Górska łąka

#41
Skinęła tylko łebkiem i szybko zerwała się na nogi. Bez zbędnej zwłoki ruszyła dalej. Choć podróż nie była usłana niebezpieczeństwami, to Lil wspinaczka i tak męczyła. Część drogi była w stanie pokonywać idąc, jednak ten większy fragment wymagał od niej ciągłego skakania. Waderka już czuła łapach skutki ciągłego używania mięśni łap, w przyszłości zapewne będzie się cieszyć, że Balor niczego jej nie ułatwiał, teraz jednak z ulgą przyjęłaby jakąś niewielką pomoc.
Nic jednak nie powiedziała i dalej skakała ze skałki na skałkę. Starała się być uważna i omijać niepewne miejsca, takie jak krawędzie półek skalnych, czy zbyt wąskie przejścia, skoro już ktoś podarował jej życie, to głupio by było tak beznadziejnie je stracić.
Droga powoli robiła się bardziej stroma, czyli byli już jakiś kawałek w górze. Lil spojrzała w dół, by przekonać się ile już przeszli. Szybko pożałowała swojej decyzji i aż odskoczyła od krawędzi. Przykleiła się do skalnej ściany i przymknęła oczy. Upadek nie wchodził w grę. Otrząsnęła się po krótkiej chwili i ruszyła dalej.

Górska łąka

#42
Zerknął na doganiającą go waderkę i w ciszy brnęli dalej. Na jedno nie mógł narzekać, mała wilczyca chociaż ciekawska i uparta, to była też dziwnie posłuszna, czy to z wdzięczności za ratunek czy z innych przyczyn, nie miało znaczenia dla basiora, liczyło się, że mała nie utrudniała mu dodatkowo życia.
Gdy zobaczył jak Lili zerknęła w przepaść i cofnęła się w przerażeniu, basior uznał, że powinien dodać jej otuchy, zaczął więc iść obok, oddzielając szczenie od krawędzi.
- Tu skręcimy - odezwał się po chwili, wskazując przesmyk między skałami, z obu stron otoczony wysokimi ścianami. Nie potrzebowali się dłużej wspinać, w końcu celem była przeprawa przez góry. Droga dość szeroka by obok siebie mogły iść dwa dorosłe wilki, bez ścisku czy dyskomfortu jawiła się jako całkiem ciekawa opcja. Dodatkowo takie skały miały często nisze i zachyłki, które mogły by być dla wilków schronieniem w razie opadów lub potrzeby odpoczynku.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Górska łąka

#43
Lil z ulgą przyjęła obecność wilka ku swojego boku, to trochę jakby ktoś postawił ścianę miedzy nią a śmiercią. Szli tak kawałek, a waderka wciąż trzymała się blisko ściany. Słysząc głos opiekuna spojrzała na niego i przekrzywiła łepek. Opcja ucieczki od przepaści jej odpowiadała i zadowolona ruszyła za Czarnym.
Chciało jej się pić i kierowana instynktem, sam nie wiedząc czemu, wzięła do pyska śnieg. Szybko go wypluła, przerażona własnym zachowaniem. Ten, który pozostał na jej języku, roztopił się i ku zdziwieniu Lilith, smakował jak woda, a raczej nie smakował, czyli dokładnie jak woda.
- Z czego jest śnieg? - Waderka znów chciała wziąć go do paszczy, przekonana możliwością ugaszenia pragnienia. Tym razem jednak zastanowiła się dwa razy i stwierdziła, że lepiej zapytać Balora czy jest on jadalny.

Górska łąka

#44
Niebo nieśmiało przechodziło z granatu w jaśniejsze szarości, na co zerkał lekko zdziwiony. Czyżby już zamierzało świtać. Ciekawe jak daleko udało im się dojść. Maszerując tak wolnym tempem nie czuł zmęczenia, więc ciężko mu było ocenić pokonaną odległość po wniesionym wysiłku. Wtedy do jego uszu dotarło pytanie, wyrywając Wronę z rozmyślania.
- Śnieg ? - powtórzył pytanie odnajdując spojrzeniem Lilth - To zamarznięta woda. Gdy jest dość zimno, zamiast deszczu pada śnieg, a rzeki i jeziora pokrywają się przejrzystą skorupą, czasem tak twardą, że można po nich chodzić - wyjaśnił powoli wilczątku, wracając wzrokiem przed siebie. Przesmyk, którym szli właśnie zakręcał, skłaniając Balora do dalszych rozmyślań nad ich aktualną trasą. Idealnie by było, gdyby udało im się wyjść od razu po drugiej stronie gór, ale ciężko było przewidzieć, gdzie skalna droga kończyła swój bieg.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Górska łąka

#45
Woda? Czyli mogła go zjeść,będzie musiała częściej słuchać swojego instynktu. Wpakowała do pyska tyle śniegu ile dała radę i poczekała aż się roztopi. Nie dość, że się napiła, to stwierdziła, że to całkiem fajna zabawa. Wzięła do pyska kolejna porcję i kolejna. Kiedy nie mogła już więcej wypić, biegała z topnacym śniegiem w pysku i cieknącą z paszczy wodą.
Widząc zakręt, podeszła do Balora, niepewna co może się za nim znajdować. Droga za rogi, nie różniła się jednak od tej która szli.

Górska łąka

#46
Balor szedł, a Lili brykała, sprawiając, że czarny basior po raz kolejny uznał, że ich spotkanie było jakąś złośliwą drwiną Bogów, bo kto inny splótł by los samotnego i wiecznie szukającego zaczepki samca z porzuconym dzieckiem. Co prawda często i chętnie twierdził, że Bogów nie ma, nigdy nie był wierzący, a nawet jeśli były szanse na to by uwierzył, to umarły one śmiercią tragiczną podczas gdy zasypiał, nie będąc pewnym czy przetrwa kolejny dzień. Mimo to jednak ostatnimi czasy trochę zmienił swoje zdanie. Bogowie istnieli i byli podłymi złośliwymi bytami, bawiącymi się kosztem innych, bo jak inaczej wyjaśnić niektóre sytuacje, będące zbyt abstrakcyjnymi na zwykły zbieg okoliczności.
Droga za zakrętem faktycznie była taka sama, ale ściany powoli rozświetlały subtelne promienie słońca, które nie tylko wschodziło, ale dzielnie wychyliło się zza chmur. Po za tym powietrze docierające do nosa basiora miało trochę inny zapach. Przez chwilę wyczuł nawet nutkę żywicy, co oznaczało, że wreszcie zbliżali się do lasu. Normalnie ruszył by galopem, ale w tej sytuacji po prostu brnął dalej niezmiennym i wytrwałym tempem, licząc, że za chwile wydostaną się z górskiego przesmyku.

/ Zt.
" ... I keep the laws I make ... I'm living on the edge ...
I'm a man without a country and I got no place to go.
Each day I fight to live. I fight to stay alive.
Don't get in my way. Unless you want to die ..."

Joey DeMaio

Górska łąka

#47
Zrobiło się jaśniej, a Lilith szczęśliwa spojrzała ku górze, może wreszcie słońce trochę rozweseli ten krajobraz. Zdecydowanie wolała zielone lasy niż skaliste góry.
Znudziła jej się już zabawa z samą sobą, zwykle w stadach było więcej niż jedno szczenie i nie brakowało im towarzyszy do zabawy. Lil miała tylko jednego i w dodatku nie wykazującego zbyt wielkich chęci do zabawy, a to skutkowało tym, że to zawsze ona musiała go zaczepiać.
I tym razem wzięła sprawy w swoje łapki. Podbiegła do samca i skoczyła mu w stronę pyska. Nie sięgnęła więc spróbowała jeszcze raz, kiedy i ta próba spaliła na panewce, waderka postanowiła zmienić taktykę.
Skoczyła na bok Czarnego i przejechała po nim łapami, starając się iść bokiem na dwóch łapach i przytrzymywać ciała Balora. Za każdym razem gdy spadła, próbowała z drugiej strony. Tak idąc rozglądała się na boki, by po jakimś czasie zobaczyć skraj tak upragnionego lasu. Były to dopiero pojedyncze drzewa ale dalej stała już ściana drzew, zachęcająca przybyszów do wkroczenia między pnie.

/zt

Górska łąka

#48
Łapy Burzowej ponownie przyniosły ją w okolice górskich szczytów. Nie przybyła tu z żadnego konkretnego powodu - ot, opuściwszy jaskinię ruszyła przed siebie, wkrótce wydostając się z iglastego lasu, po czym ujrzawszy w oddali góry, zdecydowała skierować się w tamtą stronę. W końcu ostatnim razem, gdy tu przebywała, nie udało jej się zbyt dobrze zwiedzić okolicy. Ledwie gdzieś się pojawiła, a trafiła na niemałe zamieszanie, które skończyło się walką z rozwścieczoną niedźwiedzicą. Po jej pokonaniu znów wróciła na niziny. Teraz, skoro chwilowo nie miała żadnych innych planów, mogła wreszcie nieco się tam rozejrzeć.
Krążyła po okolicy, zaglądając z zaciekawieniem w każdy zakamarek. O dziwo nie natknęła się na ślady zapachowe, świadczące o obecności watahy, a doskonale pamiętała, że takowa zamieszkiwała te tereny. Nie zastanawiała się jednak zbytnio, co stało się z tamtymi wilkami, zamiast tego skupiając się na zwiedzaniu okolic.
Dotarła na położoną wśród szczytów łąkę, teraz pokrytą śniegiem, kiedy zaczęła odczuwać głód. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu spędziła dobrych parę godzin na wędrówce, która z powodu zasp zalegających w niektórych miejscach nieco męczyła. Wadera przystanęła, rozglądając się uważnie dookoła, węsząc i nasłuchując. A nuż będzie miała szczęście i w pobliżu znajdowała się jakaś zwierzyna?
Po dłuższej chwili poszukiwań i krążenia w kółko jej uwagę przykuły wyraźne ślady pozostawione w śniegu. Niewątpliwie należały do niedużej grupki kozic. Po uważnym obwąchaniu ich zdołała stwierdzić, iż są stosunkowo świeże, co oznaczało, że zwierzęta wciąż mogą przebywać w pobliżu.
Co prawda kozice do najłatwiejszych zdobyczy nie należały i zdecydowanie trzeba się za nimi nabiegać, lecz Chmurze nie uśmiechało się udawać na poszukiwanie innej zwierzyny, skoro tutaj miała potencjalny posiłek pod nosem. Ruszyła więc po śladach, starając się sunąć cicho wśród zasp, niemalże szorując brzuchem po śniegu.
Dostrzegłszy w oddali stadko kopytnych, przystanęła, ukrywając się częściowo za jakimś samotnym kamieniem. Uważnie obserwowała zwierzęta, czekając na odpowiedni moment. Gdy dostrzegła, że jedna z kozic zaczyna oddalać się nieco od swych towarzyszy, ruszyła w jej stronę, skradając się. Futro Chmury, zazwyczaj dobrze maskujące ją na tle ziemi i pni drzew, teraz, gdy okolicę okrywał śnieg, odznaczało się wyraźnie. Dlatego też samica musiała trzymać się nisko na łapach, ukrywając za większymi zaspami bądź głazami. Ponadto, ustawiła się pod wiatr, by uniemożliwić zwierzynie wyczucie jej zapachu. Podkradłszy się tak blisko, jak tylko była w stanie odczekała chwilę na odpowiedni moment, po czym wyskoczyła ze swej kryjówki, pędząc w stronę upatrzonej ofiary.

Górska łąka

#49
Wynik rzutu na pościg: 4 - porażka

Mimo wszelkich zabiegów, o jakie drapieżnik zadbał, aby podejść i skutecznie zaatakować swoją niedoszłą ofiarę, kozica nie dała się nabrać. Jej zmysły były na tyle czujne, że w ostatniej chwili zerwała się do ucieczki przed waderą, zwinnie pędząc przed siebie aby ocalić życie.

Górska łąka

#50
Prychnęła z irytacją, gdy zwierzyna uniknęła jej kłów. Właśnie z tego powodu zazwyczaj unikała polowania na te ssaki - były niezwykle denerwujące i zdecydowanie trzeba się było namęczyć. Na chwilę obecną nie uśmiechało jej się jednak włóczenie się po górach z pustym żołądkiem w poszukiwaniu łatwiejszej zdobyczy, więc wydawszy uprzednio z siebie krótkie warknięcie przyśpieszyła, starając się jak najbardziej zmniejszyć odległość między nią a uciekającym roślinożercą i rzucić się nań z zębami.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron