Sparing - Lecter vs Etnenn

#1
Uczestnicy: Lecter , Ethnenn
Miejsce : Rozlewisko
Czas: Jakiś czas po walce z Ravzahr'em / Kilka dni po polowaniu na sarnę w Złocistym lesie
Informacje dodatkowe: Nasiąknięta ziemia, stanowi zdradliwe podłoże. Widoczne kałuże i połacie wody mieszają się z na pozór suchym, a w rzeczywistości grząskim i lepkim gruntem. Niecka osłonięta jest od wiatru, dlatego powietrze jest tu wilgotne i ciężkie. W nocy padał deszcz, potęgując panującą w tym miejscu wilgoć.

Po polowaniu, potłuczona Ethnenn powinna była wrócić po swoich śladach do legowiska, niepokorne łapy zawiodły ją jednak w zupełnie przeciwnym kierunku. A to zapachniało jej coś ciekawego, innym razem horyzont prezentował się interesująco i takim sposobem skończyła idąc przed siebie bez specjalnego celu, poznając okolice które miały stać się jej domem. Po całych dniach wędrówki dotarła do wyjątkowo interesującego miejsca. Zagłębienie terenu gęsto porośnięte roślinnością zarówno tą niską, jak i drzewami, a całość poprzeplatana była strugami i kałużami wody.
Nawet fragmenty wyglądające na porośnięte darnią wyspy, okazywały się kępami trawy rosnącymi w wodzie.
Już po kilku krokach wilczyca była mokra po łokcie, gdyż nawet te najostrożniejsze kroki kończyły się gwałtownym zapadnięciem w błoto. W końcu ruda przestała próbować się nie zamoczyć i radośnie chlapiąc na wszystkie strony, człapała eksplorując okolicę. Szybko zauważyła, jak wiele ziół tu rośnie. Najwyraźniej sprzyjały im wilgoć i panujące tu ciepło, które właśnie zaczynało dokuczać waderze.
Kłusowała od kępy do kępy taplając się w błocie i szukając tych roślin, które mogły by być znajome. Udało się burej znaleźć lulek czarny, który wydarła z ziemi chwytając go w pysk. Nawet nie musiała kopać. Z miękkiej gleby korzenie wyszły bez oporu. Hałasując niczym stado kaczek przeczłapała do kolejnej upatrzonej kępki traw, gdzie jej wzrok przyciągnęły pomarańczowe kwiaty.
- Nagietek ! - zakrzyknęła Ethnenn, będąc pod wrażeniem swojej mądrości. Jaka fajna była ta cała wolność, wreszcie mogła się wykazać inicjatywą a nie tylko słuchać rozkazów. Z kwiatkiem poszło trochę trudniej, trawa rosła gęsto, walcząc o każdy centymetr prawie-stałego lądu. Zdemolowała całą wysepkę by wyrwać obiekt swojego zainteresowania. Skończywszy profanację dziewiczego środowiska, ponowiła pluszczący kłus w poszukiwaniu kolejnych ofiar. Udało jej się namierzyć jeszcze skrzyp i krwawnik, które równie bezlitośnie pozbawiła życia, wydzierając je kłami z matki ziemi i układając na powoli powiększający się stosik znalezisk, do którego dodała wyjęte z sierści, a znalezione poprzednio zioła. Wtedy po raz ostatni coś przykuło wzrok wilczycy, zaraz obok kupki jej skarbów, pstrzył się piękny niebieski kwiat. Siedziała myśląc, dobrą chwilę "to chyba jest tojad i chyba jest trujący"
- A co mi tam - wzruszyła ramionami - zawsze może się przydać - i niewiele myśląc zerwała zębami zioło, ale znacznie ostrożniej niż te poprzednie, starając się najeść toksycznej byliny.

Skoro już zrobiła zielarskie zapasy, wypadało by z nich skorzystać. Nosem podzieliła zbiory na oddzielne gatunki zastanawiając się od czego powinna zacząć kurację. W końcu zdecydowała się zjeść dwa tymianki, przegryźć nagietkiem i aloesem. Krzywiła się przy tym niemiłosiernie, ale szybko poczuła się znacznie lepiej. Resztę zaopatrzenia ponownie ukryła w sierści.

Wadera przeciągnęła się wzdychając głęboko i rozciągając każdą z łap, po czym rozejrzała się ciekawsko. Okolica była godna lepszego poznania i już miała wrócić do zwiedzania, gdy usłyszała szmer.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Sparing - Lecter vs Etnenn

#2
Od dłuższego czasu przebywał w tym miejscu. Usłyszał wiele wzmianek, że wśród mchów, wody i powalonych drzew znajdują się tu liczne zioła. Po starciu z Ravzahrem i powrotu ze wspinaczki na urwisko, by podziwiać góry, postanowił się tu skierować i uleczyć rany. Nie pamiętał jak długo szedł - duchem wciąż powracał do krajobrazu ośnieżonych szczytów. Jakże były piękne, jakże dostojne. Matka natura najwyraźniej nie próżnowała przy przyozdabianiu Konkordii - wydawać by się mogło, że dała jej to, co najlepsze, że obdarzyła ją jednymi ze swoich najzdolniejszych, najpiękniejszych dzieci, by wiodło się im tu jak najlepiej. Nie żałował, że tu dotarł. Mimo długiej i mozolnej podróży, pogłoski i plotki wystarczająco go zachęciły, by dłużej tu zabawić. Przechadzając się wśród drzew, w pewnym momencie poczuł wilgoć na opuszkach. Wreszcie dotarł. Styrany, począł ostrożnie człapać, by nie wpaść w błoto, by ziemia się pod nim nie zapadła, by struchlałe, powalone drzewa się nie załamały. Piekące rany niemiłosiernie piekły, pokryte strupami oraz ropą rany wciąż dawały się we znaki. Przechodziwszy, wśród mchów ujrzał majaczącego się nagietka, którego zdradziły jego pomarańczowe płatki, które zamiast zachęcić robactwo, zachęciły burego do zerwania go, co równało się ze zwiędnięciem. Cóż za ironia - jeden atrybut, stworzony do wspomagania swojego herosa, doprowadził do jego śmierci. Z łatwością wyciągnął go z ziemi - korzenie jeszcze nie zdążyły się głęboko zapuścić. Po wpleceniu go w sierść, powrócił do przeczesywania zarośli w poszukiwaniu pozostałych ziół. Miał nadzieję na znalezienie czegoś trującego, co mógłby podać bezmyślnemu wilkowi, mówiąc, że to dobry lek, tylko po to, by go otruć. Czyż widok konającego w męczarniach głupca nie byłby piękny? Zupełnie jak na życzenie, jego ślepiom ukazał się lulek czarny w towarzystwie tojadu mocnego. Niespiesznie do nich podszedł, i uważając, by nie przegryźć łodyg i nie sprowokować wydzielenia się trucizn, wyrwał je. Potem natrafił także na krwawnika oraz skrzyp. "Łowy" uznał za zakończone sukcesem; postanowił wyszukać suchszego miejsca, w którym mógłby się zdrzemnąć i odciąć od przepełnionego idiotyzmem świata, by móc pobyć w swoim idealnym świecie, w którym każdy miłuje mądrość, zaś harmonia i chaos uzupełniają się nawzajem. Ach, marzenia. Nie zdarzało mu się to często, lecz nawet i on czasami musiał ukoić umysł tym, czego oczekuje.
Jak długo spał? Nie mógł dokładnie powiedzieć - wszystko wyglądało niemal identycznie, gdy zamykał oczy. Postanowił się tym nie przejmować, przecie ma jeszcze wiele czasu, nim zniknie. Obejrzał się na swoje plecy, chcąc sprawdzić stan ran, ale... tych nie było. Nie pozostał po nich ślad, nawet po tych najgłębszych. Nie mógł wierzyć własnym oczom. Kładąc się do snu był obolały, niemalże wszystko go piekło, a teraz? Teraz nie czuł nic, żadnego bólu, kompletne zero. Czy wszechogarniająca, magiczna aura miała z tym coś do czynienia? Niewykluczone. W przyszłości przydałoby się ją zgłębić. Przypomniał sobie wzmiankę Evretta o białych jeleniach. Szkoda, że Burzowa wtedy wtargnęła, przerywając ich dobrze zapowiadającą się pogawędkę. Oczywiście, w wielu miejscach wciąż brakowało sierści, a odznaczająca się na czarnym włosiu skóra była doskonale widoczna. Basior sprawiał wrażenie, jakby stoczył ciężki bój, co nie mijało się z prawdą. Rozejrzał się dookoła, sprawdzając, czy wciąż znajduje się w błogiej samotności. Stwierdziwszy, że nic mu nie grozi, ponownie przymknął oczy, lecz nim czarne plamy całkowicie przysłoniły mu wizję, w oddali coś poruszyło krzakiem. Tkwiąc w bezruchu, uważnie obserwował oddalone miejsce. Tajemnicza sylwetka ponownie się pojawiła, tym razem nieco bliżej. Był to wilk. Z każdą chwilą oddalał się i przybliżał, wesoło skacząc w błocie. W końcu obcy podszedł wystarczająco, by bury mógł się mu - a raczej jej - lepiej przyjrzeć. Duża, wręcz potężna wadera, wyglądem nie wyróżniała się z tłumu. Można by rzec, że prócz jej rozmiarów nie posiadała w sobie niczego interesującego, pomijając... Czy to obroża? Czyżby miał do czynienia z ogromnym psem? Tego jeszcze nie przeżył. Suka, bo tak przecie nazywają się samice psów, przystanęła przy jego kryjówce wśród zarośli i zaczęła przeżuwać zebrane zioła, krzywiąc się przy tym. Najwyraźniej robiła to pierwszy raz, co wyrażała jej skwaszona mina. Smak ziół dla nieobytych był gorszy niż ohydny, sam gdy jako dzieciak przegryzł jedno z nich o mało go nie wypluł. Ciemne ślepia ostrożnie wypatrywały z cienia, zaś on sam zastanawiał się, kiedy nieznajoma go zauważy. A z resztą, po co czekać - pies jest ubogi na umyśle, zabawa z nim będzie czymś niezwykle przyjemnym. Więc wyciągnąwszy się, przedarł się przez rośliny, by stanąć w odległości dużego susa od szarawej, zwróconej do niego tyłem.
- Czyżbyś także przybyła, by zebrać zioła? - zagaił, wpatrzony w jej plecy.
Why diagnose myself as a monster when you refuse to see the one growing inside you?

Obrazek

Voice I Theme
Be blind. Don't be brave.

Sparing - Lecter vs Etnenn

#3
W lesie zawsze coś szeleściło, a to ptaki, innym razem zwierzyna, czy zwyczajnie wiatr wśród liści drzew i krzewów. Eth nigdy specjalnie nie przywiązywała uwagi do leśnych odgłosów, była ich doskonale świadoma bez nasłuchiwania, jednak w razie potrzeby, czujne zmysły wychwytywały istotne informacje z całej gamy bodźców. Tak było i teraz. Najpierw wilczyca usłyszała szelest, a chwilę po pierwszym szmerze, instynkt trenowany w walce przez lata, podpowiedział burej, że coś ją obserwuje i że bynajmniej nie jest to wiewiórka. Takie wrażenie towarzyszyło jej, gdy podczas polowania na pumę, okazywało się, że to kot właśnie odnalazł łowczynię i siedzi zaraz za jej plecami. Świadoma czającego się obserwatora Ethnenn, pozostała przy swoich czynnościach, spokojnym oddechem opanowała bicie serca i mrowienie karku, zapobiegając zjeżeniu się sierści. Pozostała spokojna, też gdy szum poruszanych gałęzi i liści się spotęgował, informując, że drapieżnik właśnie wyszedł z krzaków. Ruda dalej pozostała nie wzruszona i wciąż się nie odwracała, jeszcze nie.
Najwyraźniej przybyły postanowił wreszcie poinformować o swoim przybyciu, ponieważ usłyszała niski, chłodny głos. Brzmienie miał ładne, wręcz uwodzicielskie, ale jednocześnie coś w nim budziło niepokój wadery, nie mający nic wspólnego ze strachem, a bardziej z czujnością.
Jeśli polowałeś na kuguary, albo szybko przestawałeś odczuwać strach, a szanowałeś swojego przeciwnika jako śmiertelnie zabójczego, albo ginąłeś. Strach powoduje chaos w walce, sprawia, że miast atakować bronisz się, działasz niepewnie i asekuracyjnie, a to jest krótka droga na drugą stronę. Nie, Ethnenn nie bała się, ale czuła respekt przed przybyłym, sama jego energia mówiła, waderze, że powinna.
- Witaj - odwróciła się spokojnie, przyjmując swoją zwykłą dumną postawę, nastawiając ciekawie uszu i powoli wachlując kitą. Przypuszczała, że obcy chciał ją nastraszyć odzywając się znienacka bez przywitania, co do ostrożności samicy wprowadziło nutkę rozbawienia. Bezczelnie zlustrowała Valaka wzrokiem, wcale się z tym nie kryjąc - Zawsze próbujesz straszyć nieznajomych bez przywitania ? - celowo lekko uniosła brew, podkreślając „próbuje”
- Nie, nie przybyłam w zielarskim celu, ale widząc bogactwo tych roślin, postanowiłam skorzystać z okazji - uśmiechnęła nie zadziornie do niepokojącego przybysza. - Za to rozumiem, że ty przybyłeś specjalnie po zioła. Miło cię poznać nieznajomy, jestem Ethnenn.
To co jej podpowiadał instynkt, obserwacje zdawały się potwierdzać. Musiała by jeszcze ocenić jak ciemny basior się porusza, ale już na tym etapie była pewna, że właśnie stał przed nią ktoś bardzo niebezpieczny. Nie potrafiła jednak jeszcze ustalić jakie miał zamiary, co tylko potęgowało ciekawość wadery.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Sparing - Lecter vs Etnenn

#4
Przypatrywał się jej w milczeniu. W myślach nazywał ją psem, o czym świadczyła obroża, która na sobie miała, lecz budowa obcej wskazywała, że jest wilkiem. I to ogromnym. Gdyby teraz stanęli obok siebie, bok przy boku, sezamowa przerastała by go o połowę łba, jeżeli i nie więcej. Mimo że, ciemna sierść basiora wydawała się dodawać mu kilku centymetrów oraz kilogramów, to były one niczym w porównaniu z masywnym cielskiem Ethenn. Gdy zaczęła lustrować go wzrokiem, czuł, jak budzi się w nim gniew; nie dość, że zakłóciła jego spoczynek, to na dodatek wypięła dumnie pierś, jak gdyby nigdy nic. Najwyraźniej jej rozmiary rekompensowały mały móżdżek, co rozczarowało Lectera - miał nadzieję na pojedynek podobny do przeszłej walki z Ravzahrem, dobrej i przemyślanej, w której obydwaj przemyślało swoje ruchy i wykorzystywali swoje doświadczenie, bo myśleli. Irytującymi, kąśliwymi wypowiedziami, jakimi uraczyła martwookiego, pogrążała się jeszcze bardziej.
- Raczże wybaczyć za moje zapomnienie, pani. Twoje przybycie przerwało mój sen, dlatego też moje myśli przykryła mgła zaspania, przez którą zapomniałem o moich manierach. Zatem pozwól, że rzeknę spóźnione "witaj" - powiedział powoli, aby każde słowo odleciało do jej uszu. Wszakże czy psy nie mają o wiele mniejszego ilorazu inteligencji? Trudno było mu tk stwierdzić, ponieważ nie wchodził z nimi w wystarczającą ilość interakcji, by to stwierdzić. Ciekaw, czy wie, że zebrała trujące ziele. Ach, jakże komedią byłoby ujrzenie, gdyby je zjadła! pomyślał kpiąco. - Także i mi miło cię poznać, pani. Zwą mnie Lecterem - w głębi umysłu zaświatało mu, że nieznajoma mogła usłyszeć o jego zbrodniach. A nawet jeśli tak, to nieznacznie by się uradował, wiedząc, że nawet psy rozmawiają o jego dziełach, o pozbywaniu się niewdzięczników z tego świata. - Pozwól, że zapytam: skoro nie przybyłaś w celu zebrania ziół, to co cię tu sprowadziło? Śmiem wątpić, że twoją pasją jest szwędanie się po olsach bądź lęgach, biorąc przy okazji "błotną kąpiel".
Why diagnose myself as a monster when you refuse to see the one growing inside you?

Obrazek

Voice I Theme
Be blind. Don't be brave.

Sparing - Lecter vs Etnenn

#5
Słysząc kwiecistą wypowiedź ciemnego wilka przechyliła na bok łeb i uśmiechnęła się szeroko, myśląc jakże osobliwe stworzenie z tego przedstawiciela rodu śpiewaków, używający więcej słów niż wymagała tego treść. Waderze podświadomie wciąż zdarzało się stawiać wilki i siebie na dwóch różnych biegunach.
Wsłuchując się w aż za miłe słowa Lectera, ruda tylko utwierdziła się w przekonaniu, że nie powinna ufać intrygującemu basiorowi. Dla wychowanej przez molosy wilczycy, zachowaniem budzącym zaufanie, było kumpelskie szturchnięcie z bara i parsknięcie jako konwersacja, jeśli zaś ktoś dużo gadał, to zwykle starał się coś ukryć. Instynkt łowcy tylko ugruntował to poczucie, co absurdalnie jedynie zachęcało Ethnenn do zawarcia znajomości z owym podejrzanym samcem.
Zamerdała ogonem na powitanie Lectera, nie specjalnie przejmując się złośliwą uwagą o błocie. Czysta nie była, to sama prawda, więc jak mogła by się obrażać za stwierdzenie faktu.
- W zasadzie nie minąłeś się wiele z prawdą, ale wystarczy samo szwendanie się, jako walka z monotonią, to właśnie sprowadziło mnie w to urocze i mokre miejsce. Co do błota, przecież nie jestem kotem by bać się wody - przychyliła się lekko na przednich łapach, jakby zapraszając do zabawy - a grząskie i śliskie podłoże doskonale rozwija równowagę i tężyznę - zerknęła na wilka, na powrót się prostując - Pozwolisz, że teraz ja zadam pytanie. Jak często piękna mowa pozwala ci zwieść rozmówców ? - pytała zupełnie przyjaźnie i bez drwiny wesoło wachlując kitą i uśmiechając się.
W większości kwestii związanych z życiem czy światem Ethnenn prezentowała poziom porównywalny do szczeniaka, jej wiedza była żenująco wręcz nikła, jednak jeśli sprawa tyczyła się walki z drapieżnikami i oceny przeciwnika wilczyca była przenikliwa i miała doskonały szósty zmysł. Mogła być naiwnie przyjacielska, szczególnie jeśli oceniało się jej zachowanie z perspektywy trzeciej osoby, ale w rzeczywistości doskonale wyczuwała kiedy powinna się mieć na baczności. Właśnie ten dreszczyk emocji związany z poczuciem niebezpieczeństwa dziś wprawił wilczycę w dobry nastrój. Zaś w umyśle wadery zrodziła się osobliwa myśl.
- Mówisz, że spałeś ... a nie chciał byś się po takiej drzemce trochę rozerwać ?

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Sparing - Lecter vs Etnenn

#6
Jak na psa była niezwykle... Jakby to rzec? Nie jest tak pusta i głupia jak one, potrafi sama myśleć i wyciągać logiczne wnioski w przeciwieństwie do tych słabych, psich móżdżków. I pomyśleć, że są z tej samej rodziny! Cóż to za zniewaga dla tak - w jego mniemaniu - rozwiniętego umysłu. Nigdy nie ośmieliłby postawić siebie nie na równej, lecz na tej samej szali z tą odrażającą pokraką. Słowa Ethenn wywoływały u niego zachowane wspomnienia młodości, kiedy wszystko było proste. Mimo wszystko wciąż takie jest, wystarczy tylko spojrzeć z dobrego punktu. Z melancholijnych przemyśleń wyrwało go pytanie sezamowej. Poczuł się, jakby nagle mu wyciągnięto łeb spod tafli wody, zmuszając do oderwania wzroku od przepełnionego kolorami dna, śród którego pływają niezwykłe ryby i zmuszenia do patrzenia na szare, obdarte z piękna liście. W brązowych ślepiach zaiskrzyło się niezadowolenie, ba, wręcz gniew! Żeby upominać go za to, ze za dużo mówi! Owszem, całe te gadki niemal zawsze służyły mu tylko do zwabienia swoich ofiar, do wywołania w nich zaufania względem Lectera, lecz teraz nie miał takiego celu. Może i na początku ich spotkania, kiedy wadera wydała mu się niemądrą i zapchloną. Myśli te przed chwilą niemalże całkowicie odeszły, lecz teraz ponownie powróciły. Z łatwością zdusił swój organizm, by nie okazał irytacji - by nie brać szybszych oddechów, by nagle nie zacząć się szybko poruszać. Wnet ślepia powróciły do swojego poprzedniego, martwego stanu, nie pozostawiając żadnego śladu po zalśnieniu. Trwał, niewzruszony, niczym najtwardsza z gór, ignorująca dudnienie wiatru.
- To zależy od stopnia ich głupoty. Widzisz, im głupsi będą, tym łatwiej jest ich zwieść, łatwiej nimi zmanipulować, oszukać. Ale ty nie sprawiasz wrażenia, by mogłabyś do nich należeć - powiedział wolno i spokojnie. Cierpliwie oczekiwał na odpowiedź wadery, zastanawiając się, co mogłoby zrodzić się w jej umyśle, gdy wtem zadano mu propozycję potyczki. Wilczyca uzyskała dodatkowe punkty uznania u Valaka - nie rzuciła się na niego bez pytania jak barbarzyński, niosący ze sobą chaos Ravzahr, który nie sprawiał wrażenia trzeźwo myślącego. Może i był dobrym wojownikiem, ale rzucał marnymi zniewagami i groźbami.
- Niezwykle raduję się, że wpierw postanowiłaś spytać się, a nie ni z tego, ni z owego przerwać naszą rozmowę, chcąc dosięgnąć kłami mojego karku. Świadczy to, lub raczej powinno, że posiadasz szacunek do starszych wiekiem, co coraz rzadziej można spotkać u młodych. Wyrosłaś i wyrośniesz na kogoś o dobrym duchu, niespaczonym prostotą grzechów tego świata - wylał z siebie te myśli na głos. Chciał, by zostały przez kogoś usłyszane, tak po prostu. Nawet i on czasami musiał się zadowolić swoją wspaniałością, wręcz boskością. - Z chęcią się z tobą przećwiczę; muszę sobie przypomnieć, jak się walczy - Niech los się nade mną zlituje i pozwoli atakować, a nie błaznować! zakrzyknął w duchu, przypomniawszy swoją słabość i nieudolność we wcześniejszym starciu. - Przywilej pierwszego ataku należy do ciebie - spiął mięśnie i zgiął nogi, wyczekując na odpowiedni moment na unik. Delikatnie rozdziawił paszczę, przygotowując kły do zanurzenia się w skórze. Nie będzie dawał jej ni krzty litości, bo przecie świat nikomu jej nie daje.
Why diagnose myself as a monster when you refuse to see the one growing inside you?

Obrazek

Voice I Theme
Be blind. Don't be brave.

Sparing - Lecter vs Etnenn

#7
Cóż za złośliwość, basior zastygł w bezruchu, ani myśląc się ruszyć, uniemożliwiając waderze przyjrzenie się swoim krokom. Ciekawe czy był to niekorzystny dla Ethnenn zbieg okoliczności, czy przemślność ciemnego wilka, samica mogła jedynie gdybać. Fakt pozostawał faktem i nie widać było by sytuacja miała się w najbliższej chwili zmienić.
- Mądra pewnie nie jestem, ale za często witałam się z Ponurym żniwiarzem by zignorować kogoś roztaczającego twoją aurę, nie zależnie czego by nie mówił. Wydajesz się być jak Naparstnica, przepiękny kwiat, ale zabójczy dla nierozważnych. - Zwerbalizowała swoje myśli, w odpowiedzi na szczerość Lectera. Zdecydowanie doceniła, że nie próbował łgać i mydlić oczu odwracając kota ogonem. Do wypowiedzi przypominającej komplement, nie przywiązała już zbytniej uwagi. Z niewiadomych przyczyn wszyscy odbierali ją jako nieopierzonego i chyba upośledzonego podrostka, co powoli zaczęła zwyczajnie ignorować. Nie jeden cieszył by się pewnie z elementu zaskoczenia, ruda zwyczajnie uzbroiła się w cierpliwość, zamiast radować się z momentów, gdy poznany wilk orientował się - "Uwaga ta wilczyca wcale nie jest ułomna". Nie widziała też powodów by się złościć, traktowała więc śpiewacze "odkrycia" z przymrużeniem oka.
- Jestem wojownikiem, nie siepaczem - tutaj już Lecter trafił na wrażliwszą nutę i żółtooka prawie się obruszyła, szybko jednak przypomniała sobie spotkane w przeszłości wilki i opanowując rodzące się oburzenie, po krótkiej chwili kontynuowała wypowiedź - Prawdą jednak jest, że różne typy się spotyka - przyznała Lecterowi rację.
- Dziękuję - za ten komplement jak najbardziej chciała wyrazić wdzięczność - Takie słowa dużo dla mnie znaczą. Mam nadzieję, że będzie tak jak mówisz. Nie do końca wiem co uważasz za grzechy, ale jeśli straciła bym poczucie honoru, to obym szybko zginęła - powiedziała otwarcie, w żadnym wypadku nie traktując tego jako swoją słabość.
- Rozmowa z tobą to sama przyjemność i chętnie bym ją kontynuowała, chociaż pewnie nie jestem dla ciebie odpowiednim dyskutantem, ale przyznam się szczerze, że jeszcze bardziej intryguje mnie jak bardzo trujący z ciebie kwiatek - ostatnie zdanie wadera wręcz wymruczała, podkreślając każde pojawiające się "r" - Zanim jednak przejdziemy do głównego dania - zawiesiła na chwilę głos - Wiesz nie to żebym tobie nie ufała - mrugnęła okiem do basiora - Uważam jednak, że ustalić zasady walki było by w dobrym tonie. Nie mam powodów, jeszcze nie - zaśmiała się wesoło - by chcieć cię zabić. Zakładam, że walka do pierwszej krwi nie ma sensu, ale co byś powiedział Kwiatuszku na bój do poddania się jednej ze stron ?
Stała w zrelaksowanej i wyprostowanej pozie, wciąż kiwając przyjaźnie kitą, przekrzywiwszy łeb przyglądając się basiorowi, czekając jego odpowiedzi.
Dla postronnych Eth mogła właśnie wyglądać na grającą na zwłokę i może troszeczkę tak było, próbowała rozgryźć samca, chciała by odsłonił chociaż rąbek swoich kart, ale mówiła też czystą prawdę. Waderze zależało na dobrym pojedynku, a nie krwawej jatce.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron