Polowanie na bizona

#1
Uczestnicy: Keiran, Lokatt, Naerys, Resef, Thaisis, Vune i Kune
Miejsce: Dopływ rzeki
Czas: Przyszłość, po pogrzebie Melodii

Szła przed siebie w niemalże zupełnej ciszy przerywanej jedynie przez cichy szelest traw, przez które wraz ze swymi towarzyszami się przedzierała. Wciąż wilgotne po przeprawie przez wody jeziora łapy stawiała ostrożnie, z wyczuciem, starając się zbytnio nie hałasować. Łeb to wznosił się ku górze, to kierował w dół, czarny nos nieustannie chciwie łowił niesione z wiatrem wonie. Cieszyła się, że większość Cieni poparło pomysł stadnego polowania. Samej zaczął już doskwierać głód, a oprócz tego pragnęła, by coś odwróciło jej myśli od ostatnich nieprzyjemnych wydarzeń. Musiała dać upust buzującej w niej odkąd została pokąsana przez węże złości, zanim pod jej wpływem podejmie jakąś niewłaściwą decyzję. Potrzebowała zająć myśli czymś zgoła odmiennym niż śmierć jednego z członków jej stada, dziwne, niepokojące zjawiska oraz Ve'nevri. Choć na chwilę zapomnieć o problemach.
Nie była pewna, ile jej zajęło nim wreszcie skupiła się całkowicie na tropieniu zwierzyny, odganiając od siebie wszystko inne. Skradała się cicho, węsząc i nasłuchując. Kilkukrotnie natrafiła na trop zajęcy, lecz tym razem nie one miały stanowić jej cel. Potrzebowała zwierzyny, która będzie stanowić prawdziwą ucztę dla całego stada. Początkowo planowała odnaleźć stado jeleni, lecz kiedy przemierzali podmokłą łąkę nad jeziorem jej uwagę przykuło coś zgoła innego.
Zdeptane przez wiele ciężkich nóg kępki trawy i wyraźna, charakterystyczna woń świadczyły jedynie o jednym - w pobliżu niedawno przechodziło stado bizonów.
Lokatt zatrzymała się na chwilę, unosząc łeb i rozglądając dookoła. Zlokalizowanie roślinożerców nie było trudne - już z daleka ujrzała ich masywne, porośnięte gęstym futrem ciała. Zwierzęta gromadziły się nad brzegiem wody, gdzie zapewne zatrzymały się by zaspokoić głód i pragnienie.
Wadera zawahała się chwilę. Owszem, polowanie na tak silne zwierzę zawsze wiązało się z ryzykiem, lecz z drugiej strony, bizon byłby prawdziwą ucztą dla całej watahy. Zresztą, tak liczną grupą powinni być w stanie powalić zwierzynę.
Odwróciła się na chwilę, by zerknąć na pozostałe wilki.
- Nie możemy przepuścić takiej okazji, nie sądzicie? - odezwała się do nich półgłosem. Następnie zamilkła, przyglądając się uważniej ich obliczom, jakby pragnąc dostrzec jakąkolwiek drobną zmianę. Po chwili odwróciła wzrok, by znów powieść nim dookoła. Brązowe ślepia krążyły od jednego bizona do drugiego. Rozglądała się za idealną ofiarą. Upłynęło nieco czasu nim ją wypatrzyła - samicę skubiącą trawę niejako w oddaleniu od stada. Wydawało się, że utyka na jedną nogę. Powinni być w stanie łatwo oddzielić ją dogonić, oddzielając jednocześnie od stada.
Zerknęła na Cienie, wskazując wypatrzonego osobnika ruchem pyska.
- Widzicie tamtą samicę? Wydaje mi się, że jest najłatwiejszym celem. Musimy się rozdzielić i ją otoczyć. Najważniejsze to oddzielić ją od reszty stada - mówiła cicho, patrząc po poszczególnych wilkach - Spróbuję zakraść się w jej pobliże i spłoszyć, kierując w przeciwną stronę, niż pozostałe bizony. Naerys, Thaisis, wy mi w tym pomożecie. Pozostali niech spróbują ją okrążyć i odciąć jej drogę ucieczki. Kiedy tylko się zbliży, ruszajcie - poleciła, zerkając na pozostałych. - Uważajcie na siebie.
Po tych słowach ruszyła z miejsca, kierując swe kroki ku wypatrzonej wcześniej ofierze. Poruszała się cicho, starając trzymać większych zarośli i wędrować pod wiatr, by uniknąć przedwczesnego wykrycia. Gdy uznała, że jest wystarczająco blisko rozejrzała się, aby zlokalizować pozostałe wadery i dała skinęła łbem, dając im tym samym znak, by ruszyć. Sama zerwała się na równe nogi i wypadła z trawy, pędząc w stronę ofiary.

Polowanie na bizona

#2
Szedł na końcu stada, nie odczuwał jakieś wielkiej potrzeby integracji. Po prostu chciał coś zjeść, ot cała filozofia. Miał świadomość, że to będzie dla nich trudna sytuacja, mimo, iż nigdy wcześniej nie miał okazji do polowania na tak wielkie zwierzę to nieraz widział swoich starych pobratymców, którzy wracali zwycięsko, choć pokaleczeni. Ślady po kopytach i po rogach to był standard, trafiali się i tacy co nie wracali z łowów, ciężko było położyć takie stworzenie. Ale mimo wszystko Res się cieszył, nie mógł się doczekać tej chwili, chciał dać upust swoim emocjom, nawet jako uzdrowiciel chciał pokazać, że ma siłę i umiejętności. Przeskakiwał badawczym spojrzeniem od wilka do wilka na widok Kune uśmiechnął się. Od czasu ich pierwszego spotkania nie mieli okazji do rozmowy, może nawet i dobrze. Nie zależało mu za bardzo na kolegach, chciał się tylko spełniać w swojej dziedzinie, a czułości, przyjaźnie i inne takie zostawić samicom. Na myśl o tym omiótł spojrzeniem Thaisis, pokiwał łbem na boki i wgapił się w przestrzeń, nie chciał sobie pozwolić na rozkojarzenie, bo na nic się tu nie przyda jak będzie myślał o czymś innym jak bizon. Lecz im bardziej chciał się skupić na polowaniu, tym mniej o nim myślał, a do głowy przychodziły mu różne głupoty. Przypomniała mu się również rozmowa ze szczeniakiem, właściwie monolog. Całe szczęście dla bezpieczeństwa młody został na wysepce, więc Res nie musiał się o niego martwić co znacznie ułatwi mu polowanie. Przez chwilę myślał by zabrać mu kawałek mięsa, ale skarcił się w myślach. Zrobi to ktoś inny, on już nie miał obowiązku zajmowania się dzieciakiem.
W głowie teraz liczył zioła, które ze sobą zabrał, było ich sporo, więc w razie potrzeby spokojnie powinno dla każdego starczyć. Tropienie strasznie mu się dłużyło, ziewnął więc przeciągle by chwilę później raptownie się wyprostować. W końcu zaczynało się coś dziać, bo Lokatt przemówiła. Ponownie pochylił łeb i dalej szedł zgarbiony delikatnie stawiając łapy na glebie, czujnie obserwował otoczenie, wsłuchując się w rozkazy Serca Nocy, czarne futro w słońcu pobłyskiwało granatem, i choć było bardzo gęste mięśnie rysowały się wyraźnie. W środku zaś się gotowało, majestatyczna sylwetka ukrywała w sobie dzikie zwierzę, drapieżnika, który łaknął krwi i nie zamierzał odpuścić dopóki bizon nie zdechnie cały we krwi. Szalony uśmiech wstąpił na pysk samca.
Dopiero gdy podeszli bliżej zauważył cel watahy, kulejącą samicę. Mlasnął z niesmakiem, liczył, że Lokatt da im się zabawić i wybierze bizona w pełni zdrowia, a nie pójdzie na łatwiznę. Nic jednak nie mógł poradzić, więc wywrócił tylko ślepiami i ziewnął. Zapewne dalej będzie ciężko i szybko jej nie powalimy, ale kalekę? Szczerze mu się to nie widziało, ale na rozkaz Lokatt skinął tylko łbem i rozejrzał się po wilkach patrząc gdzie się kto udaje, on postanowił iść od boku, nie był w końcu samobójcą. Nisko na łapach skryty wśród trawy pod wiatr stąpał w kierunku swojej kryjówki. Docierając do wielkiej kępy zielska, którą sobie wcześniej upatrzył wciąż na zgiętych łapach czekał. Bursztynowe ślepia ogarniały okolicę głównie skupiając się na poczynaniu samic. Resa intrygował fakt, że Lokatt jako swoje towarzyszki wybrała wadery, solidarność płci? Uśmiechnął się mimowolnie i swój wzrok skupił na Thaisis. Ciekawy był jak sobie poradzi, no i w sumie Naerys też był ciekawy, ledwo podgojone rany, a idzie na polowanie? Byleby nowych ran nie zebrała. Tym jednak razem to Res by się nimi zajął, co by biedna nie musiała znowu jeść przypadkowych ziół. Ostatnie spojrzenie posłał w kierunku wilków pozostałych, tych co dostali rozkaz taki jak on po czym zamknął ślepia, chciał się skupić i wyciszyć, by dać z siebie nawet więcej jak sto procent. Uchylił powieki ukazując bursztynowe tęczówki. Wadery były coraz bliżej celu. Polowanie czas zacząć.

Polowanie na bizona

#3
Szli obydwoje po dwóch bokach grupy. Niczym obrońcy swojej rodziny. Vune delikatnie stąpała po ziemi, zdawałoby się, że tańczy. Każdy krok był harmonijny, zdający się bez żadnej niepewności. Zaś Kune? Szedł przed siebie, a długie futro kołysało się w rytm jego ruchów. Był jak czołg, jednak starał się zachować jak największą ciszę. W końcu coś się działo. Jego kły pragnęły rozerwać ciało, a gardziel łaknęła krwi, ciepłej, prosto z tętnicy. Szli tak już znaczną chwilę, gdy ich nozdrza poczęły wyłapywać obce zapachy. Lokatt przemówiła, a oni milcząco jedynie skinęli, na znak, że zrozumieli rozkaz.
Ruszyli bokami. Vune niedaleko Resefa, zaś Kune drugą stroną. Obydwoje nisko, cicho, skupieni na celu. Co prawda, mogli by walczyć i przeciw zdrowemu osobnikowi, ale Lokatt może chciała zobaczyć na co ich wszystkich, jako grupę, stać? Brzmiało rozsądnie.
Bliźniaczka spojrzała na Resefa, przez sekundę lustrując jego ciało. Zdawało się, że ocenia jego możliwości, choć w rzeczywistości była po prostu ciekawa nowego członka Cieni. Wróciła wzrokiem do bizona, czekając aż pozostałe ruszą ku ofierze. Ruszyła trochę bardziej do przodu.
Basior zaś spokojnie szedł, napięty, gotowy, by odgrodzić posiłkowi drogę ucieczki. Nie bał się, kierował nim teraz głód, chęć łowów.

Polowanie na bizona

#4
Ostatnie wydarzenia pozostawiły Naerys spiętą, jej mięśnie były twarde i targało nimi nieznośne mrowienie, jakby miały zaraz ponieść ją gdzieś, albo napędzić do walki. Miała niesamowitą ochotę wyładować nerwy, frustrację i smutek po odejściu Melodii, coś rozszarpać kłami, rozorać pazurami.. Nic dziwnego, że propozycję polowania powitała z niespotykanym, nawet u siebie, entuzjazmem. Dawno nie miała okazji wypróbować swoich umiejętności przeciwko zwierzynie, zwłaszcza tej większej. Jedyny sparing, jaki odbyła dotąd z Ziębą zakończył się czymś w rodzaju remisu, a wtedy samiczka była słabsza, mniej doświadczona. Chciała sprawdzić siebie teraz, chciała wiedzieć, co dały jej te ćwiczenia, zaliczone siniaki i rany.
Szła w szyku razem z reszta stada, zachowując jak największą ciszę. Na obcesowe dobiegnięcie do ofiary przyjdzie czas, teraz wypatrywała reakcji zwierzyny i rozkazów przywódczyni, którą traktowała równocześnie jako przewodniczkę łowów.
Wraz z rozwojem sytuacji postanowiła podejść do wybranego przez stado zwierza jak najbliżej, na tyle cicho, aby nie zaalarmować ofiary o ich obecności. Mięśnie miała gotowe do pościgu i oddzielenia zwierza od reszty osobników, czekała tylko na najdrobniejszy znak...

Polowanie na bizona

#5
Kroczył za innymi w kompletnym milczeniu, a jego oblicze nie wyrażało nic. Dziwna apatia, jaka ogarnęła go tam, na wyspie najwyraźniej nie miała zamiaru zniknąć. Dawny Keiran pewnie niemalże dosłownie skakałby z radości na wieść o polowaniu i zadręczał towarzyszy nieustanną paplaniną. Teraz nie miał ochoty, a może i nawet nie był w stanie wydusić z siebie choćby słowa. Nie myślał już o niczym. Pragnął tylko jak najszybciej dopaść tą zwierzynę. Czuł, że walka pozwoli mu pozbyć się resztek negatywnych emocji, wyładować całą złość i gorycz. Nigdy wcześniej nie czuł potrzeby zadawania jakiejkolwiek istocie dodatkowego bólu. Gdy polował, zawsze starał się jak najszybciej uśmiercić zwierzynę, nie przedłużać jej cierpienia. Lecz dzisiaj odczuł zgoła inną potrzebę. Kiedy tylko sobie to uświadomił, po jego wnętrzu rozlał się lęk. Co się ze mną dzieje? Czy ja już kompletnie tracę rozum?
Na szczęście w tym momencie grupa się zatrzymała i mógł odpędzić od siebie nieprzyjemne myśli, by skupić się na słowach Lokatt. Podniósł łeb, by się rozejrzeć i bez problemu zlokalizował bizony. Niegdyś zapewne byłby podekscytowany. Nigdy wcześniej nie polował na zwierzynę większą od młodego jelenia, wiedział bowiem, że w pojedynkę byłoby to zbyt ryzykowne. Teraz otaczały go inne wilki. Chyba po raz pierwszy zdał sobie sprawę z tego, jak duże korzyści może przynieść współpraca.
Wysłuchał słów przywódczyni i skinął sztywno głową, po czym rozejrzawszy się chwilę począł się skradać w kierunku wybranego przez Cienie bizona. Starał się poruszać na tyle bezszelestnie, na ile pozwalała mu jego masywna sylwetka. Na szczęście złotobrązowe futro poniekąd zlewało się z wysoką, nieco pożółkłą już trawą porastającą łąkę. Okrążył roślinożercę szerokim łukiem i podkradłszy się na stosunkowo bliską odległość znieruchomiał, przyczaiwszy się w zaroślach. Spiął mięśnie, przygotowując się do skoku kiedy tylko zwierzę znajdzie się w pobliżu.

Polowanie na bizona

#6
Planowane łowy, zapowiadały się interesująco, jako przyjemna odmiana po wszystkich ostatnich wydarzeniach. Tylko ... na co przyjdzie im zapolować? Ta kwestia na razie pozostawała tajemnicą, a sama Lokatt, na tą chwilę nic na ten temat nie wspominała. Beżowa miała tylko nadzieję, że nie będzie to nic wyjątkowo agresywnego - taki jeleń byłby chyba w sam raz. Chociaż, ... mogła to być dobra okazja do poobserwowania medyka przy pracy. Właściwe opatrywanie ran, działanie w nagłych wypadkach - taka lekcja z pewnością okazałaby się przydatna. Nie życzyła nikomu źle, w życiu, po prostu...
Westchnęła ciężko po czym zerknęła do tyłu, na Resefa. Basior wyglądał na dość zamyślonego a po chwili ... ziewnął. Z jakiegoś powodu wywołało to uśmiech na pyszczku Thai, kompletnie ją rozbrajając. Dotarło do niej, że trochę za bardzo się tym wszystkim przejmuje. Wtem jednak odezwała się Jaskółka, całkowicie przerywając wszystkie rozmyślania szarawej.
Wielkie masywne stworzenie o którym mówiła wzbudzało w beżowej lęk, sama zapewne w życiu nie spróbowałaby się nawet do niego zbliżyć, jednak będąc wraz w grupie mieli szansę się z nim skutecznie rozprawić. Nie mogła uwierzyć, że będzie brała w tym udział, wywoływało to w niej masę sprzecznych emocji - z jednej strony czuła podekscytowanie, z drugiej zaś nieprzyjemny niepokój. Spojrzała na wskazaną przez Lokatt sztukę, słuchając jednocześnie planu jaki przedstawiła. Thais miała pomóc spłoszyć upatrzonego bizona - skinęła lekko łbem na znak, że wszystko zrozumiała po czym ruszyła za przywódczynią uważnie pokonując zarośla, nie chciała w końcu przedwcześnie zaalarmować zwierzyny. Gdy już zajęła dogodne miejsce, niedaleko pozostałych wader, przeniosła fiołkowe ślepia na Serce Nocy, wyczekując znaku do rozpoczęcia polowania, który otrzymała zaledwie kilka sekund później. Odetchnęła głęboko, po czym śladem towarzyszek, wypadła z zarośli, zmierzając w stronę samicy bizona.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Polowanie na bizona

#7
Rzuty na pościg:
Lokatt - 2 - porażka
Resef - 4 - sukces
Vune - 5 - sukces
Naerys - 5 - sukces
Keiran - 8 - sukces
Thaisis- 10 - sukces

Olbrzymi kopytny nawet nie miał pojęcia, jakie to zagrożenie czaiło się w otaczającej go roślinności. Kiedy wilki rozpierzchły się chcąc oddzielić wybraną zwierzynę od reszty grupy dokonały chyba możliwie najlepszego wyboru. Upatrzona samica bizona dojrzała Lokatt jako ostatnia ze swojego stada, i puściła się w bieg, kompletnie nie przypuszczając, że niedaleko mogą znajdować się inne groźne paszcze, pełne ostrych kłów i gotowe zaatakować kiedy ta okaże jakąkolwiek, nawet najmniejszą słabość.
Wilki bez problemu odcięły bizona od stada i zatrzymały w swoich sidłach. Roślinożerca był teraz zdany na łaskę czworonożnych, ale nie zamierzał łatwo się poddać i pożegnać z życiem. Samica bizona przyjęła obronną postawę, prezentując swoją masywną, twardą głowę i rozmieszczone po jej bokach poroże.

Polowanie na bizona

#8
Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Spłoszona przez ścigające ją wilki samica popędziła przed siebie w kierunku przeciwnym do swego stada, wprost ku czającym się w pobliskiej roślinności pozostałym drapieżnikom. Widząc to szara uśmiechnęła się w duchu, nieznacznie zwalniając, by rozejrzeć się dookoła i odszukać pozostałe Cienie. Każdemu z nich krótkim gestem nakazała atak. Bizon był otoczony i praktycznie miał niewielkie szanse czy to na ucieczkę, czy też zwycięstwo w walce z tak licznymi łowcami. Co jednak nie oznaczało, że nie musieli być ostrożni.
Obserwowała zwierzynę, powoli zataczając wokół niej coraz mniejsze okręgi, szukając miejsca, gdzie najlepiej uderzyć. Poruszała się szybko i energicznie, lecz z wyczuciem i ostrożnością, choć jej ruchy pozbawione teraz były tej charakterystycznej, wyuczonej przez lata gracji. Nastroszyła się, obnażyła białe kły, a z głębi jej gardzieli wydobył się głęboki warkot. Ze ślepi, nie spuszczanych ani na chwilę z roślinożercy bił niesamowity chłód, sprawiając wrażenie jakby ktoś ukrył kryształki lodu pod tą połyskliwą, bursztynową zasłoną.
Zdecydowała się wreszcie zaatakować od tyłu, by trzymać się z daleka od ostrych rogów na łbie bizona. Gdy tylko znalazła się odpowiednio blisko, by móc bez większych problemów doskoczyć, rzuciła się ku masywnemu udźcowi, pragnąc zatopić w nim kły.

Polowanie na bizona

#9
Skryty wśród zarośli obserwował poczynania członków stada w wielkim skupieniu, odgrodzona od stada samica bizona parła teraz prosto na nich niczego się nie spodziewając. Resef nie czekając dłużej wyskoczył z kryjówki, biegnąc prosto na zwierzynę przyglądał się jej dokładnie szukając punktu do ataku, mimo iż kopytna była kaleką, wciąż wyglądała groźnie i majestatycznie. Basior czuł ekscytację, dawno nie polował no i w końcu mógł dać upust swoim nerwom. Za cel obrał sobie lewą nogę zwierzęcia, kilka zgrabnych skoków wystarczyło by znalazł się tuż przy boku kopytnej. Bursztynowe ślepia wlepione w bizona obserwowały każdy jego ruch, by w razie czego uniknąć kopnięcia czy nawet nadziania na poroże, basior odbił się mocno od gleby by najpierw chwycić się cielska pazurami, a następnie wgryźć się w nie ostrymi kłami.

Polowanie na bizona

#10
Przyczajony w trawie obserwował ruchy spłoszonej ofiary, czekając na odpowiedni moment do ataku. Ponure myśli wreszcie zniknęły, kiedy basior skupił się całkowicie na zwierzynie. Zaczął nawet odczuwać coś na kształt ekscytacji, choć była zaledwie marnym cieniem w porównaniu do tego, co zwykle czuł podczas polowania.
Złociste ślepia nie odrywały się od masywnej sylwetki, nie odwracał się nawet na chwilę, by spojrzeć na pozostałe wilki. W dziwnie przygasłych od jakiegoś czasu oczach ponownie pojawił się blask, choć odmienny od zwykłych radosnych iskierek. Było w nim coś drapieżnego i niebezpiecznego.
Dopiero po chwili, gdy bizon znalazł się już całkiem niedaleko, zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo jest głodny. Ta świadomość uderzyła go zupełnie znienacka, wraz z ostrym bólem pustego żołądka i głuchym burczeniem w brzuchu. Nieco go to zdziwiło, że do tej pory nawet nie zwracał uwagi na dręczący go głód.
Niecierpliwie oblizał wargi i gdy roślinożerca znalazł się wystarczająco blisko wypadł spomiędzy kępek trawy, szarżując na bizona z głuchym warkotem. Obrał sobie za cel jeden z boków zwierzyny. Skoczył, wpadając na bizona z impetem, starając się dosięgnąć ciała roślinożercy kłami i pazurami.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron