Cis vs Balor

#1
Uczestnicy: Cis, Balor
Miejsce: Bór sosnowy
Czas: przyszłość, wieczór po upolowaniu niedźwiedzia
Informacje dodatkowe: -

Cisza która zapanowała po śmierci niedźwiedzia, była wręcz ogłuszająca, ale krótka. Warczenie walczących wilków i ryki bestii ustały, a las przez chwilę pamiętając co się wydarzyło, milczał. Ptaki spłoszone odgłosami boju zaprzestały śpiewów, liśćmi poruszał tylko łagodny wiatr przynoszący ulgę zmęczonym po walce. Śmierć była jednak naturalną koleją rzeczy, krąg życia po raz kolejny się zamknął. Słońce nieświadome dramatu chyliło się ku zachodowi barwiąc niebo w piękne odcienie różu i pomarańczu. Jako pierwsze odezwały się świerszcze, spokojne już o swój żywot, rozpoczynały wieczorny koncert wśród traw. Ptaki ostatnimi trelami poczęły żegnać kończący się dzień, drobne zwierzęta wracały do swych schronień. Las jak każdego zwykłego dnia, kładł się do snu robiąc miejsce nocnym bywalcom.
Balor otrzepał się z krwi, ale nie było to najlepszym pomysłem, głębsze rany, poruszone gwałtownym ruchem otworzyły się szerzej a płytsze zaczęły piec, zaś swędzenie powodowane przez wysychającą i zlepiającą sierść posokę wcale nie ustąpiło, a wręcz się nasiliło.
Basior wzrokiem rozejrzał się uważnie w poszukiwaniu ziół. Nie udało mu się znaleźć jakichś szczególnie cennych, ale powoli wędrując od kępki do kępki, najpierw zerwał czosnku, który skrzętnie ukrył w sierści. Potem na nasłonecznionym skraju lasu spostrzegł lawendę, którą z pośród traw wyrwał kłami. Na koniec udał się w cień i tam delikatnie zebrał cis. Nie znał się na truciznach, opanował jedynie podstawy ziołolecznictwa, na własne potrzeby, ale życie nauczyło go, że nigdy nie wiadomo, co mogło by się przydać, tak też ukrył trująca roślinę w sierści razem z innymi.

Gdy skończył, ponownie zlustrował okolicę. Drużyna łowców niedźwiedzi rozproszyła się i nie tylko zniknęła z pola widzenia, ale nie czuć było ich zapachów, po za tymi pozostawionymi na ziemi. Odeszli wszyscy z wyjątkiem bardzo niepokaźnej waderki.
Patrząc na jej sylwetkę, Wrona przypomniał sobie polowanie. Chude stworzenie wykazało się nie małą brawurą w starciu z niedźwiedziem, co musiał przyznać wywarło na nim wrażenie. Zupełnie nie przystająca do kościstej i cherlawej postury odwaga, nie mogła umknąć uwadze czarnego. Podchodząc powoli zmierzył wilczycę wzrokiem, jeszcze raz od czubków łap po uszy, sierść w marnym stanie, jakby od wielu tygodni nie jadła porządnie, sterczące kości widoczne z kilometra, drobna wręcz krucha sylwetka, nic w niej nie zwiastowało wojownika i w zasadzie to nie miał zielonego pojęcia jakim cudem zdołała przeżyć starcie z drapieżnikiem.
- Nie wyglądasz, na łowcę, ale radziłaś sobie całkiem nieźle - zagadnął do wilczycy.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Cis vs Balor

#2
Zapach krwi unosił się w powietrzu i to jej się podobało, ale to, czemu w lesie iglastym pachniało drzewami iglastymi było nie lada zagadką dla samicy. Z wielkim zacięciem na pyszczku obserwowała okolicę szukając odpowiedzi w międzyczasie odprowadzając wzrokiem tych, którzy tak jak ona przyszli polować. Miała żal do siebie, że nie wytropiła niedźwiedzia pierwsza, przegoniłaby wtedy wszystkich by trofeum było tylko jej, ale niestety. Na szczęście misiek był spory, a Cis nie potrzebowała dużo by się najeść, kilka większych kęsów w pełni jej starczyło, a wilków nie trzeb było przeganiać. Oblizała wciąż splamiony krwią pysk i powoli odeszła od centrum polany by uzupełnić swoje zbiory ziół. Pierwsza była lawenda, zawsze lubiła jej zapach, ale wstyd się było przyznać, w końcu była dzielnym wojownikiem, a nie ckliwą panienką co to się w kwiatkach lubuje, skubnęła, więc tylko trochę rośliny i ruszyła po czosnek, jego też niewiele więcej wplątała w sierść razem z poprzednim ziołem. Najlepsze jednak zostawiła na koniec... Gdy była mała zawsze miała problemy ze zdrowiem, omdlenia były więc też na porządku dziennym, babcia zawsze używała w drobnych ilościach właśnie cisu by pomóc wnuczce, z czasem rodzina zapomniała o poprzednim imieniu samicy mianując ją na nowo Cis. Młodej wtedy waderze nie przeszkadzało to, ba nawet się cieszyła, po latach jest nawet dumna ze swojego imienia, bowiem w jakiś sposób dla samicy Cis = Kos, a nie ma nic piękniejszego jak imię zbliżone do imienia rodzica, którego się kocha nad życie. Na myśl o matce wywinęła wargi w uśmiechu po czym skubnęła trochę rośliny, na której cześć została nazwana. Tak pochłonięta zbieraniem praktycznie nie zauważyła samca, który został i (o zgrozo!) przyglądał się jej. Dopiero po chwili przypomniała sobie kto to był. To właśnie jego widziała skradającego się za Rudą waderą. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie należy do najatrakcyjniejszych, szczególnie nie miała szans z tamtą co wcześniej szpiegował, ale z drugiej strony niespecjalnie robiło to na niej wrażenie, liczyło się to jak dobrze walczysz i czy umiesz przetrwać, a nie to czy jesteś śliczna i wypachniona. Mlasnęła pod nosem niezadowolona i już miała sobie iść, gdy jednak basior od patrzenia postanowił przejść do rozmowy. Deformowane ucho delikatnie drgnęło, a różnokolorowe tęczówki ogarniały teraz sylwetkę rozmówcy, nie odczuwała strachu, bowiem zachowanie samca nie zwiastowało, że ma się czegoś obawiać, lecz na jego słowa sierść samicy nastroszyła się się. - Próbujesz mnie obrazić podglądaczu? - pełne oburzenia spojrzenie omiotło basiora, policzki wadery zaś wypełniły się powietrzem i tak obrażona uniosła pysk ku górze, dobitnie prezentując swoje rozczarowanie. - Chociaż.. Podglądaczu. - cała obraza odeszła w zapomnienie gdy przypomniała sobie słowa samca raz jeszcze. - No tak, bliżej mi do wojownika niż do łowcy, ale to nie zmienia faktu, że poszło mi dobrze! - wyszczerzyła kiełki w zadziornym uśmiechu i podeszła kilka kroków by być bliżej samca. - Podglądaczu. Oberwałeś od miodolubnego, a mi mówisz, że jestem słabym łowcą? Podglądaczu. Hehehehe, no chyba nie. Podglądaczu. - dumnie wypinając pierś przyjrzała się zadrapaniom czarnego, dokuczając wilkowi czuła się jakby wpychała mu piasek w rany, może i nic wielkiego, ale satysfakcje miała ogromną. Po dokładnych oględzinach ziewnęła prezentując szereg białych zębów i rzuciła. - W sumie to mało mi, mam w sobie tyle energii dzisiaj, że ten miś nie pochłonął ani połowy. Podglądaczu. - zerwała się raptownie by zacząć podskakiwać w miejscu. Miała cichą nadzieję, że rozmówca coś ciekawego jej zaproponuje, w końcu nie po to został z nim by tylko siedzieć i gadać.

Cis vs Balor

#3
Wrona czekał spokojnie, aż wadera mu odpowie. Spodziewał się jednak zupełnie innej reakcji. W zasadzie to czarny nie wiedział czego się spodziewał, ale na pewno nie potoku obelg na dzień dobry. Zaskoczony już miał prostować, że chciał pochwalić burą, a nie obrazić, ta jednak pędziła w swoim monologu, zmieniając pozytywne nastawienie Balora w coraz bardziej poirytowane.
- Oberwałem od niedźwiedzia ? Ja ? Ledwo mnie drasnął, za to ty wyglądasz jakbyś uszła z życiem tylko dlatego, że marny z ciebie kąsek. Misiek musiał pomyśleć, żeś prędzej wykałaczka do zębów niż obiad i dlatego ci odpuścił - począł powarkiwać obruszony basior.
Chciał grzecznie zagaić, ba wysilił się nawet na komplement, a tu najpierw wytknięto mu otrzymaną ranę, jakby to był jakiś dyshonor i jeszcze wyzywano od podglądaczy, ponownie. Tym razem insynuacje o śledzeniu i obserwowaniu innych nie tyle zignorował, czy puścił mimo uszu, ale starał się kontrolować swój język by nie wdać w pyskówkę, której i tak nie wygra słowami, o czym udało mu się przekonać przed polowaniem. Siły zaś nie chciał używać, w końcu co by mu przyszło z ubicia krnąbrnej wadery tu na miejscu. Cis jednak najwyraźniej nieświadoma dobrych intencji samca pogrążała się z każdym słowem, uszczuplając wątłe pokłady samokontroli basiora.
- Wojownik ?! Może jakiś kiedyś cię przeklepał i w główce ci się przewróciło, bo co najwyżej koło wojownika to właśnie stoisz - ton miał coraz niższy, na granicy warkotu, wyprostował się równie dumnie co wilczyca, na pełną swoją wysokość. Znacznie większy popatrzył na samicę z góry, gdy jego sylwetka rzucała cień na ciało drobnej waderki.
Wilczyca zaś ignorując ostatnie próby samca w powstrzymaniu się od rozpoczęcia bójki, ewidentnie go prowokowała.
- Mało ci ? - ostatnie resztki samokontroli rozpłynęły się gdzieś w niebycie umysłu czarnego samca.
- Bardzo chętnie przetrzepię ci skórę, bezczelny szczeniaku - bynajmnie nie spostrzegł ironi swojej wypowiedzi, ponieważ ani wiekiem w latach, ani tym mentalnym nie odbiegał od wadery.
Nie miał najmniejszych wątpliwości, że samica jeszcze żyła jakimś fartem czy dzięki opiece bóstw. Nie bawiła go walka ze słabszymi, ale ta tutaj najwyraźniej prosiła się o guza, poczuł się więc usprawiedliwiony. W zasadzie to Wrona nawet czuł się w obowiązku pokazać małej, gdzie jej miejsce, by może następnym razem lepiej pilnowała słów. W końcu nie co dzień trafia się na kogoś tak łaskawego jak Balor. Utwierdzony w swoim przekonaniu samiec rzucił krótko.
- Zabawmy się więc ! - po czym już spinał się do skoku. Wilczyca była blisko, sus od niego. Napiął mięśnie i wybił się z całych sił, planując przygnieść samicę do ziemi, jednocześnie zaciskając zęby na jej karku.

/Balor używa Wściekłość
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Cis vs Balor

#4
Nie rozumiała złości która kierowała basiorem, ona po prostu taka była, ale jak ktoś nie miał poczucia humoru to jakim cudem miałby się z nią dogadać? Wywróciła ślepiami obserwując wilka i jego zachowanie, praktycznie się w nim gotowało, a Cis miała z tego niezłą radochę. Nie przeszkadzał jej fakt, że przyjdzie im walczyć, nawet była zadowolona, że oceni jego umiejętności. - Jak ktoś jest gburem i się nie zna na żartach, to tak to później bywa. - kły błysnęły w uśmiechu, im bardziej go zdenerwuje tym lepiej i mocniej będzie walczył. A przecież skoro mają walczyć to czemu nie na poważnie, z całą siłą? - Lepiej być uznaną za wykałaczkę, niż za ścierwo które zasługuje tylko na śmierć i to z łapy własnego posiłku. - przymierzając się do przyjęcia ataku pochyliła łeb i ugięła łapy. Sierść na karku znacznie się uniosła, a różnokolorowe ślepia błysnęły groźnie. - Wojownikiem, stoję koło wojownika? A gdzie? - z powagą na pysku rozejrzała się po okolicy w poszukiwaniu owego wojownika. Gdy go nie znalazła wybuchnęła śmiechem. - Pan sobie tak nie schlebia, bo to trochę wstyd jednak. - wzdychając ciężko rozejrzała się po okolicy. Nie chciało jej się walczyć, w końcu samiec był gówno wart. Cholerny, szowinistyczny narwaniec. Splunęła w bok i powiodła po nim znużonym spojrzeniem. - Jara Cię wygrywanie ze słabszymi, czy kiej cholery, bo nie rozumiem? - klapnięte ucho drgnęło nerwowo, a ogon zakołysał się. - Nie dość, że zboczeniec to jeszcze WIĘKSZY ZBOCZENIEC! - niczym hiena, parszywym chichotem wyraziła swoje rozbawienie. Nawet jeśli oberwie bardziej jak on, to i tak będzie zwycięzcą. Czemu? Wygrana ze znacznie słabszym i mniejszym to coś czym lepiej się nie chwalić. Zbierając całą siłę drzemiącą w wątłym ciele ruszyła na samca nie wydając żadnych dźwięków. Była niczym wiatr, szybka, nieuchwytna i niesamowicie silna. Na pierwszy atak postanowiła zareagować tym samym nie pozwalając basiorowi wyjść na prowadzenie nawet na moment. Jej celem było gardło, skupiając na nim swoje spojrzenie cisnęła w jego kierunku kłapiąc paszczą wypełnioną nieco zżółkniętymi kłami.

/Cis używa Wściekłość.

Cis vs Balor

#5
Atak Balora
Użycie umiejętności Wściekłość.
Balor zadaje 10 punktów obrażeń.

Unik Cis
Brak możliwości uniknięcia umiejętności Wściekłość.
Cis przyjmuje 10 punktów obrażeń.

Atak Cis
Użycie umiejętności Wściekłość.
Cis zadaje 10 punktów obrażeń.

Podsumowanie I tury:
Balor 110PŻ, 75E
Cis 100PŻ, 75E

Wilki starły się w morderczym uścisku; kły samca zacisnęły się na karku przeciwniczki, a jej szable już za kilka sekund zrobią dokładnie to samo. Balor nie miał szans aby uniknąć ukąszenia - może więc lepiej skupić się na kolejnym ataku lub przewróceniu wadery, która jak na razie, wbrew temu co Wrona chciał osiągnąć, nie straciła równowagi?
E.

Cis vs Balor

#6
Nie odezwał się więcej. Oczywiście, że znów była jego wina. Ktoś go zaczepiał, ruszył się, to była jego wina bo dał się sprowokować. Spojrzał na kogoś, znów było źle, bo ten ktoś uznał, że popatrzył nań krzywo. Aż dziw, że jeszcze nikt nie posądzał go o bycie winnym suszy i deszczu. Chociaż może i to było kwestią czasu.
Zaatakował pyskatą waderę, nie przejmując się jak będzie postrzegany. Gdyby nie odpowiedział na zaczepki z pewnością zwymyślano by go od tchórzy. Teraz walczył, więc zapewne ktoś zinterpretował by to na niekorzyść Balora.
Kły zacisnęły się na karku samicy, podczas gdy ta planowała dobrać się do jego gardła. Chcąc uniknąć ciosu, musiałby puścić oponentkę. Zamiast więc planować uniki, skupił się lepiej na ataku. Naparł na waderę swoim ciężarem, licząc, ze w ten sposób ją przewróci.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron