Błądząc we mgle

#1
Uczestnicy: Keiran, Naudir
Miejsce: Rozlewisko
Czas: Kilka dni po pogrzebie Melodii
Informacje dodatkowe: Nieprzyjemny, chłodny i mglisty wieczór.

Pogoda zdecydowanie nie sprzyjała spacerom. Od samego rana słońce chowało się za gęstymi, zwieszającymi się nisko chmurami, a teraz, po jego zachodzie zapanował dodatkowo niemiły ziąb. Dodatkowo wilgoć, jaką przesiąknięte było powietrze nad jeziorem tym bardziej wzmagało to odczucie. Niewielkie kropelki wody osadzały się na brązowo - złocistych kosmykach, przez co te powoli nasiąkały, stając się nieprzyjemnie ciężkie. Sporadyczne podmuchy wiatru bez większych problemów prześlizgiwały się między nimi, sięgając skóry i powodując dreszcze.
Mimo tego Keiran uparcie szedł przed siebie, kontynuując swój obchód wokół jeziora. Unosząca się znad zbiornika mgła w znacznym stopniu utrudniała widoczność, co dodatkowo irytowało złocistego. Rzadko kiedy bywał w złym nastroju, lecz dziś na pogorszenie samopoczucia wpłynęło wiele nakładających się na siebie czynników. Oprócz nieprzyjemnej pogody i ostatnich wydarzeń, wciąż żywych w pamięci złotookiego, na zły humor samca wpływ miało także, a może nawet przede wszystkim, nieprzyjemne wrażenie, że zamiast dowiadywać się coraz więcej o tej dziwnej krainie, wie coraz mniej. Nie rozumiał więcej niż połowy wydarzeń, jakie ostatnio miały miejsce, a nikt najwyraźniej nie miał ochoty mu tego wytłumaczyć. Odnosił wrażenie, że nieświadomie został wciągnięty w coś, czego nijak nie potrafił pojąć, zresztą bez jego wiedzy i zgody. Wiele ze znanych mu osobników zdawało się wiedzieć coś więcej, lecz z premedytacją ukrywały prawdę przed basiorem. Być może nawet i kłamiąc w żywe oczy. Dla Keirana, który wysoko cenił sobie szczerość i prawdomówność, było to nie do zniesienia.
Słowem, złocisty zdecydowanie nie był dziś w najlepszym humorze.
Zorientował się, że opuścił tereny należące do Cieni dopiero wówczas, gdy zanikł ich charakterystyczny zapach. Wkrótce zastąpił go nieprzyjemny odór rozkładu, potęgowany jeszcze przez wszechobecną wilgoć. Zmarszczył nos, przystając na chwilę i próbując rozejrzeć się wokół, co skutecznie utrudniała wszechobecna mgła. Warknął cicho, w myślach przeklinając irytującą pogodę. Otrząsnął się niecierpliwie, licząc na to, że pozwoli mu to na pozbycie się kropel wilgoci z sierści. W tych warunkach na niewiele się to zdało, fuknął więc i ponownie ruszył do przodu, ostrożnie, rozglądając się dookoła, starając zorientować się, gdzie właściwie się znajduje. Jeszcze tego brakuje, żebym pobłądził prawie na swoich własnych terenach przez jakąś głupią mgłę, pomyślał.

Błądząc we mgle

#2
Kroczył przed siebie, nie zwracając większej uwagi na otoczenie. Zatopił się całkowicie w swoich marzeniach i planach, z których obejmowała powalanie potężnych kopytnych i imponowanie Fehu na przeróżne sposoby. Odczuwał silną potrzebę udowodnienia waderze własnej wyższości i wiedział, w jaki sposób może to zrobić. Jednak nawet polowanie na niedźwiedzia nie mogło liczyć się z jego największym atutem, asem w rękawie. Naudir wyczuwał bowiem siłę natury, potrafił po nią sięgnąć i nagiąć do własnej woli, i choć wciąż robił to dosyć nieporadnie, dobrze to rokowało. Nie mógł się doczekać momentu, kiedy zaprezentuje swoje umiejętności Fehu, która na pewno padnie z wrażenia.
Do Konkordii zbliżała się zima i to cieszyło basiorka. Dawno już odkrył, że wspomnienia dawnych czasów na Północy dobrze wpływają na jego umiejętności. Teraz zaś mógł prawdziwie poczuć chłodny podmuch wiatru, nie tylko sobie go wyobrazić. Niezwykle podobała mu się obecna pogoda, nie przeszkadzał mu ziąb ani mgła. Przed pierwszym chroniło go futro, drugą uważał zaś za niezwykle interesujące zjawisko. Uwielbiał tajemniczy, czasem niepokojący klimat, a jeszcze bardziej lubił go potęgować. Nie wiedział, czy w pobliżu są jakieś inne wilki, zresztą mało obchodziła go ewentualna reakcja innych. Nie obawiał się reprymendy. Był dorosły i mógł robić co mu się żywnie podobało.
Poczuł nagle odór rozkładu. Normalny wilk pewnie by zawrócił, ale nie Naudir. Przyśpieszył kroku. Nigdy wcześniej nie czuł zapachu zbutwiałego drewna i wydawała mu się ona niezmiernie ciekawa. Nie zatrzymała go woda, ani powalone drzewa. Przeszedł do biegu, starając obierać się w miarę najtrudniejszą trasę, Traktował przeskakiwanie pniaków jako zabawę, ale i trening. Fehu będzie dumna. Jego myśli wybiegały znacznie dalej, znów poczuł palącą potrzebę sięgnięcia po energię z otoczenia. Nie oponował.
- Elden! - krzyknął w niebyt.
Ogień. Ogień rozpalał go od wewnątrz. Okoliczna przyroda oddawała mu swoją moc, a on łapczywie ją przyjmował. Nie był jednak samolubny. To, co zabrał z natury, musiało do niej powrócić, najwyżej w innej postaci. Woda, w której zanurzał łapy podczas biegu nagle stała się lodowata, podmuchy wiatru zimniejsze i silniejsze, unoszące ze sobą płatki śniegu. Naudir zaśmiał się głośno, niezwykle zadowolony z własnego dokonania.
- Liv! - spróbował przekrzyczeć wiatr.
Basiorek wyczuł nagle zapach innego wilka w pobliżu. Nie byłby to problem, gdyby nie to, że osobnik śmierdział stadem na kilometr. Naudir przez chwilę spanikował, nie wiedząc, co powinien zrobić. Zaraz jednak uświadomił sobie, że ciągle znajduje się na terenach niczyich. Wskoczył na najbliższe drzewo, by mieć szerszy ogląd na sytuację - i dojrzał nieznajomego. Spojrzał na niego pytająco, nie odzywając się jednak. Czekał na jego reakcję, na to, jak zareaguje. Trzeba było przyznać, że Naudir nie wyglądał w tym momencie na kogoś niegroźnego. Białe futro, wściekle szarpane przez wiatr niemal zlało się z mgłą, ostre kiełki lśniły w dzikim uśmiechu. Granatowe patrzałki uważnie świdrowały wzrokiem obcego basiora i tylko jeden element psuł ten dosyć groźny wygląd basiora - niewielka gałązka lawendy wpleciona za ucho.
// Naudir używa "Zamieć"
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Błądząc we mgle

#3
Nagły, gwałtowniejszy i dużo bardziej mroźny podmuch wiatru owionął złocistego, uparcie wciskając się między wilgotne kosmyki i dotykając skóry samca lodowatym jęzorem. Wzdrygnął się mimowolnie, strosząc nieco sierść. Na tym jednak się nie skończyło, bo zaraz po jednym zimnym podmuchu przyszły kolejne, raz po raz owiewając wciąż podążającego przed siebie basiora. Kichnął, kiedy coś lodowatego opadło mu na nos. W chwilę potem dostrzegł przed oczyma wirujące leniwie w powietrzu, niewielkie białe drobiny. Śnieg...? Zmarszczył brwi. Owszem, zima zbliżała się nieuchronnie, lecz tak nagła zmiana pogody bynajmniej nie były niczym naturalnym.
Jednakże, nie poprawiło to w żadnym stopniu humoru złocistego. Miał serdecznie dosyć błądzenia we mgle, zarznięcia i przemakania do suchej nitki. Mogłem teraz leżeć sobie gdzieś w jakiejś norze na wysepce, pomyślał z żalem. Wcześniej nie uśmiechało mu się zbyt długie przebywanie w obecności pozostałych członków stada. Większość z nich nadal rzucała mu ponure, bądź pełne współczucia spojrzenia, które zazwyczaj przynosiły odwrotny od zamierzonego skutek.
Coraz bardziej żałował, że w ogóle postanowił wybrać się dziś na tę niewielką przechadzkę, a zwłaszcza, iż jego łapy przyniosły go akurat tutaj. Mgła utrudniała widzenie, lodowate podmuchy wiatru wywoływały dreszcze, błoto nieprzyjemnie oblepiało łapy, a w dodatku jeszcze najwyraźniej zaczynał majaczyć. Wydawało mu się, że do jego uszu dwukrotnie dotarły jakieś okrzyki, lecz sam w sumie nie był pewien, czy usłyszał je rzeczywiście, czy też były to jedynie wytwory jego zmęczonego umysłu. Przez chwilę nawet wystraszył się, że rzeczywiście zaczyna tracić rozum. Być może właśnie ta myśl spowodowała, że wreszcie zrezygnował z dalszego błądzenia coraz głębiej w błoto i postanowił zawrócić.
Jednakże ledwie odwrócił się w stronę, z której przybył, ujrzał bielejącą na jednym z pobliskich pni postać. Zatrzymał się gwałtownie, mrugając, z zaskoczonym wyrazem zdobiącym pysk. Przez krótką chwilę jasnowłosa sylwetka przypominała mu bardziej ulotną, utkaną z wszechobecnej mgły zjawę niż żywego wilka. Ponownie przemknęło mu przez myśl, że chyba całkowicie oszalał i ma jakieś omamy. Jednakże, im szybciej wbijał w nieznajomego spojrzenie, tym bardziej przypominał on żywą istotę, niż ducha, czy widziadło. Ostatecznym dowodem na to, że miał przed sobą prawdziwego psowatego był zapach, jaki przyniósł ku niemu jeden z lodowatych podmuchów.
Niemniej, smukły samiec stał tam, wbijając w niego wzrok i szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. Rzucał mu wyzwanie? Może naśmiewał się z kompletnie głupkowatej miny, jaką ten na jego widok musiał zrobić? Tak, czy owak, był tam i działał na nerwy od dłuższego czasu porządnie już zirytowanego złocistego.
- Czego chcesz?! - burknął w stronę młodszego basiora, również uważnie lustrując go wzrokiem. Słonecznik rzadko zaczynał konwersację w tak niemiły sposób, co w oczywisty sposób świadczyło o jego złym humorze. Wyprostował się przy tym na całą swą wysokość, unosząc nieznacznie ogon. Może i teraz, we mgle i półmroku nie prezentował się tak imponująco, jak w świetle słońca, kiedy to jego futro mieniło się złotem, lecz mimo to i tak robił spore wrażenie. Rosły, silny basior o ślepiach przypominających dwa bliźniacze słońca. W dodatku wybitnie nie w humorze.

Błądząc we mgle

#4
Naudir zachichotał głośno, widząc głupkowatą minę drugiego wilka. Nigdy nie widział jeszcze basiora o tak plastycznym pysku. Potem zrobiło się jeszcze zabawniej, bo Złocisty się zacietrzewił i burknął w stronę Naua grubiańskie powitanie. Ktoś tu jest wybitnie nie w humorku. A taki piękny mamy dzionek! Nie zamierzał drażnić obcego, choć nie ukrywał, że ta perspektywa brzmiała kusząco. Naudir nie szukał jednak zwady, poza tym Fehu prawdopodobnie sprałaby go na kwaśne jabłko, gdyby zainicjował wojnę z jakąś obcą watahą. Może nieznajomemu było po prostu zimno?
- Spokojnie - spróbował jakoś załagodzić zarówno pogodę, jak i sytuację.
To pierwsze mu się udało - wiatr nieco się uspokoił, płatki śniegu zaczęły błyskawicznie topnieć, drugie zaś zależało od reakcji obcego.
Na razie jednak basiorek zeskoczył z pieńka i obszedł dookoła nieznajomego, zachowując jednak bezpieczną odległość. Obwąchał go dokładnie, starał się jednak nie być przesadnie nachalny. Fehu kazała być miłym dla obcych, a on słuchał się rad ciotki. Wreszcie Naudir wrócił na swój pieniek i wygodnie się na nim położył. Uśmiechnął się niewinnie do Złocistego.
- Nic ci nie zrobię. Widzisz, ja tylko... trenuję - zapewnił basiora.
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Błądząc we mgle

#5
Fuknął cicho z niecierpliwością. Pomimo zapewnień młodszego od niego samca wciąż miał nieprzyjemne wrażenie, że ten sobie z niego kpi. Granatowe ślepia białego rozświetlone były wesołymi iskierkami, a z pyska nie znikał uśmiech. Być może w zwykłych okolicznościach widziałby w tym po prostu zwykłą oznakę wesołości, lecz dziś zdawało mu się, że w oczach drugiego wilka czai się drwina. Jego śmiech jeszcze dobitniej na to wskazywał. Białego najwyraźniej niebywale bawił kiepski humor Keirana, co u samca pogłębiało jedynie rozdrażnienie. Może i na co dzień nie był skory do wszczynania awantur z byle powodu, lecz dziś było inaczej. Zapewne później będzie żałował wielu padających z jego pyska słów i podjętych decyzji, jednakże teraz się nad tym nie zastanawiał.
Warknął.
- I niby z czego się tak cieszysz? - burknął, łypiąc na irytującego go samca spode łba. - Jeżeli twój trening musi wiązać się z przywoływaniem w jakiś magiczny sposób takiego paskudnego ziąbu, to idź trenuj gdzie indziej.
W normalnych okolicznościach zastanowiłby się, w jaki sposób nieznajomy jest w stanie kontrolować pogodę, lecz teraz szczerze mówiąc go to nie obchodziło.

Błądząc we mgle

#6
Ani chłodny wieczór, ani przedstawienie Naudira, a nawet jego podły humor. Nic nie uchroniło go przed drobną, zagubioną żmiją, która skrywając się w runie mknęła dzielnie przed siebie w poszukiwaniu schronienia. Pech chciał, że i ona najwidoczniej miała zły humor, bo wystarczył tylko jeden, zbyt gwałtowny ruch samca by zaniepokoić wężowatego, który w geście obronnym zatopił swoje zęby jadowe w łapie Keirana. Jeżeli wilkowi zależało na tym by przeżyć musiał jak najszybciej zdobyć i użyć rauwolfię żmijową inaczej Cienie stracą jeszcze jednego członka stada.

/Keiran zostaje ukąszony przez żmiję.

Błądząc we mgle

#7
Miał wyjątkowego pecha. Nie dość, że pogoda nie dopisywała, a biały podrostek niezwykle irytował, to w chwilę później poczuł ból w jednej z łap. Mimowolnie jęknął, kierując wzrok na dół, by przekonać się, co się wydarzyło. Ku swemu przerażeniu dostrzegł odpełzającą w mrok żmiję, a po bliższym zbadaniu swej łapy zauważył charakterystyczne ślady po ukąszeniu.
Natychmiast wróciły wspomnienia związane o tym, co spotkało Melodię. Przez chwilę poczuł strach, lecz wówczas przypomniało mu się, że tamte węże z pustyni, jeśli wierzyć relacjom pozostałych wilków, były dużo większe niż zazwyczaj. Niewielkie pocieszenie, jednakże przynajmniej był prawie pewien, iż uda się uporać z ukąszeniem w tradycyjny sposób.
Oczywiście, o ile na czas znajdzie odpowiednie zioło.
Nie tracąc więc więcej czasu i zupełnie ignorując już białego samca, odwrócił się i pokuśtykał w stronę, z której przyszedł.

//zt.
/Wybacz, Nau. Trochę mi fabularnie po prostu nie pasuje, żeby Keiran walczył z pokąsaną łapą.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron