Górska łąka

#21
- Śpioch. - Wyszczerzyła się w jego stronę i podreptała na zewnątrz. Musiała użyć wydrążonego wcześniej w zaspie tunelu. Wyszła z drugiej stron cała oklejono śniegiem.
Wyspała się i teraz była pełna energii. Samiec powoli szedł przed siebie a Lilith krążyła między jego łapami. Śniegu było dużo, miejscami sięgał waderce do brody. Skutkowało to zabawnym skakaniem Lil, która starała się poruszać na przód. Balor miał rację, śnieg był uciążliwy i waderka przeklinała go w duchu, nie mogła jednak stwierdzić, że był zły. Skakanie przez zaspy, wzbijający się w powietrze puch, nawet lądowanie pyskiem w tym białym, zimnym czymś, naprawdę podobało się waderce.

Górska łąka

#22
Przytyki szczeniaka zignorował, nie przejmując się nimi zbytnio, nie wzruszenie brnąc przed siebie. No i miał rację, szczeniak bawił się w śniegu, jak na szczeniaka przystało, czyli dość wesoło. Obserwując wyczyny Lilith zaczął się zastanawiać kiedy mała się znudzi i zacznie iść normalnie, nie mówiąc o zupełnym braku oszczędności energii przy takim sposobie podróżowania.
-Tylko patrz gdzie stawiasz łapy - upomniał samiczkę, idąc w górę zbocza, które łagodnie i stopniowo znosiło się w kierunku nieba, na którym powoli, wśród fioletów pojawiały się gwiazdy.
Drogę starał się wybierać jak najłatwiejszą i najmniej stromą drogę. Nie uśmiechało mu się pędzić za staczającą się w dół szarą kulką, która pewnie szybko zamieniła by się w bałwana. Po za tym gdy droga była łatwiejsza, mieli większe szanse, że LIli pokona ją o własnych siłach.
Dopiero po chwili w ramach drobnej zemsty, za złośliwości waderki, grzebnął śniegiem, przysypując szary łepek, gdy mała przebiegała obok.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Górska łąka

#23
Lilith nadal było mało. Łapy marzły, śnieg przysłaniał widok i pchał się do oczu, mimo to waderka czuła się wspaniale.
- Wredny. - Burknęła bardziej do siebie, kiedy śnieg spod łap basiora, wylądował na jej pysku. Już planowała zemstę, nie zostawi tego tak. Z uśmiechem ruszyła szybko w górę. Lilith traktowała to jak zabawę i przeskakiwała z jednej skały na drugą, starając się jak najszybciej wyprzedzić Balora.
Zatrzymała się trochę wyżej, na jednej z szerszych pułek skalnych i stanęła tyłem do Wrony. Zaczęła zaciekle kopać w śniegu wyrzucając go za siebie. Tym samym cały ten śnieg sypał się na pysk jej opiekuna.
Zadowolona z siebie waderka, położyła się i zwiesiła łeb z pułki. Straciła jeszcze nosem trochę śniegu i się wyszczerzyła.

Górska łąka

#24
Uniósł jedną brew zastanawiając się co małej wpadło do głowy. Lili kicała sprawnie pod górę, robiąc na basiorze całkiem niezłe wrażenie. Nie mógł wymyślić cóż tak zmotywowało małe stworzenie, aż było zbyt późno.
- Ty mała ... - warknął, ale nawet nie rozdrażniony jakoś specjalnie. Przymknął ślepia, obserwując wilczycę jednym z nich, z pod przymrużonej powieki, czekając jednocześnie aż śnieżny atak ustanie. Gdy wreszcie doczekał się przerwy w napaści, rzucił się pędem w górę. O ile waderka wspinała się skacząc po kolejno leżących kamieniach, basior w kilku susach dopadł półki skalnej, na której leżała mała złośnica. Z warkotem zatrzymał się tuż nad nią - I co teraz mała - zarechotał. Śmiech był nieprzyjemny i każdemu normalnemu zjeżył by włosy na karku, chociaż Balor nie miał ani trochę złych zamiarów, a zwyczajnie "uroczy" sposób bycia. Tak długo wędrował sam strasząc wszystkich napotkanych lub z nimi walcząc, że już nie potrafił zachowywać się sympatycznie, lub dawno uznał to za zbędne. Ochrypły głos zaś tylko uzupełniał obraz.
Złapał samiczkę w pół, po czym powoli obrócił się szukając właściwego miejsca i gdy je wreszcie znalazł, wypuścił szczenie z pyska, wprost w jedną z głębszych zasp, śmiejąc się przy tym do rozpuku.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Górska łąka

#25
Zrobiła wielkie oczy, obserwując z jaką łatwością basior wspina się ku górze. Nawet nie zauważyła, kiedy to się stało, a on już stał nad nią.
- Najpewniej mi oddasz. - Waderka nie czuła się tym faktem jakiś bardzo przerażona, przynajmniej póki nie poderwał jej z ziemi. Wierciła się i kręciła, chcąc się wydostać.
" No w końcu. "
Zdążyło jej przejść przez myśl, kiedy poczuła, jak ją puszcza, nim wpadła w zaspę.
- O ty... - Wywarczała, jednocześnie najadając się śniegu. Cała oklejona białym puchem, wyskoczyła z zaspy wprost na pysk Wrony. Złapała się go i nawet chwile na nim zawisła. Po chwili leżała na ziemi, śnieg na szczęście zamkrtyzował upadek, oklejał teraz też cały łeb czarnego wilka.

Górska łąka

#26
Nie mógł, zwyczajnie nie potrafił przestać się śmiać. Chichotał widząc reakcję krnąbrnej, małej wilczycy gdy znalazł się nad nią i wtedy gdy wrzucał ją w śnieg. Gdy zaś Lili go zaatakowała, chichot przeszedł w serdeczny głośny śmiech. Gdzie się podziało to przerażone szczenie, wciąż krótko wędrowali, a mała już pokazywała rogi, czy może dosłownie zęby.
Co z tego, że waderka zsunęła się z czarnego pyska, sam fakt, że skoczyła był całkiem niezłym popisem. Wraz z cichym plaśnięciem szarego szczenięcia w zaspę, obsypany śniegiem, padł i rozbawiony do granic możliwości basior, imitując ciężko rannego. Opadł bezwładnie na bok, tam gdzie stał, w połowie ginąc w głębokim śniegu i wciąż zanosząc się resztkami śmiechu. Leżąc zaś plackiem i opanowując spazmy rozbawienia, łypał kątem oka na sprawczynię zamieszania, zastanawiając się co wyrośnie z takiej małej złośnicy.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Górska łąka

#27
Ranny, jasne, jasne. Waderka prychnęła i podreptała do samca, śmiejąc się szczęśliwa. Jej nowy ojciec był świetny, nawet jeśli czasem mówił jej, że coś robi źle, a mała waderka nienawidziła krytyki, to ogólnie nie mogła trafić lepiej.
Kolorowa kulka wdrapała się na czarne cielsko i ułożyła na szyi basiora, zwieszając łapy o obu stronach. Wyciągnęła jedna z kończyn przed siebie i pacnęła Wrone w ucho.

Górska łąka

#28
Zastrzygł uchem, odsuwając je od oprawczyni i warknął niby oburzony, chociaż oczywiście zły nie był. Leżąc na boku, z ciągle okupującą jego szyję wilczycą, uniósł sam łeb i energicznie otrzepał go ze śniegu, oblepiającego czarne futro.
- No starczy zabawy, czas w drogę, puki czas dobry - ponaglił Lili. Mała była wypoczęta aż nadto, dobrze więc wykorzystać tę energię w jakiś pożyteczny sposób. On sam zaś lubił wędrować o zmroku. Po za odbijającymi światło ślepiami, próżno można by szukać Wrony pośród mroku, do puki wilk nie podszedł dość blisko. Teraz zaś nawet na niesprzyjającej bieli śniegu, Wrona spokojnie mógł uchodzić za jeden z cieni, których nierówny teren był pełen. Dodatkowo chociaż księżyc i gwiazdy pięknie świeciły pośród ciemności, to uparcie wędrujące po nieboskłonie chmury co chwila przysłaniały światło, co chwila zatapiając świat w prawie nieprzeniknionych ciemnościach. Takie warunki dla Balora były wręcz wymarzone.
W panującej wokół ciszy, tuż nad ich głowami przeleciał puchacz, który poszukiwał kolacji. Normalnie tak małe stworzenie jak Lilith było by dla niego smakowitym kąskiem, ale w towarzystwie dorosłego wilka, bezszelestnie pomknął dalej, szukać posiłku w innym miejscu.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Górska łąka

#29
- Wiesz co... nadawałbyś się na ojca. - Waderka wyraziła swoje myśli na głos. Szybko ześlizgnęła się z jego szyi i schowała pysk w śniegu. Jakoś nagle było jej wstyd. Przecież on może nie chcieć by go tak nazywać.
Mówił żeby iść dalej. Lilith wyjęła pysk z zaspy i od razu powędrowała w górę, przeskakujac z jednej półki skalnej na drugą. Starała się trzymać przed Balorem. Już wcześniej po jej wyrazie pyska wyłapał, że coś jest nie tak, więc teraz z całych sił udawała, że nic jej nie jest. Nawet radośnie skakała w śniegu i rozrzucala go wokół siebie.

Górska łąka

#30
"Nie kracz mała" chciał się zaśmiać z małej wilczycy. W jego własnym mniemaniu, ciężko by o gorszego ojca, ale był w stanie zrozumieć, że Lilith postrzegała pewne sprawy z dziecięcą naiwnością i ufnością, zresztą był pierwszym wilkiem, który się nią zainteresował, więc pewnie w porównaniu z matką małej wypadał wręcz cudownie. Darował sobie jednak żarty, widząc waderka wyraźnie się zakłopotała tym co chlapnęła, a nie miał zamiaru kopać leżącego. Dlatego też zignorował małą i jej speszenie, dając jej trochę przestrzeni na ochłonięcie, jednocześnie sunąc w ślad za szczeniakiem i asekurując Lili w razie kłopotów.
- Tylko uważnie stąpaj - upomniał po raz kolejny. Wciąż jeszcze byli nisko i trasa należała do łatwych, ale mimo to skały potrafiły być zdradliwe, szczególnie zimą, a Balor nie chciał dodatkowych komplikacji podczas wędrówki.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron