Gdy się zejdą kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością

#1
Uczestnicy: Fehu , Balor
Miejsce: Wrzosowisko
Czas: bliska przyszłość, wczesne popołudnie
Informacje dodatkowe: wieje chłodny wiatr, zwiastujący nadchodzącą zimę,

Kolejny dzień mijał leniwie, zastając Balora w drodze. Kilka dni temu szedł, ponieważ chciał wydostać się z bagien. Mimowolnie i bez większych emocji, przypomniał sobie krótkie spotkanie. Całe szczęście dla szarej samicy napotkanej na moczarach, podała mu prawdziwe informacje, jakby na złość czarnemu samcowi, który jednocześnie marzył by wydostać się z zatęchłej okolicy i by otrzymać powód do powrotu i "rozruszania" mięśni. Chcąc nie chcąc, po dniu czy dwóch, stracił już rachubę, wydostał się na "suchy ląd". Teraz zaś szedł, ponieważ nie miał innego pomysłu. Okolica była nudna aż do granic fizycznego bólu. Gdyby nie fakt, że żarcia było pod dostatkiem i nie napotkał żadnej watahy, co było zaletą tej dziwacznej krainy, już dawno pognał by przed siebie szukając ciekawszego miejsca. Z drugiej jednak strony, nawet będąc na przegranej pozycji, stając przeciw grupie wilków, przynajmniej coś by się działo, teraz zaś bezczynność doprowadzała czarnego do szaleństwa. Warknął gniewnie, dając upust swojej frustracji. Dlaczego, dlaczego cały świat się na niego uwziął, nie mógł trafić na jakieś ekscytujące wyzwanie ? Nie, musiał wegetować z dnia na dzień.
Jeżeli zaś miał być skazany na bezczynność, to z całego serca chciał znaleźć przyjemny las i w nim zatrzymać się na dłużej, by wypocząć. Tak długo nie miał okazji zregenerować sił, wiecznie tylko marsz i marsz, łapa za łapą, godzina za godziną, dzień za dniem, do usrania i co ? Oczywiście, że porządnego lasu nie widział na oczy od długiego czasu. Najpierw wszędzie błocko, a teraz co, wszędzie kwiatki. Litości, czy los nie mógł uprzykrzać życia innym wilkom, naprawdę musiał się czepiać właśnie udręczonego Balora ? Warknął po raz kolejny, gdy przy kolejnym kroku suche kwiatki zaszeleściły. Oczywiście jakby tego było nie dość, otoczenie było całkiem płaskie. Znaczy się, miało pagórki i dołki, ale mimo to czarna sylwetka Wrony widoczna była jak na dłoni, na tle tego obrzydliwego fioletowego badziewia. Do kompletu, swoje trzy grosze dodawał wiatr, hulający beztrosko po wrzosowiskach, niosąc woń wilka na całą okolicę. Jeśli tylko miałby zamiar zapolować, to cały świat starał się mu to uniemożliwić. W końcu basior nie wytrzymał. Zadarł łeb w stronę bezchmurnego nieba i zawył przeciągle.
Zew jednak bliższy był wściekłemu rykowi niż zwykłemu wilczemu wołaniu. Ochrypły tak jak i głos właściciela, niósł ze sobą wyzwanie, złość i pretensje do całego świata.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Gdy się zejdą kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością

#2
Tak dawno nie wędrowała na dalekie dystanse. Teraz miała zalążek stabilizacji. Jednak ciężko było określić to ustatkowaniem się w pełni. Nie mieli miejsca, który zwać można by domem. Nie mieli miejsca, gdzie mogliby zostać na miesiąc. Byli koczownikami, a ona czuła się za nich odpowiedzialna. Wyszła więc dosyć wcześnie z terenu, gdzie obecnie stacjonowali z Naudirem i Deszczową, postanawiając się przejść. Po drodze upolowała zająca, którego zjadła szybko i łapczywie, więc pysk jej i sierść pokrywały resztki jego krwi, która niczym trofeum, order zdobiła jej włosie.
Czuła dziwny nacisk w mięśniach. Dawno nie walczyła, nie polowała na nic większego. Jej ciało domagało się ruchu, do którego było przyzwyczajone. Nie mogła się rozleniwić, gdyż mogło ją to zgubić. Chory, słaby wilk, z reguły kończył martwy. Wtem do jej uszu dotarło wycie. Przeciągliwe, groźne. Podobało jej się. Odpowiedziała na zew, by następnie puścić się sprintem w kierunku jej "rozmówcy." Z gardzieli wydobywał się warkot, a sierść uderzała o ciało w rytm jej ruchów. Wyglądała niczym demon, biegnący po swoją ofiarę.
Stanęła na niewielkim wzniesieniu, dostrzegając czarną sylwetkę. Bursztyny jej oczu lustrowały go bacznie, a źrenice zwęziły się niebezpiecznie. Nie mogła zaatakować teraz. Nie wiedziała, czego dokładnie basior chciał. Jeśli jednak uzna go za zagrożenie, postanowiła go przepędzić.


Gdy się zejdą kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością

#3
Gdy tylko skończył wyć, stał przez chwilę, z zaciśniętymi oczami i zmarszczonym pyskiem i czołem. Oddychał powoli, starając się choćby i w ten banalny sposób ukoić zszargane nerwy, w końcu jaki cel miało ciskanie się, nie mając najmniejszego choćby celu czy konkretnego powodu ( po za nudą ), równie dobrze mógłby zacząć kręcić się w koło goniąc swój ogon, a przecież świrem nie był, wręcz przeciwnie był przecież całkowicie normalnym pełnym godności wilkiem. Wtem ćwiczenie samokontroli przerwało dosłyszane wycie. Nie mogło być, ktoś odpowiedział na jego wołanie. Wiatr też okazał się nie być tylko wrogiem, gdyż nie minęło wiele czasu a podmuchy przyniosły ze sobą woń innego wilka, nasilającą się z upływem każdej sekundy i informując czarnego z której strony nadchodził pobratymiec, czy może powinien powiedzieć ona, ponieważ już mógł rozpoznać nutę informującą czarnego, że będzie miał do czynienia z samicą.
Odwrócił się powoli, z łbem na linii grzbietu wzrokiem odnajdując szarą sylwetkę na linii horyzontu, gdyby kostucha miała ciało, pewnie nie pogardziła by wyglądem Balora, który aż promieniował chęcią pojedynku. Może tym razem niebiosa go wysłuchały przysyłając godnego przeciwnika, a nawet jeśli nie to odpuści sobie walkę, ale chociaż odezwie się do kogoś, bo jeszcze chwila, a Wronie groziło prowadzenie monologów.
- Sama jesteś ? - skinął waderze łbem, w formie krótkiego przywitania, nie był przecież dzikusem, zadając jednocześnie pytanie. Czuł na niej zapach jeszcze dwóch innych wilków, a od jej odpowiedzi zależał by więc wybór taktyki. Oczywiście, że stanął by do pojedynku jeden na trzech, tylko trochę inaczej by się do tego zabrał.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Gdy się zejdą kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością

#4
Swąd mokradeł jeszcze nie opuścił sierści basiora, co lekko drażniło nozdrza Wojowniczki. Biedactwo, ciekawe jak znosił podróż po takim terenie? Ona sama tego nie znosiła. Jednak wędrówki po głębokim śniegu i zlodowaciałej wodzie nauczyły ją jak szukać drogi. Wiatr wzburzył jej sierść lecz jeszcze chwilę tak stała, omatając okolice wzrokiem, w poszukiwaniu innych wilków. Stwierdziła jednak, że byli tu sami. Tylko on i ona. Dwie dusze, które wręcz rwały się do rozlewu krwi.
Na dźwięk jego głosu źrenice zwęziły się lekko. - A widzisz tu kogoś, poza mną? - Uniosła brew, schodząc odrobinę niżej. - A ty? Sam wędrujesz? - jej postawa była wręcz kamienna, a ton głosu spokojny. Panowała nad każdą emocją w 100% mimo, że czuła już smak posoki w pysku. Oh, Fenrirze, czyżby to był przeciwnik, godny walki? W oczach dało dostrzec się błysk, niczym płomienie tańczące wesoło, podsycane adrenaliną, która kłębiła się w sercu, gotowa, by wystrzelić.


Gdy się zejdą kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością

#5
- Nie - odparł przeciągając lekko końcówki, a niski, ochrypły głos upodobnił słowo do prawie, że uwodzicielskiego mruczenia
- Ale czuję jeszcze dwójkę - dopowiedział, melodramatycznie wydychając powietrze, które w mroźnym otoczeniu zmieniło się w białą parę. Widząc zaś jak wilczyca się przybliża, sam też zmniejszył dystans.
- A widzisz tu kogoś ? - odpowiedział takim samym pytaniem jakie otrzymał od wadery, wyraźnie rozbawionym tonem. Paskudny nastrój, zastąpiony został dużo pogodniejszym nastawieniem, gdy tylko Wrona zwietrzył okazję walki. Obserwował każdy krok szarej samicy i z każdym ruchem podobała mu się ona coraz bardziej. Mogła emanować spokojem i utrzymywać kamienną twarz, ale sposób poruszania się zawsze zdradzał wojownika, tego nie można było ukryć. Inna równowaga, płynność chodu, pewność siebie. Tego nikt nie potrafił sfałszować ni zamaskować, to się miało we krwi.
Nie zatrzymał się przy wilczycy, a wolnym stępem zaczął zataczać pętlę wokół niej, ustawiając się do samicy swoim prawym bokiem. Zamiast gadać, miał zamiar pokazać, że chce walczyć, dając północnej wojowniczce szansę na podchwycenie wyzwania, lub wycofanie się. Porozmawiać mogą sobie później, jeśli pojedynek okaże się dość dobry. Czarne ślepie dokładnie otaksowało wilczycę, oceniając jej posturę i szukając ewentualnych słabych punktów, podczas gdy basior niby cień sunął z nieruchomym łbem, niezmiennie ustawiony do potencjalnej przeciwniczki profilem.
- Balor - przedstawił się cichym pomrukiem.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Gdy się zejdą kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością

#6
- Oh, nimi nie musisz się przejmować. - zmrużyła lekko oczy, naśladując jego pomrukiwanie. Widać jednak było, że co innego zaprzątało jej myśli. Czuła, że mimo ich w miarę luźnej rozmowy, atmosfera gęstnieje. Ktoś będący obok, mógłby odczuć to równie dobrze, jak ona. Sierść na karku lekko się zjeżyła.
- Nie, no i nikogo nie czuję. - Uśmiechnęła się łagodnie. Widać było, że jest w dobrym nastroju. Inaczej by było, gdyby wyczuwała w nim realne zagrożenie. Choć nie wiedziała jeszcze jak się skończy to spotkanie. Obracała się wraz z basiorem, krążącym wokół jej ciała. Badała jego ruchy, podobały jej się. Wyczuwała jego napięcie, jego chęć walki. To również jej się podobało.
Podjęła wyzwanie, nie było teraz odwrotu. Obserwowała jego ciało, napięcie mięśni. Obrała sobie za cel jego bark, jednak skupiała się bardziej na utrzymywaniu kontaktu wzrokowego. Wiedziała, że oczy mogą zdradzić wiele. Ich kierunek, sposób patrzenia. Dobry wojownik umiał nad tym panować, słabi, lub młodzi, często gapili się w miejsce, które obrali do ataku. Powoli zmniejszała dystans.
- Fehu. - Mruknęła cicho, by następnie skoczyć ku basiorowi. Pysk rozwarł się, a z gardzieli wydobył się warkot, by następnie zaatakować bark, lub kark. Był ustawiony bokiem do niej wcześniej, więc uznała to za najlepszą opcję. Starała się jednak uważać na jego poczynania, by móc obronić się jak najskuteczniej będzie można.


Gdy się zejdą kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością

#7
"Cudownie" - pomyślał Balor, sunąc płynnie, metodycznie obserwując poczynania wadery. Słońce odbijało się jasnymi refleksami w czarnej sierści, podkreślając każdy ruch żylastych mięśni. Łeb samca jednak ani drgnął, widział ogół szarej sylwetki i nie potrzebował więcej, jeszcze nie. Dostrzegł jeżącą się sierść i niewielkie napięcie samicy. Wspaniale, nawet obrzydliwy dzień czasem przynosił miłe rozwinięcie. Widział, że wadera nie bała się nawet odrobinę, nie to było przyczyną spięcia. Nie, wilczyca mogła ukrywać emocje do woli, ale Wrona wyczuwał, że tak jak i on pragnęła zatopić kły w czyichś mięśniach. Bez zbędnych słów wszystko zostało ustalone, wystarczyły same spojrzenia dwóch wojowników, których tu pośród wrzosów zetknął los, by krwią przyozdobić łagodną okolicę.
Ledwie usłyszał imię swojej przeciwniczki, a już w jego stronę gnało srebrne uosobienie furii. Nie czekał dłużej. Wykonał gwałtowny zwrot i runął pełną prędkością na przeciw oponentce. Będąc dość blisko, ostatnim skokiem przypadł nisko do ziemi, licząc, że zęby Fehu miną się z celem, lub przynajmniej dzięki temu manewrowi rozminą się z jego ciałem na tyle, by cios nie wyrządził mu większych szkód.
Wykonując kolejny krok zaś wyskoczył w górę, paszczą celując we wrażliwą pachę. Miał zamiar okulawić wilczycę, by zyskać przewagę w tej walce.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Gdy się zejdą kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością

#8
Atak Fehu
Wynik rzutu: 8+2
Fehu zadaje 10 punktów obrażeń.

Unik Balora
Wynik rzutu: 8
Unik powodzi się.

Rzut na procent unikniętych obrażeń.
Wynik rzutu: 6
(6*10)+4=64%
Balor przyjmuje 4 punktów obrażeń.

Atak Balora
Wynik rzutu: 7+2
Balor zadaje 9 punktów obrażeń.

Podsumowanie I tury:
Fehu 110PŻ
Balor 106PŻ

Balor uchylił się w niemal idealnym momencie przed pędzącą w swoją stronę wadera, lecz ta mimo to dała radę wgryźć się w porośnięty czarnym niczym smoła futrem, kark samca. Pomimo to manewr basiora okazał się wyjątkowo opłacalny, ponieważ teraz bez żadnego problemu był w stanie poranić miejsce które obrał sobie za swój pierwszy cel. Jednak to czy ostatecznie jego plan się powiedzie zależało teraz tylko od tego, jak szybko Fehu będzie w stanie zareagować.
E.

Gdy się zejdą kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością

#9
Poczuła jak jucha plami jej pysk, a zadowolona z siebie postanowiła przygwoździć samca do ziemi. Jednak gdy dostrzegła jego ruch, podkuliła przednie łapy, by następnie wyprostować je z impetem, tak, by uderzyły basiora prosto w łeb. Jej ciężarem miała zamiar jednak dopchać go do gleby, by gryzł piach. W razie czego, była jednak gotowa szarpnąć łbem, raniąc jeszcze głębiej jego kark.


Gdy się zejdą kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością

#10
W ocenie basiora zapowiadała się niezła zabawa. Zmrużył oczy, chroniąc je przed ewentualnymi pazurami i lekko przechylił na bok łeb, licząc, że to wystarczy by łapy wilczycy minęły jego głowę, pudłując celu, dzięki czemu jego atak nie utracił by skuteczności. Wadera zaś uchwycona czarnego karku niczym ogar i najwyraźniej nie zamierzała puścić. Więcej wyraźnie chciała sprowadzić Wronę do parteru.
Wilk uśmiechnął się odsłaniając kły pokryte krwią szarej wilczycy, jakby mówił "prosisz, masz" i nie czekając dłużej postanowił wykorzystać siłę wilczycy przeciw niej, nie tylko przestał się opierać, ale rzucił się na ziemię próbując wywracając się na grzbiet swoim i jej pędem, rąbnąć Fehu o glebę. Jeśli siła uderzenia była by dość mocna to wadera nie tylko powinna puścić Balorowy kark, ale powinna ją też trochę ogłuszyć, w końcu jej łeb był właśnie najbardziej wystającym elementem, w konglomeracie wilczych cielsk.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron