomnieć właściwości owego zioła. - Jeżeli chodzi o rośliny trujące... W jakich dawkach wciąż są bezpieczne, a kiedy niechybnie zaszkodzą? - te słowa wypowiedziała nieco szybciej, niż powinna, przez co skrzywiła się w duchu. Miała nadzieję, że Resef nie zainteresuje się, dlaczego tak ciekawią ją trucizny. Wówczas musiałaby przyznać się, iż obawia się otrucia, bowiem z jakiegoś powodu nie mogła zdobyć się na kłamstwo.
- Jest jeszcze jedno - dodała, po czym ostrożnie wyplątała z sierści aloes i ułożyła go przed samcem. - Znalazłam to na wydmach, kiedy zdecydowałam się tam nieco rozejrzeć, by upewnić się jak wygląda sytuacja z tymi wężami. Nigdy wcześniej nie spotkałam tej rośliny, więc zdecydowałam cię o nią zapytać. Wiesz może, czy jest przydatna?
Utkwiła wyczekujące spojrzenie w basiorze, w duchu wyrzucając sobie, że powiedziała odrobinę zbyt dużo. Z drugiej jednak strony, w samym zwiadzie nie było wszak niczego złego, a o spotkaniu Muuajiego nie miała najmniejszego zamiaru wspominać.

O ziołach i nie tylko

#7
Samcowi ciężko było odgadnąć jaka tak naprawdę jest Lokatt, ale w sumie nawet mu na tym nie zależało, każdy miał swoje tajemnice i on to dobrze rozumiał. Nie rozumiał tylko jednego.. Robienia czegoś wbrew swojej woli. Nie chcąc jednak przeciągać w obawie, że wadera się rozmyśli postanowił zadać swoje pytanie. - W sumie to czysta ciekawość, w głównej mierze ze względu na fach... Kim jest i co zrobiła Ve`nevri? To moje pytania. Jeśli uważasz je za niestosowne, bądź potrzebujesz czasu by zebrać odpowiedź, nie naciskam. Tak jak mówiłem, to tylko czysta ciekawość. - swoje słowa zwieńczył krótkim uśmiechem, nieco się obawiał, że w głowie samicy może zrodzić się myśl, że Ven interesuje Resa nie bez powodu. Szybko jednak pozbył się obaw, w końcu, albo jesteśmy stadem, ufamy sobie, albo niech każdy pójdzie w swoją stronę, a cała farsa się skończy, prawda?
Zainteresowanie Lokatt jego słowami podłechtało znacznie ego samca, w końcu miał okazję się wykazać i komuś zaimponować tym co od lat studiował. - Nagietek?Działa odkażająco i przeciwbakteryjnie. O ile pierwsze działanie może się przydać zewnętrznie tak drugie głównie wewnętrznie. Czasem warto dla czystego sumienia przegryźć nagietku, nie zaszkodzi, a może pomóc. Na rany zewnętrzne jednak polecam coś skuteczniejszego.. O! Jak ten tutaj ostrokrzew kolczasty.. - wilk pochylił się by skubnąć kolejnej rośliny i wplątać ją w futro. - Świeży? Skuteczny na katar. Suszony? Na krwawienie zewnętrzne. Ponadto kora i liście dobrze działają jako okład na złamania i zwichnięcia. To polecam zabrać, zawsze się przyda. - Res tym razem skubnął trochę rośliny dla wadery, układając pęczek tuż pod jej łapami. - Trujące? Hm, ciężko stwierdzić. Zależy od organizmu u chuderlaka trucizna zadziała szybciej, u pokaźnego grubaska wolniej. W innym przypadku może się okazać odwrotnie, chude ciało, zima, wolniej krew płynie, sama rozumiesz. Ja z obserwacji i doświadczenia wiem, że najlepiej jest spożywać nie więcej jak dwie takie gałązki co sześć do ośmiu godzin. Uśmierzają ból, więc w wypadku poważniej rany ciężko jest wytrzymywać sześć godzin z rwącą raną, dlatego właśnie trzeba dbać o różnorodność ziół w swoim zbiorze. W naszym wypadku lulka i tojad już moglibyśmy spokojnie zastąpić skrzypem, który może być stosowany do woli. Acz! Powtarzam to zawsze i wszędzie.. Co z dużo to niezdrowo. Raz, że przedawkowanie nawet tych dobrych ziół wiąże się z dolegliwościami żołądkowymi to jeszcze wilk się uodparnia tylko. - swój monolog skwitował krótkim skinięciem pyska. Res zbytnio nie zwracał uwagi na to co interesowało samicę, był tylko stadnym uzdrowicielem, nie miał prawa się interesować prywatnością Lokatt, z drugiej strony wiedza o truciznach wydawała mu się najważniejsza i był bardzo dumny z wadery, że zajęła się tym, a nie pewnie jak większość wilczyc pytaniem o coś na "zdrową, piękną sierść". Zainteresowany słowami Serca Nocy szybko przybliżył pysk do rośliny szczerząc zęby jak dziecko. - Nono, ciekawe znalezisko, zapewne z jakichś pustynnych terenów, trudno dostępne, ale idealne jako baza. Otóż szanowna Serce Nocy odnalazła aloes. Ze względu na drobne igiełki należy uważać, ale poza nimi jest to skarbnic wszystkiego co dobre, podobne działanie do nagietka, ale aloesu używa się jeszcze do tworzenia mieszanek. - samiec podszedł do niewielkiego głazu stojącego w cieniu po czym ułożył na nim roślinę Lokatt, pokrzywę oraz lulek czarny. - Pozwoliłem sobie przejąć Twoje znalezisko, niemniej zamierzam pokazać Ci coś wyjątkowego, co również warto znać. Zainteresowana, czy czas Cię nagli? - przechylając lekko łeb z pytającym spojrzeniem czekał na odpowiedź samicy

O ziołach i nie tylko

#8
Ledwie powstrzymała westchnięcie, gdy usłyszała pytanie samca. Oczywiście. W końcu ten wydawał się być z jakiegoś powodu zainteresowany starą uzdrowicielką tam, na wyspie. Czy jednak wynikało to jedynie z tego, iż oboje posiadali sporą wiedzę o ziołach? Mogło tak być, lecz powody mogły być i inne. Czy wszystko na świecie musi sprowadzać się do cholernej Ve'nevri? Ostatnio odnoszę takie wrażenie, pomyślała z irytacją. Ale no cóż, teraz już było za późno, by się z tego w jakikolwiek sposób wykręcić, czy uniknąć odpowiedzi. Znów z jakiegoś powodu nie mogła się zdobyć na kłamstwo - a to przecież w tej sytuacji mogłoby wszystko odmienić. Być może udałoby się wmówić Resefowi, że szara jest podłą zdrajczynią, samolubną i wyrachowaną, bez skrupułów wykorzystującą każdą słabość napotkanych wilków przeciwko nim samym. Jeżeli ten by w to uwierzył, zapewne nie chciałby zadawać się ze starą, zaczął nią gardzić i być może nawet chętniej pomógł jej pozbyć. Lecz nie potrafiła. Sama nie wiedziała, co się dzisiaj z nią dzieje. Dlaczego nagle zapragnęła być wobec czarnego całkowicie szczera i sama myśl o okłamaniu nowego członka Cieni ją odrzucała. W duchu wyrzucała sobie głupotę i słabość, lecz niewiele to pomogło. Przyczyniało się jedynie do coraz większej frustracji.
- Niewiele wiem o tym, kim jest. Przedstawiła się, jako doświadczona uzdrowicielka, gdy spotkaliśmy ją po raz pierwszy. Spotkaliśmy ją przypadkowo i początkowo chciała się wycofać, lecz później z jakiegoś powodu zmieniła zdanie. Szczerze mówiąc teraz nie wydaje mi się, że uczyniła to tylko z potrzeby bezpieczeństwa. Prawdopodobnie chodziło jej o Keirana, bowiem jego i Thaisis coś z nią łączy, chociaż sama jeszcze nie wiem, co - urwała, zastanawiając się, czy nie mówi za wiele. Jednakże mimo wszystko Res musiał zauważyć, że te dwa wilki nie były jej obce, chociażby dlatego, że fiołkowooka przedstawiła swe warunki w jego obecności. Westchnęła nieznacznie. - A jeżeli chodzi o to, co zrobiła... Nagle postanowiła opuścić stado. Pozwoliłam jej odejść, lecz mimo wszystko to chyba zrozumiałe, że nie mogę jej ufać. Zwłaszcza, że nie kryje się w żadnym stopniu z niechęcią wobec mnie - oznajmiła. Postanowiła przemilczeć powód odstąpienia zielarki od szeregów Cieni oraz pominąć to, co wydarzyło się w zaroślach paproci. Nie chciała w jakimkolwiek stopniu usprawiedliwiać samicy i miała nadzieję, że Resef nie będzie pytał.
Wzdychając nieznacznie ponownie skupiła się na jego słowach, przytakując od czasu do czasu. Zapamiętała informacje o nagietku i ostrokrzewie, przy czym ten ostatni zebrała i wplątała w sierść, uważając przy tym, by nie ukłuć się ostrymi częściami liści. W spokoju wysłuchała wyjaśnień co do trucizn, wciąż kiwając co jakiś czas łbem i zapamiętując najistotniejsze informacje. Tak więc można uznać, że jeżeli ktoś będzie próbował mi podać więcej, niż jedną gałązkę lulka bądź tojadu, planuje mnie otruć. Choć oczywiście, ktoś, kto używa mózgu prędzej ukryje truciznę w mieszaninie innych, niegroźnych ziół, bądź chociażby mięsie. Chyba powinnam dokładnie zapamiętać zapach tych roślin... Choć woń zawsze można ukryć.
Zmarszczywszy lekko czoło uniosła nieco łeb, by rozejrzeć się krótko i spojrzeć na Resefa.
- Rozumiem - rzekła z lekkim wahaniem. - Mam jeszcze jedno pytanie. Czy istnieje skuteczny sposób na wykrycie trucizny, którą ktoś sprytnie ukrył? - zapytała, po czym, uznając, że to może już wydać się zielarzowi podejrzane, dodała. - Pytam na wszelki wypadek. Jak wiadomo nie wszystkie wilki mają dobre intencje.
Resefa nie powinno to zbytnio zdziwić - w końcu była przywódczynią stada, więc nie było w tym niczego dziwnego, iż rozważa możliwość, że ktoś kiedyś zapragnie targnąć się na jej życie. W końcu niejednokrotnie słyszy się o zdradach i morderstwach, pozbywaniu się konkurencji bądź wroga podstępem. Władca powinien być tego świadomy i pozostać czujnym.
Aloes, powtórzyła w myślach, przyglądając się kolczastej roślinie i badając jej aromat. Nie powinna mieć problemów z jej zapamiętaniem, w końcu wyglądała dość charakterystycznie. Gdy Resef pozbierał zioła i przeniósł ja w pobliże kamienia, podążyła za nim, unosząc lekko brew, gdy usłyszała jego słowa.
- Na chwilę obecną nie muszę się z niczym śpieszyć, tak więc chętnie poznam to "coś wyjątkowego" - odparła, siląc się na lekki uśmiech. Dostrzegła, że Resef wydawał się zadowolony z okazywanemu mu zainteresowania, co sama uznała za dobry znak. Czuł się doceniany. Nie mogła nie przyznać, iż posiadał szeroką wiedzę, która z pewnością okaże się przydatna.

O ziołach i nie tylko

#9
Stał nieruchomo przy głazie obserwując gałązki roślin, choć mogłoby się wydawać, że nie zwraca uwagi na samicę, prawda był taka, że każde jej słowo powoli analizował w głowie stwarzając sobie obraz Ve`nevri. Czasem żałował, że nie ma sposobu by spojrzeć w przyszłość, to by mu się teraz bardzo przydało. Jego jedynym życzeniem było spokojnie zestarzeć się jako medyk jakiejś watahy, wiadomo jednak że nie zawsze wszystko się układa tak pięknie jak zaplanujemy. Ceną jego było życie, więc każde zdanie jak i zachowanie musiał dobierać z wielką ostrożnością. Co prawda nie w głowie były mu zdrady, czy oszustwa, ale mimo wszystko wiedział, że wciąż Cienie są do niego negatywnie nastawione i z czasem będzie potrzebował planu B. Musiał mieć po swojej stronie Lokatt, ale też nie mógł pozwolić by Uzdrowicielka była mu wrogiem. - Och, nie ukrywam, że spodziewałem się czegoś.. hm, spektakularnego? - uśmiechnął się pod nosem wciąż unikając wzroku przywódczyni. - Jestem prostym wilkiem, od szczeniaka uczonym szacunku do życia i tego co nas otacza. Uzdrowicielka taka nie jest, ona jest zbyt pewna swojej nietykalności i to mnie ciekawiło. Sądziłem, że musiało się coś poważnego wydarzyć, a tu ot po prostu starcza naiwność. - zaśmiał się gardłowo tym razem stojąc przodem do wadery. Okazja do wkupienia się w jej łaski zjawiła się szybciej niż można było przewidzieć. - Co ich łączy? - mruknął udając zastanowienie. - Keirana nie wiem, ale Thaisis jest córką Ve`nevri. - z jeden strony był zaskoczony, że ona jako przywódczyni i ta która trzymała ich pod swoimi skrzydłami tego nie wie, postanowił jednak nie wnikać, by swojej szansy na zdobycie zaufania nie stracić głupim pytaniem. - Osobiście jednak wolałbym by to zostało między nami, w końcu w żaden sposób nie zależy mi na tym by zaszkodzić Thai. Liczę, że mogę spodziewać się dyskrecji? - złote tęczówki obiegły ciało Jaskółki by ostatecznie zatrzymać się na jej ślepiach. Teraz nie potrzebował sposobu na poznanie swojej przyszłości, wiedział, że od zachowania Lokatt zależy teraz jego kolejny krok. Jeśli samica zdecyduje się go wydać zmuszony będzie opuścić stado, zapewne by znowu stanąć na drodze Ven, jeśli zaś spełni jego drobną prośbę on zostanie u jej boku i będzie mogła liczyć na jego wiedzę i umiejętności. Nie chcąc jednak wywierać presji na wilczycy postanowił kontynuować temat trucizn. - Moją rolą jest pomóc nauczyć Cię unikać trucizn, a nie wnikać w szczegóły. - przerwał subtelnym uśmiechem po czym wznowił monolog. - Jednym z najlepszych sposobów jest mieszanka aloesu i rumianku. Oba te zioła jesteś w stanie rozpoznać czy w przypadku pierwszego po wyglądzie, czy po zapachu, więc pomyłka nie wchodzi w rachubę. Ich połączenie pozwala wyczulić zmysły na trujące zioła. Nie wymaga to zbyt wiele, ot po prostu zjadasz na raz obie rośliny, działa to natychmiastowo. Nie jest to jednak zbyt długotrwałe. - gdy skończył wskazał pyskiem niewielki kamyk, sugerując samicy by go podniosła, w tym czasie zrobił to samo z innym, który leżał obok jego łapy. Po upuszczeniu go na głaz z wcześniej rozłożonymi ziołami spojrzał na waderę. - Mieszanka którą wcześniej Ci przedstawiłem jest prosta i łatwo ją samemu zrobić. Teraz jednak chciałbym Ci pokazać trochę bardziej skomplikowane połączenie. Zwiększa ono ciśnienie i powoduje zastrzyk adrenaliny. Po niej nie czuć bólu i znacznie lepiej się walczy. Trudno zrobić ją samodzielnie, ale nie jest to niemożliwe. Ogólnie mieszanek jest dużo i na wszystko. Znam nawet rytuał który pozwala by między wilkami wywiązała się rodzinna więź. To jednak wymaga całkiem sporej liczy wilków. - Resef położył łapę na kamieniu zaczynając miażdżyć zioła w celu utworzenia papki, wyczekujące spojrzenie w stronę Lokatt sugerowało by mu pomogła.

O ziołach i nie tylko

#10
W przeciwieństwie do basiora ona wpatrywała się w niego uważnie, starając się, by nie umknęła jej żadna, nawet najdrobniejsza zmiana w jego postawie, czy mimice. Może Resef zbyt wiele nie zdradzał, lecz nieco niepokoiło ją, że tak usilnie unika jej wzroku. Czyżby obawiał się, iż mogła dostrzec w jego ślepiach coś, co zdecydowanie by jej się nie podobało?
Słuchała słów padających z pyska samca uważnie, w kilku momentach ledwie powstrzymując się przed parsknięciem. Coś spektakularnego? No cóż, być może spotkanie z rzekomym wysłannikiem bóstwa, jeleniem znającym wilczą mowę, zasługiwało na takie miano. Jednakże Lokatt na chwilę obecną wolała mu o tym nie opowiadać. Miała nieprzyjemne wrażenie, że zwyczajnie by jej nie uwierzył, uznał za kłamcę lub obłąkaną. W sumie sama również nie dałaby wiary czyimś słowom o tym wydarzeniom. To wszystko brzmiało zbyt nieprawdopodobnie. Gdyby nie to, że wszystkie Cienie to ujrzały, zapewne sama wadera uznałaby to jedynie za jakiś dziwaczny sen.
Następne słowa samca idealnie wręcz opisały to, co szara uważała w znienawidzonej uzdrowicielce za najbardziej irytujące. Czuje się nietykalna, owszem. To wyjątkowo nierozsądna postawa jeżeli jest się starą jędzą stojącą jedną łapą w grobie. Czy jednak rzeczywiście wynika jedynie z naiwności lub zaślepienia pychą? A może ta zasrana wiedźma kompletnie straciła już rozum? Znów poczuła ukłucie gniewu. Poczęła w myślach obrzucać Ve'nevri rozmaitymi obelgami, lecz przestała, gdy dotarły do niej kolejne słowa wypływające z samczego pyska. Mimowolnie otworzyła szerzej ślepia i cofnęła uszy. Thaisis jest jej córką? To w sumie wiele by wyjaśniało. Dlatego znachorka chciała bronić jej tam, na pustyni. I dlatego wydawała się być tak blisko młodej wilczycy. Mówiąc szczerze, Thaisis ma ślepia o podobnej barwie. A co z Keiranem...? Czy i on jest z nią spokrewniony? Basior na oko był w podobnym wieku, jak sama Thaisis, teoretycznie mogliby więc być rodzeństwem. Co prawda wyglądem znacznie różnił się zarówno od niej, jak i samej Ve'nevri, lecz to nie musiało świadczyć o czymkolwiek. Być może powodem były geny jakiś odległych przodków. W końcu nawet i sama Lokatt wśród swego śnieżnobiałego rodzeństwa była jedyną szarą. Chociaż, jakby nie patrzeć, Keiran jest dość spory, tak samo, jak ta cholerna stara suka...
Jedyne, co tu nie pasowało, to sposób, w jaki odnosił się wobec uzdrowicielki sam basior. Zachowywał się, jakby jej nie znał. Bądź nie chciał znać. Być może ona w przeszłości w jakiś sposób go skrzywdziła, a on chowa wobec niej urazę...
Tak, czy owak, powinna uważniej obserwować te wilki.
- Dziękuję, że postanowiłeś mi powiedzieć - odezwała się po chwili, patrząc w jego złote ślepia. Gdy usłyszała kolejne zdanie, nie wahała się zbyt długo. - Nie widzę potrzeby, by ktokolwiek musiał to wiedzieć, więc owszem, dochowam tajemnicy. Nie musisz też obawiać się o Thaisis. Nic jej nie grozi jedynie dlatego, że jest spokrewniona z wilczycą, której nie możemy zaufać. Oczywiście tak długo, póki nie będzie działać na szkodę watahy. Ale to jest już oczywiste.
Owszem, nie miała zamiaru mścić się na samicy. Byłoby to wysoce nierozsądne. Jednakże dzięki informacjom, jakie zdradził jej Resef, wiedziała, iż powinna baczniej ją obserwować. Keirana również, na wszelki wypadek. I jeżeli znajdę jakiekolwiek dowody na to, że przeciwko mnie knują, spotka ich to, na co zasługują wszyscy zdrajcy.
Zamilkła na chwilę, przyglądając się Resefowi spod półprzymkniętych powiek, jakby się nad czymś zastanawiając. Nie była pewna, czy może mu zaufać, lecz miała wrażenie, iż powinna zaryzykować, jeżeli chce dowiedzieć się czegokolwiek więcej o znachorce. Wreszcie podjęła decyzję.
- A jeżeli już jesteśmy przy tej sprawie, teraz ja miałabym do ciebie pewne pytanie - odezwała się po chwili, ostrożnie dobierając słowa. - Zauważyłam, że na wysepce rozmawiałeś z Ve'nevri. I co więcej, wydawało mi się, że dość dobrze się dogadywaliście. I tu pojawia się pytanie - czy powiedziała ci, gdzie jej szukać? Gdzie się ukrywa? - zamilkła na chwilę, patrząc samcowi prosto w ślepia, po czym, po kilku sekundach namysłu, dodała. - Rozumiem, że możesz się obawiać, iż narazisz ją na niebezpieczeństwo, zdradzając te informacje. Mogę cię jednak zapewnić, że ani ze strony mojej, ani ze strony innych Cieni nic jej nie grozi dopóty, póki nie mamy dowodów, że pragnie naszej szkody. Rozumiesz chyba jednak, że jeżeli coś się stanie, będzie pierwszym podejrzanym. Wolę wiedzieć - na wszelki wypadek. Oczywiście, zrozumiem, jeżeli nie zechcesz mi powiedzieć. Pytanie tylko, czy ufasz mnie i moim słowom.
Owszem, ze strony Cieni i samej Lokatt na chwilę obecną znachorce nic nie groziło. Zarówno poszukiwanie zemsty w pojedynkę, jak i wysyłanie do tego członków stada nie było rozsądnym posunięciem. Lecz szara najpewniej przekazałaby informacje o kryjówce samicy Muuajiemu, którego odnalezienie nie byłoby takie trudne. Jaskółka uśmiechnęła się w duchu, dziękując losowi za zesłanie jej tego szamana.
Wysłuchała dalszych słów uzdrowiciela, odnotowując w pamięci jego słowa. Poniekąd ucieszyło ją, iż nie obchodzi ją powód zadawanych przez nią pytań. Zapamiętała wszystko dokładnie, powtarzając sobie jego słowa kilka razy. Rumianek i aloes... Trzeba mieć je zawsze przy sobie.
- Dziękuję, to z pewnością okaże się pomocne - mruknęła, skinąwszy mu lekko głową.
Podniosła wskazany kamyk i przeniosła go na głaz z rozłożonymi na nim ziołami, przenosząc wzrok na samca i przysłuchując się jego słowom z zaciekawieniem.
- Brzmi interesująco - przyznała, przenosząc wzrok z wilka na leżące nieopodal rośliny, chcąc zapamiętać skład mieszanki i jej właściwości. Ponaglona spojrzeniem uzdrowiciela, również położyła łapę na przyniesionym uprzednio kamieniu i przystąpiła do rozcierania ziół, naśladując ruchy samca.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron