Górska łąka

#31
- Uważam..- Odburknęła tylko, wciąż zakłopotana i zła na siebie.
Czym byli wyżej, tym robiło się zimniej. Waderka póki co niezłe dawała sobie radę, choć co jakiś czas poslizgnela się, czy upadła. Byłajednak na tyle ostrożnia, że zawsze dobrze się to kończyło.
Co jakiś czas czuła jak przez jej ciało przechodzi dreszcz. Temperatura jej się nie podobała, ale co zrobić.

Górska łąka

#32
Prychnął pod nosem na oburzenie szczeniaka. No ładnie, przygarnięta kulka najwyraźniej dopiero miała zamiar pokazać swój prawdziwy charakter. Tak to bywało, gdy zamiast kierować się rozsądkiem, zmanipulowały cię uczucia. Dlatego właśnie Bal miał tyle wątpliwości, co do ściągnięcia sobie takiego kłopotu na głowę. Na szczęście dla psychicznego zdrowia wilka, nie należał on do przesadnie przejmujących się, czy martwiących na zapas osobników. Niech sobie Lili burczy i się stroszy do woli, w końcu Wrona zachowywał się tak samo i nie miał zamiaru się o to wykłócać. Jeśli waderka będzie chciała stawiać na swoim, nie miał najmniejszych planów jej strofować, życie znacznie lepiej uczy niż wszystkie upomnienia. Wystarczy raz się sparzyć, by nie dotykać ognia i smolisty wilk należał do tego rodzaju opiekunów, którzy zamiast się powtarzać i ciągle pilnować młodej, dawał jej swobodę podejmowania decyzji i ewentualnego poznania z płomieniami, interwencję zaś ograniczając do minimum. Dlatego uważnie obserwował kroki szczenięcia, jego potknięcia i poślizgi, pozwalając Lili pozbierać się samodzielnie, ale będąc w gotowości, w razie, gdyby wystąpiła konieczność ratowanie samiczki. Chłód nie dokuczał samcowi w najmniejszym stopniu. Gęste futro chroniło go przed wiatrem i mrozem, ruch chociaż niezbyt forsujący dla basiora, dodatkowo rozgrzewał wilka. Po za tym samiec miał okazję być w górach, więc wiedział co go czeka, tym samym chłód nie zaskoczył go ani trochę, zamiast tego wilk cieszył się, że nie padało i wiatr ucichł, gdyż tu w górach mogły być one wyjątkowo uciążliwe.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Górska łąka

#33
Brnąc tak coraz wyżej przez śnieg, waderka zdążyła już złapać zadyszkę. Nie zatrzymała się jednak, mieli znaleźć schronienie, a póki co nie było nawet wygodnego miejsca by się położyć. Lilith wchodziła, mechanicznie przeskakując po skałach. W pewnym momencie zauważyła dość szeroką szczelinę w skale, już w pół przysypaną śniegiem.
Zatrzymała się i zmarszczyła brwi.
" Co to? "
Jej wrodzona ciekawość, nie pozwalała Lil przejść obok niewzruszoną. Samiczka musiała odpowiedzieć sobie na nurtujące ją pytanie. Może w końcu znajdzie jakąś porządną jaskinię czy coś. Choćby mieli przenocować tu tylko jedną noc i ruszyć dalej to się opłaca. Gdzieś musieli robić sobie postoje, a waderce nie wydawało się, by spanie na tym zboczu, w śniegu i pod gołym niebem, które w każdej chwili może oszaleć i zacząć na nowo zakrywać świat białym puchem, było dobrym pomysłem. Podeszła do szczeliny i zaczęła kopać w śniegu. Jakoś na pewno da się tam dostać.

Górska łąka

#34
Lili szła grzecznie przed siebie, aż zatrzymała się wlepiając w podłoże pod łapami, a po chwili rozgrzebując śnieg. Uniósł jedną brew obserwując poczynania waderki. Co ta mała wymyśliła, po chwili dostrzegł niewielką ciemną szczelinę. Uśmiechnął się w duchu, jednocześnie siadając w śniegu. Jeśli samiczka chciała pomocy, będzie musiała poprosić, skoro tak już brała los w swoje łapy. Podobało mu się, że szczeniak nie był bierny, ale przecież nie był by sobą, gdyby podał wszystko Lili na talerzu. Nie niech się puszysta kuleczka hartuje. Jeśli uda jej się samej dokopać gdzie chce, jej samozadowolenie będzie bezcennym wynagrodzeniem. Jeżeli nie i będzie zmuszona poprosić o pomoc, też będzie to dobrą lekcją, granic swoich możliwości i zaufania do swojego nowego opiekuna, na którego jaki by nie był, mogła przecież liczyć.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Górska łąka

#35
Dalej kopała, nie zwracając uwagi na Balora, na początku spojrzała tylko czy się zatrzymał. Co wykopała jakiś większy kawałek, to śnieg z góry sypał jej się na głowę i zasypywał przejście. Wkurzona już po czwartym razie Lil, odsunęła się od szczeliny. Oceniła wysokość do szczytu i szerokość przejścia tam. Spięła mięśnie i pobiegła prosto na ścianę. W ostatnim momencie odbiła się od podłoża i wylądowała z głową w śniegu. Szybko się wygrzebała i spojrzała ku gorze. Była gdzieś w połowie zaspy, teraz trzeba było się wspiąć, a śnieg zsypywał jej się spod łap. Mimo wszystko waderka podjęła wspinaczkę. Już o drugim kroku, pojęła, ze nie da rady. Robiła jeden krok i zjeżdżała razem ze śniegiem jakieś trzy.
Prychnęła i zamiast chcąc się wspiąć, starała się zebrać jak najwięcej śniegu spadając. Na dole, jeszcze raz zbadała wysokość górki. Jakby ją Balor podsadził to by dała radę, jej duma jednak nie pozwalała jej poprosić o pomoc, skoro sama mogła sobie z tym poradzić.
Zaczęła zaciekle kopać, jednak już nie w głąb górki ale tak by spadający śnieg sprawiał, że zaspa traciła na wysokości. Kiedy była już zadowolona z efektu, powtórzyła manewr. Tym razem górka była zbyt niska, Lil tylko poczuła jak łapami ociera o jej grzbiet i Wrona mógł dostrzec tylko znikającą małą kulkę, która zjechała po śniegu po drugiej stronie. Wpadła do jakiejś średniej wielkości jaskini. Nie bardzo była w stanie coś więcej dostrzec przez panującą w środku ciemność.

Górska łąka

#36
Obserwował poczynania zawziętej kulki z rosnącym rozbawieniem, jednak ani myśląc pomagać na siłę. Jeśli mała była tak harda, dobrze, niech pokaże na co ją stać. Powstrzymał się nawet od śmiechu, gdy Lili nie wychodziła wspinaczka, patrząc jak mała szybko i całkiem bystro zmieniała swoje działania dopasowując je do sytuacji. Nieźle, całkiem sprytnie sobie radziła, aż zniknęła w szczelinie, zostawiając basiora lekko skonsternowanego, ponieważ tego nie przewidział.
Czarny wilk wstał z niezadowolonym westchnięciem, podchodząc do szczeliny. Wstał na dwie łapy by zajrzeć do jaskini. Wejście było stanowczo za wąskie dla dorosłego wilka, a w odsłoniętym przez samiczkę miejscu mieścił się jedynie jego łeb. Wciągnął głęboko powietrze, ale po za zatęchłym powietrzem i wilgocią, no i oczywiście głupiutkim szczeniakiem, nie czuł niczego żywego w pobliżu. Nie mniej nie odważył się mówić głośno, bo jaskinie potrafiły się ciągnąc korytarzami i nie miał zamiaru ściągnąć nic co mogło czatować gdzieś głębiej, chociażby irytujących nietoperzy.
- Mam nadzieje, że wiesz jak stąd wyjść, bo ja się nie zmieszczę - mruknął basior wcisnąwszy swoją głowę w szczelinę, czekając aż jego wzrok przyzwyczai się do ciemności.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Górska łąka

#37
- Nie wiem, ale się dowiem. - Zadowolona z siebie Lil, kręciła się po jaskini i obwąchiwła ściany. Jej wzrok powoli przyzwyczajał się do ciemności i mogła zobaczyć górę śniegu, po której zjechała. Była trochę bardziej stroma niż na zewnątrz, ale tej samej wysokości, bo jakby inaczej. Mogła ją przeskoczyć w ten sam sposób.
- Odsuń się. - Waderka poczekała aż basior wykona to o o prosiła, bo może się nie wydawać, le była to prośba. Waderka nie przywykła do ich wypowiadania i cóż, brzmiały bardziej jak polecenia.
Cofnęła się mniej więcej tyle co wcześniej i wystartowała do przodu, odrywając po chwili łapy od podłoża. Przefrunęła nad zaspą i cała we śniegu wylądowała pod łapami basiora. Wstając poślizgnęła się i uderzyła go brodą w łapę. Potrząsnęła łbem i tym razem wstała już z jakimś sensownym skutkiem.

Górska łąka

#38
Fuknął sam do siebie słysząc odpowiedź szczeniaka, ale czekał spokojnie aż mała się namyśli i zacznie wychodzić z potencjalnej pułapki. Gdy Lili uznała, że przyjrzała się jaskini wystarczająco i dała znać samcowi by się odsunął, czarny wilk usiadł lekko z boku, bez marudzenia czy większej zwłoki, ale w myślach psioczył coś o rozwydrzonych księżniczkach. O dziwo szczeniak wyskoczył za pierwszym razem. Podczas gdy wilczątko starało się pozbierać z ziemi basior intensywnie myślał. Pierwsze co to Balor miał zamiar zafundować waderce to połajanka, za to, że bez zastanowienia wpakowała się do nieznanej jaskini. Wziął jednak głęboki oddech i przemyślał wszystko jeszcze raz, starając się nie robić tego, co jego dawna rodzina. Mała nie wiedziała, że takie jaskinie mogły być niebezpieczne, bo i skąd. Owszem jakby pomyślała, dała by na pewno radę wpaść na ten pomysł. Nie zrobiła tego, ale wątpliwe by bura pomogła.
- Tak, ładnie sobie poradziłaś - niskim pomrukiem, pochwalił po chwili zamyślenia małą łobuzicę - Ale następnym razem zanim wejdziesz gdzieś, upewnij się, że nie mieszka tam ktoś inny, kto bez problemu cie może zjeść - uniósł jedną brew, opierając łapę na głowie waderki i lekko ją czochrając.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Górska łąka

#39
Waderka uniosła łeb i spojrzała na Wrone, nim jej łebek został podnóżkiem. Przymknęła jedno ślepie, a drugim, tym sprawnym, nadal wpatrywała się w basiora.
- Przepraszam. - Lilith nic więcej nie powiedziała, ale po całej jej postawie było widać, że jej wstyd. Zrozumiała, tym bardziej, że wyobraziła sobie jakieś wielkie krwiożercze stworzenie. Co prawda, nie widziała takiego nigdy, więc w jej wyobrażeniach było to coś między królikiem, wilkiem i myszą, tyle że monstrualnych rozmiarów i z zębami ostrymi jak brzytwy. Aż przeszedł ją dreszcz, mimowolnie, wczołgała się bardziej pod cielsko opiekuna i położyła po sobie uszy.

Górska łąka

#40
Kiwnął głową na znak, że akceptuje przeprosiny, po czym skinął w stronę w którą szli, dając wilczycy do zrozumienia, że pora iść dalej i powoli skierował swoje kroki w tamtym kierunku. Podróż była monotonna, to prawda, ale basior chciał znaleźć schronienie jak najszybciej, by mieć o chociaż jedno zmartwienie mniej.
Droga jak do tej pory nie była zbyt uciążliwa, a góry szczędziły niebezpieczeństw, co również miał zamiar wykorzystać. Puki mogli iść, lepiej by maszerowali, z wagi na ogólnie powolne tempo przemieszczania się. Jeśli mieli by zamiar zatrzymywać się przy każdej skałce czy grocie, to mogą nigdzie nie dojść do samej wiosny.
Szedł łapa za łapą, niespiesznie, stopniowo przyzwyczajając się do takiego tempa, jednocześnie pilnując okolicy. Nie ruszał głową, ale przesuwając wzrokiem wokół, uważnie obserwował otoczenie, resztę informacji zbierał węchem i słuchem. Ku swojemu zadowoleniu jedyne zagrożenie, które znajdował, to wciąż wiszące w powietrzu opady śniegu, który jedynie na moment zawiesił broń i lada moment mógł powrócić do natarcia.
Normalnie zanudzał by się na śmierć marząc o jakimś niebezpieczeństwie, aktualnie unikał "rozrywek" z uwagi na obecność szczeniaka. Ciężko było by walczyć i pilnować Lili, więc nawet nie myślał o szukaniu "zabawy".
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron